Archiwa tagu: Ukraina

Sesja ONZ. Wrzesień 2015. Prezydent Duda przemawia zaraz po przywódcy USA ale ważniejsze nawet dzieje się potem. Kolacja. Stolik nr 1. Przy nim Obama i Putin. Po prawej stronie Obamy – Duda. Małe gesty Obamy wobec naszego debiutanta: poklepywanie po plecach, skinienia głową i stuknięcia kieliszków. Polska obok najpotężniejszego państwa świata. Jako partner i prztyczek dla aspirującego do równoważnego bieguna świata sowieckiego, po drugiej stronie Obamy.

IMG_5517

Euforia prawicowej prasy i jej dziennikarzy. „Wielki sukces prezydenta”. Bo Obama przecież, tak jak polonia na Greenpoincie i polski interior, niby też uznał, że Duda jest lepszy niż Tusk. Nie, nie uznał. Mogła tam siedzieć Maryla Rodowicz, gdyby akurat ją wystawił prezes do wyborów. Może nawet Joanna Lichocka. Z całym szacunkiem dla obydwu Pań. Dla Ameryki, nie ma to znaczenia. Tam było miejsce sojusznika. Najbardziej proamerykańskiego kraju Europy, a może i świata. Alianta który nie wątpi w intencje Ameryki nawet wtedy gdy wątpią wszyscy. Podlizującym się prezydentowi prawicowym publicystom, liczącym na kancelaryjne etaty, warto przypomnieć słowa Grzegorza Schetyny nazajutrz. Ich sens jest taki, że miejsce Dudy jako przedstawiciela niepodległej Polski zawdzięczamy polskiej dyplomacji z ostatnich 26 lat. Nawet Schetynę stać było na to, by powiedzieć, że to zasługa jego poprzedników. Ciągłość dyplomacji z ostatnich 8 lat to jeden z najważniejszych sukcesów Platformy. Bo zmiany dyplomacji szkodzą. Tak jak zmiany szkodzą służbom wywiadowczym. Dlatego ci, którym zależy na osłabieniu Polski, majstrować będą przede wszystkim przy tym. Sowiecka przewaga nad nami zbudowana jest na ciągłości dyplomatycznych wysiłków, które tylko po drobnej korekcie  w latach ’90 tych, wróciły do gry o imperialne przygranicze. Syria trzymana w pudełku do szczytu ONZ, stała się teraz kartą przetargową za Ukrainę. Być może gdzieś w Azji albo w Afryce, stoi dobrze schowane pudełko, które jest przygotowane do sowieckich targów o Polskę? Być może będzie to jakaś katastrofa humanitarna, związana ze zmianami klimatu, może katastrofa naturalna, albo nawet wojna, którą dziś trudno sobie wyobrazić. Ale to, że nie mamy think tanku, który zastępują nam dyplomatyczną wyobraźnie, to nie znaczy, że tej wyobraźnie nie mają Sowieci. To że Schetyna nie spotka się i nie przekaże spraw swemu następcy z PiS, działa tylko i wyłącznie na korzyść naszych wrogów. To, że prezes odmawiał uczestniczenia w obradach BBN przy Komorowskim, to też jest na korzyść tych którzy Polskę chcą traktować jako przedmiot, jako zawartość pudełka którą można wymienić na paciorki z innego pudełka. Temu właśnie służy opór przed bazami NATO w Polsce, by w pudełku z napisem „Polska”, można było wymienić tylko naszych żołnierzy. By konflikt z Polską nie oznaczał konfliktu z tymi groźniejszymi – z Niemcami i Amerykanami. A celem naszej dyplomacji powinien być jak najbliższy sojusz z tymi, którzy mają siłę pilnować naszego pudełka. Z całą pewnością nie jest to Grupa Wyszehradzka, która historycznie nigdy nie stawała tam gdzie my. Zatem cały jazgot o kolejnej zdradzie, tym razem zdradzie „partnerów” z Grupy Wyszehradzkiej, jest tylko kolejnym niezrozumieniem miejsca na którym stoi nasze pudełko i co z tego wynika.

Amerykańscy i niemieccy żołnierze są na tą chwilę jedynym gwarantem naszego bezpieczeństwa. I to nie w liczbie 20 i to nie w Szczecinie. Tylko w Lublinie i Białymstoku. To znaczy tam, gdzie przećwiczony „wariant ukraiński” może się zdarzyć i nam. Bo że się wydarzy, to można mieć pewność, choćby po tym jak dziś dyplomacji sowieckiej łatwo jest, zaliczać nas do winowajców Drugiej Wojny i przyjaciół Hitlera. Takie operacje dyplomatyczne nie są robione bez celu. Nie dziś i nie jutro. Ale i Sowieci nie pracują na takiej perspektywie jak Szydło i Kopacz. Warto o tym pamiętać. Pozbawiony codziennej administracji państwa, prezydent Duda, wydaje się być właściwym adresatem tego zmartwienia. Aby nigdy nie stał w takiej pozycji jak Poroszenko na zdjęciu wyżej.

Jest to jakieś szaleństwo. Szaleństwo, podobne do tego, które pochłonęło tyle ofiar w dwóch poprzednich wielkich wojnach starego kontynentu. Podobnie jak w poprzedniej wojnie, naród agresora, pompowany jest wizją swojej wyjątkowości, nawet odrębności cywilizacyjnej i światowej potęgi. Sąsiedzi tego kraju nie posiadają podmiotowości państwowej, są raczej wybrykiem traktatów po zakończeniu wojen lub nieszczęśliwego rozpadu bloku sowieckiego. Codzienna manipulacja w mediach sprawia że świat widziany po tamtej stronie wygląda zupełnie inaczej.Cały świat się myli, a przecież my mamy rację. Wszystko okraszone pogardliwymi uwagami o sąsiadach.

radek

Warto rozważyć kilka ewentualnych scenariuszy do których może ta sytuacja doprowadzić. Scenariusze te nie są oddzielne i mogą się przenikać, lub rozgrywać jednocześnie, a może nawet, każdy w jakiejś części, lub żaden, jak to bywa w przewidywaniu przyszłości niemniej zagrożenia powinniśmy antycypować.

Po pierwsze należy już dziś założyć że Putin się nie cofnie. Dlatego że nie ma dokąd, dlatego że tłumaczył sowietom, że demokracja nie jest dobra i dlatego, że ma środki aby kreować wirtualną rzeczywistość na potrzeby wewnętrzne. Od rozpadu ZSRR w Rosji nie dokonała się żadna wielka modernizacja, reforma ani nie stworzono drogi do państwa przyszłości. Kompleks wydobywczy i wojskowy trwa w takim układzie od 30 lat, pozostaje największym pracodawcą i posiada największe wpływy. Rosja nie posiada zaplecza naukowego, który odpowiedziałby na potrzeby świata dzisiejszego, a co dopiero mówić o wyścigu technologicznym. Technologia, jako największy motor napędowy rozwoju musi zostać dostarczona z zachodu, konkretnie z Niemiec, Niemcy zaś w zamian mają w Rosji swoją bazę surowcową, na najbliższe 50 lat, co z perspektywy antycypujących zagrożenia elit RFN jest perspektywą wystarczającą. Z powodów wyalienowania intelektualnego elit sowieckich, kształtowanych w uczelniach KGB, nie ma innej drogi dla Rosji, jak odbudowanie strefy wpływów sprzed upadku ZSRR. Jest to cel główny tej elity, i jest on celem nadrzędnym do realizacji pozostałych, w tym tak mało istotnych jak cele modernizacyjne. Ekspansja musi być realizowana dawnymi metodami, ubogaconymi przez nowe zdobycze technologiczne, takie jak stacja Russia Today, czy portale społecznościowe, wpisywanie tysięcy komentarzy itd itd. Ekspansja na terenie UE będzie realizowana dwoma metodami.

Po pierwsze rozbijaniem politycznym EU, poprzez wspieranie ugrupowań nacjonalistycznych, a po drugie poprzez politykę dyktatu gazowego. W perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat rola ropy naftowej i gazu nie powinna się zmienić. Gdyby rozwój technologiczny wyłączył na zachodzie potrzeby węglowodorowe, Rosji pozostanie wyłącznie ekspansja militarna aby nowe technologie uzyskać siłą.

Zdławienie Ukrainy lub uczynienie z niej państwa niemożliwego do skutecznego zarządzania dzieje się na naszych oczach. Upadki rządów, rozpady koalicji, afery korupcyjne na niespotykaną w cywilizowanym świecie skalę, gigantyczne bezrobocie, powrót do władzy sił pro-sowieckich to scenariusz na najbliższe lata. Wszystko to będzie trwale odpychało Ukrainę od UE i Ukraina nigdy członkiem wspólnoty nie zostanie. Nastąpi masowy exodus młodych Ukraińców do UE i do mającej własne problemy demograficzne- Rosji. Ukraina nie odniesie ani sukcesu reformatorskiego ani nie uwolni się od Rosji. Na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat projekt demokratyzacji Ukrainy uznany zostanie za fiasko. Ideały europejskie zostaną porzucone a ogromne potrzeby finansowe Ukrainy zacznie w końcu uzupełniać wracająca wraz z pro-sowieckimi rządami – Rosja. Ludzie Majdanu albo opuszczą Ukrainę albo pochłonie ich walka o przetrwanie, dużo gorsza niż nasza z reform Balcerowicza.

Przepaść gospodarcza, przemysłowa i technologiczna, pomiędzy zachodem a sowietami, będzie za kilkanaście lat podobna, do dzisiejszej ucieczki świata do przodu, w stosunku do Korei Północnej. Kompleks węglowodorowo-militarny pozostanie główną siłą napędową gospodarki i największym płatnikiem podatków. Im większa przepaść pomiędzy nami a Rosją, tym większa potrzeba agresywnej polityki po tamtej stronie. Niestety, ze względu na mentalne projektowanie społeczeństwa, odejście Putina niczego nie zmieni. Zastępujący go polityk, po pierwsze będzie musiał być namaszczony przez niego, a po drugie, będzie kontynuował, przynajmniej w sferze werbalnej, podział świata wyprodukowany przez propagandę współczesnej Rosji. Nie należy liczyć ani na wiosnę ludów ani na jakąkolwiek demokratyzację Rosji. Rosjanie pozostają wyznawcami władców o twardej ręce którzy nie kłaniają się światu tylko potrafią dyktować mu warunki.

Na zakończenie trwającej modernizacji armii sowieckiej, mogą się nałożyć co najmniej trzy czynniki wyzwalające agresję militarną sowietów. Pierwszym czynnikiem może być trwały kryzys gospodarczy kilkukrotnie większy niż wynikający z cykli koniunkturalnych. O tych perspektywach warto poczytać wypowiedzi prof. Alfreda Biecia. Gigantyczny kryzys gospodarczy związany np z bankructwem Włoch lub USA z całą pewnością doprowadzi do rozpadu UE. Rosjanie będą cały czas podsycać partie separatyzmu narodowego. Drugim czynnikiem wyzwalającym sowieckie zapędy militarne może być światowy konflikt z tworzącą się koalicją państewek kalifatów i organizacji terrorystycznych. Zarzewiem konfliktu może być potężny atak terrorystyczny na kilka lub kilkanaście światowych metropolii, użycie broni atomowej lub biologicznej, wojna Izraelsko-Irańska lub jakikolwiek inny czynnik o charakterze zapalnym. Stoimy teraz przed islamizacją Libii, Egiptu czy patrząc dalej -nieuniknionej islamizacji Turcji, członka który może rozsadzić NATO. (O powolnej i nieuniknionej islamizacji Turcji bardzo ciekawie mówią na słynnych taśmach Sienkiewicz i Belka,warto poczytać).

Trzecim i najgorszym scenariuszem uwalniającym potencjał militarny sowietów jest konflikt w rejonie Pacyfiku. Jeśli w konflikcie tym będą uczestniczyć tacy gracze jak Chiny, Japonia czy Australia ze 100% prawdopodobieństwem należy założyć udział USA. W wypadku przerodzenia się tego konfliktu w wojnę USA – Chiny, Amerykanie w ogromnej części opuszczą arenę naszego kontynentu. Opuszczona Europa oznacza ekspansję sowietów. Amerykanie będą w bardzo trudnej sytuacji w kwestii zobowiązań sojuszniczych i traktatowych, jest jednak możliwe, że Polska nie zostanie osamotniona, pomimo bardzo trudnej sceny geopolitycznej, podobnie jak Izrael. Ale wszystko zależy zarówno od kongresmenów blokujących działania administracji ale także od mocno skomplikowanej sytuacji budżetowej USA. Być może na dwie wojny jednocześnie już Ameryki nie będzie stać.

W każdym z powyższych scenariuszy, koszt zaangażowania sowietów po swojej stronie będzie oznaczał dla Ameryki dokonywanie znaczących ustępstw, szczególnie z daleka od własnych granic. Zarówno w scenariuszu wojny cywilizacji oraz wojny na Pacyfiku utrzymanie sowietów po swojej stronie będzie dla Ameryki decyzją o naturze geopolitycznej. W ciągu jednego dnia rozsypią się wszystkie sankcje i zakazy oraz zostanie przywrócona właściwa ranga stosunkom Rosja -Zachód. Polska zaś podobnie jak Litwa, Łotwa, Estonia i Ukraina pozostanie w sytuacji Gruzji w 2008r. Czyli w sytuacji bez wyjścia. Jeśli dodamy do tego rozmontowanie UE ze scenariusza pierwszego, Polska utraci Unijne forum do wygłaszania swojego zdania a tzw „solidarność europejska” zasili słownik pojęć historycznych.

Amerykanie już dziś zakładają, na przykład w raporcie „Liberal Order in a Post-Western World”, że świat stanie się areną ścierania wielu mniejszych ośrodków, stanie się multipolarny w miejsce bipolarnego znanego z okresu rywalizacji z sowietami. Oczywiście Rosjanie również dostrzegają swoją szansę na gruzach obecnego porządku światowego. Dla nich jednak szansa oznacza terytorialną ekspansję, zdobywanie technologii i bogactwa siłą. Dla wszystkich sąsiadów Rosji oznacza to początek nowego okresu realnej historii, z wojnami, okupacjami, partyzantką, wyniszczaniem elit itd. Dla Amerykanów Rosja jest docelowym partnerem wraz z Europą w tym nieuporządkowanym świecie. Tylko USA widziały Rosję przez pryzmat własnych wyobrażeń a w tym czasie odrodziła się Rosja -sowiecka, sowiecka w ambicjach, nienawiści do USA i z prymatem siły nad współpracą. Amerykańskie błędy w ocenie intencji Rosji z początku kadencji Obamy wynikały z odmiennej wizji świata, wynikającej ze zrozumienia procesów historycznych i błędów popełnionych w przeszłości. Trudna do zrozumienia dla jastrzębi koncyliacyjność i dobra wola z jaką Obama otworzył relacje z Putinem, nie wynika ze słabości przywództwa tylko z innej koncepcji przyszłości. Tej koncepcji która zakłada udział Rosji w porządku północnej części świata, gdy południe ogarnie chaos, którego dziś, nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Potencjał militarny Rosji Amerykanie widzą jako część euro-azjatyckiej flanki obrony zachodniego stylu życia, a Rosjanie widzą, w multipolarnym świecie, szansę na rozgrabienie i podbój osamotnionej Europy. Że w sowieckiej polityce nic się nie zmieniało, świadczy chociażby fakt złożenia Polsce propozycji udziału w rozbiorze Ukrainy. Rosja nigdy nie stanie się demokracją w stylu zachodnim a wraz z osamotnieniem z powodu Ukrainy będzie postępował w tym społeczeństwie wzrost znaczenia mitu odrębnej „cywilizacji rosyjskiej”. Za kilkanaście lat stanie się to w Rosji oficjalna wersja porządku świata, która będzie uzasadniać zarówno podboje jak i związane z nimi okrucieństwa. Już dziś bowiem w Rosji obowiązuje ton pogardy wobec „zgnilizny zachodu”, a jeśli coś jest złe można to bez obawy niszczyć.

Przy spełnieniu scenariuszy negatywnych opisanych wcześniej,nie należy zakładać całkowitego wyniszczenia Polski, bo nie jest to scenariusz na który gotowi byliby zgodzić się Niemcy, bardzo mocno powiązani z nami gospodarczo. Nie można jednak wykluczyć próby powoływania jakichś autonomicznych regionów (np Śląsk-co prowadziłoby do scenariuszy z Ukrainy), prowokacji przygranicznych, sfingowania naszej agresji. Nie należy wykluczać działania naszych, sterowanych z zewnątrz, partii politycznych i ich wpływu na destabilizację. Polska zepchnięta ponownie na margines dyskursu światowego pozostanie przedmiotem geopolityki i propagandy sowietów na arenie światowej. Jeśli w konflikcie o Ukrainę, dziś sowieci mogą informować świat, że w Donbasie jest nasz pluton, to jest to tylko delikatna próba tego, czego możemy się spodziewać gdy nikt naszego głosu nie będzie słuchał.

Od naszych przywódców wymagam jednak więcej niż deklaracji na pierwszej stronie gazety: „Mamy się czego bać”. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z „tragicznego położenia Polski” jak opisał nasze geograficzne położenie periodyk amerykański National Interest. A za tym idzie jednak zrozumienie dla znaczących ograniczeń prowadzenia skutecznej polityki międzynarodowej. Nasze położenie jest na pewno tragiczne i jeszcze będzie do czasu gdy Rosją zainteresuje się ktoś silniejszy, ale nie zmienia to naszego obowiązku by uczynić Polskę trudnym przeciwnikiem który posiada zdolność zadawania bolesnych ciosów militarnych. Tak by reportaż ze zdobywania Polski w Russia Today nie wyglądał jak reportaż z wycieczki.

 

 

Zapraszanie przez Polskę -Ukrainy do UE przypomina trochę sytuacje starego małżeństwa w którym to żona (Polska) upiera się aby piękna, młoda i wolna kobieta zamieszkała wraz nią i mężem (UE) w domu. Oczywiście na początku jest fajnie, scenariusz zakończenia zaś, może być, tylko jeden.

Russa-Ukraine-art_1650452c Rys. The Telegraph

Nie ulega żadnej wątpliwości, że od Wielkiej Smuty i okupacji Moskwy Polska nigdy nie czuła tak wielkiej radości z powodu nieszczęścia sowietów, jak w czasie oczekiwania, na podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina. W czasach analogowej polityki i gospodarki, w XIX wiecznych strategiach, gdzie zajęty teren oznaczał zwycięstwo, nie może być większego sukcesu zarówno dla Polski jak i UE jak pozyskać naszego wspaniałego sąsiada do europejskiej rodziny. Najgenialniejszy z XX wiecznych strategów jakich wydała Polska ziemia – Zbigniew Brzeziński, wielokrotnie w różnych miejscach podkreślał, że bezpieczeństwo i niepodległość Polski, jest ściśle powiązana z samodzielną (niezależną od sowietów) państwowością Ukrainy. Brzeziński nie widzi szans do powrotu mocarstwowej roli sowietów w sensie globalnym, a z wszelkich sił demokracje atlantyckie powinny wspierać demokratyczne ruchy w krajach byłego bloku wschodniego, co czasowo zamrozić ma imperialne plany Rosji która będzie musiała w końcu zmierzyć się z problemami wewnętrznymi. Transformacji nie da się zatrzymać,twierdzi Brzeziński, a doświadczenia innych krajów potwierdzają tezę, że propagandowy mur jest w dzisiejszych czasach nie do utrzymania.

Czy jednak teza o zwiększonym bezpieczeństwie Polski po związaniu Ukrainy ze strukturami atlantyckim ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Wydaje się, że we współczesnej technologii prowadzenia wojny, nie tylko sąsiedztwo ale również bliskość krajów nie ma żadnego znaczenia. Siły szybkiego reagowania oparte na lotnictwie i lotniskowcach, rakiety dalekiego zasięgu i broń niekonwencjonalna w tym np. paraliż sieci energetycznej, gazowej czy telekomunikacyjnej kraju nie wymagają przerzucenia wielu setek tysięcy żołnierzy. W fachowych periodykach militarnych nie brak opinii znawców tematu że w sensie obronnym jesteśmy bardziej bezbronni w tej chwili niż byliśmy w 1939r. Oparcie modernizacji sił zbrojnych w ramach realizacji projektu „Polskie Kły” na produktach francuskich czy włoskich jest bardzo na rękę naszym ewentualnym przeciwnikom,choćby ze względu na to,jak łatwo ta technologię przechwycić, ale przecież nie tylko. Podobnie jak odsunięcie się od Ameryki, na które, uczciwie sobie powiedzmy, amerykanie pracują od kilku dobrych lat. Dodatkowo Polska i tak graniczy z sowietami – Okręg Kaliningradzki i prawie zupełnie odsłonięta jest od strony Bałtyku. Dla lotnictwa zaś, pokonanie odległości z Obwodu do Warszawy to kilkadziesiąt minut. Projekt „Kły Polski” zakłada „małą doktrynę odstraszania”. Polska wie że nie jest się w stanie sama obronić, chce jednak by atak na nią był bolesny dla przeciwnika aż do momentu uzyskania pomocy z NATO. Jednak pogrążony w gigantycznym kryzysie zachód jest w zasadzie pozbawiony większości możliwości operacyjnych. Nie widać tego gołym okiem w okresie pokoju ale zdarzają się incydenty które nam to unaoczniają. Sowieckie lotnictwo narusza przestrzeń powietrzną Szwecji a Szwedzi reagują zdziwieniem dyplomatycznym następnego dnia. Rosyjski statek narusza celowo Brytyjskie wody terytorialne na wysokości Szkocji a Londyn wysyła w ramach reakcji swój statek który płynie z drugiego końca wysp Brytyjskich przez… 26 godzin. W zasadzie ostatnim gwarantem bezpieczeństwa Europy są amerykańskie wojska w stacjonujące w Niemczech. Ich kontyngent jest jednak regularnie zmniejszany, przez pozbawionych wizji amerykańskich liderów. Amerykanie to jedyny straszak Moskwy i stąd jej wieloletnie starania o nie rozmieszczanie wojsk USA na terenie Polski. I to, sowieci osiągnęli. Zatem, nawet powiązana w strukturach atlantyckich Ukraina nie stanowi faktycznej gwarancji naszego bezpieczeństwa i dekady upłyną nim faktycznie tak się stanie. Sama Ukraina ma poważne problemy z obecnością sowietów- choćby w kontekście Floty Czarnomorskiej. Rosjanie zaś,nigdy nie pozwolą sobie na odcięcie operacyjne od Morza Śródziemnego.

Jeśli nie ze względów bezpieczeństwa to może ze względów gospodarczych Polska ma interes w przyciągnięciu Ukraińców do europejskiego domu?

Na to pytanie również można odpowiedzieć w dwojaki sposób. Po pierwsze w dającej się przewidzieć przyszłości Polska będzie znacznie cierpiała na brak siły roboczej, a ludność naszego kraju ma się zmniejszyć o całe 6 mln. Bez przyciągnięcia setek tysięcy pracowników ze wschodu nie będziemy w stanie nie tylko zwiększać ale i utrzymywać poziomu PKB. Pytanie jakie trzeba sobie postawić jest takie czy kraj pozostający w okowach związku pracodawców i oferujące najniższe wynagrodzenia w UE jest w stanie kogoś przyciągnąć? Czy za 20 lat Ukraińcy i Gruzini nie będą jedynie przelatywać nad naszymi głowami do Niemiec lub przesiadać się na Centralnym Porcie Lotniczym (jeśli go zbudujemy)? Wykwalifikowana siła robocza zasili gospodarkę Niemiec czy Wlk.Brytanii a do nas będą raczej ściągać mniej wykwalifikowani, konkurując o pracę z niewykwalifikowanymi Polakami? Czy proces zmian w szkolnictwie i w gospodarce zasilony pieniędzmi z UE wygeneruje taką ilość innowacyjnych przedsięwzięć, że będziemy w stanie konkurować w gospodarce światowej za 30 czy 40 lat czy też dalej będziemy potęgą w produkcji palet? Bo jeśli pozostaniemy potęgą rolniczą i producentem palet to wejście Ukrainy na wspólnotowy rynek jest oczywiście na rękę zachodnim konsumentom ale nie Polskim producentom. Ukraina może stać się w krótkim czasie spichlerzem Europy, a wprowadzenie norm unijnych szybko przekona zachodnich konsumentów do tanich produktów „made in Ukraine”. Podobnie ma się rzecz z produktami nieprzetworzonymi z innych niż spożywcza branż. Szybko uczący się angielskiego i wielokrotnie tańszy (mimo naszych zarobków) pracownik Ukraiński szybko przyciągnie centra usługowe z których tak dumna jest dziś Łódź czy Wrocław. Nawet osławiony Amazon w końcu znudzi się Polską i znajdzie miejsce na swój wielki europejski hub na Ukrainie. Zawsze taniej. Ukraina ma również znakomite politechniki, akademie medyczne, urokliwe tereny dla zachodnich turystów. Ukraina ma piękne kobiety, dziewiczy dla wielu marek – większy rynek zbytu i młodsze społeczeństwo. Ukraina posiada wiele atutów.

Ostatnim atutem Ukrainy który warto wspomnieć to jej liczba ludności. Wg prognoz Ukraińców ma być 40 mln a nas 32 mln już w roku 2050. To przy ewentualnej większej dynamice PKB,oznacza dla Ukrainy większe polityczne znaczenie w UE, możliwość zajęcia naszego miejsca jako strategicznego gospodarczego partnera Niemiec (fabryki Niemiec). Sukcesy gospodarcze i bogacenie się społeczeństwa spowoduje wzrost dumy narodowej która nigdy nie szła ramię w ramię z naszą dumą. Ukraińcy bardzo szybko jako partnerów wybiorą Niemców czy Brytyjczyków. Więcej, stawiam śmiała tezę, że nowe ukraińskie elity jeszcze za naszego życia będą aspirować do reprezentowania interesów regionu. Kurcząca się demograficznie, a co za tym idzie ,gospodarczo Polska będzie traciła na znaczeniu i wszystkie prestiżowe zdobycze okresu prosperity mogą zostać zaprzepaszczone. Można sobie nawet dalej snuć wizję malejącego znaczenia Polski po wejściu Turcji. Wtedy polityka europejska stanie się grą czterech dynamicznych: Niemiec, Anglii (pytanie o Szkocję?), Ukrainy i Turcji. To rozwiązanie choć mało ambitne niesie za sobą wizję Polski wprawdzie politycznie mniejszej ale spokojnej i umiejscowionej w sercu wielkiej Europy. Nudnej jak Belgia.

Warto dziś postawić na nowo pytania o strategię naszego miejsca w UE i wpływu jaki na to miejsce będzie miało wejście na europejską scenę, polityczną i gospodarczą wielkiej, przecież, Ukrainy.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że Ukraina będzie nową Polską. A kto lubi być „byłą żoną”?

http://kiev.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/article/y,2012,m,2,a,23541,Sytuacja_demograficzna_na_Ukrainie_w_latach_2000-2010_oraz_prognoza_do_roku_2050.html

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1524745,1,raport-polakow-coraz-mniej-moze-to-dobrze.read