Archiwa tagu: kapitał społeczny

Swoim wywiadem w Rzeczpospolitej (wrzesień 2014) Kaczyński pozostał w sferze socjal-demokratycznych dogmatów mówiąc: „państwo musi wymusić podwyżkę płac”. Popierający go, nie słuchają tylko popierają, dla pozostałych pozostanie człowiekiem z innej bajki nawet, jeśli w swoich planach ma jakiś sensowny akapit wiadomo, że to oszołomstwo. Ale czy aby na pewno?

HNCK9089

Czy zatem, jak powiedział Kaczyński, państwo musi wymusić podwyżkę płac? Spójrzmy na to szerzej-jeśli nie państwo to, kto miałby to zrobić? Czy zrobią to małe i średnie firmy-odpowiedź wydaje się oczywista.  Nie zrobią, bo ze względu na pazerność państwa i często swoją własną – nie mogą tego zrobić. Czy zrobią to korporacje? Częściowo korporacje to robią. Biedronka podniosła najniższe wynagrodzenie o 200 zł powyżej najniższej krajowej. Podobnie robi np. w Łodzi spółka Infosys, która płaci dużo powyżej tego, co mogłaby w Łodzi.

Spółek skarbu państwa, nie liczę do tego zestawienia, zbyt są poobrastane układami zbiorowymi, koteriami rodzinnymi, wzajemnymi układami, w których wujek cioci wujka stryjka nie skrzywdzi szwagra kolegi z wydziału obok. Nie bez powodu zakłady energetyczne, wodociągi czy spółki transportu miejskiego, mają prawie o połowę wyższe średnie wynagrodzenie, niż średnia krajowa. Jest jeszcze milionowa kasta urzędników, którzy znajdują sposób by ich pensje uciekały inflacji nawet,  gdy ta ich zbytnio nie goni.

Komu z tej grupy miałoby zależeć na popieraniu podniesienia najniższej pensji?  Otóż nikomu.

Właściciel malej firmy, którą stworzył pracą własnych rąk dąży do maksymalizacji własnych zysków i jakiekolwiek podniesienie minimalnych zobowiązań wobec pracownika by pozostać z częścią działalności na powierzchni legalnej gospodarki-doprowadza go do białości. Jeśli dajmy na to, żyje się na stałej stopie przychodów 30 tys zł, podczas gdy pracownikom z obciążeniami fiskalnymi płaci się 3 tys i ma się ich, dajmy na to 3 to koszty osobowe pracownicze wynoszą 9 tys.  Jeśli podniesiona zostanie najniższa pensja, to wzrosną przecież nie tylko koszty wypłaty, ale również całych obciążeń wobec państwa. Jeśli zatem cały przychód firmy zjadają pensje –a tak jest większości mikrofirm-to w czasach stabilnych przychodów oznacza, że Pan Prezes nie wymieni w cayenne felg, gdyż mu wzrosły koszty pracownicze, dajmy na to do 4,2tys na glowę pracownika. Rachunek jest prosty. Pracownicy nie kosztują już 9 tylko 12,6 tys. Przychód prezesa to już nie 30 tys tylko 26,4 tys. Czyli że zalicza spadek przychodów ponad 10%.                        Dlaczego miałby to robić? W imię niby czego?

I tu dochodzimy do niskiego wskaźnika kapitału społecznego.

Dochodzimy do zaufania, jakie mamy nawzajem do siebie i do instytucji. Komu może ufać Polak? Jeśli w pracy widzi, że przychody jego szefa 12-15 krotnie przekraczają jego przychody? Ma może ufać lekarzom,  którzy proponują wszczepienie endoprotezy za 10 lat, wizytę u okulisty za rok a u kardiologa za 9 mies? Może powinien zaufać policji? Jak może zaufać policji skoro wie, kogo i kiedy puszczono wolno, mimo, że jechał po pijaku a jemu nie przepuszczą. Może ma ufać pogotowiu, gdy je wzywa a ono jedzie 5 godzin?  Może ma ufać sąsiadowi? Ale któremu skoro ostatnio giną nawet z ogródka używane grille z Tesco? Może ma ufać władzy? Ale jakiej? Może lokalnej? Burmistrzowi. Tylko, co taki Guział zrobił w swojej dzielnicy poza przeniesieniem tęczy? Może mają ufać radnym? Np. jedna łódzka radna  (której kiedyś poświęcę więcej miejsca) jest za wstrzymywaniem rozbudowy głównego łódzkiego dojazdu do A2 (ulica Strykowska) ze względu na to, że ekrany zasłonią piękne krajobrazy Wzniesień Łódzkich. Zatem cała Polska stoi w korku, na rondzie w Strykowie, bo nie można też ufać radnym.

Może można ufać rządowi? Lepiej nie będę otwierał tej puszki. „W sklepie, na stacji, nawet jak przy drodze kupujesz borówki każdy raczej patrzy jak cię oszukać niż jak być uczciwym” mówi mój znajomy.

A co z kapitałem społecznego zaufania zrobił ostatnio kościół katolicki? Nawet dla wszystkich innych poza wpłacającymi kasę Rydzykowi, kasa idzie na samochody i wystawne życie. Zobaczcie, co stało się z wolontariuszami zbierającymi pieniądze do puszek na ulicach. Przecież już tak naprawdę od dawna nie wiadomo, czy to prawdziwa zbiórka, czy zuchwałe publiczne wyłudzenie. WOŚP wymyśla coraz bardziej ciężkie do podrobienia identyfikatory, bo potrafiliśmy jako społeczeństwo oszukiwać, nawet w takiej zbiórce. A afery w fundacjach? Gdzie prezes fundacji służbową kartą leci po markowych sklepach i na to idą zebrane w zaufaniu pieniądze. A związki zawodowe? Z etatami, gabinetami, garniturami za 5 czy 10 tys? Z noclegami w apartamentach z pieskiem pijącym ze złotej miski? A te związki na pasku zarządów i przez nich utworzone. Można im ufać?

Taka jest skala zaufania społecznego w Polsce. Poza najbliższą rodziną (i to też nie zawsze) Polak często nie ufa już nikomu.

Podaję za prof.Czapińskim: „Francis Fukuyama (1997, 2000) definiuje kapitał społeczny, podobnie jak Putnam, jako „zestaw nieformalnych wartości i norm etycznych wspólnych dla członków określonej grupy i umożliwiających im skuteczne współdziałanie”. Dalej profesor pisze jeszcze, że „Badania Putnama dowodzą, że kapitał społeczny budowany jest w długim horyzoncie historycznym i ma charakter dobra publicznego – nie jest własnością czy cechą poszczególnych obywateli.” „W Polsce z opinią, że „większości ludzi można ufać”, zgadza się według Diagnozy społecznej zaledwie 10,5 proc. respondentów w 2003 i 2005 r. – 7-krotnie mniej niż w Norwegii” – Badanie European Social Survey.

Polak pozostaje z wrażeniem i z przekonaniem, że władza myśli o sobie, policja i sądy są dla biednych bez znajomości, lekarze dobrze traktują tylko siebie nawzajem a przedsiębiorcy to chytrusy i najczęściej oszuści. Nie pomogła temu próba rozbicia korporacji zawodowych, które jak wiadomo popierają swoich. Bo w miejsce rozbitej korporacji powstaje nieformalny układ albo kilka innych układów. W jednym z zakładów energetycznych związki zawodowe wymusiły żeby pierwszeństwo przy zatrudnianiu nowych pracowników miały dzieci obecnych pracowników. Zatem nawet niska podaż miejsc pracy pozostaje objęta mitycznym układem jak wszystkie dobra których brakuje. Same firmy rekrutacyjne przyczyniają się do tego wrażenia robiąc rekrutację pod z góry wskazanego kandydata nawet w wydawałoby się dużych firmach. A w małych wiadomo, że „szef ma high life a mnie rżnie na kasie.”

Gdy już nikt nikomu nie ufa a wszystko wydaje się fasadą, za którą jest tak jak dawniej tylko trudniej, zmuszenie przedsiębiorstw do zwiększenia pensji wydaje się być dobrym początkiem jakkolwiek źle to brzmi i zalatuje znanym i niezbyt lubianym aromatem. Zyski społeczne z takiego ruchu będą znakomite i dalekosiężne. Pracownicy najemni dalej będą mieć pracę, ponieważ w Polsce nie ulokowała się jakaś ogromna ilość produkcji z zachodu, która z dnia na dzień uciekłaby gdzieś indziej. Są to strachy na lachy organizacji przedsiębiorców. Kto ucieknie? Biedronka? A może Metro AG? A może Orlen? Jest błędem Platformy, że pozwalała się przedsiębiorcom trzymać w tym szachu. Po drugie ogromna rzesza ludzi zacznie więcej zarabiać, co spowoduje natychmiastowe zwiększenie popytu wewnętrznego, co od razu przełoży się na większe zamówienia, większe PKB i w końcu większe zatrudnienie.

Po trzecie i najważniejsze Polak może przestał by mieć to dręczące poczucie, że wszyscy chcą go oszukać a najbardziej pracodawca. Może z biur ginęłoby mniej sprzętów biurowych, a ze szpitali kranów gdyby Polacy mieli –wreszcie – zarobki pozwalające na w miarę godne życie.

Polak chętnie wydałby więcej pieniędzy. Gdyby je tylko miał. Wbrew temu, co można by sądzić krzywa popytu na wódkę, nie musi wzrosnąć najbardziej.

Nie zmienimy od razu wszystkiego by przyjemniej się tu żyło. Ale na pewno jest tak, że wyższe pensje są pierwszą kostka domina.