Kierowcy ukarzą Platformę

Kategorie: Polska

Rowerzystami nie wygrywa się wyborów ale kierowcami można je przegrać. Kierowcy są najliczniejszą grupą społeczną w Polsce. Jest nas 17 milionów. Nawet emerytów jest mniej. Mniej jest bezrobotnych i samotnych matek. Mniej jest rowerzystów. Ale kierowcy ze swojej siły nie zdają sobie sprawy.

Bo tak naprawdę nie jest ważne czy jesteś lemingiem czy jeździsz ze zdjęciem Jarka w samochodzie czy nosisz przy kluczykach kawałek kory brzozy. Zbiór kierowców jest większy niż wszystkie grupy zainteresowań w innych ważnych sprawach. Mam śmiałą tezę że wysokie notowania PO zawdzięczało w dużej części nie tylko sprawności medialnej Donalda Tuska ale słusznej linii programowej tego ugrupowania nazywanej „Polska w budowie”. Oczywiście nikt nie powiedział wyborcom że razem z drogami trzeba będzie wybudować kilkaset masztów radarowych i zbudować kompletnie zbędną nową wysokopłatną i mundurową służbę Inspekcję Transportu Drogowego. Nikt nie powiedział nam że jej szef będzie miał rangę generała. Nikt nie uprzedził że kupimy im kilkadziesiąt nieoznakowanych radiowozów (docelowo kilkaset) a w planach były również bezzałogowe drony ale w okresie problemów ministra Nowaka – schowano projekt do szuflady,obok zegarków. W każdym radiowozie ITD co najmniej dwóch dobrze odżywionych panów będzie nam cykało fotki, nawet nie odmrażając sobie łapek jak drogówka. Jak wyliczałem na twitterze że na każde 6 km zbudowanej drogi postawiono nowy radar to niewielu wierzyło. A taki moment budowy dróg był. Teraz już bez szumu medialnego montuje się kilkanaście odcinkowych pomiarów prędkości w tym również na autostradach. Do tego dołóżmy jedyną skuteczną policyjną siłę w Polsce czyli drogówkę. Drogówkę która na odprawach ma wyraźnie powiedziane ile ma mandatów przywieźć i jaki jest plan. Jak w tym powiedzeniu: „Karać, j…ć nie wyróżniać.” Kto przywiezie mało mandatów ten usłyszy że jest ciul i w innej gminie już dawno cel zrobiony. I szef komendy tłumaczy się wojewódzkiemu a tamten do komendy głównej a na końcu jest minister finansów i jego założenia budżetowe.

W ciągu ostatnich 6 lat benzyna zdrożała 35%. Ma na to wpływ wiele czynników i żaden poza akcyzą nie jest w rękach rządu. Może oczywiście zastanawiać dlaczego podatek od dóbr luksusowych jest w paliwie. Ale to jeszcze mało. Do ceny paliwa jest doliczana opłata drogowa a teraz rozważa się jej zwiększenie byśmy się mogli – my kierowcy- zrzucić na PKP. Podobno będą z tego tory. Nie wiem na co pójdzie 450mld zł z UE ale jeśli jeszcze trzeba do tego dokładać parę groszy z każdego litra to stawiam śmiałe pytanie:

Za co będziemy budować drogi i tory gdy będziemy w UE płatnikami netto?

Polski kierowca jest jak ścigany przez Tommego Lee Jonesa główny bohater thrillera. Jeśli już stać go na samochód mimo 50% słabszej siły nabywczej to potem musi jeszcze zdecydować czy kupić węgiel, mąkę czy paliwo. Jak już jakoś kosztem higieny osobistej ma paliwo to zawsze na skraju lasu zaczeka na niego miejski zbójca współcześnie nazywany strażnikiem miejskim z licznie kupowanymi przez gminy radarami. I ta zbójecka pierdoła trzepnie mu fotkę również nie wychodząc z nagrzanego autka a pensyjka leci. Jak cię zbójca miejski nie trafi to trafi cię drogówka albo inspekcja. W sumie kierowców powinna łapać też straż leśna, przedsiębiorstwo oczyszczania miasta, można umówić się z taksówkarzami -oni za 5 zł są w stanie zrobić wiele. Można rzucić na ulice wojsko, w sumie do niczego innego póki co się nie nadaje. Można wprowadzić i zareklamować za unijne pieniądze instytucję podobną do ORMO gdzie emeryci mieli by wreszcie radochę. Oprócz uniemożliwiania budowy dróg mogliby zatrzymywać kierowców do kontroli, wlepiać mandaty i mogliby używać radarów. Jest jeszcze straż pożarna która między pożarami przecież ma mnóstwo wolnego. Jest mnóstwo bezrobotnych którym wystarczy kupić jakieś tanie chińskie radarki i niech na siebie pracują.

Proponowałbym też zmianę kodeksu o ruchu drogowym. Najważniejszym użytkownikiem dróg zrobiłbym rowerzystów. Rowerzystom trzeba oddać na każdej drodze po jednym pasie a auta muszą sobie radzić jakoś wahadłowo. No trudno. Poszerzyłbym ich uprawnienia do jazdy pod prąd na wszystkie drogi a nie tylko na wybranych odcinkach. Rowerzyści powinni móc jechać środkiem, bokiem w poprzek a nawet po pijaku. Wprowadziłbym całkowity zakaz wyprzedzania rowerzystów oraz dał im prawo do jazdy nie tylko po dwie osoby obok siebie ale nawet trzy labo cztery. Tak, żeby czteroosobowa rodzina mogła mieć dzieci w środku a rodziców po bokach. Zakazałbym jazdy samochodami po mieście w weekend, chorych powinny wozić riksze a nie samochody. Koniecznie trzeba też zbudować lansowane w pewnych kręgach autostrady rowerowe albo na rowerowe zamienić istniejące. Niech ludzie z tobołami jeżdżą zimą rowerami nawet w góry. Ciekawy będzie transport nart.

Autostrady które są najdroższe na świecie powinny być jeszcze droższe. Tak żeby posiadanie samochodu stało się całkowicie nieopłacalne i dzięki temu ochronimy wiele żabek oraz zmniejszymy roczne CO2. A miasta powinny pójść w ślady Łodzi i wprowadzić dozwoloną prędkość 30km/h. Albo nawet mniej. Tak żeby kierowca mógł swobodnie rozmawiać z idącym chodnikiem przechodniem. Tak zwiększymy kapitał społeczny i solidarność społeczną ludności.

W tej poetyce pozostaje najnowszy pomysł Platformy aby drastycznie zwiększyć kwoty mandatów. Bo jak wykazują pomysłodawcy, pensje bardzo wzrosły a mandaty nie. Do tego porównania wzrostu pensji proponowałbym zastosować jednak dane o wielkości pensji wypłacanych większości zatrudnionym a nie branie pod uwagę średniej z pensji prezesa banku Millenium i sprzątaczki ze szkoły podstawowej w Cieszynie. Jak mawiał Churchill, „ja i mój pies mamy statystycznie biorąc po trzy nogi”. Posłowie ze szklanych domów proponują zatem by najwyższy mandat podnieść do dwóch tysięcy. To znakomity pomysł który zwiększy zatrudnienie w branży windykacyjnej i komorniczej. Proponuję pójść dalej i za przekroczenie prędkości karać kierowców mandatami po 20 tys zł. Przepadkiem mienia albo nawet śmiercią. Jakoś byśmy to Strasburgowi wytłumaczyli.

Ta ostatnia propozycja rządzących o podwyższeniu mandatów będzie ich ostatnią tak śmiałą. Nagle po wielu tygodniach wewnętrznych analiz Platforma zrozumie że najliczniejszą grupą jej wyborców nie są rowerzyści tylko kierowcy. Normalni, zwykli kierowcy którzy co rano gnają swoimi dziesięcioletnimi sprowadzonymi z Niemiec autami do roboty. By zarobić na benzynę i auto i jeszcze przeżyć. Potem przyjdzie 14% poparcia i tego zaufania kierowców mimo zbudowania kilku tysięcy kilometrów dróg nie da się odzyskać.

Platformo, życie zwykłego polskiego kierowcy nie jest łatwe, zejdź z nas. Albo my zejdziemy z ciebie. Mój apel do rządu:naprawcie służbę zdrowia i zbudujcie potężną armię. Mądry i inteligentny na drodze będę już sobie sam.

Komentarze (3):

  1. Avatar
    Zuzia K.

    Ge-nial-ne !!! Z jednym zastrzeżeniem – w imieniu żabek sygnalizuję, że na Słowacji w miejscach, gdzie przełażą żabki – zrobiono dla nich specjalne przejścia do przekicania na drugą stronę. Tak jest i taniej i bezpieczniej (poślizg na rozjechanych żabkach może skończyć się śmiertelnym wypadkiem).

  2. Avatar
    tbgmbx

    „… to zawsze na skraju lasu zaczeka na niego miejski zbójca współcześnie nazywany strażnikiem miejskim z licznie kupowanymi przez gminy radarami. I ta zbójecka pierdoła trzepnie mu fotkę również nie wychodząc z nagrzanego autka a pensyjka leci. Jak cię zbójca miejski nie trafi to trafi cię drogówka albo inspekcja. W sumie kierowców powinna łapać też straż leśna, przedsiębiorstwo oczyszczania miasta, można umówić się z taksówkarzami -oni za 5 zł są w stanie zrobić wiele. Można rzucić na ulice wojsko, w sumie do niczego innego póki co się nie nadaje. Można wprowadzić i zareklamować za unijne pieniądze instytucję podobną do ORMO gdzie emeryci mieli by wreszcie radochę. Oprócz uniemożliwiania budowy dróg mogliby zatrzymywać kierowców do kontroli, wlepiać mandaty i mogliby używać radarów. Jest jeszcze straż pożarna która między pożarami przecież ma mnóstwo wolnego. Jest mnóstwo bezrobotnych którym wystarczy kupić jakieś tanie chińskie radarki i niech na siebie pracują.”
    Panie Marcinie Kamiński, ja też jestem kierowcą i proszę, żeby takim akapitem nie obrażał Pan mojej inteligencji. Zapewniam Pana, że nie jestem dzieckiem i nie w głowie mi obrażanie się na pasek ojca, którym on leje mnie po dupie. Radarki, o których Pan tak długo pisze, są tylko paskiem na tyłku, a właściwy problem jest zupełnie gdzie indziej. Dlaczego nie pisze Pan, że Polska jest obstawiona znakami drogowymi ograniczenia prędkości, mimo że kodeks drogowy wyraźnie zobowiązuje kierowców do zachowania prędkości bezpiecznej. Dlaczego nie pisze Pan, że ostatnio nasila się trend zastępowania znaków informacyjnych (np. ostry zakręt) znakami ograniczania prędkości (np. 40 km). Dlaczego nie pisze Pan, że w miejscach, gdzie w pewnych momentach odbywa się ruch pieszych (np. szkoła), znaki ograniczające prędkość działają całą dobę (np. 40 km w nocy, gdy wszystkie dzieci z nauczycielami i wójtem smacznie sobie śpią). I tak dalej, i tak dalej. I zapewniam Pana, że radarki, jako egzekucja przestrzegania prawa, są NIEWINNE. Winni są Ci, którzy durne i demoralizujące prawo ustanowili, czyli wszyscy ci, którzy wnioskują o ustawienie znaku ograniczenia prędkości bez potrzeby, i ci, którzy asekuracyjnie zatwierdzają taką głupotę. Niech się Pan przejedzie drogą 728 z Wilanowa do Konstancina i niech Pan spróbuje uzasadnić potrzebę ograniczenia tam prędkości do 60 km/godz, wobec podniesienia takiego ograniczenia na Wisłostradzie do 70 a nawet 80 km/godz. I wszystko mi jedno, czy tam stoją radarki, czy co innego, ja i tak jadę te 60 km/godzinę. Tak już mam, że przestrzegam przepisów. I tylko patrzę, jak wyprzedzają mnie tacy, jak Pan, i niektórzy z nich pukają się w czoło pokazując na mnie. Do czasu aż złapie ich radarek. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.