Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Nowy 2014 rok rozpoczyna kilkunastomiesięczny cykl wyborczy. W oczekiwaniu na pierwsze styczniowe badania sprawdźmy, jak zmieniały się sympatie polityczne Polaków od ostatnich wyborów parlamentarnych w 2011 roku.

Co miesiąc podsumowuję na blogu „Polska the Times” sondaże partyjne tzw. wielkiej czwórki czyli 4 najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej: TNS Polska, CBOS, Homo Homini i Millward Brown. Sprowadzam wszystkie wyniki do wspólnego mianownika tj. wyłączam niezdecydowanych z podstawy procentowania i obliczam średnią arytmetyczną dla każdej z partii. Część osób w komentarzach zarzuca, że taki sposób „uśredniania” sondaży nie oddaje skali rzeczywistych preferencji politycznych Polaków. Jednak prowadzone przeze mnie już niemal dekadę obliczenia potwierdzają, że średnia wszystkich sondaży zdecydowanie lepiej przewiduje wynik wyborów niż każdy sondaż z osobna. Dla przykładu, ostatnie opublikowane przed wyborami  2011 wyniki sondaży „wielkiej czwórki” i ich porównanie z rzeczywistymi rezultatami głosowania:

12345

Pisałem już wcześniej, że w polskich badaniach preferencji partyjnych kryje się paradoks. Wyniki badań poszczególnych ośrodków różnią się od siebie znacząco, a błędy sondażowni układają się nawet w pewien stały wzór (np. przeszacowanie poparcia dla PO w sondażach CBOS). Lecz mimo to wyciągnięcie średniej z tak niedoskonałych i „rozjechanych” sondaży całkiem trafnie pozwala oszacować sympatie partyjne Polaków. Tak właśnie było choćby przed wyborami 2011 roku, gdy średnia sondaży idealnie odzwierciedliła ostateczny wynik elekcji – lepiej niż każde z badań z osobna. Sprawdźmy więc jak ta średnia sondaży (TNS, CBOS, Homo Homini i Millward Brown) zmieniała się na przestrzeni ostatnich 2 lat po wyborach sejmowych:

0987

Końcówka 2011: Tradycyjnie po wyborach poparcie dla zwycięskiej partii szybuje w sondażach. Nie inaczej było po ostatniej elekcji parlamentarnej w październiku 2011. Platforma na fali powyborczego entuzjazmu notowała rekordowe wyniki, tak że 2011 rok zamykała z poparciem przeciętnie 45% Polaków. Przegrany PIS zjechał z wyborczych 30% do sondażowych 26,5% i w rezultacie 9-punktowa przewaga PO nad PIS w październikowych wyborach urosła aż do 18 punktów w grudniowych badaniach społecznych.

2012: Niezależnie od okresowych wahań Platforma utrzymywała bezpieczną przewagę nad partią Kaczyńskiego niemal przez cały 2012 rok. Dopiero jesień przyniosła chwilowe załamanie sondaży PO i kilka badań na lidera rankingu wskazało PIS. Sytuacja jednak szybko wróciła do „normy” po słynnej publikacji o trotylu red. Gmyza i gwałtownej reakcji prezesa Kaczyńskiego. W rezultacie średnia sondaży w grudniu 2012 wskazywała, że PO cieszy się poparciem 39% Polaków, zaś PIS – 29%. Sondażowe słupki po wybuchu trotylu odtworzyły więc niemal idealnie sytuację z wyborów 2011 roku. Na zapleczu dwóch głównych partii dokonały się małe przetasowania i na koniec 2012 roku swój wynik o 3 punkty poprawił SLD (11%), zaś 3 punkty stracił Palikot, zjeżdżając do przeciętnie 7%.

2013: Wiele wskazuje na to, że trotyl opóźnił o kilka miesięcy objęcie przez PIS trwałego prowadzenia w sondażach. Prawdziwą sondażową rewolucję przyniósł więc dopiero 2013 rok i począwszy od maja pierwsze miejsce w sondażach objęła partia Kaczyńskiego. W swoich najlepszych miesiącach (sierpień-październik) partię tę popierało przeciętnie 35-37% zdecydowanych wyborców. Końcówka roku przyniosła PIS zadyszkę i utratę 2-3 pkt proc. na rzecz Gowina. W rezultacie partia Kaczyńskiego zakończyła 2013 rok ze średnim wynikiem na poziomie ok 34% zdecydowanych wyborców. Zauważmy jednak, że obecna średnia PIS to nadal lepszy wynik niż 30% w wyborach 2011. Przeczy to powtarzanej do znudzenia tezie o „szklanym suficie” poparcia nad PIS. Oczywiście osobną kwestią pozostaje, na ile lepsze wyniki PIS wyrażane w procentach są związane z realnym przyrostem poparcia dla tej partii w liczbach bezwzględnych, a na ile to skutek sondażowego spadku frekwencji i ucieczki części wyborców PO do kategorii „niezdecydowanych”.

O ile wzrost PIS może wydawać się niespecjalnie imponujący, o tyle zjazd PO robi już spore wrażenie. W grudniu partia Tuska cieszyła się poparciem przeciętnie 30% zdecydowanych wyborców – a więc blisko 1/4 mniej niż w wyborach parlamentarnych 2011. Przewaga PO nad PIS rzędu 17 pkt proc. w eurowyborach’09 czy też w sondażach w końcówce 2011 roku, zmieniła się obecnie w 4-5 punktowe prowadzenie PIS nad PO. Choć „gołe” wyniki PO prezentowane w sondażach z uwzględnieniem niezdecydowanych ocierają się czasem o 20%, to musimy pamiętać że wybory wykluczają sondażową odpowiedź „nie wiem” i realne poparcie dla PO wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować, nadal jest bliższe 30 niż 20%.

Zmiana sondażowego lidera na PIS i duży spadek PO to bodaj najważniejsze polityczne wydarzenie minionego roku. Jednak także w przypadku pozostałych partii zapanował „ruch w interesie”. Palikot zakończył 2013 rok z poparciem ok 5% zdecydowanych wyborców, a więc w ciągu 2 powyborczych lat utracił połowę swojego elektoratu. Co Palikot stracił, zyskał Miller. SLD poprawił swój wynik z 8% w wyborach 2011 do 13% obecnie. Zauważmy jednak, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zysk SLD wyniósł ledwie 2 punkty procentowe (z 11 do 13%), co przeczy publicystycznej tezie o nagłym i gwałtownym umacnianiu się partii Millera. SLD jest wyraźnie silniejszy niż 2 lata temu, lecz daleko mu do wymarzonych przez szefa tej partii 20% czy tym bardziej „mijanki z PO”.

Trzecią zmianą, która wyraźnie rzuca się w oczy jest znaczący wzrost poparcia dla partii spoza sejmowej piątki ugrupowań. W wyborach 2011 roku partie, które nie weszły do parlamentu zdobyły razem ledwie 4% głosów. Rok później w sondażach osiągały już 6%, a prawdziwy skok przyniósł grudzień 2013 roku – przeciętnie aż 12% Polaków wskazywało w ankietach na pozasejmowe ugrupowania. Jest to oczywiście w sporej mierze skutek pojawienia się partii Jarosława Gowina, która w pierwszych, grudniowych badaniach zdobywała nawet 6-7% głosów, ale także stabilnego poparcia dla pozostałych, prawicowych „kanapówek” jak Solidarna Polska czy Kongres Nowej Prawicy.

25 maja 2014 roku realny sprawdzian dla każdej z partii, ale także dla wszystkich ośrodków badania opinii publicznej: wybory do Parlamentu Europejskiego. PIS od 8 miesięcy jest liderem sondaży z poparciem przynajmniej 1/3 elektoratu i rozpoczyna wyborczy rok z kilkupunktowym prowadzeniem nad PO. Partia ta ma realną szansę wygrać pierwsze wybory ogólnokrajowe od prawie 9 lat (!) i przy okazji poprawić wynik z eurowyborów 2009 (27%) czy wyborów sejmowych 2011 (30%).

Szanse na zwycięstwo ma nadal oscylująca wokół 30% zdecydowanych wyborców Platforma, choć w przypadku tej partii raczej nie ma mowy o powtórce z eurowyborów 2009 (44%) czy nawet 2011 (39%). W optymistycznym scenariuszu PO ma szansę nawiązać z PIS równorzędną walkę o 1. miejsce, choć ewentualna wygrana będzie zapewne przypominać „remis ze wskazaniem” niż nokaut z poprzednich wyborów.  W tle zaś najważniejszego pojedynku PO-PIS toczyć się będzie batalia o przyzwoity wynik SLD w okolicach 15-17% głosów, a także walka o przekroczenie 5% progu przez Palikota i Gowina.