Archiwa kategorii: Świat

Zupełnie bez echa w Polsce przeszedł raport, który opracowało dwóch profesorów Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. W swoim opracowaniu opierali się oni, na pracy innych naukowców, opublikowanej w Nature pod tytułem „Global non-linear effect of temperature on economic production”.

image1

Po uwzględnieniu modeli zmian temperatur i ich wpływu na zjawiska pogodowe, naukowcy z Berkeley pokusili się opracowanie szczegółowej road mapy dla PKB poszczególnych państw zakładając ich impakt na produkcję, rolnictwo i wszystkie główne aspekty gospodarki współczesnego świata. Na początek dobra informacja, zgodnie z opracowaniem amerykanów, Polska zyska na dramatycznych zmianach klimatu, a jej PKB po uwzględnieniu tego czynnika, wzrośnie do 2100 o 88%. Nasz główny sąsiad i partner handlowy Niemcy urosną „tylko” o 63%. W tym miejscu warto postawić pytanie jaki impakt na PKB Niemiec będzie miało praktyczne bankructwo większości państw rozwijających się (światowego południa) dzięki którym, niemiecki eksport zapewnia ciągłe bogacenie się tego kraju. Raport nie udziela odpowiedzi na to pytanie. Być może pytanie jest bezzasadne, bo wschodzący partner Niemiec czyli Rosja ma zyskać na zmianach klimatycznych 419% swojego PKB. To może oznaczać, nieuniknione powiązanie dawcy wysokich technologii, czyli Niemiec i dawcy węglowodorów, których w tych czasach, nie pozyska się już z krajów Zatoki Perskiej. Dla Rosji ocieplenie klimatu oznacza możliwość znacznego rozwoju rolnictwa, również na terenach dziś uważanych za niedostępne. Z powodu zmian klimatu ma zostać zahamowany gwałtowny rozwój Chin. Mają one stracić 42% produkcji, w jakiś sposób będzie się to musiało odbić na migracji do państw, które będą beneficjentami klimatycznego końca współczesnego świata. Na zmianach zyskają sąsiedzi Chin: Mongolia +1413% PKB i wspomniana wcześniej Rosja.

Chińczycy będą się zmagali z całkowitym upadkiem państwowości Indii, które mają stracić 92% swojej produkcji przemysłowej. Dziś nawet ciężko sobie wyobrazić wpływ tej sytuacji na ponad miliardową populację tego kraju. To samo czeka Pakistan, ale również Tajlandię -90% PKB.

Temperatury sięgające 70 stopni Celsjusza mają uniemożliwić normalne życie w regionie Zatoki Perskiej. Jedno z najbogatszych dziś państw świata – Arabia Saudyjska utraci 96% swojego bogactwa. Podobnie Zjednoczone Emiraty Arabskie. Warto wspomnieć również, że o ile wcześniej nie wyczerpią się zasoby ropy naftowej w tym rejonie, o tyle ich wydobycie, stanie się niemożliwe w temperaturach dochodzących do 70 stopni Celsjusza. Ciekawa i apokaliptyczna wizja czeka również Izrael który straci 82% swojej dzisiejszej potęgi, a temperatury mogą zakończyć istnienie tego państwa. Trudno wyobrazić sobie skalę biedy i poziom migracji z takich krajów jak Egipt czy Libia, których gospodarki skurczą się ponad 80%. Praktycznie cała Afryka straci od 80 do 90% swojego PKB, a życie w regionie równika, stanie się dla człowieka niemożliwe.

W Ameryce Południowej jedynym krajem który zyska na zmianach będzie Chile. Jednak zmiana ta na przestrzeni najbliższych 85 lat to tylko 32% PKB. Pozostała część tego kontynentu pogrąży się w kryzysie.

Największe zmiany w kontekście geopolitycznym czekają nas w związku z zakończeniem epoki Pax Americana. USA utracą 36% swojego obecnego potencjału gospodarczego co nie pozostanie bez wpływu na wydatki wojskowe które dziś pochłaniają ponad 600 mld dolarów rocznie i są większe niż wydatki kolejnych 10 potęg militarnych. Smagana gwałtowną pogodą od polar-vortex do potężnych tajfunów, Ameryka, będzie musiała skupić swoje zasoby nie tylko na problemach wewnętrznych ale również na niespotykanej fali migracyjnej z Meksyku -73% dzisiejszego PKB, oraz całej Ameryki Południowej. Bogata dziś Kanada stanie się jeszcze bogatsza (+247%), być może stanie miesjcem ucieczki bogatych z pozostałych kontynentów. Czeka ją bowiem taka sama dobra przyszłość jak Norwegię, Szwecję i Finlandię. Rolę europejskich pariasów zajmą za to Hiszpanie, Portugalczycy, Włosi i zmagający się z bankructwem już dziś Grecy.

Wszystkie te zmiany, nie nastąpią z dnia na dzień. Będziemy świadkami coraz gwałtowniejszych aktywności przyrody, które będą stopniowo pogrążać kraje południa, zmuszając państwa północy do wyzwań migracyjnych, których skali dziś nie możemy nawet przewidzieć. Polskę czeka prawdopodobna pokojowa koegzystencja z Rosją która będzie musiała stawić czoła zmianom na swoim południu. Spokojny rozwój Chin może zamienić się w wojnę domową, przewroty władzy i agresję, wobec zyskującej na zmianach Rosji. Dziś ciężko wyrokować o rezultacie potyczki o ziemię pomiędzy tymi państwami. Nie wiemy dziś, jak będzie przebiegać najbliższe 20-30 lat, w rozwoju militarnym Chin, czy nadchodzący kryzys go przyspieszy czy zahamuje. Czy Rosja będzie prowadziła politykę wojen prewencyjnych rozzuchwalona rolą nowego hegemona świata, a także osłabieniem Turcji w regionie (-17%PKB)? Jaki wpływ na zachowania Rosji będą miały pozbawione innych rynków zbytu Niemcy i jaki ten splot interesów będzie miał wpływ na Polskę? Czy Amerykanie antycypują to zagrożenie czy też są już pogodzeni z końcem swojej dominacji o czym może świadczyć kadencja Obamy? Czy scenariusze zaprzątają głowy przywódców UE?

Jedno jest pewne. Zgodnie z przewidywaniami politycznymi Friedmana,chociaż czynionymi z innych przesłanek, Polskę, w dłuższej perspektywie, czeka rozkwit i bogactwo. Jak nasza polityka będzie poruszać się pomiędzy bogatą Skandynawią, potężnymi Niemcami i nowym supermocarstwem Rosją, to już zupełnie inny temat. Nie zapominajmy również, o możliwości rozpadu Rosji, przewidywanego przez różne ośrodki. Czy ośrodkiem władzy świata staną się wtedy osłabione zmilitaryzowane Chiny czy bogata część Europy – w tym i my?

źródła: http://www.nature.com/nature/journal/v527/n7577/full/nature15725.html

http://www.voxeurop.eu/pl/content/news-brief/5004324-mapa-wplywu-globalnego-ocieplenia-na-gospodarke

Sesja ONZ. Wrzesień 2015. Prezydent Duda przemawia zaraz po przywódcy USA ale ważniejsze nawet dzieje się potem. Kolacja. Stolik nr 1. Przy nim Obama i Putin. Po prawej stronie Obamy – Duda. Małe gesty Obamy wobec naszego debiutanta: poklepywanie po plecach, skinienia głową i stuknięcia kieliszków. Polska obok najpotężniejszego państwa świata. Jako partner i prztyczek dla aspirującego do równoważnego bieguna świata sowieckiego, po drugiej stronie Obamy.

IMG_5517

Euforia prawicowej prasy i jej dziennikarzy. „Wielki sukces prezydenta”. Bo Obama przecież, tak jak polonia na Greenpoincie i polski interior, niby też uznał, że Duda jest lepszy niż Tusk. Nie, nie uznał. Mogła tam siedzieć Maryla Rodowicz, gdyby akurat ją wystawił prezes do wyborów. Może nawet Joanna Lichocka. Z całym szacunkiem dla obydwu Pań. Dla Ameryki, nie ma to znaczenia. Tam było miejsce sojusznika. Najbardziej proamerykańskiego kraju Europy, a może i świata. Alianta który nie wątpi w intencje Ameryki nawet wtedy gdy wątpią wszyscy. Podlizującym się prezydentowi prawicowym publicystom, liczącym na kancelaryjne etaty, warto przypomnieć słowa Grzegorza Schetyny nazajutrz. Ich sens jest taki, że miejsce Dudy jako przedstawiciela niepodległej Polski zawdzięczamy polskiej dyplomacji z ostatnich 26 lat. Nawet Schetynę stać było na to, by powiedzieć, że to zasługa jego poprzedników. Ciągłość dyplomacji z ostatnich 8 lat to jeden z najważniejszych sukcesów Platformy. Bo zmiany dyplomacji szkodzą. Tak jak zmiany szkodzą służbom wywiadowczym. Dlatego ci, którym zależy na osłabieniu Polski, majstrować będą przede wszystkim przy tym. Sowiecka przewaga nad nami zbudowana jest na ciągłości dyplomatycznych wysiłków, które tylko po drobnej korekcie  w latach ’90 tych, wróciły do gry o imperialne przygranicze. Syria trzymana w pudełku do szczytu ONZ, stała się teraz kartą przetargową za Ukrainę. Być może gdzieś w Azji albo w Afryce, stoi dobrze schowane pudełko, które jest przygotowane do sowieckich targów o Polskę? Być może będzie to jakaś katastrofa humanitarna, związana ze zmianami klimatu, może katastrofa naturalna, albo nawet wojna, którą dziś trudno sobie wyobrazić. Ale to, że nie mamy think tanku, który zastępują nam dyplomatyczną wyobraźnie, to nie znaczy, że tej wyobraźnie nie mają Sowieci. To że Schetyna nie spotka się i nie przekaże spraw swemu następcy z PiS, działa tylko i wyłącznie na korzyść naszych wrogów. To, że prezes odmawiał uczestniczenia w obradach BBN przy Komorowskim, to też jest na korzyść tych którzy Polskę chcą traktować jako przedmiot, jako zawartość pudełka którą można wymienić na paciorki z innego pudełka. Temu właśnie służy opór przed bazami NATO w Polsce, by w pudełku z napisem „Polska”, można było wymienić tylko naszych żołnierzy. By konflikt z Polską nie oznaczał konfliktu z tymi groźniejszymi – z Niemcami i Amerykanami. A celem naszej dyplomacji powinien być jak najbliższy sojusz z tymi, którzy mają siłę pilnować naszego pudełka. Z całą pewnością nie jest to Grupa Wyszehradzka, która historycznie nigdy nie stawała tam gdzie my. Zatem cały jazgot o kolejnej zdradzie, tym razem zdradzie „partnerów” z Grupy Wyszehradzkiej, jest tylko kolejnym niezrozumieniem miejsca na którym stoi nasze pudełko i co z tego wynika.

Amerykańscy i niemieccy żołnierze są na tą chwilę jedynym gwarantem naszego bezpieczeństwa. I to nie w liczbie 20 i to nie w Szczecinie. Tylko w Lublinie i Białymstoku. To znaczy tam, gdzie przećwiczony „wariant ukraiński” może się zdarzyć i nam. Bo że się wydarzy, to można mieć pewność, choćby po tym jak dziś dyplomacji sowieckiej łatwo jest, zaliczać nas do winowajców Drugiej Wojny i przyjaciół Hitlera. Takie operacje dyplomatyczne nie są robione bez celu. Nie dziś i nie jutro. Ale i Sowieci nie pracują na takiej perspektywie jak Szydło i Kopacz. Warto o tym pamiętać. Pozbawiony codziennej administracji państwa, prezydent Duda, wydaje się być właściwym adresatem tego zmartwienia. Aby nigdy nie stał w takiej pozycji jak Poroszenko na zdjęciu wyżej.

Na organizującą się Kancelarię Prezydenta można i trzeba też spojrzeć od strony biznesowej.

Każdy projekt biznesowy wymaga lidera który będzie się nim opiekował aż do osiągnięcia dojrzałości i stabilności. Liderem projektu „Andrzej Duda prezydentem”, była Beata Szydło. I to ona powinna pozostać w jego kancelarii jako szef. Tak musiałby postąpić PiS jeśli ich najważniejszym celem biznesowym pozostawałoby zdobycie Dużego Pałacu. Słabość Platformy, a konkretnie nieporadne przywództwo premier Kopacz, rozzuchwala jednak apetyty PiS, a tym samym przesuwa nawet wcześniej zainteresowanych pracą u Dudy, w stronę rzeczywistych konfitur, czyli rządu. Skuteczni ludzie, a takich potrzebowałby teraz PAD, myślą też o swoim sukcesie. Sukces pracy w Dużym Pałacu, może być okraszony mniejszymi konfiturami władzy, niż np Ministerstwo Skarbu, czy jak tam to sobie PiS nazwie.

Dlatego najważniejsza grupa ludzi jaka została przy PAD to ideowcy i jego bliscy zaufani współpracownicy. Niestety ideowcy to też marzyciele i nie przystający do rzeczywistości twórcy epokowych celów, z których nic nie wychodzi. Cały sztab Szydło w wyborach prezydenckich mógł pozwolić sobie na dość ogólnikowe stwierdzenia we wszystkich aspektach posiadani władzy. Zarówno władzy skierowanej do wewnątrz jak i na zewnątrz (sprawy zagraniczne). Kiedy przychodzi do ich realizowania wyraźnie widać, że PAD jest jak Obama skierowany bardziej do reformowania wewnętrznego i na tym skupia się jego uwaga, było to wyraźnie widać w kampanii. Chce on być reformatorem kraju. Niestety nie pozwala mu na to obecna konstytucja. Zaś zainteresowanie sprawami zagranicznymi, to jedynie realizacja bliżej nieokreślonych zobowiązań, które Prezydent postawił sam przed sobą, określając je jako „dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego”. Nawet jeśli istnieje taki zbiór zadań, jakie chce zrealizować w swojej polityce zagranicznej PAD, to pierwsze sto dni tej prezydentury, powinny się skupiać na ich spisaniu i dookreśleniu zakresu projektu, a nie wdrażaniu w życie listy haseł podczas symbolicznie wybranych wizyt zagranicznych. Dobrymi intencjami pogrzebano już wiele dobrych projektów.

Dodatkowo, co niemniej ważne, koncyliacyjny ton jaki chce posiadać PAD, nijak ma się do sposobu działania ministra w kancelarii, który ma się sprawami zagranicznymi zajmować. Twarde określanie własnych interesów w stosunkach międzynarodowych, ma miejsce w wykonaniu dwóch krajów. Są to Korea Północna i Rosja. Pozostałe kraje zaprzęgając cały swój potencjał dyplomatyczny, latami budują kierunki polityki zewnętrznej, utrzymując dobrobyt i bezpieczeństwo kraju. Obrażanie, czy jeśli to inaczej nazwiemy, spektakularne wypowiedzi dotyczące spraw dyplomacji, cechują reżimy i obnażają, nie tylko bezradność, ale i pewien brak profesjonalizmu. Jeśli jeden i właśnie ten człowiek, będzie kierował dyplomacją Polski przez najbliższe kilka lat, to jest to powód do smutku dla wszystkich śledzących politykę międzynarodową. Inna niestety pozostaje dyplomatyczna szkodliwość gadania bzdur przy kieliszku, na taśmach, a inna, gdy wygaduje się bzdury w świetle kamer, do dziennikarzy. Przy czym należy pamiętać, że w języku dyplomatycznym można tą bzdurę powiedzieć w akceptowalny dla słuchających sposób, tak aby na pewnych warstwach się z nią zgadzali.

Wokół prezydenta który na razie nie posiada szerokich kompetencji międzynarodowych powinno powstać ciało doradcze, think tank czy jak tam chcemy, który doradzał by mu, nie jakie cele sobie stawiać – bo te PAD ma określone – ale jakimi drogami do nich dochodzić. Wyzbycie się pisowskiej niechęci do szerokiej współpracy z „nie naszymi” powinno zakończyć się zaproszeniem do takiej współpracy byłych, lub obecnych dyplomatów, czy znawców stosunków międzynarodowych. Dyplomacja pozostaje grą na wielu planszach jednocześnie i w moim odczucie nie powinna być pozostawiona w jednych niedoświadczonych rękach. Każda nieporadność i gafa dyplomatyczna zostanie wielokrotnie wykorzystana, z sukcesem, przez potężną machinę dyplomatyczną Rosji. Szczerski nie jest ligowym przeciwnikiem Ławrowa. W idealnym świecie pozbawionym fobii i fochów Prezesa idealnym kandydatem do prowadzenia polityki międzynarodowej, dla aktywnego prezydenta, byłby ktoś taki jak Sikorski. Polskę mamy jedną choć partie mamy dwie.

W sprawach wewnętrznych zaś, obecnie w kancelarii trwa walka o wpływy. Jest to walka zasłużonych pisowców i młodych współpracowników PAD. Wpadki prezydenta będą rozgrywane wewnętrznie do zniszczenia jego osobistych współpracowników, w celu wprowadzenia pisowskiego aparatu, który jedyne co może zrobić to pogrążyć nie tylko wizerunek PAD ale i jego skuteczność operacyjną w polityce wewnętrznej. Jeśli PAD postawi na swoim (swoich?) i wzmocni ideowców, to jego kancelaria ma szansę na dużo większy sukces, niż rząd PiS z Szydło na czele. Atutem będzie pozostawać postać PAD i jego wzbudzająca sympatię charyzma, wadą pochodzenie polityczne, rewanżyzm aparatu partyjnego i jego (tego aparatu) sposób uprawiani polityki.

Dla naszego dobra życzmy sobie aby wygrali ideowcy bo czasy dla głupców nadchodzą nieciekawe. A wszystkim nam powinno choć trochę zależeć, żeby ten plan biznesowy wyszedł.

Syriza to tylko przygrywka. Prawdziwą próbą agentury wpływu i zarządzania innym krajem dzięki wyrokom demokracji będzie dopiero Francja. Ale Marie LePen to dopiero początek.

Co jest potrzebne by zatrząść demokratycznym krajem? Może kilku kelnerów. To powinno wystarczyć o ile chodzi o jednego lub dwóch ministrów. Ale czego trzeba na premiera? A jeśli na premiera nie ma niczego co można by wykorzystać to demokracja daje nam inne narzędzia. Nad Europą krąży widmo kryzysu. Gimnastyka Europejskiego Banku Centralnego skończy się kiedyś przy ścianie. Jeśli Francja i Włochy w wyniku protestów społecznych, ruchów politycznych opartych na tych protestach bądź w jakikolwiek inny sposób opuszczą nie tylko strefę Euro ale i UE to jaka przyszłość czeka naszą część świata? Jak to zrobić? Wystarczy w mechanizmy demokracji i własnych interesów ubrać tych którzy dziś czują się wykluczeni z decydowania. We Francji będą to miliony bezrobotnych o afrykańskich korzeniach, w Wielkiej Brytanii Szkotów, w Hiszpanii Katalończyków, w Polsce Ślązaków którzy powinni poprzeć górników. W jaki sposób demokracje ze swoimi cyklami wyborczymi, mają się przeciwstawić wielkiemu planowi rozciągniętemu na lata przez ludzi którzy tym cyklom nie podlegają?

Cel? Niemożliwość zarządzania krajem, kryzys wewnętrzny angażujący elity polityczne aż do ich upadku i przejęcie władzy przez agentów celu. Cel jest jeden: rozpad UE. Rozpad projektu politycznego który przez kilkadziesiąt lat hamował imperium. UE należy podzielić, poróżnić sąsiadów, wskrzesić antagonizmy, doprowadzać do konfliktów i wzniecać gniew. Tylko podzielona Europa staje się przedmiotem imperialnej polityki.

Podzielona Europa po rozpadzie UE to pierwszy etap. W drugim, wobec sprzecznych interesów i wcześniejszych pokazów agresji (Ukraina) łatwiej będzie bez oporu z zewnątrz podporządkować sobie kraje Europy Wschodniej – w tym przede wszystkim – Polskę.

Wycofanie się koalicjantów z NATO przy ostrzegawczej eksplozji atomowej w stratosferze wykonanej nad terytorium jednego z Państw Bałtyckich lub Polski, niemożliwe czy raczej realne? Najlepiej gdyby działo się jednocześnie w obliczu konfliktu zbrojnego w którym zaangażowana byłaby Ameryka, gdzieś w innej części świata. Dziś ciężkie do wyobrażenia, ale jutro? A może w sytuacji gigantycznej katastrofy naturalnej która zaangażowałaby USA byłoby prościej?

Nikt w Europie nie ma tyle środków, agentów i determinacji by UE przetrwała ile mają dziś przeciwnicy Wspólnoty. Demokracje narażone są na rewolucje i przewroty władzy, a eksperyment Syrizy, Katalonii i Noworosji pokazuje że można zdetonować państwo od środka. Szczególnie proste będzie to w kraju w którym mechanizmy działania państwa są tak słabe jak w naszym. Paraliż kraju w którym w drugiej dobie ataku z zewnątrz 60% ludności nie będzie miało dostępu do wody, prądu i zaopatrzenia, jest wręcz trudny do wyobrażenia. Mamy mniej niż milion masek gazowych a schrony są w stanie pomieścić 1,43% ludności. Nie mamy obrony cywilnej. Ale gorsze nawet jest to że nie mamy służb które zapobiegałyby zagrożeniom. Bo kraj który nie jest w stanie zabezpieczyć knajpy w której dwóch ministrów je obiad, nie jest w stanie zabezpieczyć niczego.

Moja żona z zapałem ogląda na Domo+ program Wielkie Projekty. Dla niezorientowanych dodam że rzecz dotyczy ciekawych inwestycji budowlanych w krajach byłego imperium brytyjskiego, bo poza nie, autor się nie wypuszcza. A że ogląda żona to oglądam i ja.

38786_c

Oglądając ten program już jakiś czas poczyniłem pewną obserwację która pokazuje mi niezwykły sukces gospodarczy Niemiec. Za każdym razem, gdy inwestorzy z Wielkiej Brytanii potrzebują nietypowych okien (a jest tak prawie zawsze), nietypowych ścian np z płyt OSB, ścian z tworzywa, dziwnych schodów, 37 centymetrowych śrub czy czegokolwiek innego czego nie można dostać w markecie budowlanym – pojawia się producent z Niemiec. Producent z Niemiec produkuje wszystko, ma na wszystko patent i niespiesznie, acz w miarę szybko produkuje, to co klientowi potrzeba, w takich jak potrzebuje wymiarach i znacznie wyższych cenach. Nikt w Wielkiej Brytanii nie produkuje ani takich okien ani ścian z OSB ani śrub o długości linijki ani niczego co może wymyślić inwestor a nie widział tego w gazetce sieci DIY.

Jak to się stało? Że Niemcy stały się fabryką Europy? W Zjednoczonym Królestwie to nie wiem. Ale wiem jak to się stało u nas. Po 1989r jak mówi prof. Kieżuń stało się to tak:

„92 proc. polskich przedsiębiorstw przeznaczonych na sprzedać było wówczas ocenianych i wycenianych przez podmioty zagraniczne. Efekt był taki, że niektóre z nich sprywatyzowany za cenę niższą, niż wyniosły koszty ich oceny”

Spadek produkcji nastąpił we wszystkich sektorach gospodarki, ale w sektorze przemysłowym wyniósł już 36% (w ciągu dwóch lat:od 1990 do 1991). PKB w 1990 r spadł o 12%. Likwidacja przemysłu przyniosła tylko w ciągu jednego roku 1,1 mln bezrobocia. W ciągu dwóch lat kończąc na 1991r realne płace spadły o 68%. W okresie lat 1990-2000 sprywatyzowano 62% przedsiębiorstw państwowych (5,2 tys z 8,5 tys). W 2006 roku zostało już tylko 551 państwowych firm z czego w upadłości było 188 z nich. Jednocześnie Balcerowicz podniósł stopy procentowe do 72% tylko w roku 1990 a odsetki od zaległości podatkowych były oprocentowane na 212%.

I może dlatego nietypowe okna, ściany ,rury i śruby trzeba robić gdzie indziej również gdy potrzebujemy ich u nas. Mieliśmy tysiące fabryk produkujących te wszystkie rzeczy ale albo upadły od razu albo nie wytrzymały reformy Balcerowicza. Zamiast chronić naszą produkcję i nasze miejsca pracy, mieliśmy wtedy inne cele.

Ja nie wiem dlaczego likwidujemy kopalnie które mają zagwarantowane złoża na 16 czy 40 lat. Nie wiem dlaczego odpowiedzialności nie ponoszą zarządy tych kopalni i dlaczego nikt nie ogarnia jaką kasę z nich wyciągają. Nie wiem też czemu zlikwidowano kopalnie posiadające złoża antracytu (czyli najcenniejszego węgla) i czemu w to miejsce mamy sprowadzać węgiel ze świata. Nie mając swojej ropy, swojego gazu, złota ani diamentów górnictwa węgla kamiennego powinniśmy pilnować tak długo jak się da. Nie wiem też jakie MBA mają kolesie z partyjnego bractwa biorący milion odprawy za kierowanie kopalnią. I jak bardzo trudne jest kierowanie kopalnią. Bo za pokierowanie kopalnią do upadku chyba powinno iść się siedzieć. I co taki prezes wpisuje sobie w CV w sukcesach? „Zlikwidowałem kopalnię węgla w Polsce która nie ma innych bogactw”. Potem może wydać poradnik: „Jak zlikwidować dobrą kopalnię w dwa lata”. W nagrodę partia może dać ci inne przedsiębiorstwo do zlikwidowania i wzięcia odprawy. Milion wszak,ma to do siebie,że kiedyś się kończy.

W każdym razie nie skleja mi się to wszystko do kupy. A najmniej składa mi się do tego nawoływanie „chicago boys” albo samego Balcerowicza, chodźcie, zlikwidujmy kolejną kopalnię, kolejne miasto.

Niemcy nie w ten sposób zbudowały swoją potęgę.

 

Jest to jakieś szaleństwo. Szaleństwo, podobne do tego, które pochłonęło tyle ofiar w dwóch poprzednich wielkich wojnach starego kontynentu. Podobnie jak w poprzedniej wojnie, naród agresora, pompowany jest wizją swojej wyjątkowości, nawet odrębności cywilizacyjnej i światowej potęgi. Sąsiedzi tego kraju nie posiadają podmiotowości państwowej, są raczej wybrykiem traktatów po zakończeniu wojen lub nieszczęśliwego rozpadu bloku sowieckiego. Codzienna manipulacja w mediach sprawia że świat widziany po tamtej stronie wygląda zupełnie inaczej.Cały świat się myli, a przecież my mamy rację. Wszystko okraszone pogardliwymi uwagami o sąsiadach.

radek

Warto rozważyć kilka ewentualnych scenariuszy do których może ta sytuacja doprowadzić. Scenariusze te nie są oddzielne i mogą się przenikać, lub rozgrywać jednocześnie, a może nawet, każdy w jakiejś części, lub żaden, jak to bywa w przewidywaniu przyszłości niemniej zagrożenia powinniśmy antycypować.

Po pierwsze należy już dziś założyć że Putin się nie cofnie. Dlatego że nie ma dokąd, dlatego że tłumaczył sowietom, że demokracja nie jest dobra i dlatego, że ma środki aby kreować wirtualną rzeczywistość na potrzeby wewnętrzne. Od rozpadu ZSRR w Rosji nie dokonała się żadna wielka modernizacja, reforma ani nie stworzono drogi do państwa przyszłości. Kompleks wydobywczy i wojskowy trwa w takim układzie od 30 lat, pozostaje największym pracodawcą i posiada największe wpływy. Rosja nie posiada zaplecza naukowego, który odpowiedziałby na potrzeby świata dzisiejszego, a co dopiero mówić o wyścigu technologicznym. Technologia, jako największy motor napędowy rozwoju musi zostać dostarczona z zachodu, konkretnie z Niemiec, Niemcy zaś w zamian mają w Rosji swoją bazę surowcową, na najbliższe 50 lat, co z perspektywy antycypujących zagrożenia elit RFN jest perspektywą wystarczającą. Z powodów wyalienowania intelektualnego elit sowieckich, kształtowanych w uczelniach KGB, nie ma innej drogi dla Rosji, jak odbudowanie strefy wpływów sprzed upadku ZSRR. Jest to cel główny tej elity, i jest on celem nadrzędnym do realizacji pozostałych, w tym tak mało istotnych jak cele modernizacyjne. Ekspansja musi być realizowana dawnymi metodami, ubogaconymi przez nowe zdobycze technologiczne, takie jak stacja Russia Today, czy portale społecznościowe, wpisywanie tysięcy komentarzy itd itd. Ekspansja na terenie UE będzie realizowana dwoma metodami.

Po pierwsze rozbijaniem politycznym EU, poprzez wspieranie ugrupowań nacjonalistycznych, a po drugie poprzez politykę dyktatu gazowego. W perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat rola ropy naftowej i gazu nie powinna się zmienić. Gdyby rozwój technologiczny wyłączył na zachodzie potrzeby węglowodorowe, Rosji pozostanie wyłącznie ekspansja militarna aby nowe technologie uzyskać siłą.

Zdławienie Ukrainy lub uczynienie z niej państwa niemożliwego do skutecznego zarządzania dzieje się na naszych oczach. Upadki rządów, rozpady koalicji, afery korupcyjne na niespotykaną w cywilizowanym świecie skalę, gigantyczne bezrobocie, powrót do władzy sił pro-sowieckich to scenariusz na najbliższe lata. Wszystko to będzie trwale odpychało Ukrainę od UE i Ukraina nigdy członkiem wspólnoty nie zostanie. Nastąpi masowy exodus młodych Ukraińców do UE i do mającej własne problemy demograficzne- Rosji. Ukraina nie odniesie ani sukcesu reformatorskiego ani nie uwolni się od Rosji. Na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat projekt demokratyzacji Ukrainy uznany zostanie za fiasko. Ideały europejskie zostaną porzucone a ogromne potrzeby finansowe Ukrainy zacznie w końcu uzupełniać wracająca wraz z pro-sowieckimi rządami – Rosja. Ludzie Majdanu albo opuszczą Ukrainę albo pochłonie ich walka o przetrwanie, dużo gorsza niż nasza z reform Balcerowicza.

Przepaść gospodarcza, przemysłowa i technologiczna, pomiędzy zachodem a sowietami, będzie za kilkanaście lat podobna, do dzisiejszej ucieczki świata do przodu, w stosunku do Korei Północnej. Kompleks węglowodorowo-militarny pozostanie główną siłą napędową gospodarki i największym płatnikiem podatków. Im większa przepaść pomiędzy nami a Rosją, tym większa potrzeba agresywnej polityki po tamtej stronie. Niestety, ze względu na mentalne projektowanie społeczeństwa, odejście Putina niczego nie zmieni. Zastępujący go polityk, po pierwsze będzie musiał być namaszczony przez niego, a po drugie, będzie kontynuował, przynajmniej w sferze werbalnej, podział świata wyprodukowany przez propagandę współczesnej Rosji. Nie należy liczyć ani na wiosnę ludów ani na jakąkolwiek demokratyzację Rosji. Rosjanie pozostają wyznawcami władców o twardej ręce którzy nie kłaniają się światu tylko potrafią dyktować mu warunki.

Na zakończenie trwającej modernizacji armii sowieckiej, mogą się nałożyć co najmniej trzy czynniki wyzwalające agresję militarną sowietów. Pierwszym czynnikiem może być trwały kryzys gospodarczy kilkukrotnie większy niż wynikający z cykli koniunkturalnych. O tych perspektywach warto poczytać wypowiedzi prof. Alfreda Biecia. Gigantyczny kryzys gospodarczy związany np z bankructwem Włoch lub USA z całą pewnością doprowadzi do rozpadu UE. Rosjanie będą cały czas podsycać partie separatyzmu narodowego. Drugim czynnikiem wyzwalającym sowieckie zapędy militarne może być światowy konflikt z tworzącą się koalicją państewek kalifatów i organizacji terrorystycznych. Zarzewiem konfliktu może być potężny atak terrorystyczny na kilka lub kilkanaście światowych metropolii, użycie broni atomowej lub biologicznej, wojna Izraelsko-Irańska lub jakikolwiek inny czynnik o charakterze zapalnym. Stoimy teraz przed islamizacją Libii, Egiptu czy patrząc dalej -nieuniknionej islamizacji Turcji, członka który może rozsadzić NATO. (O powolnej i nieuniknionej islamizacji Turcji bardzo ciekawie mówią na słynnych taśmach Sienkiewicz i Belka,warto poczytać).

Trzecim i najgorszym scenariuszem uwalniającym potencjał militarny sowietów jest konflikt w rejonie Pacyfiku. Jeśli w konflikcie tym będą uczestniczyć tacy gracze jak Chiny, Japonia czy Australia ze 100% prawdopodobieństwem należy założyć udział USA. W wypadku przerodzenia się tego konfliktu w wojnę USA – Chiny, Amerykanie w ogromnej części opuszczą arenę naszego kontynentu. Opuszczona Europa oznacza ekspansję sowietów. Amerykanie będą w bardzo trudnej sytuacji w kwestii zobowiązań sojuszniczych i traktatowych, jest jednak możliwe, że Polska nie zostanie osamotniona, pomimo bardzo trudnej sceny geopolitycznej, podobnie jak Izrael. Ale wszystko zależy zarówno od kongresmenów blokujących działania administracji ale także od mocno skomplikowanej sytuacji budżetowej USA. Być może na dwie wojny jednocześnie już Ameryki nie będzie stać.

W każdym z powyższych scenariuszy, koszt zaangażowania sowietów po swojej stronie będzie oznaczał dla Ameryki dokonywanie znaczących ustępstw, szczególnie z daleka od własnych granic. Zarówno w scenariuszu wojny cywilizacji oraz wojny na Pacyfiku utrzymanie sowietów po swojej stronie będzie dla Ameryki decyzją o naturze geopolitycznej. W ciągu jednego dnia rozsypią się wszystkie sankcje i zakazy oraz zostanie przywrócona właściwa ranga stosunkom Rosja -Zachód. Polska zaś podobnie jak Litwa, Łotwa, Estonia i Ukraina pozostanie w sytuacji Gruzji w 2008r. Czyli w sytuacji bez wyjścia. Jeśli dodamy do tego rozmontowanie UE ze scenariusza pierwszego, Polska utraci Unijne forum do wygłaszania swojego zdania a tzw „solidarność europejska” zasili słownik pojęć historycznych.

Amerykanie już dziś zakładają, na przykład w raporcie „Liberal Order in a Post-Western World”, że świat stanie się areną ścierania wielu mniejszych ośrodków, stanie się multipolarny w miejsce bipolarnego znanego z okresu rywalizacji z sowietami. Oczywiście Rosjanie również dostrzegają swoją szansę na gruzach obecnego porządku światowego. Dla nich jednak szansa oznacza terytorialną ekspansję, zdobywanie technologii i bogactwa siłą. Dla wszystkich sąsiadów Rosji oznacza to początek nowego okresu realnej historii, z wojnami, okupacjami, partyzantką, wyniszczaniem elit itd. Dla Amerykanów Rosja jest docelowym partnerem wraz z Europą w tym nieuporządkowanym świecie. Tylko USA widziały Rosję przez pryzmat własnych wyobrażeń a w tym czasie odrodziła się Rosja -sowiecka, sowiecka w ambicjach, nienawiści do USA i z prymatem siły nad współpracą. Amerykańskie błędy w ocenie intencji Rosji z początku kadencji Obamy wynikały z odmiennej wizji świata, wynikającej ze zrozumienia procesów historycznych i błędów popełnionych w przeszłości. Trudna do zrozumienia dla jastrzębi koncyliacyjność i dobra wola z jaką Obama otworzył relacje z Putinem, nie wynika ze słabości przywództwa tylko z innej koncepcji przyszłości. Tej koncepcji która zakłada udział Rosji w porządku północnej części świata, gdy południe ogarnie chaos, którego dziś, nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Potencjał militarny Rosji Amerykanie widzą jako część euro-azjatyckiej flanki obrony zachodniego stylu życia, a Rosjanie widzą, w multipolarnym świecie, szansę na rozgrabienie i podbój osamotnionej Europy. Że w sowieckiej polityce nic się nie zmieniało, świadczy chociażby fakt złożenia Polsce propozycji udziału w rozbiorze Ukrainy. Rosja nigdy nie stanie się demokracją w stylu zachodnim a wraz z osamotnieniem z powodu Ukrainy będzie postępował w tym społeczeństwie wzrost znaczenia mitu odrębnej „cywilizacji rosyjskiej”. Za kilkanaście lat stanie się to w Rosji oficjalna wersja porządku świata, która będzie uzasadniać zarówno podboje jak i związane z nimi okrucieństwa. Już dziś bowiem w Rosji obowiązuje ton pogardy wobec „zgnilizny zachodu”, a jeśli coś jest złe można to bez obawy niszczyć.

Przy spełnieniu scenariuszy negatywnych opisanych wcześniej,nie należy zakładać całkowitego wyniszczenia Polski, bo nie jest to scenariusz na który gotowi byliby zgodzić się Niemcy, bardzo mocno powiązani z nami gospodarczo. Nie można jednak wykluczyć próby powoływania jakichś autonomicznych regionów (np Śląsk-co prowadziłoby do scenariuszy z Ukrainy), prowokacji przygranicznych, sfingowania naszej agresji. Nie należy wykluczać działania naszych, sterowanych z zewnątrz, partii politycznych i ich wpływu na destabilizację. Polska zepchnięta ponownie na margines dyskursu światowego pozostanie przedmiotem geopolityki i propagandy sowietów na arenie światowej. Jeśli w konflikcie o Ukrainę, dziś sowieci mogą informować świat, że w Donbasie jest nasz pluton, to jest to tylko delikatna próba tego, czego możemy się spodziewać gdy nikt naszego głosu nie będzie słuchał.

Od naszych przywódców wymagam jednak więcej niż deklaracji na pierwszej stronie gazety: „Mamy się czego bać”. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z „tragicznego położenia Polski” jak opisał nasze geograficzne położenie periodyk amerykański National Interest. A za tym idzie jednak zrozumienie dla znaczących ograniczeń prowadzenia skutecznej polityki międzynarodowej. Nasze położenie jest na pewno tragiczne i jeszcze będzie do czasu gdy Rosją zainteresuje się ktoś silniejszy, ale nie zmienia to naszego obowiązku by uczynić Polskę trudnym przeciwnikiem który posiada zdolność zadawania bolesnych ciosów militarnych. Tak by reportaż ze zdobywania Polski w Russia Today nie wyglądał jak reportaż z wycieczki.

 

 

Zapraszanie przez Polskę -Ukrainy do UE przypomina trochę sytuacje starego małżeństwa w którym to żona (Polska) upiera się aby piękna, młoda i wolna kobieta zamieszkała wraz nią i mężem (UE) w domu. Oczywiście na początku jest fajnie, scenariusz zakończenia zaś, może być, tylko jeden.

Russa-Ukraine-art_1650452c Rys. The Telegraph

Nie ulega żadnej wątpliwości, że od Wielkiej Smuty i okupacji Moskwy Polska nigdy nie czuła tak wielkiej radości z powodu nieszczęścia sowietów, jak w czasie oczekiwania, na podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina. W czasach analogowej polityki i gospodarki, w XIX wiecznych strategiach, gdzie zajęty teren oznaczał zwycięstwo, nie może być większego sukcesu zarówno dla Polski jak i UE jak pozyskać naszego wspaniałego sąsiada do europejskiej rodziny. Najgenialniejszy z XX wiecznych strategów jakich wydała Polska ziemia – Zbigniew Brzeziński, wielokrotnie w różnych miejscach podkreślał, że bezpieczeństwo i niepodległość Polski, jest ściśle powiązana z samodzielną (niezależną od sowietów) państwowością Ukrainy. Brzeziński nie widzi szans do powrotu mocarstwowej roli sowietów w sensie globalnym, a z wszelkich sił demokracje atlantyckie powinny wspierać demokratyczne ruchy w krajach byłego bloku wschodniego, co czasowo zamrozić ma imperialne plany Rosji która będzie musiała w końcu zmierzyć się z problemami wewnętrznymi. Transformacji nie da się zatrzymać,twierdzi Brzeziński, a doświadczenia innych krajów potwierdzają tezę, że propagandowy mur jest w dzisiejszych czasach nie do utrzymania.

Czy jednak teza o zwiększonym bezpieczeństwie Polski po związaniu Ukrainy ze strukturami atlantyckim ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Wydaje się, że we współczesnej technologii prowadzenia wojny, nie tylko sąsiedztwo ale również bliskość krajów nie ma żadnego znaczenia. Siły szybkiego reagowania oparte na lotnictwie i lotniskowcach, rakiety dalekiego zasięgu i broń niekonwencjonalna w tym np. paraliż sieci energetycznej, gazowej czy telekomunikacyjnej kraju nie wymagają przerzucenia wielu setek tysięcy żołnierzy. W fachowych periodykach militarnych nie brak opinii znawców tematu że w sensie obronnym jesteśmy bardziej bezbronni w tej chwili niż byliśmy w 1939r. Oparcie modernizacji sił zbrojnych w ramach realizacji projektu „Polskie Kły” na produktach francuskich czy włoskich jest bardzo na rękę naszym ewentualnym przeciwnikom,choćby ze względu na to,jak łatwo ta technologię przechwycić, ale przecież nie tylko. Podobnie jak odsunięcie się od Ameryki, na które, uczciwie sobie powiedzmy, amerykanie pracują od kilku dobrych lat. Dodatkowo Polska i tak graniczy z sowietami – Okręg Kaliningradzki i prawie zupełnie odsłonięta jest od strony Bałtyku. Dla lotnictwa zaś, pokonanie odległości z Obwodu do Warszawy to kilkadziesiąt minut. Projekt „Kły Polski” zakłada „małą doktrynę odstraszania”. Polska wie że nie jest się w stanie sama obronić, chce jednak by atak na nią był bolesny dla przeciwnika aż do momentu uzyskania pomocy z NATO. Jednak pogrążony w gigantycznym kryzysie zachód jest w zasadzie pozbawiony większości możliwości operacyjnych. Nie widać tego gołym okiem w okresie pokoju ale zdarzają się incydenty które nam to unaoczniają. Sowieckie lotnictwo narusza przestrzeń powietrzną Szwecji a Szwedzi reagują zdziwieniem dyplomatycznym następnego dnia. Rosyjski statek narusza celowo Brytyjskie wody terytorialne na wysokości Szkocji a Londyn wysyła w ramach reakcji swój statek który płynie z drugiego końca wysp Brytyjskich przez… 26 godzin. W zasadzie ostatnim gwarantem bezpieczeństwa Europy są amerykańskie wojska w stacjonujące w Niemczech. Ich kontyngent jest jednak regularnie zmniejszany, przez pozbawionych wizji amerykańskich liderów. Amerykanie to jedyny straszak Moskwy i stąd jej wieloletnie starania o nie rozmieszczanie wojsk USA na terenie Polski. I to, sowieci osiągnęli. Zatem, nawet powiązana w strukturach atlantyckich Ukraina nie stanowi faktycznej gwarancji naszego bezpieczeństwa i dekady upłyną nim faktycznie tak się stanie. Sama Ukraina ma poważne problemy z obecnością sowietów- choćby w kontekście Floty Czarnomorskiej. Rosjanie zaś,nigdy nie pozwolą sobie na odcięcie operacyjne od Morza Śródziemnego.

Jeśli nie ze względów bezpieczeństwa to może ze względów gospodarczych Polska ma interes w przyciągnięciu Ukraińców do europejskiego domu?

Na to pytanie również można odpowiedzieć w dwojaki sposób. Po pierwsze w dającej się przewidzieć przyszłości Polska będzie znacznie cierpiała na brak siły roboczej, a ludność naszego kraju ma się zmniejszyć o całe 6 mln. Bez przyciągnięcia setek tysięcy pracowników ze wschodu nie będziemy w stanie nie tylko zwiększać ale i utrzymywać poziomu PKB. Pytanie jakie trzeba sobie postawić jest takie czy kraj pozostający w okowach związku pracodawców i oferujące najniższe wynagrodzenia w UE jest w stanie kogoś przyciągnąć? Czy za 20 lat Ukraińcy i Gruzini nie będą jedynie przelatywać nad naszymi głowami do Niemiec lub przesiadać się na Centralnym Porcie Lotniczym (jeśli go zbudujemy)? Wykwalifikowana siła robocza zasili gospodarkę Niemiec czy Wlk.Brytanii a do nas będą raczej ściągać mniej wykwalifikowani, konkurując o pracę z niewykwalifikowanymi Polakami? Czy proces zmian w szkolnictwie i w gospodarce zasilony pieniędzmi z UE wygeneruje taką ilość innowacyjnych przedsięwzięć, że będziemy w stanie konkurować w gospodarce światowej za 30 czy 40 lat czy też dalej będziemy potęgą w produkcji palet? Bo jeśli pozostaniemy potęgą rolniczą i producentem palet to wejście Ukrainy na wspólnotowy rynek jest oczywiście na rękę zachodnim konsumentom ale nie Polskim producentom. Ukraina może stać się w krótkim czasie spichlerzem Europy, a wprowadzenie norm unijnych szybko przekona zachodnich konsumentów do tanich produktów „made in Ukraine”. Podobnie ma się rzecz z produktami nieprzetworzonymi z innych niż spożywcza branż. Szybko uczący się angielskiego i wielokrotnie tańszy (mimo naszych zarobków) pracownik Ukraiński szybko przyciągnie centra usługowe z których tak dumna jest dziś Łódź czy Wrocław. Nawet osławiony Amazon w końcu znudzi się Polską i znajdzie miejsce na swój wielki europejski hub na Ukrainie. Zawsze taniej. Ukraina ma również znakomite politechniki, akademie medyczne, urokliwe tereny dla zachodnich turystów. Ukraina ma piękne kobiety, dziewiczy dla wielu marek – większy rynek zbytu i młodsze społeczeństwo. Ukraina posiada wiele atutów.

Ostatnim atutem Ukrainy który warto wspomnieć to jej liczba ludności. Wg prognoz Ukraińców ma być 40 mln a nas 32 mln już w roku 2050. To przy ewentualnej większej dynamice PKB,oznacza dla Ukrainy większe polityczne znaczenie w UE, możliwość zajęcia naszego miejsca jako strategicznego gospodarczego partnera Niemiec (fabryki Niemiec). Sukcesy gospodarcze i bogacenie się społeczeństwa spowoduje wzrost dumy narodowej która nigdy nie szła ramię w ramię z naszą dumą. Ukraińcy bardzo szybko jako partnerów wybiorą Niemców czy Brytyjczyków. Więcej, stawiam śmiała tezę, że nowe ukraińskie elity jeszcze za naszego życia będą aspirować do reprezentowania interesów regionu. Kurcząca się demograficznie, a co za tym idzie ,gospodarczo Polska będzie traciła na znaczeniu i wszystkie prestiżowe zdobycze okresu prosperity mogą zostać zaprzepaszczone. Można sobie nawet dalej snuć wizję malejącego znaczenia Polski po wejściu Turcji. Wtedy polityka europejska stanie się grą czterech dynamicznych: Niemiec, Anglii (pytanie o Szkocję?), Ukrainy i Turcji. To rozwiązanie choć mało ambitne niesie za sobą wizję Polski wprawdzie politycznie mniejszej ale spokojnej i umiejscowionej w sercu wielkiej Europy. Nudnej jak Belgia.

Warto dziś postawić na nowo pytania o strategię naszego miejsca w UE i wpływu jaki na to miejsce będzie miało wejście na europejską scenę, polityczną i gospodarczą wielkiej, przecież, Ukrainy.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że Ukraina będzie nową Polską. A kto lubi być „byłą żoną”?

http://kiev.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/article/y,2012,m,2,a,23541,Sytuacja_demograficzna_na_Ukrainie_w_latach_2000-2010_oraz_prognoza_do_roku_2050.html

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1524745,1,raport-polakow-coraz-mniej-moze-to-dobrze.read

Co złego powiedział Lech Wałęsa? Czy może ponownie w swoim życiu, tak jak 30 lat temu wykazał się umysłem i wizją którego mu odmawiają bo jest przecież tylko zwykłym robotnikiem, przecież facet który jeździł rowerem po stoczni i zmieniał przepalone żarówki nie może wypowiadać się w tak poważnych sprawach. Wprawdzie nie wiadomo jak było z tym całym SB ale coś musi być na rzeczy więc nie przesadzajmy z traktowaniem Wałęsy jako naszego duchowego przywódcy,myśli wielu. Raz że przecież dla połowy narodu stojącego za małym kanclerzem jest Wałęsa nie do zaakceptowania ze względu na skrajnie złe zdanie o Kaczyńskim a dwa że przypominam – to prosty robotnik.

Dlatego gdy cały świat zna praktycznie tylko dwa polskie nazwiska a jednym z nich jest Wałęsa my przecież wiemy więcej i lepiej. Grzegorz Skawiński opowiadał jak na lotnisku w Maroku wiele lat temu kazano mu po obejrzeniu paszportu: „Licz waliza” co on zrozumiał jako liczenie waliz a marokańskiemu pogranicznikowi jako pierwsze i jedyne skojarzenie z Polską przyszedł Lech Wałęsa. Nie wódka, bo tą już sprzedaliśmy zagranicznym koncernom które miały wypromować nam Żubrówkę i Belvedere na świecie ale jakoś im nie wychodzi. Mamy Lecha. Który tak jak Nelson Mandela czy Dalajlama jest bardziej szanowany na zewnątrz niż u nas. To elektryk. A u nas przecież sami absolwenci zarządzania i marketingu.Wałęsa powiedział to co wszyscy wiemy. Powiedział że świat nie działa tak jak powinien. Że nie działa Europa jaką budujemy i nie działa ONZ. Powiedział prawdę. I powiedział mądrze. Powiedział w czasie gdy na niemożności ONZ i impotencji Ameryki kapitał polityczny buduje Putin, reklamowany przez sowieckie media jako kandydat do pokojowego Nobla. Dobre sobie. Że nie działa Europa widzimy po gospodarce która nie jest w stanie wchłonąć nowych pokoleń pracowników, widzimy po bankrutujących gospodarkach Grecji, Portugalii, Hiszpanii i Włoch. Europa jest całością tylko dlatego że funkcjonuje jeszcze francuski socjal, niemiecki silnik i londyńskie city.

Że instytucje świata nie działają wie każdy i nie trzeba być Lechem Wałęsą by to stwierdzić. Syria jest tego dostatecznym przykładem. Jeśli wyśmiewane przeze mnie globalne ocieplenie faktycznie jest prawdą to nadchodzące klęski żywiołowe o niespotykanej wcześniej sile zerwą luźne sojusze i zagrożą porządkowi jaki znamy. Jeśli globalne ocieplenie to lipa jak wynika z przecieków Wikileaks to kraje naszego regionu świata mają do czynienia z brakiem demokracji za wschodnią granicą. Żarłoczność i XIX wieczna strategia wzrostu przez terytorium wciąż ma się dobrze a ceny paliw kopalnych utrwalają nieskuteczne zarządzanie źle zorganizowanym państwem. Gdy w oczy zajrzy mu bieda skumulowanie społecznego gniewu przez centralnie zarządzane media jest tylko kwestią wyboru wroga.

Słowem nasze bezpieczeństwo oparte na dwóch filarach UE i NATO jest oparte mniej więcej na takich nogach jak w 1939r. Wszystko jest fajnie i jesteśmy w grupie silni dopóki jest spokój. Wałęsa oddalony od bieżących problemów polskiej klasy politycznej takich jak aborcja, pomnik Pileckiego, komisja Macierewicza i niezwykle potrzebne referendum w Warszawie – patrzy dalej i widzi więcej. I niech będzie jego krytykom ze widzi nie dlatego że jest taki przenikliwy, tylko dlatego że nie zajmuje się bieżącą medialną papką. Nie jest dla niego istotne bo nie jest też istotne dla Polski i świata jaki rozmiar ma poseł PiS i czy mówi w tej sprawie prawdę. Nie jest ważne i istotne odwoływanie dobrego prezydenta w naszym najważniejszym mieście tylko dla hucpy politycznej. Wałęsa tego nie śledzi i nie analizuje jak główne media. To są problemy nieistotne, to jest tylko mgła która dla nas ma nawet gorsze konsekwencje niż jakakolwiek inna żyjąca medialnie mgła,nawet ta rzekomo rozpylana w Smoleńsku.

Utworzenie silnych związków z Niemcami aż do bardzo silnego zjednoczenia dwóch organizmów państwowych jest oczywiście trudne do ogarnięcia dla posła Pięty czy innego Brudzińskiego, dziwi jednak lekkość i nuta ironii z jaką do tego pomysłu podeszli ważni publicyści. Gdy powstawało EWG jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali przywódcy Niemiec i Francji przyszłość Europy i szansę na trwały pokój widzieli właśnie w dążeniu do największego zbliżenia Francji i Niemiec. I to kilka lat po wojnie. Dziś Wałęsa pokazuje że ważne i mocne powiązania gospodarcze pomiędzy nami i Niemcami powinniśmy trwałe rozbudowywać w kierunku większej jedności. Niemiecki porządek prawny, siła tamtejszej administracji i jej skuteczność to dokładnie to co moglibyśmy przejąć. Niemcy zaś nie są w stanie rozwijać się bez dostępu do siły roboczej której wartość jest większa niż wartość przyjezdnych z Turcji czy Pakistanu. Niemiecka technologia i potencjał produkcji potrzebuje Polski a Polska potrzebuje dostępu do kultury pracy, stosunków pracodawca-pracownik, i know-how którego nie jesteśmy jakoś w stanie sami wypracować. To jest mniej Azji to jest więcej Bawarii. Zbyt mało miejsca tutaj by omówić wszystkie aspekty takiej jedności pomiędzy trudnymi sąsiadami ale niewątpliwie i trzecia kadencja Merkel rozczarowanej i EU i Putinem i stabilny póki co rząd w Polsce jest dobrym wyjściem do dalekiego patrzenia. Do patrzenia na potencjał wspólnoty krajów ze 120 mln ludności, z dwoma silnymi gospodarkami, połączonych siecią drogową, energetyczną czy kulturalną.

Wałęsa jest wizjonerem, człowiekiem do którego powinniśmy mieć wiele szacunku nawet jeśli nie za to co kiedyś tylko za to co teraz wprowadził do debaty publicznej. Przynajmniej próbował. Bo przecież jest tylko elektrykiem a my zajmijmy się ustawą aborcyjną, Smoleńskiem i odwoływaniem HGW. Lepiej nie będzie, ale komu jeszcze o to chodzi?

2007-vladimir-putinSyria jest tylko symulacją, choć wcale nie była nią od początku. Wiem jak to brzmi gdy wiemy że Asad zabił 100 tys. własnych rodaków, ale tak właśnie jest. Została wybrana przypadkowo. Głównie została wybrana przez Izrael który pilnie potrzebuje skanalizować konflikt na półwyspie aby raz na zawsze zakończyć Irańskie marzenia jądrowe. Ale Izrael nie jest w stanie tak jak kiedyś dowolnie wskazywać zagrożenia które będzie pacyfikować Ameryka a w tych rozważaniach nie chodzi o Izrael.

Grę wojenną „Syria” wymyślił Putin a następnie dostosował do swoich potrzeb. Na początku oczywiście nie chodziło o te efekty które dziś z taką łatwością Putin osiągnął i które zaskoczyły nawet jego, na początku chodziło faktycznie o Asada. Doktryna Rosji w tej sprawie jest jasna i pozbawia złudzeń cały zachodni świat ze „arabska wiosna” i twitter zmienią świat. Doktryna opiera się na prostej zasadzie: za wszelką cenę nie można dopuścić do tego by w jakimkolwiek kraju społeczeństwo lub jego większa część, przy pomocy jakichś zachodnich koalicji miłujących demokrację- mogło zmienić władzę. Putinowi chodzi oczywiście o Rosję i jego osobistą, dożywotnią, władzę  nad resztkami imperium. Putin wie z jaką łatwością można manipulować opinią publiczną i na jak kruchych posadach trzyma się jego zwierzchność nad krajem. Krajem który wprawdzie rozwija się w tempie powyżej 8% PKB rocznie od dziesięciu lat ale tak naprawdę nie znamy skali udziału paliw kopalnych w tym wzroście. Wiemy natomiast że infrastruktura czy rosyjski przemysł pozostają w tyle za zachodnim światem. Dolary z ropy i gazu pozwoliły mu jednak ponad 10krotnie podnieść zarobki Rosjan i regularnie wypłacać rewaloryzowane emerytury. Być może uda się skanalizować opór społeczny poprzez „projekt Navalny” ale być może nie. W tym celu stanowisko Rosji wspieranej przez Chiny może być tylko jedno – tylko władza może zdecydować o tym czy władze oddać. Nawet wojna domowa i unurzanie kraju we krwi nie może powodować dyskusji o legitymacji władzy. Skoro władzę zdobyłeś, znaczy że masz do tego predyspozycje i nikt poza tobą samym nie może cię tej władzy pozbawić.

Rosja nie popełni już błędów sprzed lat. Jeśli miłujący demokrację hipstersi będą publikować wstrząsające relacje z Syrii to swoje relacje i swoich świadków będzie miała i Rosja. Jeśli dziś jeden z włoskich dziennikarzy ocenia rebeliantów jako przestępców to głównie będzie tą informację rozpowszechniać na świecie kanał Russia Today dla niepoznaki znany bardziej jako RT. RT jest dostępny za darmo, we wszystkich istotnych językach ,na wszystkich istotnych satelitach i ma informować o tym o czym powinien informować państwowy rosyjski kanał informacyjny.

To co stało się w momencie zapowiedzi Obamy o zbrojnej interwencji w Syrii przekroczyło jednak tematykę tego konfliktu i zarys scenariusza jaki przygotowały moskiewskie think-tanki. Oprócz głównej obronionej w rezultacie tezy o niemożności ingerencji militarnej w kraju który posiada władzę (nawet wbrew ludziom) putinowskie gry doprowadziły do czegoś znacznie bardziej poważnego.

Mamy bowiem teraz do czynienia z sytuacją w której Rosja przy pomocy jednego lotniskowca jest w stanie blokować skuteczne działania sojuszy takich jak NATO i skutecznie rozbijać polityczne koalicje wydawałoby się nie do rozbicia (np. USA-UK). Świat ma przed oczami obrazy zbrodni jakich każdego dnia dokonuje Asad, ale nie można z tym nic zrobić bo nie zgadza się Rosja która po 20 latach uśpienia weszła ponownie do pierwszej ligi rozgrywających politykę globalną. Weszła od razu na jej wyższy poziom, poziom ery cyfrowej. Bez użycia ani jednego czołgu przy pomocy kilku okrętów których zadaniem i tak jest ciągłe pozostawianie w ruchu można zablokować humanitarne działania w dowolnym miejscu na świecie jeśli nie są zgodne z doktryną putinowskiego świata. Jestem sobie w stanie wyobrazić podobną sytuację w innym kraju nawet będącym członkiem NATO który zostanie zdestabilizowany wewnętrznie podczas np. kryzysu finansowego na niespotykaną skalę. Władza takiego kraju może wtedy dostać się w ręce sił które o taką destabilizację ramie w ramie z doradcami putinowskimi walczyła. Mogę sobie wyobrazić i czołgi i wojsko użyte wewnątrz Europy do walki z własnym społeczeństwem. Widzę też wtedy pat w jakim znajdą się sojusznicy w NATO ich sprzeczne interesy czy odpowiednio podlane gazem- z otaczających Europę rur  -przekonujące argumenty Rosji. Mogę sobie wyobrazić impotencję zachodniego świata i mocne stanowisko sowietów poparte jednym lotniskowcem np. na morzu Bałtyckim.

Po 20 latach wolności i pozornego bezpieczeństwa w ramach struktur NATO, Polska zatoczyła kolejne historyczne koło. Decydująca będzie oczywiście gra o Ukrainę i zdecyduje status tego państwa ale sądzę że po „grze wojennej Syria” scenariusze pisane w moskiewskich gabinetach są jeszcze odważniejsze i zadziwią zachodni świat skutecznością. Pozbawiona silnego przywództwa Ameryka, zarządzana przez technokratów bez wizji zostanie sprowadzona do roli obserwatora a przygnieciona własnymi problemami gospodarczymi w dającej się przewidzieć przyszłości opuści główną globalną scenę. Dziś widać z polskiej perspektywy jak inna byłaby Ameryka pod przywództwem Romneya. Ale to jak bardzo myli się Radosław Sikorski, że wojny przyszłości będzie wygrywać się na twitterze dowiemy się dopiero gdy będzie zbyt późno.

Sparaliżowany strachem i sprzecznymi  informacjami, które można fabrykować, zachodni świat zamyka właśnie czas opisany przez Fukuyamę jako kres historii. Historia żyje i ma się całkiem dobrze. A mapy świata ulegają właśnie zmianie.

Wojny zaś tak jak zawsze wygrywać się będzie czołgami i ołowiem.