Archiwa tagu: Obama

Sesja ONZ. Wrzesień 2015. Prezydent Duda przemawia zaraz po przywódcy USA ale ważniejsze nawet dzieje się potem. Kolacja. Stolik nr 1. Przy nim Obama i Putin. Po prawej stronie Obamy – Duda. Małe gesty Obamy wobec naszego debiutanta: poklepywanie po plecach, skinienia głową i stuknięcia kieliszków. Polska obok najpotężniejszego państwa świata. Jako partner i prztyczek dla aspirującego do równoważnego bieguna świata sowieckiego, po drugiej stronie Obamy.

IMG_5517

Euforia prawicowej prasy i jej dziennikarzy. „Wielki sukces prezydenta”. Bo Obama przecież, tak jak polonia na Greenpoincie i polski interior, niby też uznał, że Duda jest lepszy niż Tusk. Nie, nie uznał. Mogła tam siedzieć Maryla Rodowicz, gdyby akurat ją wystawił prezes do wyborów. Może nawet Joanna Lichocka. Z całym szacunkiem dla obydwu Pań. Dla Ameryki, nie ma to znaczenia. Tam było miejsce sojusznika. Najbardziej proamerykańskiego kraju Europy, a może i świata. Alianta który nie wątpi w intencje Ameryki nawet wtedy gdy wątpią wszyscy. Podlizującym się prezydentowi prawicowym publicystom, liczącym na kancelaryjne etaty, warto przypomnieć słowa Grzegorza Schetyny nazajutrz. Ich sens jest taki, że miejsce Dudy jako przedstawiciela niepodległej Polski zawdzięczamy polskiej dyplomacji z ostatnich 26 lat. Nawet Schetynę stać było na to, by powiedzieć, że to zasługa jego poprzedników. Ciągłość dyplomacji z ostatnich 8 lat to jeden z najważniejszych sukcesów Platformy. Bo zmiany dyplomacji szkodzą. Tak jak zmiany szkodzą służbom wywiadowczym. Dlatego ci, którym zależy na osłabieniu Polski, majstrować będą przede wszystkim przy tym. Sowiecka przewaga nad nami zbudowana jest na ciągłości dyplomatycznych wysiłków, które tylko po drobnej korekcie  w latach ’90 tych, wróciły do gry o imperialne przygranicze. Syria trzymana w pudełku do szczytu ONZ, stała się teraz kartą przetargową za Ukrainę. Być może gdzieś w Azji albo w Afryce, stoi dobrze schowane pudełko, które jest przygotowane do sowieckich targów o Polskę? Być może będzie to jakaś katastrofa humanitarna, związana ze zmianami klimatu, może katastrofa naturalna, albo nawet wojna, którą dziś trudno sobie wyobrazić. Ale to, że nie mamy think tanku, który zastępują nam dyplomatyczną wyobraźnie, to nie znaczy, że tej wyobraźnie nie mają Sowieci. To że Schetyna nie spotka się i nie przekaże spraw swemu następcy z PiS, działa tylko i wyłącznie na korzyść naszych wrogów. To, że prezes odmawiał uczestniczenia w obradach BBN przy Komorowskim, to też jest na korzyść tych którzy Polskę chcą traktować jako przedmiot, jako zawartość pudełka którą można wymienić na paciorki z innego pudełka. Temu właśnie służy opór przed bazami NATO w Polsce, by w pudełku z napisem „Polska”, można było wymienić tylko naszych żołnierzy. By konflikt z Polską nie oznaczał konfliktu z tymi groźniejszymi – z Niemcami i Amerykanami. A celem naszej dyplomacji powinien być jak najbliższy sojusz z tymi, którzy mają siłę pilnować naszego pudełka. Z całą pewnością nie jest to Grupa Wyszehradzka, która historycznie nigdy nie stawała tam gdzie my. Zatem cały jazgot o kolejnej zdradzie, tym razem zdradzie „partnerów” z Grupy Wyszehradzkiej, jest tylko kolejnym niezrozumieniem miejsca na którym stoi nasze pudełko i co z tego wynika.

Amerykańscy i niemieccy żołnierze są na tą chwilę jedynym gwarantem naszego bezpieczeństwa. I to nie w liczbie 20 i to nie w Szczecinie. Tylko w Lublinie i Białymstoku. To znaczy tam, gdzie przećwiczony „wariant ukraiński” może się zdarzyć i nam. Bo że się wydarzy, to można mieć pewność, choćby po tym jak dziś dyplomacji sowieckiej łatwo jest, zaliczać nas do winowajców Drugiej Wojny i przyjaciół Hitlera. Takie operacje dyplomatyczne nie są robione bez celu. Nie dziś i nie jutro. Ale i Sowieci nie pracują na takiej perspektywie jak Szydło i Kopacz. Warto o tym pamiętać. Pozbawiony codziennej administracji państwa, prezydent Duda, wydaje się być właściwym adresatem tego zmartwienia. Aby nigdy nie stał w takiej pozycji jak Poroszenko na zdjęciu wyżej.

2007-vladimir-putinSyria jest tylko symulacją, choć wcale nie była nią od początku. Wiem jak to brzmi gdy wiemy że Asad zabił 100 tys. własnych rodaków, ale tak właśnie jest. Została wybrana przypadkowo. Głównie została wybrana przez Izrael który pilnie potrzebuje skanalizować konflikt na półwyspie aby raz na zawsze zakończyć Irańskie marzenia jądrowe. Ale Izrael nie jest w stanie tak jak kiedyś dowolnie wskazywać zagrożenia które będzie pacyfikować Ameryka a w tych rozważaniach nie chodzi o Izrael.

Grę wojenną „Syria” wymyślił Putin a następnie dostosował do swoich potrzeb. Na początku oczywiście nie chodziło o te efekty które dziś z taką łatwością Putin osiągnął i które zaskoczyły nawet jego, na początku chodziło faktycznie o Asada. Doktryna Rosji w tej sprawie jest jasna i pozbawia złudzeń cały zachodni świat ze „arabska wiosna” i twitter zmienią świat. Doktryna opiera się na prostej zasadzie: za wszelką cenę nie można dopuścić do tego by w jakimkolwiek kraju społeczeństwo lub jego większa część, przy pomocy jakichś zachodnich koalicji miłujących demokrację- mogło zmienić władzę. Putinowi chodzi oczywiście o Rosję i jego osobistą, dożywotnią, władzę  nad resztkami imperium. Putin wie z jaką łatwością można manipulować opinią publiczną i na jak kruchych posadach trzyma się jego zwierzchność nad krajem. Krajem który wprawdzie rozwija się w tempie powyżej 8% PKB rocznie od dziesięciu lat ale tak naprawdę nie znamy skali udziału paliw kopalnych w tym wzroście. Wiemy natomiast że infrastruktura czy rosyjski przemysł pozostają w tyle za zachodnim światem. Dolary z ropy i gazu pozwoliły mu jednak ponad 10krotnie podnieść zarobki Rosjan i regularnie wypłacać rewaloryzowane emerytury. Być może uda się skanalizować opór społeczny poprzez „projekt Navalny” ale być może nie. W tym celu stanowisko Rosji wspieranej przez Chiny może być tylko jedno – tylko władza może zdecydować o tym czy władze oddać. Nawet wojna domowa i unurzanie kraju we krwi nie może powodować dyskusji o legitymacji władzy. Skoro władzę zdobyłeś, znaczy że masz do tego predyspozycje i nikt poza tobą samym nie może cię tej władzy pozbawić.

Rosja nie popełni już błędów sprzed lat. Jeśli miłujący demokrację hipstersi będą publikować wstrząsające relacje z Syrii to swoje relacje i swoich świadków będzie miała i Rosja. Jeśli dziś jeden z włoskich dziennikarzy ocenia rebeliantów jako przestępców to głównie będzie tą informację rozpowszechniać na świecie kanał Russia Today dla niepoznaki znany bardziej jako RT. RT jest dostępny za darmo, we wszystkich istotnych językach ,na wszystkich istotnych satelitach i ma informować o tym o czym powinien informować państwowy rosyjski kanał informacyjny.

To co stało się w momencie zapowiedzi Obamy o zbrojnej interwencji w Syrii przekroczyło jednak tematykę tego konfliktu i zarys scenariusza jaki przygotowały moskiewskie think-tanki. Oprócz głównej obronionej w rezultacie tezy o niemożności ingerencji militarnej w kraju który posiada władzę (nawet wbrew ludziom) putinowskie gry doprowadziły do czegoś znacznie bardziej poważnego.

Mamy bowiem teraz do czynienia z sytuacją w której Rosja przy pomocy jednego lotniskowca jest w stanie blokować skuteczne działania sojuszy takich jak NATO i skutecznie rozbijać polityczne koalicje wydawałoby się nie do rozbicia (np. USA-UK). Świat ma przed oczami obrazy zbrodni jakich każdego dnia dokonuje Asad, ale nie można z tym nic zrobić bo nie zgadza się Rosja która po 20 latach uśpienia weszła ponownie do pierwszej ligi rozgrywających politykę globalną. Weszła od razu na jej wyższy poziom, poziom ery cyfrowej. Bez użycia ani jednego czołgu przy pomocy kilku okrętów których zadaniem i tak jest ciągłe pozostawianie w ruchu można zablokować humanitarne działania w dowolnym miejscu na świecie jeśli nie są zgodne z doktryną putinowskiego świata. Jestem sobie w stanie wyobrazić podobną sytuację w innym kraju nawet będącym członkiem NATO który zostanie zdestabilizowany wewnętrznie podczas np. kryzysu finansowego na niespotykaną skalę. Władza takiego kraju może wtedy dostać się w ręce sił które o taką destabilizację ramie w ramie z doradcami putinowskimi walczyła. Mogę sobie wyobrazić i czołgi i wojsko użyte wewnątrz Europy do walki z własnym społeczeństwem. Widzę też wtedy pat w jakim znajdą się sojusznicy w NATO ich sprzeczne interesy czy odpowiednio podlane gazem- z otaczających Europę rur  -przekonujące argumenty Rosji. Mogę sobie wyobrazić impotencję zachodniego świata i mocne stanowisko sowietów poparte jednym lotniskowcem np. na morzu Bałtyckim.

Po 20 latach wolności i pozornego bezpieczeństwa w ramach struktur NATO, Polska zatoczyła kolejne historyczne koło. Decydująca będzie oczywiście gra o Ukrainę i zdecyduje status tego państwa ale sądzę że po „grze wojennej Syria” scenariusze pisane w moskiewskich gabinetach są jeszcze odważniejsze i zadziwią zachodni świat skutecznością. Pozbawiona silnego przywództwa Ameryka, zarządzana przez technokratów bez wizji zostanie sprowadzona do roli obserwatora a przygnieciona własnymi problemami gospodarczymi w dającej się przewidzieć przyszłości opuści główną globalną scenę. Dziś widać z polskiej perspektywy jak inna byłaby Ameryka pod przywództwem Romneya. Ale to jak bardzo myli się Radosław Sikorski, że wojny przyszłości będzie wygrywać się na twitterze dowiemy się dopiero gdy będzie zbyt późno.

Sparaliżowany strachem i sprzecznymi  informacjami, które można fabrykować, zachodni świat zamyka właśnie czas opisany przez Fukuyamę jako kres historii. Historia żyje i ma się całkiem dobrze. A mapy świata ulegają właśnie zmianie.

Wojny zaś tak jak zawsze wygrywać się będzie czołgami i ołowiem.

Obama mówi pięknie i wzniośle. Jego długie, mocne zdania odnoszą się do wartości i marzeń. Było zatem kwestią czasu gdy pojawi się Polska tęsknota za mówcą odnoszącym się publicznie do moralności, obowiązków obywatela wobec republiki czy nawet do religii-tylko jakoś tak inaczej niż przywykliśmy u nas o tej religii.

Musiała się pojawić tęsknota za dobrym, gładkim mówcą zwłaszcza wtedy, gdy zagoniony do narożnika PDT nie daje się ponieść emocjom i podszeptom i raczej unika długich, gładkich wystąpień, z których był znany, które stanowi jego siłę.

Siłę tak wielką, że gdy Tusk mówił to okruszki słuchały i Schetyna znał swoje miejsce bo ani nie jest dobrym mówcą ani nie umie porwać tłumów. Gowin z tłumami zaś ma tyle do czynienia, co zrobienie ankiety w internecie.

To była siła Tuska i oni wszyscy we trzech zdawali sobie z tego sprawę. Swada PDT była dumą Platformy i dawała im psychiczną przewagę nad PiS. Mamy prawdziwego, europejskiego lidera, o którym możecie tylko pomarzyć-zdawały się mówić uśmieszki platformersów gdy dochodziło do porównań.

Było jasne, że bezpośrednie starcia wygra Tusk, bo Jarosław jest znakomitym mówcą o ile mu się nie przerywa i nie zadaje pytań. Szybka riposta, która daje zwycięstwo – wymaga posiadania cech osobowości wodzireja a ciężko wyobrazić sobie jak Kaczyński prowadzi imprezę czy zabawia towarzystwo anegdotkami na swój temat.

Gigantyczna inteligencja Kaczyńskiego jest przygnieciona jakimś ciężarem, który od trzech lat stał się jeszcze cięższy. Profesor Staniszkis powiedziałaby, że Kaczyńskiego przygniata ból o Polskę i jest w tym jakaś prawda, wszyscy znamy kierowników projektów, którzy nie mogą pogodzić się z żadnymi zmianami, które inni chcą wprowadzić w ich projekcie. Na ten projekt tylko ja mam patent i ja wiem najlepiej i innej drogi nie ma. Jak ktoś przy nim majstruje to jest mi smutno.

Taki project manager, któremu zabrano projekt.

No to project manager Kaczyński się obraził i zaczął milczeć.

Nieopatrznie zaczęły mu rosnąć słupki. Okazało się że skoro Polacy nie rozumieją już od dawna dysputy politycznej- trochę dlatego że mają ją w dupie a trochę dlatego że nie ma nic do rozumienia- to gdy się nie odzywasz twój projekt na tym zyskuje.

Zatem trochę niechcący Kaczyński postąpił tak jak postąpić powinien. Postąpił jak żona, która mówi w cztery litery zalanemu mężowi że go poprowadzi bo sam się wywali. Ale on „nie-on pojzie sam”.

No to Tusk idzie sam.

W zasadzie nie sam. Bo bardzo pomaga mu Rostowski i Nowak.

I rodacy na ten spacer patrzą. Im dłużej on trwa tym gorzej wygląda.

Tak nic nie mówiąc wygrywa się wybory. Tak nie będąc nawet krytykowanym przez lidera opozycji samemu można położyć słupki poparcia.

I to nawet nie kryzysem tylko swoimi zaniechaniami a jeśli działaniami to odbieranymi społecznie, jako wymierzone w ludzi. Tak wymierzone jak obiektyw fotoradaru w twarz kierowcy. Kierowcy, któremu ciążą opłaty za auto, opłaty za benzynę i ogólnie nie jest mu lekko.  Zatem gdy się tylko zapomni to tą chwilę zapomnienia i szczęśliwości odpłatnie utrwali na czarno białej stylowej fotografii minister Nowak.

I ta tęsknota za gładko mówiącym mądrym liderem, o którym Polacy mogli myśleć „jest taki jak ja tylko mądrzejszy” nadeszła gdy zmęczony samotnym spacerem Tusk również zamilkł.

Próbował jeszcze coś mówić minister Sienkiewicz w zastępstwie premiera się odgrażać w imieniu sprawnego państwa, ale okazało się że już wszyscy wiedzą, że państwo nie jest sprawne. Wiedzą to młodzi ludzie naśmiewający się w nos policjantom na ulicy i wiedza to gangsterzy i zwykli bandyci, że gdy władza wstydzi się rządzić to nadchodzi ich czas.

A gdy zapadła cisza odezwały się tęsknoty za Obamą.

Za gładkim mówcą.

Nikt oczywiście w Polsce nic nie wie o Komisji Trójstronnej i jej roli w podejmowaniu istotnych w Ameryce decyzji, nikt nie wnika w rolę kongresu. Jest produkt Obama i on jak VW Golf jest idealny i w każdych testach wyprzedza konkurencję.

Nikt nie wnika, że odnoszące się do moralności, wartości i wizji przemówienia to jest to, czego oczekują amerykańscy wyborcy, bo to nie jest naród, który zapyta premiera „jak żyć?”.

W Ameryce jesteś kowalem swojego losu, panem swojej ziemi lub domu i ty sam jesteś za siebie odpowiedzialny. Nikt w Ameryce nie pyta o skuteczność policji, bo tam masz prawo zabić sam każdego, kto nastaje na ciebie lub twoje mienie. Policja jest równie brutalna jak te proste prawa i wszyscy tam wiedzą, że tak być musi i tak chciał Bóg który chroni Amerykę.

Amerykanie wcale nie popierali reformy zdrowotnej Obamy tak ochoczo jak byśmy się tego spodziewali w naszym kręgu kulturowym. To również wynika z ich kultury i zwyczajów, że państwo ma im nic nie dawać za darmo. Obama mówiący o wizji i wartościach w Polsce zostałby uznany za niegroźnego mesjasza dobrej nowiny i położony na polityczną półkę razem z zajmującym ją od lat Korwinem-Mikke.

Tymczasem to u nas trwa prawdziwy konflikt a w Ameryce macie prawdziwy projekt.

Autorem większości przemówień, podobnie jak wyborczego hasła „Yes We Can”, jest młody (27lat) pisarz Jon Favreau. Inspiruje się przemówieniami JFK i jego brata.

Uważnie obserwuje tłum podczas przemówień. Pisze dokładnie to, co chcą usłyszeć amerykanie i nie musi absolutnie obiecywać im nic za darmo, o czym ma mówić jak nie o wolności, wizjach i wartościach?

Jest copywriterem projektu Obama.

Ale znudzeni spacerem Tuska i milczeniem Kaczyńskiego tęsknimy za wirtualnym światem Obamy.

Światem, który jest tylko projektem. Niestety tak samo nierozwiązującym problemów zwykłych amerykanów jak nasz project manager nie rozwiąże naszych.

Ale jest dobrze napisany i zazwyczaj dobrze reżyserowany jak to przystało na amerykański produkcyjniak.