Miesięczne archiwum: Listopad 2013

14 listopada mija data zgłaszania miast do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022. Zgłoszenie kandydatury Krakowa jest już przesądzone. Z jakimi szansami na ostateczny sukces? Marnymi.

Na brak imprez dużej rangi w Polsce nie mogliśmy w ostatnich latach narzekać. Nie są to jednak imprezy przyciągające na areny zmagań tłumy kibiców. Z reguły niszowe, którymi nie interesuje się większość świata. Cieszymy się z mistrzostw świata w podnoszeniu ciężarów we Wrocławiu, ale mistrzostwa była w stanie zorganizować nawet najbiedniejsza w Europie Albania. Euro 2012, Eurobasket, Tour de Pologne czy przyszłoroczne mistrzostwa świata w siatkówce to już imprezy z wyższej półki. Trzeba mieć odpowiednią infrastrukturę i klimat stricte sportowy. Tu mamy niewątpliwie powody do dumy. Kwestia organizacji zimowych igrzysk olimpijskich to już jednak zupełnie inna bajka.

“Istotą igrzysk nie jest zwyciężyć, ale wziąć udział” – mawiał baron de Coubertin. Czytając tekst Marii Mazurek z Gazety Krakowskiej, można odnieść wrażenie, że z takim też hasłem na sztandarach władze Krakowa startują do wyścigu. No ale sprawdźmy, co mamy do zaoferowania.

Podążamy za trendem wystawiania kandydatury dużego ośrodka miejskiego. Lillehammer czy Albertville przez długi czas pewnie się nie powtórzą. Dlatego i my nie wystawiamy drugi raz Zakopanego, lecz Kraków. A właściwie sam się wystawia – na porażkę. Na polskie warunki jest miastem dużym i nowoczesnym, ale w szranki przyjdzie mu stanąć m.in z wyposzczonymi od swoich ostatnich igrzysk Oslo i Monachium. Infrastrukturalnie trudno w ogóle cokolwiek porównywać. Kraków wiele lat czekał na nowoczesną halę. Jedną! Przyszłoby zbudować jeszcze kolejne dwie lub trzy, w tym kryty tor do łyżwiarstwa szybkiego. Hokej i łyżwarstwo figurowe nie zadowolą się kilkutysięczną publicznością, a sam pomysł przeniesienia niektórych meczów 80 kilometrów dalej do Spodka jest jak on sam – kosmiczny.

Kraków to również jedno z najbardziej zanieczyszonych miast w Europie, co niezbyt współgra z ideą igrzysk w zgodzie z przyrodą. Gros konkurencji narciarskich miałoby się odbyć w Zakopanem i jego okolicach. Problem “Zakopianki” wałkowany był setki razy. Sama stolica polskich Tatr stara się od lat o organizację MŚ w narciarstwie klasycznym. I od lat przegrywa z kretesem, tłumacząc to nordycko-alpejską koalicją w FIS. Cóż, jakoś ta koalicja nie przeszkodziła przyznać mistrzostw 2009 czeskiemu Libercowi. Z kolei konkurencje alpejskie miałyby się odbywać na Słowacji. Taki argument na pewno mocno “zapunktuje” u MKOl-u. Konkurencje saneczkowo-bobslejowe? Tutaj nam już Słowacy w sukurs nie przyjdą. Sami musimy wyłożyć spore pieniądze na budowę toru i jeszcze większe na utrzymanie. Pal licho, że na coś mało funkcjonalnego, i to nawet zimą. Kiedy MKOl dorzucał boblseje kobiet i skeleton, kolejni organizatorzy najchętniej wyrzuciliby rynnę z programu igrzysk. Z wyjątkiem rosyjskiego Paramonowa i budowanego co roku z bloków lodowych tradycyjnego i unikatowego w St.Moritz, w ostatnich 30 latach tory powstają już praktycznie tylko na potrzeby igrzysk. Potem popadają w zapomnienie. Monachium tego problemu nie ma. Historyczny i zarazem nowoczesny tor w Koenigssee stoi i czeka.

Zupełnie kuleje też sama promocja idei organizacji igrzysk. Jest poparcie rządu i parlamentu – zupełnie przemilczane przez media. Sam premier dość sceptycznie wypowiadał się rok temu o organizacji wielkiej imprezy w najbliższych kilkunastu latach. Na obecność ministry sportu w mediach z kolei narzekać nie możemy, choć odniesień do samych igrzysk w jej wypowiedziach tyle, co kot napłakał. Póki co twarzą kandydatury jest posłanka Jagna Marczułajtis, w kraju rozpoznawalna głównie przez sportowych koneserów – za granicą nołnejm. Gdyby nie ten błąd w samej końcówce półfinału w Salt Lake 2002…  Monachium do promocji imprezy zimowej nie zawaha się użyć choćby ikony piłki nożnej Franza Beckenbauera czy Katariny Witt. Tylu wybitnych sportowców co Niemcy nie mamy, ale na pewno kilku bardziej znanych krajan Marczułajtis można by wykorzystać.

Po czwarte, przyjdzie nam się zmierzyć z betonem MKOl. Nowym przewodniczącym jest Niemiec, a jaki wpływ na organizację igrzysk w Barcelonie miał Samaranch, nie trzeba przypominać. Komitet nie przyznaje organizacji krajom na dorobku, ale pewnym i zamożnym. Wyjątkiem były igrzyska demoludów Sarajewo 1984. Następnie były Kanada, Francja, Norwegia, Japonia, USA, Włochy i znów Kanada, zaraz będzie Korea Południowa. Te w Soczi są może i pewnym przełomem, ale kto bogatemu zabroni… Ponadto MKOl liczy na szreg przywilejów. Nie jest to organizacja charytatywna, lecz przedsiębiorstwo nastawione na zysk.  Stolica Norwegii już poczyniła starania o preferencyjne traktowanie Komitetu przy ewentualnej organizacji, także w sprawach podatkowych. My podczas Euro 2012 tak samo potraktowaliśmy UEFA i nie do końca chyba było nam z tym komfortowo.

Data wyboru 31 lipca 2015 zbiega się z kampanią wyborczą w naszym kraju. Jeżeli jakimś cudem udałoby się zdobyć wymagane zaufanie MKOl-u, byłby to największy z możliwych prezentów dla rządzących. Bardziej jednak prawdopodobne, że premier pogratuluje tego dnia koleżance Merkel, a nam na koniec pozostanie już tradycyjne zaptapianie smutków w „winie Tuska”.

Aktualizacja:
Mieszkańcy Bawarii opowiedzieli się jednak przeciw organizacji igrzysk, więc kancelrz Merkel poczekać musi na inne gratulacje. Szanse Krakowa wzrastają. Powodzenia! 🙂