Archiwa tagu: Zbigniew Brzeziński

Jest już czas na to, aby zastanowić się, jakie długofalowe skutki będzie miała dla przyszłości Polski ta nieszczęsna kadencja. Opiszę z grubsza główne tezy PiS, którymi przez najbliższe spodziewane 3,5r będzie się zmieniać kraj. Za „dobrą zmianę” zapłacimy głównie w dwóch aspektach – w sferze gospodarczej i w sferze polityki zagranicznej, czyli wprost w przyszłym bezpieczeństwie Polski. Bo nie zabawy w „telewizję narodową” są istotne, nie jest ważna propaganda na poziomie komuny, wiecowe, składające się z 80 w kółko powtarzanych zdań, wystąpienia Szydło i nie zabawy Błaszczaka w ministerstwo, są ważne. Nawet wycinka puszczy, bo nie takich idiotów przetrwała.

Reagan_PopeJPII_Alaska (1)

Po pierwsze 500+ które doprowadzi do wzrostu zadłużenia, będzie skutkowało w rezultacie pozbawieniem nas rezerwy demograficznej, zamachem na niezależność NBP, bo ten będzie się bronił przed dodrukiem pustego pieniądza, zatem zmieni się ustawy, aby sztucznie utrzymywać złudzenie, że system się nie sypie. Efektem tego, z pewnym bezwładnościowym opóźnieniem gospodarki, będzie powrót inflacji, (sądzę że raczej wyższej niż znamy z ostatnich lat kiedy była), jak przypuszczam w okolicach drugiej połowy 2019. Co za tym idzie wzrost stóp procentowych dla kredytów na złotówkach i spory ból głowy dla spłacających kredyt w naszej walucie, przyzwyczajonych do „balcerowiczowskiego” stylu zarządzania polityką stóp procentowych. W zasadzie sam czynnik wzrostu cen zadecyduje, że druga kadencja, jak przypuszczam, zdobyta zmianą ordynacji wyborczej, będzie dla PiSu ostatnią, chyba, że zdecydują się na fałszerstwa. Program 500+ przywróci socjalistyczne oczekiwania społeczne z którymi, jako naród walczyliśmy przez 26 lat, aby choć trochę przybliżyć się do protestanckiego modelu społeczeństwa pracy. Program ten będzie eskalowany, a kwoty będą podnoszone bez oglądania się na rachunek ekonomiczny. Dodatkowo, ma już wpływ, a będzie miał większy, na płacowe zachowania przedsiębiorców. Którzy, jakby przy okazji, otrzymali bodziec do zamrożenia pensji, na które większość Polaków narzeka od lat, ponieważ państwo wzięło na siebie ciężar dofinansowania rodzin. W kwietniu 2016 stawiam tezę, że ruch ten spowoduje stagnację wynagrodzeń na kilka lat, mimo oczekiwanych i gospodarczych wskaźników, które w najbliższych 4 latach pozwoliłby na stopniowe, ale wyższe niż ostatnio, wzrosty realnych wynagrodzeń. Decydowałyby o tym dwa czynniki, malejąca podaż rąk do pracy, oraz rozwój gospodarki. Zarówno firmy konsultingowe jak i inne ośrodki zapowiadały skokowy wzrost płac w najbliższych latach. Ale nie przewidziały PiSu. Po kilku latach rządów PiS odziedziczymy gigantyczne zasłużenie, osłabioną złotówkę, zwiększone roszczenia mniej aktywnych na rynku  oraz inflację pożerającą owoce wzrostu. A i wzrost w takich warunkach będzie stopniowo hamował.

Oczywiście będą publikowane dane o wzroście płac. Ponieważ reżim utworzy nowe miejsca pracy w nowych urzędach, oraz będzie balansował na granicy szantażu związków zawodowych w starych branżach. Zatem lepiej zarobią policjanci, sądownictwo, przejmowane szczeble administracji może wojsko i na pewno branże uzwiązkowione.

Zadłużenie wewnętrzne, niekompetentne kadry na najwyższych szczeblach oraz wzrost inflacji spowodują spadek inwestycji zagranicznych i ratingów dla Polski. W dłuższej perspektywie pogorszy to równowagę mikro i makroekonomiczną i doprowadzi do jakiejś formy kryzysu. Ten idąc równocześnie z inflacją spowoduje nacisk na wzrost płac i zwiększanie zasiłków takich jak 500+ i jesteśmy załatwieni jak Grecja.

Waszczykowszczyzna. Czyli amatorsko chaotyczno histeryczna dyplomacja. Waszczykowski nie posiada strategii, a jeśli nawet powoływałby się na tzw spuściznę Lecha Kaczyńskiego, to poza ogólnymi tezami wzmacniania regionu mitycznego Międzymorza, nic o niej nie wiadomo, a o jej skutkach nikt nawet nie myśli, co nawet gorsze, niż sama koncepcja. Waszczykowski posiada jeszcze uprzedzenia i historyczne kalki, ale nawet szkoda czasu je opisywać. Rację miał oczywiście Sikorski stawiając tezę o tym, że demokratyczne Niemcy powinny stanowić punkt centralny UE, nie tylko w kontekście gospodarczym. Niestety zbytnia integracja naszego regionu z UE oraz przeszczepianie tej zarazy demokratycznej do Mołdawii, Gruzji i na Ukrainę – musiała w końcu obudzić sowieckiego niedźwiedzia. Nominację dla Sikorskiego, na szefa służb zagranicznych, udało się powstrzymać. Ze sfery publiczej wycofał się również jego główny partner, w  rozszerzaniu zainteresowania UE na wschód – Carl Bildt. Aby przypieczętować odejście Sikorskiego z polityki w Polsce oraz rozbić proeuropejską partię, wywołano aferę. Taśmy były jednym z elementów w europejskiej układance Putina. Wywołanie trwałego chaosu wewnętrznego w Polsce, który teraz obserwujemy, może być i z pewnością jest, częścią wojny hybrydowej, w której znajduje się Polska od 2014r. Jeśli naszą odpowiedzią na wojnę informacyjną, jest wcielenie do obrony terytorialnej członków skrajnej prawicy, robiących sobie zdjęcia z hitlerowskim pozdrowieniem, to jest dokładnie to, czego oczekuje Kreml. Brawo. Likwidacja umiarkowanej i proeuropejskiej partii poprzez atak na jej liderów, to mechanizm który odkrywają dziś Niemcy, otwarcie przyznający, że przeciw kanclerz Merkel prowadzona jest operacja między innymi na froncie informacyjnym. To, że niemieckie służby, w przeciwieństwie do naszych, to odkryły, nie oznacza, że uda się uratować obecną koalicję rządzącą w Niemczech. Bo wbrew fantazjom prawicowych pismaków, rządy demokratyczne mają znikomy wpływ na linie redakcyjne tabloidów.

W sferze stosunków międzynarodowych amatorszczyzna i ograniczenia intelektualne, tej ekipy doprowadzą do dalszego pogarszania naszych relacji z największymi państwami Europy a także, co równie istotne, są rozczarowujące i deprecjonujące Polskę jako tzw „największego przyjaciela” Ameryki w tej części Europy. Kluczowa i zignorowana, przez ekipę amatorów, była tutaj sondująca PiS wizyta w Polsce pani Nuland. Jeden z głównych współpracowników sekretarza Kerry’ego, nie zawiózł do Waszyngtonu, ani dobrych wrażeń, ani optymistycznych wniosków. Polska jako partner i zaufany przyjaciel Białego Domu, sama przepisała się na listę problemów z utrzymaniem demokracji, w orbicie geopolitycznych interesów USA. Jakie będą tego długofalowe i oczekiwane przez Rosjan skutki? Oraz jaki będzie to miało oczywisty wpływ na wsłuchiwanie się w nasze oczekiwania przez Biały Dom?

Po pierwsze Polska zostanie wypchnięta z głównego nurtu europejskiej debaty, wtedy kiedy wielkie państwa europejskie, tuż przed ważnymi szczytami, będą uzgadniać ze sobą, stanowiska na szczyt. Formuła „wielkiej szóstki” już jest ćwiczona jako „wielka piątka”, bez Polski. Nie mają z kim rozmawiać. Rozmowy o problemach świata takich jak Rosja, ISIS czy zmiany klimatyczne nie ma z kim w ekipie PiS prowadzić, z prostego powodu. Kaczyński nie interesuje się światem zewnętrznym i go nie rozumie, jego plan zemsty i nowego porządku obejmował tylko Polskę. Nie rozumie sieciowości świata, unii europejskiej ani zachodu. Kaczyński nie zna się na dyplomacji i nie umie postępować z dyplomatami. Wiele lat temu doświadczył tego ambasador Niemiec, a niedawno nowy ambasador USA. Człowiek który od ponad 20 lat komunikuje się ze światem przy pomocy służących, którym nie musi tłumaczyć swoich racji, ani nie szuka z nimi dysputy intelektualnej, ani nie będzie jej szukał ze światem zewnętrznym. Rób co ci mówię, albo odejdź. Tak można rozmawiać z Błaszczakiem ale nie z Merkel, Nuland czy Schulzem.

Po drugie, Kreml zyska na osamotnieniu Polski dokładnie dlatego, że w odpowiednim momencie zrozumiał, jak niebezpieczni są Polacy, tradycyjnie antyrosyjscy, w zjednoczonej Europie. Kreml obserwował wzrost znaczenia, zarówno Tuska, którego nominacji nie udało się powstrzymać jak i Sikorskiego,o czym było wyżej. Ale przy drugiej kadencji Tuska, można odpowiednio i dość prosto zmanipulować Kaczyńskiego o czym wie Putin. Tradycyjnie rozumiejący zagrożenie ze wschodu Polacy, muszą być trwale wyeliminowani z dyskursu europejskiego (dla wspólnego dobra Zachodu i Rosji, dla wspólnych interesów – przekaz) i ten plan jest realizowany jednocześnie z rozbijaniem wspólnoty. Bo doprawdy, trzeba być dziennikarzem obecnego Dziennika Telewizyjnego, aby uznać, że Szydło odniosła w parlamencie europejskim sukces. A nie dostrzegać osłupienia i zażenowania elit europejskich, z wypisanym na twarzy pytaniem: jak to buractwo weszło do UE? Zatem po pierwsze Polskę należy osłabić, po drugie rozbić UE.

Wreszcie Kaczyńskiego Międzybaśnie czyli Międzymorze. Nie ma wspólnych interesów pomiędzy państwami naszego regionu Europy, a dodatkowo bycie liderem na siłę, gdy nie ma się gospodarczej potęgi Niemiec, jest dosyć groteskowe. Pochwały i pakty z Budapesztu mają takie znaczenie dla historii Polski jak dla Wietnamu nasze poparcie. Dwa niedemokratyczne reżimy wspierające się nawzajem, aby blokować rezolucje, czy decyzje wymierzone, w te reżimy, przez UE. Polska jako nadzieja i wzór do naśladowania, krajów chcących wyrwać się z dominacji rosyjskiej, to już przeszłość. Międzymorze nie tylko się nie uda, co przy okazji popsuje jako niechciany projekt inne ważniejsze i trwalsze interesy Polski, nad które będzie bezmyślnie przedkładana.

Największa strata, za którą przyjdzie płacić naszym dzieciom, to utrata wizerunku Polski, marki Polski na którą pracowaliśmy, ciężko i wspólnie od 1989, przyjmowani do rodziny Zachodu. Nieobecność Polski i europy wschodniej w dyskursie, sztuce i polityce świata zachodniego, o którym znakomicie pisze profesor Thompson, zaczęła być zastępowana przez Polskę jako miejsce bliskie europejczykom, zamieszkane nie przez białe niedźwiedzie, tylko przez ludzi wyznających te same wartości. Kraków czy Wrocław jako miejsce znane turystom z klasy niższej średniej i średniej z bogatych państw zachodu, zaczęły wchodzić na mapę Europy jako część bytności wizerunkowej, wiele też dobrego, dla dookreślenia i dostrzeżenia Polski, zrobiła udana organizacja Euro 2012. To wszystko już się skończyło. Teraz mamy ONR na państwowych obchodach i pogrzebach, kilka metrów od urzędników państwa, Kaczyńskiego mówiącego o pasożytach w ciałach uchodźców, państwową telewizję wyglądającą jak państwowa rosyjska, albo północno koreańska. Brakuje tylko płaczącej prezenterki wiadomości. Ale to kwestia czasu jak się Krzysztof Ziemiec rozpłacze. Czyli w zasadzie w 6 miesięcy, zaprzepaściliśmy wizerunek gospodarczego Singapuru w Europie, wizerunek otwartego społeczeństwa, kochającego wolność, o którym Ronald Reagan mówił, że jest tylko z wierzchu czerwone, a w środku białe.

Trzydzieści parę lat od tej wypowiedzi Reagana, wyjdzie na to, że oszukaliśmy Zachód. Niestety udawaliśmy kogoś innego, a jesteśmy tak naprawdę inni. A wszystko czego dokonali dla Polski Reagan, Zbigniew Brzeziński i przecież Jan Paweł II zaprzepaścimy. Na własną zgubę.

Zapraszanie przez Polskę -Ukrainy do UE przypomina trochę sytuacje starego małżeństwa w którym to żona (Polska) upiera się aby piękna, młoda i wolna kobieta zamieszkała wraz nią i mężem (UE) w domu. Oczywiście na początku jest fajnie, scenariusz zakończenia zaś, może być, tylko jeden.

Russa-Ukraine-art_1650452c Rys. The Telegraph

Nie ulega żadnej wątpliwości, że od Wielkiej Smuty i okupacji Moskwy Polska nigdy nie czuła tak wielkiej radości z powodu nieszczęścia sowietów, jak w czasie oczekiwania, na podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina. W czasach analogowej polityki i gospodarki, w XIX wiecznych strategiach, gdzie zajęty teren oznaczał zwycięstwo, nie może być większego sukcesu zarówno dla Polski jak i UE jak pozyskać naszego wspaniałego sąsiada do europejskiej rodziny. Najgenialniejszy z XX wiecznych strategów jakich wydała Polska ziemia – Zbigniew Brzeziński, wielokrotnie w różnych miejscach podkreślał, że bezpieczeństwo i niepodległość Polski, jest ściśle powiązana z samodzielną (niezależną od sowietów) państwowością Ukrainy. Brzeziński nie widzi szans do powrotu mocarstwowej roli sowietów w sensie globalnym, a z wszelkich sił demokracje atlantyckie powinny wspierać demokratyczne ruchy w krajach byłego bloku wschodniego, co czasowo zamrozić ma imperialne plany Rosji która będzie musiała w końcu zmierzyć się z problemami wewnętrznymi. Transformacji nie da się zatrzymać,twierdzi Brzeziński, a doświadczenia innych krajów potwierdzają tezę, że propagandowy mur jest w dzisiejszych czasach nie do utrzymania.

Czy jednak teza o zwiększonym bezpieczeństwie Polski po związaniu Ukrainy ze strukturami atlantyckim ma dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Wydaje się, że we współczesnej technologii prowadzenia wojny, nie tylko sąsiedztwo ale również bliskość krajów nie ma żadnego znaczenia. Siły szybkiego reagowania oparte na lotnictwie i lotniskowcach, rakiety dalekiego zasięgu i broń niekonwencjonalna w tym np. paraliż sieci energetycznej, gazowej czy telekomunikacyjnej kraju nie wymagają przerzucenia wielu setek tysięcy żołnierzy. W fachowych periodykach militarnych nie brak opinii znawców tematu że w sensie obronnym jesteśmy bardziej bezbronni w tej chwili niż byliśmy w 1939r. Oparcie modernizacji sił zbrojnych w ramach realizacji projektu „Polskie Kły” na produktach francuskich czy włoskich jest bardzo na rękę naszym ewentualnym przeciwnikom,choćby ze względu na to,jak łatwo ta technologię przechwycić, ale przecież nie tylko. Podobnie jak odsunięcie się od Ameryki, na które, uczciwie sobie powiedzmy, amerykanie pracują od kilku dobrych lat. Dodatkowo Polska i tak graniczy z sowietami – Okręg Kaliningradzki i prawie zupełnie odsłonięta jest od strony Bałtyku. Dla lotnictwa zaś, pokonanie odległości z Obwodu do Warszawy to kilkadziesiąt minut. Projekt „Kły Polski” zakłada „małą doktrynę odstraszania”. Polska wie że nie jest się w stanie sama obronić, chce jednak by atak na nią był bolesny dla przeciwnika aż do momentu uzyskania pomocy z NATO. Jednak pogrążony w gigantycznym kryzysie zachód jest w zasadzie pozbawiony większości możliwości operacyjnych. Nie widać tego gołym okiem w okresie pokoju ale zdarzają się incydenty które nam to unaoczniają. Sowieckie lotnictwo narusza przestrzeń powietrzną Szwecji a Szwedzi reagują zdziwieniem dyplomatycznym następnego dnia. Rosyjski statek narusza celowo Brytyjskie wody terytorialne na wysokości Szkocji a Londyn wysyła w ramach reakcji swój statek który płynie z drugiego końca wysp Brytyjskich przez… 26 godzin. W zasadzie ostatnim gwarantem bezpieczeństwa Europy są amerykańskie wojska w stacjonujące w Niemczech. Ich kontyngent jest jednak regularnie zmniejszany, przez pozbawionych wizji amerykańskich liderów. Amerykanie to jedyny straszak Moskwy i stąd jej wieloletnie starania o nie rozmieszczanie wojsk USA na terenie Polski. I to, sowieci osiągnęli. Zatem, nawet powiązana w strukturach atlantyckich Ukraina nie stanowi faktycznej gwarancji naszego bezpieczeństwa i dekady upłyną nim faktycznie tak się stanie. Sama Ukraina ma poważne problemy z obecnością sowietów- choćby w kontekście Floty Czarnomorskiej. Rosjanie zaś,nigdy nie pozwolą sobie na odcięcie operacyjne od Morza Śródziemnego.

Jeśli nie ze względów bezpieczeństwa to może ze względów gospodarczych Polska ma interes w przyciągnięciu Ukraińców do europejskiego domu?

Na to pytanie również można odpowiedzieć w dwojaki sposób. Po pierwsze w dającej się przewidzieć przyszłości Polska będzie znacznie cierpiała na brak siły roboczej, a ludność naszego kraju ma się zmniejszyć o całe 6 mln. Bez przyciągnięcia setek tysięcy pracowników ze wschodu nie będziemy w stanie nie tylko zwiększać ale i utrzymywać poziomu PKB. Pytanie jakie trzeba sobie postawić jest takie czy kraj pozostający w okowach związku pracodawców i oferujące najniższe wynagrodzenia w UE jest w stanie kogoś przyciągnąć? Czy za 20 lat Ukraińcy i Gruzini nie będą jedynie przelatywać nad naszymi głowami do Niemiec lub przesiadać się na Centralnym Porcie Lotniczym (jeśli go zbudujemy)? Wykwalifikowana siła robocza zasili gospodarkę Niemiec czy Wlk.Brytanii a do nas będą raczej ściągać mniej wykwalifikowani, konkurując o pracę z niewykwalifikowanymi Polakami? Czy proces zmian w szkolnictwie i w gospodarce zasilony pieniędzmi z UE wygeneruje taką ilość innowacyjnych przedsięwzięć, że będziemy w stanie konkurować w gospodarce światowej za 30 czy 40 lat czy też dalej będziemy potęgą w produkcji palet? Bo jeśli pozostaniemy potęgą rolniczą i producentem palet to wejście Ukrainy na wspólnotowy rynek jest oczywiście na rękę zachodnim konsumentom ale nie Polskim producentom. Ukraina może stać się w krótkim czasie spichlerzem Europy, a wprowadzenie norm unijnych szybko przekona zachodnich konsumentów do tanich produktów „made in Ukraine”. Podobnie ma się rzecz z produktami nieprzetworzonymi z innych niż spożywcza branż. Szybko uczący się angielskiego i wielokrotnie tańszy (mimo naszych zarobków) pracownik Ukraiński szybko przyciągnie centra usługowe z których tak dumna jest dziś Łódź czy Wrocław. Nawet osławiony Amazon w końcu znudzi się Polską i znajdzie miejsce na swój wielki europejski hub na Ukrainie. Zawsze taniej. Ukraina ma również znakomite politechniki, akademie medyczne, urokliwe tereny dla zachodnich turystów. Ukraina ma piękne kobiety, dziewiczy dla wielu marek – większy rynek zbytu i młodsze społeczeństwo. Ukraina posiada wiele atutów.

Ostatnim atutem Ukrainy który warto wspomnieć to jej liczba ludności. Wg prognoz Ukraińców ma być 40 mln a nas 32 mln już w roku 2050. To przy ewentualnej większej dynamice PKB,oznacza dla Ukrainy większe polityczne znaczenie w UE, możliwość zajęcia naszego miejsca jako strategicznego gospodarczego partnera Niemiec (fabryki Niemiec). Sukcesy gospodarcze i bogacenie się społeczeństwa spowoduje wzrost dumy narodowej która nigdy nie szła ramię w ramię z naszą dumą. Ukraińcy bardzo szybko jako partnerów wybiorą Niemców czy Brytyjczyków. Więcej, stawiam śmiała tezę, że nowe ukraińskie elity jeszcze za naszego życia będą aspirować do reprezentowania interesów regionu. Kurcząca się demograficznie, a co za tym idzie ,gospodarczo Polska będzie traciła na znaczeniu i wszystkie prestiżowe zdobycze okresu prosperity mogą zostać zaprzepaszczone. Można sobie nawet dalej snuć wizję malejącego znaczenia Polski po wejściu Turcji. Wtedy polityka europejska stanie się grą czterech dynamicznych: Niemiec, Anglii (pytanie o Szkocję?), Ukrainy i Turcji. To rozwiązanie choć mało ambitne niesie za sobą wizję Polski wprawdzie politycznie mniejszej ale spokojnej i umiejscowionej w sercu wielkiej Europy. Nudnej jak Belgia.

Warto dziś postawić na nowo pytania o strategię naszego miejsca w UE i wpływu jaki na to miejsce będzie miało wejście na europejską scenę, polityczną i gospodarczą wielkiej, przecież, Ukrainy.

Wszystko wskazuje bowiem na to, że Ukraina będzie nową Polską. A kto lubi być „byłą żoną”?

http://kiev.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/article/y,2012,m,2,a,23541,Sytuacja_demograficzna_na_Ukrainie_w_latach_2000-2010_oraz_prognoza_do_roku_2050.html

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1524745,1,raport-polakow-coraz-mniej-moze-to-dobrze.read