Archiwa tagu: Unia Europejska

wallpaper-world-map-2006-large

Istnienie pewnych wartości, pomimo zmieniających się czasów, dowodzi tego, że idee są trwalsze od rzeczy. W tym kontekście funkcjonuje jeszcze pojęcie państwa, które objawia się przede wszystkim w sferze sentymentalnej. Człowiek potrzebuje rzeczy, które wpływają na jego emocjonalność, i – niekiedy intuicyjnie – wprowadza się w ich orbitę. Przywiązanie do koncepcji dawnej państwowości jest irracjonalne o tyle, o ile uznamy, że odwołuje się ono do anachronicznego sposobu rozumowania świata. Mówiąc o sposobie kształtowania ustroju społecznego i gospodarczego należy odwoływać się wyłącznie do aktualnych terminów; w przeciwnym wypadku nie bylibyśmy w stanie – jako społeczeństwo – wypracować aktualnej strategii politycznej.

 

Od dłuższego czasu prerogatywy państwa są ograniczane. Następuje swoisty outsourcing państwa; przeniesienie jego zadań na inne podmioty. Przykładów tego zjawiska nie trzeba daleko szukać: przez ostatnie 20 lat dano nam okazję do tego, by blisko poznać się z prywatyzacją, komercjalizacją czy partnerstwem publiczno-prywatnym.

 

Kryzys współczesnej państwowości dotyka nawet nie tyle ideę instytucji jako takiej, ile samą koncepcję państwa narodowego – to ona okazała się najmniej odporna na wpływy kapitału. W miejsce prerogatyw zarezerwowanych dotychczas dla rządów i ich instytucji wchodzą samorządy i podmioty międzynarodowe, które są – bardziej niż władze państwowe – podatne na ingerencje zewnętrzne (rozmaitych grup interesów, globalnego kapitału, ładu korporacyjnego), lub też reprezentujące ten kapitał wprost – podmioty prywatne. Przeniesienie zadań państwa na podmioty prywatne następuje na dwa sposoby; mamy do czynienia z dwojakiego rodzaju metodologią demontowania państwa jako regulatora stosunków społecznych: pośredni i bezpośredni.

 

Zjawisko to jest dla społeczeństwa, zwłaszcza w długim horyzoncie czasowym, niekorzystne. Celem usług publicznych jest zaspokajanie potrzeb obywateli – bardzo często niewymiernych, niemożliwych do obliczenia i nieujmowalnych w ramach kalkulacji ekonomicznej, nie zaś generowanie zysków. Organy władzy powinny być niezwykle ostrożne przy przyjmowaniu modelu „dużego przedsiębiorstwa“. Celem firmy zawsze jest zysk, a celem państwa zawsze musi być człowiek. Można przyjmować wyniesione z doświadczeń kapitału sposoby funkcjonowania i zarządzania, ale tylko wtedy, gdy służy to zaspokojeniu potrzeb społecznych. Koniec władzy rozkazodawczej, której śmierć w naszej części świata został definitywnie przypieczętowany upadkiem komunizmu, powoduje, że możemy dziś żądać od władzy tego, że będą swoistym usługodawcą. Musimy jednak pamiętać o tym, że wektorami powinny być tu spójność społeczna, zrównoważony rozwój i poszanowanie praw mniejszości, a nie płaska logika rynku. Obywatele są dziś niejako „użytkownikami“ państwa i dlatego pewien standard po prostu im się należy. W dobie globalizacji potrzeba kulturowej wspólnoty została przeniesiona z państwa na globalny rynek kultury, ponieważ dominujący w tego rodzaju przemyśle stał się zachodni kod kulturowy. Teraz, gdy utrzymujemy władze przy istnieniu, choć nie zaspokajają one naszych głęboko ukrytych, psychicznych pragnień, mamy prawo żądać od nich pozostawania na pewnym, wysokim poziomie.

 

Przeciwne działanie oznaczałoby anihilację koncepcji państwa liberalno-demokratycznego. Jeżeli kapitalizm chce się utrzymać, sam musi pozwolić na liczne ograniczenia jego samego – jak wysokie opodatkowanie czy społeczna odpowiedzialność przedsiębiorstw. Gdyby tego nie zrobił, warunki, z których wyrósł – które dały mu możliwość rozwoju – zaczną być niekorzystne. Przedsiębiorcy muszą wreszcie zrozumieć, że podatki to nie haracz, ale raczej spłata długu za to, że państwo stworzyło odpowiednie otoczenie, które pozwoliło na wystąpienie jednostki takiej, jak przedsiębiorca. Demontaż państwa liberalno-demokratycznego,  zwłaszcza w tak niespokojnych czasach, zepchnąłby nas z powrotem w arkany autorytaryzmów.

 

Kryterium sensu wolnego rynku jest wyznaczane przez wektor służenia społeczeństwu. Kapitał jest potrzebny tak długo, jak zaspokaja nasze potrzeby: zawsze musi być środkiem, nigdy celem. Państwo nie ma obowiązku, i – więcej – nie powinno przyczyniać się do istnienia podmiotów, które działają na szkodę ludzi. Jego podstawowym zadaniem jest chronienie obywateli. Dziś znaczy ono tyle co przestrzeń, wspólne wartości, energia, ludzie, tradycja. Model państwowości z celnikami, aparatem władzy, policją myśli i romantycznym paradygmatem polityki jest dziś nadzwyczaj mocno przebrzmiały, nieaktualny, niedostosowany do realiów. Establishment wielu państw odchodzi dziś od prowadzenia wielkich narracji, stosując w ich miejsce zwyczajną, pragmatyczną technokrację. Partie lewicowe i prawicowe w Europie niewiele się różnią, a nawet jeżeli, to częstokroć są to różnice estetyczne. Tak właśnie, w mojej ocenie, prezentuje się doskonale znany nam spór między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Postpolityka wyparła politykę, postmodernizm jest niemożliwy do zatrzymania.

 

Społeczeństwo powinno umieć wybierać takie władze, które będą potrafiły wziąć na siebie odpowiedzialność za dobrostan słabych (mniej zdolnych), ponieważ korporacje nie zechcą tego zrobić. Kapitał działa zawsze na zasadzie równowagi sił, państwo – na zasadzie wartości i utrzymywania pewnego ładu aksjologicznego. I o ile rachunek ekonomiczny – czego dowiódł czeski ekonomista Thomas Sedlacek – jest możliwy do podważenia i posiada wiele słabych punktów, o tyle wartości, na których opiera się człowiek, są par exellance ukoronowaniem cywilizacji.

 

Wybór, który nas czeka, to wybór pomiędzy przeniesieniem przymiotów państwa w stronę korporacji (umacnianie władzy globalnego kapitału), albo w stronę jakiejś formy wzmacniania państwowości. Paradoks polega jednak na tym, że do tego drugiego można doprowadzić w sposób o wiele bardziej efektywny, niż za sprawą klasycznego umacniania władzy. W dobie tak wyraźnej dominacji pieniądza i zatarcia się granic jedynym organizmem odpowiadającym potrzebom ludzi jest zwiększanie znaczenia instytucji międzynarodowych.

 

W obecnej sytuacji Polski oznacza to głęboką konieczność uświadomienia sobie potrzeby nieskończenie dalekiej integracji z Unią Europejską. Nie tylko dlatego, że wartości, które płyną z Europy są bardziej postępowe, ale także dlatego, że siła Polski – mierzona siłą jej obywateli – będzie większa wtedy, gdy Polacy będą mocno osadzeni w strukturach europejskich. Działa tu bardzo prosty mechanizm: im bardziej się zintegrujemy, tym większy wpływ będziemy mieli na losy wspólnoty. Działalność eurosceptyczna jest z góry skazana na niepowodzenie, może próbować odsunąć „nowoczesność“ w czasie, ale nie pokona jej. A jeśli przyjmiemy ją i uformujemy na swój sposób – wówczas okaże się nam bardziej korzystna.

 

Przezwyciężenie swoistej społecznej nieodpowiedzialności kapitalizmu możliwe jest tylko za sprawą solidarnego, zwartego i silnego społeczeństwa. Narzędziem do tego, zwłaszcza w czasie globalizacji, jest wiele skoordynowanych ze sobą polityk, które muszą być przekazane demokratycznym organizmom ponadnarodowym. Warunkiem tego jest rzeczywisty udział obywateli w sprawowaniu władzy. Naszym celem powinna być europejska demokracja.