Projekt Obama i project manager Kaczyński.

Kategorie: Polska

Tagi: , , , ,

Obama mówi pięknie i wzniośle. Jego długie, mocne zdania odnoszą się do wartości i marzeń. Było zatem kwestią czasu gdy pojawi się Polska tęsknota za mówcą odnoszącym się publicznie do moralności, obowiązków obywatela wobec republiki czy nawet do religii-tylko jakoś tak inaczej niż przywykliśmy u nas o tej religii.

Musiała się pojawić tęsknota za dobrym, gładkim mówcą zwłaszcza wtedy, gdy zagoniony do narożnika PDT nie daje się ponieść emocjom i podszeptom i raczej unika długich, gładkich wystąpień, z których był znany, które stanowi jego siłę.

Siłę tak wielką, że gdy Tusk mówił to okruszki słuchały i Schetyna znał swoje miejsce bo ani nie jest dobrym mówcą ani nie umie porwać tłumów. Gowin z tłumami zaś ma tyle do czynienia, co zrobienie ankiety w internecie.

To była siła Tuska i oni wszyscy we trzech zdawali sobie z tego sprawę. Swada PDT była dumą Platformy i dawała im psychiczną przewagę nad PiS. Mamy prawdziwego, europejskiego lidera, o którym możecie tylko pomarzyć-zdawały się mówić uśmieszki platformersów gdy dochodziło do porównań.

Było jasne, że bezpośrednie starcia wygra Tusk, bo Jarosław jest znakomitym mówcą o ile mu się nie przerywa i nie zadaje pytań. Szybka riposta, która daje zwycięstwo – wymaga posiadania cech osobowości wodzireja a ciężko wyobrazić sobie jak Kaczyński prowadzi imprezę czy zabawia towarzystwo anegdotkami na swój temat.

Gigantyczna inteligencja Kaczyńskiego jest przygnieciona jakimś ciężarem, który od trzech lat stał się jeszcze cięższy. Profesor Staniszkis powiedziałaby, że Kaczyńskiego przygniata ból o Polskę i jest w tym jakaś prawda, wszyscy znamy kierowników projektów, którzy nie mogą pogodzić się z żadnymi zmianami, które inni chcą wprowadzić w ich projekcie. Na ten projekt tylko ja mam patent i ja wiem najlepiej i innej drogi nie ma. Jak ktoś przy nim majstruje to jest mi smutno.

Taki project manager, któremu zabrano projekt.

No to project manager Kaczyński się obraził i zaczął milczeć.

Nieopatrznie zaczęły mu rosnąć słupki. Okazało się że skoro Polacy nie rozumieją już od dawna dysputy politycznej- trochę dlatego że mają ją w dupie a trochę dlatego że nie ma nic do rozumienia- to gdy się nie odzywasz twój projekt na tym zyskuje.

Zatem trochę niechcący Kaczyński postąpił tak jak postąpić powinien. Postąpił jak żona, która mówi w cztery litery zalanemu mężowi że go poprowadzi bo sam się wywali. Ale on „nie-on pojzie sam”.

No to Tusk idzie sam.

W zasadzie nie sam. Bo bardzo pomaga mu Rostowski i Nowak.

I rodacy na ten spacer patrzą. Im dłużej on trwa tym gorzej wygląda.

Tak nic nie mówiąc wygrywa się wybory. Tak nie będąc nawet krytykowanym przez lidera opozycji samemu można położyć słupki poparcia.

I to nawet nie kryzysem tylko swoimi zaniechaniami a jeśli działaniami to odbieranymi społecznie, jako wymierzone w ludzi. Tak wymierzone jak obiektyw fotoradaru w twarz kierowcy. Kierowcy, któremu ciążą opłaty za auto, opłaty za benzynę i ogólnie nie jest mu lekko.  Zatem gdy się tylko zapomni to tą chwilę zapomnienia i szczęśliwości odpłatnie utrwali na czarno białej stylowej fotografii minister Nowak.

I ta tęsknota za gładko mówiącym mądrym liderem, o którym Polacy mogli myśleć „jest taki jak ja tylko mądrzejszy” nadeszła gdy zmęczony samotnym spacerem Tusk również zamilkł.

Próbował jeszcze coś mówić minister Sienkiewicz w zastępstwie premiera się odgrażać w imieniu sprawnego państwa, ale okazało się że już wszyscy wiedzą, że państwo nie jest sprawne. Wiedzą to młodzi ludzie naśmiewający się w nos policjantom na ulicy i wiedza to gangsterzy i zwykli bandyci, że gdy władza wstydzi się rządzić to nadchodzi ich czas.

A gdy zapadła cisza odezwały się tęsknoty za Obamą.

Za gładkim mówcą.

Nikt oczywiście w Polsce nic nie wie o Komisji Trójstronnej i jej roli w podejmowaniu istotnych w Ameryce decyzji, nikt nie wnika w rolę kongresu. Jest produkt Obama i on jak VW Golf jest idealny i w każdych testach wyprzedza konkurencję.

Nikt nie wnika, że odnoszące się do moralności, wartości i wizji przemówienia to jest to, czego oczekują amerykańscy wyborcy, bo to nie jest naród, który zapyta premiera „jak żyć?”.

W Ameryce jesteś kowalem swojego losu, panem swojej ziemi lub domu i ty sam jesteś za siebie odpowiedzialny. Nikt w Ameryce nie pyta o skuteczność policji, bo tam masz prawo zabić sam każdego, kto nastaje na ciebie lub twoje mienie. Policja jest równie brutalna jak te proste prawa i wszyscy tam wiedzą, że tak być musi i tak chciał Bóg który chroni Amerykę.

Amerykanie wcale nie popierali reformy zdrowotnej Obamy tak ochoczo jak byśmy się tego spodziewali w naszym kręgu kulturowym. To również wynika z ich kultury i zwyczajów, że państwo ma im nic nie dawać za darmo. Obama mówiący o wizji i wartościach w Polsce zostałby uznany za niegroźnego mesjasza dobrej nowiny i położony na polityczną półkę razem z zajmującym ją od lat Korwinem-Mikke.

Tymczasem to u nas trwa prawdziwy konflikt a w Ameryce macie prawdziwy projekt.

Autorem większości przemówień, podobnie jak wyborczego hasła „Yes We Can”, jest młody (27lat) pisarz Jon Favreau. Inspiruje się przemówieniami JFK i jego brata.

Uważnie obserwuje tłum podczas przemówień. Pisze dokładnie to, co chcą usłyszeć amerykanie i nie musi absolutnie obiecywać im nic za darmo, o czym ma mówić jak nie o wolności, wizjach i wartościach?

Jest copywriterem projektu Obama.

Ale znudzeni spacerem Tuska i milczeniem Kaczyńskiego tęsknimy za wirtualnym światem Obamy.

Światem, który jest tylko projektem. Niestety tak samo nierozwiązującym problemów zwykłych amerykanów jak nasz project manager nie rozwiąże naszych.

Ale jest dobrze napisany i zazwyczaj dobrze reżyserowany jak to przystało na amerykański produkcyjniak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.