Archiwum kategorii: Tech

Tak, wiem. 9 mln sprzedanych telefonów w weekend. Więc o jakim problemie mowa? Pytam o przyszłość i zestawiam Apple z innymi korporacyjnymi gigantami.

Kiedyś pojawiła się taka informacja, że Apple jest wart tyle, co Polska. Nic z tego faktu nie wynikało poza ciekawostką, że firma zatrudniająca w okresie świetności ok. 50 tys osób jest warta teoretycznie tyle co średniej wielkości kraj. Zwrócił wtedy uwagę na te dane na twitterze Paweł @Wimmer*, pokazując, że metodyka takich porównań jest co najmniej dziwna bo o wartości firmy (jak i Państwa) możemy mówić z uwzględnieniem np. majątku trwałego. A jaki majątek trwały i jak go zmierzyć ma Polska?

Niestety Apple nie jest wart tyle ile za niego dziś chce zapłacić giełda. Jest wielką mydlaną bańką. W maju 2010 r rynkowa wartość Apple wyniosła 222 mld dolarów i była większa niż drugiej mydlanej bańki – Microsoftu.

Jego sytuacja jest podobna jak sytuacja w jakiej znalazł się Kodak i znacznie gorsza od tej w jakiej kilka lat temu znalazł się Siemens, który również produkował telefony komórkowe. W gorszej, dlatego, że mimo posiadania ponad 100mld dolarów wolnej gotówki –Apple nie potrafi nic z nią zrobić. Jest trochę jak Kanada – bogata, wielka ale co z tego? Google inwestuje w różnych dziedzinach od dostarczania internetu do Afryki po firmy i startupy poszukujące recepty na nieśmiertelność, od farm wiatrowych do słomek, które filtrują wodę.

Profesor Piotr Płoszajski powiedziałby, że Apple jest w takiej sytuacji jak największy producent batów w USA w XIX w. Problemem jednak dla tej firmy nie była zła jakość produktu tylko pojawienie się „czarnego łabędzia” w postaci samochodu. Baty przestały być potrzebne. Ten producent batów miał mnóstwo pieniędzy tak jak Apple by dobrze jest zainwestować w innych branżach, ale tego nie zrobił, bo też uważał ,że ma produkt idealny a popyt na niego jest nieskończony.

Siemens zatrudnia na całym świecie ponad 500 tys osób, w dziesiątkach centrów R&D i fabrykach pracuje kilkadziesiąt tysięcy inżynierów, którzy jednak wobec konkurencji na rynku telefonów w 2007 r ogłosili swoją bezradność. Mimo że w tamtym czasie byli na tym samym technicznym poziomie, co konkurencyjna Nokia. Wiecie, dlaczego Siemens przestał produkować telefony? Otóż koncern uznał, że innowacyjność i zmienność tego rynku jest zbyt ryzykowna dla koncernu i będzie wymagała ponoszenie coraz większych nakładów bez nadziei na sukces rynkowy.

Siemens wypuścił jeszcze najlepszy ze swoich telefonów i jednocześnie najlepszy wtedy na rynku słynny SL45i i wycofał się wkrótce potem.

Kodak uważał natomiast , że ludzie nigdy nie przestaną uwieczniać swoich zdjęć na papierze i kliszy. Wierzył w to tak mocno, że dopiero gdy długi firmy zbliżały się do 1 mld dolarów zarząd zwrócił się do sądu z wnioskiem o ochronę przed wierzycielami. Uważali, że fotografia na opatentowanym przez nich filmie 35mm. (który dawał rozdzielczość 36 milionów pikseli-tak właśnie) jest najlepszym wynalazkiem w tej dziedzinie i nic ich pozycji nie naruszy. Tymczasem firma w posadach zaczęła się trząść już wraz z pierwszym zainstalowanym aparatem fotograficznym w telefonie. To nic, że jakość tych zdjęć była setki razy gorsza od zdjęć lustrzanką- wygrała wygoda. Kodak również miał mnóstwo gotówki i sam nawet opatentował aparat cyfrowy, ale lawiny raz poruszonej nic już nie zatrzyma. Kiedy Kodak miał 85% rynku amerykańskiego zatrudniał 60 tys. osób. W styczniu tego roku było ich już tylko 7 osób.

Dlaczego również Apple musi przegrać?

Głównie z powodu braku wizjonera na czele firmy lub też grupy liderów szukających nowych rozwiązań, ale czynników ryzyka jest znacznie więcej.

Drugim czynnikiem ryzyka jest tzw „kalendarz premier”, jaki stosuje Apple ścigając się ze swoim głównym konkurentem Samsungiem. Samsung jednak ma strukturę firmy podobną jak Siemens i stać go na razie na ponoszenie ewentualnych porażek jednak może w każdej chwili wyjść z jednej gałęzi rynku pozostając mocnym na innych. Apple sam wymyślił, że będzie co roku udoskonalał swoje produkty i sam wymyślił specjalne konferencje wprowadzające nowe produkty, konferencje które skopiowały już wszystkie inne technologiczne firmy. O ile jednak zmiana obudowy czy nowszy procesor może stać się tematem 2 czy 3 konferencji przy 6 czy 7 ludzie wydają się lekko poirytowani. Zmieniliście czcionkę? Ok. Zmieniliście kolory? Świetnie. Dodaliście dwa czy trzy mega do aparatu? Super, ale Sony daje 100% więcej. Jest złota obudowa? Ojej. Niemniej jest to wciąż ten sam telefon. Nawet dodanie połowy cala do wyświetlacza, podczas gdy standardem staje się 5 cali nie zadowala już fanów tak jak poprzednio. Znawcy tematu jak np. @pawelratajczak* zwracają uwagę, że dalsze zwiększanie ekranu nie jestt możliwe ze względu na budowę systemu operacyjnego iOS i to tu jest głównie problem. Od trzech lat bowiem Apple nie udało się na tyle zmodyfikować iOS by produkcja dużych wyświetlaczy była sensowna dla iPhonea. Nawet tegoroczna premiera iPhone 5S pokazuje, w jakim marazmie pogrąża się ta firma. W internecie więcej było prześmiewczych filmików niż fragmentów konferencji Apple a w dobrym tonie pośród użytkowników stało się podkreślanie niezadowolenia ze zmian, a raczej z ich braku. Fani i rynek woleliby zobaczyć coś rewolucyjnego co trzy lata niż wygładzenie czcionki co rok. Ford robi od XIX w te same samochody mające cztery koła i kierownicę i fani nie obrażają się na Forda za to, że jest to wciąż ten sam samochód.

I tu jest trzeci czynnik ryzyka Apple.

Fani.

Wyczekiwanie klientów na coś nowego od Apple może obrócić się przeciwko tej firmie tak jak to się stało w przypadku Kodaka. Dziś nie wiemy, jaki wpływ na rynek gadżetów technologicznych będzie miało pojawienie się okularów Google Glass. Nie możemy wykluczyć, że przy drugiej czy trzeciej generacji tego sprzętu stanie się on nowym pożądanym iPhonem a miejsce telefonów zajmą np. tzw phablety czyli -6-7 calowe tablety. Być może Apple wprowadzi nawet diamentowego iPhonea, ale dla rynku będzie to już za mało, tak jak za mało i w niezbyt dobrym czasie dla takiego rozwiązania wprowadzono czytnik linii papilarnych. To dalej będzie ten sam iPhone.

Konsumenci obserwujący wielką celebrę wprowadzania kolejnych edycji iPhonea oczekują rewolucyjnych zmian których technologia na tym etapie rozwoju nie potrafi im już dostarczyć. Doszliśmy do ściany? Wraz z plotkami o nowych iPhoneach pojawiają się w internecie własne projekty fanów prezentujące jak mógłby wyglądać iPhone następnej generacji. Projekty te są śmiałe i zapewne często przekraczają dzisiejsze możliwości Apple. Elastyczne ekrany, telefon z rzutnikiem wyświetlającym klawiaturę, iPhone rozkładany aż do rozmiarów iPada itd itd. Potem przychodzi premiera i miliony fanbojów pozostają z niedosytem.

Być może gdzieś w jakiejś małej azjatyckiej firmie powstaje właśnie prototyp urządzenia, które zmieni reguły gry na rynku telekomunikacyjnym i zmiecie z powierzchni ziemi wszystkich dzisiejszych wielkich graczy tak jak postęp zmiótł Nokię. Nokię, która robiła rewelacyjne, dobre i trwałe produkty jednak robiła je ciągle w ten sam sposób.

Bo być może jest tak, że iPhone jest szczytowym osiągnięciem branży i nie da się już go udoskonalić zachowując formę i funkcjonalności, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni? Gdy zaczniemy się zastanawiać, co może jeszcze robić iPhone niewiele już pozostaje do życzenia i wymyślenia. Owszem na pewno będzie większy i na pewno będzie szybszy i będziemy go obsługiwać głosem, ale to wciąż będzie metalowo-szklana kostka. A może iPhone jest tylko szczytowym osiągnięciem Apple i nie powinniśmy już oczekiwać niczego więcej?

Ostatni cios przyjdzie skądś indziej, ale że przyjdzie jest to więcej niż pewne. Apple może kupić dowolną ilość startupów i firm, które będą mu zagrażać, ale tej jednej nie zauważy albo nie doceni. Tak jak kiedyś IBM. Jak Kodak i Siemens. I jak ten producent najlepszych na świecie batów.

A czy można jeszcze mówić o innowacyjności w przypadku firmy która jedynie udoskonala produkt? Warto na koniec wrócić do tematu wartości Apple. W czasach bańki internetowej bardzo poważne firmy analityczne twierdziły że wartość sprzedaży karmy dla zwierząt on-line przekroczy 50mld $ rocznie. Rok później rynek zweryfikował te sny. Niewątpliwie Apple pozostaje maszynką do robienia pieniędzy. I kwartale 2013 roku spółka wypracowała 9,5 mld dolarów zysku netto wobec 11,6 mld dolarów w analogicznym okresie 2012 roku. To pierwszy spadek zysku w ciagu ostatnich 10 latach. Warto też pamiętać że 68% zysku firmy pochodzi ze sprzedaży iPhone,iPad i iTunes (to dane za 2011r). Nie możemy tu zatem mówić o żadnej dywersyfikacji. Kres iPhonea będzie też kresem Apple jakiego znamy dziś. I nikt nie twierdzi że Apple upadnie nagle i z hukiem. Giganci umierają powoli.

A na razie czekamy na iPhone 6. Bo co nam innego zostało?

*wpisy Pawła Ratajczaka i Pawła Wimmera są dostępne na Twitterze.