Miesięczne archiwum: Wrzesień 2013

Co złego powiedział Lech Wałęsa? Czy może ponownie w swoim życiu, tak jak 30 lat temu wykazał się umysłem i wizją którego mu odmawiają bo jest przecież tylko zwykłym robotnikiem, przecież facet który jeździł rowerem po stoczni i zmieniał przepalone żarówki nie może wypowiadać się w tak poważnych sprawach. Wprawdzie nie wiadomo jak było z tym całym SB ale coś musi być na rzeczy więc nie przesadzajmy z traktowaniem Wałęsy jako naszego duchowego przywódcy,myśli wielu. Raz że przecież dla połowy narodu stojącego za małym kanclerzem jest Wałęsa nie do zaakceptowania ze względu na skrajnie złe zdanie o Kaczyńskim a dwa że przypominam – to prosty robotnik.

Dlatego gdy cały świat zna praktycznie tylko dwa polskie nazwiska a jednym z nich jest Wałęsa my przecież wiemy więcej i lepiej. Grzegorz Skawiński opowiadał jak na lotnisku w Maroku wiele lat temu kazano mu po obejrzeniu paszportu: „Licz waliza” co on zrozumiał jako liczenie waliz a marokańskiemu pogranicznikowi jako pierwsze i jedyne skojarzenie z Polską przyszedł Lech Wałęsa. Nie wódka, bo tą już sprzedaliśmy zagranicznym koncernom które miały wypromować nam Żubrówkę i Belvedere na świecie ale jakoś im nie wychodzi. Mamy Lecha. Który tak jak Nelson Mandela czy Dalajlama jest bardziej szanowany na zewnątrz niż u nas. To elektryk. A u nas przecież sami absolwenci zarządzania i marketingu.Wałęsa powiedział to co wszyscy wiemy. Powiedział że świat nie działa tak jak powinien. Że nie działa Europa jaką budujemy i nie działa ONZ. Powiedział prawdę. I powiedział mądrze. Powiedział w czasie gdy na niemożności ONZ i impotencji Ameryki kapitał polityczny buduje Putin, reklamowany przez sowieckie media jako kandydat do pokojowego Nobla. Dobre sobie. Że nie działa Europa widzimy po gospodarce która nie jest w stanie wchłonąć nowych pokoleń pracowników, widzimy po bankrutujących gospodarkach Grecji, Portugalii, Hiszpanii i Włoch. Europa jest całością tylko dlatego że funkcjonuje jeszcze francuski socjal, niemiecki silnik i londyńskie city.

Że instytucje świata nie działają wie każdy i nie trzeba być Lechem Wałęsą by to stwierdzić. Syria jest tego dostatecznym przykładem. Jeśli wyśmiewane przeze mnie globalne ocieplenie faktycznie jest prawdą to nadchodzące klęski żywiołowe o niespotykanej wcześniej sile zerwą luźne sojusze i zagrożą porządkowi jaki znamy. Jeśli globalne ocieplenie to lipa jak wynika z przecieków Wikileaks to kraje naszego regionu świata mają do czynienia z brakiem demokracji za wschodnią granicą. Żarłoczność i XIX wieczna strategia wzrostu przez terytorium wciąż ma się dobrze a ceny paliw kopalnych utrwalają nieskuteczne zarządzanie źle zorganizowanym państwem. Gdy w oczy zajrzy mu bieda skumulowanie społecznego gniewu przez centralnie zarządzane media jest tylko kwestią wyboru wroga.

Słowem nasze bezpieczeństwo oparte na dwóch filarach UE i NATO jest oparte mniej więcej na takich nogach jak w 1939r. Wszystko jest fajnie i jesteśmy w grupie silni dopóki jest spokój. Wałęsa oddalony od bieżących problemów polskiej klasy politycznej takich jak aborcja, pomnik Pileckiego, komisja Macierewicza i niezwykle potrzebne referendum w Warszawie – patrzy dalej i widzi więcej. I niech będzie jego krytykom ze widzi nie dlatego że jest taki przenikliwy, tylko dlatego że nie zajmuje się bieżącą medialną papką. Nie jest dla niego istotne bo nie jest też istotne dla Polski i świata jaki rozmiar ma poseł PiS i czy mówi w tej sprawie prawdę. Nie jest ważne i istotne odwoływanie dobrego prezydenta w naszym najważniejszym mieście tylko dla hucpy politycznej. Wałęsa tego nie śledzi i nie analizuje jak główne media. To są problemy nieistotne, to jest tylko mgła która dla nas ma nawet gorsze konsekwencje niż jakakolwiek inna żyjąca medialnie mgła,nawet ta rzekomo rozpylana w Smoleńsku.

Utworzenie silnych związków z Niemcami aż do bardzo silnego zjednoczenia dwóch organizmów państwowych jest oczywiście trudne do ogarnięcia dla posła Pięty czy innego Brudzińskiego, dziwi jednak lekkość i nuta ironii z jaką do tego pomysłu podeszli ważni publicyści. Gdy powstawało EWG jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali przywódcy Niemiec i Francji przyszłość Europy i szansę na trwały pokój widzieli właśnie w dążeniu do największego zbliżenia Francji i Niemiec. I to kilka lat po wojnie. Dziś Wałęsa pokazuje że ważne i mocne powiązania gospodarcze pomiędzy nami i Niemcami powinniśmy trwałe rozbudowywać w kierunku większej jedności. Niemiecki porządek prawny, siła tamtejszej administracji i jej skuteczność to dokładnie to co moglibyśmy przejąć. Niemcy zaś nie są w stanie rozwijać się bez dostępu do siły roboczej której wartość jest większa niż wartość przyjezdnych z Turcji czy Pakistanu. Niemiecka technologia i potencjał produkcji potrzebuje Polski a Polska potrzebuje dostępu do kultury pracy, stosunków pracodawca-pracownik, i know-how którego nie jesteśmy jakoś w stanie sami wypracować. To jest mniej Azji to jest więcej Bawarii. Zbyt mało miejsca tutaj by omówić wszystkie aspekty takiej jedności pomiędzy trudnymi sąsiadami ale niewątpliwie i trzecia kadencja Merkel rozczarowanej i EU i Putinem i stabilny póki co rząd w Polsce jest dobrym wyjściem do dalekiego patrzenia. Do patrzenia na potencjał wspólnoty krajów ze 120 mln ludności, z dwoma silnymi gospodarkami, połączonych siecią drogową, energetyczną czy kulturalną.

Wałęsa jest wizjonerem, człowiekiem do którego powinniśmy mieć wiele szacunku nawet jeśli nie za to co kiedyś tylko za to co teraz wprowadził do debaty publicznej. Przynajmniej próbował. Bo przecież jest tylko elektrykiem a my zajmijmy się ustawą aborcyjną, Smoleńskiem i odwoływaniem HGW. Lepiej nie będzie, ale komu jeszcze o to chodzi?

Tony Parsons (ur.1953) jest brytyjskim pisarzem i dziennikarzem. Pisze między innymi do brytyjskiego wydania GQ czy Daily Mirror. Jest autorem takich książek jak „Mężczyzna i chłopiec” czy „Mężczyzna i żona” które szczerze polecam. W 2011 r na łamach miesięcznika GQ opublikował listę 69 zasad życiowych dla mężczyzn. Przyznaję że jest to jedna z niewielu rzeczy które chcę podarować synowi gdy dorośnie. A że dziś byłyby 81 urodziny mojego Taty pozwalam sobie przekazać Wam moją wolną i swobodną wersję tych 69 zasad. Z których w dodatku jedna mi gdzieś zginęła. A z jedną  (20tą) zupełnie się nie zgadzam. I to też powiem synowi.

Tony Zdjęcie Daily Mail

  1. Im wolniej się poruszasz tym szybciej umrzesz.
  2. Pieniądze wydane na dentystę i podróże nigdy nie są stracone. Zaplanuj śmierć z pięknymi zębami i wspaniałymi wspomnieniami.
  3. Mężczyzna musi mieć zawsze najlepszego lekarza, księgowego i osobistego trenera na jakiego go stać.
  4. Nigdy nie oszukuj kobiety z którą nie jesteś gotów zerwać.
  5. Możesz sobie darować  wiązanie ale powinieneś chociaż raz spróbować trójkąta.
  6. Nie wolno poślubić nikogo z kim nie zamierzasz spędzić reszty życia. Przeciętne małżeństwo trwa 10 lat, więc jest szansa że nie spędzicie razem życia, ale taka powinna być twoja intencja.
  7. Narkotyki mogą być  z tobą do 25 roku życia, chyba że grasz na gitarze w The Rolling Stones.
  8. Nigdy nie bij kobiety, dziecka, zwierzęcia ani faceta który może złamać ci szczękę.
  9. Nigdy nie bij nikogo dlatego ze jesteś pijany, dopuszczalne jest by kogoś prowadzić gdy jest pijany.
  10. Nigdy nie bij nikogo jeśli nie jesteś gotowy sam dostać.
  11. Nigdy nie bij nikogo jeśli można tego uniknąć. Tak naprawdę istnieją tylko dwa powodu by kogoś uderzyć – walczysz o swoje życie lub ktoś obraził twoją rodzinę.
  12. Jeśli musisz uderzyć to staraj się by twoje ciosy były proste i nie do obrony jak spadająca belka z rusztowania. Nie chwiej się, nie kołysz. Ciosy muszą być szybkie jak łapanie muchy. Wyjątkiem są haki ale należy je zakładać na biodra nie na ramiona. Dobry hak ma złamać żebra i wolę przeciwnika.
  13. Jeśli zaangażujesz się z mężatką, upewnij się że jest szczęśliwa w małżeństwie. Nieszczęśliwa będzie cię wciągać w strefę wojny. Jedynym wyjątkiem jest mężatka z którą chcesz spędzić życie.
  14. Dobre maniery są najważniejsze. Nic nie usprawiedliwia chamstwa. Jakość życia zależy w dużej mierze od małych ludzkich gestów, a grzeczność sprawia że nasze życie staje się znośne.
  15. Czasem przegrasz. Nigdy, przez całe życie,  nie będziesz zbyt dobry, mądry i doświadczony by nie upaść. Spodziewaj się kłopotów i niech one cię wzmacniają. Bądź silny przez swoje niepowodzenia i bądź wdzięczny za swój sukces. Jak noc i dzień które przychodzą po sobie,każdego dnia.
  16. Uważaj na kolana. Jeśli uprawiasz sport, to będą one zużywać się powoli jeśli nie uprawiasz sportu stanie się to nagle i szybko. Np. kiedy twój syn będzie miał w szkole sportowy dzień i weźmiesz udział w wyścigu rodziców.
  17. Jeśli ty i twoja kobieta musicie do siebie krzyczeć – jesteś ze złą kobietą.
  18. Kłótnia z ojcem, jego krzyk to jest zupełnie naturalne- ale należy dołożyć wszelkich starań do pojednania. Ojcowie i synowie mają ograniczony czas razem. Niech twoje łzy na pogrzebie ojca będą łzami straty i żalu nie gorzkiego żalu.
  19. Istnieje wiele wspaniałych kobiet na świecie, ale w życiu można naprawdę kochać cztery no może pięć z nich.
  20. Co dzieje się na wyjeździe, zostaje na wyjeździe- poza opryszczką narządów płciowych.
  21. Wystąpienia publiczne i uprawianie bezpiecznego seksu to dwie ważne umiejętności, które musisz opanować. Spodziewaj się jednego i drugiego, czasem na tej samej imprezie. Podczas mówienia do publiczności nie należy zbytnio polegać na notatkach. To zakończy się porażką. Miej raczej stos karteczek z których każda da ci scenariusz na 5 minut przemówienia. Daj im swoje emocje i swoje ulubione dowcipy. Oni nie chcą cię skrzywdzić. Wszyscy chcą się tylko śmiać, czuć podniosłą atmosferę, chcą się bawić. Wystąpienia publiczne są jedną z tych rzeczy w których musisz przekroczyć barierę bólu.  Podczas uprawiania bezpiecznego seksu upewnij się że niczego nie złapiesz. To jest zaskakująco łatwe do zrobienia i będzie katastrofa. Pęknięcia, przecieki są bardzo prawdopodobne zwłaszcza że będziesz po kilku drinkach. Potem będzie za późno.
  22. Naucz się który most przekroczyć a który most spalić.
  23. Nie jesteś ojcem dopóki nie jesteś gotowy stawiać drugiego człowieka przed sobą.
  24. Nigdy nie przechodź obok kogoś kto sprzedaje The Big Issue (magazyn który przygotowują i sprzedają bezdomni) bez kupienia jednego. To nie jest dobroczynność. To praca.
  25. Sukces jest zbudowany głównie na zarządzaniu bólem. Rocky Balboa radził: „Nie chodzi o to jak mocno możesz uderzyć- tu chodzi o to, jak mocno możesz oberwać i iść naprzód.”
  26. Nigdy nie kupuj niczego od kogoś kto puka bez zaproszenia do twoich drzwi chyba że naprawdę bardzo go to uszczęśliwi.
  27. Nie trać czasu na zazdrość, nienawiść i na oglądanie Wall Street:Money Never Sleeps.
  28. Przyjaźń, prawdziwa przyjaźń do garstki ludzi –wymaga wysiłku. Pozostawiona sama sobie uschnie jak winorośl. Więc pomyśl o sowich znajomych, kochaj ich i pielęgnuj. Daj im trochę luzu na popełnianie błędów. Przyjaźń jest ważna. Ale pamiętaj, że jesteśmy sami we wszechświecie. Nigdy nie bój się latać w pojedynkę. Urodziłeś się w samotności. Umrzesz samotnie.
  29. Pomyśl o swoim zdrowiu, ale nie miej na tym punkcie obsesji. Unikaj hipochondrii. Wszyscy umrzemy. Ale jeszcze nie teraz.
  30. Jeśli nie masz regularnych orgazmów, umrzesz. Twoja prostata zakłada że nie masz dalszego zainteresowania rasą ludzką i będzie rosnąć i uderzać cię od dołu. Kiedy prostata się zatrzymuje oddech nie pozostanie daleko w tyle.
  31. Nie sypiaj z szalonymi dziewczynami, bez względu na to jak wyglądają. Przekonasz się że nie warto. Zwykle wtedy gdy o czwartej rano piszą sprayem na samochodzie sąsiadów: „nienawidzę cię!”.
  32. Kochaj swoją pracę. Niech będzie twoją pasją to co robisz. To uczyni twoje życie szczęśliwym. Gdy wszystko inne zawiedzie, praca da ci oparcie, da ci poczucie własnej wartości, pieniądze, kontakt z ludźmi i powód by wychodzić z domu. W pewnym momencie będziesz musiał zrobić coś czego nienawidzisz. Spodziewaj się tego i upewnij się że znasz drogę do wyjścia.
  33. Nigdy nie ufaj politykom, prostytutkom , komuś kto chce ci zmienić  taryfę na energię albo prawdziwej miłości bez emocji. Zawsze za to zapłacisz.
  34. Uczyń wszystko w swojej głowie by nie dopuścić do nienawiści osoby którą kiedyś kochałeś.
  35. Tak długo jak to możliwe, bądź szczupły, miej włosy i twardego penisa. To święta trójca wiecznej młodości. Technologia może pomóc. Spójrz na Weyne Rooneya albo Hugh Hefnera. Zrób wszystko by nie wyglądać jak 65 letnia babcia.
  36. Dąż do bogactwa, ale lekceważ bycie bogatym. Brak pieniędzy jest źródłem wielkiego zła. Nic nie jest bardziej czasochłonne niż ubóstwo. Pieniądze nie kupują szczęścia – kupują czas.
  37. Jedną na dziesięć kolacji zjedz ze znajomymi. Ciesz się tym. Miej kobiety po obydwu stronach ciebie i mężczyznę naprzeciwko, nawet pijanego. To ma być zabawa. Jeśli wolisz zostań w domu.
  38. Nikt nie zna pełnej historii małżeństwa. Nawet mąż i żona.
  39. Większość związków nie kończy się zbyt wcześnie. Większość relacji trwa zbyt długo. Ale nigdy nie pozwól aby twoje dzieci dorastały w domu innego mężczyzny.
  40. Władzę w związku ma ten komu mniej zależy.
  41. Olśniewaj talentem, zaskakuj geniuszem. Nigdy nie bądź niezdecydowany. Nigdy nie bądź nijaki. Spróbuj wykopać każdą piłkę która wyleciała z parku.
  42. Gruba skóra chroni bardziej niż fundusz powierniczy.
  43. Bądź przyzwoity i dobry dla wszystkich ludzi którzy czegoś nie mogą dla ciebie zrobić.
  44. Użalanie się nad sobą jest bardziej destrukcyjne niż heroina.
  45. Nigdy nie śpij z jej siostrą, chyba że jest miłością twojego życia, a jej siostra nigdy nie jest miłością twojego życia.
  46. Na koniec dnia, należy unikać wszelkich stereotypów jak ognia.
  47. Szczęście nadejdzie, ważne by rozpoznać kiedy jest tutaj.
  48. Szczęście (los) będzie i dobre i złe. Ale jeśli liczysz na szczęście to jakbyś liczył że listonosz przyniesie ci czek.
  49. Nigdy nie trać panowania wobec ochrony na lotnisku, wobec płaczących dzieci i innych kierowców. Cierpliwość uwalnia od wielu małych życiowych nieszczęść, ale jest to umiejętność której trzeba się nauczyć jak języka czy sztuki walki.
  50. „Pamiętaj że życie na tym świecie to tylko sport i rozrywka” Koran.
  51. Tylko grubi ludzie pomijają śniadanie.
  52. Nigdy nie pij w porze lunchu, chyba że jest to jakaś uroczystość.
  53. Ciężkie kolacje późno w nocy są szybką drogą do złego snu, nadwagi i grobu. Jeśli tego wymaga twoja praca by siedzieć w nocy w restauracji , jedz jak supermodelka przed sesją zdjęciową.
  54. Najlepszym lekarstwem na jet lag jest słońce. Najlepszym lekarstwem na kaca jest Czarny Doktor – Coca Cola (normalna, nie light). Najlepszym lekarstwem na biegunkę jest bio jogurt. Najlepszym lekarstwem na złamane serce jest kolejna podróż na księżyc w objęciach nowej miłości.
  55. Jedz dużo błonnika. Dean Martin utrzymuje, że kluczem do szczęścia w jego ostatnich latach nie była sława, pieniądze ani przyjaźń z Frankiem Sinatrą tylko solidne wypróżnienia rano.
  56. Najlepszym sposobem, aby utrzymać ciało w dobrym stanie jest kilka trudnych i niepopularnych rzeczy – przysiady, pompki i dostawanie po twarzy.
  57. Naucz się ufać twojemu instynktowi. Tylko martwi płyną z prądem. Tylko żywi mogą iść pod prąd.
  58. Nie przygotowuj się tylko zacznij. Z każdym rokiem mija ileś procent twojego życia. A czas zawsze przyspiesza.
  59. „Naucz się żyć z tym czego nie możesz przeskoczyć”- Bruce Springsteen.
  60. Bądź niewierny dla każdej kobiety za wyjątkiem jednej.
  61. Po trzydziestce rób regularne badania. Niepodziewanie dobry wynik cholesterolu znaczyć będzie tyle co niespodziewany lodzik gdy miałeś 17 lat.
  62. Rutyna jest dobra. Rutyna wyzwala. Rutyna jest strukturą dla bezsensu istnienia. Ale nie stań się więźniem rutyny.
  63. Zanim się ustatkujesz miej mnóstwo seksu. Mnóstwo. Na całym świecie. Z róźnymi kobietami. Jeśli możesz policzyć liczbę partnerek to nie masz dosyć. Na łożu śmierci poeta John Betjeman powiedział: „Szkoda że nie miałem więcej seksu.” Zaplanuj to tak by powiedzieć „szkoda że nie miałem nieco mniej seksu”.
  64. Unikaj kłopotów. Trzymaj się z dala od miejsc w których czyhają kłopoty: przejść podziemnych, pubów, kin, fast foodów w późnych godzinach nocnych. One tam są i czekają.  Gdy nie możesz uniknąć konfliktu uderzaj mocno i szybko. Nie trać czasu na rozmowy.
  65. Nie patrz na telefon jeśli nie masz siły ani czasu aby poradzić sobie z problemami które zaraz z niego wyjdą.
  66. Jedyną sensowną inwestycją w życiu są pieniądze które wydasz na edukację.
  67. „Życie jest błyskawicą na niebie.” – Budda.
  68. Ciesz się każdą kanapką.

Cześć Twojej pamięci Tato!

Tak, wiem. 9 mln sprzedanych telefonów w weekend. Więc o jakim problemie mowa? Pytam o przyszłość i zestawiam Apple z innymi korporacyjnymi gigantami.

Kiedyś pojawiła się taka informacja, że Apple jest wart tyle, co Polska. Nic z tego faktu nie wynikało poza ciekawostką, że firma zatrudniająca w okresie świetności ok. 50 tys osób jest warta teoretycznie tyle co średniej wielkości kraj. Zwrócił wtedy uwagę na te dane na twitterze Paweł @Wimmer*, pokazując, że metodyka takich porównań jest co najmniej dziwna bo o wartości firmy (jak i Państwa) możemy mówić z uwzględnieniem np. majątku trwałego. A jaki majątek trwały i jak go zmierzyć ma Polska?

Niestety Apple nie jest wart tyle ile za niego dziś chce zapłacić giełda. Jest wielką mydlaną bańką. W maju 2010 r rynkowa wartość Apple wyniosła 222 mld dolarów i była większa niż drugiej mydlanej bańki – Microsoftu.

Jego sytuacja jest podobna jak sytuacja w jakiej znalazł się Kodak i znacznie gorsza od tej w jakiej kilka lat temu znalazł się Siemens, który również produkował telefony komórkowe. W gorszej, dlatego, że mimo posiadania ponad 100mld dolarów wolnej gotówki –Apple nie potrafi nic z nią zrobić. Jest trochę jak Kanada – bogata, wielka ale co z tego? Google inwestuje w różnych dziedzinach od dostarczania internetu do Afryki po firmy i startupy poszukujące recepty na nieśmiertelność, od farm wiatrowych do słomek, które filtrują wodę.

Profesor Piotr Płoszajski powiedziałby, że Apple jest w takiej sytuacji jak największy producent batów w USA w XIX w. Problemem jednak dla tej firmy nie była zła jakość produktu tylko pojawienie się „czarnego łabędzia” w postaci samochodu. Baty przestały być potrzebne. Ten producent batów miał mnóstwo pieniędzy tak jak Apple by dobrze jest zainwestować w innych branżach, ale tego nie zrobił, bo też uważał ,że ma produkt idealny a popyt na niego jest nieskończony.

Siemens zatrudnia na całym świecie ponad 500 tys osób, w dziesiątkach centrów R&D i fabrykach pracuje kilkadziesiąt tysięcy inżynierów, którzy jednak wobec konkurencji na rynku telefonów w 2007 r ogłosili swoją bezradność. Mimo że w tamtym czasie byli na tym samym technicznym poziomie, co konkurencyjna Nokia. Wiecie, dlaczego Siemens przestał produkować telefony? Otóż koncern uznał, że innowacyjność i zmienność tego rynku jest zbyt ryzykowna dla koncernu i będzie wymagała ponoszenie coraz większych nakładów bez nadziei na sukces rynkowy.

Siemens wypuścił jeszcze najlepszy ze swoich telefonów i jednocześnie najlepszy wtedy na rynku słynny SL45i i wycofał się wkrótce potem.

Kodak uważał natomiast , że ludzie nigdy nie przestaną uwieczniać swoich zdjęć na papierze i kliszy. Wierzył w to tak mocno, że dopiero gdy długi firmy zbliżały się do 1 mld dolarów zarząd zwrócił się do sądu z wnioskiem o ochronę przed wierzycielami. Uważali, że fotografia na opatentowanym przez nich filmie 35mm. (który dawał rozdzielczość 36 milionów pikseli-tak właśnie) jest najlepszym wynalazkiem w tej dziedzinie i nic ich pozycji nie naruszy. Tymczasem firma w posadach zaczęła się trząść już wraz z pierwszym zainstalowanym aparatem fotograficznym w telefonie. To nic, że jakość tych zdjęć była setki razy gorsza od zdjęć lustrzanką- wygrała wygoda. Kodak również miał mnóstwo gotówki i sam nawet opatentował aparat cyfrowy, ale lawiny raz poruszonej nic już nie zatrzyma. Kiedy Kodak miał 85% rynku amerykańskiego zatrudniał 60 tys. osób. W styczniu tego roku było ich już tylko 7 osób.

Dlaczego również Apple musi przegrać?

Głównie z powodu braku wizjonera na czele firmy lub też grupy liderów szukających nowych rozwiązań, ale czynników ryzyka jest znacznie więcej.

Drugim czynnikiem ryzyka jest tzw „kalendarz premier”, jaki stosuje Apple ścigając się ze swoim głównym konkurentem Samsungiem. Samsung jednak ma strukturę firmy podobną jak Siemens i stać go na razie na ponoszenie ewentualnych porażek jednak może w każdej chwili wyjść z jednej gałęzi rynku pozostając mocnym na innych. Apple sam wymyślił, że będzie co roku udoskonalał swoje produkty i sam wymyślił specjalne konferencje wprowadzające nowe produkty, konferencje które skopiowały już wszystkie inne technologiczne firmy. O ile jednak zmiana obudowy czy nowszy procesor może stać się tematem 2 czy 3 konferencji przy 6 czy 7 ludzie wydają się lekko poirytowani. Zmieniliście czcionkę? Ok. Zmieniliście kolory? Świetnie. Dodaliście dwa czy trzy mega do aparatu? Super, ale Sony daje 100% więcej. Jest złota obudowa? Ojej. Niemniej jest to wciąż ten sam telefon. Nawet dodanie połowy cala do wyświetlacza, podczas gdy standardem staje się 5 cali nie zadowala już fanów tak jak poprzednio. Znawcy tematu jak np. @pawelratajczak* zwracają uwagę, że dalsze zwiększanie ekranu nie jestt możliwe ze względu na budowę systemu operacyjnego iOS i to tu jest głównie problem. Od trzech lat bowiem Apple nie udało się na tyle zmodyfikować iOS by produkcja dużych wyświetlaczy była sensowna dla iPhonea. Nawet tegoroczna premiera iPhone 5S pokazuje, w jakim marazmie pogrąża się ta firma. W internecie więcej było prześmiewczych filmików niż fragmentów konferencji Apple a w dobrym tonie pośród użytkowników stało się podkreślanie niezadowolenia ze zmian, a raczej z ich braku. Fani i rynek woleliby zobaczyć coś rewolucyjnego co trzy lata niż wygładzenie czcionki co rok. Ford robi od XIX w te same samochody mające cztery koła i kierownicę i fani nie obrażają się na Forda za to, że jest to wciąż ten sam samochód.

I tu jest trzeci czynnik ryzyka Apple.

Fani.

Wyczekiwanie klientów na coś nowego od Apple może obrócić się przeciwko tej firmie tak jak to się stało w przypadku Kodaka. Dziś nie wiemy, jaki wpływ na rynek gadżetów technologicznych będzie miało pojawienie się okularów Google Glass. Nie możemy wykluczyć, że przy drugiej czy trzeciej generacji tego sprzętu stanie się on nowym pożądanym iPhonem a miejsce telefonów zajmą np. tzw phablety czyli -6-7 calowe tablety. Być może Apple wprowadzi nawet diamentowego iPhonea, ale dla rynku będzie to już za mało, tak jak za mało i w niezbyt dobrym czasie dla takiego rozwiązania wprowadzono czytnik linii papilarnych. To dalej będzie ten sam iPhone.

Konsumenci obserwujący wielką celebrę wprowadzania kolejnych edycji iPhonea oczekują rewolucyjnych zmian których technologia na tym etapie rozwoju nie potrafi im już dostarczyć. Doszliśmy do ściany? Wraz z plotkami o nowych iPhoneach pojawiają się w internecie własne projekty fanów prezentujące jak mógłby wyglądać iPhone następnej generacji. Projekty te są śmiałe i zapewne często przekraczają dzisiejsze możliwości Apple. Elastyczne ekrany, telefon z rzutnikiem wyświetlającym klawiaturę, iPhone rozkładany aż do rozmiarów iPada itd itd. Potem przychodzi premiera i miliony fanbojów pozostają z niedosytem.

Być może gdzieś w jakiejś małej azjatyckiej firmie powstaje właśnie prototyp urządzenia, które zmieni reguły gry na rynku telekomunikacyjnym i zmiecie z powierzchni ziemi wszystkich dzisiejszych wielkich graczy tak jak postęp zmiótł Nokię. Nokię, która robiła rewelacyjne, dobre i trwałe produkty jednak robiła je ciągle w ten sam sposób.

Bo być może jest tak, że iPhone jest szczytowym osiągnięciem branży i nie da się już go udoskonalić zachowując formę i funkcjonalności, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni? Gdy zaczniemy się zastanawiać, co może jeszcze robić iPhone niewiele już pozostaje do życzenia i wymyślenia. Owszem na pewno będzie większy i na pewno będzie szybszy i będziemy go obsługiwać głosem, ale to wciąż będzie metalowo-szklana kostka. A może iPhone jest tylko szczytowym osiągnięciem Apple i nie powinniśmy już oczekiwać niczego więcej?

Ostatni cios przyjdzie skądś indziej, ale że przyjdzie jest to więcej niż pewne. Apple może kupić dowolną ilość startupów i firm, które będą mu zagrażać, ale tej jednej nie zauważy albo nie doceni. Tak jak kiedyś IBM. Jak Kodak i Siemens. I jak ten producent najlepszych na świecie batów.

A czy można jeszcze mówić o innowacyjności w przypadku firmy która jedynie udoskonala produkt? Warto na koniec wrócić do tematu wartości Apple. W czasach bańki internetowej bardzo poważne firmy analityczne twierdziły że wartość sprzedaży karmy dla zwierząt on-line przekroczy 50mld $ rocznie. Rok później rynek zweryfikował te sny. Niewątpliwie Apple pozostaje maszynką do robienia pieniędzy. I kwartale 2013 roku spółka wypracowała 9,5 mld dolarów zysku netto wobec 11,6 mld dolarów w analogicznym okresie 2012 roku. To pierwszy spadek zysku w ciagu ostatnich 10 latach. Warto też pamiętać że 68% zysku firmy pochodzi ze sprzedaży iPhone,iPad i iTunes (to dane za 2011r). Nie możemy tu zatem mówić o żadnej dywersyfikacji. Kres iPhonea będzie też kresem Apple jakiego znamy dziś. I nikt nie twierdzi że Apple upadnie nagle i z hukiem. Giganci umierają powoli.

A na razie czekamy na iPhone 6. Bo co nam innego zostało?

*wpisy Pawła Ratajczaka i Pawła Wimmera są dostępne na Twitterze.

 

2007-vladimir-putinSyria jest tylko symulacją, choć wcale nie była nią od początku. Wiem jak to brzmi gdy wiemy że Asad zabił 100 tys. własnych rodaków, ale tak właśnie jest. Została wybrana przypadkowo. Głównie została wybrana przez Izrael który pilnie potrzebuje skanalizować konflikt na półwyspie aby raz na zawsze zakończyć Irańskie marzenia jądrowe. Ale Izrael nie jest w stanie tak jak kiedyś dowolnie wskazywać zagrożenia które będzie pacyfikować Ameryka a w tych rozważaniach nie chodzi o Izrael.

Grę wojenną „Syria” wymyślił Putin a następnie dostosował do swoich potrzeb. Na początku oczywiście nie chodziło o te efekty które dziś z taką łatwością Putin osiągnął i które zaskoczyły nawet jego, na początku chodziło faktycznie o Asada. Doktryna Rosji w tej sprawie jest jasna i pozbawia złudzeń cały zachodni świat ze „arabska wiosna” i twitter zmienią świat. Doktryna opiera się na prostej zasadzie: za wszelką cenę nie można dopuścić do tego by w jakimkolwiek kraju społeczeństwo lub jego większa część, przy pomocy jakichś zachodnich koalicji miłujących demokrację- mogło zmienić władzę. Putinowi chodzi oczywiście o Rosję i jego osobistą, dożywotnią, władzę  nad resztkami imperium. Putin wie z jaką łatwością można manipulować opinią publiczną i na jak kruchych posadach trzyma się jego zwierzchność nad krajem. Krajem który wprawdzie rozwija się w tempie powyżej 8% PKB rocznie od dziesięciu lat ale tak naprawdę nie znamy skali udziału paliw kopalnych w tym wzroście. Wiemy natomiast że infrastruktura czy rosyjski przemysł pozostają w tyle za zachodnim światem. Dolary z ropy i gazu pozwoliły mu jednak ponad 10krotnie podnieść zarobki Rosjan i regularnie wypłacać rewaloryzowane emerytury. Być może uda się skanalizować opór społeczny poprzez „projekt Navalny” ale być może nie. W tym celu stanowisko Rosji wspieranej przez Chiny może być tylko jedno – tylko władza może zdecydować o tym czy władze oddać. Nawet wojna domowa i unurzanie kraju we krwi nie może powodować dyskusji o legitymacji władzy. Skoro władzę zdobyłeś, znaczy że masz do tego predyspozycje i nikt poza tobą samym nie może cię tej władzy pozbawić.

Rosja nie popełni już błędów sprzed lat. Jeśli miłujący demokrację hipstersi będą publikować wstrząsające relacje z Syrii to swoje relacje i swoich świadków będzie miała i Rosja. Jeśli dziś jeden z włoskich dziennikarzy ocenia rebeliantów jako przestępców to głównie będzie tą informację rozpowszechniać na świecie kanał Russia Today dla niepoznaki znany bardziej jako RT. RT jest dostępny za darmo, we wszystkich istotnych językach ,na wszystkich istotnych satelitach i ma informować o tym o czym powinien informować państwowy rosyjski kanał informacyjny.

To co stało się w momencie zapowiedzi Obamy o zbrojnej interwencji w Syrii przekroczyło jednak tematykę tego konfliktu i zarys scenariusza jaki przygotowały moskiewskie think-tanki. Oprócz głównej obronionej w rezultacie tezy o niemożności ingerencji militarnej w kraju który posiada władzę (nawet wbrew ludziom) putinowskie gry doprowadziły do czegoś znacznie bardziej poważnego.

Mamy bowiem teraz do czynienia z sytuacją w której Rosja przy pomocy jednego lotniskowca jest w stanie blokować skuteczne działania sojuszy takich jak NATO i skutecznie rozbijać polityczne koalicje wydawałoby się nie do rozbicia (np. USA-UK). Świat ma przed oczami obrazy zbrodni jakich każdego dnia dokonuje Asad, ale nie można z tym nic zrobić bo nie zgadza się Rosja która po 20 latach uśpienia weszła ponownie do pierwszej ligi rozgrywających politykę globalną. Weszła od razu na jej wyższy poziom, poziom ery cyfrowej. Bez użycia ani jednego czołgu przy pomocy kilku okrętów których zadaniem i tak jest ciągłe pozostawianie w ruchu można zablokować humanitarne działania w dowolnym miejscu na świecie jeśli nie są zgodne z doktryną putinowskiego świata. Jestem sobie w stanie wyobrazić podobną sytuację w innym kraju nawet będącym członkiem NATO który zostanie zdestabilizowany wewnętrznie podczas np. kryzysu finansowego na niespotykaną skalę. Władza takiego kraju może wtedy dostać się w ręce sił które o taką destabilizację ramie w ramie z doradcami putinowskimi walczyła. Mogę sobie wyobrazić i czołgi i wojsko użyte wewnątrz Europy do walki z własnym społeczeństwem. Widzę też wtedy pat w jakim znajdą się sojusznicy w NATO ich sprzeczne interesy czy odpowiednio podlane gazem- z otaczających Europę rur  -przekonujące argumenty Rosji. Mogę sobie wyobrazić impotencję zachodniego świata i mocne stanowisko sowietów poparte jednym lotniskowcem np. na morzu Bałtyckim.

Po 20 latach wolności i pozornego bezpieczeństwa w ramach struktur NATO, Polska zatoczyła kolejne historyczne koło. Decydująca będzie oczywiście gra o Ukrainę i zdecyduje status tego państwa ale sądzę że po „grze wojennej Syria” scenariusze pisane w moskiewskich gabinetach są jeszcze odważniejsze i zadziwią zachodni świat skutecznością. Pozbawiona silnego przywództwa Ameryka, zarządzana przez technokratów bez wizji zostanie sprowadzona do roli obserwatora a przygnieciona własnymi problemami gospodarczymi w dającej się przewidzieć przyszłości opuści główną globalną scenę. Dziś widać z polskiej perspektywy jak inna byłaby Ameryka pod przywództwem Romneya. Ale to jak bardzo myli się Radosław Sikorski, że wojny przyszłości będzie wygrywać się na twitterze dowiemy się dopiero gdy będzie zbyt późno.

Sparaliżowany strachem i sprzecznymi  informacjami, które można fabrykować, zachodni świat zamyka właśnie czas opisany przez Fukuyamę jako kres historii. Historia żyje i ma się całkiem dobrze. A mapy świata ulegają właśnie zmianie.

Wojny zaś tak jak zawsze wygrywać się będzie czołgami i ołowiem.

Mieszkanie w blokach.

Jeśli jesteś mądry i oszczędny oraz jeśli nie dziedziczysz fortuny zapewne zdecydujesz się na mieszkanie w blokach. Oczywiście znane sa ci określenia „plankton z boxów” czy „slumsy”, ale miej to gdzieś. Ciężko mi sobie wyobrazić by Aleksander Kwaśniewski czy Ryszard Kalisz należeli do planktonu społecznego albo czy Eko Park w Warszawie lub Miasteczko Wilanów można było nazwać slumsem. Posiadający domki muszą w jakiś sposób odreagować 3 godziny dziennie spędzone w korku by dojechać do pracy, stąd obraźliwe nazwy i kompensujące uciekające w korkach życie uczucie pogardy dla mieszkańców bloków.

W jakim mieście kupić mieszkanie w bloku?

Jeśli masz pracę w małym mieście i jesteś jej pewny to zapewne w tym mieście nie ma zbyt wielu mieszkań w blokach, które można kupić stąd absurdalne ceny nawet za małe metraże. Ale jeśli się upierasz, że będziesz całe życie mieszkał w Koninie czy Kutnie – twój wybór. W takich średnich miastach bardzo niewiele się buduje, bo deweloperzy w większości wiedza ze te miasta skazane sa na wymarcie i się do nich nie pchają. Mieszkanie w takim mieście z małą ilością mieszkań na rynku ma taką zaletę ze dość mocno utrzymują cenę nawet podczas kryzysu – mała podaż wymusza wysokie ceny. A zawsze znajdzie się jakiś urzędnik miejski, który będzie szukał na starość mieszkania w blokach, bo nie ma już siły odśnieżać.

Jeśli dopiero planujesz swoje życie lub chcesz wprowadzić w nim zmiany kieruj się do wskazanych już wcześniej metropolii – Warszawy, Wrocławia, Poznania, Gdańska i Katowic. To tutaj utrzymuje się w dalszym ciągu niższe niż w pozostałych częściach kraju bezrobocie a pracy szuka się krócej i ma się więcej możliwości, co skutkuje też wyższym realnym wynagrodzeniem. Zasada wyboru metropolii jest taka jak opisywałem przy domach – szukaj najbliższej dużej metropolii – bo nawet, jeśli bardzo chcesz odciąć się od rodziny to ci się do końca nie uda (przypominam: dzieci i babcie). Mieszkanie w głównych metropoliach zapewnia tobie i twoim bliskim dostęp do najlepszych szkół, dóbr kultury, lotnisk, daje ci wybór sklepów, usługodawców, lekarzy. Nigdy nie jesteś skazany na jednego lekarza czy jednego pana Zdzisia „złotą rączkę”. Metropolie są ze sobą dobrze skomunikowane, zatem lepiej i szybciej dostaniesz się np. z Poznania do Warszawy niż dowolnej miejscowości odległej o 50 km od tych miast bez autostrad.

Jest jeszcze jeden ważny powód, dlaczego nie należy kupować mieszkań poza tymi aglomeracjami. Ponieważ stracą na wartości lub będzie je bardzo ciężko sprzedać. Przykład? Puste miasta w byłej NRD i w Hiszpanii. Dziesiątki tysięcy mieszkań w rękach deweloperów bez klientów. Ludzie zawsze będą migrować za pracą a praca jest i raczej na pewno będzie w odpowiedniej ilości w metropoliach, które opisałem wyżej. Wg jednej z firm konsultingowych Łódź zmniejszy się z obecnych 700 tys. mieszkańców do 560 tys. w ciągu 20 lat. Za jaką cenę będą wtedy chodzić mieszkania w Łodzi? Kto będzie je kupował? A Łódź to tylko przykład, tak samo będzie we wszystkich niesamodzielnych ośrodkach miejskich.

Dlaczego nie mieszkać w bloku pod miastem?

Możesz. Tylko, po co? Będziesz musiał rano ze wszystkimi innymi słoikami, którzy jeszcze nie przeprowadzili się do city stać w korku na jedynej dojazdowej drodze lub tak jak mieszkający pod Warszawą – jeździć osiedlowymi drogami, co oszczędności czasu nie daje ale chociaż nie stoisz w korku. Pomyśl ile czasu można jechać do centrum miasta? Mieszkańcy Marek czy Białołęki muszą zapewnić sobie godzinę lub półtorej by znaleźć się w centrum Warszawy. I to dotyczy wszystkich miast. Jaki zatem jest sens przeprowadzać się z interioru pod twoją docelową metropolię żeby jechać tyle samo czasu do pracy? 50 minut w jedną stronę to 1 godzina 40 minut w obie strony. To ponad 8 godzin tygodniowo w korku.

Mieszkając pod miastem w ciągu roku stoisz w korku 16 dni.

Zapewne nawet twój urlop nie trwa tyle, bo chcesz robić karierę a nie prosić co chwilę o urlop, prawda?

Zatem miasto, czyli gdzie?

Mieszkaj po tej stronie rzeki, po której jest centrum miasta. W Warszawie czy Krakowie jest łącznie 20 mostów za mało byś czuł się tak komfortowo jak mieszkaniec Londynu czy choćby Budapesztu. Jeśli chcesz kupić mieszkanie „za rzeką” wróć do poprzedniego akapitu i przeczytaj go jeszcze raz.Od zarania dziejów rzeka w Polsce jest barierą militarną i chroni miasto przed wrogami. Nawet w najnowszej strategii obronnej Polski „Eagle Guardian” mamy się bronić krótko przed ruskimi a potem schować się za Wisłą. Scenariusz ten napisali amerykanie. Oni z satelity widzą dokładnie ile mamy mostów. Tak było jest i będzie, zatem jeśli nie chcesz się czuć jak hordy barbarzyńców forsujących wąskie mosty każdego ranka- nie mieszkaj za mostem. Wiem, że jest taniej i garaż gratis. Ale to pułapka, która też będzie cię kosztowała dwa tygodnie rocznie w korku. Przy kredycie, który będziesz spłacać do emerytury lub śmierci 30-50 tys. nie robi żadnej różnicy.

Jeśli jesteś już po właściwej stronie rzeki to nie ma już żadnego znaczenia gdzie to mieszkanie kupisz. Jeśli kierujesz się adresem obecnej pracy charakteryzuje cię wieśniackie poczucie humoru z XIXw. Prawdopodobnie zanim spłacisz kredyt zmienisz pracę 6 albo 8 razy, zatem kupowanie mieszkania w pobliżu aktualnej pracy ma historyczne i polskie wytłumaczenie by stodoła była blisko domu.

Większość dzielnic jest ze sobą dobrze skomunikowanych, ponieważ układ głównych ulic pochodzi z czasów, gdy rysowali je urbaniści a nie deweloperzy. Szukający mieszkania w Warszawie patrzą na dwie linie metra. Owszem jest to sposób, ale gdy już wszyscy zamieszkają wzdłuż linii metra będzie się nim jeździć jak pakistańskim pociągiem. Zresztą są to ruskie wagony, także ten…

Blok. Ale jaki?

Możesz oczywiście popełniać ten błąd, co większość ludzi i uważać, że kupujesz mieszkanie na całe życie –ale uwierz mi –tak nie jest. Nowy blok jest dostępny w stanie deweloperskim , zatem trzeba liczyć się z tym ze urządzenie jednego metra kwadratowego będzie cię kosztować 2-2,5 tys zł jeśli nie chcesz złotych klamek i złotych kabli HDMI we wszystkich pomieszczeniach. To twój wybór czy chcesz taniej czy chcesz tylko odmalować czy tez wolisz mieć wszystko swoje od tynku.

Umówmy się, w nowym bloku kupujesz sąsiadów w worku, ale raczej na pewno nie będą to przez pierwsze kilka lat żule czy agencje towarzyskie. W starym bloku spokój wydaje się pozorny. Jeśli od spodu mieszka starsza pani to w każdej chwili może zostać wezwana przed oblicze Św.Piotra a w jej miejsce przyjdzie dziki lud a jeśli na górze mieszkają sąsiedzi z dwójką dzieci to wszystko zależy od wieku tych dzieci. Małe dzieci uwielbiają szurać taboretami, skakać, turlać stalowe kulki po podłodze (skąd dzieci mają stalowe kulki do dziś nie wiem) i dzieci uwielbiają biegać. W te i z powrotem, całymi godzinami a dzieci biegają z pięty. Pół biedy, jeśli nad tobą mieszka eko-mama w rodzaju Reni Jusis, która karmi dzieci energią z kosmosu i kiełkami. Niestety najpewniej mieszka nad tobą mama, która karmi dzieci frytkami, Macdonaldem, colą i chipsami, zatem 35 kg szkraby w wieku 2-3 lat zapewnią ci łomotu na najbliższe 5 lat. Jeśli mają dwoje dzieci, współczuję ci. Są metody wyciszania ścian i sufitów, ale zwykle zabierają ok. 12 cm powierzchni bądź wysokości, zatem szukaj mieszkania które ma przynajmniej 2,60 m wysokości. Jestem zwolennikiem bloków cztero-piętrowych, ale są zwolennicy tzw. wieżowców. Wieżowiec ma kilka zalet. Możesz znaleźć całkiem fajny widok z okna i jeśli lubisz panoramę miasta będzie to warte wad takich budynków. Drugą zaletą wieżowców jest tzw. rama „H” czyli żelbetowy kręgosłup, konstrukcja budynku. Fachowcy twierdzą, że są one praktycznie niezniszczalne a od lat przesuwa się termin ich przydatności technologicznej. Po prostu nikt nie wie jak długo postoją, obecnie mówi się nawet, że i 100 lat, zatem nie trzeba się bać nawet bloków 40 letnich. Problemem jednak nie jest sama rama „H” tylko powieszone na niej stropy i ściany. Są one na stalowych wiązaniach, a jaką stal mieliśmy w komunie w budownictwie i jakich mieliśmy robotników, którzy to spawali? Winda jest jednocześnie zaletą i wadą. Jest zaletą, bo nie musisz wnosić zakupów dla czteroosobowej rodziny np. na 3 piętro, ale wadą z powodu naszych cech narodowych. Bo im większy blok im więcej ma pięter tym większa anonimowość. Zatem nie powinno cię dziwić ,że czasem piesek sąsiada zesra się w windzie i sąsiad to zostawi. Nie powinny cię dziwić napisy reklamowe miejscowej drużyny piłkarskiej ani graficzne dowody miłości do ludzi wyznania mojżeszowego, wypalone papierosem lub zapalniczką dziury w suficie windy ani gumy do żucia na ścianach. To takie przypomnienie, że jesteś w Polsce.

Podstawową wadą wieżowca jest, bowiem anonimowość a anonimowość w tym kraju zawsze oznacza początek kłopotów.

Oglądaj, oglądaj, oglądaj… A potem jeszcze raz.

Niektórzy poprzestają na jednorazowym oglądaniu nieruchomości i na tej podstawie podejmują decyzję. Tak niestety się nie da. Z tym mieszkaniem będziesz mniej więcej tyle ile z jedną żoną a przecież nie podejmujesz decyzji o małżeństwie po pierwszym spotkaniu, prawda? Ja sam kiedyś kupiłem mieszkanie oglądane w sobotę po południu, które w pierwszy mój w nim poniedziałek okazało się umiejscowione obok magazynu firmy kurierskiej. Firmy kurierskie wg moich doświadczeń pracują głównie w nocy i szczególną ich pasja jest robienie jak największego hałasu. Musisz zobaczyć swoje mieszkanie w tygodniu i w weekend. Musisz przejechać trasę do swojej pracy rano spod miejsca, w którym zamierzasz mieszkać. I musisz to zrobić we wtorek rano. Wtorek jest dniem największych korków. Zobaczysz jak jest najgorzej. To samo musisz zrobić po południu i wrócić z pracy pod swoje przyszłe mieszkanie. Warto też pojechać wieczorem na osiedle, zaparkować samochód i zobaczyć, co się tam dzieje. Czy na ludzi polują hordy wypasionych łysych byczków czy młodzież rzuca butelkami w staruszki czy też jest spokój i sielanka.  Znam człowieka, który chodził do dzielnicowego i pytał się czy okolica jest spokojna, ale wystarczy zaczepić miłą panią z pieskiem by usłyszeć wszystkie lokalne newsy włącznie z tymi która zona jest bita. Albo mamusie z dziećmi, jeśli ty też masz dzieci. Gdy już posiedzisz trochę w zaparkowanym aucie jak pracownik jednostki specjalnej warto pochodzić trochę koło miejsca, w którym będziesz mieszkał. Możesz tak odkryć –jak mój znajomy, że w klatce obok w jednym z mieszkań jest agencja towarzyska „Różowy pomponik”. Posiadanie agencji towarzyskiej w klatce obok ma taką zaletę, że zona już raczej będzie wolała sama wynosić śmieci niż prosić ciebie o wychodzenie z klatki. Możesz też liczyć na zniżki dla stałego klienta lub korzystać z happy hour- w końcu masz blisko.

O takich oczywistościach jak bliska szkoła czy przedszkole, nie piszę, bo jeśli dotarłeś do tej części to raczej wiesz już, że to jest ważne. Odpada dowożenie dzieci i czekanie w śniegu na gimbusa w rowie drogi, która ma szerokość twojego blatu w kuchni. Nowe osiedla nie mają często szkół i przychodni , ale mają miejsca parkingowe i są monitorowane. Miejsce parkingowe na osiedlu z lat 70tych czy 80tych to największe szczęście i największy problem. Uliczki są wąskie, bo komunistycznym architektom nie mieściło się w głowach, że każdy będzie miał samochód. Musisz zdecydować, co jest dla ciebie priorytetem. Sąsiedzi bywają złośliwi. Porysowany lakier, przedziurawiona opona czy naklejka za „ch….e parkowanie” nie są tylko miejskimi legendami.

Reasumując i tak warto mieszkać w bloku wewnątrz miasta. Kosztuje to połowę tego co dom, połowę czasu na dojazdy (co najmniej), dla twoich znajomych przyjechać do ciebie nie jest wyprawą na wieś, z zieleni korzystasz gdy chcesz ale nie musisz jej kosić, masz wybór sklepów i jesteś wewnątrz tętniącego życiem miasta a wszystko o dowolnej porze jest w zasięgu ręki lub kilku kroków.

Ile to kosztuje?

Mieszkanie zależnie od miasta, w Warszawie za 3 pokoje liczmy ok. 500tys. Z czynszem powinno się zamknąć w 3,5 tys.

Samochód wystarczy jeden, ale nawet jak będą dwa to przebiegi będą dużo niższe niż mieszkając pod miastem. Powiedzmy, że łącznie utrzymanie dwóch aut kosztuje cię 3 tys. Dach cię nie interesuje, śnieg cię nie interesuje, ogrzewanie masz w nosie. Gdy coś zepsuje ci się w domu masz do wyboru dziesiątki fachowców w ciągu godziny. Wyjście do kina jest po prostu wyjściem do kina a nie wyprawą. Gdy zapijesz na mieście powrót taksówką nie kosztuje cię pół pensji tylko 40 zł.

I umówmy się, nie będziesz tu mieszkać całe życie a mieszkanie szybciej i lepiej sprzedaż niż dom urządzony pod ciebie 50 min od centrum.

I tak naprawdę ile czasu dziś spędza się w domu? Hę? Przecież tak naprawdę chodzi by mieć w miarę blisko do pracy a czas spędzać z tymi których kochasz a nie z twoim ukochanym radiem stojąc w korku.

Poradnik przeznaczony wyłącznie dla tych którzy pracują na etacie lub mają wolny zawód ale nie dla przedsiębiorców lub dziedziców fortun-ci nie znajdą tu nic ciekawego.

Warunkiem pierwszym by dobrze kupić mieszkanie jest posiadanie partnera. Głównie dlatego że partner ma też parę oczu i własny mózg do analizy sytuacji, a co dwie analizy to nie jedna. Ale też dlatego że dla banku  dwóch spłacających ratę to większa frajda niż jeden, dwie pensje do zajęcia, dwa samochody dla komornika itd. Itd. Jeśli nie posiadasz partnera i nie zamierzasz, kup sobie kawalerkę w centrum dużego miasta i imprezuj nie czytając tego.

Po pierwsze musisz sobie odpowiedzieć na pytanie gdzie chcesz mieszkać? Czy chcesz mieszkać w mieście? Czy może kochasz przyrodę i śnisz o wiejskim domku?

Wersja romantyczna na bogato „wiejski domek”.  

Przy projektowaniu domku pamiętaj o pokoiku dla babci. Dlaczego – dowiesz się potem. Ziemia pod dom w okolicy dużego miasta ok 100-150tys zł. Wszystko jest pięknie o ile mieszkasz w pobliżu budowy. Jeżeli natomiast nie mieszkasz blisko swojej budowy, nie masz teścia ani wujka który tej budowy przypilnuje to wymienisz ok 3-4 ekip w trakcie budowy, kupisz materiałów na dwa i pół takiego domu jaki budujesz a i tak dostaniesz wadliwy produkt na koniec. Gdy wydaje ci się ze najgorsze już za tobą bo wprowadzasz się do domu pod miastem i myślisz tylko o śniadaniach na werandzie i świergolących słowikach mam ci coś do powiedzenia. Jeśli nie masz pompy ciepła bo chciałeś zaoszczędzić to ogrzewanie parterowego domu wyniesie cię więcej niż napisali w dobrym wnętrzu i muratorze razem. Jeśli nie ustawisz kominka w centrum domu bo o tym nie pomyślałeś to będziesz do końca życia wspominał wysoką temperaturę jaką miałeś w bloku u mamy. Po drugie będziesz musiał pół roku odśnieżać setki kilogramów śniegu żeby dotrzeć do bramy samochodem. Ponieważ mieszkasz na wsi nikt nie zagwarantuje ci że wyjedziesz z bramy a tam już jest odśnieżone. Hobbystom wiejskiego domku przypominam ze zima trwa w Polsce pół roku. Gdy jej się u nas bardziej spodoba może potrwać do końca kwietnia. Reasumując i doliczając zimne poranki, komary i zimne wieczory – zjesz może 4 razy w roku śniadanie na werandzie. Ze trzy razy zrobisz wieczornego grilla bo akurat nie pada. Raz zaśniesz na werandzie po kłótni z zoną o to czy wypiłeś na grillu akceptowalną przez nią ilość alkoholu. Ale to dopiero początek przygody. Teraz zaczyna się prawdziwe życie. Ponieważ mieszkasz na wsi nie ma tu autobusów, metra ani statków. Całą rodzinę musisz wszędzie zawieźć samochodem. Co przy jednym samochodzie i dwójce dzieci rano oznacza dodatkowe półtorej-dwie godziny w samochodzie. Jeśli zaś macie dwa samochody to jest lepiej ale drożej. Jeżdżenie nawet 35 km do pracy jeśli pracujecie oboje to już 140 km dziennie. Co lekko licząc daje przebieg doliczając jakieś zakupy ok 3 tys km miesięcznie. To wszystko odbywa się na benzynie którą musisz kupić. Samochody też się psują a na wsi nie masz wyjścia – nie namówisz kierowcy gimbusa żeby ci żonę podrzucił na Jerozolimskie. Oprócz tego do najbliższej apteki masz tyle co do pracy, sklep spożywczy masz jeden i pani Halina zamyka go o 14 tej nie masz lekarza, policji, przychodni. Jeśli planujesz dziecku wybrać dobrą szkolę to akurat jest jedna najlepsza bo innej w okolicy nie ma. Zepsuje ci się zmywarka?. Ok. Serwisant dojedzie. Tylko za sam dojazd weźmie 150zł. I tak ze wszystkim. Nie kupisz w sobotę gazety. Nie masz sklepu z piwami regionalnymi, wszystko musisz dotaszczyć na wieś. Wyjście do kina to już nie będzie wyjście tylko cała wyprawa jak byś jechał na weekend na Mazury. I to wszystko w imię czterech śniadań na werandzie. Werandę też czasem trzeba odmalować, trawę skosić a średni koszt naprawy dachu zamyka się zwykle w okolicach 10 tys zł. Musisz mieć naprawdę mnóstwo pieniędzy by zamieszkać pod miastem.

I tu powstaje pytanie: pod jakim miastem?

Jako inteligentny człowiek zapewne wiesz że powinieneś zamieszkać pod duża metropolią w której ty i twoja rodzina znajdziecie jakąś pracę. Wiesz to, prawda? Ok. Oczywiście Mekką wszystkich słoików jest Warszawa. Warszawy nie trzyma się kryzys i ma ona wszystkie miasta pod sobą. Zatem wiadomo, słoiki z całej polski ciągną do Warszawy. I tu popełniają błąd. Wyobraź sobie taką sytuację że dwa słoiki biorą w stolicy ślub albo i nie i urodzi im się dziecko. Do najbliższej babci jest jakieś 450 km . Nie możesz mieć do niej pretensji gdy chcesz iść do pubu że ona pociągiem nie podyma do ciebie te marne 12 godzin żeby zostać z dzieckiem. A może rozważałeś  zamieszkanie z babcią? Nie? A może rozważałeś doliczenie do 2,5 tys raty za dom, 3 tys kosztów na dwa samochody jakieś 2 tys dla niani i ekstra 100 zł za każdym razem gdy zostanie z dzieckiem wieczorem? A najlepsze jest jeszcze to żebyś jeszcze znalazł nianię 35 km od Warszawy czy Wrocławia. Powodzenia.

Za tą poradę powinienem brać pieniądze. Szukaj pracy i mieszkania w samodzielnej metropolii do której masz najbliżej. Samodzielnych metropolii jest w Polsce niezbyt wiele oczywiście Warszawa, Poznań, Wrocław, Gdańsk czy Katowice. Jeśli bliżej masz do Krakowa czy Szczecina to musisz rozważyć te miasta. Pozostałe miasta się zwijają lub są w stanie agonalnym więc lepiej zostać w Kaliszu u mamy niż pchać się np. do Łodzi czy Opola. Ze względu na rodzinę a najbardziej babcię nie rozważaj najdalszej metropolii tylko najbliższa tobie. Nawet jeśli nie odzywasz się z mamą –gdy urodzi ci się potomek-nie będziesz miał wyjścia. Rezygnacja przez któreś z rodziców z pracy nie wchodzi w grę bo macie mnóstwo kosztów – tak nasza cywilizacja zalicza wielki powrót babci.

Ile to wszystko może kosztować? A nie ile ci napiszą w gazecie o budowie domu:

Ziemia pod dom 100-150 tys

Dom ok 500 tys, łączna rata z ziemią to będzie 3,5 tys

Dwa samochody to raty ok 3 tys plus koszty paliwa i obsługi aut – ok 4-4,3 tys

Niania – 2 tys

Ogrzewania (dzieci w 16 stopniach nie będziesz trzymał) jeśli nie masz pompy ciepła to ok 500-650zł mies

Inne ekstra koszty które wygeneruje dom liczmy 5 tys rocznie. To ok 400zł mies.

Koszt domku na wsi to dla czterech osób ok 10,700 zł miesięcznie.

Do tego musisz doliczyć koszt ochrony, ubezpieczenia, prądu, wakacji, lekarstw, wizyt u lekarzy i niestety jedzenia.

Stać cię jeśli razem zarabiacie 20 tys. Jeśli mniej-nie pakuj się w to. Jeśli przeczytałeś to a nie zamierzasz zakładać rodziny i mieszkać w domku przypominam pierwszą poradę – kup kawalerkę w centrum metropolii. Rata wyniesie cię 3 tys ale resztę możesz wydać na whisky a do biura dojdziesz na pieszo.

Jutro będzie o blokach.

Znam dobrze taki kraj. Znam go dobrze na tyle że postanowiłem o nim napisać. Przeżyłem w nim kilkanaście przygód z miejscową policją i postanowiłem się z wami tymi przygodami podzielić. Czy rozpoznacie ten kraj, zobaczymy.

Pierwsza przygoda dotyczy historii mojego kuzyna którego życiowym marzeniem było dostanie się do policji. Wiozłem go nawet na egzaminy. Chłopak normalny, zdrowy i grał w piłkę w IV lidze więc nie liczył się z problemami na egzaminach wysiłkowych. Policjantem nie został nigdy. Zawsze brakowało mu punktów na egzaminach. Skończył ciężkie studia, zdawał ogromne egzaminy a policyjnego nie mógł zdać. Dziś remontuje mieszkania.

Zawsze zastanawiało mnie to gdy patrzyłem na policjantów którzy mają wzrost i posturę Charliego Chaplina i kibić węższą niż moja szczupła żona. Jak nie posiadając mięśni ani kondycji można w tym dziwnym kraju przejść egzamin na policjanta? Hmmm… Są przecież jakieś wymogi. Okazuje się że są: policjant musi mieć minimum 165 cm chyba że chce pracować w prewencji to wtedy 175cm. Przeciętny wzrost mieszkańca tego kraju płci męskiej to wg badań ok 177cm. Zawsze dziwi mnie też jak widzę policjantów którzy ważą powyżej setki, takich z wyraźną i mocną otyłością. Zastanawia mnie jak przechodzą cykliczne testy sprawności? http://www.careego.pl/624/zawod-policjant/

Moja druga przygoda z policją w tym dziwnym kraju miała miejsce wtedy gdy wraz z policjantem po cywilnemu podróżowałem po dużej aglomeracji samochodem. Policjant był kierowcą w samochodzie było nas trzech a jechaliśmy na jakąś imprezę. Był już wieczór i przejeżdżając przez centrum miasta jeden z pasażerów zauważył włamanie do zaparkowanego na chodniku samochodu. Policjant prowadzący nasze auto szybko uciął nasze dywagacje o tym co należy zrobić i powiedział „odwróćcie się bo będziecie świadkami”.

Moja trzecia przygoda z policją to była pierwsza moja jazda samochodem. Miałem starego citroena z niezbyt dokładnymi wskaźnikami. Jechałem poniżej 70km/h tak jak uczył mnie instruktor po terenie zabudowanym. Za mną sznur samochodów. Szaleńcza szarża trwała aż do momentu wyskoczenia policjanta z lizakiem. Rozmowa była bardzo miła. „O, rozdziewiczymy panu rachunek punktów” (duża radość w radiowozie). Jechałem 72km/h. Jeszcze wiele razy w życiu zatrzymywano mnie na tzw terenie zabudowanym gdzie zamknięte za bramami wille czy chałupy były kilkadziesiąt metrów od drogi. Drogę od płotów dzielił rów. Na drogę w takich warunkach mógłby ewentualnie wyskoczyć Spiderman ale ten argument  nie bawił policjantów. Zwykle próbowałem dyskutować ale to były błędy młodości. Kolejnych kilkunastu przygód nie będę opisywać. Kiedyś popełniłem zbrodnię na dwupasmowej drodze gdzie na jednej z 70-tek dwóch miłych policjantów puściło mnie tylko dlatego że mieli zgłoszenie do wypadku śmiertelnego. Innym razem ja podjechałem do radiowozu żeby pogonić policjantów do wypadku który widziałem kilka kilometrów wcześniej. Raz policjant okazał się być człowiekiem gdy na jednej z głównych arterii miasta,dwupasmówce, pędziłem z zawrotną prędkością 115km/h. „Co pan tak gna?” zapytał stróż porządku. „Tata mi zmarł właśnie” odparłem. „Ale przysięgnij się pan”. „Przysięgam”. „To spierdzielaj pan”.

Raz na pustej drodze na tzw „terenie zabudowanym” gdzie dom od domu oddalony był kilkaset metrów a od drogi kilkadziesiąt zatrzymali mnie za 75km/h. Byłem jedynym kierowcą jadącym tu tego dnia na długości kilkunastu kilometrów. „Panowie naprawdę musieliście?” pytam z uśmiechem policjantów. „Na bezrybiu i rak ryba” odparł policjant.

Potem wzywałem jeszcze policję w nocy do wybijających szyby wystawowe pijanych młodych ludzi którzy nigdzie się nie spieszyli tylko pili wódkę i wybijali szyby. Można ich było złapać na gorącym uczynku gdyby nie przyjechało się godzinę po fakcie. Znajomi wzywali policję do młodych głośnych ludzi w bramie na głównej ulicy miasta w którym mieszkają, młodzi studenci zostali wylegitymowani i spisani. Gdy innym razem zamiast młodych ludzi byli to dresiarze po przybyciu patrol interwencyjny poprosił ich nieśmiało :”Panowie czy możecie troszkę ciszej?” i oddalił się nie czekając na odpowiedź. Dresy zorientowały się że policja nie zjawiła się przypadkowo i w bramie słychać było okrzyki „Wyjdź k…o jak taka odważna jesteś żeby psy wzywać!”. Nie skorzystaliśmy. Skoro policja się boi.

Moja najciekawsza historia w tym kraju z policja miała miejsce na drodze krajowej. Nie wdając się w szczegóły ustawiony byłem do lewoskrętu na osi jezdni. Bez ruchu, bez przekroczenia tejże osi. Z naprzeciwka środkiem mojego pasa jedzie pijany motocyklista. Wjechał we mnie, nic mu się nie stało. Oczekując na policję (komisariat oddalony o 2,5km) około dwóch godzin otrzymałem od siedmiu znajomych młodego motocyklisty propozycję nie do odrzucenia „on jest trochę wypity więc przyjdzie jego brat a pan powie że to on.” Byłem sam. W niesprawnym aucie do holowania otoczony grupą miejscowej młodzieży której głównym zajęciem w miejscowości z 40% bezrobociem były wizyty na siłowni. Przystałem niechętnie na tą propozycję. Policja jechała do kolizji na jednej z głównych dróg krajowych 2  godziny. Ja dostałem mandat. Śledztwo było krótkie. „Pan żeś był do lewoskrętu a pierwszeństwo mają jadący na wprost”. „Nawet jak jadą nie swoim pasem?” zapytałem nieśmiało. „Tak jak już panu powiewdziałem” odparł stróż porządku. 300 zł.

W tym kraju wszystkie zdarzenia na drodze są spowodowane „nadmierną prędkością niedostosowaną do warunków na drodze.” Ponieważ na drodze nie ma pobocza „nadmierna prędkość”, ponieważ może jechać nieoznakowany pijany rowerzysta w nocy w czarnym płaszczu (autentyk) „nadmierna prędkość”. Ponieważ są dziury które omijasz i wpadasz w poślizg  „nadmierna prędkość”. Jedziesz w przepisowo ale ktoś wtargnie na jezdnie „nie dostosowałeś prędkości”. Nawet gdy jedziesz zbyt szybko i urwie ci się koło od policjanta usłyszysz że to nie jest wina oberwania koła tylko „nadmiernej prędkości”.

Nadmierna prędkość rozwiązuje wszystkie policyjne łamigłówki w kraju o którym piszę. Tak jak na Białorusi wszystkie wątpliwości policji rozwiązuje sto dolarów. Nikt niczego nie bada ani nie wnika, policjanci nie mają latareczek z CSI wszystko rozwiązuje „nadmierna prędkość”.

Kraj ten szczyci się tym że nie ma seryjnych zabójców. Sądzę ze nie wie że ma. Bo nikt nie potrafi powiązać spraw.Zaczynam w to wierzyć.

W kraju o którym pisze w policji pracuje 100 tys ludzi. To największa firma w kraju. Nie są ani dobrze opłacani ani dobrze wyposażeni. Legendarne są już historie o tym jak brakowało w policji pieniędzy na benzynę do radiowozów. Policjant nie ma tu szkoleń ze strzelania. Zresztą nie strzela bo może stracić pracę. Używanie broni jest bardziej naganne przez policjanta niż przez obywatela. Podobnie jak użycie siły czy po prostu przywalenie pałą na interwencji. Policjanci stają się obiektem werbalnej agresji, wyśmiewania w twarz, ostatnio zdarzają się nawet przypadki pobić policjantów a nawet policjantek!!. Policjant wstydzi się być policjantem i stara się z tym w prywatnym czasie nie afiszować. Zresztą reagujący na wandalizm czy broniący ludzi policjanci po cywilnemu giną od ciosów nożem i nie spotykają się ze wsparciem stojących wokół zdrowych mężczyzn. Obywatele tego kraju boja się przestępców. Ci zaś nie boją się niczego.

Z opisu tego kraju moglibyście wnosić ze to jakaś afrykańska republika albo była republika radziecka. Nie. Jest to europejski kraj średniej wielkości. Kraj w którym poziom bezpieczeństwa zależy od chęci przestępców, to im zawdzięczamy, że nie jest gorzej. Mogłoby być gdyby tylko chcieli. Cieszmy się że nie chcą.

Bo policja jest tu „na niby”. Jak większość rzeczy w tym kraju. Wiecie jaki to kraj?

Swoim wywiadem w Rzeczpospolitej (wrzesień 2014) Kaczyński pozostał w sferze socjal-demokratycznych dogmatów mówiąc: „państwo musi wymusić podwyżkę płac”. Popierający go, nie słuchają tylko popierają, dla pozostałych pozostanie człowiekiem z innej bajki nawet, jeśli w swoich planach ma jakiś sensowny akapit wiadomo, że to oszołomstwo. Ale czy aby na pewno?

HNCK9089

Czy zatem, jak powiedział Kaczyński, państwo musi wymusić podwyżkę płac? Spójrzmy na to szerzej-jeśli nie państwo to, kto miałby to zrobić? Czy zrobią to małe i średnie firmy-odpowiedź wydaje się oczywista.  Nie zrobią, bo ze względu na pazerność państwa i często swoją własną – nie mogą tego zrobić. Czy zrobią to korporacje? Częściowo korporacje to robią. Biedronka podniosła najniższe wynagrodzenie o 200 zł powyżej najniższej krajowej. Podobnie robi np. w Łodzi spółka Infosys, która płaci dużo powyżej tego, co mogłaby w Łodzi.

Spółek skarbu państwa, nie liczę do tego zestawienia, zbyt są poobrastane układami zbiorowymi, koteriami rodzinnymi, wzajemnymi układami, w których wujek cioci wujka stryjka nie skrzywdzi szwagra kolegi z wydziału obok. Nie bez powodu zakłady energetyczne, wodociągi czy spółki transportu miejskiego, mają prawie o połowę wyższe średnie wynagrodzenie, niż średnia krajowa. Jest jeszcze milionowa kasta urzędników, którzy znajdują sposób by ich pensje uciekały inflacji nawet,  gdy ta ich zbytnio nie goni.

Komu z tej grupy miałoby zależeć na popieraniu podniesienia najniższej pensji?  Otóż nikomu.

Właściciel malej firmy, którą stworzył pracą własnych rąk dąży do maksymalizacji własnych zysków i jakiekolwiek podniesienie minimalnych zobowiązań wobec pracownika by pozostać z częścią działalności na powierzchni legalnej gospodarki-doprowadza go do białości. Jeśli dajmy na to, żyje się na stałej stopie przychodów 30 tys zł, podczas gdy pracownikom z obciążeniami fiskalnymi płaci się 3 tys i ma się ich, dajmy na to 3 to koszty osobowe pracownicze wynoszą 9 tys.  Jeśli podniesiona zostanie najniższa pensja, to wzrosną przecież nie tylko koszty wypłaty, ale również całych obciążeń wobec państwa. Jeśli zatem cały przychód firmy zjadają pensje –a tak jest większości mikrofirm-to w czasach stabilnych przychodów oznacza, że Pan Prezes nie wymieni w cayenne felg, gdyż mu wzrosły koszty pracownicze, dajmy na to do 4,2tys na glowę pracownika. Rachunek jest prosty. Pracownicy nie kosztują już 9 tylko 12,6 tys. Przychód prezesa to już nie 30 tys tylko 26,4 tys. Czyli że zalicza spadek przychodów ponad 10%.                        Dlaczego miałby to robić? W imię niby czego?

I tu dochodzimy do niskiego wskaźnika kapitału społecznego.

Dochodzimy do zaufania, jakie mamy nawzajem do siebie i do instytucji. Komu może ufać Polak? Jeśli w pracy widzi, że przychody jego szefa 12-15 krotnie przekraczają jego przychody? Ma może ufać lekarzom,  którzy proponują wszczepienie endoprotezy za 10 lat, wizytę u okulisty za rok a u kardiologa za 9 mies? Może powinien zaufać policji? Jak może zaufać policji skoro wie, kogo i kiedy puszczono wolno, mimo, że jechał po pijaku a jemu nie przepuszczą. Może ma ufać pogotowiu, gdy je wzywa a ono jedzie 5 godzin?  Może ma ufać sąsiadowi? Ale któremu skoro ostatnio giną nawet z ogródka używane grille z Tesco? Może ma ufać władzy? Ale jakiej? Może lokalnej? Burmistrzowi. Tylko, co taki Guział zrobił w swojej dzielnicy poza przeniesieniem tęczy? Może mają ufać radnym? Np. jedna łódzka radna  (której kiedyś poświęcę więcej miejsca) jest za wstrzymywaniem rozbudowy głównego łódzkiego dojazdu do A2 (ulica Strykowska) ze względu na to, że ekrany zasłonią piękne krajobrazy Wzniesień Łódzkich. Zatem cała Polska stoi w korku, na rondzie w Strykowie, bo nie można też ufać radnym.

Może można ufać rządowi? Lepiej nie będę otwierał tej puszki. „W sklepie, na stacji, nawet jak przy drodze kupujesz borówki każdy raczej patrzy jak cię oszukać niż jak być uczciwym” mówi mój znajomy.

A co z kapitałem społecznego zaufania zrobił ostatnio kościół katolicki? Nawet dla wszystkich innych poza wpłacającymi kasę Rydzykowi, kasa idzie na samochody i wystawne życie. Zobaczcie, co stało się z wolontariuszami zbierającymi pieniądze do puszek na ulicach. Przecież już tak naprawdę od dawna nie wiadomo, czy to prawdziwa zbiórka, czy zuchwałe publiczne wyłudzenie. WOŚP wymyśla coraz bardziej ciężkie do podrobienia identyfikatory, bo potrafiliśmy jako społeczeństwo oszukiwać, nawet w takiej zbiórce. A afery w fundacjach? Gdzie prezes fundacji służbową kartą leci po markowych sklepach i na to idą zebrane w zaufaniu pieniądze. A związki zawodowe? Z etatami, gabinetami, garniturami za 5 czy 10 tys? Z noclegami w apartamentach z pieskiem pijącym ze złotej miski? A te związki na pasku zarządów i przez nich utworzone. Można im ufać?

Taka jest skala zaufania społecznego w Polsce. Poza najbliższą rodziną (i to też nie zawsze) Polak często nie ufa już nikomu.

Podaję za prof.Czapińskim: „Francis Fukuyama (1997, 2000) definiuje kapitał społeczny, podobnie jak Putnam, jako „zestaw nieformalnych wartości i norm etycznych wspólnych dla członków określonej grupy i umożliwiających im skuteczne współdziałanie”. Dalej profesor pisze jeszcze, że „Badania Putnama dowodzą, że kapitał społeczny budowany jest w długim horyzoncie historycznym i ma charakter dobra publicznego – nie jest własnością czy cechą poszczególnych obywateli.” „W Polsce z opinią, że „większości ludzi można ufać”, zgadza się według Diagnozy społecznej zaledwie 10,5 proc. respondentów w 2003 i 2005 r. – 7-krotnie mniej niż w Norwegii” – Badanie European Social Survey.

Polak pozostaje z wrażeniem i z przekonaniem, że władza myśli o sobie, policja i sądy są dla biednych bez znajomości, lekarze dobrze traktują tylko siebie nawzajem a przedsiębiorcy to chytrusy i najczęściej oszuści. Nie pomogła temu próba rozbicia korporacji zawodowych, które jak wiadomo popierają swoich. Bo w miejsce rozbitej korporacji powstaje nieformalny układ albo kilka innych układów. W jednym z zakładów energetycznych związki zawodowe wymusiły żeby pierwszeństwo przy zatrudnianiu nowych pracowników miały dzieci obecnych pracowników. Zatem nawet niska podaż miejsc pracy pozostaje objęta mitycznym układem jak wszystkie dobra których brakuje. Same firmy rekrutacyjne przyczyniają się do tego wrażenia robiąc rekrutację pod z góry wskazanego kandydata nawet w wydawałoby się dużych firmach. A w małych wiadomo, że „szef ma high life a mnie rżnie na kasie.”

Gdy już nikt nikomu nie ufa a wszystko wydaje się fasadą, za którą jest tak jak dawniej tylko trudniej, zmuszenie przedsiębiorstw do zwiększenia pensji wydaje się być dobrym początkiem jakkolwiek źle to brzmi i zalatuje znanym i niezbyt lubianym aromatem. Zyski społeczne z takiego ruchu będą znakomite i dalekosiężne. Pracownicy najemni dalej będą mieć pracę, ponieważ w Polsce nie ulokowała się jakaś ogromna ilość produkcji z zachodu, która z dnia na dzień uciekłaby gdzieś indziej. Są to strachy na lachy organizacji przedsiębiorców. Kto ucieknie? Biedronka? A może Metro AG? A może Orlen? Jest błędem Platformy, że pozwalała się przedsiębiorcom trzymać w tym szachu. Po drugie ogromna rzesza ludzi zacznie więcej zarabiać, co spowoduje natychmiastowe zwiększenie popytu wewnętrznego, co od razu przełoży się na większe zamówienia, większe PKB i w końcu większe zatrudnienie.

Po trzecie i najważniejsze Polak może przestał by mieć to dręczące poczucie, że wszyscy chcą go oszukać a najbardziej pracodawca. Może z biur ginęłoby mniej sprzętów biurowych, a ze szpitali kranów gdyby Polacy mieli –wreszcie – zarobki pozwalające na w miarę godne życie.

Polak chętnie wydałby więcej pieniędzy. Gdyby je tylko miał. Wbrew temu, co można by sądzić krzywa popytu na wódkę, nie musi wzrosnąć najbardziej.

Nie zmienimy od razu wszystkiego by przyjemniej się tu żyło. Ale na pewno jest tak, że wyższe pensje są pierwszą kostka domina.

Obama mówi pięknie i wzniośle. Jego długie, mocne zdania odnoszą się do wartości i marzeń. Było zatem kwestią czasu gdy pojawi się Polska tęsknota za mówcą odnoszącym się publicznie do moralności, obowiązków obywatela wobec republiki czy nawet do religii-tylko jakoś tak inaczej niż przywykliśmy u nas o tej religii.

Musiała się pojawić tęsknota za dobrym, gładkim mówcą zwłaszcza wtedy, gdy zagoniony do narożnika PDT nie daje się ponieść emocjom i podszeptom i raczej unika długich, gładkich wystąpień, z których był znany, które stanowi jego siłę.

Siłę tak wielką, że gdy Tusk mówił to okruszki słuchały i Schetyna znał swoje miejsce bo ani nie jest dobrym mówcą ani nie umie porwać tłumów. Gowin z tłumami zaś ma tyle do czynienia, co zrobienie ankiety w internecie.

To była siła Tuska i oni wszyscy we trzech zdawali sobie z tego sprawę. Swada PDT była dumą Platformy i dawała im psychiczną przewagę nad PiS. Mamy prawdziwego, europejskiego lidera, o którym możecie tylko pomarzyć-zdawały się mówić uśmieszki platformersów gdy dochodziło do porównań.

Było jasne, że bezpośrednie starcia wygra Tusk, bo Jarosław jest znakomitym mówcą o ile mu się nie przerywa i nie zadaje pytań. Szybka riposta, która daje zwycięstwo – wymaga posiadania cech osobowości wodzireja a ciężko wyobrazić sobie jak Kaczyński prowadzi imprezę czy zabawia towarzystwo anegdotkami na swój temat.

Gigantyczna inteligencja Kaczyńskiego jest przygnieciona jakimś ciężarem, który od trzech lat stał się jeszcze cięższy. Profesor Staniszkis powiedziałaby, że Kaczyńskiego przygniata ból o Polskę i jest w tym jakaś prawda, wszyscy znamy kierowników projektów, którzy nie mogą pogodzić się z żadnymi zmianami, które inni chcą wprowadzić w ich projekcie. Na ten projekt tylko ja mam patent i ja wiem najlepiej i innej drogi nie ma. Jak ktoś przy nim majstruje to jest mi smutno.

Taki project manager, któremu zabrano projekt.

No to project manager Kaczyński się obraził i zaczął milczeć.

Nieopatrznie zaczęły mu rosnąć słupki. Okazało się że skoro Polacy nie rozumieją już od dawna dysputy politycznej- trochę dlatego że mają ją w dupie a trochę dlatego że nie ma nic do rozumienia- to gdy się nie odzywasz twój projekt na tym zyskuje.

Zatem trochę niechcący Kaczyński postąpił tak jak postąpić powinien. Postąpił jak żona, która mówi w cztery litery zalanemu mężowi że go poprowadzi bo sam się wywali. Ale on „nie-on pojzie sam”.

No to Tusk idzie sam.

W zasadzie nie sam. Bo bardzo pomaga mu Rostowski i Nowak.

I rodacy na ten spacer patrzą. Im dłużej on trwa tym gorzej wygląda.

Tak nic nie mówiąc wygrywa się wybory. Tak nie będąc nawet krytykowanym przez lidera opozycji samemu można położyć słupki poparcia.

I to nawet nie kryzysem tylko swoimi zaniechaniami a jeśli działaniami to odbieranymi społecznie, jako wymierzone w ludzi. Tak wymierzone jak obiektyw fotoradaru w twarz kierowcy. Kierowcy, któremu ciążą opłaty za auto, opłaty za benzynę i ogólnie nie jest mu lekko.  Zatem gdy się tylko zapomni to tą chwilę zapomnienia i szczęśliwości odpłatnie utrwali na czarno białej stylowej fotografii minister Nowak.

I ta tęsknota za gładko mówiącym mądrym liderem, o którym Polacy mogli myśleć „jest taki jak ja tylko mądrzejszy” nadeszła gdy zmęczony samotnym spacerem Tusk również zamilkł.

Próbował jeszcze coś mówić minister Sienkiewicz w zastępstwie premiera się odgrażać w imieniu sprawnego państwa, ale okazało się że już wszyscy wiedzą, że państwo nie jest sprawne. Wiedzą to młodzi ludzie naśmiewający się w nos policjantom na ulicy i wiedza to gangsterzy i zwykli bandyci, że gdy władza wstydzi się rządzić to nadchodzi ich czas.

A gdy zapadła cisza odezwały się tęsknoty za Obamą.

Za gładkim mówcą.

Nikt oczywiście w Polsce nic nie wie o Komisji Trójstronnej i jej roli w podejmowaniu istotnych w Ameryce decyzji, nikt nie wnika w rolę kongresu. Jest produkt Obama i on jak VW Golf jest idealny i w każdych testach wyprzedza konkurencję.

Nikt nie wnika, że odnoszące się do moralności, wartości i wizji przemówienia to jest to, czego oczekują amerykańscy wyborcy, bo to nie jest naród, który zapyta premiera „jak żyć?”.

W Ameryce jesteś kowalem swojego losu, panem swojej ziemi lub domu i ty sam jesteś za siebie odpowiedzialny. Nikt w Ameryce nie pyta o skuteczność policji, bo tam masz prawo zabić sam każdego, kto nastaje na ciebie lub twoje mienie. Policja jest równie brutalna jak te proste prawa i wszyscy tam wiedzą, że tak być musi i tak chciał Bóg który chroni Amerykę.

Amerykanie wcale nie popierali reformy zdrowotnej Obamy tak ochoczo jak byśmy się tego spodziewali w naszym kręgu kulturowym. To również wynika z ich kultury i zwyczajów, że państwo ma im nic nie dawać za darmo. Obama mówiący o wizji i wartościach w Polsce zostałby uznany za niegroźnego mesjasza dobrej nowiny i położony na polityczną półkę razem z zajmującym ją od lat Korwinem-Mikke.

Tymczasem to u nas trwa prawdziwy konflikt a w Ameryce macie prawdziwy projekt.

Autorem większości przemówień, podobnie jak wyborczego hasła „Yes We Can”, jest młody (27lat) pisarz Jon Favreau. Inspiruje się przemówieniami JFK i jego brata.

Uważnie obserwuje tłum podczas przemówień. Pisze dokładnie to, co chcą usłyszeć amerykanie i nie musi absolutnie obiecywać im nic za darmo, o czym ma mówić jak nie o wolności, wizjach i wartościach?

Jest copywriterem projektu Obama.

Ale znudzeni spacerem Tuska i milczeniem Kaczyńskiego tęsknimy za wirtualnym światem Obamy.

Światem, który jest tylko projektem. Niestety tak samo nierozwiązującym problemów zwykłych amerykanów jak nasz project manager nie rozwiąże naszych.

Ale jest dobrze napisany i zazwyczaj dobrze reżyserowany jak to przystało na amerykański produkcyjniak.