Archiwa tagu: prawa reprodukcyjne

kaja godek

Z dużą cierpliwością znoszę powracający jak bumerang rzucany przez polską prawicę temat praw reprodukcyjnych kobiet, a właściwie – postulatu całkowitego ich zniesienia. Co kilka, kilkanaście miesięcy konserwatywne środowiska w Polsce koncentrują – choćby na niewielką chwilę – uwagę opinii publicznej na temacie dopuszczalności możliwości przerywania ciąży. Na przykładzie tym widać – jak w soczewce – paradoks III RP. Kompromisowe rzekomo rozwiązania systemowe okazują się erodować. Tym bardziej, że druga – progresywna – strona nie bez słuszności rozwija swój sprzeciw. Kwestia aborcji zawsze była jedną tych, które najskuteczniej bipolaryzowały społeczeństwo po 1989, dlatego w jej rozpatrywaniu należy zawiesić partyjne barwy i podjąć rzeczową dyskusję.

 

Konstytucja RP stwierdza, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich jej obywateli. W myśl tej zasady prawo obowiązujące w państwie powinno być ustalane na podstawie względnie obiektywnych, racjonalnych reguł, wolnych od swądu kościelnego kadziła. Pomimo to wciąż znajdują się grupy, które dążą do zbudowania swoistej formy szariatu – państwa, w którym determinantą prawa są religijne fatamorgany natchnionych fantastów.

 

W wolnym, demokratycznym państwie nie można opierać ustaw o li tylko koncepcje filozoficzne i religijne, bo nawet, gdy te są właściwe grupom większościowym, wymagają wewnętrznego konsensu wszystkich części społeczeństwa. W kontekście praw reprodukcyjnych ma to tym większe znaczenie, że osób wyznających dany pogląd – katolików, lub w tym wypadku raczej katoliczek, których głos w tej debacie wybrzmiewa o wiele ciszej niż tubalne ryki biskupie – nikt nie będzie zmuszał do aborcji. Prawo do przerywania ciąży jest możliwością, nigdy zaś przymusem.

 

Nikt nie namawia kobiet do usuwania ciąży, ale – ponieważ zabiegi te są wykonywane – państwo powinno dołożyć starań, by przebiegały w warunkach niezagrażających życiu i zdrowiu kobiety. Fakt ten nie znalazł odzwierciedlenia w regułach prawa.

 

Trzeba nam pamiętać o tym, w jak złej kondycji obecnie znajdują się prawa kobiet. Zjawiska przemocy domowej i dzieciobójstwa wskazują, że kobieta często jest postawiona w roli „innej”, nieuprawnionej do pomocy, gdy potrzebne jest wsparcie ze strony rodziny i instytucji polityki społecznej. Skutkuje to zjawiskami o zbrodniczym wręcz wymiarze – zarówno gdy mowa o kobietach dopuszczających się zbrodni, jak i tych godzących się na poniżaniem w domu przez męża do partnera, jakoby uznając, że to jej się należy. Wciąż sprawy kobiet są traktowane jako kwestie domowe, intymne, wobec czego należałoby stwierdzić, że kobieta powinna być posłuszna i nie wyciągać swoich problemów na światło dzienne. Młodzi Polacy – a w sposób szczególny kobiety – nie są wyposażane w szkole w niezbędną wiedzę służącemu świadomemu rodzicielstwu. Ustawa kwotowa jest fragmentaryczna i niepełna; wciąż polska klasa polityczna nie jest gotowa na system suwakowy, który z powodzeniem obowiązuje w wielu państwach świata. A mimo wszystko kobietom odebrać chce się jeszcze więcej – nawet możliwość decydowania o własnym ciele.