Miesięczne archiwum: Październik 2013

Mamy taką Polskę jaką mamy. Komuna budowała bloki no to stoją a dróg nie budowała więc budujemy je teraz. Wielu jednak posłów, radnych i ludzi w świecie bywających a mieszkających w Polsce na zamkniętych osiedlach lub w willach pod miastem uważa ze jesteśmy w sumie państwem zbudowanym. Acha – i zdajecie sobie sprawę że Polsce jeździ się na rowerze pół roku?

Ale nie jesteśmy. Mizerota sfery publicznej jest szczególnie widoczna na nowych osiedlach gdzie brakuje szkół, przychodni czy przystanków oraz na osiedlach willowych gdzie do domów za 3-4 miliony otoczonych kostką brukową i fontannami prowadzi taka droga jaką biegali jeszcze powstańcy styczniowi. Dlatego może nasi dobrze sytuowani rodacy jeżdżą zwykle samochodami 4×4. Jakoś się do chałupy trzeba dostać. Nie może być inaczej skoro 100 metrów asfaltu kosztuje ponad 100 tys zł albo inaczej 1000zł m2. Gminy gdzie sprowadzają się bogacze to często gminy biedne bo jakoś daje się unikać podatków. Często domy są na żony lub matki a te jak wiadomo nie pracują tylko mają inne zajęcia. Bogaty Pan zameldowany jest gdzieś w bloku w mieszkaniu po babci które wynajmuje bo to jedyny sposób oszukania komornika. Komornik może sobie tam przyjść i zabrać ewentualnie weki.

Z drugiej strony mamy tzw plankton z boxów czyli mieszkańców osiedli z wielkiej płyty. Są tam trzy kategorie mieszkańców. Młode rodziny które nie mają na nic czasu przewożąc dzieci i zakupy z miejsca na miejsce i tyrając za jakimiś pieniędzmi na kredyt. Druga grupa to dzisiejszy odpowiednik bananowej młodzieży czyli single pracownicy korporacji, wolne zawody żyjace od zlecenia do zlecenia kupujące iPody ale żrące obiady od mamy dla oszczędności. Ci mają sporo czasu i najczęściej rower. I trzecia grupa społeczna polskich osiedli z wielkiej płyty czyli emeryci. I dzisiejsi emeryci to już zupełnie inni emeryci. Oni jedzą sałatki nie tylko że jest taniej ale dlatego że zdrowiej, na leki wydają połowę emerytury uprawiają nordic walking i dożywają 90tki nawet nie stękając na serio. Bo tak na niby to stękają non stop. I oni też mają mnóstwo czasu.

I teraz te cztery grupy społeczne podniecone wizją rozwiniętych krajów propagowaną przez rządową propagandę, jedną ważną gazetę czy inne media lewicowe dostają do dyspozycji dwa narzędzia wpływu na władzę. Referendum i budżet obywatelski. Pierwsza grupa którą opisałem czyli bogacz z przedmieść ma głęboko w dupie politykę lokalną chyba że nią kieruje dla sportu. Jak gmina zacznie być nie fajna to sobie zmieni gminę. Jak popsuje mu się pompa ciepła to sprzeda dom i wybuduje sobie nowy zwłaszcza że i tak już mu się stary znudził. Ogólnie Polska go nie kręci, musi tu być bo tu ma firmę ale i tak cztery razy do roku wyjeżdża z Polski do ciepłych krajów. Nie jeździ rowerem tylko ma w domu bieżnię za 30 tys bo wie ze przez pół roku w Polsce i tak się nie biega. Ma ogólnie w dupie i referendum i budżet obywatelski. Nie interesują go ścieżki rowerowe ani piaskownice. Piaskownice to on ma koło domu. Do tej grupy zaliczamy biznes, polityków, lekarzy, prawników, kilkunastu artystów i gwiazdy tv. No może jeszcze ktoś wygra w Lotto.

Druga grupa społeczna czyli młode małżeństwa na dorobku mają tylko jedno marzenie: żeby się wyspać, żeby w spokoju odpocząć jak zasną dzieci i żeby nie rosły raty hipoteczne. Na rower owszem wyjdą raz do roku kiedy akurat jest pogoda ale mają gdzieś ścieżki rowerowe bo jadą pojeździć do lasu. Na codzienne jeżdżenie trzeba mieć siłę. Oni chcą po prostu przeżyć i w tym pędzie nie zauważają nadchodzącej starości. I to będzie starość smutna. Smutna bo biedna. Wszystkie zasoby fizyczne zużyto na tyrkę i dzieci a finansowe na raty i dzieci. Ci ludzie również najczęściej mają w dupie referenda i budżet obywatelski. Po prostu nie mają na to siły. Są wyjątki ale nieliczne.

I tylko dwie grupy społeczne są zainteresowane „naprawianiem” w ich mniemaniu lokalnej Polski. Jeżdżący na rowerach w swoich sweterkach i szaliczkach młodzi single chwilowo od 4 lat mieszkający u mamusi i odbywający staże lub pierwsze prace w korporacjach i emeryci. I dziennikarze jednej z gazet. Słynna była akcja tej gazety w Łodzi która miała tytuł „Stop głupim inwestycjom,zróbcie coś dla ludzi”. I tam krytykowano wszystkie remonty dróg i przebudowy bo one przecież nie są dla ludzi. Dla ludzi jest tylko ścieżka rowerowa. „Zróbcie coś dla ludzi” czyli co? Bigos? A może pierogi? Z akcji się chyba wycofano bo polubiło ją na fejsie mało ludzi. Ale co tam. Emeryci zaś są przeciw wszystkiemu czego nie było przed wojną albo za komuny? Nowa droga? Nie ma mowy! Może parking. A gdzie będę chodził srać z pieskiem? No to może centrum handlowe to tym tyrającym z dzieciakami będzie bliżej? Nie – bo centrum handlowe to samochody i parkingi a to już ustaliliśmy że nie!

Oczywiście grupa walecznych emerytów ani skretyniałych popierających ich radnych (bo akurat trzeba zwalczać prezydenta) nigdy nie zaproponują żeby zbudować nowe chodniki. Tak chodniki. Ostatnie chodniki położono na wielkich osiedlach w czasach Jaruzelskiego i Gierka. Od tej pory chodzimy po tych popękanych płytach, wybrzuszenia na przemian z dziurami, babcie się wywracają i dzieci ale grunt żeby jakąś drogę oprotestować albo parking. A spójrzcie na chodniki którymi codziennie chodzicie? Odbierałem kiedyś z dworca znajomą która po 8 latach za Odrą wracała do Polski. Miała taką walizeczkę na kółkach. Jakieś dwieście metrów od dworca kółka odpadły na naszym chodniku, na tych górach i dołach na tym pokruszonym betonowym gównie. I ona się wtedy rozpłakała i powiedziała: „I widzisz to jest właśnie różnica. Pół Niemiec ta walizka przejechała.”

Emerytów, bananowych singli wspierają nie tylko niektórzy dziennikarze i politycy ale również frustraci. Długotrwale bezrobotni, wściekli na rząd renciści, młodzi policyjni emeryci i inni którzy „nienawidzą” wszystkiego czego tylko się da.

Bo odbudowujemy ten kraj po mału. Potrzebuje on wizji prezydentów i burmistrzów, wizji ogólnej rozwoju miast i gmin a nie wysp uszczęśliwiających kilka grup które nagle wyrwą 180 tys z budżetu miasta na kawałek rowerowej drogi, piaskownicy czy pół skate-parku. Potrzebujemy prostych chodników a na skate parki przyjdzie czas potem. Wydzielamy śluzy dla rowerów zwężając ulice które są dla samochodów, stoję w tym korku obok śluzy ja i dziesiątki samochodów i nagle z rozwianymi włosami w sweterku z grubej włóczki na śluzę wjeżdża cyklista z białymi słuchaweczkami w uszach. I jest szczęśliwy. Zrobiono mu dobrze. To nie jest jeszcze czas na budżety obywatelskie gdy brakuje chodników, nie wylano wielu dróg w osiedlach,pokruszone są krawężniki, zniszczone wiaty starych przystanków. To nie jest jeszcze czas na udawanie że jesteśmy Danią. No do cholery nie jesteśmy i długo nie będziemy. W społeczeństwie obywatelskim obywatel cyklista oczekiwałby że miasto policzy czy śluza rowerowa jest tam aż tak potrzebna czy też zbyt utrudni życie zmotoryzowanym. Ale nie u nas.

Stoję w korku na starej drodze nr14 do ronda autostrad A2 i A1 w Strykowie. I też nie można jej poszerzyć bo ekrany zasłonią widoki kierowcom i żabki będą smutniejsze. Ale na budżet obywatelski nie miałem czasu. Bo tyram i zajmuje się dziećmi. I ci w korku za mną też. A cykliści i frustraci jakoś się odnaleźli. Ja wybieram polityków którzy mają o tym myśleć za mnie. Za to biorą pieniądze.

Budowa społeczeństwa obywatelskiego to proces na dwa czy może trzy pokolenia. Dziś budżety obywatelskie są jedynie umizgami władzy do ludzi którzy i tak działają lokalnie na rzecz własnych spraw. Zaangażowanie wszystkich grup społecznych jest jeszcze daleko od nas i wcale nie będzie proste.Choćby z powodów które narysowałem wyżej. Ale przecież nie tylko.

Ostatnie kłopoty czy raczej tarapaty w jakich znalazł się Kościół Katolicki pogłębią niestety podziały w naszym społeczeństwie. Lemingi (wyborcy liberalni) którzy już tylko jedną stopą pozostawali w kościele i na mszy stali obok „smoleńczyków” bez zastanowienia opuszczą kościół.

Polski kościół pozostaje duchowo i organizacyjnie ale chyba również intelektualnie głęboko w XIX w. Obraz ten jest pogłębiany przez takie produkcje kultury masowej jak „Ranczo” gdzie można powiedzieć że proboszcz zakulisowo bierze udział w polityce i „Ojciec Mateusz” który zastępuje nieudolną i śmieszną policję na straży bezpieczeństwa obywateli. Ale obraz ten pozostaje już tylko echem dawnej sytuacji i pokazuje jedynie nieudolność naszych scenarzystów w przenoszeniu rzeczywistości a nie bajki na ekran. Do tej pory kościół mówił i wszyscy słuchali, kościół o czymś milczał to wszyscy milczeli. Im dalej jednak od pontyfikatu Jana Pawła II tym kościół bliżej ziemi. Tej ziemi. A na tej ziemi nie ma już żadnych autorytetów i jeśli kościół mógł sobie zrobić coś gorszego niż ukrywanie pedofilii w swoich szeregach i przymykanie na nią oka to mógł zrobić tylko jedno – zacząć z ambony gadać o tym bzdury.

Pedofilia zapewne nie jest jedynie domeną środowisk żyjących w celibacie, problem jest szerszy ale medialnie chwytliwe i bardziej skandaliczne w odczuciu opinii publicznej pozostanie działanie księdza przeciw dziecku niż trenera koszykówki. Ksiądz był do tej pory w naszej kulturze „lepszym człowiekiem” może nawet ostatnim „porządnym człowiekiem”. Bo kościół był miejscem w którym w podłych czasach mogli się schronić porządni ludzie. Dziś kościół może być już postrzegany jako schronienie dla co lepszych limuzyn i dziwnych, nieakceptowalnych zachcianek.

Nikt nie zwrócił jednak uwagi na to co stało się z tzw.:”księdzem” Gilem. Podczas gdy liberalna -lemingowa część społeczeństwa od razu odrzuciła jego poczynania jako duchownego i skreśliła jako człowieka o tyle „smoleńczycy” w jego rodzinnej miejscowości bronili go i twierdzili że to spisek na jego karierę.

Ten podział na liberalną i ultra-katolicką część społeczeństwa utrwali się i odbierze jedyną łącząca je płaszczyznę – nasze przywiązanie do kościoła, wiary, wspólny wszystkich szacunek dla księży i kościoła jako instytucji. Pomijam lewackich ultrasów w tym betonową część emerytów z SLD. Dodatkowo idealnie wpisuje się w pogłębianie gigantycznej fosy pomiędzy PO/SLD-owską częścią społeczeństwa a sektą zebraną wokół Jarosława Kaczyńskiego (wliczając odpryski takie jak Solidarna Polska czy PJN).

Czy wspólne uczestnictwo w pasterkach, komuniach naszych dzieci, czy niedzielnych mszach nie jest zagrożone okaże się w historycznej skali kościoła bardzo szybko. Młodych ludzi nie uda się już odzyskać z całą pewnością, a siła rażenie papieża Franciszka w Polsce nie jest ogromna by ten proces zahamować. Powiedziano już z ambony i w wywiadach zbyt dużo głupot by wykształceni ludzie w Polsce wciąż mieli ten sam stosunek do kościoła. I nikt tak nie przysłużył się do laicyzacji Polski jak sam kościół teraz i nikt bardziej nie pogłębił polskich podziałów jak kościół właśnie. Kościół który przez wieki nas łączył teraz nas pięknie podzielił.

No nie umiemy grać w piłkę nożną. Nasza reprezentacja gra tylko mecze ostatniej szansy albo mecze o honor – że pozwolę sobie zacytować Stanisława Tyma. Żadnych innych -kontynuował Tym – nie opłaca się przecież grać.

Możemy wydać miliard dolarów na trenera reprezentacji ale to niewiele zmieni. Dlatego że to nie Smuda ani Fornalik ganiają za piłką na boisku, oni wybierają to co jest najlepsze w naszej lidze i z tej układanki ma wyjść reprezentacja. Ale nie wyjdzie. Nie wyjdzie ponieważ nie wykształciliśmy żadnych trenerów światowej klasy którzy mogliby przekazywać myśl trenerska dalej nowym pokoleniom. U nas trenerem może zostać tylko były zawodnik, któremu wcześniej nie chciało się biegać za piłką a teraz nie będzie mu się chciało biegać za zawodnikami. Nie bez przyczyny dla degrengolady polskiej piłki pozostaje fakt utrzymywania tak dużej ligi przy tak miernych dostępnych zawodnikach, ale Canal Plus płaci zbyt duże pieniądze PZPN by zgodzić się na zmniejszenie liczby meczów (bo będzie mniej drużyn). To taka moja teza.

Polski piłkarz nigdy nie robi dwóch rzeczy naraz. Nie może jednocześnie biegnąć i kopnąć piłki. Nie może jej jednocześnie przyjąć i podać dalej. Polski zawodnik musi piłkę zatrzymać choć przez chwilę by poczuć z nią więź transcendentną. Musi chwilę z nią pobyć. Niestety na całym świecie gra się piłka w locie i w ruchu zatem nie możemy wygrywać meczów. To jest mniej więcej taka różnica jak pomiędzy dwoma rewolwerowcami z których jeden strzela od razu a drugi musi przystanąć, zmierzyć mokrym palcem siłę wiatru, poprawić gacie i zamknąć jedno oko i już jest gotowy do strzału ale niestety już jest martwy. Jeśli jakiś nasz piłkarz wykazuje cechę robienia dwóch rzeczy na raz to natychmiast zostaje kupiony do zagranicznego klubu jako geniusz i samorodek. Samorodek dlatego ze wszyscy na świecie wiedzą, że przecież to nie zasługa naszych trenerów.

Polski zawodnik mógłby wygrać mecz gdyby chodził za nim Jacek Gmoch z tablicą i rysował strzałkami gdzie powinien oddać strzał ale to się niestety nie przyjęło. Po pierwsze dlatego że Jacek Gmoch jest jeden i ze względu na wiek nie daje rady dolecieć do wszystkich, po drugie dlatego że UEFA średnio patrzy na pomysły wprowadzania dodatkowych konsultantów na boisko a po trzecie dlatego że jak Gmoch tak biega to mu siada bateria w iPadzie szybko,albo go upuszczał. Jak biegał z kartkami to przy deszczu średni układ trzeba było wprowadzić dodatkowego gościa z parasolem no i mazaki się rozmazywały. Tak nasza myśl trenerska znalazła się w kropce. Trzeba zostawić zawodnika na boisku samego,zupełnie bez pomocy. Musi on teraz wykazywać się spostrzegawczością i rozpoznawać zawodników własnej drużyny co przypominam w biegu nie jest proste, a żeby było jeszcze trudniej on powinien w biegu podawać piłkę do innego zawodnika naszej drużyny który -o zgrozo- też biegnie! Próbowano zatem modyfikować tą metodę że jak podający biegnie to odbierający stoi i czeka albo odwrotnie ale to się na świecie nie przyjęło. Próbowano ustawiać naszych piłkarzy na sztywno w miejscach zaznaczonych palikami na boisku by jak w grze „piłkarzyki” grali tylko z tych pozycji. Ta myśl również nie odniosła skutku.

W końcu Zbigniew Boniek który kocha Polskę i polską piłkę wpadł, ze swoim przyjacielem Platinim na pomysł jak doprowadzić naszą reprezentację na Euro i zorganizowali Euro u nas. To rozwiązanie miało tą przewagę nad innymi że nasi piłkarze najlepiej czują się u nas bo tylko u nas wiedza jak schłodzić wódkę a dodatkowo podróże są męczące. To niestety nie wyszło. Okazało się że UEFA nie zgodziła się na zmniejszenie boiska a na takim dużym my niestety kondycyjnie nie dajemy rady. Po 15 minutach intensywnego stania na ustalonej przez trenera pozycji okazuje się ze nasz zawodnik ma  już zużyte jedno życie i wszystkie zapasy z którymi wszedł do gry. Padają jak świnki w Angry Birds bez względu na to czy dostali tą cegłówką czy też nie. Jeśli do tego dołożyć traumę jaką przeżywa piłkarz gdy otrzymuje piłkę i musi dokonać w ułamku sekundy kilku analiz gdzie ją podać, z jaką prędkością czy zrobić może zwód a może coś innego – to sami widzicie że granie w piłkę przerasta nasze możliwości.

Z  drugiej jednak strony w wielu innych dziedzinach też nie mamy sukcesów i jednak jakoś żyjemy. Nie latamy w kosmos, nie możemy uchwalić ustawy o wydobywaniu łupków, nie mamy maszyny do budowy trzech pasów autostrady ani kierunku na politechnice który by tego uczył. Nie gramy w krykieta czy golfa na światowym poziomie. Musimy się z tym pogodzić. Mistrzostwa Świata czy Europy to spotkanie najlepszych z najlepszych a my ich nie mamy. Tak samo jak nie mamy co wysłać na wystawę samochodową do Genewy czy nie możemy pokazać swojego iPada na CeBITcie. No nie można do Genewy jeździć przez 60 lat z Fiatem 125p. No nie da się.

Winy jednak nie ponoszą piłkarze tylko trenerzy. trenerami zaś zostają byli piłkarze. To sami widzicie że nic, absolutnie nic z tego nie będzie. Jak zlikwidujemy reprezentację będziemy mniej wkurzać się na swój kraj. Robimy wiele innych rzeczy ale w piłkę grać nie umiemy.

Sorry.

Z polskimi autostradami skoro już są i jest o czym mówić, są trzy podstawowe problemy: są budowane na teraz, są za drogie i są eksterytorialne. Nie zapominajmy jednak, że wreszcie są.

„Po co nam takie autostrady?” – pytał swego czasu Janusz Rolicki. Pytał słusznie i to pytanie pozostało wciąż aktualne. Rolicki zarzucał naszym budowniczym brak wyobraźni, brak patrzenia w przyszłość i wreszcie działania bez wiedzy w przedmiocie. Jeśli Austria i Niemcy przebudowują swoje autostrady z dwujezdniowych na trzypasmowe to dlaczego my tego nie robimy od razu? Wprawdzie pojawiały się w publicystyce pytania o sensowność jazdy z Warszawy do Łodzi bo niby po co? A teraz okazuje się że dwa pasy blokowane wyprzedzającymi się TIR-ami z Litwy i Łotwy to jednak mało dla tak obciążonej ruchem trasy. A jeśli dwa pasy to mało to dlaczego najdroższe obiekty inżynierskie na odcinku A2 z Łodzi do Warszawy zbudowano do parametrów trzech pasów w przyszłości a nie czterech? Ciężko jest przewidzieć, że 2  czy 3 pasy nie wystarczą? I chodzi mi o cały ruch Poznań-Łódź-Warszawa a nie tylko o te 4 pasy które przewidziano pod samą Warszawą. A2 pozostanie najważniejsza arterią autostradowa w Polsce bo jest fragmentem jednej z najważniejszych tras europejskich – E30 z Cork w Irlandii do Omska w Rosji. E30 przechodzi jeszcze przez Wielką Brytanię, Holandię, Niemcy i Białoruś. Z całą pewnością A2 zatka się w Pruszkowie na bramkach już w przyszłym roku i cały urok szybkiego dojazdu do Warszawy zostanie zabrany. Po dwóch latach męczarni na bramkach zostanie zaproponowany system opłat elektronicznych i tak zostanie otwarta przestrzeń do pobierania opłat viatoll dla samochodów osobowych. Bo zbytnim optymistą pozostaje ten kto wierzy że w następnym kryzysie (za ok 7-10 lat zgodnie z wyliczeniami dr Alfreda Biecia z SGH będziemy mieli następny kryzys) rząd nie sięgnie po te pieniądze?

Dlaczego nie zbudowano autostrad w technologii betonowej? Czy biedny kraj stać będzie na częstsze remonty? Kolejne przekręty wykonawców i miliardowe inwestycje?

Tak Polskie autostrady mogłyby być impulsem rozwojowych dla wielu gmin gdyby wjazd na autostradę był możliwy z każdej miejscowości w pobliżu a nie tylko z tzw. węzłów. A tak w tej chwili Polakowi łatwiej wjechać do Londynu niż z małej wsi na Polską autostradę. Rowy, siatki, zamykane bramy, metalowo-betonowe ekrany. Wszystko żeby nie uciekać przed opłatami czyli dobrze zrobiono wyłącznie koncesjonariuszom. Polska „B” dalej będzie stała w korku do węzła a najpierw musi nadrobić  sporo kilometrów by do niego dojechać. Węzły są drogie – więc jest ich mało. Na węzłach są bramki czyli trzeba płacić jakieś śmieszne pensje ludziom którzy tam pracują. To jest odcięcie od dywidendy modernizacyjnej znacznej części kraju. Wiem że tak wyglądają autostrady w Niemczech czy Francji ale Polska to w dużej części wciąż kraj małych miejscowości z dużą liczbą ludzi rozsianych w rolnictwie, w małych wsiach. Jesteśmy jeszcze przed kolejną wielką migracją do miast. Drogi zatem, te szybkie również, nie mogą być budowane jak w krajach zachodnich.

Polskie autostrady i drogi ekspresowe mogłyby się stać wrotami do zwiększenia mobilności Polaków z interioru gdyby były bezpłatne. Ludzie z małych miejscowości patrzą na autostrady jak mieszkańcy faweli na pięciogwiazdkowe hotele w Sao Paulo. Luksusowe pasy płatnych autostrad przecinają biedną Polskę jak eksterytorialna linia bogatych którzy szybko chcą przejechać przez dzikie ostępy by z jednej metropolii dostać się do drugiej nie narażając się na kontakt z tubylcami.

Polskie autostrady są podobne do kolei żelaznych budowanych na terytoriach Indian. I indianom i Polsce powiatowej nic nie da ich zbudowanie. Wręcz przeciwnie. Mam żal do PO z powodu tego stanu rzeczy. Autostrady można było zbudować za pieniądze państwowe i unijne, można było uczynić je bezpłatnymi, można było zażądać od wykonawców włączenia do krwioobiegu autostradowego wszystkich miejscowości w pobliżu. Dla wielu ludzi szukanie pracy w metropoliach jest uniemożliwione ze względu na koszty dojazdów na rozmowy rekrutacyjne. Koszty benzyny nie należą w Polsce do małych, warto pamiętać że na paliwie mamy podatek akcyzowy który jest przewidziany dla towarów luksusowych, a dodatkowe opłaty autostradowe nie pomagają biednym ludziom wychodzić z zaklętego kręgu biedy. A w Polsce skala ludzi żyjących na granicy ubóstwa to ok 2 mln ludzi. Jaka będzie ta skala gdy Anglicy wymuszą na UE rezygnację z najbardziej kosztownej Wspólnej Polityki Rolnej? Ktoś policzył jak żyłaby Polska wieś bez tych transferów? Dlaczego autostrady nie zostały pomyślane jako najważniejsza inwestycja modernizująca Polskę, a nie tylko jako udogodnienie dla tych którzy już jakoś dają sobie radę? Polska „B” schowana za ekranami akustycznymi dalej będzie jeździć dziurawymi drogami powiatowymi gdzieś obok autostrad. Przejeżdżać nad nimi lub pod nimi jak te żaby i łosie którym pobudowaliśmy za dziesiątki milionów złotych mosty.

Dlaczego zgodziliśmy się na dyktat tzw. zielonych opóźniających lub uniemożliwiających wiele inwestycji? Dlaczego pozwoliliśmy na to by jeden puchacz blokował remont mostu? By gniazdo ptaka blokowało rozbudowę drogi dzięki czemu ludzie jeździliby wygodniej i bezpieczniej? Jak doszło do tej aberracji? Ile ludzi zginęło na tej drodze której nie można było rozbudować w dolinie Rospudy? Ktoś to policzył?

Dlaczego pozwoliliśmy by najważniejszym kryterium przy drogowych przetargach pozostawała cena?

Dlaczego Łódź stoi dziś w korku i nie można poszerzyć drogi dojazdowej do A2? Bo jedna z radnych stwierdziła cytuję że :”droga przebiega przez park krajobrazowy Wzniesień Łódzkich i rozbudowa drogi wymusi postawienie ekranów akustycznych a one … zasłonią kierowcom widoki”. Autentyk.

Tak to nasze dwupasmowe autostrady powstały w końcu po dziesiątkach lat niemożności by zostać zbudowane z piasku, fragmentami, chroniąc dżdżownice i żabki, chronione zasiekami przed tubylcami z dzikich ostępów z horrendalnymi opłatami i korkującymi się bramkami.

Ale to i tak skok cywilizacyjny. Jeśli jedną wybudowaną przez Gierka drogę nazywamy Gierkówką to to co zrobiono z naszymi drogami w ciągu ostatnich sześciu lat spokojnie można nazwać  skokiem cywilizacyjnym i modernizacją kraju. Pozostając w smoleńskim sosie i z szacunkiem podchodząc do innych nierozwiązanych problemów jest to największe osiągnięcie Donalda Tuska jako premiera.

Wiele razy zdarzyło mi się krytykować ministra Nowaka dlatego, że uważam, że powierzono mu najważniejsze ministerstwo w dzisiejszej rzeczywistości. Człowiekowi bez przygotowania.  Bywa różnie, ale nie można mu odmówić pracowitości i konsekwencji. Słabość procedur i administracji w tym i ministerialnej to nie jest coś co można zmienić w ciągu dwóch kadencji. Nowak potrzebuje jeszcze 3 kadencji by dokończyć modernizacje infrastruktury drogowej i kolejowej. Tyra. Chociaż przeszkadzają mu zieloni, pazerne koncerny, nieuczciwi urzędnicy i biznesmeni, protesty społeczne, niejasne procedury i radni bez wyobraźni.

Nie podoba mi się ani polityka radarowa bo liberalny rząd nie powinien polować na obywatela bo przyjdzie mu zapłacić za to cenę, ani sposób jej wprowadzania ani retoryka ministra – zwłaszcza o wypowiedź o mordercach drogowych. Nie podoba mi się odcinkowy pomiar prędkości na autostradach.

Za 30-40 lat nikt nie będzie pamiętał Macierewicza i Kaczyńskiego, nasze dzieci będą jednak jeździć zbudowanymi teraz drogami. Oczywiście o ile miały szczęście urodzić się w połączonych nimi metropoliach. I o tym minister Nowak też powinien pomyśleć. Taka nieśmiała sugestia.