Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Zapraszanie przez Polskę -Ukrainy do UE przypomina trochę sytuacje starego małżeństwa w którym to żona (Polska) upiera się aby piękna, młoda i wolna kobieta zamieszkała wraz nią i mężem (UE) w domu. Oczywiście na początku jest fajnie, scenariusz zakończenia zaś, może być, tylko jeden.

Russa-Ukraine-art_1650452c Rys. The Telegraph

Nie ulega żadnej wątpliwości, że od Wielkiej Smuty i okupacji Moskwy Polska nigdy nie czuła tak wielkiej radości z powodu nieszczęścia sowietów, jak w czasie oczekiwania, na podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina. W czasach analogowej polityki i gospodarki, w XIX wiecznych strategiach, gdzie zajęty teren oznaczał zwycięstwo, nie może być większego sukcesu zarówno dla Polski jak i UE jak pozyskać naszego wspaniałego sąsiada do europejskiej rodziny. Najgenialniejszy z XX wiecznych strategów jakich wydała Polska ziemia – Zbigniew Brzeziński, wielokrotnie w różnych miejscach podkreślał, że bezpieczeństwo i niepodległość Polski, jest ściśle powiązana z samodzielną (niezależną od sowietów) państwowością Ukrainy. Brzeziński nie widzi szans do powrotu mocarstwowej roli sowietów w sensie globalnym, a z wszelkich sił demokracje atlantyckie powinny wspierać demokratyczne ruchy w krajach byłego bloku wschodniego, co czasowo zamrozić ma imperialne plany Rosji która będzie musiała w końcu zmierzyć się z problemami wewnętrznymi. Transformacji nie da się zatrzymać,twierdzi Brzeziński, a doświadczenia innych krajów potwierdzają tezę, że propagandowy mur jest w dzisiejszych czasach nie do utrzymania.

Czy jednak teza o zwiększonym bezpieczeństwie Polski po związaniu Ukrainy ze strukturami atlantyckim ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Wydaje się, że we współczesnej technologii prowadzenia wojny, nie tylko sąsiedztwo ale również bliskość krajów nie ma żadnego znaczenia. Siły szybkiego reagowania oparte na lotnictwie i lotniskowcach, rakiety dalekiego zasięgu i broń niekonwencjonalna w tym np. paraliż sieci energetycznej, gazowej czy telekomunikacyjnej kraju nie wymagają przerzucenia wielu setek tysięcy żołnierzy. W fachowych periodykach militarnych nie brak opinii znawców tematu że w sensie obronnym jesteśmy bardziej bezbronni w tej chwili niż byliśmy w 1939r. Oparcie modernizacji sił zbrojnych w ramach realizacji projektu „Polskie Kły” na produktach francuskich czy włoskich jest bardzo na rękę naszym ewentualnym przeciwnikom,choćby ze względu na to,jak łatwo ta technologię przechwycić, ale przecież nie tylko. Podobnie jak odsunięcie się od Ameryki, na które, uczciwie sobie powiedzmy, amerykanie pracują od kilku dobrych lat. Dodatkowo Polska i tak graniczy z sowietami – Okręg Kaliningradzki i prawie zupełnie odsłonięta jest od strony Bałtyku. Dla lotnictwa zaś, pokonanie odległości z Obwodu do Warszawy to kilkadziesiąt minut. Projekt „Kły Polski” zakłada „małą doktrynę odstraszania”. Polska wie że nie jest się w stanie sama obronić, chce jednak by atak na nią był bolesny dla przeciwnika aż do momentu uzyskania pomocy z NATO. Jednak pogrążony w gigantycznym kryzysie zachód jest w zasadzie pozbawiony większości możliwości operacyjnych. Nie widać tego gołym okiem w okresie pokoju ale zdarzają się incydenty które nam to unaoczniają. Sowieckie lotnictwo narusza przestrzeń powietrzną Szwecji a Szwedzi reagują zdziwieniem dyplomatycznym następnego dnia. Rosyjski statek narusza celowo Brytyjskie wody terytorialne na wysokości Szkocji a Londyn wysyła w ramach reakcji swój statek który płynie z drugiego końca wysp Brytyjskich przez… 26 godzin. W zasadzie ostatnim gwarantem bezpieczeństwa Europy są amerykańskie wojska w stacjonujące w Niemczech. Ich kontyngent jest jednak regularnie zmniejszany, przez pozbawionych wizji amerykańskich liderów. Amerykanie to jedyny straszak Moskwy i stąd jej wieloletnie starania o nie rozmieszczanie wojsk USA na terenie Polski. I to, sowieci osiągnęli. Zatem, nawet powiązana w strukturach atlantyckich Ukraina nie stanowi faktycznej gwarancji naszego bezpieczeństwa i dekady upłyną nim faktycznie tak się stanie. Sama Ukraina ma poważne problemy z obecnością sowietów- choćby w kontekście Floty Czarnomorskiej. Rosjanie zaś,nigdy nie pozwolą sobie na odcięcie operacyjne od Morza Śródziemnego.

Jeśli nie ze względów bezpieczeństwa to może ze względów gospodarczych Polska ma interes w przyciągnięciu Ukraińców do europejskiego domu?

Na to pytanie również można odpowiedzieć w dwojaki sposób. Po pierwsze w dającej się przewidzieć przyszłości Polska będzie znacznie cierpiała na brak siły roboczej, a ludność naszego kraju ma się zmniejszyć o całe 6 mln. Bez przyciągnięcia setek tysięcy pracowników ze wschodu nie będziemy w stanie nie tylko zwiększać ale i utrzymywać poziomu PKB. Pytanie jakie trzeba sobie postawić jest takie czy kraj pozostający w okowach związku pracodawców i oferujące najniższe wynagrodzenia w UE jest w stanie kogoś przyciągnąć? Czy za 20 lat Ukraińcy i Gruzini nie będą jedynie przelatywać nad naszymi głowami do Niemiec lub przesiadać się na Centralnym Porcie Lotniczym (jeśli go zbudujemy)? Wykwalifikowana siła robocza zasili gospodarkę Niemiec czy Wlk.Brytanii a do nas będą raczej ściągać mniej wykwalifikowani, konkurując o pracę z niewykwalifikowanymi Polakami? Czy proces zmian w szkolnictwie i w gospodarce zasilony pieniędzmi z UE wygeneruje taką ilość innowacyjnych przedsięwzięć, że będziemy w stanie konkurować w gospodarce światowej za 30 czy 40 lat czy też dalej będziemy potęgą w produkcji palet? Bo jeśli pozostaniemy potęgą rolniczą i producentem palet to wejście Ukrainy na wspólnotowy rynek jest oczywiście na rękę zachodnim konsumentom ale nie Polskim producentom. Ukraina może stać się w krótkim czasie spichlerzem Europy, a wprowadzenie norm unijnych szybko przekona zachodnich konsumentów do tanich produktów „made in Ukraine”. Podobnie ma się rzecz z produktami nieprzetworzonymi z innych niż spożywcza branż. Szybko uczący się angielskiego i wielokrotnie tańszy (mimo naszych zarobków) pracownik Ukraiński szybko przyciągnie centra usługowe z których tak dumna jest dziś Łódź czy Wrocław. Nawet osławiony Amazon w końcu znudzi się Polską i znajdzie miejsce na swój wielki europejski hub na Ukrainie. Zawsze taniej. Ukraina ma również znakomite politechniki, akademie medyczne, urokliwe tereny dla zachodnich turystów. Ukraina ma piękne kobiety, dziewiczy dla wielu marek – większy rynek zbytu i młodsze społeczeństwo. Ukraina posiada wiele atutów.

Ostatnim atutem Ukrainy który warto wspomnieć to jej liczba ludności. Wg prognoz Ukraińców ma być 40 mln a nas 32 mln już w roku 2050. To przy ewentualnej większej dynamice PKB,oznacza dla Ukrainy większe polityczne znaczenie w UE, możliwość zajęcia naszego miejsca jako strategicznego gospodarczego partnera Niemiec (fabryki Niemiec). Sukcesy gospodarcze i bogacenie się społeczeństwa spowoduje wzrost dumy narodowej która nigdy nie szła ramię w ramię z naszą dumą. Ukraińcy bardzo szybko jako partnerów wybiorą Niemców czy Brytyjczyków. Więcej, stawiam śmiała tezę, że nowe ukraińskie elity jeszcze za naszego życia będą aspirować do reprezentowania interesów regionu. Kurcząca się demograficznie, a co za tym idzie ,gospodarczo Polska będzie traciła na znaczeniu i wszystkie prestiżowe zdobycze okresu prosperity mogą zostać zaprzepaszczone. Można sobie nawet dalej snuć wizję malejącego znaczenia Polski po wejściu Turcji. Wtedy polityka europejska stanie się grą czterech dynamicznych: Niemiec, Anglii (pytanie o Szkocję?), Ukrainy i Turcji. To rozwiązanie choć mało ambitne niesie za sobą wizję Polski wprawdzie politycznie mniejszej ale spokojnej i umiejscowionej w sercu wielkiej Europy. Nudnej jak Belgia.

Warto dziś postawić na nowo pytania o strategię naszego miejsca w UE i wpływu jaki na to miejsce będzie miało wejście na europejską scenę, polityczną i gospodarczą wielkiej, przecież, Ukrainy.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że Ukraina będzie nową Polską. A kto lubi być „byłą żoną”?

http://kiev.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/article/y,2012,m,2,a,23541,Sytuacja_demograficzna_na_Ukrainie_w_latach_2000-2010_oraz_prognoza_do_roku_2050.html

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1524745,1,raport-polakow-coraz-mniej-moze-to-dobrze.read

Czasem obserwując naszą rzeczywistość i to nie tylko polityczną mam wrażenie, że ktoś przerzucił naszą ojczyznę na drugą stronę lustra. Tą mroczną.

Jak to się stało, że doszliśmy do sytuacji w której jedyne co może spotkać człowieka który się przewrócił na ulicy to rechot stojących nieopodal młodzieńców? Jak to się stało, że młody człowiek dla żartu podpalił czapkę starszej kobiecie,tak po prostu? Jakim cudem człowiek który pomaga od 22 lat tłumaczy się i jest opluwany przez psycho-prawicowych szczekaczy? Jakim cudem? W jaki sposób możemy wodą święconą skrapiać nowe motory dla drogówki gdy brakuje pieniędzy w NFZ? Dlaczego jest w ogóle możliwe aby powstało coś takiego jak limit w leczeniu chorych na raka? Śmierć zna jakieś limity? Rak się tym limitom podporządkowuje? Dlaczego z taką łatwością młodym ludziom przychodzi krzywdzić własne dzieci w sposób tak okrutny, że nawet trudno o tym pisać? Dlaczego mogła się urodzić w czyjejś głowie myśl, że polski premier mógł współpracować w zgładzeniu polskiego prezydenta? Dlaczego łatwiej jest uciec z miejsca wypadku niż udzielić pomocy? Dlaczego sadystyczny morderca dzieci może wyjść na wolność?

Kiedy znaleźliśmy się w tym miejscu,jak do tego doszło? Jak doprowadziliśmy do sytuacji w której strach wypuścić dziecko samo na dwór, przejść się w nocy przez miasto? W jakim momencie stało się możliwe, żeby komornicy wchodzili do szpitali, czy na emerytury chorych ludzi? W jednym z dużych miast 1/4 emerytów ma komornika na koncie. W jaki sposób banki tak chętnie udzielały kredytów emerytom,jak to się stało?

Którędy poszły te myśli które chcą karać dzieci za pracę ich rodziców? Jak wyliczono te emerytury z ZUS które mają wynosić 180 zł? Kto za to przeżyje i jak? Po co stworzono OFE żeby dorzucił jeszcze 100 zł? Jak to się wszystko stało? Jak ludzie spłacą te kredyty które mają płacić do 70-tki po 2 czy 3 tys skoro na starość, ani tyle nie zarobisz, ani nie dostaniesz takiej emerytury? Dlaczego gdy ty płacisz bankowi mieszkanie jest warte 3 tys mies a jak bank tobie to już 1 tys mies?

Jak to się stało, że uczniowie krzyczą i straszą nauczycieli? Jak to się stało, że dzieci mając 12 lat nękają 10 letnie dzieci?

Dlaczego nie słyszę w moim kraju śmiechu tylko rechot? Jak tu trafiliśmy? Jak to się dzieje? Jak z tego wyjść?

Przynajmniej tak się wydaje.Od czasu gdy Rewiński w „Uprowadzeniu Agaty” nazwał Polskę „republiką ziemniaczaną” różnym kartoflom się wydaje, że do władzy krótka droga. I w dodatku prosta.

Najpierw był Janusz Palikot, który przy pomocy kreatorów wizerunku i różnych spin-doctorów maści wszelakiej uznał, że można rzucić rękawicę Tuskowi. Po co być jednym z wielu posłów jak można być premierem? Przepis na partię wg Palikota jest tak prosty, jak przepis na setkę z ogórkiem. Należy wypowiadać się w każdej bieżącej sprawie, zgodnie z nastrojami społecznymi. Był w tym nawet element wizji jednego z doradców (tego samego co u Leppera), że należy, rozumiecie towarzysze, zagospodarować wyborców na odcinku młodzieży. Służyły temu mniej lub bardziej wyrafinowane rekwizyty, programowa nienawiść do Kościoła i wszystko należało ukryć w dymku z legalizowanej maryśki. Problem Palikota polega na tym, że on nic nie rozumie z naszej rzeczywistości. Gdy bezrobocie sięga wśród niektórych roczników czterdziestu kilku procent, a poszukiwanie pracy 3 lata i dłużej jest normą – zmartwienie o legalizację marihuany może co najwyżej interesować tych, których na zioło stać. Palikot coś przegapił.

Potem był Zbyszek „nikt przez tego pana więcej zabitym nie będzie” Ziobro. Postać nawet bardziej groteskowa, mimo braku rekwizytów. Przepis Zbyszka był prosty: należy w każdej sprawie robić konferencję prasową, a wygłaszać na niej zdanie nawet bardziej PiS-owiskie niż PiS. Efekt tego taki że ludzie i tak kojarzyli i kojarzą Ziobro i jego ludzi z PiS-em i nawet tabliczki wielkości tablic drogowych, przypięte do garniturów i garsonek tego nie zmieniły. Zbyszek też chciał być premierem. Kto wie, może nawet dalej chce. Mimo, że na jego konferencje, nikt już nawet nie przychodzi.

Gowin to przypadek szczególny, bo nie posiada ani medialnej swobody Palikota ani pracowitości Ziobry. Uznał po prostu któregoś popołudnia, podczas obiadu, że jest idealnym kandydatem na premiera Polski. I w zasadzie jedyną przeszkodą jest Tusk który uparcie, wbrew poparciu społecznemu utrzymuje się u władzy. Próbował nawet skolaborować innego „murowanego” premiera czyli Schetynę. Jak przyznał Gowin w programie Konrada Piaseckiego: „zaproponowałem Grzegorzowi, żebyśmy wspólnie uderzyli w Tuska, zanim on nas zniszczy.” Schetyna ku mojemu (i Gowina) zdziwieniu odparł, że tak nie można,że „Tusk to mąż stanu”. I tak Gowin obraził się i uznał zbierając 12 gniewnych ludzi, że zostanie premierem. Wcześniej tego samego wirusa miał Rokita. Choć jak wiemy, wywołali go Niemcy. A Piskorski do dziś leczy powikłania, żyjąc jedynie chwilami triumfu, gdy u redaktor Pochanke może wytknąć Tuskowi podsuniętą nieudolność. Potem wsiada w taryfę i jedzie do domu być w nim premierem. Ma nawet przygotowane specjalne ozdobne pióro, gdyby go nagle Komorowski powołał. I nigdy nie wycisza komórki.

Można też chcieć być prezydentem Warszawy jak pewien burmistrz. I kiedy logika podpowiada, byś nie atakował wiceszefowej największej partii w największej metropolii kraju, za błędy których nie popełniła, to on jednak wiedział swoje. Ciężko było sobie przecież wyobrazić, że nikt nie pozwoli na porażkę Gronkiewicz-Waltz. Ciężko było też dotrzeć do badań, z których wynika, że HGW ma w Warszawie więcej zwolenników, niż przeciwników. Pozwolił sobie nawet powiedzieć że „będzie rządził tym miastem”. Kosztowało to sporo nerwów, parę milionów ale efekty znamy.

Jest jeszcze Ryszard Kalisz, ale nie mam sumienia się nad nim znęcać.

Mój synek często jest Darthem Vaderem. I powiem wam szczerze, że jest w tym mniej komizmu. A na dodatek mam pewność, że z tego wyrośnie.