Miesięczne archiwum: Wrzesień 2013

Według opublikowanego dziś sondażu Millward Brown dla TVN24, prezydent Warszawy miałaby spore szanse pożegnać się ze stanowiskiem, jeśli głosowanie nad jej losem odbywało się już teraz. To już trzecie badanie opinii publicznej w tej sprawie. Najważniejszy w sondażach jest oczywiście procent wyborców deklarujących udział w referendum.

Rezultat referendum warszawskiego jest łatwy do przewidzenia i większość biorących w nim udział wyborców opowie się za odwołaniem HGW. Dużo bardziej interesująca jest odpowiedź na pytanie, czy referendum będzie ważne. Według Państwowej Komisji Wyborczej, w stolicy uprawnionych do głosowania jest 1 milion 335 tysięcy osób. By referendum było ważne, do urn musi się pofatygować ponad 389 tys. warszawiaków, co przekłada się na frekwencję na poziomie ok 29%. Sprawdźmy jak wyglądają zapowiedzi udziału w referendum w dotychczasowych trzech sondażach.

Pierwszy raz o warszawskie referendum zapytała pracownia TNS Polska na zlecenie „Gazety Wyborczej”. Przeprowadzony w połowie czerwca sondaż zaskoczył przede wszystkim wysokim poziomem frekwencji – aż 63% mieszkańców stolicy zadeklarowało chęć udziału w referendum. Co prawda z badania nie dowiadujemy się, ilu spośród nich stwierdziło, że „na pewno” pójdzie zagłosować, a ilu „raczej” (to bardzo istotne rozróżnienie), ale deklarowane uczestnictwo na poziomie 2/3 warszawiaków mogło robić wrażenie.

11111111

 

Drugie badanie ws. odwołania prezydent stolicy zrealizowane zostało również przez TNS Polska, tym razem na zlecenie „Wiadomości” TVP pod koniec sierpnia.  Sondaż przeprowadzono już po ustaleniu terminu referendum, a jego wyniki przyniosły zaskakujący spadek zainteresowania udziałem w głosowaniu. Tylko 36% warszawiaków chciało w sierpniu pofatygować się do urn, co oznaczało spadek o połowę w stosunku do deklaracji czerwcowych. Co ważniejsze, tylko 26% ankietowanych wyraziło chęć „zdecydowanego” głosowania, pozostałe 10% „raczej”. Dotychczasowe doświadczenia sondażowni z badań przed wyborami parlamentarnymi czy prezydenckimi wskazują, że rzeczywista frekwencja jest zbliżona właśnie do odsetka „na pewno pójdę zagłosować”.  To by zaś oznaczało, że HGW miałaby szansę ocalić swoje stanowisko.

22222

 

 

I wreszcie dzisiejszy sondaż, tym razem pracowni Millward Brown dla TVN24, a więc z dużą ostrożnością podchodzić należy do porównywania jego wyników z poprzednikiem. Jednak najbardziej nas interesujący odsetek zapowiadających zdecydowany udział w głosowaniu jest podobny do zanotowanego w sierpniu przez TNS (26%) i wynosi… 29%, a więc dokładnie tyle, ile potrzeba do ważności referendum. Dalsze 18% warszawiaków „raczej” pójdzie do urn, razem więc deklarowana frekwencja wynosi 47% – mniej niż czerwcowe 64%, ale więcej niż sierpniowe 36% w sondażach TNS Polska.

3333

 

Reasumując, za odwołaniem HGW opowiada się w badaniach opinii publicznej zdecydowana większość deklarujących udział w głosowaniu. Jeśli przyjąć, że dotychczasowe doświadczenie pracowni badawczych potwierdzi się przy okazji referendum warszawskiego i rzeczywista frekwencja będzie zbliżona do odsetka osób chcących „zdecydowanie” pójść do urn (jest to w polskich warunkach założenie ryzykowne:), to los prezydent Warszawy wisi na włosku. Bowiem zarówno wyniki sierpniowego, jak i wrześniowego sondażu pokazują, że 26-29% warszawiaków zamierza 13 października na pewno wziąć udział w referendum. Nadzieją PO pozostaje więc przekonanie kilkunastu procent wyborców, którzy chcą iść zagłosować przeciw odwołaniu HGW, by jednak ten dzień spędzili z dala od lokali wyborczych.

Za kilka tygodni przypada rocznica drugiego zwycięstwa Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych. Półmetek drugiej kadencji jest dobrym momentem na analizę obecnej sytuacji sondażowej tej partii. A ta, na 8 miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, nie jest łatwa. Od blisko pół roku liderem rankingów jest największy rywal PO – Prawo i Sprawiedliwość. Również oceny pracy rządu i samego premiera należą do najniższych w historii. Czy zatem PO ma szanse na odbicie i wygraną podczas wyborczego maratonu w 2015 r.?

We wrześniu w niemal wszystkich sondażach preferencji partyjnych (poza CBOS) PO zajmowała drugie miejsce, za PiS. Przewaga partii Jarosława Kaczyńskiego, w zależności od badania, waha się od 5 (Millward Brown) do nawet 9 pkt proc. (TNS Polska). Mając na względzie, że to właśnie sondaże TNS Polska okazały się najbliższe rzeczywistym wynikom wyborów w 2011 roku, PO nie powinna się raczej pocieszać jedynym w zestawieniu badaniem CBOS, w którym zachowuje skromne, 2-punktowe prowadzenie.

1

Średnia poparcia dla partii wśród wyborców zdecydowanych, na kogo głosować, daje we wrześniu PiS 35 proc., zaś PO 30 proc. głosów. W żadnym, poza CBOS, badaniu PO nie przekracza granicy 30 proc., a PiS w żadnym sondażu nie odnotowuje poparcia niższego niż 30 proc. Z ogromnym prawdopodobieństwem więc można założyć, że we wrześniu 2013 r. wybory parlamentarne PO by przegrała, a PiS z potencjalnym koalicjantem w postaci PSL zdobyłby łącznie 42 proc. głosów. Nawet zakładając optymistyczny dla PO scenariusz z wyborów w 2011 roku, gdy rzeczywisty wynik tej partii okazał się lepszy niż przewidywały to ostatnie przedwyborcze badania, trudno mówić w obecnej sytuacji o czymś więcej niż remis z PiS.

Przez cały okres od elekcji w 2011 r. aż do maja 2013 r. to PO zachowywała bezpieczny dystans do PiS. W grudniu 2011 przewaga PO nad głównym rywalem sięgała aż 20 pkt proc. (PO 45 proc., PiS 25 proc.). Należy oczywiście pamiętać o jesieni 2012 roku, gdy po raz pierwszy w historiinotowania PO i PiS przecięły się, a partia Jarosława Kaczyńskiego na kilka tygodni stała się liderem sondaży ze średnio 3-5-punktowymprowadzeniem. Dopiero słynna publikacja „Trotyl na wraku tupolewa” w „Rzeczpospolitej” i emocjonalna, agresywna reakcja lidera PiS przywróciły PO prowadzenie w rankingu, wskutek czego 2013 rok Platforma rozpoczynała z przewagą10 pkt proc. nad PiS.

Warto o tym wspomnieć, bo choć obecne, kilkumiesięczne liderowanie PiS jest bezsporne, to jednak partia Kaczyńskiego nigdy jeszcze nie osiągnęła 20 czy nawet 10 pkt przewagi, jak bywało w przypadku partii Tuska. W najlepszym okresie (lipiec – sierpień ’13) sondaże dawały PiS prowadzenie wynoszące przeciętnie 7-8 pkt proc.(choć w pojedynczych sondażach zdarzało się więcej – podkreślam, mowa o średniej sondaży w skali miesiąca). We wrześniu jednak dystans PO do PiS zmalał do 5 pkt proc. Sytuacja jest więc na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy dość dynamiczna, a straty do lidera sondaży nie są na tyle duże, by wydawały się nie do odrobienia.

Odpowiedź na pytanie, w jakich grupach elektoratu najwięcej straciła PO, może posłużyć tej partii za punkt wyjścia w poszukiwaniu sposobu na uporanie się z sondażowym dołkiem. Niestety, jak to bywa w przypadku polskich badań preferencji partyjnych, odpowiedź na postawione pytanie nie jest prosta.

Po pierwsze, kluczowa jest kwestia ogromnych różnic pomiędzy poszczególnymi sondażowniami. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że tabele aneksowe z podziałem na kategorie społeczno-demograficzne CBOS (w którego badaniach prowadzi PO) i TNS Polska (wygrywa PiS) przynoszą zgoła odmienne rezultaty.

Po drugie, dysponujemy co prawda danymi o poparciu dla partii wg płci, wieku czy miejsca zamieszkania wyborców, lecz są to wyniki oparte na niewielkich liczebnie próbach i dopiero agregacja danych z kilku miesięcy pozwala wyciągnąć pewne wnioski. I właśnie na próbie takiej agregacji danych z różnych ośrodków badawczych oparta jest niniejsza próba oszacowania, którzy wyborcy odwrócili się od partii rządzącej.

Poparcie dla PO było dotąd oparte na kilku niezmieniających się regułach, które zostały ukute w mało zgrabny publicystyczny skrót „MWzDM” (młodzi, wykształceni, z dużych miast). A zatem im niższy wiek wyborcy, wyższe jego wykształcenie oraz większe miejsce zamieszkania, tym większe poparcie dla PO odnotowywały ośrodki badania opinii publicznej. Podobnie rzecz miała się z kwestią oceny własnej sytuacji materialnej, religijnością czy autoidentyfikacją na osi lewica-prawica: we wszystkich tych obszarach rezultaty PO były niejako odwrotnością PiS.

I w zasadzie, mimo sondażowego kryzysu PO, teraz model ten wygląda podobnie. MWzDM, jako hipotetyczna grupa, nadal chętniej wybiera PO niż PiS, z tym że różnica między partiami w paru kategoriach stopniała do kilku punktów procentowych.

Bardzo ciekawe rezultaty dają obecne sondaże w przypadku analizy wieku wyborców. O ile elektorat w przedziale 30-49 lat pozostał stosunkowo wierny partii Donalda Tuska, tonajwiększe straty PO zanotowała w dwóch grupach wyborców: 18-29 lat oraz 50+. Owszem, to w grupie najstarszych wyborców PiS bezsprzecznie przejął prowadzenie. Ale porównując obecną sytuację sondażową z zeszłoroczną należy przyznać, że spadki PO w obu grupach – najmłodszych i najstarszych wyborców – są w wartościach względnych zbliżone.

Podobnie jest, gdy chodzi o miejsce zamieszkaniaczy wykształcenie badanych: zachowana została prawidłowość, że lepiej wykształceni i mieszkający w „większych ośrodkach” częściej skłaniają się ku PO. Z drugiej jednak strony, to właśnie w grupie najlepiej wykształconych i mieszkających w największych miastach utrata elektoratu przez Platformę jest największa, jeśli porównamy obecne sondaże z okresem, gdy partia ta była liderem. Przykładowo: PO ma obecnie o 1/4 mniej wyborców na wsi, lecz w największych miastach „odpłynęło” od niej nawet 40 proc. wyborców (co jednak nadal wystarcza, by w największych miastach PO wyprzedzała PiS). Dodajmy też, że w przypadku płci badanych relatywnie większe straty PO zanotowała wśród mężczyzn niż kobiet, lecz wytłumaczenie tego fenomenu bez dodatkowych badań jest trudne.

Ciekawsza niż dane społeczno-demograficzne jest próba odpowiedzi na „polityczne” pytanie, czy od PO odwrócili się głównie wyborcy lewicy, centrum czy prawicy? Rozwikłanie tej zagadki jest wyjątkowo trudne głównie dlatego, że w sondażach opieramy się na autodeklaracjach ankietowanych. PiSząc wprost: w wielu badaniach typowy wyborca PO o liberalnych poglądach gospodarczych i liberalnym światopoglądzie, który z „obiektywnych”, politologicznych względów wPiSywał się doskonale w stereotyp „MWzDM”, na osi lewica – prawica lokował się w swoim subiektywnym odczuciu po prawej stronie (np. ze względu na antykomunizm). Podobnie, wielu sympatyków PO definiuje się przez pryzmat wolnorynkowych poglądów jako „prawica”, usuwając niejako tym samym w cień swój liberalizm obyczajowy.

Staje się więc oczywiste, że właściwe odczytanie przepływów na osi lewica – prawica jest zadaniem karkołomnym. Niemniej, po analizie sondaży wyłaniają się dwie tendencje: pierwszą jest demobilizacja wyborcza (odejście do grupy „nie idę na wybory”) oraz odpływ do grupy niezdecydowanych i (w mniejszym stopniu) do innych partii wyborców określających się jako polityczne centrum; drugą tendencją jest pewien przepływ z PO do PiS wyborców identyfikujących się w badaniach jako prawica.

W sporym uproszczeniu i opierając się na niedoskonałych danych można więc przyjąć, żesondażowe kłopoty PO są spowodowane przez dwie grupy wyborców:

1.    Młodzi (18-29 lat), z wykształceniem wyższym, mniej religijni, mieszkający w miastach wyborcy definiujący się jako polityczne centrum lub w mniejszym stopniu lewica. Elektorat w wymiarze gospodarczym i światopoglądowym można określić jako liberalny.
2.    Starsi (50 lat i więcej), z wykształceniem podstawowym, zawodowym i średnim, bardziej religijni, mieszkający w mniejszych ośrodkach wyborcy definiujący swe poglądy jako prawicowe. W wymiarze gospodarczym elektorat ten przejawia cechy socjalne, zaś w kwestiach światopoglądowych jest dość konserwatywny.

Te dwie przeciwstawne grupy wyborców przyjęły również odmienny sposób manifestowania swojego niezadowolenia w sondażach. Pierwsza grupa ucieka raczej w wyborczą absencję oraz niezdecydowanie, rzadziej zaczyna partie opozycyjne (SLD, Ruch Palikota). Nie przypadkiem w niedawnym badaniu CBOS to właśnie grono ankietowanych postulujących utworzenie na polskiej scenie politycznej nowej, liberalnej partii było najliczniejsze. Ten sam sondaż pokazał również, że zapotrzebowanie Polaków na kolejną centroprawicową partię pomiędzy PO a PiS jest niewielkie.

Druga grupa – wyborców socjalno-konserwatywnych – w większym stopniu zasila PiS (a także SLD), w mniejszym zaś wybiera wycofanie z udziału w wyborach i grupę „niezdecydowanych”. To tłumaczy, skąd w sondażach procentowy przyrost poparcia dla PiS względem ostatnich wyborów parlamentarnych (aktualnie średnie poparcie dla tej partii jest o 5 pkt proc. wyższe niż w wynik wyborczy w 2011).

Taka interpretacja sondaży jest dalece niedoskonała i oczywiście upraszcza rzeczywistość, np. pomijając wykształconego, dobrze zarabiającego 40-latka z dużego miasta, który również jest „wkurzony” na partię rządzącą. To uproszczenie jest jednak potrzebne, by pokazać, jak skomplikowana jest sytuacja PO. Z jednej strony bowiem, by odzyskać zaufanie centrowych wyborców Platforma musi wysyłać sygnały świadczące o jej liberalizmie gospodarczym i światopoglądowym. Elektorat ten w sondażach jest wyraźnie rozdrażniony próbami zmian w OFE czy odrzuceniem projektów o związkach partnerskich. Jednak z drugiej strony, by odbudować swoją pozycję wśród wyborców socjalno-konserwatywnych, PO jest zmuszona do działań wręcz odwrotnych.Wyborców prawicy partia Tuska może zwabić większym bezpieczeństwem socjalnym, próbami ingerencji w gospodarkę czy też pilnowaniem konserwatywnego status quo w sprawach obyczajowych.

Sytuację PO dodatkowo komplikuje fakt, że nawet w obrębie poszczególnych grup elektoratu mamy do czynienia z dość sprzecznymi oczekiwaniami. Przykładowo, to grupa najmłodszych wyborców wystawia premierowi i rządowi najsurowsze oceny w comiesięcznych sondażach CBOS i TNS Polska. Z kilku badań wiemy, że aspiracje Polaków przed 30. rokiem życia są silnie rozbudzone, a zderzenie ich z trwającym od kilku lat spowolnieniem gospodarczym przynosi głębokie niezadowolenie z polityki rządu czy sytuacji na rynku pracy. Paradoksalnie więc, mimo deklarowanego liberalizmu, również w tej grupie wyborców znajduje się sporo „oburzonych”, domagających się od rządu aktywnej „walki z kryzysem” czy ułatwień w rozpoczęciu kariery zawodowej.

Przez wiele lat siłą PO było balansowanie pomiędzy różnymi grupami elektoratu o dość odmiennych oczekiwaniach. Obecna sytuacja sondażowa tej partii sugeruje, że formuła pojemnej partii z 40-proc. poparciem przeżywa największy w swej historii kryzys i niewykluczone, że PO stanie przed koniecznością dokonania wyboru, którzy wyborcy są dla niej najcenniejsi. Część elektoratu Platformy zdaje się mówić: sprawdzam. Powrót do ideowej nieokreśloności i wysyłania sprzecznych sygnałów teoretycznie jest nadal możliwy, lecz szanse na powodzenie takiego scenariusza są chyba mniejsze niż kiedykolwiek.

Tekst został opublikowany pierwotnie na stronie internetowej Instytutu Obywatelskiego

Koniec wakacji nie przyniósł sondażowej rewolucji. Na prowadzeniu lekko słabnący PIS, CBOS tradycyjnie dla PO, odbicie od dna Palikota. 

Opublikowane dziś ankietowe badanie preferencji partyjnych TNS Polska domyka wrześniowy cykl sondażowy, pora więc na podsumowanie i analizę zmian względem badań sierpniowych ( http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/?p=6&preview=true ).

Na samym początku warto zauważyć, że mimo utrzymującej się już od maja przewagi PIS w arytmetycznej średniej sondaży, wrzesień to drugi miesiąc z rzędu, w którym CBOS jako jedyna pracownia wskazuje Platformę Obywatelską na lidera rankingu partyjnego. Wszystkie wrześniowe sondaże TNS Polska, Millward Brown oraz Homo Homini dają prowadzenie PIS – tylko w pracowni Mirosławy Grabowskiej tradycyjnie partia Donalda Tuska wygrywa wybory. Reakcja internautów i prześmiewcze głosy komentatorów stały się na tyle kłopotliwe, że ponoć w nadchodzącym numerze „Polityki” można spodziewać się obrony CBOS. Zapewne okaże się, że w czasie realizacji sondażu pogoda była zła, ankietowani byli źli, słowem wszystko było złe ;)

Wrzesień to już piąty miesiąc prowadzenia partii Jarosława Kaczyńskiego w sondażach preferencji partyjnych. Od wyborów parlamentarnych 2007 nigdy nie udało się PISowi tak długo utrzymywać przewagi nad PO – zeszłoroczna zmiana lidera rankingów na PIS miała charakter kilkutygodniowy i przerwana została wybuchem trotylu. Pocieszający dla PO jest fakt, że tendencja spadkowa tej partii została zatrzymana, a dystans do PIS we wrześniu nawet lekko zmalał.

Na początek rzućmy okiem na sondaże prezentowane z uwzględnieniem wyborców niezdecydowanych (wyjąwszy badanie telefoniczne TNS dla TVP wszystkie pozostałe sondaże są właśnie w taki sposób przekazywane mediom).

2222

Taki sposób prezentacji sondaży, mimo że jestem jego zagorzałym przeciwnikiem, ma jednak swoje plusy. Więcej jednak mówią one o samych sondażowniach niż o badanym poparciu dla partii i pozwalają uchwycić pewne ‚prawidłowości w nieprawidłowościach’ ;) Oznaczyłem je w powyższej tabeli błękitnym tłem.

Po 1, jak już setki razy wspominałem, wynik PIS w CBOS diametralnie odstaje od ustaleń konkurencji. Jest to tym bardziej widoczne, że rezutat PO (25%) jest IDENTYCZNY we wszystkich sondażach z uwzględnieniem niezdecydowanych (przyznajmy: w polskich realiach jest to nie lada wyczyn;). Tymczasem PIS osiąga wynik w granicach 30-32% w sondażach TNS, HH i MB i tylko CBOS przynosi szokująco odmienny odsetek: 23%.

Ciężko to tłumaczyć „marginesem błędu” czy „długim czasem realizacji sondażu”, jak przebąkują obrońcy tej pracowni. Niedawno w „Rzeczpospolitej” Andrzej Stankiewicz pisał, że CBOS pod wpływem nacisków Kancelarii Premiera usunął z rankingu zaufania Grzegorza Schetynę, bo ten doganiał Donalda Tuska. Na prawicowych blogach popularyzowana jest spiskowa teoria, w myśl której finansowana z publicznych pieniędzy i nadzorowana przez premiera fundacja CBOS chce mu „poprawić humor” swoimi sondażami. Moim skromnym zdaniem przyczyn nieadekwatności sondaży CBOS należy szukać raczej w błędach natury metodologicznej niż politycznej.

Po 2, rzuca się w oczy kolejny raz wyższe niż u konkurencji poparcie dla SLD w sondażu Homo Homini. Różnica jest spora, bo miast 8-10% mamy tutaj aż 15%. Krytycy Homo Homini, zwłaszcza z Ruchu Palikota, lubią w tym kontekście przypominać dawną działalność polityczną prezesa HH, która – jak twierdzą – rzutuje aktualnie na przeszacowywanie SLD w sondażach tej pracowni.

Po 3, Ruch Palikota zwykle odnotowuje swoje najlepsze wyniki w sondażach Millward Brown. Dla odmiany, jest mocno niedoszacowany w badaniach CBOS, której prezeska Mirosława Grabowska zasłynęła zresztą w 2011 powyborczym komentarzem niekorzystnym dla lidera tej formacji („Palikot będzie w Sejmie warcholił”).

Po 4, zwraca uwaga kosmiczny odsetek niezdecydowanych w sondażu (znowu czepialstwo) CBOS. 26% niewiedzących jak głosować na tle konkurencji to wynik iście imponujący i w zasadzie pierwsze miejsce w sondażu tej pracowni zajmuje nie tyle PO, co właśnie partia „niezdecydowanych”. Przyczyna tak wysokiego odsetka „niewiedzących” ciekawi mnie nawet bardziej niż faworyzowanie PO i liczę że w zapowiedzianym artykule „Polityki” znajdzie się próba wyjaśnienia tego fenomenu. Podejrzewać możemy tylko, że to właśnie tutaj ukryli się częściowo wyborcy PIS, co tłumaczyłoby lichy wynik tej partii w sondażach CBOS.

Po tych krytycznych uwagach na temat samych pracowni badawczych przejdźmy do samego rankingu partyjnego. Jak wspominałem w poprzednich wpisach, porównanie wszystkich sondaży różnych ośrodków staje się możliwe dopiero po sprowadzeniu do wspólnego mianownika – a tym jest poparcie dla partii po wyłączeniu niezdecydowanych:

Wrzesień

W obliczanej przeze mnie średniej sondaży poparcie dla PIS we wrześniu to 35%, a więc o 2 pkt proc mniej niż w sierpniu. Odsetek zwolenników PO pozostał bez zmian (30%), zaś SLD stracił 1 pkt proc do poziomu 13%. Czwarte miejsce zajmuje PSL z 7% (poprzednio 6%), do Sejmu wszedłby także RP z przeciętnym poparciem na poziomie 7%. Ta ostatnia partia zanotowała we wrześniu największy skok z 4% w sierpniu.

Uśrednione zmiany są więc nieduże. PIS we wrześniu lekko osłabł, co trudno nie wiązać z ostatnim uaktywnieniem się medialnym prezesa tej partii. PO kolejny miesiąc trzyma się swoich 30%, jej dystans do PIS skurczył się do 5 pkt proc. Zmiany notowań SLD i PSL są mikroskopijne, jedyny zauważalny wzrost odnotował RP, co jednak nie należy raczej jeszcze wiązać ze zmianą retoryki i reorientacją Palikota, bowiem elektorat reaguje na tego typu zabiegi ze sporym poślizgiem.

Na marginesie warto wspomnieć jeszcze o poparciu dla partii pozasejmowych, zwłaszcza w kontekście dyskusji o szansach powodzenia kolejnej, prawicowej inicjatywy polityków skupionych wokół Gowina. Opublikowane w „Rzepie” badanie HH daje nowej „partii Gowina” 4% poparcie – o tyle samo niższy jest wówczas wynik PO. Z kolei dotychczasowe wysiłki Wiplera nie znalazły uznania elektoratu – wynik stowarzyszenia „Republikanie” w sondażu HH to dokładnie 0%, w sondażu Millward Brown aż 1%. Wreszcie, dobry wynik wśród politycznego planktonu odnowała w sondażu TNS Solidarna Polska (5% w wersji bez niezdecydowanych).

Po wpadce w wyborach 2011 roku Instytut Homo Homini nie cieszy się wśród części dziennikarzy i komentatorów dobrą sławą. Jego sondaże są przez część mediów przemilczane, za to wyjątkowo chętnie cytowane są efekty prac Centrum Badania Opinii Społecznej. Czy rzeczywiście sondaże CBOS są lepsze od Homo Homini?

Jednym z największych ‘hejterów’ Instytutu Homo Homini jest redaktor Wojciech Szacki, obecnie dziennikarz tygodnika „Polityka”. Swojej niechęci do tej sondażowni redaktor daje wyraz często i gęsto. Np. wczoraj podczas twitterowej pogawędki z innymi dziennikarzami wyraził przekonanie, że „poważni ludzie” nie powołują się na sondaże Homo Homini.

1

Jednocześnie redaktor Szacki, podobnie jak wielu innych komentatorów polityki, jest wielkim entuzjastą sondaży nadzorowanej przez Prezesa Rady Ministrów fundacji CBOS. Badania tego ośrodka zapowiada on często z wyprzedzeniem na swoim profilu na Twitterze i namiętnie cytuje w swoich analizach dla Polityka Insight. Wydaje się, że uważa badania CBOS za rzetelne, miarodajne, znajdujące potwierdzenie w rzeczywistych postawach i poglądach ankietowanych Polaków – w przeciwieństwie do nierzetelnego Instytutu Homo Homini. Zainspirowany opiniami redaktora Szackiego postanowiłem sprawdzić jak to wygląda w rzeczywistości.

W tym wpisie chciałbym pominąć powody niechęci do HH tego konkretnego dziennikarza czy pozostałych komentatorów, a skupić się na porównaniu efektów pracy indagowanych sondażowni: Centrum Badania Opinii Społecznej i Instytutu Homo Homini. Wydawać się może, że okrzepły, z blisko 30-letnim doświadczeniem CBOS rozłoży na łopatki Homo Homini – ośrodek młody, działający pod obecną nazwą od 2007 roku, nienależący do zrzeszającej wszystkie „renomowane” sondażownie Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR).

W przypadku firm badania opinii publicznej jednym z najlepszych sposobów weryfikacji jakości sondaży, w Polsce niestety niespecjalnie chętnie praktykowanym, jest porównanie ostatnich, opublikowanych przed wyborami sondaży wszystkich ośrodków z rzeczywistymi wynikami wyborów podanymi przez Państwową Komisję Wyborczą. Ponieważ Instytut Homo Homini zadebiutował na szerszą skalę przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2009, od tego więc momentu jest możliwość porównania efektów pracy tej sondażowni z konkurencją w postaci CBOS.

W jaki sposób porównałem wyniki sondaży CBOS i HH? Uwaga, będzie nudniejszy fragment, ale konieczny dla przejrzystości wywodu ;) Po 1, za podstawę do obliczeń przyjąłem ostatni, opublikowany w mediach przed ciszą wyborczą sondaż danego ośrodka badawczego. Po 2, wyniki sondaży sprowadziłem do wspólnego mianownika tj. wyłączyłem z podstawy procentowania wyborców niezdecydowanych (porównywanie sondaży z uwzględnieniem niezdecydowanych i bez nich jest z metodologicznego punktu widzenia błędem). Dość często wyniki bez niezdecydowanych dostarczyły do mojej analizy porównawczej same pracownie, jak np. CBOS na swojej stronie internetowej. Po 3, porównałem rzeczywisty rezultat wyborczy każdej partii z wartościami prognozowanymi przed wyborami przez obie sondażownie. Następnie obliczyłem sumę błędu popełnionego przez daną sondażownię dla każdej z partii (przykładowo: wyborczy wynik w 2009 PO to 44,4% – wg Homo Homini partia ta miała otrzymać 46,3%, a więc błąd oszacowania wyniósł 1,9 pkt proc / wg CBOS Platforma miała dostać 48,7%, a więc błąd oszacowania wyniósł 4,3 pkt proc). Zsumowana skala błędów każdego ośrodka znajduje się w tabeli na zielonym polu.

2

Wybory do PE 2009 to zdecydowane zwycięstwo Homo Homini nad CBOS. Łączna suma błędu HH to 6,4 pkt proc, a CBOS aż 13,6 pkt – można więc powiedzieć, że CBOS w swoim ostatnim przedwyborczym sondażu pomylił się ponad dwukrotnie bardziej niż HH. Kolejne powszechne wybory, które dają nam możliwość porównania efektów pracy CBOS i HH to I tura wyborów prezydenckich w 2010 roku (przed II turą CBOS nie zdecydował się na realizację sondażu przedwyborczego, jako materiał porównawczy musi więc wystarczyć I tura).

 

3

Jak wynika z powyższych obliczeń, I tura wyborów prezydenckich w 2010 roku to znowu większa pomyłka CBOS (16,6 pkt proc) niż Homo Homini (11,2 pkt proc). Wg CBOS Komorowski miał otrzymać 47% głosów, a Kaczyński 32%, a więc różnica między kandydatami miała wynieść aż 15 pkt proc. Tymczasem rzeczywista przewaga kandydata PO nad PIS wyniosła w I turze raptem… 5 pkt proc, a zatem można mówić o kompromitującej wpadce CBOS. Tymczasem Instytut HH oszacował przewagę Komorowskiego nad Kaczyńskim na 5,6 pkt proc, co było strzałem niemal idealnym.

I wreszcie na koniec pora zerknąć na wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych w 2011 roku. Również tutaj bez zaskoczeń – to CBOS tradycyjnie „przestrzelił” ze swoim sondażem.

4

Gdyby wyniki wyborów parlamentarnych 2011 pokryły się z ostatnim przed ciszą wyborczą sondażem CBOS, powody do zadowolenia miałaby przede wszystkim partia Tuska. Bowiem wg szacownego, 30-letniego ośrodka badawczego przewaga PO (44%) nad PIS (25%) miała sięgnąć aż 19 pkt proc. Rzeczywistość nie chciała być jednak tak łaskawa dla partii rządzącej jak sondaże instytutu Mirosławy Grabowskiej i PO musiała się zadowolić ledwie 9-pkt przewagą nad Kaczyńskim.

By być sprawiedliwym trzeba odnotować, że 2011 rok to najsłabszy z dotychczasowych „występów” przedwyborczych Homo Homini. Suma popełnionych błędów w ostatnim przed ciszą sondażu jest bowiem niewiele tylko mniejsza od dokonań CBOS. O ile CBOS przeszacował mocno PO i niedoszacował PIS, o tyle HH dokładnie odwrotnie. Prognozowana przez ten ośrodek różnica raptem 3 pkt proc między PO a PIS okazała się trzykrotnie mniejsza od zanotowanej w wyborach.

Dodatkowo należy pamiętać o „przestrzelonym” sondażu exit poll zrealizowanym przez Homo Homini w dniu wyborów 2011 dla telewizji Polsat. Podczas wieczoru wyborczego 9 października to TNS Polska triumfował ze swoim exit poll dla telewizji publicznej – również opublikowana na łamach „Gazety Wyborczej” 2 dni przed wyborami prognoza pokryła się wyśmienicie z wynikami wyborów, wzbudzając powszechny szacunek całej branży badawczej.

Wystarczył szybki fact check na potrzeby niniejszego, raczkującego dopiero bloga, by dowieść, że przedwyborcze sondaże preferencji partyjnych CBOS należy traktować z dużym dystansem. Warto o tym pamiętać w sytuacji, gdy wrzesień to już drugi miesiąc z rzędu, gdy tylko w sondażach CBOS to Platforma Obywatelska jest liderem rankingu partyjnego. W badaniach Millward Brown, TNS Polska czy wreszcie Homo Homini to PIS jest od maja najpopularniejszą polską partią ( http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/?p=6&preview=true )

Zastanawiać może, że mimo dostępności wszystkich danych potrzebnych do obliczeń takie proste zestawienie błędów sondażowni dotąd w mejnstrimowych mediach się nie ukazało. Nic więc dziwnego, że prof. Ireneusz Krzemiński może nadal z poważną miną prawić w telewizjach informacyjnych o „bezużyteczności” sondaży Homo Homini i pokładać zaufanie tylko w sondażach CBOS. Tymczasem prosta weryfikacja przedwyborczych badań z wynikami elekcji prowadzi do wniosku, że – parafrazując mojego ulubionego red. Szackiego – poważni ludzie nie powinni raczej cytować sondaży CBOS ;)

PS: niniejszy wpis nie został niestety zasponsorowany przez Instytut Homo Homini, mimo wielokrotnych prób przekazania numeru mojego konta bankowego prezesowi HH Marcinowi Dumie.

Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w sierpniu ich bezapelacyjnym zwycięzcą zostałoby Prawo i Sprawiedliwość, Platforma Obywatelska straciłaby względem poprzedniej elekcji 1/4 poparcia, dwukrotnie lepszy rezultat odniósłby Sojusz Lewicy Demokratycznej, a Polskie Stronnictwo Ludowe i Ruch Palikota balansowałyby na granicy 5% progu wyborczego. Takie wnioski można wysunąć z porównania sierpniowych sondaży.

W maju 2013 roku po niemal 6-letniej dominacji PO w sondażach na czoło rankingu partyjnego wysunął się PIS. Partia Jarosława Kaczyńskiego już jesienią 2012 roku wyszła na prowadzenie w kilku sondażach, jednak dość szybko „afera trotylowa” i powrót PIS do ostrej, smoleńskiej retoryki przywrócił Platformie pierwsze miejsce w badaniach opinii publicznej. Tym razem jednak PIS udało się utrzymać koszulkę lidera na dłużej i w sierpniu, czwarty miesiąc z rzędu, to właśnie partia Kaczyńskiego cieszyła się największym poparciem Polaków.

W ostatnim miesiącu wakacji zrealizowano 5 ogólnopolskich sondaży preferencji partyjnych: 2 badania ankietowe (CBOS, TNS Polska) oraz 3 telefoniczne (TNS Polska i dwukrotnie Instytut Homo Homini). Aktywny dotąd na polu badań sondażowych Millward Brown (dawniej SMG/KRC) nie zrealizował w sierpniu tradycyjnego badania telefonicznego. Poniżej wyniki sierpniowych sondaży w kolejności ich realizacji – w takiej postaci, w jakiej zostały dostarczone mediom przez firmy badawcze.

321

Już na pierwszy rzut oka widać, że wartości poparcia dla poszczególnych partii różnią się diametralnie w zależności od ośrodka badawczego (np. w przypadku PIS rozpiętość od 24-43%) i stąd słuszne u „zwykłego Polaka” wrażenie sondażowego chaosu. Przeciętny konsument mediów nie musi wiedzieć, że wyniki sondażu TNS Polska z 13 sierpnia podano z wyłączeniem grupy wyborców niezdecydowanych i stąd tak wysokie słupki poparcia dla PIS (43%) oraz pozostałych partii. Podobnie odsetek niezdecydowanych jest skrajnie różny i waha się od 8 do 26% badanych.

Dlatego by móc pełnoprawnie porównywać sondaże i obliczyć średnie poparcie dla każdej partii należy sprowadzić je do wspólnego mianownika tj. wyłączyć z podstawy procentowania wyborców niezdecydowanych. Taki sposób prezentacji sondaży dominuje od wielu lat w Niemczech, gdzie odbiorca otrzymuje w komunikatach medialnych wyjątkowo zbliżone do siebie wartości liczbowe: http://www.wahlrecht.de/umfragen/index.htm. Nie wiedzieć czemu polskie sondażownie po dziś dzień nie potrafiły wypracować wspólnego stanowiska w sprawie sposobu podawania opinii publicznej rezultatów przeprowadzonych badań.

Na potrzeby niniejszego bloga będę zawsze starał się prezentować sondaże w sposób umożliwiający porównanie badań realizowanych przez różne ośrodki tj. bez niezdecydowanych. Pozwoli to uniknąć sondażowego chaosu, obliczyć średnie poparcie dla każdej partii i śledzić zmiany na przestrzeni kolejnych miesięcy, a także porównać z wynikami ostatnich wyborów parlamentarnych (w końcu PKW podaje rezultaty elekcji bez „niezdecydowanych”;). Przyjrzyjmy się jak wyglądało poparcie dla sejmowych partii u progu nowego sezonu politycznego.

123

W sierpniu niemal we wszystkich sondażach prowadziło ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego, uzyskując średnie poparcie na poziomie 37%, a więc o 7 punktów procentowych wyższe niż w wyborach 2011 roku (30%) . PIS już dawno przebił rzekomy „szklany sufit” czyli rezultat z 2007 roku (32% głosów), a razem z PSL (6%) zbiera w sondażowej średniej aż 43% głosów, co przy obecnym systemie wyborczym zbliża te dwie partie do progu umożliwiającego stworzenie koalicyjnego rządu.

Partia Donalda Tuska w sierpniu cieszyła się sympatią 30% wyborców, tracąc niemal 1/4 swojego elektoratu z 2011 (39%). Zauważmy że aktualna przewaga PIS nad PO – 7 pkt proc – jest tylko niewiele mniejsza niż 9 pkt przewaga, z jaką PO pokonała PIS dwa lata temu. Jednocześnie aktualny wynik PO wśród wyborców zdecydowanych pozwala unieważnić bajdurzenia części komentatorów o rychłym spadku tej partii poniżej 20%.

O dużym wzroście po niemal 2 latach od poprzedniej elekcji może mówić SLD z sondażową średnią wynoszącą 14%, a więc sporo więcej niż 8% osiągnięte pod wodzą poprzedniego szefa Sojuszu, Grzegorza Napieralskiego. Główny konkurent Leszka Millera – Janusz Palikot – zaliczył potężny zjazd, a obecny wynik Ruchu Palikota w granicach 4% nie dawał w sierpniu gwarancji wejścia do Sejmu. Lekko nad progiem uplasowało się jeszcze stronnictwo Janusza Piechocińskiego (6%), choć trzeba pamiętać, że PSL zawsze wypada w wyborach nieco lepiej niż w sondażach.

Na marginesie warto zauważyć, że sondaż CBOS zrealizowany w dniach 1-12.VIII był jedynym sierpniowym badaniem i pierwszym sondażem od maja, w którym PO zajęła pozycję lidera. Wyniku CBOS nie potwierdziła żadna inna pracownia, w tym i renomowany TNS Polska, który zabłysnął niezwykłą trafnością sondaży przed wyborami 2011. Jakość badań nadzorowanej przez Prezesa Rady Ministrów fundacji CBOS będzie jednak tematem innego wpisu w niedalekiej przyszłości ;)

Jesienny sezon polityczny rozpoczął się już na dobre, choć dzięki wyborom przewodniczącego PO czy kolejnym odsłonom „gowiniady” trudno w tym roku mówić o sezonie ogórkowym. Zrealizowane na przełomie sierpnia i września badanie telefoniczne Homo Homini dla portalu „Wirtualna Polska” przyniosło rekordowe 13 pkt proc przewagi PIS nad PO, co sugerować może że ostatnie zamieszanie wokół i wewnątrz PO raczej nie pomogło tej partii przejąć sondażowej inicjatywy. W tym tygodniu możemy już spodziewać się pierwszych w pełni wrześniowych sondaży – Homo Homini dla „Rzeczpospolitej” oraz ankietowych badań TNS Polska i CBOS – które pozwolą oszacować wpływ ostatnich wydarzeń politycznych (Krynica, OFE, nowelizacja budżetu) na wskaźniki poparcia partyjnego. Kolejne sondaże zapewne uwzględnią już pytanie o nowy podmiot kształtujący się na prawicy wokół Jarosława Gowina czy też przeobrażenia partii Janusza Palikota. Do śledzenia wszystkich zmian zachęcam od dziś na moim blogu na stronach „Polska the Times”.

Twitter: @PopPolityk

https://twitter.com/PopPolityk