Archiwum kategorii: Polska

Jest to jakieś szaleństwo. Szaleństwo, podobne do tego, które pochłonęło tyle ofiar w dwóch poprzednich wielkich wojnach starego kontynentu. Podobnie jak w poprzedniej wojnie, naród agresora, pompowany jest wizją swojej wyjątkowości, nawet odrębności cywilizacyjnej i światowej potęgi. Sąsiedzi tego kraju nie posiadają podmiotowości państwowej, są raczej wybrykiem traktatów po zakończeniu wojen lub nieszczęśliwego rozpadu bloku sowieckiego. Codzienna manipulacja w mediach sprawia że świat widziany po tamtej stronie wygląda zupełnie inaczej.Cały świat się myli, a przecież my mamy rację. Wszystko okraszone pogardliwymi uwagami o sąsiadach.

radek

Warto rozważyć kilka ewentualnych scenariuszy do których może ta sytuacja doprowadzić. Scenariusze te nie są oddzielne i mogą się przenikać, lub rozgrywać jednocześnie, a może nawet, każdy w jakiejś części, lub żaden, jak to bywa w przewidywaniu przyszłości niemniej zagrożenia powinniśmy antycypować.

Po pierwsze należy już dziś założyć że Putin się nie cofnie. Dlatego że nie ma dokąd, dlatego że tłumaczył sowietom, że demokracja nie jest dobra i dlatego, że ma środki aby kreować wirtualną rzeczywistość na potrzeby wewnętrzne. Od rozpadu ZSRR w Rosji nie dokonała się żadna wielka modernizacja, reforma ani nie stworzono drogi do państwa przyszłości. Kompleks wydobywczy i wojskowy trwa w takim układzie od 30 lat, pozostaje największym pracodawcą i posiada największe wpływy. Rosja nie posiada zaplecza naukowego, który odpowiedziałby na potrzeby świata dzisiejszego, a co dopiero mówić o wyścigu technologicznym. Technologia, jako największy motor napędowy rozwoju musi zostać dostarczona z zachodu, konkretnie z Niemiec, Niemcy zaś w zamian mają w Rosji swoją bazę surowcową, na najbliższe 50 lat, co z perspektywy antycypujących zagrożenia elit RFN jest perspektywą wystarczającą. Z powodów wyalienowania intelektualnego elit sowieckich, kształtowanych w uczelniach KGB, nie ma innej drogi dla Rosji, jak odbudowanie strefy wpływów sprzed upadku ZSRR. Jest to cel główny tej elity, i jest on celem nadrzędnym do realizacji pozostałych, w tym tak mało istotnych jak cele modernizacyjne. Ekspansja musi być realizowana dawnymi metodami, ubogaconymi przez nowe zdobycze technologiczne, takie jak stacja Russia Today, czy portale społecznościowe, wpisywanie tysięcy komentarzy itd itd. Ekspansja na terenie UE będzie realizowana dwoma metodami.

Po pierwsze rozbijaniem politycznym EU, poprzez wspieranie ugrupowań nacjonalistycznych, a po drugie poprzez politykę dyktatu gazowego. W perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat rola ropy naftowej i gazu nie powinna się zmienić. Gdyby rozwój technologiczny wyłączył na zachodzie potrzeby węglowodorowe, Rosji pozostanie wyłącznie ekspansja militarna aby nowe technologie uzyskać siłą.

Zdławienie Ukrainy lub uczynienie z niej państwa niemożliwego do skutecznego zarządzania dzieje się na naszych oczach. Upadki rządów, rozpady koalicji, afery korupcyjne na niespotykaną w cywilizowanym świecie skalę, gigantyczne bezrobocie, powrót do władzy sił pro-sowieckich to scenariusz na najbliższe lata. Wszystko to będzie trwale odpychało Ukrainę od UE i Ukraina nigdy członkiem wspólnoty nie zostanie. Nastąpi masowy exodus młodych Ukraińców do UE i do mającej własne problemy demograficzne- Rosji. Ukraina nie odniesie ani sukcesu reformatorskiego ani nie uwolni się od Rosji. Na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat projekt demokratyzacji Ukrainy uznany zostanie za fiasko. Ideały europejskie zostaną porzucone a ogromne potrzeby finansowe Ukrainy zacznie w końcu uzupełniać wracająca wraz z pro-sowieckimi rządami – Rosja. Ludzie Majdanu albo opuszczą Ukrainę albo pochłonie ich walka o przetrwanie, dużo gorsza niż nasza z reform Balcerowicza.

Przepaść gospodarcza, przemysłowa i technologiczna, pomiędzy zachodem a sowietami, będzie za kilkanaście lat podobna, do dzisiejszej ucieczki świata do przodu, w stosunku do Korei Północnej. Kompleks węglowodorowo-militarny pozostanie główną siłą napędową gospodarki i największym płatnikiem podatków. Im większa przepaść pomiędzy nami a Rosją, tym większa potrzeba agresywnej polityki po tamtej stronie. Niestety, ze względu na mentalne projektowanie społeczeństwa, odejście Putina niczego nie zmieni. Zastępujący go polityk, po pierwsze będzie musiał być namaszczony przez niego, a po drugie, będzie kontynuował, przynajmniej w sferze werbalnej, podział świata wyprodukowany przez propagandę współczesnej Rosji. Nie należy liczyć ani na wiosnę ludów ani na jakąkolwiek demokratyzację Rosji. Rosjanie pozostają wyznawcami władców o twardej ręce którzy nie kłaniają się światu tylko potrafią dyktować mu warunki.

Na zakończenie trwającej modernizacji armii sowieckiej, mogą się nałożyć co najmniej trzy czynniki wyzwalające agresję militarną sowietów. Pierwszym czynnikiem może być trwały kryzys gospodarczy kilkukrotnie większy niż wynikający z cykli koniunkturalnych. O tych perspektywach warto poczytać wypowiedzi prof. Alfreda Biecia. Gigantyczny kryzys gospodarczy związany np z bankructwem Włoch lub USA z całą pewnością doprowadzi do rozpadu UE. Rosjanie będą cały czas podsycać partie separatyzmu narodowego. Drugim czynnikiem wyzwalającym sowieckie zapędy militarne może być światowy konflikt z tworzącą się koalicją państewek kalifatów i organizacji terrorystycznych. Zarzewiem konfliktu może być potężny atak terrorystyczny na kilka lub kilkanaście światowych metropolii, użycie broni atomowej lub biologicznej, wojna Izraelsko-Irańska lub jakikolwiek inny czynnik o charakterze zapalnym. Stoimy teraz przed islamizacją Libii, Egiptu czy patrząc dalej -nieuniknionej islamizacji Turcji, członka który może rozsadzić NATO. (O powolnej i nieuniknionej islamizacji Turcji bardzo ciekawie mówią na słynnych taśmach Sienkiewicz i Belka,warto poczytać).

Trzecim i najgorszym scenariuszem uwalniającym potencjał militarny sowietów jest konflikt w rejonie Pacyfiku. Jeśli w konflikcie tym będą uczestniczyć tacy gracze jak Chiny, Japonia czy Australia ze 100% prawdopodobieństwem należy założyć udział USA. W wypadku przerodzenia się tego konfliktu w wojnę USA – Chiny, Amerykanie w ogromnej części opuszczą arenę naszego kontynentu. Opuszczona Europa oznacza ekspansję sowietów. Amerykanie będą w bardzo trudnej sytuacji w kwestii zobowiązań sojuszniczych i traktatowych, jest jednak możliwe, że Polska nie zostanie osamotniona, pomimo bardzo trudnej sceny geopolitycznej, podobnie jak Izrael. Ale wszystko zależy zarówno od kongresmenów blokujących działania administracji ale także od mocno skomplikowanej sytuacji budżetowej USA. Być może na dwie wojny jednocześnie już Ameryki nie będzie stać.

W każdym z powyższych scenariuszy, koszt zaangażowania sowietów po swojej stronie będzie oznaczał dla Ameryki dokonywanie znaczących ustępstw, szczególnie z daleka od własnych granic. Zarówno w scenariuszu wojny cywilizacji oraz wojny na Pacyfiku utrzymanie sowietów po swojej stronie będzie dla Ameryki decyzją o naturze geopolitycznej. W ciągu jednego dnia rozsypią się wszystkie sankcje i zakazy oraz zostanie przywrócona właściwa ranga stosunkom Rosja -Zachód. Polska zaś podobnie jak Litwa, Łotwa, Estonia i Ukraina pozostanie w sytuacji Gruzji w 2008r. Czyli w sytuacji bez wyjścia. Jeśli dodamy do tego rozmontowanie UE ze scenariusza pierwszego, Polska utraci Unijne forum do wygłaszania swojego zdania a tzw „solidarność europejska” zasili słownik pojęć historycznych.

Amerykanie już dziś zakładają, na przykład w raporcie „Liberal Order in a Post-Western World”, że świat stanie się areną ścierania wielu mniejszych ośrodków, stanie się multipolarny w miejsce bipolarnego znanego z okresu rywalizacji z sowietami. Oczywiście Rosjanie również dostrzegają swoją szansę na gruzach obecnego porządku światowego. Dla nich jednak szansa oznacza terytorialną ekspansję, zdobywanie technologii i bogactwa siłą. Dla wszystkich sąsiadów Rosji oznacza to początek nowego okresu realnej historii, z wojnami, okupacjami, partyzantką, wyniszczaniem elit itd. Dla Amerykanów Rosja jest docelowym partnerem wraz z Europą w tym nieuporządkowanym świecie. Tylko USA widziały Rosję przez pryzmat własnych wyobrażeń a w tym czasie odrodziła się Rosja -sowiecka, sowiecka w ambicjach, nienawiści do USA i z prymatem siły nad współpracą. Amerykańskie błędy w ocenie intencji Rosji z początku kadencji Obamy wynikały z odmiennej wizji świata, wynikającej ze zrozumienia procesów historycznych i błędów popełnionych w przeszłości. Trudna do zrozumienia dla jastrzębi koncyliacyjność i dobra wola z jaką Obama otworzył relacje z Putinem, nie wynika ze słabości przywództwa tylko z innej koncepcji przyszłości. Tej koncepcji która zakłada udział Rosji w porządku północnej części świata, gdy południe ogarnie chaos, którego dziś, nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Potencjał militarny Rosji Amerykanie widzą jako część euro-azjatyckiej flanki obrony zachodniego stylu życia, a Rosjanie widzą, w multipolarnym świecie, szansę na rozgrabienie i podbój osamotnionej Europy. Że w sowieckiej polityce nic się nie zmieniało, świadczy chociażby fakt złożenia Polsce propozycji udziału w rozbiorze Ukrainy. Rosja nigdy nie stanie się demokracją w stylu zachodnim a wraz z osamotnieniem z powodu Ukrainy będzie postępował w tym społeczeństwie wzrost znaczenia mitu odrębnej „cywilizacji rosyjskiej”. Za kilkanaście lat stanie się to w Rosji oficjalna wersja porządku świata, która będzie uzasadniać zarówno podboje jak i związane z nimi okrucieństwa. Już dziś bowiem w Rosji obowiązuje ton pogardy wobec „zgnilizny zachodu”, a jeśli coś jest złe można to bez obawy niszczyć.

Przy spełnieniu scenariuszy negatywnych opisanych wcześniej,nie należy zakładać całkowitego wyniszczenia Polski, bo nie jest to scenariusz na który gotowi byliby zgodzić się Niemcy, bardzo mocno powiązani z nami gospodarczo. Nie można jednak wykluczyć próby powoływania jakichś autonomicznych regionów (np Śląsk-co prowadziłoby do scenariuszy z Ukrainy), prowokacji przygranicznych, sfingowania naszej agresji. Nie należy wykluczać działania naszych, sterowanych z zewnątrz, partii politycznych i ich wpływu na destabilizację. Polska zepchnięta ponownie na margines dyskursu światowego pozostanie przedmiotem geopolityki i propagandy sowietów na arenie światowej. Jeśli w konflikcie o Ukrainę, dziś sowieci mogą informować świat, że w Donbasie jest nasz pluton, to jest to tylko delikatna próba tego, czego możemy się spodziewać gdy nikt naszego głosu nie będzie słuchał.

Od naszych przywódców wymagam jednak więcej niż deklaracji na pierwszej stronie gazety: „Mamy się czego bać”. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z „tragicznego położenia Polski” jak opisał nasze geograficzne położenie periodyk amerykański National Interest. A za tym idzie jednak zrozumienie dla znaczących ograniczeń prowadzenia skutecznej polityki międzynarodowej. Nasze położenie jest na pewno tragiczne i jeszcze będzie do czasu gdy Rosją zainteresuje się ktoś silniejszy, ale nie zmienia to naszego obowiązku by uczynić Polskę trudnym przeciwnikiem który posiada zdolność zadawania bolesnych ciosów militarnych. Tak by reportaż ze zdobywania Polski w Russia Today nie wyglądał jak reportaż z wycieczki.

 

 

Droga Platformo, to nie jest prawda, że państwo nie jest sprawne. Państwo jest sprawne. Ma sprawną drogówkę i e-sądy. Acha. I branżę windykacyjno komorniczą.

Poza tym, nie działa nic. W zasadzie mój wpis na blogu mógłbym skończyć już tutaj. Bo gdy czujesz że nic nie działa, nie ma już o czym rozmawiać. Jak w każdym związku. I jak każdy związek, mój związek z Platformą był burzliwy i przechodził różne etapy. Ja byłem wierny, jak na faceta ze starymi zasadami przystało. Wkurwiałem się ale wierzyłem, że moja wybranka się ustatkuje, zmądrzeje.

Nic z tego. Można było pójść inną drogą i nie pozostawać w kleszczach monetarystów i organizacji pracodawców. Ale nie – jedyne na co stać moją partię to luzowanie stałości zatrudnienia, zmniejszanie realnych wynagrodzeń elastycznym czasem pracy.

Można było odwołać Arłukowicza. Dać mu iPada z moich podatków niech sobie w domu gra w Angry Birds. Niech ma,w końcu był ministrem w dużym kraju. Dobra. Średnim kraju. Ale nie. Trzeba mu dać trzecią, czwartą a może piątą szansę. Prywatyzacja służby zdrowia? Nie uzyskacie mojego głosu na to. Dodatkowe ubezpieczenia? Jasne, dziś 10 zł a za 5 lat 70zł za wizytę, zapiszecie w ustawie, że tak nie będzie? Nie zapiszecie. Może jeszcze wprowadźmy system amerykański gdzie ubezpieczalnia decyduje komu operować glejaka bo ma składki a komu nie bo za małe składki płacił?

Budowniczego dróg pominę.

Nie pominę jednak tego ile milionów złotych przeznaczył mój rząd na zakup nowych Opli Insignia do ścigania mnie. Nie, one nie posłużą do ścigania Mariusza T.,anie nawet do ścigania mafii. One służą do wyciągania w szczerym polu kasy z obywatela. Potrzebujecie kasy? Trzeba było powiedzieć zgodziłbym się oddać procent większy podatków, nie trzeba mnie łupić na drodze. Dlaczego drogówka jeździ Insigniami a moja mama w szpitalu leży na zdezelowanym łóżku z 1964r? Co było pilniejsze Platformo? Nowa Insignia, nowe policyjne etaty do ścigania mnie czy może kasa na rezonans magnetyczny którego odmówiono mojej mamie mimo zaleceń lekarza? Ile rezonansów można zrobić w kontrakcie z NFZ za jedną Insignię? Po co wydajecie moje pieniądze na 29 nowych odcinkowych pomiarów prędkości? Po co? Mieliście to w programie na który zagłosowałem? Nie sądzę. Ile set milionów złotych wydaliście na te odcinki zamiast kupić leki przeciwbólowe na oddziały onkologiczne???? Straciliście rozum???

Że, na zachodzie jest więcej radarów? A że jest dwa razy więcej lekarzy, cztery razy wyższe pensje, nowsze samochody ludzie kupują i mają wyższe emerytury, to zauważyliście? A może znacie jakiś rząd, który by na zachodzie w jedną kadencję postawił ten milion radarów na który się powołujecie? I jeszcze potem może ten rząd, tam, wygrał wybory? Tak chcecie wygrać?

W szpitalach standard rumuński a policja musi mieć austriacki? Naprawdę Platformo? Policja nie może jeździć Astrami? Bo co? Bo uwierzyliście kiedyś w to co deklarowała policja, że oni robią pościgi. Gdzie, kiedy? Ile pościgów rocznie robi nasza policja. W krzakach Astra źle wygląda? Jest mniej komfortowa? Że pijany gminny rowerzysta poczuje większy respekt? Ojej.

Nie, nie będę miał więcej dzieci bo w niczym, absolutnie w niczym mi nie pomagasz bym miał ich więcej. Choć chcę.

Gdzie jest gaz z łupków? Dlaczego jasno raz na miesiąc nie mówicie co w tej sprawie robicie, co Wam przeszkadza, kto Wam przeszkadza? Dlaczego?

Gdzie jest strategia na rewolucję grafenową? Powołano jakiś zespół który koordynuje byśmy mieli jak najwięcej profitów z naszych patentów? Daliście pieniądze na dalsze prace nad tym rewolucyjnym wynalazkiem? Stało się to priorytetem? Czy wykorzystamy tą unikalną szansę wejścia do światowego obiegu wysokich technologii, co może odmienić nasz los jako producenta jabłek i palet?

Opłaty za autostrady są ok, zadowoleni jesteście z nich?Są odpowiednie do pensji?

Pensje też są ok? Luka popytowa mówi Wam coś?

Śmieciówki są fajne? Pracujecie na nich?

Reforma która sprawi że będę miał 600 zł emerytury też jest ok? Tylko po co zamkneliście ustawą śmieciową – śmietniki? Gdzie będę jadał?

Zasiłek socjalny np.:45zł na kwartał dla najbiedniejszych też jest ok?

Ile radarów będzie dosyć? Dwa tysiące? Cztery a może milion?

Ilu wykastrowano chemicznie pedofilów, tak z ciekawości?

Nie. Nie zagłosuję tez na PiS bo nie będę zamieniał grypy na dżumę. Nie interesują mnie oferty Palikota, bo zza dymu legalizacyjnego nie widzi on rzeczywistości. Nie interesuje mnie propozycja Gowina ani Schetyny. Nie widzę szans głosowania na Ziobrę. SLD? Cóż, ojciec wstałby z grobu żeby mi wybić to z głowy. PSL? Przecież i tak wejdzie do rządu. Nie twierdzę że nie robiliście nic. Nie jest tak. Ale jakość życia w tym kraju, brak poczucia polowania na obywatela jest dla mnie równie ważna jak nowe drogi z odcinkowym pomiarem prędkości. Bo przecież bez radarów nie opłaca się budować.

I choćby przyszło tysiąc premierów i każdy miałby tysiąc programów, to nie udźwigną taki to ciężar. Polska jest ciężka. Ale na ciężkie kierunki studiów też idą jacyś ludzie. Niestety to nie oni pchają się do polityki.

Acha. I wiem, że jak nie pójdę to wygra Jaro. Trudno. Niewiele rzeczy można jeszcze popsuć albo pozostawić zepsutymi albo patrzeć biernie jak się rozsypują.

Jak zmądrzejesz, zadzwoń. Być może nie będę nikim innym zajęty. Ale wątpię. A moich dzieci już tutaj nie będzie, moja w tym głowa.

 

 

 

Zapraszanie przez Polskę -Ukrainy do UE przypomina trochę sytuacje starego małżeństwa w którym to żona (Polska) upiera się aby piękna, młoda i wolna kobieta zamieszkała wraz nią i mężem (UE) w domu. Oczywiście na początku jest fajnie, scenariusz zakończenia zaś, może być, tylko jeden.

Russa-Ukraine-art_1650452c Rys. The Telegraph

Nie ulega żadnej wątpliwości, że od Wielkiej Smuty i okupacji Moskwy Polska nigdy nie czuła tak wielkiej radości z powodu nieszczęścia sowietów, jak w czasie oczekiwania, na podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina. W czasach analogowej polityki i gospodarki, w XIX wiecznych strategiach, gdzie zajęty teren oznaczał zwycięstwo, nie może być większego sukcesu zarówno dla Polski jak i UE jak pozyskać naszego wspaniałego sąsiada do europejskiej rodziny. Najgenialniejszy z XX wiecznych strategów jakich wydała Polska ziemia – Zbigniew Brzeziński, wielokrotnie w różnych miejscach podkreślał, że bezpieczeństwo i niepodległość Polski, jest ściśle powiązana z samodzielną (niezależną od sowietów) państwowością Ukrainy. Brzeziński nie widzi szans do powrotu mocarstwowej roli sowietów w sensie globalnym, a z wszelkich sił demokracje atlantyckie powinny wspierać demokratyczne ruchy w krajach byłego bloku wschodniego, co czasowo zamrozić ma imperialne plany Rosji która będzie musiała w końcu zmierzyć się z problemami wewnętrznymi. Transformacji nie da się zatrzymać,twierdzi Brzeziński, a doświadczenia innych krajów potwierdzają tezę, że propagandowy mur jest w dzisiejszych czasach nie do utrzymania.

Czy jednak teza o zwiększonym bezpieczeństwie Polski po związaniu Ukrainy ze strukturami atlantyckim ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Wydaje się, że we współczesnej technologii prowadzenia wojny, nie tylko sąsiedztwo ale również bliskość krajów nie ma żadnego znaczenia. Siły szybkiego reagowania oparte na lotnictwie i lotniskowcach, rakiety dalekiego zasięgu i broń niekonwencjonalna w tym np. paraliż sieci energetycznej, gazowej czy telekomunikacyjnej kraju nie wymagają przerzucenia wielu setek tysięcy żołnierzy. W fachowych periodykach militarnych nie brak opinii znawców tematu że w sensie obronnym jesteśmy bardziej bezbronni w tej chwili niż byliśmy w 1939r. Oparcie modernizacji sił zbrojnych w ramach realizacji projektu „Polskie Kły” na produktach francuskich czy włoskich jest bardzo na rękę naszym ewentualnym przeciwnikom,choćby ze względu na to,jak łatwo ta technologię przechwycić, ale przecież nie tylko. Podobnie jak odsunięcie się od Ameryki, na które, uczciwie sobie powiedzmy, amerykanie pracują od kilku dobrych lat. Dodatkowo Polska i tak graniczy z sowietami – Okręg Kaliningradzki i prawie zupełnie odsłonięta jest od strony Bałtyku. Dla lotnictwa zaś, pokonanie odległości z Obwodu do Warszawy to kilkadziesiąt minut. Projekt „Kły Polski” zakłada „małą doktrynę odstraszania”. Polska wie że nie jest się w stanie sama obronić, chce jednak by atak na nią był bolesny dla przeciwnika aż do momentu uzyskania pomocy z NATO. Jednak pogrążony w gigantycznym kryzysie zachód jest w zasadzie pozbawiony większości możliwości operacyjnych. Nie widać tego gołym okiem w okresie pokoju ale zdarzają się incydenty które nam to unaoczniają. Sowieckie lotnictwo narusza przestrzeń powietrzną Szwecji a Szwedzi reagują zdziwieniem dyplomatycznym następnego dnia. Rosyjski statek narusza celowo Brytyjskie wody terytorialne na wysokości Szkocji a Londyn wysyła w ramach reakcji swój statek który płynie z drugiego końca wysp Brytyjskich przez… 26 godzin. W zasadzie ostatnim gwarantem bezpieczeństwa Europy są amerykańskie wojska w stacjonujące w Niemczech. Ich kontyngent jest jednak regularnie zmniejszany, przez pozbawionych wizji amerykańskich liderów. Amerykanie to jedyny straszak Moskwy i stąd jej wieloletnie starania o nie rozmieszczanie wojsk USA na terenie Polski. I to, sowieci osiągnęli. Zatem, nawet powiązana w strukturach atlantyckich Ukraina nie stanowi faktycznej gwarancji naszego bezpieczeństwa i dekady upłyną nim faktycznie tak się stanie. Sama Ukraina ma poważne problemy z obecnością sowietów- choćby w kontekście Floty Czarnomorskiej. Rosjanie zaś,nigdy nie pozwolą sobie na odcięcie operacyjne od Morza Śródziemnego.

Jeśli nie ze względów bezpieczeństwa to może ze względów gospodarczych Polska ma interes w przyciągnięciu Ukraińców do europejskiego domu?

Na to pytanie również można odpowiedzieć w dwojaki sposób. Po pierwsze w dającej się przewidzieć przyszłości Polska będzie znacznie cierpiała na brak siły roboczej, a ludność naszego kraju ma się zmniejszyć o całe 6 mln. Bez przyciągnięcia setek tysięcy pracowników ze wschodu nie będziemy w stanie nie tylko zwiększać ale i utrzymywać poziomu PKB. Pytanie jakie trzeba sobie postawić jest takie czy kraj pozostający w okowach związku pracodawców i oferujące najniższe wynagrodzenia w UE jest w stanie kogoś przyciągnąć? Czy za 20 lat Ukraińcy i Gruzini nie będą jedynie przelatywać nad naszymi głowami do Niemiec lub przesiadać się na Centralnym Porcie Lotniczym (jeśli go zbudujemy)? Wykwalifikowana siła robocza zasili gospodarkę Niemiec czy Wlk.Brytanii a do nas będą raczej ściągać mniej wykwalifikowani, konkurując o pracę z niewykwalifikowanymi Polakami? Czy proces zmian w szkolnictwie i w gospodarce zasilony pieniędzmi z UE wygeneruje taką ilość innowacyjnych przedsięwzięć, że będziemy w stanie konkurować w gospodarce światowej za 30 czy 40 lat czy też dalej będziemy potęgą w produkcji palet? Bo jeśli pozostaniemy potęgą rolniczą i producentem palet to wejście Ukrainy na wspólnotowy rynek jest oczywiście na rękę zachodnim konsumentom ale nie Polskim producentom. Ukraina może stać się w krótkim czasie spichlerzem Europy, a wprowadzenie norm unijnych szybko przekona zachodnich konsumentów do tanich produktów „made in Ukraine”. Podobnie ma się rzecz z produktami nieprzetworzonymi z innych niż spożywcza branż. Szybko uczący się angielskiego i wielokrotnie tańszy (mimo naszych zarobków) pracownik Ukraiński szybko przyciągnie centra usługowe z których tak dumna jest dziś Łódź czy Wrocław. Nawet osławiony Amazon w końcu znudzi się Polską i znajdzie miejsce na swój wielki europejski hub na Ukrainie. Zawsze taniej. Ukraina ma również znakomite politechniki, akademie medyczne, urokliwe tereny dla zachodnich turystów. Ukraina ma piękne kobiety, dziewiczy dla wielu marek – większy rynek zbytu i młodsze społeczeństwo. Ukraina posiada wiele atutów.

Ostatnim atutem Ukrainy który warto wspomnieć to jej liczba ludności. Wg prognoz Ukraińców ma być 40 mln a nas 32 mln już w roku 2050. To przy ewentualnej większej dynamice PKB,oznacza dla Ukrainy większe polityczne znaczenie w UE, możliwość zajęcia naszego miejsca jako strategicznego gospodarczego partnera Niemiec (fabryki Niemiec). Sukcesy gospodarcze i bogacenie się społeczeństwa spowoduje wzrost dumy narodowej która nigdy nie szła ramię w ramię z naszą dumą. Ukraińcy bardzo szybko jako partnerów wybiorą Niemców czy Brytyjczyków. Więcej, stawiam śmiała tezę, że nowe ukraińskie elity jeszcze za naszego życia będą aspirować do reprezentowania interesów regionu. Kurcząca się demograficznie, a co za tym idzie ,gospodarczo Polska będzie traciła na znaczeniu i wszystkie prestiżowe zdobycze okresu prosperity mogą zostać zaprzepaszczone. Można sobie nawet dalej snuć wizję malejącego znaczenia Polski po wejściu Turcji. Wtedy polityka europejska stanie się grą czterech dynamicznych: Niemiec, Anglii (pytanie o Szkocję?), Ukrainy i Turcji. To rozwiązanie choć mało ambitne niesie za sobą wizję Polski wprawdzie politycznie mniejszej ale spokojnej i umiejscowionej w sercu wielkiej Europy. Nudnej jak Belgia.

Warto dziś postawić na nowo pytania o strategię naszego miejsca w UE i wpływu jaki na to miejsce będzie miało wejście na europejską scenę, polityczną i gospodarczą wielkiej, przecież, Ukrainy.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że Ukraina będzie nową Polską. A kto lubi być „byłą żoną”?

http://kiev.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/article/y,2012,m,2,a,23541,Sytuacja_demograficzna_na_Ukrainie_w_latach_2000-2010_oraz_prognoza_do_roku_2050.html

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1524745,1,raport-polakow-coraz-mniej-moze-to-dobrze.read

Czasem obserwując naszą rzeczywistość i to nie tylko polityczną mam wrażenie, że ktoś przerzucił naszą ojczyznę na drugą stronę lustra. Tą mroczną.

Jak to się stało, że doszliśmy do sytuacji w której jedyne co może spotkać człowieka który się przewrócił na ulicy to rechot stojących nieopodal młodzieńców? Jak to się stało, że młody człowiek dla żartu podpalił czapkę starszej kobiecie,tak po prostu? Jakim cudem człowiek który pomaga od 22 lat tłumaczy się i jest opluwany przez psycho-prawicowych szczekaczy? Jakim cudem? W jaki sposób możemy wodą święconą skrapiać nowe motory dla drogówki gdy brakuje pieniędzy w NFZ? Dlaczego jest w ogóle możliwe aby powstało coś takiego jak limit w leczeniu chorych na raka? Śmierć zna jakieś limity? Rak się tym limitom podporządkowuje? Dlaczego z taką łatwością młodym ludziom przychodzi krzywdzić własne dzieci w sposób tak okrutny, że nawet trudno o tym pisać? Dlaczego mogła się urodzić w czyjejś głowie myśl, że polski premier mógł współpracować w zgładzeniu polskiego prezydenta? Dlaczego łatwiej jest uciec z miejsca wypadku niż udzielić pomocy? Dlaczego sadystyczny morderca dzieci może wyjść na wolność?

Kiedy znaleźliśmy się w tym miejscu,jak do tego doszło? Jak doprowadziliśmy do sytuacji w której strach wypuścić dziecko samo na dwór, przejść się w nocy przez miasto? W jakim momencie stało się możliwe, żeby komornicy wchodzili do szpitali, czy na emerytury chorych ludzi? W jednym z dużych miast 1/4 emerytów ma komornika na koncie. W jaki sposób banki tak chętnie udzielały kredytów emerytom,jak to się stało?

Którędy poszły te myśli które chcą karać dzieci za pracę ich rodziców? Jak wyliczono te emerytury z ZUS które mają wynosić 180 zł? Kto za to przeżyje i jak? Po co stworzono OFE żeby dorzucił jeszcze 100 zł? Jak to się wszystko stało? Jak ludzie spłacą te kredyty które mają płacić do 70-tki po 2 czy 3 tys skoro na starość, ani tyle nie zarobisz, ani nie dostaniesz takiej emerytury? Dlaczego gdy ty płacisz bankowi mieszkanie jest warte 3 tys mies a jak bank tobie to już 1 tys mies?

Jak to się stało, że uczniowie krzyczą i straszą nauczycieli? Jak to się stało, że dzieci mając 12 lat nękają 10 letnie dzieci?

Dlaczego nie słyszę w moim kraju śmiechu tylko rechot? Jak tu trafiliśmy? Jak to się dzieje? Jak z tego wyjść?

Przynajmniej tak się wydaje.Od czasu gdy Rewiński w „Uprowadzeniu Agaty” nazwał Polskę „republiką ziemniaczaną” różnym kartoflom się wydaje, że do władzy krótka droga. I w dodatku prosta.

Najpierw był Janusz Palikot, który przy pomocy kreatorów wizerunku i różnych spin-doctorów maści wszelakiej uznał, że można rzucić rękawicę Tuskowi. Po co być jednym z wielu posłów jak można być premierem? Przepis na partię wg Palikota jest tak prosty, jak przepis na setkę z ogórkiem. Należy wypowiadać się w każdej bieżącej sprawie, zgodnie z nastrojami społecznymi. Był w tym nawet element wizji jednego z doradców (tego samego co u Leppera), że należy, rozumiecie towarzysze, zagospodarować wyborców na odcinku młodzieży. Służyły temu mniej lub bardziej wyrafinowane rekwizyty, programowa nienawiść do Kościoła i wszystko należało ukryć w dymku z legalizowanej maryśki. Problem Palikota polega na tym, że on nic nie rozumie z naszej rzeczywistości. Gdy bezrobocie sięga wśród niektórych roczników czterdziestu kilku procent, a poszukiwanie pracy 3 lata i dłużej jest normą – zmartwienie o legalizację marihuany może co najwyżej interesować tych, których na zioło stać. Palikot coś przegapił.

Potem był Zbyszek „nikt przez tego pana więcej zabitym nie będzie” Ziobro. Postać nawet bardziej groteskowa, mimo braku rekwizytów. Przepis Zbyszka był prosty: należy w każdej sprawie robić konferencję prasową, a wygłaszać na niej zdanie nawet bardziej PiS-owiskie niż PiS. Efekt tego taki że ludzie i tak kojarzyli i kojarzą Ziobro i jego ludzi z PiS-em i nawet tabliczki wielkości tablic drogowych, przypięte do garniturów i garsonek tego nie zmieniły. Zbyszek też chciał być premierem. Kto wie, może nawet dalej chce. Mimo, że na jego konferencje, nikt już nawet nie przychodzi.

Gowin to przypadek szczególny, bo nie posiada ani medialnej swobody Palikota ani pracowitości Ziobry. Uznał po prostu któregoś popołudnia, podczas obiadu, że jest idealnym kandydatem na premiera Polski. I w zasadzie jedyną przeszkodą jest Tusk który uparcie, wbrew poparciu społecznemu utrzymuje się u władzy. Próbował nawet skolaborować innego „murowanego” premiera czyli Schetynę. Jak przyznał Gowin w programie Konrada Piaseckiego: „zaproponowałem Grzegorzowi, żebyśmy wspólnie uderzyli w Tuska, zanim on nas zniszczy.” Schetyna ku mojemu (i Gowina) zdziwieniu odparł, że tak nie można,że „Tusk to mąż stanu”. I tak Gowin obraził się i uznał zbierając 12 gniewnych ludzi, że zostanie premierem. Wcześniej tego samego wirusa miał Rokita. Choć jak wiemy, wywołali go Niemcy. A Piskorski do dziś leczy powikłania, żyjąc jedynie chwilami triumfu, gdy u redaktor Pochanke może wytknąć Tuskowi podsuniętą nieudolność. Potem wsiada w taryfę i jedzie do domu być w nim premierem. Ma nawet przygotowane specjalne ozdobne pióro, gdyby go nagle Komorowski powołał. I nigdy nie wycisza komórki.

Można też chcieć być prezydentem Warszawy jak pewien burmistrz. I kiedy logika podpowiada, byś nie atakował wiceszefowej największej partii w największej metropolii kraju, za błędy których nie popełniła, to on jednak wiedział swoje. Ciężko było sobie przecież wyobrazić, że nikt nie pozwoli na porażkę Gronkiewicz-Waltz. Ciężko było też dotrzeć do badań, z których wynika, że HGW ma w Warszawie więcej zwolenników, niż przeciwników. Pozwolił sobie nawet powiedzieć że „będzie rządził tym miastem”. Kosztowało to sporo nerwów, parę milionów ale efekty znamy.

Jest jeszcze Ryszard Kalisz, ale nie mam sumienia się nad nim znęcać.

Mój synek często jest Darthem Vaderem. I powiem wam szczerze, że jest w tym mniej komizmu. A na dodatek mam pewność, że z tego wyrośnie.

 

Rowerzystami nie wygrywa się wyborów ale kierowcami można je przegrać. Kierowcy są najliczniejszą grupą społeczną w Polsce. Jest nas 17 milionów. Nawet emerytów jest mniej. Mniej jest bezrobotnych i samotnych matek. Mniej jest rowerzystów. Ale kierowcy ze swojej siły nie zdają sobie sprawy.

Bo tak naprawdę nie jest ważne czy jesteś lemingiem czy jeździsz ze zdjęciem Jarka w samochodzie czy nosisz przy kluczykach kawałek kory brzozy. Zbiór kierowców jest większy niż wszystkie grupy zainteresowań w innych ważnych sprawach. Mam śmiałą tezę że wysokie notowania PO zawdzięczało w dużej części nie tylko sprawności medialnej Donalda Tuska ale słusznej linii programowej tego ugrupowania nazywanej „Polska w budowie”. Oczywiście nikt nie powiedział wyborcom że razem z drogami trzeba będzie wybudować kilkaset masztów radarowych i zbudować kompletnie zbędną nową wysokopłatną i mundurową służbę Inspekcję Transportu Drogowego. Nikt nie powiedział nam że jej szef będzie miał rangę generała. Nikt nie uprzedził że kupimy im kilkadziesiąt nieoznakowanych radiowozów (docelowo kilkaset) a w planach były również bezzałogowe drony ale w okresie problemów ministra Nowaka – schowano projekt do szuflady,obok zegarków. W każdym radiowozie ITD co najmniej dwóch dobrze odżywionych panów będzie nam cykało fotki, nawet nie odmrażając sobie łapek jak drogówka. Jak wyliczałem na twitterze że na każde 6 km zbudowanej drogi postawiono nowy radar to niewielu wierzyło. A taki moment budowy dróg był. Teraz już bez szumu medialnego montuje się kilkanaście odcinkowych pomiarów prędkości w tym również na autostradach. Do tego dołóżmy jedyną skuteczną policyjną siłę w Polsce czyli drogówkę. Drogówkę która na odprawach ma wyraźnie powiedziane ile ma mandatów przywieźć i jaki jest plan. Jak w tym powiedzeniu: „Karać, j…ć nie wyróżniać.” Kto przywiezie mało mandatów ten usłyszy że jest ciul i w innej gminie już dawno cel zrobiony. I szef komendy tłumaczy się wojewódzkiemu a tamten do komendy głównej a na końcu jest minister finansów i jego założenia budżetowe.

W ciągu ostatnich 6 lat benzyna zdrożała 35%. Ma na to wpływ wiele czynników i żaden poza akcyzą nie jest w rękach rządu. Może oczywiście zastanawiać dlaczego podatek od dóbr luksusowych jest w paliwie. Ale to jeszcze mało. Do ceny paliwa jest doliczana opłata drogowa a teraz rozważa się jej zwiększenie byśmy się mogli – my kierowcy- zrzucić na PKP. Podobno będą z tego tory. Nie wiem na co pójdzie 450mld zł z UE ale jeśli jeszcze trzeba do tego dokładać parę groszy z każdego litra to stawiam śmiałe pytanie:

Za co będziemy budować drogi i tory gdy będziemy w UE płatnikami netto?

Polski kierowca jest jak ścigany przez Tommego Lee Jonesa główny bohater thrillera. Jeśli już stać go na samochód mimo 50% słabszej siły nabywczej to potem musi jeszcze zdecydować czy kupić węgiel, mąkę czy paliwo. Jak już jakoś kosztem higieny osobistej ma paliwo to zawsze na skraju lasu zaczeka na niego miejski zbójca współcześnie nazywany strażnikiem miejskim z licznie kupowanymi przez gminy radarami. I ta zbójecka pierdoła trzepnie mu fotkę również nie wychodząc z nagrzanego autka a pensyjka leci. Jak cię zbójca miejski nie trafi to trafi cię drogówka albo inspekcja. W sumie kierowców powinna łapać też straż leśna, przedsiębiorstwo oczyszczania miasta, można umówić się z taksówkarzami -oni za 5 zł są w stanie zrobić wiele. Można rzucić na ulice wojsko, w sumie do niczego innego póki co się nie nadaje. Można wprowadzić i zareklamować za unijne pieniądze instytucję podobną do ORMO gdzie emeryci mieli by wreszcie radochę. Oprócz uniemożliwiania budowy dróg mogliby zatrzymywać kierowców do kontroli, wlepiać mandaty i mogliby używać radarów. Jest jeszcze straż pożarna która między pożarami przecież ma mnóstwo wolnego. Jest mnóstwo bezrobotnych którym wystarczy kupić jakieś tanie chińskie radarki i niech na siebie pracują.

Proponowałbym też zmianę kodeksu o ruchu drogowym. Najważniejszym użytkownikiem dróg zrobiłbym rowerzystów. Rowerzystom trzeba oddać na każdej drodze po jednym pasie a auta muszą sobie radzić jakoś wahadłowo. No trudno. Poszerzyłbym ich uprawnienia do jazdy pod prąd na wszystkie drogi a nie tylko na wybranych odcinkach. Rowerzyści powinni móc jechać środkiem, bokiem w poprzek a nawet po pijaku. Wprowadziłbym całkowity zakaz wyprzedzania rowerzystów oraz dał im prawo do jazdy nie tylko po dwie osoby obok siebie ale nawet trzy labo cztery. Tak, żeby czteroosobowa rodzina mogła mieć dzieci w środku a rodziców po bokach. Zakazałbym jazdy samochodami po mieście w weekend, chorych powinny wozić riksze a nie samochody. Koniecznie trzeba też zbudować lansowane w pewnych kręgach autostrady rowerowe albo na rowerowe zamienić istniejące. Niech ludzie z tobołami jeżdżą zimą rowerami nawet w góry. Ciekawy będzie transport nart.

Autostrady które są najdroższe na świecie powinny być jeszcze droższe. Tak żeby posiadanie samochodu stało się całkowicie nieopłacalne i dzięki temu ochronimy wiele żabek oraz zmniejszymy roczne CO2. A miasta powinny pójść w ślady Łodzi i wprowadzić dozwoloną prędkość 30km/h. Albo nawet mniej. Tak żeby kierowca mógł swobodnie rozmawiać z idącym chodnikiem przechodniem. Tak zwiększymy kapitał społeczny i solidarność społeczną ludności.

W tej poetyce pozostaje najnowszy pomysł Platformy aby drastycznie zwiększyć kwoty mandatów. Bo jak wykazują pomysłodawcy, pensje bardzo wzrosły a mandaty nie. Do tego porównania wzrostu pensji proponowałbym zastosować jednak dane o wielkości pensji wypłacanych większości zatrudnionym a nie branie pod uwagę średniej z pensji prezesa banku Millenium i sprzątaczki ze szkoły podstawowej w Cieszynie. Jak mawiał Churchill, „ja i mój pies mamy statystycznie biorąc po trzy nogi”. Posłowie ze szklanych domów proponują zatem by najwyższy mandat podnieść do dwóch tysięcy. To znakomity pomysł który zwiększy zatrudnienie w branży windykacyjnej i komorniczej. Proponuję pójść dalej i za przekroczenie prędkości karać kierowców mandatami po 20 tys zł. Przepadkiem mienia albo nawet śmiercią. Jakoś byśmy to Strasburgowi wytłumaczyli.

Ta ostatnia propozycja rządzących o podwyższeniu mandatów będzie ich ostatnią tak śmiałą. Nagle po wielu tygodniach wewnętrznych analiz Platforma zrozumie że najliczniejszą grupą jej wyborców nie są rowerzyści tylko kierowcy. Normalni, zwykli kierowcy którzy co rano gnają swoimi dziesięcioletnimi sprowadzonymi z Niemiec autami do roboty. By zarobić na benzynę i auto i jeszcze przeżyć. Potem przyjdzie 14% poparcia i tego zaufania kierowców mimo zbudowania kilku tysięcy kilometrów dróg nie da się odzyskać.

Platformo, życie zwykłego polskiego kierowcy nie jest łatwe, zejdź z nas. Albo my zejdziemy z ciebie. Mój apel do rządu:naprawcie służbę zdrowia i zbudujcie potężną armię. Mądry i inteligentny na drodze będę już sobie sam.

Polska jest kobietą. Umęczoną. Doświadczoną przez życie. Udręczoną przez partnerów. Miała w sumie dwóch. Germańskiego brutala ,najeźdźcę. I ruskiego pijaka. Obaj ją bili. Jeden głównie za to że nie szanował kobiet jako klasy niższej i nie mógł się pogodzić z jej podejściem do porządku w domu. Drugi to zwykły brutalny pijus. Biłby każdego kto mniejszy a jak się napił na grubo to i na większych się rzucał. Np na Kubie  na wakacjach na przykład w Zatoce Świń. Ogólnie kryminał.

Polska długo w tych związkach pozostawała jak to kobieta która wierzyła że będzie lepiej. Próbowała na portalach poszukiwać romantycznej miłości i opieki. Były krótkie romanse z Królestwem Brytyjskim i Republiką Francuską. Pierwszy okazał się casanową którego opuściły wszystkie zamorskie miłości,który nigdy nie potrafił kochać a jedynie wykorzystywać swoje partnerki. Drugi okazał się kobietą i to niezbyt dobrze prowadzącą się. Ostatnio Polska zakochała się w amerykańskim kowboju. Ale była to miłość głównie korespondencyjna i jednostronna. Kowboj miłości na globie ma wiele a i tak nie może się zdecydować czy bardziej ciągnie go ruska babuszka czy młoda szczupła izraelką. I stoi w rozkroku między nimi od 40 lat.

Polska zostałaby na lodzie gdyby nie pokochał jej Jarosław Kaczyński. Podobno skrycie podkochiwał się w niej od liceum. W sumie tylko w niej. Pisał listy. Próbował wielokrotnie uwieść, cały czas jednak był to związek toksyczny. Bo Jarek nie może zapomnieć o przeszłości. Dodatkowo cały czas robi z niej dziwkę i oskarża o potajemne związki z ruskim albo z germańcem. Raz nazwał to nawet trójkątem. Niby kocha ale jednocześnie nienawidzi jej dzieci. Jeśli już Tusk jest dzieckiem Polski to na pewno z nieprawego łoża z dziadkiem germańcem. Jest zatem zdrajcą a Polska dalej go wybiera. Więc miłość Jarka i jego paczki zamienia się w stalking.

Stalking często kończy się ofiarą kobiety. Bo nie o nią chodzi w tej miłości tylko o władzę. Władzę absolutną. Odsunięciem dzieci w tym Tuska najlepiej,wygnaniem z kraju. Ostateczną zemstą na jej poprzednich facetach czyli ruskim i germańcu i to bez względu na konsekwencję. Polskę można zatłuc i wyrwać z objęć grupy wsparcia dla maltretowanych kobiet (Unii Europejskiej) bo to germaniec ją tam wepchnął by mieć nad nią po wieki kontrolę.

Polskę trzeba odzyskać i zawładnąć. Zamknąć w domu i przykuć do kaloryfera. I włączyć jej Trwam. Niech się nawraca. Ladacznica jedna.

 

Mamy taką Polskę jaką mamy. Komuna budowała bloki no to stoją a dróg nie budowała więc budujemy je teraz. Wielu jednak posłów, radnych i ludzi w świecie bywających a mieszkających w Polsce na zamkniętych osiedlach lub w willach pod miastem uważa ze jesteśmy w sumie państwem zbudowanym. Acha – i zdajecie sobie sprawę że Polsce jeździ się na rowerze pół roku?

Ale nie jesteśmy. Mizerota sfery publicznej jest szczególnie widoczna na nowych osiedlach gdzie brakuje szkół, przychodni czy przystanków oraz na osiedlach willowych gdzie do domów za 3-4 miliony otoczonych kostką brukową i fontannami prowadzi taka droga jaką biegali jeszcze powstańcy styczniowi. Dlatego może nasi dobrze sytuowani rodacy jeżdżą zwykle samochodami 4×4. Jakoś się do chałupy trzeba dostać. Nie może być inaczej skoro 100 metrów asfaltu kosztuje ponad 100 tys zł albo inaczej 1000zł m2. Gminy gdzie sprowadzają się bogacze to często gminy biedne bo jakoś daje się unikać podatków. Często domy są na żony lub matki a te jak wiadomo nie pracują tylko mają inne zajęcia. Bogaty Pan zameldowany jest gdzieś w bloku w mieszkaniu po babci które wynajmuje bo to jedyny sposób oszukania komornika. Komornik może sobie tam przyjść i zabrać ewentualnie weki.

Z drugiej strony mamy tzw plankton z boxów czyli mieszkańców osiedli z wielkiej płyty. Są tam trzy kategorie mieszkańców. Młode rodziny które nie mają na nic czasu przewożąc dzieci i zakupy z miejsca na miejsce i tyrając za jakimiś pieniędzmi na kredyt. Druga grupa to dzisiejszy odpowiednik bananowej młodzieży czyli single pracownicy korporacji, wolne zawody żyjace od zlecenia do zlecenia kupujące iPody ale żrące obiady od mamy dla oszczędności. Ci mają sporo czasu i najczęściej rower. I trzecia grupa społeczna polskich osiedli z wielkiej płyty czyli emeryci. I dzisiejsi emeryci to już zupełnie inni emeryci. Oni jedzą sałatki nie tylko że jest taniej ale dlatego że zdrowiej, na leki wydają połowę emerytury uprawiają nordic walking i dożywają 90tki nawet nie stękając na serio. Bo tak na niby to stękają non stop. I oni też mają mnóstwo czasu.

I teraz te cztery grupy społeczne podniecone wizją rozwiniętych krajów propagowaną przez rządową propagandę, jedną ważną gazetę czy inne media lewicowe dostają do dyspozycji dwa narzędzia wpływu na władzę. Referendum i budżet obywatelski. Pierwsza grupa którą opisałem czyli bogacz z przedmieść ma głęboko w dupie politykę lokalną chyba że nią kieruje dla sportu. Jak gmina zacznie być nie fajna to sobie zmieni gminę. Jak popsuje mu się pompa ciepła to sprzeda dom i wybuduje sobie nowy zwłaszcza że i tak już mu się stary znudził. Ogólnie Polska go nie kręci, musi tu być bo tu ma firmę ale i tak cztery razy do roku wyjeżdża z Polski do ciepłych krajów. Nie jeździ rowerem tylko ma w domu bieżnię za 30 tys bo wie ze przez pół roku w Polsce i tak się nie biega. Ma ogólnie w dupie i referendum i budżet obywatelski. Nie interesują go ścieżki rowerowe ani piaskownice. Piaskownice to on ma koło domu. Do tej grupy zaliczamy biznes, polityków, lekarzy, prawników, kilkunastu artystów i gwiazdy tv. No może jeszcze ktoś wygra w Lotto.

Druga grupa społeczna czyli młode małżeństwa na dorobku mają tylko jedno marzenie: żeby się wyspać, żeby w spokoju odpocząć jak zasną dzieci i żeby nie rosły raty hipoteczne. Na rower owszem wyjdą raz do roku kiedy akurat jest pogoda ale mają gdzieś ścieżki rowerowe bo jadą pojeździć do lasu. Na codzienne jeżdżenie trzeba mieć siłę. Oni chcą po prostu przeżyć i w tym pędzie nie zauważają nadchodzącej starości. I to będzie starość smutna. Smutna bo biedna. Wszystkie zasoby fizyczne zużyto na tyrkę i dzieci a finansowe na raty i dzieci. Ci ludzie również najczęściej mają w dupie referenda i budżet obywatelski. Po prostu nie mają na to siły. Są wyjątki ale nieliczne.

I tylko dwie grupy społeczne są zainteresowane „naprawianiem” w ich mniemaniu lokalnej Polski. Jeżdżący na rowerach w swoich sweterkach i szaliczkach młodzi single chwilowo od 4 lat mieszkający u mamusi i odbywający staże lub pierwsze prace w korporacjach i emeryci. I dziennikarze jednej z gazet. Słynna była akcja tej gazety w Łodzi która miała tytuł „Stop głupim inwestycjom,zróbcie coś dla ludzi”. I tam krytykowano wszystkie remonty dróg i przebudowy bo one przecież nie są dla ludzi. Dla ludzi jest tylko ścieżka rowerowa. „Zróbcie coś dla ludzi” czyli co? Bigos? A może pierogi? Z akcji się chyba wycofano bo polubiło ją na fejsie mało ludzi. Ale co tam. Emeryci zaś są przeciw wszystkiemu czego nie było przed wojną albo za komuny? Nowa droga? Nie ma mowy! Może parking. A gdzie będę chodził srać z pieskiem? No to może centrum handlowe to tym tyrającym z dzieciakami będzie bliżej? Nie – bo centrum handlowe to samochody i parkingi a to już ustaliliśmy że nie!

Oczywiście grupa walecznych emerytów ani skretyniałych popierających ich radnych (bo akurat trzeba zwalczać prezydenta) nigdy nie zaproponują żeby zbudować nowe chodniki. Tak chodniki. Ostatnie chodniki położono na wielkich osiedlach w czasach Jaruzelskiego i Gierka. Od tej pory chodzimy po tych popękanych płytach, wybrzuszenia na przemian z dziurami, babcie się wywracają i dzieci ale grunt żeby jakąś drogę oprotestować albo parking. A spójrzcie na chodniki którymi codziennie chodzicie? Odbierałem kiedyś z dworca znajomą która po 8 latach za Odrą wracała do Polski. Miała taką walizeczkę na kółkach. Jakieś dwieście metrów od dworca kółka odpadły na naszym chodniku, na tych górach i dołach na tym pokruszonym betonowym gównie. I ona się wtedy rozpłakała i powiedziała: „I widzisz to jest właśnie różnica. Pół Niemiec ta walizka przejechała.”

Emerytów, bananowych singli wspierają nie tylko niektórzy dziennikarze i politycy ale również frustraci. Długotrwale bezrobotni, wściekli na rząd renciści, młodzi policyjni emeryci i inni którzy „nienawidzą” wszystkiego czego tylko się da.

Bo odbudowujemy ten kraj po mału. Potrzebuje on wizji prezydentów i burmistrzów, wizji ogólnej rozwoju miast i gmin a nie wysp uszczęśliwiających kilka grup które nagle wyrwą 180 tys z budżetu miasta na kawałek rowerowej drogi, piaskownicy czy pół skate-parku. Potrzebujemy prostych chodników a na skate parki przyjdzie czas potem. Wydzielamy śluzy dla rowerów zwężając ulice które są dla samochodów, stoję w tym korku obok śluzy ja i dziesiątki samochodów i nagle z rozwianymi włosami w sweterku z grubej włóczki na śluzę wjeżdża cyklista z białymi słuchaweczkami w uszach. I jest szczęśliwy. Zrobiono mu dobrze. To nie jest jeszcze czas na budżety obywatelskie gdy brakuje chodników, nie wylano wielu dróg w osiedlach,pokruszone są krawężniki, zniszczone wiaty starych przystanków. To nie jest jeszcze czas na udawanie że jesteśmy Danią. No do cholery nie jesteśmy i długo nie będziemy. W społeczeństwie obywatelskim obywatel cyklista oczekiwałby że miasto policzy czy śluza rowerowa jest tam aż tak potrzebna czy też zbyt utrudni życie zmotoryzowanym. Ale nie u nas.

Stoję w korku na starej drodze nr14 do ronda autostrad A2 i A1 w Strykowie. I też nie można jej poszerzyć bo ekrany zasłonią widoki kierowcom i żabki będą smutniejsze. Ale na budżet obywatelski nie miałem czasu. Bo tyram i zajmuje się dziećmi. I ci w korku za mną też. A cykliści i frustraci jakoś się odnaleźli. Ja wybieram polityków którzy mają o tym myśleć za mnie. Za to biorą pieniądze.

Budowa społeczeństwa obywatelskiego to proces na dwa czy może trzy pokolenia. Dziś budżety obywatelskie są jedynie umizgami władzy do ludzi którzy i tak działają lokalnie na rzecz własnych spraw. Zaangażowanie wszystkich grup społecznych jest jeszcze daleko od nas i wcale nie będzie proste.Choćby z powodów które narysowałem wyżej. Ale przecież nie tylko.

Ostatnie kłopoty czy raczej tarapaty w jakich znalazł się Kościół Katolicki pogłębią niestety podziały w naszym społeczeństwie. Lemingi (wyborcy liberalni) którzy już tylko jedną stopą pozostawali w kościele i na mszy stali obok „smoleńczyków” bez zastanowienia opuszczą kościół.

Polski kościół pozostaje duchowo i organizacyjnie ale chyba również intelektualnie głęboko w XIX w. Obraz ten jest pogłębiany przez takie produkcje kultury masowej jak „Ranczo” gdzie można powiedzieć że proboszcz zakulisowo bierze udział w polityce i „Ojciec Mateusz” który zastępuje nieudolną i śmieszną policję na straży bezpieczeństwa obywateli. Ale obraz ten pozostaje już tylko echem dawnej sytuacji i pokazuje jedynie nieudolność naszych scenarzystów w przenoszeniu rzeczywistości a nie bajki na ekran. Do tej pory kościół mówił i wszyscy słuchali, kościół o czymś milczał to wszyscy milczeli. Im dalej jednak od pontyfikatu Jana Pawła II tym kościół bliżej ziemi. Tej ziemi. A na tej ziemi nie ma już żadnych autorytetów i jeśli kościół mógł sobie zrobić coś gorszego niż ukrywanie pedofilii w swoich szeregach i przymykanie na nią oka to mógł zrobić tylko jedno – zacząć z ambony gadać o tym bzdury.

Pedofilia zapewne nie jest jedynie domeną środowisk żyjących w celibacie, problem jest szerszy ale medialnie chwytliwe i bardziej skandaliczne w odczuciu opinii publicznej pozostanie działanie księdza przeciw dziecku niż trenera koszykówki. Ksiądz był do tej pory w naszej kulturze „lepszym człowiekiem” może nawet ostatnim „porządnym człowiekiem”. Bo kościół był miejscem w którym w podłych czasach mogli się schronić porządni ludzie. Dziś kościół może być już postrzegany jako schronienie dla co lepszych limuzyn i dziwnych, nieakceptowalnych zachcianek.

Nikt nie zwrócił jednak uwagi na to co stało się z tzw.:”księdzem” Gilem. Podczas gdy liberalna -lemingowa część społeczeństwa od razu odrzuciła jego poczynania jako duchownego i skreśliła jako człowieka o tyle „smoleńczycy” w jego rodzinnej miejscowości bronili go i twierdzili że to spisek na jego karierę.

Ten podział na liberalną i ultra-katolicką część społeczeństwa utrwali się i odbierze jedyną łącząca je płaszczyznę – nasze przywiązanie do kościoła, wiary, wspólny wszystkich szacunek dla księży i kościoła jako instytucji. Pomijam lewackich ultrasów w tym betonową część emerytów z SLD. Dodatkowo idealnie wpisuje się w pogłębianie gigantycznej fosy pomiędzy PO/SLD-owską częścią społeczeństwa a sektą zebraną wokół Jarosława Kaczyńskiego (wliczając odpryski takie jak Solidarna Polska czy PJN).

Czy wspólne uczestnictwo w pasterkach, komuniach naszych dzieci, czy niedzielnych mszach nie jest zagrożone okaże się w historycznej skali kościoła bardzo szybko. Młodych ludzi nie uda się już odzyskać z całą pewnością, a siła rażenie papieża Franciszka w Polsce nie jest ogromna by ten proces zahamować. Powiedziano już z ambony i w wywiadach zbyt dużo głupot by wykształceni ludzie w Polsce wciąż mieli ten sam stosunek do kościoła. I nikt tak nie przysłużył się do laicyzacji Polski jak sam kościół teraz i nikt bardziej nie pogłębił polskich podziałów jak kościół właśnie. Kościół który przez wieki nas łączył teraz nas pięknie podzielił.

No nie umiemy grać w piłkę nożną. Nasza reprezentacja gra tylko mecze ostatniej szansy albo mecze o honor – że pozwolę sobie zacytować Stanisława Tyma. Żadnych innych -kontynuował Tym – nie opłaca się przecież grać.

Możemy wydać miliard dolarów na trenera reprezentacji ale to niewiele zmieni. Dlatego że to nie Smuda ani Fornalik ganiają za piłką na boisku, oni wybierają to co jest najlepsze w naszej lidze i z tej układanki ma wyjść reprezentacja. Ale nie wyjdzie. Nie wyjdzie ponieważ nie wykształciliśmy żadnych trenerów światowej klasy którzy mogliby przekazywać myśl trenerska dalej nowym pokoleniom. U nas trenerem może zostać tylko były zawodnik, któremu wcześniej nie chciało się biegać za piłką a teraz nie będzie mu się chciało biegać za zawodnikami. Nie bez przyczyny dla degrengolady polskiej piłki pozostaje fakt utrzymywania tak dużej ligi przy tak miernych dostępnych zawodnikach, ale Canal Plus płaci zbyt duże pieniądze PZPN by zgodzić się na zmniejszenie liczby meczów (bo będzie mniej drużyn). To taka moja teza.

Polski piłkarz nigdy nie robi dwóch rzeczy naraz. Nie może jednocześnie biegnąć i kopnąć piłki. Nie może jej jednocześnie przyjąć i podać dalej. Polski zawodnik musi piłkę zatrzymać choć przez chwilę by poczuć z nią więź transcendentną. Musi chwilę z nią pobyć. Niestety na całym świecie gra się piłka w locie i w ruchu zatem nie możemy wygrywać meczów. To jest mniej więcej taka różnica jak pomiędzy dwoma rewolwerowcami z których jeden strzela od razu a drugi musi przystanąć, zmierzyć mokrym palcem siłę wiatru, poprawić gacie i zamknąć jedno oko i już jest gotowy do strzału ale niestety już jest martwy. Jeśli jakiś nasz piłkarz wykazuje cechę robienia dwóch rzeczy na raz to natychmiast zostaje kupiony do zagranicznego klubu jako geniusz i samorodek. Samorodek dlatego ze wszyscy na świecie wiedzą, że przecież to nie zasługa naszych trenerów.

Polski zawodnik mógłby wygrać mecz gdyby chodził za nim Jacek Gmoch z tablicą i rysował strzałkami gdzie powinien oddać strzał ale to się niestety nie przyjęło. Po pierwsze dlatego że Jacek Gmoch jest jeden i ze względu na wiek nie daje rady dolecieć do wszystkich, po drugie dlatego że UEFA średnio patrzy na pomysły wprowadzania dodatkowych konsultantów na boisko a po trzecie dlatego że jak Gmoch tak biega to mu siada bateria w iPadzie szybko,albo go upuszczał. Jak biegał z kartkami to przy deszczu średni układ trzeba było wprowadzić dodatkowego gościa z parasolem no i mazaki się rozmazywały. Tak nasza myśl trenerska znalazła się w kropce. Trzeba zostawić zawodnika na boisku samego,zupełnie bez pomocy. Musi on teraz wykazywać się spostrzegawczością i rozpoznawać zawodników własnej drużyny co przypominam w biegu nie jest proste, a żeby było jeszcze trudniej on powinien w biegu podawać piłkę do innego zawodnika naszej drużyny który -o zgrozo- też biegnie! Próbowano zatem modyfikować tą metodę że jak podający biegnie to odbierający stoi i czeka albo odwrotnie ale to się na świecie nie przyjęło. Próbowano ustawiać naszych piłkarzy na sztywno w miejscach zaznaczonych palikami na boisku by jak w grze „piłkarzyki” grali tylko z tych pozycji. Ta myśl również nie odniosła skutku.

W końcu Zbigniew Boniek który kocha Polskę i polską piłkę wpadł, ze swoim przyjacielem Platinim na pomysł jak doprowadzić naszą reprezentację na Euro i zorganizowali Euro u nas. To rozwiązanie miało tą przewagę nad innymi że nasi piłkarze najlepiej czują się u nas bo tylko u nas wiedza jak schłodzić wódkę a dodatkowo podróże są męczące. To niestety nie wyszło. Okazało się że UEFA nie zgodziła się na zmniejszenie boiska a na takim dużym my niestety kondycyjnie nie dajemy rady. Po 15 minutach intensywnego stania na ustalonej przez trenera pozycji okazuje się ze nasz zawodnik ma  już zużyte jedno życie i wszystkie zapasy z którymi wszedł do gry. Padają jak świnki w Angry Birds bez względu na to czy dostali tą cegłówką czy też nie. Jeśli do tego dołożyć traumę jaką przeżywa piłkarz gdy otrzymuje piłkę i musi dokonać w ułamku sekundy kilku analiz gdzie ją podać, z jaką prędkością czy zrobić może zwód a może coś innego – to sami widzicie że granie w piłkę przerasta nasze możliwości.

Z  drugiej jednak strony w wielu innych dziedzinach też nie mamy sukcesów i jednak jakoś żyjemy. Nie latamy w kosmos, nie możemy uchwalić ustawy o wydobywaniu łupków, nie mamy maszyny do budowy trzech pasów autostrady ani kierunku na politechnice który by tego uczył. Nie gramy w krykieta czy golfa na światowym poziomie. Musimy się z tym pogodzić. Mistrzostwa Świata czy Europy to spotkanie najlepszych z najlepszych a my ich nie mamy. Tak samo jak nie mamy co wysłać na wystawę samochodową do Genewy czy nie możemy pokazać swojego iPada na CeBITcie. No nie można do Genewy jeździć przez 60 lat z Fiatem 125p. No nie da się.

Winy jednak nie ponoszą piłkarze tylko trenerzy. trenerami zaś zostają byli piłkarze. To sami widzicie że nic, absolutnie nic z tego nie będzie. Jak zlikwidujemy reprezentację będziemy mniej wkurzać się na swój kraj. Robimy wiele innych rzeczy ale w piłkę grać nie umiemy.

Sorry.