Miesięczne archiwum: Listopad 2013

19% dla Platformy Obywatelskiej – ten sondaż Instytutu Homo Homini w „Rzeczpospolitej” zelektryzował politycznych komentatorów. Część z nich nie daje wiary w aż tak słaby wynik partii rządzącej, inni podważają jakość badań tej pracowni. Jednak jeśli wierzyć mitycznym „sondażom wewnętrznym”, nie jest to pierwszy wynik PO poniżej 20%.

Ciężko wskazać przyczynę, dla której spadek notowań PO poniżej 20% jest tak fetyszyzowany. Mając na względzie margines błędu, wynik PO – 19% w sondażu Homo Homini i 22% w TNS Polska – jest porównywalny. Jednak to właśnie „jedynka” na przedzie wyniku PO wywołała nie lada poruszenie, najpierw zresztą w obrębie partii rządzącej i to jeszcze przed publikacją sondażu „Rzeczpospolitej”. Po wybuchu afery taśmowej na Dolnym Śląsku wśród polityków Platformy gruchnęła plotka, że z zamówionego przez partię wewnętrznego sondażu wynika, że poparcie dla PO pierwszy raz w historii spadło poniżej 20%. Zdaniem niektórych polityków PO badanie takie rzeczywiście zostało przeprowadzone, a jego rezultaty wywołały w Kancelarii Premiera prawdziwe trzęsienie ziemi. O skali wrzenia może świadczyć fakt, że – jak pisała Joanna Miziołek (Twitter: @jmiziolek) w „Polska the Times” – sekretarz generalny PO Andrzej Wyrobiec zwołał nawet spotkanie polityków Platformy, na którym próbował tonować nastroje. Zaprezentował też na nim wyniki sondażu, w którym PIS ma 27%, a PO 23% poparcia. Nie wszystkich jednak zdołał przekonać. Część platformersów utrzymuje, że Wyrobiec rzeczywiście ‚rzucił na stół’ sondaż z 23% poparcia dla PO, nie było to jednak to samo badanie, przez które rozpętała się w partii burza. Ich zdaniem był to już kolejny, zamówiony po feralnym badaniu sondaż, który tym razem przyniósł bardziej „pocieszające” wyniki.

Nie jest to pierwszy przypadek, gdy w mediach pojawiają się informacje o tajemniczych „sondażach wewnętrznych”, których wyniki elektryzują członków partii i komentatorów. Dość często zresztą o takich badaniach perorują sami politycy, zwłaszcza w okresie przedwyborczym, a intencje takich kontrolowanych „przecieków” są chyba dla wszystkich oczywiste. Przed elekcją parlamentarną w 2011 roku Jarosław Kaczyński zapewniał działaczy i opinię publiczną, że jest w posiadaniu wyników wewnętrznych sondaży, według których PIS pewnym krokiem zmierza po władzę. Z drugiej strony, sam Grzegorz Schetyna w kilku wywiadach dopingował platformiany elektorat, sugerując że wyścig jest wyrównany, publikowane w mediach wyniki dające bezpieczne prowadzenie PO są przestrzelone, a groźba powrotu PIS do władzy nie jest mrzonką. Okazało się, że sondaże nie zniekształcały obrazu rzeczywistości i PO pokonała PIS prawie 10 pkt proc.

Wbrew pozorom jest całkiem realna szansa, by obiektywnie ustalić, jak prezentowały się sondaże wewnętrznąpartyjne przed wyborami 2011 i czy rzeczywiście Platforma w zamówionym niedawno badaniu spadła w poniżej 20%. W listopadzie dwie największe polskie partie przegrały sprawy sądowe o dostęp do informacji publicznej. Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog zażądało od PO i PIS ujawnienia m.in. umów zlecających firmom badawczym przeprowadzenie sondaży opinii publicznej w okresie styczeń-maj 2013 roku.

2345

Obydwie partie odmówiły wglądu do tych sondaży, argumentując że nie jest to w myśl ustawy informacja publiczna, więc stowarzyszenie poskarżyło się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Sąd pozytywnie rozpatrzył skargę stowarzyszenia na bezczynność partii i uznał, że nie tylko same umowy partii z sondażowniami, ale także wyniki badań społeczno-politycznych są informacją publiczną, a zatem PO czy PIS nie mogły odmówić ich ujawnienia. Jednocześnie w warszawskiej prokuraturze trwają właśnie postępowania sprawdzające, czy partie naruszyły ustawę o dostępie do informacji publicznej.

123

Świetna robota stowarzyszenia Sieć Obywatelska otwiera drogę do ujawnienia owianych dotąd tajemnicą „sondaży wewnętrznych”, o których dowiadywaliśmy się tylko wtedy, gdy politycy łaskawie zechcieli sami zaprezentować ich rzekome rezultaty lub gdy nastąpił mniej czy bardziej kontrolowany przeciek wyników do mediów. Będę przyglądał się sprawie i gdy tylko partie zastosują się do stanowiska sądu administracyjnego, porównam wyniki legendarnych badań wewnątrzpartyjnych z oficjalnymi, publikowanymi w mediach rezultatami sondaży renomowanych (mniej i bardziej) ośrodków demoskopijnych.

Sensacyjny sondaż Homo Homini dla tygodnika „Do Rzeczy” przynosi zaskakująco zaciętą rywalizację o zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego za pół roku. Na czele peletonu Prawo i Sprawiedliwość (23%), druga jest Platforma Obywatelska (21%), tuż za nią – co jest największym zaskoczeniem – Sojusz Lewicy Demokratycznej (20%). Wszystkie trzy partie dzieli różnica mniejsza od błędu pomiaru.

Do wyborów europejskich 25 maja 2014 roku pozostało zaledwie 6 miesięcy. Dziwić więc może, że do tej pory nie doczekaliśmy się zbyt wielu badań opinii publicznej, które pokazują europreferencje Polaków. Dzisiejsze badanie Homo Homini to zaledwie czwarty tego typu sondaż w bieżącym roku  – trzy poprzednie (HH / TNS Polska / SMG KRC) zrealizowano w marcu, jeszcze przed wiosenną zmianą sondażowego lidera na PIS. Pozostaje mieć nadzieje, że po okresie świąteczno-noworocznym ruszą regularne, comiesięczne badania europreferencji.

pop

Porównując dzisiejszy, listopadowy sondaż Homo Homini do swego poprzednika z marca zauważmy, że wynik PIS i PSL nie uległ żadnej zmianie. Największe zawirowania powstały na osi PO-SLD-Palikot. Jeszcze w marcu powołana przez A. Kwaśniewskiego, M. Siwca i J. Palikota inicjatywa „Europa Plus” cieszyła się 14% poparciem (w sondażu SMG KRC nawet 17%) i wyprzedzała SLD (12%). W listopadzie Homo Homini nie pytał już ankietowanych o „Europę Plus”, uznając – nie wiadomo na ile słusznie – że inicjatywa jest martwa. W jej miejsce pojawiło się pytanie o Twój Ruch J. Palikota, który zdobył ledwie 4% głosów. I to jest zapewne najważniejsza przyczyna tak dobrego wyniku SLD.

Zauważmy też dwie kolejne sprawy: po pierwsze, łączne poparcie dla Europy Plus i SLD w marcu (14+12=26%) jest niemal identyczne jak listopadowy wynik Twojego Ruchu i SLD (4+20=24%). Po drugie zaś, między marcem a listopadem liczba osób niezdecydowanych wzrosła ponad dwukrotnie (z 9 do 19%). Zmiana poparcia w listopadowym badaniu (PO -8 pkt, SLD +8 pkt) mogłaby sugerować, że partie „wymieniły się” wyborcami. Jednak zdaniem szefa Instytutu Homo Homini M. Dumy może to wskazywać na to, że SLD poprawił swój wynik głównie kosztem inicjatywy „Europa Plus”, zaś wyborcy Platformy zasilili przede wszystkim grono osób niezdecydowanych.

Jest to o tyle bardziej prawdopodobne, że wyniki PIS i PSL, a także deklarowana frekwencja (24%) nie zmieniły się między marcem a listopadem. Należy podkreślić, że niska frekwencja i specyficzny, „niekrajowy” charakter wyborów mogą wpływać na uzyskane wyniki poparcia dla partii. Nie przesądzając, czy poparcie dla SLD na poziomie 20% jest w przyszłorocznych eurowyborach realne, zauważmy że wyniki sondaży „europejskich” różnią się od „krajowych” nie tylko w Polsce. Dla przykładu, ostatni sondaż „krajowy” w Wielkiej Brytanii daje prowadzenie Partii Pracy (40%) przed Partią Konserwatywną (33%) i UKIP (11%). Przeprowadzony w podobnym czasie sondaż „europejski” pokazuje, ze Partia Pracy może w tych wyborach liczyć na 35%, konserwatyści już tylko na 21%, a eurosceptycy z UKIP na dwukrotnie lepszy rezultat (22%) niż w wyborach krajowych.

Na polskim podwórku również możemy liczyć się z odmiennymi strategiami wyborców w wyborach do Parlamentu Europejskiego niż w głosowaniu krajowym.  Przykładowo można sobie wyobrazić, że część „wkurzonych” wyborców Platformy zechce pokazać partii środkowy palec, nie idąc na wybory lub wspierając SLD, co nie będzie grozić powrotem strasznego Kaczora jak w przypadku wyborów sejmowych. Może to deformować obraz poparcia partyjnego znany nam ze zwykłych, „krajowych” sondaży, w których to PO i PIS walczą o prowadzenie, a SLD jest daleko w tyle.

W komentarzach do sondażu Homo Homini pojawiły się opinie, że instytut ten nie przewiduje trafnie wyników wyborów. O ile w przypadku wyborów parlamentarnych 2011 faktycznie możemy mówić o sporej wpadce Homo Homini, zarówno w przypadku ostatniego sondażu przedwyborczego jak i realizowanego w dniu głosowania exit poll, o tyle by być sprawiedliwym należy przypomnieć, że to właśnie sondaż Homo Homini najtrafniej przewidział wynik eurowyborów w 2009 roku, a opublikowany dziś sondaż dotyczy przecież wyborów europejskich. By nie być gołosłownym, poniżej w tabeli ranking firm badawczych w wyborach do Parlamentu Europejskiego prawie 5 lat temu.

3

Reasumując, również ostatnie krajowe sondaże potwierdzają, że SLD zyskuje poparcie (w listopadzie przeciętnie 15% wyborców zdecydowanych), a swoje najlepsze wyniki uzyskuje faktycznie w badaniach Homo Homini. W tym sensie nie należy się spodziewać, że ewentualne kolejne eurosondaże MillwardBrown czy TNS Polska przyniosą równie świetny wynik partii L. Millera. Konkluzja jednak będzie zapewne podobna: Platforma nie ma co liczyć na powtórkę rewelacyjnego wyniku z eurowyborów 2009 roku (44,4%!) i nawet jeśli nie musi martwić się o 2. pozycję na mecie, to rozegra zapewne zaciętą walkę o wynik w przedziale 20-30%. PO wprowadziła do Parlamentu Europejskiego przed 4 laty aż 25 deputowanych. Dzisiejszy sondaż daje jej nadzieje na 12 mandatów. I to zapewne jest dla europosłów PO prawdziwym powodem do zmartwień.

Opublikowane dziś ankietowe badanie TNS Polska to trzeci z pięciu głównych, comiesięcznych sondaży, które są podstawą obliczanej przeze mnie średniej poparcia dla partii. W oczekiwaniu na telefoniczne badanie TNS dla telewizji publicznej i sondaż MillwardBrown dla TVN/RMF można już wyciągnąć wstępne wnioski o sondażowej sytuacji PO w przededniu zapowiedzianej rekonstrukcji rządu D. Tuska.

W polityce wyjątkowo gorący okres za sprawą projektowanych zmian w rządzie. Na dziennikarskiej giełdzie fruwają codziennie nazwiska nowych ministrów, jednak trudno podejrzewać, by „zwykły Polak” przywiązywał do tej gorączki specjalną uwagę. Z tego punktu widzenia tym trudniej wyjaśnić ostatnie sondażowe zawirowania. Dla przypomnienia, w październiku po kilku miesiącach odstawania od konkurencji CBOS postanowił urealnić wyniki swojego rankingu partyjnego i wreszcie liderem został PIS. Radość z wyjątkowo podobnych do siebie (jak na polskie realia) sondaży nie trwała jednak długo, bo wszystkich pod koniec miesiąca zszokował TNS Polska ze swoim kultowym już badaniem dla TVP, w którym Platforma wróciła na prowadzenie i to od razu z prawie 10-punktową przewagą nad PIS.

Początek listopada przyniósł kolejną odsłonę sondażowej konfuzji. W badaniu CBOS sytuacja niemal wróciła do „normy” (dla tej pracowni oznacza to: niedoszacowanie poparcia dla PIS i Palikota, przeszacowanie poparcia dla aktualnie rządzącej partii + gigantyczny na tle konkurencji odsetek niezdecydowanych) i przewaga PIS nad PO skurczyła się do symbolicznego 1 pkt proc. Nic to, że w tym samym czasie różnica ta wynosi 8 pkt proc. w TNS i 11 pkt proc. w Homo Homini. Ot codzienność polskiej branży badawczej, a dyżurni socjolodzy szybko wyjaśnią różnice w mediach „marginesem błędu”. Sama szefowa CBOS przebąkiwała po fali krytyki tu i ówdzie, że musi się przyjrzeć swoim badaniom, przyznając że metoda realizacji sondażu może premiować PO i zniekształcać wynik PIS i Palikota. Jak widać po jednym miesiącu względnej poprawy M. Grabowska przestała się jednak „przyglądać” konkurencji 😉

1

O ile do nieprzystawalności sondaży przedwyborczych CBOS względem rzeczywistości wszyscy chyba zdążyli się już przyzwyczaić, o tyle dziwi ostatnie zamieszanie w wynikach najlepszego w wyborach parlamentarnych 2011 roku ośrodka demoskopijnego – TNS Polska. Według wspomnianego badania telefonicznego z 22-24 października na PO chce głosować 41% Polaków, zaś na PIS 32%. Minęły raptem 3 tygodnie i w sondażu ankietowym tej samej pracowni z 8-15 listopada liderem znowu jest partia J. Kaczyńskiego. Wyjąwszy wyborców niezdecydowanych PIS popiera 38%, a PO 27% Polaków. Tym samym 9-punktowe prowadzenie PO zamieniło się po kilkunastu dniach w…  11-punktowe zwycięstwo PIS.

2222

Jak wyjaśniła mi szefowa działu badań społecznych i politycznych w TNS Polska Urszula Krassowska, już przy okazji listopadowego badania telefonicznego dla telewizji publicznej pracownia planuje wprowadzenie modyfikacji, które wykluczą podobne przypadki w przyszłości.  „W tym badaniu pytamy o preferencje partyjne jednym pytaniem otwartym – ” Gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory do Sejmu, to, na kogo by Pan(i) głosował(a)?” Respondenci spontanicznie odpowiadają. Jedni podają nazwę partii, inni mówią, że nie pójdą głosować, a jeszcze inni – „nie wiem”. Jak dotąd ankieterzy nie dopytywali, co respondent miał na myśli. Od następnego badania planujemy wprowadzenie zmiany. Jeśli respondent spontanicznie odpowie „nie wiem”, to ankieter dopyta go, czy nie wie, czy pójdzie głosować, czy nie wie – na kogo zagłosuje, ale planuje pójść”. Jak przekonuje U. Krassowska, TNS Polska wypracował na przestrzeni lat swój autorski sposób realizacji sondaży ankietowych i telefonicznych i „z punktu widzenia badacza trudno jest zrezygnować z porównywalności danych i obserwowania trendów. Biorąc jednak pod uwagę inne okoliczności, prawdopodobnie wprowadzimy zmiany dotyczące badań preferencji partyjnych”. Czy wyniki telefonicznego sondażu TNS będą dzięki temu zbliżone do opublikowanego dziś badania ankietowego? Najbliższy TNS dla TVP najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu.

7777

Poparcie dla partii wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować

Jedyne co łączy 3 dotychczasowe sondaże listopadowe to znaczna poprawa notowań SLD. Jeszcze we wrześniu partia L. Millera oscylowała wokół 10% poparcia, obecnie jest to już średnio 15% zdecydowanych wyborców. Co nie jest żadnym zaskoczeniem, SLD zyskuje głównie kosztem PO i TR. „Bez SLD nie byłoby koalicji rządowej” cieszył się niedawno Miller na Twitterze, a analiza ostatnich sondaży i symulacja podziału sejmowych mandatów zdają się potwierdzać jego słowa: http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/2013/11/13/powrot-millera-do-rzadu/

Biorąc pod uwagę spodziewaną korektę wyniku PO i PIS w najbliższym badaniu telefonicznym TNS oraz względnie stabilne prowadzenie PIS w sondażach MillwardBrown można postawić wniosek, że listopad jest kolejnym, siódmym już miesiącem prowadzenia partii J. Kaczyńskiego w rankingu partyjnym. Notowania PO ciągnie w dół zamieszanie wokół wewnętrznych wyborów w tej partii, które zdominowało przekaz medialny w czasie realizacji listopadowych badań. Na ile zmiany w rządzie pozwolą Platformie „zrekonstruować” sondaże, odzyskać zaufanie wyborców i powrócić na czoło partyjnego peletonu, przekonamy się dopiero podczas grudniowej serii badań preferencji partyjnych.

 

Pierwszy listopadowy sondaż preferencji partyjnych Polaków – Instytutu Homo Homini – przynosi aż 11-punktowe prowadzenie PIS nad PO. W tym tygodniu spodziewane są kolejne badania – CBOS oraz TNS Polska. Wszystko wskazuje na to, że rozpoczął się właśnie siódmy miesiąc z partią J. Kaczyńskiego jako liderem rankingu partyjnego.

Opublikowany dziś w „Rzeczpospolitej”, a zrealizowany 8-9 listopada sondaż pokazuje, że poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości wśród ogółu wyborców wynosi 31%. Platforma Obywatelska tylko o włos uniknęła spadku poniżej „magicznej bariery 20%” (dlaczego część komentatorów uważa akurat ten pułap poparcia za istotny, ciężko powiedzieć 😉 ). Jak słusznie zauważa dziennik w swoim komentarzu, największe powody do zadowolenia ma Leszek Miller. Sojusz Lewicy Demokratycznej osiągnął 14,8% poparcia, a co jeszcze ciekawsze – po raz pierwszy zsumowane poparcie dla SLD i Twojego Ruchu (6,4%) przewyższa wynik partii rządzącej. Pamiętać należy, że to właśnie w sondażach HH wyniki SLD są zdecydowanie najlepsze, a inne ośrodki nie odnotowują aż tak wysokiego poparcia dla partii L. Millera. Niezależnie od tego, trzecia pozycja SLD rzeczywiście ustawia tę partię w roli głównego rozgrywającego, jeśli wybory odbyłyby się już dziś.

Problem z wejściem do Sejmu miałoby Polskie Stronnictwo Ludowe, choć należy pamiętać, że 4,2% wskazań to wynik w sondażu z uwzględnieniem blisko 15% niezdecydowanych. Po ich proporcjonalnym rozdzieleniu między partie PSL otrzymuje równe 4,95% głosów, jest więc blisko przekroczenia 5% progu wyborczego. Podobnie zresztą w przypadku Nowej Prawicy J. Korwin-Mikke: 4,0% w sondażu przekłada się na 4,7% poparcia wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować.

123456

Jeśli z sondażu wyłączymy osoby niezdecydowane i sprowadzimy wyniki do postaci oficjalnych rezultatów głosowania przedstawianych przez Państwową Komisję Wyborczą, wówczas 11-punktowa przewaga PIS nad PO wzrasta do blisko 13 pkt proc: 37% do 24%. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że rozkład poparcia dla partii wśród „niezdecydowanych” nie odbiega zwykle mocno od preferencji ogółu elektoratu, taki sposób prezentacji jest więc uprawniony. Z tym że w obecnych realiach jest mocno prawdopodobne, że wśród niezdecydowanych najwięcej jest rozczarowanych wyborców PO, w jakimś stopniu również partii J. Palikota. Wyniki tych 2 partii byłyby więc zapewne realnie lepsze niż wynikałoby to tylko z czysto proporcjonalnego podziału „niezdecydowanych”, jaki zaprezentowałem na wykresie. Z kolei poparcie dla PIS i SLD powinno być zbliżone raczej do „czystych” wyników zaprezentowanych w „Rzepie”.

„Rzeczpospolita” pokusiła się również o orientacyjną próbę symulacji podziału mandatów w przyszłym Sejmie na podstawie sondażu Homo Homini.

2345

 

źródło: http://www.rp.pl/galeria/99645,2,1064255.html

Projektowany rozkład mandatów pokrywa się z opublikowanym przeze mnie na blogu pod koniec października w tym sensie, że pokazuje potencjalne trudności z uformowaniem stabilnej większości rządowej, jeśli wybory odbywałyby się już teraz. Brak w Sejmie PSL (dość mało prawdopodobny, ale jednak) oznacza kłopoty dla zwycięskiego PIS. Nawet jeśli PSL zdobyłoby mandaty poselskie, mogłoby to okazać się niewystarczające do sformowania większościowego rządu z partią J. Kaczyńskiego (197 posłów). Ponieważ koalicja z PO i Twoim Ruchem jest wykluczona, jedyną szansą dla PIS na przejęcie władzy byłoby – wg wyników tego sondażu – wejście w ryzykowny i zdaniem wielu nieprawdopodobny alians z SLD (94 posłów).

Sytuacja nie rysuje się optymistycznie także dla drugiej na wyborczej mecie Platformy. Jedyną szansą na pozostanie u władzy byłaby trójkoalicja PO-SLD-TR (263 posłów), gdyż sam alians z SLD dawałby zaledwie 223 miejsc w Sejmie. Prawdopodobne wejście PSL do parlamentu zmieniałoby jedynie opcję trójkoalicji na PO-SLD-PSL, lecz nie samą konieczność uformowania rządu przez aż 3 partie. Do wyborów jeszcze 2 lata, a to w polityce wieczność. Jednak tak jak niewiele brakowało w 2011 roku, by koalicja PO-PSL straciła przewagę w Sejmie, tak teraz niemal na pewno nie miałaby szansy na taką większość, nawet przy optymistycznym dla PO wariancie z partią J. Piechocińskiego w parlamencie. Jak się wydaje zamiast na kultowej kwestii „powrotu Schetyny do rządu” , komentatorzy powinni raczej skupić się na reaktywacji L. Millera.

Według prezesa IBRIS „Homo Homini” Marcina Dumy przesądzanie o wyniku sejmowych wyborów przed elekcją do Parlamentu Europejskiego jest dość karkołomne. Jego zdaniem to właśnie eurowybory zdecydują o dalszych losach Platformy. „Jeżeli wynik PO będzie słaby tzn. poniżej 30% i niżej od PIS, rozpocznie się gorączkowe poszukiwanie alternatywy dla tej partii i ucieczka od jej szyldu, szczególnie w szeregach samorządowców” – powiedział komentując sondaż M. Duma. Wyborcy przekonają się, że PO nie jest niezwyciężona i część z nich zacznie poważnie rozważać poparcie dla konkurencyjnych projektów.

Na marginesie naszych rozważań odnotujmy jeszcze poparcie dla prawicowego planktonu politycznego, o którym dość głośno w ostatnich dniach – a na pewno zdecydowanie za głośno, jak na skalę poparcia społecznego. Najwięcej głosów wśród kanapówek zbiera wspomniana Nowa Prawica (4%) oraz Solidarna Polska (2,8%). Znany z kulturalnych przemarszów przez Warszawę Ruch Narodowy popiera w sondażu Homo Homini aż 0,6% Polaków. Niewiele mniej zbiera PJN (0,4%). Nikt wśród ogółu badanych nie zdecydował się na znanego z imprez na Mazowieckiej Przemysława Wiplera (Stowarzyszenie Republikanie – 0,0% – sporo mniej niż w wydychanym przez posła powietrzu) ani na Prawicę Rzeczpospolitej.

Wobec fatalnych sondaży premiera i jego rządu, tygodnik „Polityka” umieścił niedawno na okładce słynnego „prezydenta z czekolady”, cieszącego się podobno poparciem 70% rodaków. W zeszłym miesiącu prawicowy portal „Niezależna” odnotowywał z satysfakcją, że „PO topi prezydenta”, ciągnąc jego notowania ostro w dół. Czy chodziło aby o tego samego prezydenta Komorowskiego?

Do szokujących rozbieżności w sondażach preferencji partyjnych Polaków zdążyliśmy się już chyba przyzwyczaić. W zeszłym miesiącu renomowany ośrodek badania opinii publicznej TNS Polska, który opracował rewelacyjną prognozę przewidującą wynik wyborów parlamentarnych 2011, zaskoczył wszystkich sondażem dla TVP, w którym po pół roku PO wróciła na 1. miejsce w rankingu partyjnym i to od razu z 9-pkt przewagą nad PIS. Co prawda opublikowany dosłownie dzień później sondaż MillwardBrown dla TVN pokazał 8-pkt prowadzenie PIS, ale kto by się tym specjalnie przejmował, jeśli do wyborów jeszcze 2 lata 😉

Innym polem, na którym polskie sondażownie regularnie rozjeżdżają się w przeciwnych kierunkach, a nikt poza autorem niniejszego bloga nie zwraca na to uwagi ;), jest ocena pracy prezydenta Bronisława Komorowskiego.  TNS Polska i CBOS regularnie, w comiesięcznych raportach badają poparcie dla urzędującej głowy państwa. Jednak wnioski, jakie można wyciągnąć z prezentowanych wyników, są zgoła odmienne. Jeśli wierzyć CBOS, prezydent Komorowski jest prawdziwym Ojcem Narodu, uwielbianym przez circa 70% rodaków. Z kolei jeśli uznać, że to sondaże TNS Polska lepiej odzwierciedlają prawdziwe przekonania Polaków, to głowa państwa powinna poważnie zastanowić się nad sposobem pełnienia urzędu.

By nie być gołosłownym, wyniki pomiarów CBOS i TNS Polska z ostatniego półrocza wyglądają następująco:

1111

Ekstremalnym miesiącem, w którym wyniki TNS i CBOS rozjechały się najbardziej był czerwiec. Wówczas ankietowani przez TNS podzielili się w ocenie prezydentury Komorowskiego na 2 równe grupy: 45% Polaków oceniało dobrze pracę głowy państwa, 45% wystawiało ocenę złą. Przewaga ocen dobrych nad złymi wyniosła zatem 0 pkt proc. W tym samym czasie według CBOS przewaga ocen dobrych nad złymi wyniosła, bagatelka, 45 pkt proc.!!! (65% ankietowanych przez CBOS wystawiało prezydentowi ocenę pozytywną, tylko 20% negatywną). Nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że różnica pomiaru rzędu 45 pkt proc. to „normalna rozbieżność, która może wystąpić między różnymi sondażami”.

W pozostałych miesiącach nie było zresztą wcale lepiej. Regularnie prezydent Komorowski jest zdecydowanie gorzej oceniany w sondażach TNS, gdzie przewaga ocen pozytywnych nad negatywnymi waha się w ostatnim półroczu między 5 a 15 pkt proc. Dla odmiany, w sondażach CBOS głowa państwa cieszy się uznaniem rodaków i nokautującą przewagą 43-47 pkt proc. pozytywnych ocen nad złymi. Ostatnie wyniki obu ośrodków za październik to 47% ocen pozytywnych prezydenta w TNS (63% w CBOS) oraz 42% negatywnych w TNS (22% w CBOS). Nawet stosując matematyczne modele prof. Biniendy nie dojdziemy do wniosku, że CBOS i TNS badały to samo drzewo 😉

A co w tym wszystkim najdziwniejsze: sondażowy „rozjazd” dotyczy tylko pracy prezydenta Komorowskiego! Oceny działalności premiera, rządu czy posłów są porównywalne (czytaj: równie złe) w TNS i CBOS. Nawet ja nie mam się tu do czego przyczepić 😉

Należy napisać wprost, że tak szokujące rozbieżności w ocenie pracy prezydenta w dwóch renomowanych ośrodkach badawczych nie są akceptowane w żadnym cywilizowanym kraju. Nie jest to bynajmniej pierwszy lepszy sondaż o posłaniu sześciolatków do szkół czy preferencjach kulinarnych Polaków. Rzecz dotyczy pracy najważniejszej osoby w państwie i jeśli nawet rozjechane sondaże w tak istotnej sprawie nie wywołały żadnego poruszenia polityków czy komentatorów, to nie ma się co dziwić zobojętnieniu zwykłego odbiorcy mediów na coraz to bardziej rozstrzelone słupki poparcia dla partii. Prestiż polskich sondażowni szoruje po dnie i jeśli branża badawcza nie opracuje poważnego programu naprawczego,  wkrótce nikt nie będzie efektów ich pracy traktował poważnie.

Problem jest tym większy, że na dobrą sprawę od totalnej kompromitacji ośrodków badawczych podczas wyborów prezydenckich w 2005 roku (ŻADEN należący do Organiacji Firm Badania Opinii i Rynku instytut nie przewidział zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego), mamy co jakiś czas serię przestrzelonych sondaży przedwyborczych (pamiętne 51% Komorowskiego przed I turą 2010 w sondażu PBS dla „Gazety Wyborczej”) lub „zwykłych”, comiesięcznych rozbieżności rzędu 45 pkt proc jak w przypadku omawianych ocen prezydentury. Michał Kamiński, obecnie europoseł, pytał podobno w wieczór wyborczy 2005, kto zechce po takiej wpadce płacić „frajerom” (firmom badawczym) za sondaże. Jak widać postawione pytanie, może niezbyt eleganckie, po 8 latach pozostaje aktualne 😉

Wśród podawanych przez autorów sondaży wyjaśnień tej kwestii, nie widać przekonującej odpowiedzi. Za rozjechane wyniki ma więc odpowiadać różny termin realizacji badania (dość często TNS i CBOS pytają Polaków o ocenę Komorowskiego niemal w tych samych dniach), różny sposób realizacji sondażu (w obu przypadkach jest to ta sama metoda badania ankietowego), różna wielkość próby (zarówno w TNS jak i w CBOS zwykle ok. 1000 dorosłych Polaków) czy też różny sposób prezentacji wyników (w obu przypadkach identyczny, z uwzględnieniem niezdecydowanych). Problem jak się wydaje leży głębiej i dotyka samej metodologii. Niewykluczone, że nawet tak „banalna” sprawa jak konstrukcja pytania o ocenę pracy prezydenta rzutuje na otrzymywane różnice wyników. Sondażownie nie chcą jednak słyszeć o ujednolicaniu metod badawczych i odrzuciły niedawny apel prezesa Instytutu Homo Homini o wypracowanie wspólnych standardów w tej materii.

W przeciwieństwie do Homo Homini, obie organizacje badawcze – TNS i CBOS – należą do skądinąd prestiżowego zrzeszenia firm badawczych OFBOR, które ponoć regularnie kontroluje ich pracę. Jak czytamy na stronie internetowej, za swój podstawowy cel OFBOR przyjęła umacnianie publicznego zaufania do badań opinii i rynku, stanowienie i propagowanie standardów profesjonalizmu w procesie badawczym oraz tworzenie warunków niezależnej i obiektywnej oceny przestrzegania tych standardów. Jeśli organizacji naprawdę zależy na „publicznym zaufaniu do badań opinii”, podejmie zapewne stosowne kroki w celu eliminacji skrajnie różnych wyników sondaży publikowanych w mediach. Co prawda czekamy na to już dobrych kilka lat, ale nadzieja umiera ponoć ostatnia.