Archiwa tagu: Polska

Jest już czas na to, aby zastanowić się, jakie długofalowe skutki będzie miała dla przyszłości Polski ta nieszczęsna kadencja. Opiszę z grubsza główne tezy PiS, którymi przez najbliższe spodziewane 3,5r będzie się zmieniać kraj. Za „dobrą zmianę” zapłacimy głównie w dwóch aspektach – w sferze gospodarczej i w sferze polityki zagranicznej, czyli wprost w przyszłym bezpieczeństwie Polski. Bo nie zabawy w „telewizję narodową” są istotne, nie jest ważna propaganda na poziomie komuny, wiecowe, składające się z 80 w kółko powtarzanych zdań, wystąpienia Szydło i nie zabawy Błaszczaka w ministerstwo, są ważne. Nawet wycinka puszczy, bo nie takich idiotów przetrwała.

Reagan_PopeJPII_Alaska (1)

Po pierwsze 500+ które doprowadzi do wzrostu zadłużenia, będzie skutkowało w rezultacie pozbawieniem nas rezerwy demograficznej, zamachem na niezależność NBP, bo ten będzie się bronił przed dodrukiem pustego pieniądza, zatem zmieni się ustawy, aby sztucznie utrzymywać złudzenie, że system się nie sypie. Efektem tego, z pewnym bezwładnościowym opóźnieniem gospodarki, będzie powrót inflacji, (sądzę że raczej wyższej niż znamy z ostatnich lat kiedy była), jak przypuszczam w okolicach drugiej połowy 2019. Co za tym idzie wzrost stóp procentowych dla kredytów na złotówkach i spory ból głowy dla spłacających kredyt w naszej walucie, przyzwyczajonych do „balcerowiczowskiego” stylu zarządzania polityką stóp procentowych. W zasadzie sam czynnik wzrostu cen zadecyduje, że druga kadencja, jak przypuszczam, zdobyta zmianą ordynacji wyborczej, będzie dla PiSu ostatnią, chyba, że zdecydują się na fałszerstwa. Program 500+ przywróci socjalistyczne oczekiwania społeczne z którymi, jako naród walczyliśmy przez 26 lat, aby choć trochę przybliżyć się do protestanckiego modelu społeczeństwa pracy. Program ten będzie eskalowany, a kwoty będą podnoszone bez oglądania się na rachunek ekonomiczny. Dodatkowo, ma już wpływ, a będzie miał większy, na płacowe zachowania przedsiębiorców. Którzy, jakby przy okazji, otrzymali bodziec do zamrożenia pensji, na które większość Polaków narzeka od lat, ponieważ państwo wzięło na siebie ciężar dofinansowania rodzin. W kwietniu 2016 stawiam tezę, że ruch ten spowoduje stagnację wynagrodzeń na kilka lat, mimo oczekiwanych i gospodarczych wskaźników, które w najbliższych 4 latach pozwoliłby na stopniowe, ale wyższe niż ostatnio, wzrosty realnych wynagrodzeń. Decydowałyby o tym dwa czynniki, malejąca podaż rąk do pracy, oraz rozwój gospodarki. Zarówno firmy konsultingowe jak i inne ośrodki zapowiadały skokowy wzrost płac w najbliższych latach. Ale nie przewidziały PiSu. Po kilku latach rządów PiS odziedziczymy gigantyczne zasłużenie, osłabioną złotówkę, zwiększone roszczenia mniej aktywnych na rynku  oraz inflację pożerającą owoce wzrostu. A i wzrost w takich warunkach będzie stopniowo hamował.

Oczywiście będą publikowane dane o wzroście płac. Ponieważ reżim utworzy nowe miejsca pracy w nowych urzędach, oraz będzie balansował na granicy szantażu związków zawodowych w starych branżach. Zatem lepiej zarobią policjanci, sądownictwo, przejmowane szczeble administracji może wojsko i na pewno branże uzwiązkowione.

Zadłużenie wewnętrzne, niekompetentne kadry na najwyższych szczeblach oraz wzrost inflacji spowodują spadek inwestycji zagranicznych i ratingów dla Polski. W dłuższej perspektywie pogorszy to równowagę mikro i makroekonomiczną i doprowadzi do jakiejś formy kryzysu. Ten idąc równocześnie z inflacją spowoduje nacisk na wzrost płac i zwiększanie zasiłków takich jak 500+ i jesteśmy załatwieni jak Grecja.

Waszczykowszczyzna. Czyli amatorsko chaotyczno histeryczna dyplomacja. Waszczykowski nie posiada strategii, a jeśli nawet powoływałby się na tzw spuściznę Lecha Kaczyńskiego, to poza ogólnymi tezami wzmacniania regionu mitycznego Międzymorza, nic o niej nie wiadomo, a o jej skutkach nikt nawet nie myśli, co nawet gorsze, niż sama koncepcja. Waszczykowski posiada jeszcze uprzedzenia i historyczne kalki, ale nawet szkoda czasu je opisywać. Rację miał oczywiście Sikorski stawiając tezę o tym, że demokratyczne Niemcy powinny stanowić punkt centralny UE, nie tylko w kontekście gospodarczym. Niestety zbytnia integracja naszego regionu z UE oraz przeszczepianie tej zarazy demokratycznej do Mołdawii, Gruzji i na Ukrainę – musiała w końcu obudzić sowieckiego niedźwiedzia. Nominację dla Sikorskiego, na szefa służb zagranicznych, udało się powstrzymać. Ze sfery publiczej wycofał się również jego główny partner, w  rozszerzaniu zainteresowania UE na wschód – Carl Bildt. Aby przypieczętować odejście Sikorskiego z polityki w Polsce oraz rozbić proeuropejską partię, wywołano aferę. Taśmy były jednym z elementów w europejskiej układance Putina. Wywołanie trwałego chaosu wewnętrznego w Polsce, który teraz obserwujemy, może być i z pewnością jest, częścią wojny hybrydowej, w której znajduje się Polska od 2014r. Jeśli naszą odpowiedzią na wojnę informacyjną, jest wcielenie do obrony terytorialnej członków skrajnej prawicy, robiących sobie zdjęcia z hitlerowskim pozdrowieniem, to jest dokładnie to, czego oczekuje Kreml. Brawo. Likwidacja umiarkowanej i proeuropejskiej partii poprzez atak na jej liderów, to mechanizm który odkrywają dziś Niemcy, otwarcie przyznający, że przeciw kanclerz Merkel prowadzona jest operacja między innymi na froncie informacyjnym. To, że niemieckie służby, w przeciwieństwie do naszych, to odkryły, nie oznacza, że uda się uratować obecną koalicję rządzącą w Niemczech. Bo wbrew fantazjom prawicowych pismaków, rządy demokratyczne mają znikomy wpływ na linie redakcyjne tabloidów.

W sferze stosunków międzynarodowych amatorszczyzna i ograniczenia intelektualne, tej ekipy doprowadzą do dalszego pogarszania naszych relacji z największymi państwami Europy a także, co równie istotne, są rozczarowujące i deprecjonujące Polskę jako tzw „największego przyjaciela” Ameryki w tej części Europy. Kluczowa i zignorowana, przez ekipę amatorów, była tutaj sondująca PiS wizyta w Polsce pani Nuland. Jeden z głównych współpracowników sekretarza Kerry’ego, nie zawiózł do Waszyngtonu, ani dobrych wrażeń, ani optymistycznych wniosków. Polska jako partner i zaufany przyjaciel Białego Domu, sama przepisała się na listę problemów z utrzymaniem demokracji, w orbicie geopolitycznych interesów USA. Jakie będą tego długofalowe i oczekiwane przez Rosjan skutki? Oraz jaki będzie to miało oczywisty wpływ na wsłuchiwanie się w nasze oczekiwania przez Biały Dom?

Po pierwsze Polska zostanie wypchnięta z głównego nurtu europejskiej debaty, wtedy kiedy wielkie państwa europejskie, tuż przed ważnymi szczytami, będą uzgadniać ze sobą, stanowiska na szczyt. Formuła „wielkiej szóstki” już jest ćwiczona jako „wielka piątka”, bez Polski. Nie mają z kim rozmawiać. Rozmowy o problemach świata takich jak Rosja, ISIS czy zmiany klimatyczne nie ma z kim w ekipie PiS prowadzić, z prostego powodu. Kaczyński nie interesuje się światem zewnętrznym i go nie rozumie, jego plan zemsty i nowego porządku obejmował tylko Polskę. Nie rozumie sieciowości świata, unii europejskiej ani zachodu. Kaczyński nie zna się na dyplomacji i nie umie postępować z dyplomatami. Wiele lat temu doświadczył tego ambasador Niemiec, a niedawno nowy ambasador USA. Człowiek który od ponad 20 lat komunikuje się ze światem przy pomocy służących, którym nie musi tłumaczyć swoich racji, ani nie szuka z nimi dysputy intelektualnej, ani nie będzie jej szukał ze światem zewnętrznym. Rób co ci mówię, albo odejdź. Tak można rozmawiać z Błaszczakiem ale nie z Merkel, Nuland czy Schulzem.

Po drugie, Kreml zyska na osamotnieniu Polski dokładnie dlatego, że w odpowiednim momencie zrozumiał, jak niebezpieczni są Polacy, tradycyjnie antyrosyjscy, w zjednoczonej Europie. Kreml obserwował wzrost znaczenia, zarówno Tuska, którego nominacji nie udało się powstrzymać jak i Sikorskiego,o czym było wyżej. Ale przy drugiej kadencji Tuska, można odpowiednio i dość prosto zmanipulować Kaczyńskiego o czym wie Putin. Tradycyjnie rozumiejący zagrożenie ze wschodu Polacy, muszą być trwale wyeliminowani z dyskursu europejskiego (dla wspólnego dobra Zachodu i Rosji, dla wspólnych interesów – przekaz) i ten plan jest realizowany jednocześnie z rozbijaniem wspólnoty. Bo doprawdy, trzeba być dziennikarzem obecnego Dziennika Telewizyjnego, aby uznać, że Szydło odniosła w parlamencie europejskim sukces. A nie dostrzegać osłupienia i zażenowania elit europejskich, z wypisanym na twarzy pytaniem: jak to buractwo weszło do UE? Zatem po pierwsze Polskę należy osłabić, po drugie rozbić UE.

Wreszcie Kaczyńskiego Międzybaśnie czyli Międzymorze. Nie ma wspólnych interesów pomiędzy państwami naszego regionu Europy, a dodatkowo bycie liderem na siłę, gdy nie ma się gospodarczej potęgi Niemiec, jest dosyć groteskowe. Pochwały i pakty z Budapesztu mają takie znaczenie dla historii Polski jak dla Wietnamu nasze poparcie. Dwa niedemokratyczne reżimy wspierające się nawzajem, aby blokować rezolucje, czy decyzje wymierzone, w te reżimy, przez UE. Polska jako nadzieja i wzór do naśladowania, krajów chcących wyrwać się z dominacji rosyjskiej, to już przeszłość. Międzymorze nie tylko się nie uda, co przy okazji popsuje jako niechciany projekt inne ważniejsze i trwalsze interesy Polski, nad które będzie bezmyślnie przedkładana.

Największa strata, za którą przyjdzie płacić naszym dzieciom, to utrata wizerunku Polski, marki Polski na którą pracowaliśmy, ciężko i wspólnie od 1989, przyjmowani do rodziny Zachodu. Nieobecność Polski i europy wschodniej w dyskursie, sztuce i polityce świata zachodniego, o którym znakomicie pisze profesor Thompson, zaczęła być zastępowana przez Polskę jako miejsce bliskie europejczykom, zamieszkane nie przez białe niedźwiedzie, tylko przez ludzi wyznających te same wartości. Kraków czy Wrocław jako miejsce znane turystom z klasy niższej średniej i średniej z bogatych państw zachodu, zaczęły wchodzić na mapę Europy jako część bytności wizerunkowej, wiele też dobrego, dla dookreślenia i dostrzeżenia Polski, zrobiła udana organizacja Euro 2012. To wszystko już się skończyło. Teraz mamy ONR na państwowych obchodach i pogrzebach, kilka metrów od urzędników państwa, Kaczyńskiego mówiącego o pasożytach w ciałach uchodźców, państwową telewizję wyglądającą jak państwowa rosyjska, albo północno koreańska. Brakuje tylko płaczącej prezenterki wiadomości. Ale to kwestia czasu jak się Krzysztof Ziemiec rozpłacze. Czyli w zasadzie w 6 miesięcy, zaprzepaściliśmy wizerunek gospodarczego Singapuru w Europie, wizerunek otwartego społeczeństwa, kochającego wolność, o którym Ronald Reagan mówił, że jest tylko z wierzchu czerwone, a w środku białe.

Trzydzieści parę lat od tej wypowiedzi Reagana, wyjdzie na to, że oszukaliśmy Zachód. Niestety udawaliśmy kogoś innego, a jesteśmy tak naprawdę inni. A wszystko czego dokonali dla Polski Reagan, Zbigniew Brzeziński i przecież Jan Paweł II zaprzepaścimy. Na własną zgubę.

Jest to jakieś szaleństwo. Szaleństwo, podobne do tego, które pochłonęło tyle ofiar w dwóch poprzednich wielkich wojnach starego kontynentu. Podobnie jak w poprzedniej wojnie, naród agresora, pompowany jest wizją swojej wyjątkowości, nawet odrębności cywilizacyjnej i światowej potęgi. Sąsiedzi tego kraju nie posiadają podmiotowości państwowej, są raczej wybrykiem traktatów po zakończeniu wojen lub nieszczęśliwego rozpadu bloku sowieckiego. Codzienna manipulacja w mediach sprawia że świat widziany po tamtej stronie wygląda zupełnie inaczej.Cały świat się myli, a przecież my mamy rację. Wszystko okraszone pogardliwymi uwagami o sąsiadach.

radek

Warto rozważyć kilka ewentualnych scenariuszy do których może ta sytuacja doprowadzić. Scenariusze te nie są oddzielne i mogą się przenikać, lub rozgrywać jednocześnie, a może nawet, każdy w jakiejś części, lub żaden, jak to bywa w przewidywaniu przyszłości niemniej zagrożenia powinniśmy antycypować.

Po pierwsze należy już dziś założyć że Putin się nie cofnie. Dlatego że nie ma dokąd, dlatego że tłumaczył sowietom, że demokracja nie jest dobra i dlatego, że ma środki aby kreować wirtualną rzeczywistość na potrzeby wewnętrzne. Od rozpadu ZSRR w Rosji nie dokonała się żadna wielka modernizacja, reforma ani nie stworzono drogi do państwa przyszłości. Kompleks wydobywczy i wojskowy trwa w takim układzie od 30 lat, pozostaje największym pracodawcą i posiada największe wpływy. Rosja nie posiada zaplecza naukowego, który odpowiedziałby na potrzeby świata dzisiejszego, a co dopiero mówić o wyścigu technologicznym. Technologia, jako największy motor napędowy rozwoju musi zostać dostarczona z zachodu, konkretnie z Niemiec, Niemcy zaś w zamian mają w Rosji swoją bazę surowcową, na najbliższe 50 lat, co z perspektywy antycypujących zagrożenia elit RFN jest perspektywą wystarczającą. Z powodów wyalienowania intelektualnego elit sowieckich, kształtowanych w uczelniach KGB, nie ma innej drogi dla Rosji, jak odbudowanie strefy wpływów sprzed upadku ZSRR. Jest to cel główny tej elity, i jest on celem nadrzędnym do realizacji pozostałych, w tym tak mało istotnych jak cele modernizacyjne. Ekspansja musi być realizowana dawnymi metodami, ubogaconymi przez nowe zdobycze technologiczne, takie jak stacja Russia Today, czy portale społecznościowe, wpisywanie tysięcy komentarzy itd itd. Ekspansja na terenie UE będzie realizowana dwoma metodami.

Po pierwsze rozbijaniem politycznym EU, poprzez wspieranie ugrupowań nacjonalistycznych, a po drugie poprzez politykę dyktatu gazowego. W perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat rola ropy naftowej i gazu nie powinna się zmienić. Gdyby rozwój technologiczny wyłączył na zachodzie potrzeby węglowodorowe, Rosji pozostanie wyłącznie ekspansja militarna aby nowe technologie uzyskać siłą.

Zdławienie Ukrainy lub uczynienie z niej państwa niemożliwego do skutecznego zarządzania dzieje się na naszych oczach. Upadki rządów, rozpady koalicji, afery korupcyjne na niespotykaną w cywilizowanym świecie skalę, gigantyczne bezrobocie, powrót do władzy sił pro-sowieckich to scenariusz na najbliższe lata. Wszystko to będzie trwale odpychało Ukrainę od UE i Ukraina nigdy członkiem wspólnoty nie zostanie. Nastąpi masowy exodus młodych Ukraińców do UE i do mającej własne problemy demograficzne- Rosji. Ukraina nie odniesie ani sukcesu reformatorskiego ani nie uwolni się od Rosji. Na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat projekt demokratyzacji Ukrainy uznany zostanie za fiasko. Ideały europejskie zostaną porzucone a ogromne potrzeby finansowe Ukrainy zacznie w końcu uzupełniać wracająca wraz z pro-sowieckimi rządami – Rosja. Ludzie Majdanu albo opuszczą Ukrainę albo pochłonie ich walka o przetrwanie, dużo gorsza niż nasza z reform Balcerowicza.

Przepaść gospodarcza, przemysłowa i technologiczna, pomiędzy zachodem a sowietami, będzie za kilkanaście lat podobna, do dzisiejszej ucieczki świata do przodu, w stosunku do Korei Północnej. Kompleks węglowodorowo-militarny pozostanie główną siłą napędową gospodarki i największym płatnikiem podatków. Im większa przepaść pomiędzy nami a Rosją, tym większa potrzeba agresywnej polityki po tamtej stronie. Niestety, ze względu na mentalne projektowanie społeczeństwa, odejście Putina niczego nie zmieni. Zastępujący go polityk, po pierwsze będzie musiał być namaszczony przez niego, a po drugie, będzie kontynuował, przynajmniej w sferze werbalnej, podział świata wyprodukowany przez propagandę współczesnej Rosji. Nie należy liczyć ani na wiosnę ludów ani na jakąkolwiek demokratyzację Rosji. Rosjanie pozostają wyznawcami władców o twardej ręce którzy nie kłaniają się światu tylko potrafią dyktować mu warunki.

Na zakończenie trwającej modernizacji armii sowieckiej, mogą się nałożyć co najmniej trzy czynniki wyzwalające agresję militarną sowietów. Pierwszym czynnikiem może być trwały kryzys gospodarczy kilkukrotnie większy niż wynikający z cykli koniunkturalnych. O tych perspektywach warto poczytać wypowiedzi prof. Alfreda Biecia. Gigantyczny kryzys gospodarczy związany np z bankructwem Włoch lub USA z całą pewnością doprowadzi do rozpadu UE. Rosjanie będą cały czas podsycać partie separatyzmu narodowego. Drugim czynnikiem wyzwalającym sowieckie zapędy militarne może być światowy konflikt z tworzącą się koalicją państewek kalifatów i organizacji terrorystycznych. Zarzewiem konfliktu może być potężny atak terrorystyczny na kilka lub kilkanaście światowych metropolii, użycie broni atomowej lub biologicznej, wojna Izraelsko-Irańska lub jakikolwiek inny czynnik o charakterze zapalnym. Stoimy teraz przed islamizacją Libii, Egiptu czy patrząc dalej -nieuniknionej islamizacji Turcji, członka który może rozsadzić NATO. (O powolnej i nieuniknionej islamizacji Turcji bardzo ciekawie mówią na słynnych taśmach Sienkiewicz i Belka,warto poczytać).

Trzecim i najgorszym scenariuszem uwalniającym potencjał militarny sowietów jest konflikt w rejonie Pacyfiku. Jeśli w konflikcie tym będą uczestniczyć tacy gracze jak Chiny, Japonia czy Australia ze 100% prawdopodobieństwem należy założyć udział USA. W wypadku przerodzenia się tego konfliktu w wojnę USA – Chiny, Amerykanie w ogromnej części opuszczą arenę naszego kontynentu. Opuszczona Europa oznacza ekspansję sowietów. Amerykanie będą w bardzo trudnej sytuacji w kwestii zobowiązań sojuszniczych i traktatowych, jest jednak możliwe, że Polska nie zostanie osamotniona, pomimo bardzo trudnej sceny geopolitycznej, podobnie jak Izrael. Ale wszystko zależy zarówno od kongresmenów blokujących działania administracji ale także od mocno skomplikowanej sytuacji budżetowej USA. Być może na dwie wojny jednocześnie już Ameryki nie będzie stać.

W każdym z powyższych scenariuszy, koszt zaangażowania sowietów po swojej stronie będzie oznaczał dla Ameryki dokonywanie znaczących ustępstw, szczególnie z daleka od własnych granic. Zarówno w scenariuszu wojny cywilizacji oraz wojny na Pacyfiku utrzymanie sowietów po swojej stronie będzie dla Ameryki decyzją o naturze geopolitycznej. W ciągu jednego dnia rozsypią się wszystkie sankcje i zakazy oraz zostanie przywrócona właściwa ranga stosunkom Rosja -Zachód. Polska zaś podobnie jak Litwa, Łotwa, Estonia i Ukraina pozostanie w sytuacji Gruzji w 2008r. Czyli w sytuacji bez wyjścia. Jeśli dodamy do tego rozmontowanie UE ze scenariusza pierwszego, Polska utraci Unijne forum do wygłaszania swojego zdania a tzw „solidarność europejska” zasili słownik pojęć historycznych.

Amerykanie już dziś zakładają, na przykład w raporcie „Liberal Order in a Post-Western World”, że świat stanie się areną ścierania wielu mniejszych ośrodków, stanie się multipolarny w miejsce bipolarnego znanego z okresu rywalizacji z sowietami. Oczywiście Rosjanie również dostrzegają swoją szansę na gruzach obecnego porządku światowego. Dla nich jednak szansa oznacza terytorialną ekspansję, zdobywanie technologii i bogactwa siłą. Dla wszystkich sąsiadów Rosji oznacza to początek nowego okresu realnej historii, z wojnami, okupacjami, partyzantką, wyniszczaniem elit itd. Dla Amerykanów Rosja jest docelowym partnerem wraz z Europą w tym nieuporządkowanym świecie. Tylko USA widziały Rosję przez pryzmat własnych wyobrażeń a w tym czasie odrodziła się Rosja -sowiecka, sowiecka w ambicjach, nienawiści do USA i z prymatem siły nad współpracą. Amerykańskie błędy w ocenie intencji Rosji z początku kadencji Obamy wynikały z odmiennej wizji świata, wynikającej ze zrozumienia procesów historycznych i błędów popełnionych w przeszłości. Trudna do zrozumienia dla jastrzębi koncyliacyjność i dobra wola z jaką Obama otworzył relacje z Putinem, nie wynika ze słabości przywództwa tylko z innej koncepcji przyszłości. Tej koncepcji która zakłada udział Rosji w porządku północnej części świata, gdy południe ogarnie chaos, którego dziś, nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Potencjał militarny Rosji Amerykanie widzą jako część euro-azjatyckiej flanki obrony zachodniego stylu życia, a Rosjanie widzą, w multipolarnym świecie, szansę na rozgrabienie i podbój osamotnionej Europy. Że w sowieckiej polityce nic się nie zmieniało, świadczy chociażby fakt złożenia Polsce propozycji udziału w rozbiorze Ukrainy. Rosja nigdy nie stanie się demokracją w stylu zachodnim a wraz z osamotnieniem z powodu Ukrainy będzie postępował w tym społeczeństwie wzrost znaczenia mitu odrębnej „cywilizacji rosyjskiej”. Za kilkanaście lat stanie się to w Rosji oficjalna wersja porządku świata, która będzie uzasadniać zarówno podboje jak i związane z nimi okrucieństwa. Już dziś bowiem w Rosji obowiązuje ton pogardy wobec „zgnilizny zachodu”, a jeśli coś jest złe można to bez obawy niszczyć.

Przy spełnieniu scenariuszy negatywnych opisanych wcześniej,nie należy zakładać całkowitego wyniszczenia Polski, bo nie jest to scenariusz na który gotowi byliby zgodzić się Niemcy, bardzo mocno powiązani z nami gospodarczo. Nie można jednak wykluczyć próby powoływania jakichś autonomicznych regionów (np Śląsk-co prowadziłoby do scenariuszy z Ukrainy), prowokacji przygranicznych, sfingowania naszej agresji. Nie należy wykluczać działania naszych, sterowanych z zewnątrz, partii politycznych i ich wpływu na destabilizację. Polska zepchnięta ponownie na margines dyskursu światowego pozostanie przedmiotem geopolityki i propagandy sowietów na arenie światowej. Jeśli w konflikcie o Ukrainę, dziś sowieci mogą informować świat, że w Donbasie jest nasz pluton, to jest to tylko delikatna próba tego, czego możemy się spodziewać gdy nikt naszego głosu nie będzie słuchał.

Od naszych przywódców wymagam jednak więcej niż deklaracji na pierwszej stronie gazety: „Mamy się czego bać”. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z „tragicznego położenia Polski” jak opisał nasze geograficzne położenie periodyk amerykański National Interest. A za tym idzie jednak zrozumienie dla znaczących ograniczeń prowadzenia skutecznej polityki międzynarodowej. Nasze położenie jest na pewno tragiczne i jeszcze będzie do czasu gdy Rosją zainteresuje się ktoś silniejszy, ale nie zmienia to naszego obowiązku by uczynić Polskę trudnym przeciwnikiem który posiada zdolność zadawania bolesnych ciosów militarnych. Tak by reportaż ze zdobywania Polski w Russia Today nie wyglądał jak reportaż z wycieczki.

 

 

Zapraszanie przez Polskę -Ukrainy do UE przypomina trochę sytuacje starego małżeństwa w którym to żona (Polska) upiera się aby piękna, młoda i wolna kobieta zamieszkała wraz nią i mężem (UE) w domu. Oczywiście na początku jest fajnie, scenariusz zakończenia zaś, może być, tylko jeden.

Russa-Ukraine-art_1650452c Rys. The Telegraph

Nie ulega żadnej wątpliwości, że od Wielkiej Smuty i okupacji Moskwy Polska nigdy nie czuła tak wielkiej radości z powodu nieszczęścia sowietów, jak w czasie oczekiwania, na podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina. W czasach analogowej polityki i gospodarki, w XIX wiecznych strategiach, gdzie zajęty teren oznaczał zwycięstwo, nie może być większego sukcesu zarówno dla Polski jak i UE jak pozyskać naszego wspaniałego sąsiada do europejskiej rodziny. Najgenialniejszy z XX wiecznych strategów jakich wydała Polska ziemia – Zbigniew Brzeziński, wielokrotnie w różnych miejscach podkreślał, że bezpieczeństwo i niepodległość Polski, jest ściśle powiązana z samodzielną (niezależną od sowietów) państwowością Ukrainy. Brzeziński nie widzi szans do powrotu mocarstwowej roli sowietów w sensie globalnym, a z wszelkich sił demokracje atlantyckie powinny wspierać demokratyczne ruchy w krajach byłego bloku wschodniego, co czasowo zamrozić ma imperialne plany Rosji która będzie musiała w końcu zmierzyć się z problemami wewnętrznymi. Transformacji nie da się zatrzymać,twierdzi Brzeziński, a doświadczenia innych krajów potwierdzają tezę, że propagandowy mur jest w dzisiejszych czasach nie do utrzymania.

Czy jednak teza o zwiększonym bezpieczeństwie Polski po związaniu Ukrainy ze strukturami atlantyckim ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Wydaje się, że we współczesnej technologii prowadzenia wojny, nie tylko sąsiedztwo ale również bliskość krajów nie ma żadnego znaczenia. Siły szybkiego reagowania oparte na lotnictwie i lotniskowcach, rakiety dalekiego zasięgu i broń niekonwencjonalna w tym np. paraliż sieci energetycznej, gazowej czy telekomunikacyjnej kraju nie wymagają przerzucenia wielu setek tysięcy żołnierzy. W fachowych periodykach militarnych nie brak opinii znawców tematu że w sensie obronnym jesteśmy bardziej bezbronni w tej chwili niż byliśmy w 1939r. Oparcie modernizacji sił zbrojnych w ramach realizacji projektu „Polskie Kły” na produktach francuskich czy włoskich jest bardzo na rękę naszym ewentualnym przeciwnikom,choćby ze względu na to,jak łatwo ta technologię przechwycić, ale przecież nie tylko. Podobnie jak odsunięcie się od Ameryki, na które, uczciwie sobie powiedzmy, amerykanie pracują od kilku dobrych lat. Dodatkowo Polska i tak graniczy z sowietami – Okręg Kaliningradzki i prawie zupełnie odsłonięta jest od strony Bałtyku. Dla lotnictwa zaś, pokonanie odległości z Obwodu do Warszawy to kilkadziesiąt minut. Projekt „Kły Polski” zakłada „małą doktrynę odstraszania”. Polska wie że nie jest się w stanie sama obronić, chce jednak by atak na nią był bolesny dla przeciwnika aż do momentu uzyskania pomocy z NATO. Jednak pogrążony w gigantycznym kryzysie zachód jest w zasadzie pozbawiony większości możliwości operacyjnych. Nie widać tego gołym okiem w okresie pokoju ale zdarzają się incydenty które nam to unaoczniają. Sowieckie lotnictwo narusza przestrzeń powietrzną Szwecji a Szwedzi reagują zdziwieniem dyplomatycznym następnego dnia. Rosyjski statek narusza celowo Brytyjskie wody terytorialne na wysokości Szkocji a Londyn wysyła w ramach reakcji swój statek który płynie z drugiego końca wysp Brytyjskich przez… 26 godzin. W zasadzie ostatnim gwarantem bezpieczeństwa Europy są amerykańskie wojska w stacjonujące w Niemczech. Ich kontyngent jest jednak regularnie zmniejszany, przez pozbawionych wizji amerykańskich liderów. Amerykanie to jedyny straszak Moskwy i stąd jej wieloletnie starania o nie rozmieszczanie wojsk USA na terenie Polski. I to, sowieci osiągnęli. Zatem, nawet powiązana w strukturach atlantyckich Ukraina nie stanowi faktycznej gwarancji naszego bezpieczeństwa i dekady upłyną nim faktycznie tak się stanie. Sama Ukraina ma poważne problemy z obecnością sowietów- choćby w kontekście Floty Czarnomorskiej. Rosjanie zaś,nigdy nie pozwolą sobie na odcięcie operacyjne od Morza Śródziemnego.

Jeśli nie ze względów bezpieczeństwa to może ze względów gospodarczych Polska ma interes w przyciągnięciu Ukraińców do europejskiego domu?

Na to pytanie również można odpowiedzieć w dwojaki sposób. Po pierwsze w dającej się przewidzieć przyszłości Polska będzie znacznie cierpiała na brak siły roboczej, a ludność naszego kraju ma się zmniejszyć o całe 6 mln. Bez przyciągnięcia setek tysięcy pracowników ze wschodu nie będziemy w stanie nie tylko zwiększać ale i utrzymywać poziomu PKB. Pytanie jakie trzeba sobie postawić jest takie czy kraj pozostający w okowach związku pracodawców i oferujące najniższe wynagrodzenia w UE jest w stanie kogoś przyciągnąć? Czy za 20 lat Ukraińcy i Gruzini nie będą jedynie przelatywać nad naszymi głowami do Niemiec lub przesiadać się na Centralnym Porcie Lotniczym (jeśli go zbudujemy)? Wykwalifikowana siła robocza zasili gospodarkę Niemiec czy Wlk.Brytanii a do nas będą raczej ściągać mniej wykwalifikowani, konkurując o pracę z niewykwalifikowanymi Polakami? Czy proces zmian w szkolnictwie i w gospodarce zasilony pieniędzmi z UE wygeneruje taką ilość innowacyjnych przedsięwzięć, że będziemy w stanie konkurować w gospodarce światowej za 30 czy 40 lat czy też dalej będziemy potęgą w produkcji palet? Bo jeśli pozostaniemy potęgą rolniczą i producentem palet to wejście Ukrainy na wspólnotowy rynek jest oczywiście na rękę zachodnim konsumentom ale nie Polskim producentom. Ukraina może stać się w krótkim czasie spichlerzem Europy, a wprowadzenie norm unijnych szybko przekona zachodnich konsumentów do tanich produktów „made in Ukraine”. Podobnie ma się rzecz z produktami nieprzetworzonymi z innych niż spożywcza branż. Szybko uczący się angielskiego i wielokrotnie tańszy (mimo naszych zarobków) pracownik Ukraiński szybko przyciągnie centra usługowe z których tak dumna jest dziś Łódź czy Wrocław. Nawet osławiony Amazon w końcu znudzi się Polską i znajdzie miejsce na swój wielki europejski hub na Ukrainie. Zawsze taniej. Ukraina ma również znakomite politechniki, akademie medyczne, urokliwe tereny dla zachodnich turystów. Ukraina ma piękne kobiety, dziewiczy dla wielu marek – większy rynek zbytu i młodsze społeczeństwo. Ukraina posiada wiele atutów.

Ostatnim atutem Ukrainy który warto wspomnieć to jej liczba ludności. Wg prognoz Ukraińców ma być 40 mln a nas 32 mln już w roku 2050. To przy ewentualnej większej dynamice PKB,oznacza dla Ukrainy większe polityczne znaczenie w UE, możliwość zajęcia naszego miejsca jako strategicznego gospodarczego partnera Niemiec (fabryki Niemiec). Sukcesy gospodarcze i bogacenie się społeczeństwa spowoduje wzrost dumy narodowej która nigdy nie szła ramię w ramię z naszą dumą. Ukraińcy bardzo szybko jako partnerów wybiorą Niemców czy Brytyjczyków. Więcej, stawiam śmiała tezę, że nowe ukraińskie elity jeszcze za naszego życia będą aspirować do reprezentowania interesów regionu. Kurcząca się demograficznie, a co za tym idzie ,gospodarczo Polska będzie traciła na znaczeniu i wszystkie prestiżowe zdobycze okresu prosperity mogą zostać zaprzepaszczone. Można sobie nawet dalej snuć wizję malejącego znaczenia Polski po wejściu Turcji. Wtedy polityka europejska stanie się grą czterech dynamicznych: Niemiec, Anglii (pytanie o Szkocję?), Ukrainy i Turcji. To rozwiązanie choć mało ambitne niesie za sobą wizję Polski wprawdzie politycznie mniejszej ale spokojnej i umiejscowionej w sercu wielkiej Europy. Nudnej jak Belgia.

Warto dziś postawić na nowo pytania o strategię naszego miejsca w UE i wpływu jaki na to miejsce będzie miało wejście na europejską scenę, polityczną i gospodarczą wielkiej, przecież, Ukrainy.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że Ukraina będzie nową Polską. A kto lubi być „byłą żoną”?

http://kiev.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/article/y,2012,m,2,a,23541,Sytuacja_demograficzna_na_Ukrainie_w_latach_2000-2010_oraz_prognoza_do_roku_2050.html

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1524745,1,raport-polakow-coraz-mniej-moze-to-dobrze.read

Swoim wywiadem w Rzeczpospolitej (wrzesień 2014) Kaczyński pozostał w sferze socjal-demokratycznych dogmatów mówiąc: „państwo musi wymusić podwyżkę płac”. Popierający go, nie słuchają tylko popierają, dla pozostałych pozostanie człowiekiem z innej bajki nawet, jeśli w swoich planach ma jakiś sensowny akapit wiadomo, że to oszołomstwo. Ale czy aby na pewno?

HNCK9089

Czy zatem, jak powiedział Kaczyński, państwo musi wymusić podwyżkę płac? Spójrzmy na to szerzej-jeśli nie państwo to, kto miałby to zrobić? Czy zrobią to małe i średnie firmy-odpowiedź wydaje się oczywista.  Nie zrobią, bo ze względu na pazerność państwa i często swoją własną – nie mogą tego zrobić. Czy zrobią to korporacje? Częściowo korporacje to robią. Biedronka podniosła najniższe wynagrodzenie o 200 zł powyżej najniższej krajowej. Podobnie robi np. w Łodzi spółka Infosys, która płaci dużo powyżej tego, co mogłaby w Łodzi.

Spółek skarbu państwa, nie liczę do tego zestawienia, zbyt są poobrastane układami zbiorowymi, koteriami rodzinnymi, wzajemnymi układami, w których wujek cioci wujka stryjka nie skrzywdzi szwagra kolegi z wydziału obok. Nie bez powodu zakłady energetyczne, wodociągi czy spółki transportu miejskiego, mają prawie o połowę wyższe średnie wynagrodzenie, niż średnia krajowa. Jest jeszcze milionowa kasta urzędników, którzy znajdują sposób by ich pensje uciekały inflacji nawet,  gdy ta ich zbytnio nie goni.

Komu z tej grupy miałoby zależeć na popieraniu podniesienia najniższej pensji?  Otóż nikomu.

Właściciel malej firmy, którą stworzył pracą własnych rąk dąży do maksymalizacji własnych zysków i jakiekolwiek podniesienie minimalnych zobowiązań wobec pracownika by pozostać z częścią działalności na powierzchni legalnej gospodarki-doprowadza go do białości. Jeśli dajmy na to, żyje się na stałej stopie przychodów 30 tys zł, podczas gdy pracownikom z obciążeniami fiskalnymi płaci się 3 tys i ma się ich, dajmy na to 3 to koszty osobowe pracownicze wynoszą 9 tys.  Jeśli podniesiona zostanie najniższa pensja, to wzrosną przecież nie tylko koszty wypłaty, ale również całych obciążeń wobec państwa. Jeśli zatem cały przychód firmy zjadają pensje –a tak jest większości mikrofirm-to w czasach stabilnych przychodów oznacza, że Pan Prezes nie wymieni w cayenne felg, gdyż mu wzrosły koszty pracownicze, dajmy na to do 4,2tys na glowę pracownika. Rachunek jest prosty. Pracownicy nie kosztują już 9 tylko 12,6 tys. Przychód prezesa to już nie 30 tys tylko 26,4 tys. Czyli że zalicza spadek przychodów ponad 10%.                        Dlaczego miałby to robić? W imię niby czego?

I tu dochodzimy do niskiego wskaźnika kapitału społecznego.

Dochodzimy do zaufania, jakie mamy nawzajem do siebie i do instytucji. Komu może ufać Polak? Jeśli w pracy widzi, że przychody jego szefa 12-15 krotnie przekraczają jego przychody? Ma może ufać lekarzom,  którzy proponują wszczepienie endoprotezy za 10 lat, wizytę u okulisty za rok a u kardiologa za 9 mies? Może powinien zaufać policji? Jak może zaufać policji skoro wie, kogo i kiedy puszczono wolno, mimo, że jechał po pijaku a jemu nie przepuszczą. Może ma ufać pogotowiu, gdy je wzywa a ono jedzie 5 godzin?  Może ma ufać sąsiadowi? Ale któremu skoro ostatnio giną nawet z ogródka używane grille z Tesco? Może ma ufać władzy? Ale jakiej? Może lokalnej? Burmistrzowi. Tylko, co taki Guział zrobił w swojej dzielnicy poza przeniesieniem tęczy? Może mają ufać radnym? Np. jedna łódzka radna  (której kiedyś poświęcę więcej miejsca) jest za wstrzymywaniem rozbudowy głównego łódzkiego dojazdu do A2 (ulica Strykowska) ze względu na to, że ekrany zasłonią piękne krajobrazy Wzniesień Łódzkich. Zatem cała Polska stoi w korku, na rondzie w Strykowie, bo nie można też ufać radnym.

Może można ufać rządowi? Lepiej nie będę otwierał tej puszki. „W sklepie, na stacji, nawet jak przy drodze kupujesz borówki każdy raczej patrzy jak cię oszukać niż jak być uczciwym” mówi mój znajomy.

A co z kapitałem społecznego zaufania zrobił ostatnio kościół katolicki? Nawet dla wszystkich innych poza wpłacającymi kasę Rydzykowi, kasa idzie na samochody i wystawne życie. Zobaczcie, co stało się z wolontariuszami zbierającymi pieniądze do puszek na ulicach. Przecież już tak naprawdę od dawna nie wiadomo, czy to prawdziwa zbiórka, czy zuchwałe publiczne wyłudzenie. WOŚP wymyśla coraz bardziej ciężkie do podrobienia identyfikatory, bo potrafiliśmy jako społeczeństwo oszukiwać, nawet w takiej zbiórce. A afery w fundacjach? Gdzie prezes fundacji służbową kartą leci po markowych sklepach i na to idą zebrane w zaufaniu pieniądze. A związki zawodowe? Z etatami, gabinetami, garniturami za 5 czy 10 tys? Z noclegami w apartamentach z pieskiem pijącym ze złotej miski? A te związki na pasku zarządów i przez nich utworzone. Można im ufać?

Taka jest skala zaufania społecznego w Polsce. Poza najbliższą rodziną (i to też nie zawsze) Polak często nie ufa już nikomu.

Podaję za prof.Czapińskim: „Francis Fukuyama (1997, 2000) definiuje kapitał społeczny, podobnie jak Putnam, jako „zestaw nieformalnych wartości i norm etycznych wspólnych dla członków określonej grupy i umożliwiających im skuteczne współdziałanie”. Dalej profesor pisze jeszcze, że „Badania Putnama dowodzą, że kapitał społeczny budowany jest w długim horyzoncie historycznym i ma charakter dobra publicznego – nie jest własnością czy cechą poszczególnych obywateli.” „W Polsce z opinią, że „większości ludzi można ufać”, zgadza się według Diagnozy społecznej zaledwie 10,5 proc. respondentów w 2003 i 2005 r. – 7-krotnie mniej niż w Norwegii” – Badanie European Social Survey.

Polak pozostaje z wrażeniem i z przekonaniem, że władza myśli o sobie, policja i sądy są dla biednych bez znajomości, lekarze dobrze traktują tylko siebie nawzajem a przedsiębiorcy to chytrusy i najczęściej oszuści. Nie pomogła temu próba rozbicia korporacji zawodowych, które jak wiadomo popierają swoich. Bo w miejsce rozbitej korporacji powstaje nieformalny układ albo kilka innych układów. W jednym z zakładów energetycznych związki zawodowe wymusiły żeby pierwszeństwo przy zatrudnianiu nowych pracowników miały dzieci obecnych pracowników. Zatem nawet niska podaż miejsc pracy pozostaje objęta mitycznym układem jak wszystkie dobra których brakuje. Same firmy rekrutacyjne przyczyniają się do tego wrażenia robiąc rekrutację pod z góry wskazanego kandydata nawet w wydawałoby się dużych firmach. A w małych wiadomo, że „szef ma high life a mnie rżnie na kasie.”

Gdy już nikt nikomu nie ufa a wszystko wydaje się fasadą, za którą jest tak jak dawniej tylko trudniej, zmuszenie przedsiębiorstw do zwiększenia pensji wydaje się być dobrym początkiem jakkolwiek źle to brzmi i zalatuje znanym i niezbyt lubianym aromatem. Zyski społeczne z takiego ruchu będą znakomite i dalekosiężne. Pracownicy najemni dalej będą mieć pracę, ponieważ w Polsce nie ulokowała się jakaś ogromna ilość produkcji z zachodu, która z dnia na dzień uciekłaby gdzieś indziej. Są to strachy na lachy organizacji przedsiębiorców. Kto ucieknie? Biedronka? A może Metro AG? A może Orlen? Jest błędem Platformy, że pozwalała się przedsiębiorcom trzymać w tym szachu. Po drugie ogromna rzesza ludzi zacznie więcej zarabiać, co spowoduje natychmiastowe zwiększenie popytu wewnętrznego, co od razu przełoży się na większe zamówienia, większe PKB i w końcu większe zatrudnienie.

Po trzecie i najważniejsze Polak może przestał by mieć to dręczące poczucie, że wszyscy chcą go oszukać a najbardziej pracodawca. Może z biur ginęłoby mniej sprzętów biurowych, a ze szpitali kranów gdyby Polacy mieli –wreszcie – zarobki pozwalające na w miarę godne życie.

Polak chętnie wydałby więcej pieniędzy. Gdyby je tylko miał. Wbrew temu, co można by sądzić krzywa popytu na wódkę, nie musi wzrosnąć najbardziej.

Nie zmienimy od razu wszystkiego by przyjemniej się tu żyło. Ale na pewno jest tak, że wyższe pensje są pierwszą kostka domina.

Obama mówi pięknie i wzniośle. Jego długie, mocne zdania odnoszą się do wartości i marzeń. Było zatem kwestią czasu gdy pojawi się Polska tęsknota za mówcą odnoszącym się publicznie do moralności, obowiązków obywatela wobec republiki czy nawet do religii-tylko jakoś tak inaczej niż przywykliśmy u nas o tej religii.

Musiała się pojawić tęsknota za dobrym, gładkim mówcą zwłaszcza wtedy, gdy zagoniony do narożnika PDT nie daje się ponieść emocjom i podszeptom i raczej unika długich, gładkich wystąpień, z których był znany, które stanowi jego siłę.

Siłę tak wielką, że gdy Tusk mówił to okruszki słuchały i Schetyna znał swoje miejsce bo ani nie jest dobrym mówcą ani nie umie porwać tłumów. Gowin z tłumami zaś ma tyle do czynienia, co zrobienie ankiety w internecie.

To była siła Tuska i oni wszyscy we trzech zdawali sobie z tego sprawę. Swada PDT była dumą Platformy i dawała im psychiczną przewagę nad PiS. Mamy prawdziwego, europejskiego lidera, o którym możecie tylko pomarzyć-zdawały się mówić uśmieszki platformersów gdy dochodziło do porównań.

Było jasne, że bezpośrednie starcia wygra Tusk, bo Jarosław jest znakomitym mówcą o ile mu się nie przerywa i nie zadaje pytań. Szybka riposta, która daje zwycięstwo – wymaga posiadania cech osobowości wodzireja a ciężko wyobrazić sobie jak Kaczyński prowadzi imprezę czy zabawia towarzystwo anegdotkami na swój temat.

Gigantyczna inteligencja Kaczyńskiego jest przygnieciona jakimś ciężarem, który od trzech lat stał się jeszcze cięższy. Profesor Staniszkis powiedziałaby, że Kaczyńskiego przygniata ból o Polskę i jest w tym jakaś prawda, wszyscy znamy kierowników projektów, którzy nie mogą pogodzić się z żadnymi zmianami, które inni chcą wprowadzić w ich projekcie. Na ten projekt tylko ja mam patent i ja wiem najlepiej i innej drogi nie ma. Jak ktoś przy nim majstruje to jest mi smutno.

Taki project manager, któremu zabrano projekt.

No to project manager Kaczyński się obraził i zaczął milczeć.

Nieopatrznie zaczęły mu rosnąć słupki. Okazało się że skoro Polacy nie rozumieją już od dawna dysputy politycznej- trochę dlatego że mają ją w dupie a trochę dlatego że nie ma nic do rozumienia- to gdy się nie odzywasz twój projekt na tym zyskuje.

Zatem trochę niechcący Kaczyński postąpił tak jak postąpić powinien. Postąpił jak żona, która mówi w cztery litery zalanemu mężowi że go poprowadzi bo sam się wywali. Ale on „nie-on pojzie sam”.

No to Tusk idzie sam.

W zasadzie nie sam. Bo bardzo pomaga mu Rostowski i Nowak.

I rodacy na ten spacer patrzą. Im dłużej on trwa tym gorzej wygląda.

Tak nic nie mówiąc wygrywa się wybory. Tak nie będąc nawet krytykowanym przez lidera opozycji samemu można położyć słupki poparcia.

I to nawet nie kryzysem tylko swoimi zaniechaniami a jeśli działaniami to odbieranymi społecznie, jako wymierzone w ludzi. Tak wymierzone jak obiektyw fotoradaru w twarz kierowcy. Kierowcy, któremu ciążą opłaty za auto, opłaty za benzynę i ogólnie nie jest mu lekko.  Zatem gdy się tylko zapomni to tą chwilę zapomnienia i szczęśliwości odpłatnie utrwali na czarno białej stylowej fotografii minister Nowak.

I ta tęsknota za gładko mówiącym mądrym liderem, o którym Polacy mogli myśleć „jest taki jak ja tylko mądrzejszy” nadeszła gdy zmęczony samotnym spacerem Tusk również zamilkł.

Próbował jeszcze coś mówić minister Sienkiewicz w zastępstwie premiera się odgrażać w imieniu sprawnego państwa, ale okazało się że już wszyscy wiedzą, że państwo nie jest sprawne. Wiedzą to młodzi ludzie naśmiewający się w nos policjantom na ulicy i wiedza to gangsterzy i zwykli bandyci, że gdy władza wstydzi się rządzić to nadchodzi ich czas.

A gdy zapadła cisza odezwały się tęsknoty za Obamą.

Za gładkim mówcą.

Nikt oczywiście w Polsce nic nie wie o Komisji Trójstronnej i jej roli w podejmowaniu istotnych w Ameryce decyzji, nikt nie wnika w rolę kongresu. Jest produkt Obama i on jak VW Golf jest idealny i w każdych testach wyprzedza konkurencję.

Nikt nie wnika, że odnoszące się do moralności, wartości i wizji przemówienia to jest to, czego oczekują amerykańscy wyborcy, bo to nie jest naród, który zapyta premiera „jak żyć?”.

W Ameryce jesteś kowalem swojego losu, panem swojej ziemi lub domu i ty sam jesteś za siebie odpowiedzialny. Nikt w Ameryce nie pyta o skuteczność policji, bo tam masz prawo zabić sam każdego, kto nastaje na ciebie lub twoje mienie. Policja jest równie brutalna jak te proste prawa i wszyscy tam wiedzą, że tak być musi i tak chciał Bóg który chroni Amerykę.

Amerykanie wcale nie popierali reformy zdrowotnej Obamy tak ochoczo jak byśmy się tego spodziewali w naszym kręgu kulturowym. To również wynika z ich kultury i zwyczajów, że państwo ma im nic nie dawać za darmo. Obama mówiący o wizji i wartościach w Polsce zostałby uznany za niegroźnego mesjasza dobrej nowiny i położony na polityczną półkę razem z zajmującym ją od lat Korwinem-Mikke.

Tymczasem to u nas trwa prawdziwy konflikt a w Ameryce macie prawdziwy projekt.

Autorem większości przemówień, podobnie jak wyborczego hasła „Yes We Can”, jest młody (27lat) pisarz Jon Favreau. Inspiruje się przemówieniami JFK i jego brata.

Uważnie obserwuje tłum podczas przemówień. Pisze dokładnie to, co chcą usłyszeć amerykanie i nie musi absolutnie obiecywać im nic za darmo, o czym ma mówić jak nie o wolności, wizjach i wartościach?

Jest copywriterem projektu Obama.

Ale znudzeni spacerem Tuska i milczeniem Kaczyńskiego tęsknimy za wirtualnym światem Obamy.

Światem, który jest tylko projektem. Niestety tak samo nierozwiązującym problemów zwykłych amerykanów jak nasz project manager nie rozwiąże naszych.

Ale jest dobrze napisany i zazwyczaj dobrze reżyserowany jak to przystało na amerykański produkcyjniak.