Archiwa tagu: budżet obywatelski

Mamy taką Polskę jaką mamy. Komuna budowała bloki no to stoją a dróg nie budowała więc budujemy je teraz. Wielu jednak posłów, radnych i ludzi w świecie bywających a mieszkających w Polsce na zamkniętych osiedlach lub w willach pod miastem uważa ze jesteśmy w sumie państwem zbudowanym. Acha – i zdajecie sobie sprawę że Polsce jeździ się na rowerze pół roku?

Ale nie jesteśmy. Mizerota sfery publicznej jest szczególnie widoczna na nowych osiedlach gdzie brakuje szkół, przychodni czy przystanków oraz na osiedlach willowych gdzie do domów za 3-4 miliony otoczonych kostką brukową i fontannami prowadzi taka droga jaką biegali jeszcze powstańcy styczniowi. Dlatego może nasi dobrze sytuowani rodacy jeżdżą zwykle samochodami 4×4. Jakoś się do chałupy trzeba dostać. Nie może być inaczej skoro 100 metrów asfaltu kosztuje ponad 100 tys zł albo inaczej 1000zł m2. Gminy gdzie sprowadzają się bogacze to często gminy biedne bo jakoś daje się unikać podatków. Często domy są na żony lub matki a te jak wiadomo nie pracują tylko mają inne zajęcia. Bogaty Pan zameldowany jest gdzieś w bloku w mieszkaniu po babci które wynajmuje bo to jedyny sposób oszukania komornika. Komornik może sobie tam przyjść i zabrać ewentualnie weki.

Z drugiej strony mamy tzw plankton z boxów czyli mieszkańców osiedli z wielkiej płyty. Są tam trzy kategorie mieszkańców. Młode rodziny które nie mają na nic czasu przewożąc dzieci i zakupy z miejsca na miejsce i tyrając za jakimiś pieniędzmi na kredyt. Druga grupa to dzisiejszy odpowiednik bananowej młodzieży czyli single pracownicy korporacji, wolne zawody żyjace od zlecenia do zlecenia kupujące iPody ale żrące obiady od mamy dla oszczędności. Ci mają sporo czasu i najczęściej rower. I trzecia grupa społeczna polskich osiedli z wielkiej płyty czyli emeryci. I dzisiejsi emeryci to już zupełnie inni emeryci. Oni jedzą sałatki nie tylko że jest taniej ale dlatego że zdrowiej, na leki wydają połowę emerytury uprawiają nordic walking i dożywają 90tki nawet nie stękając na serio. Bo tak na niby to stękają non stop. I oni też mają mnóstwo czasu.

I teraz te cztery grupy społeczne podniecone wizją rozwiniętych krajów propagowaną przez rządową propagandę, jedną ważną gazetę czy inne media lewicowe dostają do dyspozycji dwa narzędzia wpływu na władzę. Referendum i budżet obywatelski. Pierwsza grupa którą opisałem czyli bogacz z przedmieść ma głęboko w dupie politykę lokalną chyba że nią kieruje dla sportu. Jak gmina zacznie być nie fajna to sobie zmieni gminę. Jak popsuje mu się pompa ciepła to sprzeda dom i wybuduje sobie nowy zwłaszcza że i tak już mu się stary znudził. Ogólnie Polska go nie kręci, musi tu być bo tu ma firmę ale i tak cztery razy do roku wyjeżdża z Polski do ciepłych krajów. Nie jeździ rowerem tylko ma w domu bieżnię za 30 tys bo wie ze przez pół roku w Polsce i tak się nie biega. Ma ogólnie w dupie i referendum i budżet obywatelski. Nie interesują go ścieżki rowerowe ani piaskownice. Piaskownice to on ma koło domu. Do tej grupy zaliczamy biznes, polityków, lekarzy, prawników, kilkunastu artystów i gwiazdy tv. No może jeszcze ktoś wygra w Lotto.

Druga grupa społeczna czyli młode małżeństwa na dorobku mają tylko jedno marzenie: żeby się wyspać, żeby w spokoju odpocząć jak zasną dzieci i żeby nie rosły raty hipoteczne. Na rower owszem wyjdą raz do roku kiedy akurat jest pogoda ale mają gdzieś ścieżki rowerowe bo jadą pojeździć do lasu. Na codzienne jeżdżenie trzeba mieć siłę. Oni chcą po prostu przeżyć i w tym pędzie nie zauważają nadchodzącej starości. I to będzie starość smutna. Smutna bo biedna. Wszystkie zasoby fizyczne zużyto na tyrkę i dzieci a finansowe na raty i dzieci. Ci ludzie również najczęściej mają w dupie referenda i budżet obywatelski. Po prostu nie mają na to siły. Są wyjątki ale nieliczne.

I tylko dwie grupy społeczne są zainteresowane „naprawianiem” w ich mniemaniu lokalnej Polski. Jeżdżący na rowerach w swoich sweterkach i szaliczkach młodzi single chwilowo od 4 lat mieszkający u mamusi i odbywający staże lub pierwsze prace w korporacjach i emeryci. I dziennikarze jednej z gazet. Słynna była akcja tej gazety w Łodzi która miała tytuł „Stop głupim inwestycjom,zróbcie coś dla ludzi”. I tam krytykowano wszystkie remonty dróg i przebudowy bo one przecież nie są dla ludzi. Dla ludzi jest tylko ścieżka rowerowa. „Zróbcie coś dla ludzi” czyli co? Bigos? A może pierogi? Z akcji się chyba wycofano bo polubiło ją na fejsie mało ludzi. Ale co tam. Emeryci zaś są przeciw wszystkiemu czego nie było przed wojną albo za komuny? Nowa droga? Nie ma mowy! Może parking. A gdzie będę chodził srać z pieskiem? No to może centrum handlowe to tym tyrającym z dzieciakami będzie bliżej? Nie – bo centrum handlowe to samochody i parkingi a to już ustaliliśmy że nie!

Oczywiście grupa walecznych emerytów ani skretyniałych popierających ich radnych (bo akurat trzeba zwalczać prezydenta) nigdy nie zaproponują żeby zbudować nowe chodniki. Tak chodniki. Ostatnie chodniki położono na wielkich osiedlach w czasach Jaruzelskiego i Gierka. Od tej pory chodzimy po tych popękanych płytach, wybrzuszenia na przemian z dziurami, babcie się wywracają i dzieci ale grunt żeby jakąś drogę oprotestować albo parking. A spójrzcie na chodniki którymi codziennie chodzicie? Odbierałem kiedyś z dworca znajomą która po 8 latach za Odrą wracała do Polski. Miała taką walizeczkę na kółkach. Jakieś dwieście metrów od dworca kółka odpadły na naszym chodniku, na tych górach i dołach na tym pokruszonym betonowym gównie. I ona się wtedy rozpłakała i powiedziała: „I widzisz to jest właśnie różnica. Pół Niemiec ta walizka przejechała.”

Emerytów, bananowych singli wspierają nie tylko niektórzy dziennikarze i politycy ale również frustraci. Długotrwale bezrobotni, wściekli na rząd renciści, młodzi policyjni emeryci i inni którzy „nienawidzą” wszystkiego czego tylko się da.

Bo odbudowujemy ten kraj po mału. Potrzebuje on wizji prezydentów i burmistrzów, wizji ogólnej rozwoju miast i gmin a nie wysp uszczęśliwiających kilka grup które nagle wyrwą 180 tys z budżetu miasta na kawałek rowerowej drogi, piaskownicy czy pół skate-parku. Potrzebujemy prostych chodników a na skate parki przyjdzie czas potem. Wydzielamy śluzy dla rowerów zwężając ulice które są dla samochodów, stoję w tym korku obok śluzy ja i dziesiątki samochodów i nagle z rozwianymi włosami w sweterku z grubej włóczki na śluzę wjeżdża cyklista z białymi słuchaweczkami w uszach. I jest szczęśliwy. Zrobiono mu dobrze. To nie jest jeszcze czas na budżety obywatelskie gdy brakuje chodników, nie wylano wielu dróg w osiedlach,pokruszone są krawężniki, zniszczone wiaty starych przystanków. To nie jest jeszcze czas na udawanie że jesteśmy Danią. No do cholery nie jesteśmy i długo nie będziemy. W społeczeństwie obywatelskim obywatel cyklista oczekiwałby że miasto policzy czy śluza rowerowa jest tam aż tak potrzebna czy też zbyt utrudni życie zmotoryzowanym. Ale nie u nas.

Stoję w korku na starej drodze nr14 do ronda autostrad A2 i A1 w Strykowie. I też nie można jej poszerzyć bo ekrany zasłonią widoki kierowcom i żabki będą smutniejsze. Ale na budżet obywatelski nie miałem czasu. Bo tyram i zajmuje się dziećmi. I ci w korku za mną też. A cykliści i frustraci jakoś się odnaleźli. Ja wybieram polityków którzy mają o tym myśleć za mnie. Za to biorą pieniądze.

Budowa społeczeństwa obywatelskiego to proces na dwa czy może trzy pokolenia. Dziś budżety obywatelskie są jedynie umizgami władzy do ludzi którzy i tak działają lokalnie na rzecz własnych spraw. Zaangażowanie wszystkich grup społecznych jest jeszcze daleko od nas i wcale nie będzie proste.Choćby z powodów które narysowałem wyżej. Ale przecież nie tylko.