Kompletny poradnik dla kupujących nieruchomość, część 2

Kategorie: Życie

Tagi: , , ,

Mieszkanie w blokach.

Jeśli jesteś mądry i oszczędny oraz jeśli nie dziedziczysz fortuny zapewne zdecydujesz się na mieszkanie w blokach. Oczywiście znane sa ci określenia „plankton z boxów” czy „slumsy”, ale miej to gdzieś. Ciężko mi sobie wyobrazić by Aleksander Kwaśniewski czy Ryszard Kalisz należeli do planktonu społecznego albo czy Eko Park w Warszawie lub Miasteczko Wilanów można było nazwać slumsem. Posiadający domki muszą w jakiś sposób odreagować 3 godziny dziennie spędzone w korku by dojechać do pracy, stąd obraźliwe nazwy i kompensujące uciekające w korkach życie uczucie pogardy dla mieszkańców bloków.

W jakim mieście kupić mieszkanie w bloku?

Jeśli masz pracę w małym mieście i jesteś jej pewny to zapewne w tym mieście nie ma zbyt wielu mieszkań w blokach, które można kupić stąd absurdalne ceny nawet za małe metraże. Ale jeśli się upierasz, że będziesz całe życie mieszkał w Koninie czy Kutnie – twój wybór. W takich średnich miastach bardzo niewiele się buduje, bo deweloperzy w większości wiedza ze te miasta skazane sa na wymarcie i się do nich nie pchają. Mieszkanie w takim mieście z małą ilością mieszkań na rynku ma taką zaletę ze dość mocno utrzymują cenę nawet podczas kryzysu – mała podaż wymusza wysokie ceny. A zawsze znajdzie się jakiś urzędnik miejski, który będzie szukał na starość mieszkania w blokach, bo nie ma już siły odśnieżać.

Jeśli dopiero planujesz swoje życie lub chcesz wprowadzić w nim zmiany kieruj się do wskazanych już wcześniej metropolii – Warszawy, Wrocławia, Poznania, Gdańska i Katowic. To tutaj utrzymuje się w dalszym ciągu niższe niż w pozostałych częściach kraju bezrobocie a pracy szuka się krócej i ma się więcej możliwości, co skutkuje też wyższym realnym wynagrodzeniem. Zasada wyboru metropolii jest taka jak opisywałem przy domach – szukaj najbliższej dużej metropolii – bo nawet, jeśli bardzo chcesz odciąć się od rodziny to ci się do końca nie uda (przypominam: dzieci i babcie). Mieszkanie w głównych metropoliach zapewnia tobie i twoim bliskim dostęp do najlepszych szkół, dóbr kultury, lotnisk, daje ci wybór sklepów, usługodawców, lekarzy. Nigdy nie jesteś skazany na jednego lekarza czy jednego pana Zdzisia „złotą rączkę”. Metropolie są ze sobą dobrze skomunikowane, zatem lepiej i szybciej dostaniesz się np. z Poznania do Warszawy niż dowolnej miejscowości odległej o 50 km od tych miast bez autostrad.

Jest jeszcze jeden ważny powód, dlaczego nie należy kupować mieszkań poza tymi aglomeracjami. Ponieważ stracą na wartości lub będzie je bardzo ciężko sprzedać. Przykład? Puste miasta w byłej NRD i w Hiszpanii. Dziesiątki tysięcy mieszkań w rękach deweloperów bez klientów. Ludzie zawsze będą migrować za pracą a praca jest i raczej na pewno będzie w odpowiedniej ilości w metropoliach, które opisałem wyżej. Wg jednej z firm konsultingowych Łódź zmniejszy się z obecnych 700 tys. mieszkańców do 560 tys. w ciągu 20 lat. Za jaką cenę będą wtedy chodzić mieszkania w Łodzi? Kto będzie je kupował? A Łódź to tylko przykład, tak samo będzie we wszystkich niesamodzielnych ośrodkach miejskich.

Dlaczego nie mieszkać w bloku pod miastem?

Możesz. Tylko, po co? Będziesz musiał rano ze wszystkimi innymi słoikami, którzy jeszcze nie przeprowadzili się do city stać w korku na jedynej dojazdowej drodze lub tak jak mieszkający pod Warszawą – jeździć osiedlowymi drogami, co oszczędności czasu nie daje ale chociaż nie stoisz w korku. Pomyśl ile czasu można jechać do centrum miasta? Mieszkańcy Marek czy Białołęki muszą zapewnić sobie godzinę lub półtorej by znaleźć się w centrum Warszawy. I to dotyczy wszystkich miast. Jaki zatem jest sens przeprowadzać się z interioru pod twoją docelową metropolię żeby jechać tyle samo czasu do pracy? 50 minut w jedną stronę to 1 godzina 40 minut w obie strony. To ponad 8 godzin tygodniowo w korku.

Mieszkając pod miastem w ciągu roku stoisz w korku 16 dni.

Zapewne nawet twój urlop nie trwa tyle, bo chcesz robić karierę a nie prosić co chwilę o urlop, prawda?

Zatem miasto, czyli gdzie?

Mieszkaj po tej stronie rzeki, po której jest centrum miasta. W Warszawie czy Krakowie jest łącznie 20 mostów za mało byś czuł się tak komfortowo jak mieszkaniec Londynu czy choćby Budapesztu. Jeśli chcesz kupić mieszkanie „za rzeką” wróć do poprzedniego akapitu i przeczytaj go jeszcze raz.Od zarania dziejów rzeka w Polsce jest barierą militarną i chroni miasto przed wrogami. Nawet w najnowszej strategii obronnej Polski „Eagle Guardian” mamy się bronić krótko przed ruskimi a potem schować się za Wisłą. Scenariusz ten napisali amerykanie. Oni z satelity widzą dokładnie ile mamy mostów. Tak było jest i będzie, zatem jeśli nie chcesz się czuć jak hordy barbarzyńców forsujących wąskie mosty każdego ranka- nie mieszkaj za mostem. Wiem, że jest taniej i garaż gratis. Ale to pułapka, która też będzie cię kosztowała dwa tygodnie rocznie w korku. Przy kredycie, który będziesz spłacać do emerytury lub śmierci 30-50 tys. nie robi żadnej różnicy.

Jeśli jesteś już po właściwej stronie rzeki to nie ma już żadnego znaczenia gdzie to mieszkanie kupisz. Jeśli kierujesz się adresem obecnej pracy charakteryzuje cię wieśniackie poczucie humoru z XIXw. Prawdopodobnie zanim spłacisz kredyt zmienisz pracę 6 albo 8 razy, zatem kupowanie mieszkania w pobliżu aktualnej pracy ma historyczne i polskie wytłumaczenie by stodoła była blisko domu.

Większość dzielnic jest ze sobą dobrze skomunikowanych, ponieważ układ głównych ulic pochodzi z czasów, gdy rysowali je urbaniści a nie deweloperzy. Szukający mieszkania w Warszawie patrzą na dwie linie metra. Owszem jest to sposób, ale gdy już wszyscy zamieszkają wzdłuż linii metra będzie się nim jeździć jak pakistańskim pociągiem. Zresztą są to ruskie wagony, także ten…

Blok. Ale jaki?

Możesz oczywiście popełniać ten błąd, co większość ludzi i uważać, że kupujesz mieszkanie na całe życie –ale uwierz mi –tak nie jest. Nowy blok jest dostępny w stanie deweloperskim , zatem trzeba liczyć się z tym ze urządzenie jednego metra kwadratowego będzie cię kosztować 2-2,5 tys zł jeśli nie chcesz złotych klamek i złotych kabli HDMI we wszystkich pomieszczeniach. To twój wybór czy chcesz taniej czy chcesz tylko odmalować czy tez wolisz mieć wszystko swoje od tynku.

Umówmy się, w nowym bloku kupujesz sąsiadów w worku, ale raczej na pewno nie będą to przez pierwsze kilka lat żule czy agencje towarzyskie. W starym bloku spokój wydaje się pozorny. Jeśli od spodu mieszka starsza pani to w każdej chwili może zostać wezwana przed oblicze Św.Piotra a w jej miejsce przyjdzie dziki lud a jeśli na górze mieszkają sąsiedzi z dwójką dzieci to wszystko zależy od wieku tych dzieci. Małe dzieci uwielbiają szurać taboretami, skakać, turlać stalowe kulki po podłodze (skąd dzieci mają stalowe kulki do dziś nie wiem) i dzieci uwielbiają biegać. W te i z powrotem, całymi godzinami a dzieci biegają z pięty. Pół biedy, jeśli nad tobą mieszka eko-mama w rodzaju Reni Jusis, która karmi dzieci energią z kosmosu i kiełkami. Niestety najpewniej mieszka nad tobą mama, która karmi dzieci frytkami, Macdonaldem, colą i chipsami, zatem 35 kg szkraby w wieku 2-3 lat zapewnią ci łomotu na najbliższe 5 lat. Jeśli mają dwoje dzieci, współczuję ci. Są metody wyciszania ścian i sufitów, ale zwykle zabierają ok. 12 cm powierzchni bądź wysokości, zatem szukaj mieszkania które ma przynajmniej 2,60 m wysokości. Jestem zwolennikiem bloków cztero-piętrowych, ale są zwolennicy tzw. wieżowców. Wieżowiec ma kilka zalet. Możesz znaleźć całkiem fajny widok z okna i jeśli lubisz panoramę miasta będzie to warte wad takich budynków. Drugą zaletą wieżowców jest tzw. rama „H” czyli żelbetowy kręgosłup, konstrukcja budynku. Fachowcy twierdzą, że są one praktycznie niezniszczalne a od lat przesuwa się termin ich przydatności technologicznej. Po prostu nikt nie wie jak długo postoją, obecnie mówi się nawet, że i 100 lat, zatem nie trzeba się bać nawet bloków 40 letnich. Problemem jednak nie jest sama rama „H” tylko powieszone na niej stropy i ściany. Są one na stalowych wiązaniach, a jaką stal mieliśmy w komunie w budownictwie i jakich mieliśmy robotników, którzy to spawali? Winda jest jednocześnie zaletą i wadą. Jest zaletą, bo nie musisz wnosić zakupów dla czteroosobowej rodziny np. na 3 piętro, ale wadą z powodu naszych cech narodowych. Bo im większy blok im więcej ma pięter tym większa anonimowość. Zatem nie powinno cię dziwić ,że czasem piesek sąsiada zesra się w windzie i sąsiad to zostawi. Nie powinny cię dziwić napisy reklamowe miejscowej drużyny piłkarskiej ani graficzne dowody miłości do ludzi wyznania mojżeszowego, wypalone papierosem lub zapalniczką dziury w suficie windy ani gumy do żucia na ścianach. To takie przypomnienie, że jesteś w Polsce.

Podstawową wadą wieżowca jest, bowiem anonimowość a anonimowość w tym kraju zawsze oznacza początek kłopotów.

Oglądaj, oglądaj, oglądaj… A potem jeszcze raz.

Niektórzy poprzestają na jednorazowym oglądaniu nieruchomości i na tej podstawie podejmują decyzję. Tak niestety się nie da. Z tym mieszkaniem będziesz mniej więcej tyle ile z jedną żoną a przecież nie podejmujesz decyzji o małżeństwie po pierwszym spotkaniu, prawda? Ja sam kiedyś kupiłem mieszkanie oglądane w sobotę po południu, które w pierwszy mój w nim poniedziałek okazało się umiejscowione obok magazynu firmy kurierskiej. Firmy kurierskie wg moich doświadczeń pracują głównie w nocy i szczególną ich pasja jest robienie jak największego hałasu. Musisz zobaczyć swoje mieszkanie w tygodniu i w weekend. Musisz przejechać trasę do swojej pracy rano spod miejsca, w którym zamierzasz mieszkać. I musisz to zrobić we wtorek rano. Wtorek jest dniem największych korków. Zobaczysz jak jest najgorzej. To samo musisz zrobić po południu i wrócić z pracy pod swoje przyszłe mieszkanie. Warto też pojechać wieczorem na osiedle, zaparkować samochód i zobaczyć, co się tam dzieje. Czy na ludzi polują hordy wypasionych łysych byczków czy młodzież rzuca butelkami w staruszki czy też jest spokój i sielanka.  Znam człowieka, który chodził do dzielnicowego i pytał się czy okolica jest spokojna, ale wystarczy zaczepić miłą panią z pieskiem by usłyszeć wszystkie lokalne newsy włącznie z tymi która zona jest bita. Albo mamusie z dziećmi, jeśli ty też masz dzieci. Gdy już posiedzisz trochę w zaparkowanym aucie jak pracownik jednostki specjalnej warto pochodzić trochę koło miejsca, w którym będziesz mieszkał. Możesz tak odkryć –jak mój znajomy, że w klatce obok w jednym z mieszkań jest agencja towarzyska „Różowy pomponik”. Posiadanie agencji towarzyskiej w klatce obok ma taką zaletę, że zona już raczej będzie wolała sama wynosić śmieci niż prosić ciebie o wychodzenie z klatki. Możesz też liczyć na zniżki dla stałego klienta lub korzystać z happy hour- w końcu masz blisko.

O takich oczywistościach jak bliska szkoła czy przedszkole, nie piszę, bo jeśli dotarłeś do tej części to raczej wiesz już, że to jest ważne. Odpada dowożenie dzieci i czekanie w śniegu na gimbusa w rowie drogi, która ma szerokość twojego blatu w kuchni. Nowe osiedla nie mają często szkół i przychodni , ale mają miejsca parkingowe i są monitorowane. Miejsce parkingowe na osiedlu z lat 70tych czy 80tych to największe szczęście i największy problem. Uliczki są wąskie, bo komunistycznym architektom nie mieściło się w głowach, że każdy będzie miał samochód. Musisz zdecydować, co jest dla ciebie priorytetem. Sąsiedzi bywają złośliwi. Porysowany lakier, przedziurawiona opona czy naklejka za „ch….e parkowanie” nie są tylko miejskimi legendami.

Reasumując i tak warto mieszkać w bloku wewnątrz miasta. Kosztuje to połowę tego co dom, połowę czasu na dojazdy (co najmniej), dla twoich znajomych przyjechać do ciebie nie jest wyprawą na wieś, z zieleni korzystasz gdy chcesz ale nie musisz jej kosić, masz wybór sklepów i jesteś wewnątrz tętniącego życiem miasta a wszystko o dowolnej porze jest w zasięgu ręki lub kilku kroków.

Ile to kosztuje?

Mieszkanie zależnie od miasta, w Warszawie za 3 pokoje liczmy ok. 500tys. Z czynszem powinno się zamknąć w 3,5 tys.

Samochód wystarczy jeden, ale nawet jak będą dwa to przebiegi będą dużo niższe niż mieszkając pod miastem. Powiedzmy, że łącznie utrzymanie dwóch aut kosztuje cię 3 tys. Dach cię nie interesuje, śnieg cię nie interesuje, ogrzewanie masz w nosie. Gdy coś zepsuje ci się w domu masz do wyboru dziesiątki fachowców w ciągu godziny. Wyjście do kina jest po prostu wyjściem do kina a nie wyprawą. Gdy zapijesz na mieście powrót taksówką nie kosztuje cię pół pensji tylko 40 zł.

I umówmy się, nie będziesz tu mieszkać całe życie a mieszkanie szybciej i lepiej sprzedaż niż dom urządzony pod ciebie 50 min od centrum.

I tak naprawdę ile czasu dziś spędza się w domu? Hę? Przecież tak naprawdę chodzi by mieć w miarę blisko do pracy a czas spędzać z tymi których kochasz a nie z twoim ukochanym radiem stojąc w korku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.