Miesięczne archiwum: Luty 2015

Syriza to tylko przygrywka. Prawdziwą próbą agentury wpływu i zarządzania innym krajem dzięki wyrokom demokracji będzie dopiero Francja. Ale Marie LePen to dopiero początek.

Co jest potrzebne by zatrząść demokratycznym krajem? Może kilku kelnerów. To powinno wystarczyć o ile chodzi o jednego lub dwóch ministrów. Ale czego trzeba na premiera? A jeśli na premiera nie ma niczego co można by wykorzystać to demokracja daje nam inne narzędzia. Nad Europą krąży widmo kryzysu. Gimnastyka Europejskiego Banku Centralnego skończy się kiedyś przy ścianie. Jeśli Francja i Włochy w wyniku protestów społecznych, ruchów politycznych opartych na tych protestach bądź w jakikolwiek inny sposób opuszczą nie tylko strefę Euro ale i UE to jaka przyszłość czeka naszą część świata? Jak to zrobić? Wystarczy w mechanizmy demokracji i własnych interesów ubrać tych którzy dziś czują się wykluczeni z decydowania. We Francji będą to miliony bezrobotnych o afrykańskich korzeniach, w Wielkiej Brytanii Szkotów, w Hiszpanii Katalończyków, w Polsce Ślązaków którzy powinni poprzeć górników. W jaki sposób demokracje ze swoimi cyklami wyborczymi, mają się przeciwstawić wielkiemu planowi rozciągniętemu na lata przez ludzi którzy tym cyklom nie podlegają?

Cel? Niemożliwość zarządzania krajem, kryzys wewnętrzny angażujący elity polityczne aż do ich upadku i przejęcie władzy przez agentów celu. Cel jest jeden: rozpad UE. Rozpad projektu politycznego który przez kilkadziesiąt lat hamował imperium. UE należy podzielić, poróżnić sąsiadów, wskrzesić antagonizmy, doprowadzać do konfliktów i wzniecać gniew. Tylko podzielona Europa staje się przedmiotem imperialnej polityki.

Podzielona Europa po rozpadzie UE to pierwszy etap. W drugim, wobec sprzecznych interesów i wcześniejszych pokazów agresji (Ukraina) łatwiej będzie bez oporu z zewnątrz podporządkować sobie kraje Europy Wschodniej – w tym przede wszystkim – Polskę.

Wycofanie się koalicjantów z NATO przy ostrzegawczej eksplozji atomowej w stratosferze wykonanej nad terytorium jednego z Państw Bałtyckich lub Polski, niemożliwe czy raczej realne? Najlepiej gdyby działo się jednocześnie w obliczu konfliktu zbrojnego w którym zaangażowana byłaby Ameryka, gdzieś w innej części świata. Dziś ciężkie do wyobrażenia, ale jutro? A może w sytuacji gigantycznej katastrofy naturalnej która zaangażowałaby USA byłoby prościej?

Nikt w Europie nie ma tyle środków, agentów i determinacji by UE przetrwała ile mają dziś przeciwnicy Wspólnoty. Demokracje narażone są na rewolucje i przewroty władzy, a eksperyment Syrizy, Katalonii i Noworosji pokazuje że można zdetonować państwo od środka. Szczególnie proste będzie to w kraju w którym mechanizmy działania państwa są tak słabe jak w naszym. Paraliż kraju w którym w drugiej dobie ataku z zewnątrz 60% ludności nie będzie miało dostępu do wody, prądu i zaopatrzenia, jest wręcz trudny do wyobrażenia. Mamy mniej niż milion masek gazowych a schrony są w stanie pomieścić 1,43% ludności. Nie mamy obrony cywilnej. Ale gorsze nawet jest to że nie mamy służb które zapobiegałyby zagrożeniom. Bo kraj który nie jest w stanie zabezpieczyć knajpy w której dwóch ministrów je obiad, nie jest w stanie zabezpieczyć niczego.