Miesięczne archiwum: Listopad 2013

Każdy z nas to ma. No dobra może tylko faceci koło czterdziestki w Europie i Ameryce. Ale tak jest.

screenshot_1_30_13_1_42_pm

Najpierw trzeba było kupić serię klasyczną na DVD. Potem dodali te nowe części więc trzeba było kupić wszystkie. Potem Lucas to podobno zremasterował, podbił kolory (cenę) i wyszło jako całość. Znów kupiłem DVD.

Potem wyszła edycja kolekcjonerska w metalowej puszce. No też trzeba było kupić.

Potem Lucas wydał klasyczne części na BluRay ale nie zremasterowane, więc zaczekałem jak wyda całość z nowymi częściami zremasterowane.

Potem wydali to na BluRayu w metalowej puszce edycja kolekcjonerska zremasterowany dźwięk, podbite kolory. No to kupiłem jeszcze zanim cena spadła.

Teraz kręcą kolejne części Gwiezdych Wojen ale w między czasie ukazała się technologia Ultra HD czy 4K inaczej zatem Lucas wyda starą kolekcję w 4K. Oczywiście jednej linii obrazu nie zrobisz dwóch ale na pewno jakoś to opiszą, że jest lepiej.

W Japonii jest już standard 8K a pracują nad 16K. To potem to wszystko trzeba będzie kupić od nowa a potem jeszcze w metalowej puszce.

Wszystko to trzeba będzie kupić też w metalowej zremasterowanej puszce z podbitymi kolorami z dźwiękiem 7.1.

Jestem tylko jednym fanem ale spłodziłem następnego. Mój syn ma już 6 figurek Dartha Vadera z Lego i z 5 innych. Jednego gadającego Vadera pluszowego, plakat na ścianie, wszystkie części Lego Star Wars na DVD, Angry Birds Star Wars na telefonie i na iPadzie i na komputerze a dopiero w lutym skończy cztery lata. Do tego bluzy z Vaderem, spodnie i buty. Potem dojdą przybory szkolne i plecaki czy co tam oni będą wtedy nosić.

W sumie we dwóch wydamy na Gwiezdne Wojny jakąś równowartość małego samochodu. Ale on nie byłby zremasterowany ani nie miał podbitych kolorów i dźwięku 7.1.

Dzieci Lucasa mają fajnie. Jeszcze jakieś 4 pokolenia.

Posiadanie dziecka jest jedną z najpiękniejszych rzeczy jakie mogą się wydarzyć mężczyźnie pośród zakupów samochodów, telewizorów, podróży, zmian żon i pracy. Bycie ojcem to jest jednak wyższa szkoła jazdy a nikt cie do niej nie przygotowuje. W czasopismach stworzonych i kierowanych do kobiet jak np.: Mama, Dziecko i te wszystkie inne przeczytasz jedynie co powinieneś robić żeby ulżyć żonie. Nigdzie zaś nie jest napisane jak ulżyć mężowi. Może dlatego że byłyby to już zupełnie inne czasopisma.

W jednym z numerów „Mama i ja” czy coś takiego, była w kąciku dla ojców porada wedle której karmienie dziecka przez ojca po powrocie przez niego z pracy znakomicie koi nerwy umęczonego ojca. Jasne. Gdy dziecko jest malutkie to przypięte pasami do nieprzewracalnego fotelika może cię najwyżej opluć. Im jest starsze tym opcji jest więcej. Polewanie siebie i wszystkiego naokoło przy akompaniamencie narzekań babci że nie ogarniasz tematu małego talerzyka a zarządzasz zespołem dorosłych ludzi. Rzuty na odległość łyżkami, jedzeniem, plucie, wyjmowanie makaronu, zbieranie z powierzchni zupy mikroskopijnych pozostałości po przyprawach to tylko niektóre z atrakcji. Myślisz że jak jesteś sam to rozwiązaniem będzie naleśnik z serem w paczce. Możesz go nawet posmarować nutellą żeby się bardziej upierdzielić gdy będziesz przeszukiwał naleśnik w poszukiwaniu rodzynki. Bo dzieci rodzynek nie jedzą. To znaczy- nie jedzą ich w przedszkolu i z ojcem. Normalnie wszędzie jedzą. Normalnie nie wylewają i normalnie nie plują. Ale przecież nikt nie powie ci że masz najgorzej. Wszyscy mogą się zdziwić że nie ogarniasz.

Ojciec ma gorzej ale nie wolno ci o tym mówić.

Nikt nie powie ci co to znaczy ubrać dziecko gdy ma 2 albo trzy lata. Myślisz sobie:skoro ja ubieram się pięć minut a on jest ode mnie 8 razy mniejszy to ile mi to zajmie? Minutę z przerwami? Otóż nie. Zajmie ci dwadzieścia minut. Gdy założysz dziecku jedną nogawkę to jego całe ciało jest już znudzone czynnością ubierania i kieruje się w kierunku zabawek. Druga nogawka a ty jesteś już mokry. Całe szczęście że jeszcze nie pogniotłeś koszuli i krawata. Gdy ubierzesz całe dziecko okaże się ze zauważy ono że rajtuzy są na lewa stronę i stanie się to kwestią życia i śmierci żeby założyć je poprawnie. Potem zapomnisz majtek ale to i tak nie ma znaczenia bo zakładasz właśnie dziecku buty. W tym czasie dziecko chybotane przez ciebie trzyma si zaciśniętą ręką za twoją wyprasowaną koszule a w wariancie hardkore właśnie żuje twój krawat za 200 zł. Gdy już ubierzesz dziecko w zasadzie możesz brać prysznic bo jesteś mokry i możesz się przebierać ale już nie masz w co. decydujesz się zatem zbiec z trzeciego piętra (kupuj zawsze mieszkanie bez windy) by szybciej wyjechać.

I tu zaczynają się schody. Prawdopodobnie masz ze sobą torbę z laptopem i 20 kg worek ze śmieciami więc bierzesz dziecko za rączkę i udajecie się w 15 minutowe schodzenie z trzech pieter. Każdy stopień to przygoda, nowe doświadczenia i opowieści „a dlaczego farba na poręczy jest twarda, po co ten blok jest taki długi” itd itd. Decydujesz się w połowie piętra zabrać dziecko na ręce zatem na 100% stanie się jedna z tych rzeczy: wysypią ci się śmieci, z ramienia zsunie ci się laptop albo dziecko dokończy ci koszulę i poślini marynarkę almette, bo właśnie skończyło żuć.

Myślisz sobie: wsiadam i jadę. Hola! Zaczekaj. Dobrze opakowane w puchową kurtkę dziecko musisz rozpakować ale jest zimno więc zrobisz to później w korku, teraz szybko zapiąć. Po kilku miesiącach zapięcie dziecka to chwila ale początki tej przygody będziesz wspominał dłużej niż naukę rozpinania stanika dwoma palcami. 10 minut w plecy. Gdy zawieziesz dziecko do przedszkola wcześniej ganiając się z nim w samochodzie przy ubieraniu, będziesz mógł wrócić do auta by odkryć że przestawiło ci wszystkie ustawienia na panelu, pokręcił klimą (zawsze w odwrotnym kierunku niż trzeba) i włączył wycieraczki na zapiaszczonej szybie. Swojej ulubionej stacji radiowej nie odnajdziesz już nigdy. Chyba że zakleisz panel radia taśmą do pakowania. No najlepszą przygoda jest ubieranie śpiącego dziecka w foteliku w kurtkę i czapkę. Twoje dwa fakultety i MBA i co tam jeszcze masz możesz oddać w dziekanacie. To cię przerośnie.

W zasadzie gdy docierasz do pracy jesteś już zmęczony. Ale jesteś przecież dopiero dwie godziny na nogach (zamieszkaj 35 km od miasta to wstaniesz jeszcze godzinę wcześniej) i dzień się dopiero zaczął. W okolicach godziny 12-tej możesz liczyć na telefon z przedszkola że dziecko jest: a)chore i ma gorączkę, b) pobiło kolegę, c)zostało pobite, d)popsuło zamek w kurtce a właśnie dzieci idą na spacer. Raz na tydzień przygotuj się na ekstra kurs do przedszkola. Uprzedzał cię ktoś o tym? Nie.

Zakupy z dzieckiem. Koniecznie musisz iść z żoną, bo ktoś musi robić zakupy. Galeria handlowa to dla dziecka duży park rozrywki, nie możesz spuścić go z oka bo się chowa i nigdy go nie znajdziesz. Przyszło by ci do głowy wejść do CCC i położyć się na dolnym regale między pudełkami z butami? Nie? To masz słabą wyobraźnię.W zasadzie nic nie kupisz i nic nie obejrzysz a jedynie się nabiegasz. Ostrzegam. Gdy pojedziesz sam na zakupy, w samym środku Tesco dziecko zakomunikuje ci że właśnie się zesikało, zesrało czy co tam jeszcze chcesz żeby było do mycia. Ponieważ ostatnią godzinę wstawiałeś do wózka rzeczy z listy od żony, miotany od regału do regału,decydujesz się na wariant by o kupie zakomunikować dopiero ludziom w kolejce do kasy. Kilkakrotnie kasjerka sama kasowała i pakowała mi zakupy widząc moje załamanie. Dodatkowo musisz być cały czas na pół metra od dziecka- bo wtedy żadna butelka w sklepie nie jest bezpieczna. Syn znajomego przewrócił trzy telewizory LCD i kino domowe zanim został spacyfikowany przez ochroniarza. A miał dopiero trzy lata.

Nigdy się też nie wyśpisz. Nigdy. W zasadzie nie ma znaczenia o której się położysz. Mój syn ma zasadę że przebudza się akurat wtedy gdy ja właśnie zasypiam. I godzina jest dowolna wypróbowałem już wszystkie. Nie ma znaczenia kto wstaje do dziecka i tak się przebudzisz. Rwany zbyt krótki sen to cichy zabójca mężczyzn. I teraz pisze poważnie. Może w dłuższej perspektywie prowadzić do zawału, wylewu, otyłości lub obniżonej odporności. Ale budzić się musisz bo jest równouprawnienie, konwencja wiedeńska i krytyka polityczna czuwa. Zaczynasz się stresować samym pójściem spać bo i tak wiesz że gdy zaczniesz zasypiać dziecku przypomni się że 16 godzin temu w przedszkolu popchnął go Patryś i zacznie płakać. Z czasem co niebywałe twój sen stanie się płytki i mimo że jesteś skrajnie zmęczony – masz problemy by zasnąć. Gdy dziecko dorośnie twój organizm i tak zacznie produkować mniej melatoniny,więc nie wyśpisz się już nigdy. Sory.

Jeśli nie zwiedzisz świata przed urodzeniem dzieci to musisz to odłożyć na jakieś 15 lat chyba że stać cię na 4 bilety na Seszele za 60 tys zł. Przy czym dla dziecka nie ma znaczenia czy bawi się piaskiem na Seszelach czy piaskiem z kuwety królika. A i tak nie odpoczniesz bo musisz biegać i czuwać żeby się latorośl nie zaprzyjaźniła z dużą rybą albo nie utonęła.

Zapomnij o sporcie bo nie będziesz miał na to zwyczajnie siły. Nawet jeśli kupisz sprzęt do domu to będzie on służył jako dodatkowy wieszak na ubrania. Gdy przyjdziesz od 19tej do domu i dwie godziny spędzisz z rodziną to i tak o 21ej nie nadajesz się nawet do mycia.

Nikt ci też nie powie ze zarazisz się (przypominam masz obniżoną odporność) prawie każdą nową odmianą anginy,grypy,zapalenia krtani,zapalenia zatok,rozwolnienia i innych takich, wolne dni zużyjesz na siedzenie z chorym dzieckiem w domu, chodzeniem po lekarzach i aptekach. Nie,nie przeczytasz wtedy też żadnej zaległej książki bo co pół kartki dziecko z którym jesteś w domu ma do ciebie sprawę. Rodzicielstwo to poważny i całodobowy obowiązek ale nikt nigdzie o tym nie mówi. Dopiero po latach moja mama widząc zmęczenie na mojej twarzy przyznała: „Wy też chorowaliście ciągle, praktycznie co sobotę miałam w domu pogotowie.”

Kiedyś było nam mężczyznom łatwiej. Teraz jest jak jest. Ale nikt nie powie ci jak jest naprawdę. I umęczeni na równi ze swoimi kobietami, choć im to wszystko zajmuje połowę mniej czasu i cztery razy mniej stresu, ale przecież trzeba było się z nami tym podzielić. „Bo to nie te czasy”.

Bo żadna mądra pani wyzwolona redaktor obojga nazwisk nie napisze w magazynie dla mam że tylko mama rozpozna 28 rodzajów płaczu dziecka. Dla mężczyzny jest to wiedza niedostępna i nie do nauczenia. Szybciej tracimy cierpliwość bo tak jesteśmy skonstruowani i nigdy nie zaopiekujemy się dzieckiem tak jak matka. Ale przecież ni wolno nawet mówić tego głośno. Wolno natomiast mówić nam że bycie tatusiem jest seksowne. Kiedy? Wtedy gdy jesteś śpiący trzeci rok z rzędu, czy wtedy jak masz czarną marynarkę umazaną czekoladą,czy kiedy? Jest piękne i ma wspaniałe chwile ale to ciężka harówa ale o tym nikt ci nie powie.

Bycie ojcem jest cudowne ale nie wiesz ile kosztuje wysiłku. I nie licz że ktoś ci powie. Dziecko uśmiechem i przytuleniem wszystko ci wynagrodzi. Tak to jest skonstruowane.

 

 

Polska jest kobietą. Umęczoną. Doświadczoną przez życie. Udręczoną przez partnerów. Miała w sumie dwóch. Germańskiego brutala ,najeźdźcę. I ruskiego pijaka. Obaj ją bili. Jeden głównie za to że nie szanował kobiet jako klasy niższej i nie mógł się pogodzić z jej podejściem do porządku w domu. Drugi to zwykły brutalny pijus. Biłby każdego kto mniejszy a jak się napił na grubo to i na większych się rzucał. Np na Kubie  na wakacjach na przykład w Zatoce Świń. Ogólnie kryminał.

Polska długo w tych związkach pozostawała jak to kobieta która wierzyła że będzie lepiej. Próbowała na portalach poszukiwać romantycznej miłości i opieki. Były krótkie romanse z Królestwem Brytyjskim i Republiką Francuską. Pierwszy okazał się casanową którego opuściły wszystkie zamorskie miłości,który nigdy nie potrafił kochać a jedynie wykorzystywać swoje partnerki. Drugi okazał się kobietą i to niezbyt dobrze prowadzącą się. Ostatnio Polska zakochała się w amerykańskim kowboju. Ale była to miłość głównie korespondencyjna i jednostronna. Kowboj miłości na globie ma wiele a i tak nie może się zdecydować czy bardziej ciągnie go ruska babuszka czy młoda szczupła izraelką. I stoi w rozkroku między nimi od 40 lat.

Polska zostałaby na lodzie gdyby nie pokochał jej Jarosław Kaczyński. Podobno skrycie podkochiwał się w niej od liceum. W sumie tylko w niej. Pisał listy. Próbował wielokrotnie uwieść, cały czas jednak był to związek toksyczny. Bo Jarek nie może zapomnieć o przeszłości. Dodatkowo cały czas robi z niej dziwkę i oskarża o potajemne związki z ruskim albo z germańcem. Raz nazwał to nawet trójkątem. Niby kocha ale jednocześnie nienawidzi jej dzieci. Jeśli już Tusk jest dzieckiem Polski to na pewno z nieprawego łoża z dziadkiem germańcem. Jest zatem zdrajcą a Polska dalej go wybiera. Więc miłość Jarka i jego paczki zamienia się w stalking.

Stalking często kończy się ofiarą kobiety. Bo nie o nią chodzi w tej miłości tylko o władzę. Władzę absolutną. Odsunięciem dzieci w tym Tuska najlepiej,wygnaniem z kraju. Ostateczną zemstą na jej poprzednich facetach czyli ruskim i germańcu i to bez względu na konsekwencję. Polskę można zatłuc i wyrwać z objęć grupy wsparcia dla maltretowanych kobiet (Unii Europejskiej) bo to germaniec ją tam wepchnął by mieć nad nią po wieki kontrolę.

Polskę trzeba odzyskać i zawładnąć. Zamknąć w domu i przykuć do kaloryfera. I włączyć jej Trwam. Niech się nawraca. Ladacznica jedna.