Jest już czas na to, aby zastanowić się, jakie długofalowe skutki będzie miała dla przyszłości Polski ta nieszczęsna kadencja. Opiszę z grubsza główne tezy PiS, którymi przez najbliższe spodziewane 3,5r będzie się zmieniać kraj. Za „dobrą zmianę” zapłacimy głównie w dwóch aspektach – w sferze gospodarczej i w sferze polityki zagranicznej, czyli wprost w przyszłym bezpieczeństwie Polski. Bo nie zabawy w „telewizję narodową” są istotne, nie jest ważna propaganda na poziomie komuny, wiecowe, składające się z 80 w kółko powtarzanych zdań, wystąpienia Szydło i nie zabawy Błaszczaka w ministerstwo, są ważne. Nawet wycinka puszczy, bo nie takich idiotów przetrwała.

Reagan_PopeJPII_Alaska (1)

Po pierwsze 500+ które doprowadzi do wzrostu zadłużenia, będzie skutkowało w rezultacie pozbawieniem nas rezerwy demograficznej, zamachem na niezależność NBP, bo ten będzie się bronił przed dodrukiem pustego pieniądza, zatem zmieni się ustawy, aby sztucznie utrzymywać złudzenie, że system się nie sypie. Efektem tego, z pewnym bezwładnościowym opóźnieniem gospodarki, będzie powrót inflacji, (sądzę że raczej wyższej niż znamy z ostatnich lat kiedy była), jak przypuszczam w okolicach drugiej połowy 2019. Co za tym idzie wzrost stóp procentowych dla kredytów na złotówkach i spory ból głowy dla spłacających kredyt w naszej walucie, przyzwyczajonych do „balcerowiczowskiego” stylu zarządzania polityką stóp procentowych. W zasadzie sam czynnik wzrostu cen zadecyduje, że druga kadencja, jak przypuszczam, zdobyta zmianą ordynacji wyborczej, będzie dla PiSu ostatnią, chyba, że zdecydują się na fałszerstwa. Program 500+ przywróci socjalistyczne oczekiwania społeczne z którymi, jako naród walczyliśmy przez 26 lat, aby choć trochę przybliżyć się do protestanckiego modelu społeczeństwa pracy. Program ten będzie eskalowany, a kwoty będą podnoszone bez oglądania się na rachunek ekonomiczny. Dodatkowo, ma już wpływ, a będzie miał większy, na płacowe zachowania przedsiębiorców. Którzy, jakby przy okazji, otrzymali bodziec do zamrożenia pensji, na które większość Polaków narzeka od lat, ponieważ państwo wzięło na siebie ciężar dofinansowania rodzin. W kwietniu 2016 stawiam tezę, że ruch ten spowoduje stagnację wynagrodzeń na kilka lat, mimo oczekiwanych i gospodarczych wskaźników, które w najbliższych 4 latach pozwoliłby na stopniowe, ale wyższe niż ostatnio, wzrosty realnych wynagrodzeń. Decydowałyby o tym dwa czynniki, malejąca podaż rąk do pracy, oraz rozwój gospodarki. Zarówno firmy konsultingowe jak i inne ośrodki zapowiadały skokowy wzrost płac w najbliższych latach. Ale nie przewidziały PiSu. Po kilku latach rządów PiS odziedziczymy gigantyczne zasłużenie, osłabioną złotówkę, zwiększone roszczenia mniej aktywnych na rynku  oraz inflację pożerającą owoce wzrostu. A i wzrost w takich warunkach będzie stopniowo hamował.

Oczywiście będą publikowane dane o wzroście płac. Ponieważ reżim utworzy nowe miejsca pracy w nowych urzędach, oraz będzie balansował na granicy szantażu związków zawodowych w starych branżach. Zatem lepiej zarobią policjanci, sądownictwo, przejmowane szczeble administracji może wojsko i na pewno branże uzwiązkowione.

Zadłużenie wewnętrzne, niekompetentne kadry na najwyższych szczeblach oraz wzrost inflacji spowodują spadek inwestycji zagranicznych i ratingów dla Polski. W dłuższej perspektywie pogorszy to równowagę mikro i makroekonomiczną i doprowadzi do jakiejś formy kryzysu. Ten idąc równocześnie z inflacją spowoduje nacisk na wzrost płac i zwiększanie zasiłków takich jak 500+ i jesteśmy załatwieni jak Grecja.

Waszczykowszczyzna. Czyli amatorsko chaotyczno histeryczna dyplomacja. Waszczykowski nie posiada strategii, a jeśli nawet powoływałby się na tzw spuściznę Lecha Kaczyńskiego, to poza ogólnymi tezami wzmacniania regionu mitycznego Międzymorza, nic o niej nie wiadomo, a o jej skutkach nikt nawet nie myśli, co nawet gorsze, niż sama koncepcja. Waszczykowski posiada jeszcze uprzedzenia i historyczne kalki, ale nawet szkoda czasu je opisywać. Rację miał oczywiście Sikorski stawiając tezę o tym, że demokratyczne Niemcy powinny stanowić punkt centralny UE, nie tylko w kontekście gospodarczym. Niestety zbytnia integracja naszego regionu z UE oraz przeszczepianie tej zarazy demokratycznej do Mołdawii, Gruzji i na Ukrainę – musiała w końcu obudzić sowieckiego niedźwiedzia. Nominację dla Sikorskiego, na szefa służb zagranicznych, udało się powstrzymać. Ze sfery publiczej wycofał się również jego główny partner, w  rozszerzaniu zainteresowania UE na wschód – Carl Bildt. Aby przypieczętować odejście Sikorskiego z polityki w Polsce oraz rozbić proeuropejską partię, wywołano aferę. Taśmy były jednym z elementów w europejskiej układance Putina. Wywołanie trwałego chaosu wewnętrznego w Polsce, który teraz obserwujemy, może być i z pewnością jest, częścią wojny hybrydowej, w której znajduje się Polska od 2014r. Jeśli naszą odpowiedzią na wojnę informacyjną, jest wcielenie do obrony terytorialnej członków skrajnej prawicy, robiących sobie zdjęcia z hitlerowskim pozdrowieniem, to jest dokładnie to, czego oczekuje Kreml. Brawo. Likwidacja umiarkowanej i proeuropejskiej partii poprzez atak na jej liderów, to mechanizm który odkrywają dziś Niemcy, otwarcie przyznający, że przeciw kanclerz Merkel prowadzona jest operacja między innymi na froncie informacyjnym. To, że niemieckie służby, w przeciwieństwie do naszych, to odkryły, nie oznacza, że uda się uratować obecną koalicję rządzącą w Niemczech. Bo wbrew fantazjom prawicowych pismaków, rządy demokratyczne mają znikomy wpływ na linie redakcyjne tabloidów.

W sferze stosunków międzynarodowych amatorszczyzna i ograniczenia intelektualne, tej ekipy doprowadzą do dalszego pogarszania naszych relacji z największymi państwami Europy a także, co równie istotne, są rozczarowujące i deprecjonujące Polskę jako tzw „największego przyjaciela” Ameryki w tej części Europy. Kluczowa i zignorowana, przez ekipę amatorów, była tutaj sondująca PiS wizyta w Polsce pani Nuland. Jeden z głównych współpracowników sekretarza Kerry’ego, nie zawiózł do Waszyngtonu, ani dobrych wrażeń, ani optymistycznych wniosków. Polska jako partner i zaufany przyjaciel Białego Domu, sama przepisała się na listę problemów z utrzymaniem demokracji, w orbicie geopolitycznych interesów USA. Jakie będą tego długofalowe i oczekiwane przez Rosjan skutki? Oraz jaki będzie to miało oczywisty wpływ na wsłuchiwanie się w nasze oczekiwania przez Biały Dom?

Po pierwsze Polska zostanie wypchnięta z głównego nurtu europejskiej debaty, wtedy kiedy wielkie państwa europejskie, tuż przed ważnymi szczytami, będą uzgadniać ze sobą, stanowiska na szczyt. Formuła „wielkiej szóstki” już jest ćwiczona jako „wielka piątka”, bez Polski. Nie mają z kim rozmawiać. Rozmowy o problemach świata takich jak Rosja, ISIS czy zmiany klimatyczne nie ma z kim w ekipie PiS prowadzić, z prostego powodu. Kaczyński nie interesuje się światem zewnętrznym i go nie rozumie, jego plan zemsty i nowego porządku obejmował tylko Polskę. Nie rozumie sieciowości świata, unii europejskiej ani zachodu. Kaczyński nie zna się na dyplomacji i nie umie postępować z dyplomatami. Wiele lat temu doświadczył tego ambasador Niemiec, a niedawno nowy ambasador USA. Człowiek który od ponad 20 lat komunikuje się ze światem przy pomocy służących, którym nie musi tłumaczyć swoich racji, ani nie szuka z nimi dysputy intelektualnej, ani nie będzie jej szukał ze światem zewnętrznym. Rób co ci mówię, albo odejdź. Tak można rozmawiać z Błaszczakiem ale nie z Merkel, Nuland czy Schulzem.

Po drugie, Kreml zyska na osamotnieniu Polski dokładnie dlatego, że w odpowiednim momencie zrozumiał, jak niebezpieczni są Polacy, tradycyjnie antyrosyjscy, w zjednoczonej Europie. Kreml obserwował wzrost znaczenia, zarówno Tuska, którego nominacji nie udało się powstrzymać jak i Sikorskiego,o czym było wyżej. Ale przy drugiej kadencji Tuska, można odpowiednio i dość prosto zmanipulować Kaczyńskiego o czym wie Putin. Tradycyjnie rozumiejący zagrożenie ze wschodu Polacy, muszą być trwale wyeliminowani z dyskursu europejskiego (dla wspólnego dobra Zachodu i Rosji, dla wspólnych interesów – przekaz) i ten plan jest realizowany jednocześnie z rozbijaniem wspólnoty. Bo doprawdy, trzeba być dziennikarzem obecnego Dziennika Telewizyjnego, aby uznać, że Szydło odniosła w parlamencie europejskim sukces. A nie dostrzegać osłupienia i zażenowania elit europejskich, z wypisanym na twarzy pytaniem: jak to buractwo weszło do UE? Zatem po pierwsze Polskę należy osłabić, po drugie rozbić UE.

Wreszcie Kaczyńskiego Międzybaśnie czyli Międzymorze. Nie ma wspólnych interesów pomiędzy państwami naszego regionu Europy, a dodatkowo bycie liderem na siłę, gdy nie ma się gospodarczej potęgi Niemiec, jest dosyć groteskowe. Pochwały i pakty z Budapesztu mają takie znaczenie dla historii Polski jak dla Wietnamu nasze poparcie. Dwa niedemokratyczne reżimy wspierające się nawzajem, aby blokować rezolucje, czy decyzje wymierzone, w te reżimy, przez UE. Polska jako nadzieja i wzór do naśladowania, krajów chcących wyrwać się z dominacji rosyjskiej, to już przeszłość. Międzymorze nie tylko się nie uda, co przy okazji popsuje jako niechciany projekt inne ważniejsze i trwalsze interesy Polski, nad które będzie bezmyślnie przedkładana.

Największa strata, za którą przyjdzie płacić naszym dzieciom, to utrata wizerunku Polski, marki Polski na którą pracowaliśmy, ciężko i wspólnie od 1989, przyjmowani do rodziny Zachodu. Nieobecność Polski i europy wschodniej w dyskursie, sztuce i polityce świata zachodniego, o którym znakomicie pisze profesor Thompson, zaczęła być zastępowana przez Polskę jako miejsce bliskie europejczykom, zamieszkane nie przez białe niedźwiedzie, tylko przez ludzi wyznających te same wartości. Kraków czy Wrocław jako miejsce znane turystom z klasy niższej średniej i średniej z bogatych państw zachodu, zaczęły wchodzić na mapę Europy jako część bytności wizerunkowej, wiele też dobrego, dla dookreślenia i dostrzeżenia Polski, zrobiła udana organizacja Euro 2012. To wszystko już się skończyło. Teraz mamy ONR na państwowych obchodach i pogrzebach, kilka metrów od urzędników państwa, Kaczyńskiego mówiącego o pasożytach w ciałach uchodźców, państwową telewizję wyglądającą jak państwowa rosyjska, albo północno koreańska. Brakuje tylko płaczącej prezenterki wiadomości. Ale to kwestia czasu jak się Krzysztof Ziemiec rozpłacze. Czyli w zasadzie w 6 miesięcy, zaprzepaściliśmy wizerunek gospodarczego Singapuru w Europie, wizerunek otwartego społeczeństwa, kochającego wolność, o którym Ronald Reagan mówił, że jest tylko z wierzchu czerwone, a w środku białe.

Trzydzieści parę lat od tej wypowiedzi Reagana, wyjdzie na to, że oszukaliśmy Zachód. Niestety udawaliśmy kogoś innego, a jesteśmy tak naprawdę inni. A wszystko czego dokonali dla Polski Reagan, Zbigniew Brzeziński i przecież Jan Paweł II zaprzepaścimy. Na własną zgubę.

Zupełnie bez echa w Polsce przeszedł raport, który opracowało dwóch profesorów Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. W swoim opracowaniu opierali się oni, na pracy innych naukowców, opublikowanej w Nature pod tytułem „Global non-linear effect of temperature on economic production”.

image1

Po uwzględnieniu modeli zmian temperatur i ich wpływu na zjawiska pogodowe, naukowcy z Berkeley pokusili się opracowanie szczegółowej road mapy dla PKB poszczególnych państw zakładając ich impakt na produkcję, rolnictwo i wszystkie główne aspekty gospodarki współczesnego świata. Na początek dobra informacja, zgodnie z opracowaniem amerykanów, Polska zyska na dramatycznych zmianach klimatu, a jej PKB po uwzględnieniu tego czynnika, wzrośnie do 2100 o 88%. Nasz główny sąsiad i partner handlowy Niemcy urosną „tylko” o 63%. W tym miejscu warto postawić pytanie jaki impakt na PKB Niemiec będzie miało praktyczne bankructwo większości państw rozwijających się (światowego południa) dzięki którym, niemiecki eksport zapewnia ciągłe bogacenie się tego kraju. Raport nie udziela odpowiedzi na to pytanie. Być może pytanie jest bezzasadne, bo wschodzący partner Niemiec czyli Rosja ma zyskać na zmianach klimatycznych 419% swojego PKB. To może oznaczać, nieuniknione powiązanie dawcy wysokich technologii, czyli Niemiec i dawcy węglowodorów, których w tych czasach, nie pozyska się już z krajów Zatoki Perskiej. Dla Rosji ocieplenie klimatu oznacza możliwość znacznego rozwoju rolnictwa, również na terenach dziś uważanych za niedostępne. Z powodu zmian klimatu ma zostać zahamowany gwałtowny rozwój Chin. Mają one stracić 42% produkcji, w jakiś sposób będzie się to musiało odbić na migracji do państw, które będą beneficjentami klimatycznego końca współczesnego świata. Na zmianach zyskają sąsiedzi Chin: Mongolia +1413% PKB i wspomniana wcześniej Rosja.

Chińczycy będą się zmagali z całkowitym upadkiem państwowości Indii, które mają stracić 92% swojej produkcji przemysłowej. Dziś nawet ciężko sobie wyobrazić wpływ tej sytuacji na ponad miliardową populację tego kraju. To samo czeka Pakistan, ale również Tajlandię -90% PKB.

Temperatury sięgające 70 stopni Celsjusza mają uniemożliwić normalne życie w regionie Zatoki Perskiej. Jedno z najbogatszych dziś państw świata – Arabia Saudyjska utraci 96% swojego bogactwa. Podobnie Zjednoczone Emiraty Arabskie. Warto wspomnieć również, że o ile wcześniej nie wyczerpią się zasoby ropy naftowej w tym rejonie, o tyle ich wydobycie, stanie się niemożliwe w temperaturach dochodzących do 70 stopni Celsjusza. Ciekawa i apokaliptyczna wizja czeka również Izrael który straci 82% swojej dzisiejszej potęgi, a temperatury mogą zakończyć istnienie tego państwa. Trudno wyobrazić sobie skalę biedy i poziom migracji z takich krajów jak Egipt czy Libia, których gospodarki skurczą się ponad 80%. Praktycznie cała Afryka straci od 80 do 90% swojego PKB, a życie w regionie równika, stanie się dla człowieka niemożliwe.

W Ameryce Południowej jedynym krajem który zyska na zmianach będzie Chile. Jednak zmiana ta na przestrzeni najbliższych 85 lat to tylko 32% PKB. Pozostała część tego kontynentu pogrąży się w kryzysie.

Największe zmiany w kontekście geopolitycznym czekają nas w związku z zakończeniem epoki Pax Americana. USA utracą 36% swojego obecnego potencjału gospodarczego co nie pozostanie bez wpływu na wydatki wojskowe które dziś pochłaniają ponad 600 mld dolarów rocznie i są większe niż wydatki kolejnych 10 potęg militarnych. Smagana gwałtowną pogodą od polar-vortex do potężnych tajfunów, Ameryka, będzie musiała skupić swoje zasoby nie tylko na problemach wewnętrznych ale również na niespotykanej fali migracyjnej z Meksyku -73% dzisiejszego PKB, oraz całej Ameryki Południowej. Bogata dziś Kanada stanie się jeszcze bogatsza (+247%), być może stanie miesjcem ucieczki bogatych z pozostałych kontynentów. Czeka ją bowiem taka sama dobra przyszłość jak Norwegię, Szwecję i Finlandię. Rolę europejskich pariasów zajmą za to Hiszpanie, Portugalczycy, Włosi i zmagający się z bankructwem już dziś Grecy.

Wszystkie te zmiany, nie nastąpią z dnia na dzień. Będziemy świadkami coraz gwałtowniejszych aktywności przyrody, które będą stopniowo pogrążać kraje południa, zmuszając państwa północy do wyzwań migracyjnych, których skali dziś nie możemy nawet przewidzieć. Polskę czeka prawdopodobna pokojowa koegzystencja z Rosją która będzie musiała stawić czoła zmianom na swoim południu. Spokojny rozwój Chin może zamienić się w wojnę domową, przewroty władzy i agresję, wobec zyskującej na zmianach Rosji. Dziś ciężko wyrokować o rezultacie potyczki o ziemię pomiędzy tymi państwami. Nie wiemy dziś, jak będzie przebiegać najbliższe 20-30 lat, w rozwoju militarnym Chin, czy nadchodzący kryzys go przyspieszy czy zahamuje. Czy Rosja będzie prowadziła politykę wojen prewencyjnych rozzuchwalona rolą nowego hegemona świata, a także osłabieniem Turcji w regionie (-17%PKB)? Jaki wpływ na zachowania Rosji będą miały pozbawione innych rynków zbytu Niemcy i jaki ten splot interesów będzie miał wpływ na Polskę? Czy Amerykanie antycypują to zagrożenie czy też są już pogodzeni z końcem swojej dominacji o czym może świadczyć kadencja Obamy? Czy scenariusze zaprzątają głowy przywódców UE?

Jedno jest pewne. Zgodnie z przewidywaniami politycznymi Friedmana,chociaż czynionymi z innych przesłanek, Polskę, w dłuższej perspektywie, czeka rozkwit i bogactwo. Jak nasza polityka będzie poruszać się pomiędzy bogatą Skandynawią, potężnymi Niemcami i nowym supermocarstwem Rosją, to już zupełnie inny temat. Nie zapominajmy również, o możliwości rozpadu Rosji, przewidywanego przez różne ośrodki. Czy ośrodkiem władzy świata staną się wtedy osłabione zmilitaryzowane Chiny czy bogata część Europy – w tym i my?

źródła: http://www.nature.com/nature/journal/v527/n7577/full/nature15725.html

http://www.voxeurop.eu/pl/content/news-brief/5004324-mapa-wplywu-globalnego-ocieplenia-na-gospodarke

Sesja ONZ. Wrzesień 2015. Prezydent Duda przemawia zaraz po przywódcy USA ale ważniejsze nawet dzieje się potem. Kolacja. Stolik nr 1. Przy nim Obama i Putin. Po prawej stronie Obamy – Duda. Małe gesty Obamy wobec naszego debiutanta: poklepywanie po plecach, skinienia głową i stuknięcia kieliszków. Polska obok najpotężniejszego państwa świata. Jako partner i prztyczek dla aspirującego do równoważnego bieguna świata sowieckiego, po drugiej stronie Obamy.

IMG_5517

Euforia prawicowej prasy i jej dziennikarzy. „Wielki sukces prezydenta”. Bo Obama przecież, tak jak polonia na Greenpoincie i polski interior, niby też uznał, że Duda jest lepszy niż Tusk. Nie, nie uznał. Mogła tam siedzieć Maryla Rodowicz, gdyby akurat ją wystawił prezes do wyborów. Może nawet Joanna Lichocka. Z całym szacunkiem dla obydwu Pań. Dla Ameryki, nie ma to znaczenia. Tam było miejsce sojusznika. Najbardziej proamerykańskiego kraju Europy, a może i świata. Alianta który nie wątpi w intencje Ameryki nawet wtedy gdy wątpią wszyscy. Podlizującym się prezydentowi prawicowym publicystom, liczącym na kancelaryjne etaty, warto przypomnieć słowa Grzegorza Schetyny nazajutrz. Ich sens jest taki, że miejsce Dudy jako przedstawiciela niepodległej Polski zawdzięczamy polskiej dyplomacji z ostatnich 26 lat. Nawet Schetynę stać było na to, by powiedzieć, że to zasługa jego poprzedników. Ciągłość dyplomacji z ostatnich 8 lat to jeden z najważniejszych sukcesów Platformy. Bo zmiany dyplomacji szkodzą. Tak jak zmiany szkodzą służbom wywiadowczym. Dlatego ci, którym zależy na osłabieniu Polski, majstrować będą przede wszystkim przy tym. Sowiecka przewaga nad nami zbudowana jest na ciągłości dyplomatycznych wysiłków, które tylko po drobnej korekcie  w latach ’90 tych, wróciły do gry o imperialne przygranicze. Syria trzymana w pudełku do szczytu ONZ, stała się teraz kartą przetargową za Ukrainę. Być może gdzieś w Azji albo w Afryce, stoi dobrze schowane pudełko, które jest przygotowane do sowieckich targów o Polskę? Być może będzie to jakaś katastrofa humanitarna, związana ze zmianami klimatu, może katastrofa naturalna, albo nawet wojna, którą dziś trudno sobie wyobrazić. Ale to, że nie mamy think tanku, który zastępują nam dyplomatyczną wyobraźnie, to nie znaczy, że tej wyobraźnie nie mają Sowieci. To że Schetyna nie spotka się i nie przekaże spraw swemu następcy z PiS, działa tylko i wyłącznie na korzyść naszych wrogów. To, że prezes odmawiał uczestniczenia w obradach BBN przy Komorowskim, to też jest na korzyść tych którzy Polskę chcą traktować jako przedmiot, jako zawartość pudełka którą można wymienić na paciorki z innego pudełka. Temu właśnie służy opór przed bazami NATO w Polsce, by w pudełku z napisem „Polska”, można było wymienić tylko naszych żołnierzy. By konflikt z Polską nie oznaczał konfliktu z tymi groźniejszymi – z Niemcami i Amerykanami. A celem naszej dyplomacji powinien być jak najbliższy sojusz z tymi, którzy mają siłę pilnować naszego pudełka. Z całą pewnością nie jest to Grupa Wyszehradzka, która historycznie nigdy nie stawała tam gdzie my. Zatem cały jazgot o kolejnej zdradzie, tym razem zdradzie „partnerów” z Grupy Wyszehradzkiej, jest tylko kolejnym niezrozumieniem miejsca na którym stoi nasze pudełko i co z tego wynika.

Amerykańscy i niemieccy żołnierze są na tą chwilę jedynym gwarantem naszego bezpieczeństwa. I to nie w liczbie 20 i to nie w Szczecinie. Tylko w Lublinie i Białymstoku. To znaczy tam, gdzie przećwiczony „wariant ukraiński” może się zdarzyć i nam. Bo że się wydarzy, to można mieć pewność, choćby po tym jak dziś dyplomacji sowieckiej łatwo jest, zaliczać nas do winowajców Drugiej Wojny i przyjaciół Hitlera. Takie operacje dyplomatyczne nie są robione bez celu. Nie dziś i nie jutro. Ale i Sowieci nie pracują na takiej perspektywie jak Szydło i Kopacz. Warto o tym pamiętać. Pozbawiony codziennej administracji państwa, prezydent Duda, wydaje się być właściwym adresatem tego zmartwienia. Aby nigdy nie stał w takiej pozycji jak Poroszenko na zdjęciu wyżej.

Na organizującą się Kancelarię Prezydenta można i trzeba też spojrzeć od strony biznesowej.

Każdy projekt biznesowy wymaga lidera który będzie się nim opiekował aż do osiągnięcia dojrzałości i stabilności. Liderem projektu „Andrzej Duda prezydentem”, była Beata Szydło. I to ona powinna pozostać w jego kancelarii jako szef. Tak musiałby postąpić PiS jeśli ich najważniejszym celem biznesowym pozostawałoby zdobycie Dużego Pałacu. Słabość Platformy, a konkretnie nieporadne przywództwo premier Kopacz, rozzuchwala jednak apetyty PiS, a tym samym przesuwa nawet wcześniej zainteresowanych pracą u Dudy, w stronę rzeczywistych konfitur, czyli rządu. Skuteczni ludzie, a takich potrzebowałby teraz PAD, myślą też o swoim sukcesie. Sukces pracy w Dużym Pałacu, może być okraszony mniejszymi konfiturami władzy, niż np Ministerstwo Skarbu, czy jak tam to sobie PiS nazwie.

Dlatego najważniejsza grupa ludzi jaka została przy PAD to ideowcy i jego bliscy zaufani współpracownicy. Niestety ideowcy to też marzyciele i nie przystający do rzeczywistości twórcy epokowych celów, z których nic nie wychodzi. Cały sztab Szydło w wyborach prezydenckich mógł pozwolić sobie na dość ogólnikowe stwierdzenia we wszystkich aspektach posiadani władzy. Zarówno władzy skierowanej do wewnątrz jak i na zewnątrz (sprawy zagraniczne). Kiedy przychodzi do ich realizowania wyraźnie widać, że PAD jest jak Obama skierowany bardziej do reformowania wewnętrznego i na tym skupia się jego uwaga, było to wyraźnie widać w kampanii. Chce on być reformatorem kraju. Niestety nie pozwala mu na to obecna konstytucja. Zaś zainteresowanie sprawami zagranicznymi, to jedynie realizacja bliżej nieokreślonych zobowiązań, które Prezydent postawił sam przed sobą, określając je jako „dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego”. Nawet jeśli istnieje taki zbiór zadań, jakie chce zrealizować w swojej polityce zagranicznej PAD, to pierwsze sto dni tej prezydentury, powinny się skupiać na ich spisaniu i dookreśleniu zakresu projektu, a nie wdrażaniu w życie listy haseł podczas symbolicznie wybranych wizyt zagranicznych. Dobrymi intencjami pogrzebano już wiele dobrych projektów.

Dodatkowo, co niemniej ważne, koncyliacyjny ton jaki chce posiadać PAD, nijak ma się do sposobu działania ministra w kancelarii, który ma się sprawami zagranicznymi zajmować. Twarde określanie własnych interesów w stosunkach międzynarodowych, ma miejsce w wykonaniu dwóch krajów. Są to Korea Północna i Rosja. Pozostałe kraje zaprzęgając cały swój potencjał dyplomatyczny, latami budują kierunki polityki zewnętrznej, utrzymując dobrobyt i bezpieczeństwo kraju. Obrażanie, czy jeśli to inaczej nazwiemy, spektakularne wypowiedzi dotyczące spraw dyplomacji, cechują reżimy i obnażają, nie tylko bezradność, ale i pewien brak profesjonalizmu. Jeśli jeden i właśnie ten człowiek, będzie kierował dyplomacją Polski przez najbliższe kilka lat, to jest to powód do smutku dla wszystkich śledzących politykę międzynarodową. Inna niestety pozostaje dyplomatyczna szkodliwość gadania bzdur przy kieliszku, na taśmach, a inna, gdy wygaduje się bzdury w świetle kamer, do dziennikarzy. Przy czym należy pamiętać, że w języku dyplomatycznym można tą bzdurę powiedzieć w akceptowalny dla słuchających sposób, tak aby na pewnych warstwach się z nią zgadzali.

Wokół prezydenta który na razie nie posiada szerokich kompetencji międzynarodowych powinno powstać ciało doradcze, think tank czy jak tam chcemy, który doradzał by mu, nie jakie cele sobie stawiać – bo te PAD ma określone – ale jakimi drogami do nich dochodzić. Wyzbycie się pisowskiej niechęci do szerokiej współpracy z „nie naszymi” powinno zakończyć się zaproszeniem do takiej współpracy byłych, lub obecnych dyplomatów, czy znawców stosunków międzynarodowych. Dyplomacja pozostaje grą na wielu planszach jednocześnie i w moim odczucie nie powinna być pozostawiona w jednych niedoświadczonych rękach. Każda nieporadność i gafa dyplomatyczna zostanie wielokrotnie wykorzystana, z sukcesem, przez potężną machinę dyplomatyczną Rosji. Szczerski nie jest ligowym przeciwnikiem Ławrowa. W idealnym świecie pozbawionym fobii i fochów Prezesa idealnym kandydatem do prowadzenia polityki międzynarodowej, dla aktywnego prezydenta, byłby ktoś taki jak Sikorski. Polskę mamy jedną choć partie mamy dwie.

W sprawach wewnętrznych zaś, obecnie w kancelarii trwa walka o wpływy. Jest to walka zasłużonych pisowców i młodych współpracowników PAD. Wpadki prezydenta będą rozgrywane wewnętrznie do zniszczenia jego osobistych współpracowników, w celu wprowadzenia pisowskiego aparatu, który jedyne co może zrobić to pogrążyć nie tylko wizerunek PAD ale i jego skuteczność operacyjną w polityce wewnętrznej. Jeśli PAD postawi na swoim (swoich?) i wzmocni ideowców, to jego kancelaria ma szansę na dużo większy sukces, niż rząd PiS z Szydło na czele. Atutem będzie pozostawać postać PAD i jego wzbudzająca sympatię charyzma, wadą pochodzenie polityczne, rewanżyzm aparatu partyjnego i jego (tego aparatu) sposób uprawiani polityki.

Dla naszego dobra życzmy sobie aby wygrali ideowcy bo czasy dla głupców nadchodzą nieciekawe. A wszystkim nam powinno choć trochę zależeć, żeby ten plan biznesowy wyszedł.

Platforma straciła interior i prekariat. Mamy nową odsłonę walki klas. Marks pisał że robotnicy stali się towarem w rękach burżuazji a „wydatki na robotnika ograniczają się zatem niemal wyłącznie do środków żywności, niezbędnych do jego utrzymania i przedłużenia jego gatunku”. Możemy przedstawiać sobie tysiąc tabel jak to na różnicach kursowych i sile nabywczej polski prekariusz „ma więcej niż mu się wydaje że ma” a on dalej wie, że ma mniej niż Niemiec. Z pewnością dużo mniej niż Norweg. I to niby dlaczego? To, że u nas jest teoretycznie tańsze życie nie jest argumentem dla kogoś kto ma 1400 zł pensji. No nie jest i już. Dodatkowo na marginesie trzeba dodać, że syci wyborcy Platformy nie widząc w tym problemu pozbawili się epokowej szansy na trzecią kadencję modernizacji i oddalili w daleką przyszłość wszelkie wielkie zmiany światopoglądowe, które prekariatu i interioru nie interesują. Wolne konopie, małżeństwa jednopłciowe czy systematyczne podnoszenie statusu zwierząt odchodzi dziś do niebytu dyskursu politycznego, bo będzie się odbywać w kanapowych ugrupowaniach przez przecenianych w social media, nieistotnych liderów.

Platforma musi odzyskać miasta. Musi się stać partią klasową jaką chciał zbudować Petru. O tej walce klas wspominał nawet ostatnio w wywiadzie Ludwik Dorn. Platforma nie może już dłużej być partią powszechną od prawej do lewej po pierwsze dlatego że popierający ją interior z prawej widzi że PiS obiecuje wiecej. Młodzi i intelektualiści po romansach z Petru, Kukizem, Korwinem czy nawet kanapą Rozenka czy Palikota potrzebują ugrupowania z historią, a nie eksperymentów. Takim ugrupowaniem jest PO i akurat ta część elektoratu rozumie korzyści z bycia rządzonym w taki sposób i w takim kierunku. Niestety młodzi mieszkający  z rodzicami i wieczni stażyści nie poprą więcej Platformy. Ci którzy nie wyjechali za pracą, chcą pracy tutaj i to nie za 1400zł. A tego w ciągu jednej kadencji zapewne nie uda się zrobić nikomu. Wyśmiewanie sposobu liczenia kosztów w PiS,dawania wszystkim wszystkiego, daruję sobie. Poniósł za to niezasłużoną cenę Mastalerek. To nie on, a Szydło, czytała z kartki fiszki z propozycjami z paneli. Ze to się nie da złożyć do kupy i wyjaśnić nie jest jego winą. Daliśmy się otumanić jak na pokazie Copperfielda.

Nie można dać jednocześnie górnikom, lekarzom, pielęgniarkom, kredytów na innowacje, zbudować stoczni, 3 milionów mieszkań, przylądka Canaveral na Helu i każdemu dać po 500 zł na dziecko i jeszcze po 100zł na wódkę. Rozumiem, że nawet Beata Szydło, wie że tego nie da się zrobić bo nie ma w Polsce tyle kserokopiarek do drukowania pieniędzy. Chyba, że nie wie, a wtedy to już jest zupełnie inna sprawa. Zresztą od doradzania PiSowi mamy tuzin gazet i tygodników. Skupmy się na PO.

Platforma powinna zacząć od wybrania priorytetów które wg niej są dobre dla Polski. W mojej opinii powinny one być następujące:

- innowacyjna gospodarka- ale nie wystarczy tego napisać i określić, że taką chcemy mieć. Platforma powinna przy pomocy wysokiej klasy teoretyków z Polski i nie tylko (kto wie może nawet ktoś taki jak Fukuyama czy Stiglitz) spróbowac okreslić w którą stronę zmierza świat. Polskie politechniki to nasze najważniejsze dobro i wokół nich powinna powstawać sieć finansowych zachęt i stypendiów, aż do całkowitych zwolnień podatkowych, dla powstających tam innowacji. Polska mogłaby i powinna stać się miejscem emigracji zdolnych ludzi z Ukrainy, Białorusi czy nawet Rosji (!) powinna być dla nich tym czym dla nas 35 lat temu była Szwecja czy Niemcy. Tylko my powinniśmy szukać wynalazców a nie sprzątaczek. Liczba patentów powinna byc dla nas najważniejszą liczbą. Kto wie może najbardziej płodni wynalazcy powinni cieszyć się z takich emerytur jakie mają zagwarantowani medaliści olimpijscy. Nie mam przy tym wrażenia że uczelnie zrobią to same. To mądry rząd musi to zrobić. PiS mówi o dotowanych zawodach? A może powinniśmy dotować innowacje, wynalazki, start upy?

-ochrona zdrowia- Polska stoi przed katastrofą w tym zakresie. Starzejące się pielęgniarki, czterokrotnie mniej lekarzy niż w krajach zachodniej UE, 400 onkologów w kraju. Brak pieniędzy w systemie. Dotowanie nienowoczesnych metod leczenia zamiast najnowocześniejszych terapii. To jest o wiele więcej niż może unieść nawet najlepszy profesor czy ordynator. Mamy tu efekt skali i martnotrawienie gigantycznych pieniędzy również. Czy NFZ jest nam potrzebny? Czy system regionalnych kas chorych się sprawdził? Czy wycenianie procedur jest tym czego potrzebujemy? Czy może już powinnismy rozglądać się za tym, jak ściągać absolwentów medycyny z Ukrainy, Wietnamu czy Gruzji? Czy w Polsce nie powinny powstawać nowoczesne leki skoro koncernom nie opłaca się ich robić? To temat tak rozległy że potrzeba tu najwyższej klasy menadżerów, profesorów, potrzeba systemu który będzie działał za 10 i 15 lat.

-infrastruktura- autostrady powinny być rozbudowane do projektowanych za rządów Tuska 3-4 pasów. Już dziś widać, że się korkują i że ruch na nich dziś jest taki jaki projektowany był na lata 2030 czy 2050. Nikt poza Wami tego nie zrobi i nie powinniście o tym zapominać. Czy autostrady powinny być płatne dla płacących w Polsce podatki? To kwestia warta rozważenia. Rozbudowa ringów wokół głównych miast i ich odkorkowanie. Dodatkowe dwa mosty dla Warszawy, kto poza Wami może o to zadbać? Drogi ekspresowe muszą być skończone w tej perspektywie unijnej i Wy  nawet w opozycji musicie o to walczyć. Pendolino było błędem i trzeba to przyznać. Polska nie jest byle jakim krajem i stać nas było na własny projekt. Więcej- stać nas było na KDP – projekt dużych prędkości który porzucił Nowak. Przy infrastrukturze warto wspomnieć o tym, że Polska i Polacy potrzebują wizji, hasła, celu. Takim było zorganizowane z sukcesem Euro 2012. Może Polska potrzebuje tanich mieszkań, centralnego lotniska, swojej innowacyjnej branży przemysłu, zielonych technologii a nie cydru i jabłek. Od tego Was mamy Platformo. Gdzie są Wasze wizje?

-proatlantycka i prounijna- Polska nie ma innego ważnego celu jak umacnianie NATO, wojskowy sojusz z Amerykanami i bliskie więzi z Niemcami. Referendum greckie i to co się będzie działo wokół niego i po nim powinno uzmysłowić wszystkim że metropolią Europy są Niemcy. To oni będą nadawać ton i melodię Zjednoczonej lub nie Europie. Celem Sowietów pozostaje podzielona Europa wobec której Putin i jego kolejne edycje będą mogli stosować zasadę – dziel i rządź. Naszym strategicznym celem powinna być dokładna odwrotność tego. Czy to jest w tezach polityki zagranicznej Kaczyńskiego czy tego nie ma. Polskie bezpieczeństwo opiera się na UE i NATO a jakby mogło to wyglądać po rozpadzie UE można na żywo obserwować z Ukrainy. Pośrednim celem tzw „afery taśmowej” a rzeczywiście zmiany obozu władzy w Polsce, było usunięcie min takich polityków jak Tusk czy Sikorski. Polityków, którzy tezę o potędze Niemiec, jako przywódczej siły UE potrafili wyartykułować otwarcie. Tezę ważną i oczywistą, samospełniającą się. Niemcy rozcieńczone w strukturach Unii to spokojny rozwój Polski przez kolejne 25 lat. Z korzyścią dla obydwu stron, nawet jeśli znajdziemy dowody, że metropolia (czyli dla nas Niemcy) skorzystała na naszym 26 leciu dotychczasowej wolności. Rozbita UE to powolny rozkład Polski przez naszych serdecznych przyjaciół ze wschodu. O zamykającym się okienku historycznym Polski i związanych z tym ryzykach mówił bardzo ciekawie Sienkiewicz na słynnej taśmie z Belką. Warto znaleźć.

Platforma może wrócić w tej lub innej odsłonie pod wodzą Tuska jako partia powszechna, zbierająca swym zasięgiem całe spektrum sceny. Ale teraz interior i prekariusze postanowili spróbować czegoś innego. Nie da się tego cofnąć. Musi minąć dwa lata słuchania o 8 latach rządów PO i dopiero wtedy do interioru dojdzie że 1600 zł netto to nie jest jeszcze taka Ameryka jak miała być. A wzrost płacy minimalnej inny nie będzie. Luki popytowej z ostatnich 26 lat PiS nie zasypie w ciągu 4 a nawet 8 lat, a tyle czasu nie będzie miał. Platforma w opozycji to Platforma broniąca ważnych osiągnięć Polski i partia która ma określone priorytety dla jej dalszego rozwoju. To Wy sprawiliście również że Polska jest lepszym miejscem do życia. Ale to Wasz obowiązek dążyć do tego dalej. Dla nas wszystkich. Bo to nie jest ważne, że najbliższe wybory wygra Karol Marks. On już wygrał wiele razy. I zawsze potem przegrywa. Na wiele lat.

 

Aby zrozumieć co się stało w Polsce która wybrała Dudę trzeba rozpatrywać to w kilku róźnych aspektach.

W ciągu 26 lat nastąpiła wymiana pokoleniowa wyborców. Wielu ludzi urodzonych po 1989 r traktuje walkę Solidarności jako coś całkowicie abstrakcyjnego, pojawia się sformułowanie że dla tego pokolenia walka z komuną jest równie odległa w czasie jak bitwa pod Grunwaldem. Dodatkowo młodzi ludzie przestali już szanować starszych tak jak byliśmy przyzwyczajeni w „naszych” czasach – średniego pokolenia. Owszem, może Komorowski czegoś tam kiedyś dokonał, ale kto teraz nagotuje z tego zupy? Wiele się już pojawiło tych analiz o nowych wyborcach zatem dodam tylko własne spostrzeżenia. O tym kto rządzi w kraju będą przez najbliższe kilkanaście lat decydowały dwie grupy wyborców.

Po pierwsze młodzi prekariusze, których należy określić: pokoleniem „CHCĘ WSZYSTKO I TO NATYCHMIAST”. Są to ludzie w większości wykształceni w tzw prywatnych uczelniach czyli tzw fabrykach magistrów. Bo nie może być mowy o tym że np uczelnia wyższa w Pułtusku czy w Piotrkowie posiada cechy państwowej szkoły wyższej i jest w stanie dostarczyć na nasz rynek pracy takich specjalistów jakich Polska gospodarka potrzebuje. Marketowe załogi w Biedronce (33 tys zatrudnionych, największy prywatny pracodawca w Polsce) czy innych sieciach dyskontów nie potrzebują wyższego wykształcenia. Fabryk w 20 tys miastach już nie ma. Nie potrzeba nie tylko robotników ale również administracji. Dodatkowo należy zwrócić uwagę że ludzie aktywni, biorący sprawy w swoje ręce albo wyjechali już do Anglii albo założyli w Polsce swoje firmy. Największa grupa pozostaje jednak nie tylko bierna ale nawet pozbawiona nadziei że ich sytuacja może ulec zmianie. Jeśli zatem politycy nie są w stanie zmienić ich położenia to ludzie nie czytający (spadające nakłady prasowe, zapaść czytelnictwa książek) mogą czerpać swoją wiedzę o świecie z mediów elektronicznych. Media te zostały jednak opanowane nie przez wydawnictwa naukowe a przez koncerny poszukujące zysku, zysk zapewnia klikalność a klikalność wymusza treści. Pokolenie nie dokonujące analizy, niezdolne do zobaczenia całości państwa, nie rozumiejące jego złożoności musiało w końcu trafić na proste recepty Korwina-Mikkego czy Kukiza. Mogłoby być znacznie gorzej. Mogliby zasilić ugrupowania faszystowskie i rasistowskie. Z jednej strony prekariat czerpie wiedzę ze znalezionych u rodziców numerów tabloidów gdzie jedyną działalnością polityków okazują sie być afery podobnie jak jedyną aktywnością księży opisywaną przez tabloidy są akty pedofilii. Z drugiej otrzymują przekaz z portali społecznościowych swoich kolegów zaangażowanych w „przewracanie nieudolnego systemu”. Sztandarowy pakiet cywilizacyjny Tuska czyli infrastruktura była ciekawa dla pokoleń +40, które borykały się z katorgą drogową pozostawioną przez poprzedni system. Młodzi te drogi już mają, co więcej traktują je jak nasze pokolenie prąd – to oczywiste że muszą być, wszędzie są i nie jest to żaden powód do chwały polityków. Nowe pokolenie wyborców jest również pozbawione poczucia wspólnoty. Niski poziom kapitału społecznego przełożony na język nowych wyborców oznacza „każdy każdego chce orżnąć, każdy każdego chce okraść”. Akty które w społeczeństwach o wysokim kapitale społecznym takie jak oddanie zgubionego portfela, pomoc w potrzebie, przepuszczenie pieszego, brak agresji w relacjach – stają się wyczynami o których się słyszy ale których się raczej nie doświadcza. Kiedy politycy są wyłącznie „złodziejami” a każdy kto nie jest bliską rodziną to wróg to jako społeczeństwo nie tylko mamy problem ale nawet przestajemy istnieć jako wspólnota. Zniszczyliśmy etos pracy, znaczenie rodziny, więzów przyjaźni. W najnowszej kampanii jednej z sieci komórkowych agencja reklamowa chcąca trafić do pokolenia CHCĘ WSZYSTKO NATYCHMIAST reklamuje się hasłem „JA+”. To czego dokonała agencja reklamowa jest nie do ogarnięcia przez zajętych sobą polityków. „JA” jako centrum wszechświata, odniesienie które zastępuje wspólnotę, ojczyznę, rodzinę czy grupę przyjaciół. JA i WSZYSTKO CZEGO CHCĘ. Jeśli nie mogę na to uczciwie zapracować to nie mogę być konsumentem czyli nie mogę się realizować. Nie mogę posiadać tego co mają inni. Winni są politycy. Bo politycy nie rozwiązują problemów a jedynie je generują. Politycy powinni nam dostarczyć Niemieckie pensje, Szwedzki socjal, amerykańskie prawo do posiadania broni i australijskie plaże.

To nie znaczy że politycy pozostają bez winy. Pomijając ostatnie działania które pozostają kosmetyką politycy mogą pomóc młodym w znalezieniu pracy o ile jesteś członkiem młodzieżówki partii rządzącej. Nie powstała żadna oferta zatrzymująca aktywnych w kraju ani żadna pobudzajaca dla nieaktywnych. Politycy zachowują się jak w czasach w których oni zaczynali kariery. W czasach w których każdy kto chciał mógł znaleźć pracę odpowiadającą jego zdolnościom. Rodziny polityczne pozbawione są bezrobocia. Chociaż Platforma nie jest od tego wolna to najgłośniejszym ostatnim przypadkiem była 24 letnia kochanka wicemarszałka jednego z województw która została wiceprezesem miejskiej spółki w mieście w którym pracy nie ma i trzeba jej szukać w pobliskiej Warszawie.

Nie może zatem dziwić się że młodzi chcą obalenia systemu w który nie mogą wejść, a który uważają za wadliwy, ponieważ niedostępny dla najlepszych ludzi jakich znają – czyli dla siebie. JA jako CENTRUM. Charakterystyczna postawa roszczeniowa nie mająca żadnego związku ani z doświadczeniem ani nabytą wiedzą to problem działów HR w nielicznych korporacjach które zwiększają zatrudnienie. Po co mam pracować za 1600zł? Mam spędzić życie na dojazdach do pracy? Po co się męczyć? Mam filmy za darmo, mam muzykę za darmo, mam mieszkanie za darmo (u rodziców). Powyższe cytaty pochodzą z rozmów z rekruterami. Czy można dziwić się ludziom że nie chcą pracować za 1600zł? Czy władza i organizacje pracodawców pozostają bez winy?

Młodzi chcą żeby obiecać im wszystko I TO JUŻ, a potem zamiotą Dudę i jego formację na kupkę z Platformą bo nic nie rozumieją z mechanizmów funkcjonowania państwa, a te które wydaje im się że rozumieją uznają za nieuczciwe.

Drugi aspekt to uaktywnienie drugiej bardzo ważnej grupy. Mieszkańcy interioru to mieszkańcy małych miast, miasteczek i wsi. Z dala od głównych ośrodków metropolitalnych najczęściej pracownicy szarej strefy. Interior stracił wybudowane bez ekonomicznego uzasadnienia dla ich istnienia w dzisiejszym świecie małe zakłady i fabryki. Pozostając albo na garnuszku jednego pracujacego na całą rodzinę ojca albo z przesłanych z Anglii pieniędzy albo z opieki społecznej. W interiorze mamy też odbiorców bezpośrednich dotacji unijnych którzy nie czują związku pomiędzy dopłatami a państwem w którym mieszkają. Wszak dotacje są unijne. Państwo nic przecież dla nas nie robi, zlikwidowało pociąg, stację kolejową, urząd pocztowy i komisariat policji. Tyle co mamy to z Unii. Czy można powiedzieć że kłamią? Jaką perspektywę małych miesjcowości mają nasi politycy obydwu głównych partii? Żadną. Nawet Kukiz jako nadzieja młodych w interiorze pchnie ich osrodki JOWami w system feudalny rodem z najgorszych opowieści o senatorze Stokłosie. Stawiam tezę że po wyremontowaniu z funduszy unijnych 25 tysiecy ryneczków z fontannami w małych miesjcowaościach za 25 lat bedziemy świadkami śmierci tych organizmów miejskich. Tak jak umierają małe miasteczka we Włoszech czy Hiszpanii. Interior oczekuje dobrego władcy. Duda posiada wszystkie atuty żeby zachwycić interior. Jest młody, wykształcony, gładki a przy tym pozbawiony wielkomiejskiej bufonady czy odczuwalnego poczucia wyższości. Wypowiada gładkie niezbyt długie zdania, zamiast atakować woli mówić w jaki pozytywny sposób odmieni Polską rzeczywistość. Z jednej strony PiS odrobił lekcję z marketingu politycznego a z drugiej strony otoczony rodzinnym ciepłem Duda jest skrzyżowaniem Tuska z Kwaśniewskim. Tusk miał rację że nie ma z kim przegrać. Dlatego PiS musiał odnaleźć własnego Tuska. Szanujący katolicką tradycję Duda po ogłoszeniu wyników udał się na Jasną Górę. To ewidentny ukłon w stronę interioru. Bo Polska prowincja pozostaje w takim stanie jak od siedmiu lat portretuje ją serial „Ranczo”. Niezdarne przepychanki wójta z plebanem, żule pod sklepem, wielodzietna bieda i babka zielarka. Do tego jeszcze nie pierwszej świeżości portret Jana Pawła II w głównym pokoju mamy obraz Polski „B”.

To Polska „B” wybrała razem z zostawionymi przez elity młodymi nowego prezydenta. Nie oczekują oni cudów, trochę głosowali po złości, trochę ku radości.

Utkwił mi w głowie obraz starszej pani z Sochaczewa która podeszła do Andrzeja Dudy i zapytała: „Czy zmieni pan konstytucję” i uznawszy swoją wypowiedź za zbyt ogólną dodała „Ale całą konstytucję niech pan zmieni”. I ona nie mówiła o konstytucji bo nie ma o niej zielonego pojęcia, ona mówiła o tym żeby władza się nie wywyższała, żeby władza interesowała się. Żeby władza nie wychodziła z pałacu tylko podczas wyborów.

Platforma zrobiła to co umiała najlepiej. Kupiła autobusy i nie zauważając całego internetu pozwoliła prawicowym i sowieckim trolom dokonać reszty. Z pomocą wściekłego pokolenia CHCĘ WSZYSTKO I TO NATYCHMIAST oraz interioru, przegrała partia która zmodernizowała Polskę w stopniu niezwykłym i absolutnie niepowtarzalnym na świecie. Za 30 lat o ile nie będzie obowiązywała PiS-owska wersja historii Tusk będzie uznawany za wielkiego modernizatora i jednego z naszych najważniejszych przywódców. Infrastruktura, rozwój gospodarczy, udane Euro 2012 wspólnie z Ukrainą, Partnerstwo Wschodnie (przerwane później utrąceniem jego twórcy) itd. Internet wybrał jednak gładką gadkę za jakieś 300 mld złotych. I młodzi bez pracy i interior chcą żyć jak lemingi w Wilanowie. Może nie wiedzą co się z tym życiem wiąże ale chcą i już i najlepiej NATYCHMIAST. A co z tego będzie zobaczymy. To znaczy my wiemy. A Wilkowyjach dowiedzą się za dwa trzy lata. Z tym że to nie będzie wina Dudy. I już dziś wam oświadczam że Duda będzie rządził dwie kadencje. Duda zawiśnie obok Jana Pawła II i nikt nie zapyta: ale dlaczego?

W mieście zaś skończył się czas politologów w garniturach i skończył się czas telewizji w których występowali. Nikt ich już nie słucha. Nie reklamówki za miliony złotych a zwolennicy na twitterze i memy przesyłane na facebooku decydują o zwycięstwie w bitwie o dusze. Wilanów jest jeden. Wilkowyje są wszędzie.

Wujka Tadka znali wszyscy. Przez 45 lat pracy w kilku państwowych firmach praktycznie znało go całe miasto. Nie tylko znało, ale ceniło. Wujek Tadek zawsze pożyczył wiertarkę, interesował się historią więc, zawsze miał jakieś smaczne anegdoty do opowiedzenia. Pochłaniał w dużych ilościach gazety i tygodniki, był na bieżąco z problemami świata i okolic.

Niewielu mogło się z nim równać w rozkręcaniu rodzinnych i firmowych imienin a impreza, na której nie mógł być była uznawana w mieście za nieudaną. Nikt nie miał wątpliwości, że wujek Tadek wszystkich zna a jego rozmówcy nigdy nie mieli złudzeń, że są go w stanie pokonać retorycznie. Zresztą, wujek Tadek był nie tylko duszą towarzystwa, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem. Nikt nie czuł się urażony po rozmowie z więcej wiedzącym Tadkiem, bo po prostu był niezwykle kulturalny. Wujek Tadek potrafił stanąć w obronie żony i położyć na asfalcie pijanego żula, który ich atakował. Był wzorem, do którego odwoływały się żony w mieście, ale jego twarda głowa do wódki sprawiała, że nie mówiły o tym głośno. Tadek zbudował dom i z kilku starych samochodów sam w wakacje zbudował jeden samochód. Skodę konkretnie. Miał plan zbudować dom na kółkach, czyli przyczepę kempingową z prawdziwego zdarzenia, ale jego plany przerwał zawał. Na pogrzebie Tadka było cało miasto, bez publicystycznej przesady. Mimo wielu lat w obecności jego bliskich nie wolno mówić nic złego na Tadka. Taki kult.

Wujek Tadek przerastał całe swoje towarzystwo.

Podobnie jest ze zmarłym tragicznie Lechem Kaczyńskim. To był erudyta, niezwykle uprzejmy i dowcipny człowiek, który posiadał nie tylko charyzmę, ale i był urodzonym liderem. Niestety ze względu na cechy charakteru swojego brata zbierali się zawsze blisko nich ludzie trudni do strawienia medialnie. Ale ich medialność wydaje się być małym problemem w porównaniu z ich wadami czy brakami intelektualnymi. Nie ogarnianie rzeczywistości i brak możliwości otwierania się na ludzi i świat spowodował, że jedynym źródłem światła i wiedzy pozostawał Lech. To on wskazywał kierunki działań jak prezes korporacji wizjoner. Mówił zdanie a najbliższe otoczenie miało je ubrać w narrację i kierunek działania. Nikt wokół niego tyle nie przeczytał, nie planował kilku ruchów do przodu i nie umiał przewidzieć ruchów konkurenta. Miernoty, które jednak pozostawały wokół jego brata jak klony nie były zdolne i nie są do dzisiaj zdolne do własnej refleksji i zmiany szyku zdania przygotowanego przez Jarosława („wina rządu Tuska”, ”kłamstwa Kopacz” itp.) Kompleksy brata wobec przerastającego go Lecha spowodowały wykruszanie się osobowości, których nie dało się tak przyciąć by nie mówiły swoim językiem i nie myślały zbytnio własnym umysłem. Nastał czas otępiałych lizusów, którzy szczególnie po tym jak zabrakło Lecha zaczęli wychodzić na pierwszą linię wykorzystując przyzwolenie tracącego siły Jarosława.

Ze względu na brak jakiegokolwiek następcy o tych cechach, które posiadał Lech, podobnie jak Platforma (po wyjeździe Tuska) również i PiS popada w marazm. Ani Duda, nazwany na twitterze Dudałą ani zaspany Komorowski nie są liderami. Jedynym scalającym spoiwem partii pozostaje mit Prezydenta Tysiąclecia, który niczego szczególnego dla Polski nie dokonał. Po prostu był najmądrzejszym w swojej partii, był autentycznym liderem i dobrym człowiekiem. Gdy jego zabrakło rozglądający się po sali członkowie PiS zobaczyli tylko ogolone twarze Brudzińskiego, Błaszczaka, Hofmana i Waszczykowskiego. Kiedy odwrócili się do tyłu dostrzegli panią Pawłowicz a jeszcze dalej Sobecką. Są w pułapce, którą zastawił na nich Jarosław. Oprócz niego nie ma nic. No jest jeszcze kult Lecha. I tak jak na wujka Tadka rodzina tak i na Lecha Kaczyńskiego partia nie może nic mówić bo nie ma nic poza tym.

No dobra. Jest kokarda. Bo jak to dziś napisał jeden prawicowy bloger to nie Komorowski wprowadził na uroczystości państwowe kokardy. Kokardy wprowadził pierwszy Lech. No bo któż by stamtąd?

Po pierwsze dlatego że dwa lata rządów PiSu w latach 2005-2007 całkowicie odmieniło kraj. Już w czasie pierwszych sześciu miesięcy zreformowano wszystkie agencje państwowe, większość z nich likwidując. Wszystkie kopalnie były rentowne a nasze szpitale nie tylko zaczęły wyglądać lepiej niż Szwajcarskie co zaczęły być obiektem pielgrzymek chorych z Austrii i Szwajcarii. Dla Francuzów było za drogo. Jarosław Kaczyński otrzymał już 2006 r pokojowego Nobla mimo że w ostatnich miesiącach 2005r wypowiedzieliśmy Rosji wojnę którą wygraliśmy dwa tygodnie później. Do końca drugiego kwartału 2006 r minister Ziobro wyjaśnił wszystkie afery na świecie oraz zabójstwo Kennedyego. Okazało się, że zabił go za młodu Sikorski.

To oczywiście nie jedyny Polski Nobel bo wkrótce posypały się następne. Z matematyki otrzymał go Mastalerek, z ekonomii Szydło a honorowego Nobla za całokształt Waszczykowski. Adam Hofman został dziedzicem Królowej Brytyjskiej i głównym dowódcą NATO na świecie. Jego biografię sprzedano na całym świecie w liczbie ponad 12 miliardów egzemplarzy. W tym czasie Polska gospodarka do połowy drugiego roku rządów PiS rozwijała się w takim tempie że staliśmy się bogatsi niż Emiraty Arabskie, Norwegia a w czwartym kwartale 2006 r nawet przegoniliśmy Niemcy. Wszystkie wizyty delegacji rządu Niemiec odbywały się na klęczkach i musiały się zaczynać od „przepraszamy’. Polska nauka stała się najlepsza w Europie a wkrótce i na świecie. Polskie uniwersytety zajęły wszystkie 20 pierwszych miejsc w rankingu uczelni, ostatnie miejsce w pierwszej dwudziestce zajęła na wiele lat Wyższa Szkoła Hotelarstwa z Pruszkowa. W ramach reindustrializacji przeniesiono wszystkie fabryki samochodów w Europie na Śląsk. W ramach dekarbonizacji zbudowaliśmy w 7 tygodni 12 elektrowni atomowych. Polska sieć autostrad stała się najlepsza i najtańsza na świecie, na nasze betonowe autostrady z zazdrością zerkali pogrążeni w kryzysie Niemcy. Nasza armia po pokonaniu Rosji stała się najpotężniejszą armią świata. Jarosław Kaczyński trzykrotnie odrzucił propozycję opozycji demokratycznej Rosji żeby zostać Carem Polski i Wszechrusi. W 2007 w styczniu pożyczyliśmy Amerykanom 2 trotyliardy dolarów a obligacji amerykańskich kupiliśmy tyle że staliśmy się poważniejszym wierzycielem niż Chiny. Odbudowano przemysł stoczniowy, nasza elektronika zakończyła rozwój Korei i Tajwanu. Uciekinierzy z Singapurskich politechnik stworzyli w Polsce „Dolinę Krzemową”. Na wiosnę 2007 r Apple przeniosło się do Łowicza. Oprócz centrali przeniesiono do Polski całą produkcję. Podobnie zachowywały się koncerny tekstylne i tak Zara i Mango zamknęły wszystkie fabryki w Chinach by otworzyć je w Pabianicach pod Łodzią. Minister Polaczek zakupił 156 składów Pendolino ale to i tak mało bo zaczęły one jeździć na wszystkich trasach. Lawinowo wzrosły pensje tak że już w 2006 r najniższa pensja wynosiła 25 tys zł. Z powodu całkowitego zatrudnienia sprowadzano do pracy w marketach emerytów z Niemiec i Wielkiej Brytanii. SKOK Wołomin wykupił 8 banków niemieckich w tym Deutsche Bank stając się największym bankiem świata. Goldman Sachs upadł bo odmówiono mu zakupu biurowca w Warszawie która stała się centrum finansowym świata. Wykupiliśmy Chorwację i Grecję. Warszawa przyciągnęła inwestorów i budowlańców z Dubaju. Postawiono Burdż Jarosław,który stał się największym apartamentowcem na świecie. W 2007 r w Europie wprowadzono złotego zamiast EURO. Polscy agenci którzy przeniknęli do Komsomołskiej  Prawdy ujawniając „taśmy prawdy” z podsłuchów w Moskiewskich knajpach obalili trzy kolejne rządy Rosji. Znaleziono na nas tylko jednego MacBooka…

Niekończące się pasmo sukcesów w tym pierwsze załogowe misje na Słońce przerwało powołania Jarosława Kaczyńskiego na stałego przewodniczącego ONZ.

Wkrótce kraj mlekiem i miodem płynący przejęła Platforma. Od 8 lat zajmuje się jedynie dopieszczaniem naszego małego raju na Ziemii. Zajmując się jedynie nie załatwionymi w czasie Wielkiego Rozkwitu sprawami typu: in vitro, stawianie tęcz w miastach, stawianiem radarów żeby się ludzie nie pozabijali w swoich Maybachach. Premier Tusk nudził się tak bardzo że zgłosił się na szefa UE co pogrążone w strachu i kryzysie Niemcy poparły natychmiast.

Nie idę zatem na wybory. Wszystko jest już zrobione a 8 lat kosmetyki raju sprawiło że już nic nie ma tu do poprawy. Kolejna kadencja PiS budziła już obawy Indii, Brazylii i Australii. Iran wstrzymał program atomowy po wizycie Anny Fotygi. Staliśmy się najlepszym, najzdrowszym i najbogatszym krajem na świecie – czego chcieć więcej?

PS:zapomniałem odnotować jednej przykrej rzeczy. W 2006 r upadła sieć Biedronka. Polacy stali się zbyt bogaci i wybredni by tam kupować. Wkrótce to miejsce zajęła sieć Harrods Polska. Niemniej tą jedyną upadłość trzeba odnotować.

Syriza to tylko przygrywka. Prawdziwą próbą agentury wpływu i zarządzania innym krajem dzięki wyrokom demokracji będzie dopiero Francja. Ale Marie LePen to dopiero początek.

Co jest potrzebne by zatrząść demokratycznym krajem? Może kilku kelnerów. To powinno wystarczyć o ile chodzi o jednego lub dwóch ministrów. Ale czego trzeba na premiera? A jeśli na premiera nie ma niczego co można by wykorzystać to demokracja daje nam inne narzędzia. Nad Europą krąży widmo kryzysu. Gimnastyka Europejskiego Banku Centralnego skończy się kiedyś przy ścianie. Jeśli Francja i Włochy w wyniku protestów społecznych, ruchów politycznych opartych na tych protestach bądź w jakikolwiek inny sposób opuszczą nie tylko strefę Euro ale i UE to jaka przyszłość czeka naszą część świata? Jak to zrobić? Wystarczy w mechanizmy demokracji i własnych interesów ubrać tych którzy dziś czują się wykluczeni z decydowania. We Francji będą to miliony bezrobotnych o afrykańskich korzeniach, w Wielkiej Brytanii Szkotów, w Hiszpanii Katalończyków, w Polsce Ślązaków którzy powinni poprzeć górników. W jaki sposób demokracje ze swoimi cyklami wyborczymi, mają się przeciwstawić wielkiemu planowi rozciągniętemu na lata przez ludzi którzy tym cyklom nie podlegają?

Cel? Niemożliwość zarządzania krajem, kryzys wewnętrzny angażujący elity polityczne aż do ich upadku i przejęcie władzy przez agentów celu. Cel jest jeden: rozpad UE. Rozpad projektu politycznego który przez kilkadziesiąt lat hamował imperium. UE należy podzielić, poróżnić sąsiadów, wskrzesić antagonizmy, doprowadzać do konfliktów i wzniecać gniew. Tylko podzielona Europa staje się przedmiotem imperialnej polityki.

Podzielona Europa po rozpadzie UE to pierwszy etap. W drugim, wobec sprzecznych interesów i wcześniejszych pokazów agresji (Ukraina) łatwiej będzie bez oporu z zewnątrz podporządkować sobie kraje Europy Wschodniej – w tym przede wszystkim – Polskę.

Wycofanie się koalicjantów z NATO przy ostrzegawczej eksplozji atomowej w stratosferze wykonanej nad terytorium jednego z Państw Bałtyckich lub Polski, niemożliwe czy raczej realne? Najlepiej gdyby działo się jednocześnie w obliczu konfliktu zbrojnego w którym zaangażowana byłaby Ameryka, gdzieś w innej części świata. Dziś ciężkie do wyobrażenia, ale jutro? A może w sytuacji gigantycznej katastrofy naturalnej która zaangażowałaby USA byłoby prościej?

Nikt w Europie nie ma tyle środków, agentów i determinacji by UE przetrwała ile mają dziś przeciwnicy Wspólnoty. Demokracje narażone są na rewolucje i przewroty władzy, a eksperyment Syrizy, Katalonii i Noworosji pokazuje że można zdetonować państwo od środka. Szczególnie proste będzie to w kraju w którym mechanizmy działania państwa są tak słabe jak w naszym. Paraliż kraju w którym w drugiej dobie ataku z zewnątrz 60% ludności nie będzie miało dostępu do wody, prądu i zaopatrzenia, jest wręcz trudny do wyobrażenia. Mamy mniej niż milion masek gazowych a schrony są w stanie pomieścić 1,43% ludności. Nie mamy obrony cywilnej. Ale gorsze nawet jest to że nie mamy służb które zapobiegałyby zagrożeniom. Bo kraj który nie jest w stanie zabezpieczyć knajpy w której dwóch ministrów je obiad, nie jest w stanie zabezpieczyć niczego.

Moja żona z zapałem ogląda na Domo+ program Wielkie Projekty. Dla niezorientowanych dodam że rzecz dotyczy ciekawych inwestycji budowlanych w krajach byłego imperium brytyjskiego, bo poza nie, autor się nie wypuszcza. A że ogląda żona to oglądam i ja.

38786_c

Oglądając ten program już jakiś czas poczyniłem pewną obserwację która pokazuje mi niezwykły sukces gospodarczy Niemiec. Za każdym razem, gdy inwestorzy z Wielkiej Brytanii potrzebują nietypowych okien (a jest tak prawie zawsze), nietypowych ścian np z płyt OSB, ścian z tworzywa, dziwnych schodów, 37 centymetrowych śrub czy czegokolwiek innego czego nie można dostać w markecie budowlanym – pojawia się producent z Niemiec. Producent z Niemiec produkuje wszystko, ma na wszystko patent i niespiesznie, acz w miarę szybko produkuje, to co klientowi potrzeba, w takich jak potrzebuje wymiarach i znacznie wyższych cenach. Nikt w Wielkiej Brytanii nie produkuje ani takich okien ani ścian z OSB ani śrub o długości linijki ani niczego co może wymyślić inwestor a nie widział tego w gazetce sieci DIY.

Jak to się stało? Że Niemcy stały się fabryką Europy? W Zjednoczonym Królestwie to nie wiem. Ale wiem jak to się stało u nas. Po 1989r jak mówi prof. Kieżuń stało się to tak:

„92 proc. polskich przedsiębiorstw przeznaczonych na sprzedać było wówczas ocenianych i wycenianych przez podmioty zagraniczne. Efekt był taki, że niektóre z nich sprywatyzowany za cenę niższą, niż wyniosły koszty ich oceny”

Spadek produkcji nastąpił we wszystkich sektorach gospodarki, ale w sektorze przemysłowym wyniósł już 36% (w ciągu dwóch lat:od 1990 do 1991). PKB w 1990 r spadł o 12%. Likwidacja przemysłu przyniosła tylko w ciągu jednego roku 1,1 mln bezrobocia. W ciągu dwóch lat kończąc na 1991r realne płace spadły o 68%. W okresie lat 1990-2000 sprywatyzowano 62% przedsiębiorstw państwowych (5,2 tys z 8,5 tys). W 2006 roku zostało już tylko 551 państwowych firm z czego w upadłości było 188 z nich. Jednocześnie Balcerowicz podniósł stopy procentowe do 72% tylko w roku 1990 a odsetki od zaległości podatkowych były oprocentowane na 212%.

I może dlatego nietypowe okna, ściany ,rury i śruby trzeba robić gdzie indziej również gdy potrzebujemy ich u nas. Mieliśmy tysiące fabryk produkujących te wszystkie rzeczy ale albo upadły od razu albo nie wytrzymały reformy Balcerowicza. Zamiast chronić naszą produkcję i nasze miejsca pracy, mieliśmy wtedy inne cele.

Ja nie wiem dlaczego likwidujemy kopalnie które mają zagwarantowane złoża na 16 czy 40 lat. Nie wiem dlaczego odpowiedzialności nie ponoszą zarządy tych kopalni i dlaczego nikt nie ogarnia jaką kasę z nich wyciągają. Nie wiem też czemu zlikwidowano kopalnie posiadające złoża antracytu (czyli najcenniejszego węgla) i czemu w to miejsce mamy sprowadzać węgiel ze świata. Nie mając swojej ropy, swojego gazu, złota ani diamentów górnictwa węgla kamiennego powinniśmy pilnować tak długo jak się da. Nie wiem też jakie MBA mają kolesie z partyjnego bractwa biorący milion odprawy za kierowanie kopalnią. I jak bardzo trudne jest kierowanie kopalnią. Bo za pokierowanie kopalnią do upadku chyba powinno iść się siedzieć. I co taki prezes wpisuje sobie w CV w sukcesach? „Zlikwidowałem kopalnię węgla w Polsce która nie ma innych bogactw”. Potem może wydać poradnik: „Jak zlikwidować dobrą kopalnię w dwa lata”. W nagrodę partia może dać ci inne przedsiębiorstwo do zlikwidowania i wzięcia odprawy. Milion wszak,ma to do siebie,że kiedyś się kończy.

W każdym razie nie skleja mi się to wszystko do kupy. A najmniej składa mi się do tego nawoływanie „chicago boys” albo samego Balcerowicza, chodźcie, zlikwidujmy kolejną kopalnię, kolejne miasto.

Niemcy nie w ten sposób zbudowały swoją potęgę.