Archiwa tagu: Tusk

Tegoroczne wybory przypominają taktykę żabich skoków. PiS odbija małe, stosunkowo nieważne lub po prostu utrzymuje swoje przyczółki. Na koniec idzie po potężną Warszawę. Najpierw trzeba jednak odwołać złą prezydent. Złą, bo z PO. Ten z PiS to już oczywiście legenda.

Warszawa przed erą Gronkiewicz-Waltz była krainą mlekiem i miodem płynąca. Przyszła Hania – stolica wygląda jak po drugim Powstaniu. Takie wrażenie można odnieść po wypowiedziach polityków PiS. Również tych, którzy z Warszawy nie pochodzą, nie mieszkają, a wcześniej bywali tam co najwyżej na szkolnych wycieczkach.

Z kolej poprzednik posiadł niemal cechy bohatera bylin. Łukasz Warzecha przekonywał na Twitterze, że za Lecha Kaczyńskiego zima nie zaskakiwała drogowców. System przedwojennej kanalizacji też jakby lepiej odprowadzał wodę po ulewach, a korków najstarsi Warszawiacy nawet nie pamiętają. Media spod znaku niepokornych i “niezależnych” Lecha Kaczyńskiego porównują do bohaterskiego prezydenta Starzyńskiego. Tak robi właśnie w najnowszym “wSieci” jeden z felietonistów. Kaczyński stolicą rządził tylko 3 lata. Zrobił więcej niż Bufetowa przez 7. Zasługuje na pomnik, reprezentacyjną ulicę, stadion swojego imienia… Mityzacja raz za razem przekracza kolejny Rubikon. Dla samego bohatera niedźwiedzia przysługa.

Jedno mnie w tym wszystkim ciekawi. W wyborach 2002 Kaczyński prezydenturę stolicy zdobył prawie w I turze (49,5%). W drugiej wygrał z Balickim procentowym stosunkiem głosów 70:30. Takim zaufaniem cieszył się na początku kadencji. Trzy lata później w wyborach prezydenckich w samej Warszawie jej prezydent w obu turach był dla Donalda Tuska już tylko tłem:

http://prezydent2005.pkw.gov.pl/PZT1/PL/WYN/W/146501.htm

http://prezydent2005.pkw.gov.pl/PZT/PL/WYN/W/146501.htm

Jeżeli dobrze kojarzę, Tuska nigdy przedtem na stołecznych listach wyborczych nie było. W 2005 tuż po wygranych wyborach parlamentarnych PiS było na fali. Na mityczny przemysł pogardy też trudno się powołać. Fakt – trzeba odróżnić specyfikę wyborów ogólnopolskich od lokalnych, choć wyborcy również ci sami. Skoro jednak Lech Kaczyński był tak wspaniałym prezydentem stolicy, jakim cudem przegrał u siebie z gdańszczaninem o kaszubskich korzeniach? I to w takich rozmiarach. Zaiste Warszawiacy musieli bardzo kochać swojego prezydenta. Nie chcieli się nim z resztą Polski dzielić.