Archiwum kategorii: Bez kategorii

Polska polityka, tak bardzo oderwana od ludzkich spraw, ale także od fundamentalnie ważnych spraw dla istnienia państwa, jest zarazem śmieszna i tragiczna. Ale bardziej tragiczna.

Oderwanie polityków od spraw dla ludzi ważnych to pan Libicki obalający w senacie ustawę o lekach dla seniorów, ale i jeden z redaktorów Gazety Polskiej piszący, że powinniśmy wysłać uzbrojenie a może i wojsko na Ukrainę. Mamy z jednej strony efekt szklanej wieży po stronie PO która tak długo pozostaje u władzy że zapomniała cel jej przejęcia. Z drugiej strony kompletną geopolityczną nieporadność, nawet nieodpowiedzialność by nie napisać głupotę. Przywoływanie Piłsudskiego, kult Lecha Kaczyńskiego ani nas do niczego nie przybliżają ani nie rozwiązują żadnych spraw. Wydawałoby się że nie można spieprzyć sukcesu PO w budowie autostrad i ekspresówek, okazuje się że można. Setki radarów, powołanie bezsensownej Inspekcji Transportu Drogowego, 12 milionów mandatów w 6 mies. Pamiętacie jeszcze, że są fajne autostrady?

Dlaczego Sikorski nie może mówić Lechem Kaczyńskim? Bo tylko tamci z tej drugiej piaskownicy mogą tak mówić? Dlaczego modernizujemy armię teraz a nie 15 lat temu? Dlaczego nie udało się zbudować tarczy rakietowej jaką posiada Izrael? Nasze politechniki i ośrodki wojskowe mają odpowiednie moce intelektualne. Zabrakło antycypacji zagrożeń, zabrakło wizji, zabrakło rozumu.

Wojna za granicą? Acha, zatem okazuje się w poniedziałek ze mamy niewydolne dowództwo na wypadek wojny. Od kiedy o tym wiemy?

Gender jest ważny być może,ale zachód dochodził do niego przez kilkadziesiąt lat. U nas musi być już. Z furmanki i walonek prosto w gender i związki partnerskie. I oczywiście trzeba zlikwidować kościół katolicki jako ostoję zabobonu. Mówi nam nadzieja modernizacyjna dla Polski czyli Ruch Rozenka.

Tęcza jest ważna. Tęcza jest w sumie najważniejsza. Należy opracować w Sztabie Generalnym plan obrony tęczy na wypadek inwazji ruskich.

I oddzielny multiplex dla Radia z Torunia z drugiej strony. Bo katolicka powinno być nie tylko jedna stacja ale cała paczką. Z kanałem dla dzieci, rodziców i rolników.

I czyściciele kamienic, windykatorzy, akwizytorzy agencji prawnych na cmentarzach i w szpitalach  wobec których bezradne jest to śmiesznie zorganizowane państwo.

I nasza radość, że tym najbardziej chorym, na raka, będzie się pomagać zanim umrą, bo przecież by wykrywać raka w pierwszym stadium to nas nie stać.

I autostrada rowerowa przez kilka województw w kraju w którym przez 6 mies trwa zima i jeszcze 3 mies pada. Jak ksenony do furmanki.

I Miller i „kropka nad i” co drugi dzień z Palikotem który jak Google, ma opinię w każdej sprawie.

I do tej furmanki z ksenonami jak ulał pasuje Waszczykowski, Błaszczak i Hofman. Każdemu z nich dałbym futrzaną czapę i walonki. Futrzana czapa i walonki to powinien być strój posła i senatora. I ciupaga.

I to wszystko w HD. 24h. Cały rok. Bez refleksji, planowania, opisania miejsca Polski w świecie w Europie, zaplanowania działań na 10-30 lat. Gdzie jest dziś dokument ministra Boniego „Polska 2030”? I czy zrealizowano z niego coś więcej niż 600 radarów?

Kraj tak źle zorganizowany, z tak marnymi elitami jest jak dziecko pozostawione na dworcu. Może przetrwa, ale może też spotkać je coś strasznego.

Jesteście do niczego. Od lewa do skrajnego prawa. Polska przez was zginie. Znowu.

Pierwsze pieniądze w ramach dzisiejszego mechanizmu polityki spójności (Common Regional Policy) wypłacono w 1975 r na rzecz Wielkiej Brytanii. Mechanizm wyrównywania spójności ekonomicznej i społecznej w UE, poprzez pomoc słabiej rozwiniętym regionom i sektorom gospodarek państw członkowskich, został wynegocjowany w UE przez Wielką Brytanię w czasie negocjacji akcesyjnych. Od 1988r do 2013 r Unia Europejska wydała na ten cel około 770 miliardów euro.

Podzielę się tutaj moimi przemyśleniami i pytaniami jakie powinniśmy sobie postawić i w kontekście nadchodzących eurowyborów i w ogóle w kontekście naszego miejsca w Europie.

Polska posiada jedną metropolię w rozumieniu regionalnym ponad narodowym – Warszawę. Instytut Konkurencyjnej Ekonomii Regionów w 2011r wskazywał jeszcze tzw „metropolie w produkcji”: Kraków, Wrocław, Poznań, aglomeracja śląska i Trójmiasto. Łódź nie weszła do tej grupy ale i tak jest ligę wyżej niż np Lublin. W trzeciej lidze, czyli miasta bez perspektyw odgrywania roli metropolitalnej, znalazły się takie ośrodki jak Szczecin, Bydgoszcz, Rzeszów czy Kielce. Rozwój właśnie tych małych, niesamodzielnych ośrodków, wyrównywanie poziomów życia na terenie Unii Europejskiej to jeden z jej mitów założycielskich. Mitów stworzonych przez pokolenie polityków pamiętających wojnę i rozumiejących znaczenie braku różnic dla pokoju na kontynencie. Działali oni, politycy tej epoki, w czasie stale rosnącego PKB, rosnącej liczby ludności i co najważniejsze stałego wzrostu pensji. Koniunkturze nie miało być końca a jeśli nawet znajdował się ktoś kto przed czymś ostrzegał, musiał liczyć się z marginalizacją środowisk naukowych. Innej niż świetlana, przyszłości, przecież nie było. Małe miasteczka i wsie wystarczyło pokryć dobrą siecią infrastruktury drogowej i teleinformatycznej a PKB samo już rosło będzie a rosnący popyt wewnętrzny załatwi resztę. W każdym mieście powyżej 20 tys mieszkańców czy we Francji czy w Polsce istniały zakłady produkcyjne które zapewniały byt połowie miasta. Doprowadzimy drogę, tory i będzie dobrze. W czasie transformacji u nas i w czasie wzrostu znaczenia Chin jako producenta na zachodzie, coś zaczynało zgrzytać w tej jedynie słusznej koncepcji. Nagle dziś okazało się że konkurować z pochodzącym z chińskiego interioru robotnikiem kosztami nie może ani robotnik francuski ani polski.

Nagle okazało się, że wszystko można zbudować, uszyć i wyprodukować w Chinach. Taniej i korzystniej by nie myśleć o układach zbiorowych, ubezpieczeniach społecznych, przepisach BHP czy tak bardzo przeszkadzającym w każdym biznesie – prawie pracy. Oto mamy pracowników idealnych którzy za część kosztów europejskiego pracownika są gotowi pracować po 14 godzin a potem spać w baraku czy nawet pracować w zaawansowanej ciąży przy chemikaliach. Biznes odkrył swój raj, ziemię obiecaną kapitalizmu. Zamawia się nie na sztuki tylko na statki a jednostka miary to wielotonowy kontener. Francuski robotnik ze swoim 35 godzinnym tygodniem pracy czy Polska pracownica z rocznym urlopem macierzyńskim przegrali już na zawsze. Przegraliśmy walkę o produkcję dóbr bo nie możemy konkurować z milionami biednych chińczyków z interioru dla których ręczne farbowanie koszulek znanej marki to kariera życia. Dlatego musiały upaść i już nigdy się nie podniosą fabryki i zakłady z małych miast w Europie. Ich czas minął jak minął czas producentów kół do karoc. To już nie wróci. Gdy Chiny staną się za drogie, zaczną wschodzić gospodarki Afryki i wzrostowi światowego biznesu końca nie widać.

Interior pozbawiony pracy zaczyna się wyludniać w zastraszającym tempie. W ciągu 20 lat Łódź skurczyła się o 100 tys mieszkańców. Podobnie rzeczy dzieją się we wszystkich niesamodzielnych ośrodkach miejskich które nie są w stanie zapewnić miejsc pracy kolejnym pokoleniom. Wszystkie państwowe przedsiębiorstwa od wielu lat są w ciągłej restrukturyzacji co oznacza w większości odejścia dobrowolne tysięcy pracowników, którzy lokalnie wspierali popyt na handel i usługi. Po wielkich zakładach przemysłowych dziś hula wiatr, w stanie restrukturyzacji jest Poczta Polska czy zakłady energetyczne, gazownie, spółki miejskie. Etaty się likwiduje i ich nie odtwarza. Wchodzący ochoczo na Polski rynek centra BPO zatrudniają głównie poza Warszawą bo taka jest logika kosztowa. Stąd można odnosić wrażenie że Wrocław czy Łódź opierają się historycznym zmianom i w zasadzie się uratowały. Nic bardziej błędnego. Centra biznesowo-księgowe równie szybko mogą przenieść się do innego kraju tak jak szybko znalazły się w Polsce. Cały świat pełen jest wschodzących gospodarek gdzie młodzież wychowana w anglosaskiej popkulturze sprawnie posługuje się językiem angielskim i chętnie podejmie pracę taniej niż my. Jedną decyzją można zlikwidować kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. A innych sektorów które wchłonęły by młodych ludzi – brak. W urzędach organizuje się już system kastowy który pozwala w nieformalny sposób czasem zatrudnić członka rodziny obecnego pracownika. Oprócz tego urzędy obrastają w system stażowy który kończy zamienieniem stażysty na nowego bez szans na jakikolwiek stały kontrakt. Kto żyw ucieka z interioru do metropolii, bo jeszcze tylko tu można znaleźć pracę. Wyludniają się małe miasteczka i wsie. Dumnym jest każdy burmistrz że za unijne pieniądze wyremontował ryneczek i postawił fontannę. Gdzieniegdzie jest orlik i nowa droga rowerowa. Ale zaczyna już brakować dzieci a młodych ludzi ogląda się w święta jak z metropolii przyjadą do rodziców po słoiki z gołąbkami.

Nic nie powstrzyma śmierci małych miast. Do tego dołoży się emigracja bo gdy my się rozwijamy to zachód trochę też w tym czasie podnosi pensje i my tego króliczka cały czas gonimy. Lepiej jest za prawdziwe pieniądze kroić kanapki dla British Airways na nocnej zmianie niż odbywać 8 staż w Polskim urzędzie który i tak czeka z etatem jak córka burmistrza skończy Prywatną Akademię Obrony Narodowej i Klejenia Tipsów w Pułtusku. Podziwiam ludzi biorących dziś kredyty na domy pod Kaliszem czy Łodzią. Podziwiam wypruwających sobie flaki żeby wykończyć dom pod Szczecinem. Podziwiam, bo wiem, że za 25 lat nikt w tym domu nie zostanie. Tak. Dzieci ze Szczecina będą szukały pracy w Berlinie albo Hannowerze. A ci z Kalisza albo będą spijać wino pod sklepem za dwa złote albo uciekną do Poznania może do Londynu.

Niemcy są naszą metropolią

Produkcja czy też reindustrializacja jest już nie do zrobienia. Wszystko co wartościowe i wymagające skomplikowanej myśli technicznej produkują już Niemcy. I w kontekście państw o sile metropolitalnej to one są naszą metropolią a my pozostajemy interiorem. Miejscem taniego składania podzespołów, dojenia krów na jogurty i zbijania palet pod prawdziwe produkty. Mogliśmy stać się światowym potentantem wódki ale nie było na to pomysłu. Jesteśmy potentatem w jabłkach ale zaraz może się okazać że te bardziej organiczne są na Ukrainie. Wprowadzenie jakiegokolwiek nowego produktu wysokiej technologii to miliardy dolarów, musielibyśmy mieć narodowe firmy czempiony które byłyby gotowe zainwestować te pieniądze. Ale jesteśmy na etapie dyskusji o tworzeniu czempionów.

Pomyślmy też przed podpisaniem weksli na kredyt mieszkaniowy, o tym czy za 20 czy 30 lat moja miejscowość nie będzie stała już całkiem pusta jak wiele miast w Hiszpanii. Jesteśmy te 20 kilka lat za Hiszpanią. Ile warte będzie wtedy mieszkanie w Bydgoszczy i jak podaż wpłynie na popyt? Jakie to sztuczki będą stosować polskie banki by się przed tym armageddonem ochronić? Jeśli miasto wojewódzkie może tracić 50 tys ludzi w ciągu 10 lat to ile straci za 30 lat? Kto będzie kupował mieszkania na wymarłych osiedlach? Kto chciałby dziś mieszkać w Detroit?

Jesteśmy europejskim interiorem. Mamy swoja metropolię która powinna przetrwać a nawet się rozwijać. Mamy kilka ośrodków miejskich aspirujących do roli metropolitalnej i z całą pewnością powinniśmy być tymi w UE którzy podnoszą temat zjadania interioru przez metropolię. Ale nie w ten sposób że dosypmy zatem jeszcze więcej na interior. Pobudujmy jeszcze pod dwie fontanny i wyłóżmy kostką brukową jeszcze jedno schyłkowe miasteczko. Rozpocznijmy uczciwą dyskusję o tym które miasteczka i miasta są w stanie agonalnym i nawet utrzymywanie własnej nadętej administracji jest dla niej zbyt dużym kosztem. Dlaczego nie likwidować takich powiatów? Urzędów miejskich? Skoro rozumiemy potrzebę likwidacji szkoły bo ma zbyt mało uczniów to jak długo utrzymywać będziemy miasteczka które z podatków nie są w stanie obsłużyć własnych potrzeb? Po co tam dziesiątki radnych? Może trzeba tym zarządzać regionalnie? Może trzy upadające powiaty trzeba połączyć w jeden? To zmniejszy koszty o 2/3. Do tego trzeba zbudować sprawną e-administrację a na drodze tej budowy stoi właśnie milion urzędników który wiec co ich czeka. Czy w biednych miastach w ośrodkach pomocy społecznej potrzebujemy setek etatów które będą ludziom przyznawać 26 zł zapomogi? Naprawdę?

Z całą pewnością potrzebujemy nowej strategicznej wizji rozwoju regionów z kluczową rolą dużych ośrodków miejskich, bo od ich rozwoju i wzrostu nie ma już odwrotu. W kontekście coraz mniej pewnej i krótszej pracy oraz jej częstego zmieniania tylko metropolie będą przyciągać nowych mieszkańców. Ja oczywiście mogę się mylić ale McKinsey który twierdzi to samo, zapewne już nie.

Jest rok 2037. Wstałem rano.

Wstawiłem szybkie pranie tak żebym przed przymusowym joggingiem (nakaz NFZ) zdążył wydepilować nogi. Nie wiem czemu ale moda na spódniczki dla mężczyzn w biurach średnio mi się podoba. ostatnio widziałem stewarda z niedogolonymi nogami. Tfu! Nie odzywam się bo nie chcę kłótni. Zresztą o kłótnie łatwo, wczoraj nie doczyściłem zlewu, przed wczoraj nie przykręciłem półki a w sobotę zapomniałem o wyniesieniu posegregowanych na siedem worków śmieci.

Żona ma dużo stresu bo już trzeci raz awansowała w tym roku w ramach parytetów. W zasadzie nade mną w mojej firmie też nie ma już mężczyzn. Siedzą jeszcze w księgowości, paru w technice ale większość w biurach to kobiety. Zresztą inaczej nie może być bo mężczyźnie trudno teraz skończyć studia. Kobiety mają swoje dodatkowe punkty za płeć. I powiem że ja się z tym zgadzam. My mężczyźni nadajemy się tylko do mycia garów. Odkąd w ubiegłym roku zabronili nam prowadzić samochody znacznie spadła liczba wypadków. Może dlatego że jest 70% kierowców mniej,ale to zapewne podziemie macho puszcza takie plotki. Niby ich wszystkich wyłapano i siedzą w obozach gender-korekcyjnych ale jakiś testosteron do świata przenika.

Mężczyznom jest zresztą teraz lepiej niż kiedyś. Nie muszą pracować, a obowiązkowy tacierzyński przedłużono do 5 lat. Potem ciężko wrócić do normalności. Zresztą po co? Zawsze facet może sobie wynająć innego faceta do pilnowania dzieci i sprzątania czyli „pana niania”. Tani są Ukraińcy. Słyszałem że wiele Ukrainek przebiera się za facetów żeby zdobyć pracę sprzątaczki w Polsce,ale sam na taką nie trafiłem.

Żyje się spokojnie bo parlament składający się w 85% z kobiet (taki parytet) zakazał rozwodów. Możliwe jest jedynie wypędzenie męża poprzez trzykrotne wypowiedzenie przy świadkach: wynoś się, wynoś się, wynoś się. Kobieta może jednak zmienić zdanie i wtedy mężczyzna jest dowożony przez policję (na terenie całej UE) z powrotem do domu. Kobiety często zmieniają zdanie. Takich wypędzeń jest jest coraz mniej odkąd ustawowo nakazano mężczyźnie dbanie o dom, w tym sprzątanie, opiekę nad dziećmi itd. Kobieta może mieć oficjalnie trzech facetów,ale musi zdecydować któremu przekaże jakie obowiązki. To akurat prawo weszło niedawno i nazywa się „prawem Szczuki”.

Mężczyzną wolno spędzać wolny czas w klubach zainteresowań ale pozbawionych agresji i alkoholu. Zlikwidowano bary. A alkohol może kupić jedynie kobieta lub mężczyzna na podstawie upoważnienia. W barach wolno nam szydełkować, sklejać modele samolotów, ale nie wolno bluźnić. Obsługa jest czysto męska więc zapomnijcie o klubach ze striptizerkami. Zresztą teraz pornografię konsumują jedynie kobiety. Nie robi się już operacji powiększania biustu a jedynie powiększanie penisa. To największy punkt budżetu NFZ. Do 25 centymetrów gwarantuje rozmiar państwowa służba zdrowia. Takie są zalecenia WHO. Po 60 roku życia możesz się zgodzić na eutanazję jeśli masz podpis żony. Zresztą nie ma już wtedy nic do robienia bo oficjalnie mężem przestajesz być jak masz 55 lat i potem żona oficjalnie bierze kogoś młodszego do domu.

Tytoniu już praktycznie nie ma. Czasem słyszy się że w jakimś damskim klubie palą nielegalne cygara, ale nikt tego nie widział bo mężczyźni nie mogą tam chodzić.

Dobra kończę bo muszę pozmywać i dzieci odebrać ze szkoły. A będę musiał obracać dwa razy bo od trzech lat trasy na terenie miasta wolno odbywać tylko rowerem. No i na obcasach kiepsko jeździ się rowerem,ale lubię być modny. To narka kochani. Następnym razem polecę wam fajne kosmetyki. Cieszę się na wieczór bo na kanale dla facetów będzie powtórka „Pretty man” o biednej męskiej dziwce która spotyka księżniczkę z bajki.

 

Znam dobrze taki kraj. Znam go dobrze na tyle że postanowiłem o nim napisać. Przeżyłem w nim kilkanaście przygód z miejscową policją i postanowiłem się z wami tymi przygodami podzielić. Czy rozpoznacie ten kraj, zobaczymy.

Pierwsza przygoda dotyczy historii mojego kuzyna którego życiowym marzeniem było dostanie się do policji. Wiozłem go nawet na egzaminy. Chłopak normalny, zdrowy i grał w piłkę w IV lidze więc nie liczył się z problemami na egzaminach wysiłkowych. Policjantem nie został nigdy. Zawsze brakowało mu punktów na egzaminach. Skończył ciężkie studia, zdawał ogromne egzaminy a policyjnego nie mógł zdać. Dziś remontuje mieszkania.

Zawsze zastanawiało mnie to gdy patrzyłem na policjantów którzy mają wzrost i posturę Charliego Chaplina i kibić węższą niż moja szczupła żona. Jak nie posiadając mięśni ani kondycji można w tym dziwnym kraju przejść egzamin na policjanta? Hmmm… Są przecież jakieś wymogi. Okazuje się że są: policjant musi mieć minimum 165 cm chyba że chce pracować w prewencji to wtedy 175cm. Przeciętny wzrost mieszkańca tego kraju płci męskiej to wg badań ok 177cm. Zawsze dziwi mnie też jak widzę policjantów którzy ważą powyżej setki, takich z wyraźną i mocną otyłością. Zastanawia mnie jak przechodzą cykliczne testy sprawności? http://www.careego.pl/624/zawod-policjant/

Moja druga przygoda z policją w tym dziwnym kraju miała miejsce wtedy gdy wraz z policjantem po cywilnemu podróżowałem po dużej aglomeracji samochodem. Policjant był kierowcą w samochodzie było nas trzech a jechaliśmy na jakąś imprezę. Był już wieczór i przejeżdżając przez centrum miasta jeden z pasażerów zauważył włamanie do zaparkowanego na chodniku samochodu. Policjant prowadzący nasze auto szybko uciął nasze dywagacje o tym co należy zrobić i powiedział „odwróćcie się bo będziecie świadkami”.

Moja trzecia przygoda z policją to była pierwsza moja jazda samochodem. Miałem starego citroena z niezbyt dokładnymi wskaźnikami. Jechałem poniżej 70km/h tak jak uczył mnie instruktor po terenie zabudowanym. Za mną sznur samochodów. Szaleńcza szarża trwała aż do momentu wyskoczenia policjanta z lizakiem. Rozmowa była bardzo miła. „O, rozdziewiczymy panu rachunek punktów” (duża radość w radiowozie). Jechałem 72km/h. Jeszcze wiele razy w życiu zatrzymywano mnie na tzw terenie zabudowanym gdzie zamknięte za bramami wille czy chałupy były kilkadziesiąt metrów od drogi. Drogę od płotów dzielił rów. Na drogę w takich warunkach mógłby ewentualnie wyskoczyć Spiderman ale ten argument  nie bawił policjantów. Zwykle próbowałem dyskutować ale to były błędy młodości. Kolejnych kilkunastu przygód nie będę opisywać. Kiedyś popełniłem zbrodnię na dwupasmowej drodze gdzie na jednej z 70-tek dwóch miłych policjantów puściło mnie tylko dlatego że mieli zgłoszenie do wypadku śmiertelnego. Innym razem ja podjechałem do radiowozu żeby pogonić policjantów do wypadku który widziałem kilka kilometrów wcześniej. Raz policjant okazał się być człowiekiem gdy na jednej z głównych arterii miasta,dwupasmówce, pędziłem z zawrotną prędkością 115km/h. „Co pan tak gna?” zapytał stróż porządku. „Tata mi zmarł właśnie” odparłem. „Ale przysięgnij się pan”. „Przysięgam”. „To spierdzielaj pan”.

Raz na pustej drodze na tzw „terenie zabudowanym” gdzie dom od domu oddalony był kilkaset metrów a od drogi kilkadziesiąt zatrzymali mnie za 75km/h. Byłem jedynym kierowcą jadącym tu tego dnia na długości kilkunastu kilometrów. „Panowie naprawdę musieliście?” pytam z uśmiechem policjantów. „Na bezrybiu i rak ryba” odparł policjant.

Potem wzywałem jeszcze policję w nocy do wybijających szyby wystawowe pijanych młodych ludzi którzy nigdzie się nie spieszyli tylko pili wódkę i wybijali szyby. Można ich było złapać na gorącym uczynku gdyby nie przyjechało się godzinę po fakcie. Znajomi wzywali policję do młodych głośnych ludzi w bramie na głównej ulicy miasta w którym mieszkają, młodzi studenci zostali wylegitymowani i spisani. Gdy innym razem zamiast młodych ludzi byli to dresiarze po przybyciu patrol interwencyjny poprosił ich nieśmiało :”Panowie czy możecie troszkę ciszej?” i oddalił się nie czekając na odpowiedź. Dresy zorientowały się że policja nie zjawiła się przypadkowo i w bramie słychać było okrzyki „Wyjdź k…o jak taka odważna jesteś żeby psy wzywać!”. Nie skorzystaliśmy. Skoro policja się boi.

Moja najciekawsza historia w tym kraju z policja miała miejsce na drodze krajowej. Nie wdając się w szczegóły ustawiony byłem do lewoskrętu na osi jezdni. Bez ruchu, bez przekroczenia tejże osi. Z naprzeciwka środkiem mojego pasa jedzie pijany motocyklista. Wjechał we mnie, nic mu się nie stało. Oczekując na policję (komisariat oddalony o 2,5km) około dwóch godzin otrzymałem od siedmiu znajomych młodego motocyklisty propozycję nie do odrzucenia „on jest trochę wypity więc przyjdzie jego brat a pan powie że to on.” Byłem sam. W niesprawnym aucie do holowania otoczony grupą miejscowej młodzieży której głównym zajęciem w miejscowości z 40% bezrobociem były wizyty na siłowni. Przystałem niechętnie na tą propozycję. Policja jechała do kolizji na jednej z głównych dróg krajowych 2  godziny. Ja dostałem mandat. Śledztwo było krótkie. „Pan żeś był do lewoskrętu a pierwszeństwo mają jadący na wprost”. „Nawet jak jadą nie swoim pasem?” zapytałem nieśmiało. „Tak jak już panu powiewdziałem” odparł stróż porządku. 300 zł.

W tym kraju wszystkie zdarzenia na drodze są spowodowane „nadmierną prędkością niedostosowaną do warunków na drodze.” Ponieważ na drodze nie ma pobocza „nadmierna prędkość”, ponieważ może jechać nieoznakowany pijany rowerzysta w nocy w czarnym płaszczu (autentyk) „nadmierna prędkość”. Ponieważ są dziury które omijasz i wpadasz w poślizg  „nadmierna prędkość”. Jedziesz w przepisowo ale ktoś wtargnie na jezdnie „nie dostosowałeś prędkości”. Nawet gdy jedziesz zbyt szybko i urwie ci się koło od policjanta usłyszysz że to nie jest wina oberwania koła tylko „nadmiernej prędkości”.

Nadmierna prędkość rozwiązuje wszystkie policyjne łamigłówki w kraju o którym piszę. Tak jak na Białorusi wszystkie wątpliwości policji rozwiązuje sto dolarów. Nikt niczego nie bada ani nie wnika, policjanci nie mają latareczek z CSI wszystko rozwiązuje „nadmierna prędkość”.

Kraj ten szczyci się tym że nie ma seryjnych zabójców. Sądzę ze nie wie że ma. Bo nikt nie potrafi powiązać spraw.Zaczynam w to wierzyć.

W kraju o którym pisze w policji pracuje 100 tys ludzi. To największa firma w kraju. Nie są ani dobrze opłacani ani dobrze wyposażeni. Legendarne są już historie o tym jak brakowało w policji pieniędzy na benzynę do radiowozów. Policjant nie ma tu szkoleń ze strzelania. Zresztą nie strzela bo może stracić pracę. Używanie broni jest bardziej naganne przez policjanta niż przez obywatela. Podobnie jak użycie siły czy po prostu przywalenie pałą na interwencji. Policjanci stają się obiektem werbalnej agresji, wyśmiewania w twarz, ostatnio zdarzają się nawet przypadki pobić policjantów a nawet policjantek!!. Policjant wstydzi się być policjantem i stara się z tym w prywatnym czasie nie afiszować. Zresztą reagujący na wandalizm czy broniący ludzi policjanci po cywilnemu giną od ciosów nożem i nie spotykają się ze wsparciem stojących wokół zdrowych mężczyzn. Obywatele tego kraju boja się przestępców. Ci zaś nie boją się niczego.

Z opisu tego kraju moglibyście wnosić ze to jakaś afrykańska republika albo była republika radziecka. Nie. Jest to europejski kraj średniej wielkości. Kraj w którym poziom bezpieczeństwa zależy od chęci przestępców, to im zawdzięczamy, że nie jest gorzej. Mogłoby być gdyby tylko chcieli. Cieszmy się że nie chcą.

Bo policja jest tu „na niby”. Jak większość rzeczy w tym kraju. Wiecie jaki to kraj?