Miesięczne archiwum: Luty 2014

Do różnic między polskimi sondażami niby zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale to co od 2 miesięcy prezentują dwa szacowne instytuty badawcze – CBOS i TNS Polska – jest czymś szokującym nawet w naszych realiach.

Przypomnijmy więc, że badania społeczne obu ośrodków cieszą się największą atencją w mediach, realizowane są identyczną metodą wywiadu ankietowego, zwykle w pokrywających się terminach. Co najważniejsze, oba ośrodki badawcze należą do Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku. Jak czytamy na stronie internetowej, „OFBOR jest jedynym w Polsce stowarzyszeniem skupiającym wyłącznie instytuty badawcze, powołanym w celu kontroli przestrzegania norm etycznych oraz metodologicznych w badaniach opinii i rynku, a także działającym na rzecz publicznego zaufania do badań”. Skoro obie firmy są tak świetnie kontrolowane, dlaczego według TNS Polska PIS zmiażdżyłby PO w wyborach parlamentarnych przewagą 10-11 pkt proc., a według CBOS byłby niemal remis? 

ofbor2

Sytuacji wcale nie poprawia pozbycie się z powyższych sondaży wyborców niezdecydowanych – odsetek ten faktycznie jest w obu ośrodkach różny (24-25% w CBOS i 17-23% w TNS). Rezultaty sondaży wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować, są jeszcze bardziej rozstrzelone.

ofbory

Może więc, Panie i Panowie z OFBOR, najwyższa pora zająć się szokującymi różnicami w sondażach zrzeszonych u Was firm badawczych? Jak długo będziecie tłumaczyć widoczną okiem laika kompromitację „marginesem błędu”, „innymi terminami realizacji badań” i „różnym sposobem prezentacji rezultatów”? Tak się pechowo składa, że różnic w styczniowych i lutowych sondażach CBOS i TNS nie da się w ten sposób wyjaśnić. Niedawno szefowa CBOS Mirosława Grabowska przyznała w mediach, że PIS może być w jej badaniach „niedoszacowany”, a jego wyborcy ukrywają się przed ankieterami CBOS pośród „niezdecydowanych”. Czy powzięto kontrolę metod i sposobu realizacji sondaży przez CBOS? Czy OFBOR zajmie jakieś stanowisko czy znowu udajemy, że nic się nie stało?

„Publiczne zaufanie do badań” jest skutecznie podważane własnie przez tak rozstrzelone wyniki sondaży, jakie od 2 miesięcy prezentują CBOS i TNS Polska. Rozpoczęła się kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego, wkrótce kolejne elekcje: samorządowa, prezydencka i parlamentarna. Sondaże publikowane przez należące do OFBOR firmy odegrają w niej sporą rolę. Wiele wskazuje na to, że będzie to rola komediowa.

Na koniec proponuję Szanownym Paniom i Panom z OFBOR rzut oka na wyniki lutowych sondaży realizowanych przez Waszych niemieckich kolegów i koleżanki. Nie jest Wam zwyczajnie wstyd? Czy o podobnych jak w Niemczech różnicach między sondażami polska opinia publiczna może tylko pomarzyć?

RFN

Po wczorajszej „czarnej środzie” PO w sondażach sejmowych, również czwartek przyniósł fatalne dla partii D. Tuska wieści ze świata badań opinii publicznej. W eurosondażu TNS Polska PIS gromi PO aż 10 punktami procentowymi.

Opublikowane dziś przez TNS wyniki są pierwszym w tym roku badaniem preferencji partyjnych Polaków przed eurowyborami, które zrealizowano metodą wywiadu ankietowego. Zaprezentowany niedawno w Telewizji Publicznej sondaż telefoniczny wzbudził wiele kontrowersji, m.in. z uwagi na specyficzną konstrukcję listy komitetów wyborczych i umieszczenie nazwiska A. Kwaśniewskiego obok Europy Plus, co zapewne wpłynęło na nadspodziewanie dobry wynik tej koalicji w sondażu (aż 11% – w dzisiejszym ankietowym tylko 5%). Dlatego sondaż ankietowy, mimo nadal niewielkiej próby ankietowanych (464 osoby netto), należy traktować z większą uwagą niż wspomniane, krytykowane badanie telefoniczne dla TVP.

W zrealizowanym od 7 do 13 lutego 2014 sondażu ankietowym TNS  miażdżące, 10-punktowe zwycięstwo odniósł PIS 29% przed PO 19%. Trzecie miejsce przypadło SLD 9%, a do Parlamentu Europejskiego weszłyby także PSL 6% oraz Twój Ruch 5%. Pozostałe partie znalazły się pod progiem wyborczym. Zauważmy przy okazji, że jest to kolejny sondaż, w którym Kongres Nowej Prawicy (3%) zdobywa prymat pośród prawicowego planktonu i wyprzedza eksponowane w mediach partie J. Gowina (Polska Razem – 2%) i Z. Ziobro (Solidarna Polska – 2%). Spośród ankietowanych deklarujących chęć udziału w referendum 24% było niezdecydowanych, której partii przekazać swój głos.

Analogiczny eurosondaż TNS zrealizował po raz pierwszy prawie rok temu – w marcu 2013 roku. Gdy porównamy go z aktualnym badaniem z lutego 2014, można dojść do wniosku, że przez ostatnie 12 miesięcy zaszła tylko jedna, ale za to jakże spektakularna zmiana w sympatiach politycznych Polaków: PIS zamienił się sondażowym wynikiem z PO. Rok temu liderem eurosondażu była Platforma (27%) z 7-punktową przewagą nad PIS (20%). W lutym obecnego roku proporcje się odwróciły – PIS zyskał aż 9 pkt proc. poparcia i ma 29%, a PO straciła aż 8 pkt proc. i ma tylko 19%. Ponieważ wyniki pozostałych partii są niemal identyczne, a odsetek niezdecydowanych i frekwencja nie uległy istotnym zmianom, teza o potężnym przepływie wyborców PO do PIS na przestrzeni ostatniego roku wydaje się w świetle eurosondaży TNS uprawniona.

1

Przepływ wyborców między PIS a PO widać jeszcze wyraźniej, gdy z obu eurosondaży TNS wyłączymy ankietowanych niepewnych swojego głosu. Pośród wyborców zdecydowanych, którą partię poprzeć, zwycięstwo formacji J. Kaczyńskiego jest w lutym 2014 jeszcze bardziej spektakularne: PIS 38%, PO 25%, SLD 12%, PSL 8%, TR 7%.  W porównaniu do identycznego sondażu sprzed roku PIS zyskał aż 11 pkt proc., dokładnie tyle samo – 11 pkt proc. – straciła Platforma. Wyniki pozostałych partii bez istotnych zmian.

2

Podziału euromandatów w oparciu o lutowy sondaż TNS dokonał dr Tomasz Jurkiewicz, statystyk z Uniwersytetu Gdańskiego: PIS 22, PO 14, SLD 7, TR 4, PSL 4.

Zagadkową kwestią pozostaje frekwencja. TNS podał, że na eurowybory wybiera się obecnie 48% Polaków, ale nie wyszczególnił, ilu z nich zgłasza taki zamiar w sposób zdecydowany, a ilu zrobi to „raczej”. Jak pokazuje doświadczenie także tej pracowni badawczej, rzeczywista frekwencja zbliżona jest właśnie do odsetka „zdecydowanych” deklaracji, a nie sumy „zdecydowanie” i „raczej” wybierających się na głosowanie. Rok temu w analogicznym sondażu TNS zamiar udziału w eurowyborach zgłosiło 44% Polaków, z tym że w sposób „zdecydowany” uczyniło to ledwie… 15% badanych, a kolejne 29% „raczej”. Jeśli w lutowym badaniu wygląda to podobnie, należy spodziewać się raczej frekwencji oscylującej wokół 20% (do chwili obecnej TNS nie odpowiedział na pytanie w tej sprawie).

Kolejne eurosondaże TNS zrealizuje w marcu, kwietniu, a następnie w maju – tuż przed samymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Również CBOS zapowiedział, że w przyszłym miesiącu zrealizuje swój pierwszy eurosondaż, a w kwietniu i maju kolejne. Pod koniec lutego ukaże się jeszcze eurosondaż Instytutu Homo Homini dla tygodnika „Do Rzeczy”. Tylko Millward Brown nie potwierdził, że ma zamiar realizować w nadchodzącej kampanii sondaże eurowyborcze.

 

 

 

Już dawno nie opublikowano w ciągu jednego dnia aż trzech tak fatalnych dla PO sondaży. TNS Polska, GFK Polonia i Homo Homini nie pozostawiają partii D.Tuska żadnych złudzeń: wybory w lutym wygrałby PIS i to z olbrzymią przewagą nad PO.

W sondażu Homo Homini dla Wirtualnej Polski PIS zdobył 30% i prowadzi 7 pkt proc. nad PO (23%). SLD zdobył 12%, Twój Ruch 5%, PSL 4%, Kongres Nowej Prawicy 3%, Solidarna Polska 3%, a ranking zamyka Polska Razem 2%. 18% wyborców jest niezdecydowanych, na którą partię głosować.

W badaniu GFK Polonia przewaga partii J. Kaczyńskiego wynosi prawie 10 pkt proc.: PIS 40.4%, PO 30.6%. Pozostałe partie zdobyły następujące poparcie: SLD 10%, TR 7%, PSL 5%, KNP 3%, SP 1%, PRJG 1% (uwaga: wyniki zaprezentowano w mediach z wyłączeniem osób niezdecydowanych).

Najgorszy dla PO dzisiejszy sondaż jest autorstwa TNS Polska. Przypomnijmy, że to właśnie ta pracownia badawcza najtrafniej przewidziała wyniki wyborów parlamentarnych w 2011 roku. Strata PO do lidera wynosi tu aż 11 pkt proc. i jest to rekordowa przewaga PIS nad głównym rywalem zanotowana w wieloletniej historii badań ankietowych TNS (!). WynikI PIS i PO (33% i 22%) przekładają się na odpowiednio 40% i 27% wśród wyborców zdecydowanych, na kogo głosować. Tym samym PIS uzyskując 40% głosów pobił swój rekord z maja 2010 roku, gdy na fali posmoleńskiego współczucia partia J. Kaczyńskiego poszybowała w sondażu ankietowym TNS do 39%.

By móc porównać sondaż GFK Polonia (którego wyniki zaprezentowano z wyłączeniem wyborców niepewnych, na kogo oddadzą głos) z badaniami TNS i HH, musimy pozbyć się z dwóch ostatnich pomiarów „niezdecydowanych”.

1

Jeśli wybory parlamentarne odbywałyby się w lutym, to według 3 dzisiejszych sondaży bezapelacyjnym zwycięzcą byłoby Prawo i Sprawiedliwość (37-40%) z wprost miażdżącą przewagą nad Platformą Obywatelską (27-31%). SLD może być pewny trzeciego miejsca (10-15%), zaś wyraźnie odbicie przeżywa partia J. Palikota, którą popiera 6-7% Polaków. W Sejmie znalazłoby się jeszcze tylko PSL (5-6%).

Niezwykle ciekawe rzeczy dzieją się pod progiem wyborczym. Liderem prawicowego planktonu niespodziewanie staje się Kongres Nowej Prawicy J. Korwin-Mikke, który wyprzedza zarówno Solidarną Polskę jak i Polskę Razem. Luty był jednocześnie najgorszym w sondażach miesiącem dla partii J. Gowina od momentu powstania.

*** Na marginesie zauważmy, jak sondaż TNS (kolejny raz) szokująco różni się on od przeprowadzonego w podobnym terminie i podobną metodą wywiadu ankietowego badania CBOS. Obie firmy należą do renomowanej (?) Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku, ale porównując rezultaty obu firm ma się wrażenie, że badania realizowano w różnych krajach.

Wg CBOS w lutym w wyścigu partyjnym mieliśmy niemal remis (PIS 26%, PO 25%), a wg TNS miażdżące zwycięstwo odniósłby PIS 33% przed PO 22%. Przewaga partii J. Kaczyńskiego wynosi więc 1 pkt proc albo 11 pkt proc. Coś podobnego jest nie do wyobrażenia w żadnym cywilizowanym kraju. Niedawno zmuszona falą medialnej krytyki szefowa CBOS M. Grabowska przyznała, że w jej sondażach PIS jest niedoszacowany. Badania konkurencyjnego TNS pozwalają się zorientować w skali tego niedoszacowania.

2

Ponieważ tylko CBOS wskazuje na remis między PIS a PO, a sondaże pozostałych firm badawczych (Millward Brown, TNS Polska, Homo Homini, GFK Polonia) wskazują na bardzo dużą przewagę PIS, badania CBOS należy traktować z ogromnym dystansem. Wiem, hejtowanie CBOSu staje się już powoli nudne, ale skala różnic między CBOS a „resztą świata” jest wprost powalająca.

Na koniec przeliczenie 3 opublikowanych dziś sondaży na poselskie mandaty:

Mandaty

 

 

Linki do dzisiejszych sondaży:

GFK Polonia http://www.gfk.com/pl/news-and-events/press-room/press-releases/strony/zachowania-i-preferencje-wyborcze-polakow-w-lutym.aspx

TNS Polska http://www.polskatimes.pl/artykul/3338377,nowy-sondaz-tns-polska-pis-ma-jedenascie-punktow-przewagi-nad-po-tr-i-psl-na-progu,id,t.html

Homo Homini http://www.sondaz.wp.pl

Mimo że wybory do Parlamentu Europejskiego już za 100 dni, sondaży badających poparcie dla partii przed tym głosowaniem jak na lekarstwo. Dlatego zaprezentowane dziś przez TVP badanie TNS Polska przyciągnęło sporą uwagę komentatorów.

Gdyby eurowybory odbywały się w lutym, zwycięzcą wg TNS byłoby Prawo i Sprawiedliwość (25%) przed Platformą Obywatelską (20%). O ile pierwsze miejsce PIS po 10 miesiącach prowadzenia w „krajowych” sondażach nie zaskakuje, o tyle trzecia pozycja koalicji Europa Plus Twój Ruch (11%) i minimalna przewaga nad SLD (10%) wywołała zdumienie części komentatorów politycznych na Twitterze. Wyniki pozostałych partii już bez zaskoczeń – Polskie Stronnictwo Ludowe 6%, Solidarna Polska 4%, Polska Razem 4%, Kongres Nowej Prawicy 3% i Ruch Narodowy z zerowym poparciem.

Jeśli z sondażu wyłączyć 17% wyborców niezdecydowanych, to wówczas rezultaty pomiaru prezentują się następująco: PIS 30%, PO 24%, EP-TR 13%, SLD 12%, PSL 7%, SP 5%, PRJG 5%. Umożliwi nam to porównanie dzisiejszych wyników z dwoma poprzednimi pomiarami TNS, które zrealizowano w marcu i listopadzie ubiegłego roku. Na przestrzeni ostatniego roku zauważalna jest jedna wyraźna tendencja: spadek poparcia dla PO z 37% do ledwie 24%. Wyniki PIS wahają się w tym czasie w przedziale 27-33%, zaś SLD 12-17%. Najciekawsza sytuacja dotyczy koalicji Europa Plus, która na samym początku swej działalności w marcu 2013 zanotowała 10% poparcie, by po długim okresie nieobecności w mediach spaść do 5% w listopadzie. Obecny, lutowy wynik jest więc lepszy niż u zarania tej inicjatywy, co każe podchodzić do aktualnego pomiaru TNS ze sporym dystansem. Tym bardziej, że poza prezentacją „jedynek” na listach wyborczych nie wydarzyło się w międzyczasie nic, co uzasadniałoby tak duży wzrost.

A

Ciekawie prezentuje się porównanie eurosondażu TNS z badaniem Homo Homini dla tygodnika „Do Rzeczy” sprzed 2 tygodni. Okazuje się, że generalnie oba sondaże są do siebie dość zbliżone, jeśli chodzi o poparcie dla PIS, PO, PSL i prawicowego planktonu. Jedyną, ale za to spektakularną różnicę odnotujemy w przypadku wyników SLD i Europy Plus. Partia L. Millera odnotowuje wręcz fantastyczne poparcie w sondażu HH (20%) i ledwie dobre w badaniu TNS (12%). Z kolei w przypadku koalicji J. Palikota jest na odwrót: fatalny wynik w sondażu HH (6%) i rewelacyjny w pomiarze TNS (13%). Różnice są wyraźne nawet jak na polskie sondaże, które przyzwyczaiły nas do ‚rozstrzelonych’ wyników.

1

Wyjaśnieniem nadzwyczaj dobrego wyniku koalicji Europa Plus może być sposób, w jaki ankietowanym przez TNS prezentowano listę komitetów wyborczych. W przypadku EP-TR lista ta zawierała nazwiska aż czterech liderów koalicji, w tym nadal popularnego Aleksandra Kwaśniewskiego. To zapewne zniekształciło wynik pomiaru na rzecz koalicji, której faktycznym liderem pozostaje J. Palikot. Potwierdzeniem takiej interpretacji jest poprzedni, listopadowy pomiar TNS, w którym SLD miał 17% poparcia, a Europa Plus zaledwie 5%. Wówczas przy liście tej drugiej formacji nie pojawiło się nazwisko Kwaśniewskiego. Jest to przy okazji wskazówka dla Europy Plus, że mocniejsze zaangażowanie się byłego prezydenta w kampanię może znacząco poprawić wynik centrolewicowej listy.

Abstrahując od zamieszania po lewej stronie, PIS ma szansę nieznacznie poprawić swój wynik względem poprzednich eurowyborów – deklarowane poparcie dla tej partii (ok. 30%) jest o 3 pkt proc. wyższe niż rezultat sprzed pięciu lat (27%). Kampania przed eurowyborami jeszcze się oficjalnie nie rozpoczęła, jednak przeciętne poparcie dla PO w eurosondażach – ok 25% – jest wręcz drastycznie niższe niż wynik tej partii (44%) w 2009 roku i przekłada się na bardzo duże straty w liczbie euromandatów. Według symulacji podziału miejsc w Parlamencie Europejskim, dokonanej przez @MarcinPalade w przypadku sondażu HH i @nmaliszewski na podstawie TNS, zwycięski PIS może liczyć na 17-18, a PO na 14-15 reprezentantów w europarlamencie. Zysk PIS jest więc relatywnie niewielki względem poprzednich wyborów, wrażenie robi za to utrata przez PO aż 10-11 swoich europosłów.

2

Ostatnią zagadką pozostaje frekwencja. W styczniowym pomiarze Homo Homini na majowe wybory wybierało się 26% ankietowanych. W lutowym sondażu TNS Polska taki zamiar zgłosiło aż 59% badanych, z tym że tylko 30% w sposób zdecydowany. Wieloletnie doświadczenia tej pracowni – w tym te całkiem niedawne sprzed referendum warszwskiego – potwierdzają, że rzeczywista frekwencja oscyluje wokół odsetka „zdecydowanych” wziąć udział w głosowaniu. Możemy więc założyć, że na dziś ok. 26-30% Polaków pofatygowałoby się do urn wyborczych, co i tak jest lepszym rezultatem niż wyniki w 2004 (20%) i 2009 (24%) roku.

Do tej pory tylko Homo Homini i TNS Polska zrealizowały eurowyborcze sondaże – pierwsze pomiary CBOS i Millward Brown planowane są w marcu.

Parlament Europejski przyjął dziś zdecydowaną większością głosów rezolucję, w której apeluje o stworzenie unijnego planu działań przeciwko homofobii i dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową. Głosowanie to stało się kolejną okazją do zawiązania europejskiej koalicji PO-PIS, która odrzuciła walkę z dyskryminacją mniejszości.

394 eurodeputowanych opowiedziało się za przyjęciem tzw. raportu Lunacek, na podstawie którego Unia ma opracować plan walki z homofobią. 176 parlamentarzystów było przeciw proponowanym rozwiązaniom, a wstrzymało się 70.

Opłakiwana przez wielu od lat koalicja dwóch prawicowych formacji PO-PIS dowiodła na obczyźnie, że żyje i ma się świetnie. Nie jest to oczywiście pierwsze głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawach światopoglądowych, w którym zgodnie głosują eurodeputowani PO-PIS, nieszczęśliwie rozdzieleni pomiędzy kilka grup (Europejska Partia Ludowa, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, Europa Wolności i Demokracji). Zaskakiwać może tylko skala poparcia dla antydyskryminacyjnej rezolucji w samej PO. Na obecnych 24 eurodeputowanych tej partii zaledwie… 2 poparło rezolucję (Kaczmarek, Ross), a aż 11 opowiedziało się za jej odrzuceniem: Borys, Handzlik, Hibner, Łukacijewska, Marcinkiewicz, Olbrycht, Skrzydlewska, Sonik, Wałęsa, Zaleski, Zalewski.

Zastanawiać może absencja w głosowaniu aż 11 europarlamentarzystów tej partii i to o prominentnych nazwiskach: Nitras, Thun, Protasiewicz, Buzek, Hubner, Jazłowiecka, Jędrzejewska, Kozłowski, Lisek, Saryusz-Wolski, Zwiefka. Wg opublikowanej na stronie Parlamentu Europejskiego listy obecności tylko posłanka Jędrzejewska była nieobecna podczas głosowań. Pozostali deputowani byli tego dnia w pracy, większość z nich brała udział w głosowaniach poprzedzających rezolucję LGBT, jak i zresztą w późniejszych głosowaniach również. Wygląda to więc na celowy zabieg ze strony posłów PO, by uchylić się od prostego testu przed liberalnymi wyborcami w postaci „za” lub „przeciw” na sali posiedzeń.

Na wynik głosowania zgodnie oburzyli się na Twitterze politycy konserwatywnej koalicji PO-PIS, a europoseł Lisek pocieszał się, że:

1

 

Ogółem, spośród 51 polskich przedstawicieli w PE rezolucję poparło tylko 9. Aż 30 eurodeputowanych było przeciwnych antydyskryminacyjnemu planowi, a 12 nie wzięło w ogóle udziału w głosowaniu (wszyscy z PO + Michał Kamiński). 

Pełna lista poniżej:

Europejska Partia Ludowa

Wybrani z listy Platformy Obywatelskiej

 

Wybrani z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego

 

Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy

Wybrani z listy Prawa i Sprawiedliwości

 

Europa Wolności i Demokracji

 

Postępowy Sojuszu Socjalistów i Demokratów

Wybrani z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Unii Pracy

 

Publikowane kilkakrotnie w ciągu miesiąca sondaże preferencji partyjnych skupiają uwagę opinii publicznej na skali poparcia dla każdego ugrupowania politycznego oraz zmianach względem poprzedniego miesiąca. Tymczasem prawdziwe wyobrażenie o kształcie przyszłego parlamentu daje dopiero symulacja podziału poselskich mandatów w oparciu o sondaże. Wnioski z takiej symulacji mogą być zaskakujące.

Dr Tomasz Jurkiewicz, statystyk z Uniwersytetu Gdańskiego (Twitter: @Szamotikon), przeliczył dla mnie wyniki każdego z dziesięciu styczniowych sondaży na miejsca w Sejmie.

średnia

1. Podstawowym wnioskiem, który wyłania się z analizy styczniowych sondaży jest zmniejszenie liczby ugrupowań parlamentarnych z obecnych 5 do 4. Twój Ruch Janusza Palikota zanotował w styczniu średnie poparcie na poziomie 4,5% i tylko w 3 z 10 badań przekroczył próg uprawniający do udziału w podziale poselskich mandatów. Również nowa formacja Jarosława Gowina nie miała najmniejszych szans na wejście do parlamentu i tylko w 1 z 10 sondaży minimalnie przekroczyła próg 5%.

2. Wskutek spadku liczby sejmowych partii, automatycznie zwiększa się pula mandatów, która przypadłaby każdej z czterech partii. Największy bonus odnotowałby oczywiście zwycięzca wyborów. Zauważmy że przeciętne poparcie dla PIS – ok. 36% głosów – przekłada się średnio na 206 miejsc w Sejmie. Niemal identyczną liczbę mandatów zdobyła w ostatnich wyborach PO (207) przy poparciu 39% elektoratu.

3. Tylko w jednym przypadku – ankietowego sondażu TNS – Prawo i Sprawiedliwość mogłoby liczyć na samodzielne rządy. W każdym innym przypadku do rządzenia musiałoby pozyskać koalicjanta, którym mogłoby być praktycznie tylko Polskie Stronnictwo Ludowe. Koalicja PIS-PSL dysponowałby przeciętnie 229 mandatami poselskimi, a więc w styczniu otarłaby się o sejmową większość. Mając na uwadze, że PSL są zwykle nieco niedoszacowane w sondażach, jest dość prawdopodobne, że rzeczywiste wyniki głosowania dałyby PIS-PSL większość bezwzględną.

4. Nierozstrzygniętą sprawą pozostaje, czy Platformie do pozostania u władzy wystarczyłaby koalicja tylko z SLD (230 mandatów) czy też konieczna byłaby większość rządowa z udziałem trzeciego partnera – PSL. Potencjalne koalicje – PIS z PSL oraz PO z SLD – dysponują w świetle styczniowych sondaży niemal identyczną liczbą mandatów i dzielą Sejm na niemal dwie równe części.

pop

5. Największe straty – nie licząc wypadnięcia 40 posłów Palikota poza Sejm – odniosłaby Platforma, która utraciłaby 41 miejsc w izbie niższej parlamentu. Również koalicyjne PSL skurczyłoby się o 5 posłów. Zyski zanotowałyby dwie obecne partie opozycyjne – PIS powiększyłby stan posiadania o 49 deputowanych, zaś SLD o 37.

6. Dr Tomasz Jurkiewicz pokusił się również o przełożenie średniej styczniowych badań na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Jest to dość ryzykowna symulacja z uwagi na fakt, że rezultaty eurowyborów będą się różnić od wyników „zwykłych”, sejmowych sondaży. Z drugiej jednak strony, pracownie badawcze z nieznanych bliżej powodów nie przeprowadzają prawie wcale (poza Homo Homini) sondaży eurowyborczych, stąd zmuszeni jesteśmy posiłkować się licznymi badaniami sejmowymi. I tak, PIS miałby w styczniu szansę na 21 euromandatów, PO – 17, SLD – 8, PSL – 3, TR – 2.

Z pewnym uproszczeniem możemy powiedzieć, że gdyby wybory parlamentarne odbywały się w styczniu, a rzeczywiste wyniki pokryły się z sondażową średnią, to PIS z PO zamieniłyby się miejscami w Sejmie pod względem wielkości klubów, a SLD powiększył o wszystkich posłów Janusza Palikota. Większe zmiany nie dotknęłyby tylko i tradycyjnie PSL.

 

Początek 2014 roku przyniósł spore zawirowania sondażowe w mediach. Po ośmiu miesiącach prowadzenia PIS oczekiwanie zmiany lidera i zwykłego „dziania się” stało się wśród wielu komentatorów powszechne, stąd narracja o zbliżaniu się notowań PO i PIS cieszyła się sporym wzięciem.

Kilka sondaży z początku roku rzeczywiście wskazywało na malejącą przewagę partii J. Kaczyńskiego. W badaniu dla „Rzeczpospolitej” różnica między głównymi partiami skurczyła się do 2 pkt proc., a sondaż dla TVP pokazywał 4-punktowy dystans PO do PIS. Prawdziwą sensacją stało się jednak zrealizowane dla „Newsweeka” badanie Estymatora, w którym Platforma pierwszy raz od wielu miesięcy minimalnie wyprzedziła PIS. Dziś wiemy już, że był to typowy outlier (obserwacja odstająca), a kolejne styczniowe sondaże nie potwierdziły zmiany lidera.

Ogółem w styczniu opublikowano w mediach wyniki 10 sondaży preferencji partyjnych Polaków:  8 badań uwzględniało niezdecydowanych (wyniki w poniższej tabeli), dwa kolejne – GFK Polonia i Estymator – podano z wyłączeniem wahających się na kogo głosować. Ogółem te 8 sondaży objęło 8313 osób, nieco ponad połowa z nich zadeklarowała udział w wyborach. Dzięki temu uzyskujemy olbrzymią próbę ok. 4500 respondentów netto, co pozwala precyzyjniej niż w pojedynczym sondażu, określić sympatie partyjne Polaków.

trup

W takim ujęciu liderem wszystkich sondaży było w styczniu Prawo i Sprawiedliwość z przeciętnym poparciem 29,5% elektoratu. Przewaga partii J. Kaczyńskiego nad drugą w kolejności Platformą Obywatelską (24,1%) wyniosła w tym wariancie 5 pkt proc. Odsetek wyborców niezdecydowanych, na jaką partię głosować, wynosił w styczniu przeciętnie 19%.

By móc porównać ze sobą powyższe sondaże z wynikami badań, które w styczniu podano bez niezdecydowanych (GFK / Estymator), musimy sprowadzić wszystkie pomiary do wspólnego mianownika tj. wyłączyć wahających się wyborców z podstawy procentowania i rozdzielić ich proporcjonalnie pomiędzy wszystkie partie.. Takie połączenie (10 styczniowych sondaży – 6 ośrodków badawczych) odpowiada próbie aż 10533 ankietowanych, a ponad 5,5 tys z nich odpowiedziało na pytanie o preferencję partyjną. Mając tak liczną próbę badawczą, możemy pokusić się o wyciągnięcie pewniejszych wniosków niż tylko na podstawie jednego, nawet najlepszego sondażu.

2

Z ogromnym prawdopodobieństwem – z uwagi na ponad 10 tys. próbę – możemy więc stwierdzić, że gdyby wybory odbywały się w styczniu, wygrałby je PIS (35,6%) ze sporą, 4-punktową przewagą nad PO (31,4%). SLD mógłby liczyć na ok. 13% głosów, zaś PSL na 7%. Niewiadomą pozostaje przekroczenie progu wyborczego przez Twój Ruch, który mógł w styczniu liczyć przeciętnie na 4,6% wyborców. Dużo mniejsze szanse na wejście do Sejmu miałaby formacja J. Gowina oraz J. Korwin-Mikke (po ok. 3%). Wyraźny kryzys, być może spowodowany seks-skandalem z posłem Szeligą w roli głównej, przeżywa w ostatnim czasie Solidarna Polska, która z poparciem nieprzekraczającym 2% nie znalazłaby się na Wiejskiej.

Ciekawe wnioski możemy wyciągnąć z porównania sondaży na przestrzeni ostatniego roku.

1. Zwraca uwagę nagły i trwały charakter sondażowej rewolucji, która dokonała się w maju 2013. Platforma pozostawała nieprzerwanie liderem sondaży od wyborów parlamentarnych w październiku 2011 i jeszcze w kwietniu 2013 PO odnotowała przeciętnie 3-punktowe prowadzenie. Nagle w maju koszulkę lidera przejął PIS, by przez kolejne 9 miesięcy utrzymywać bezpieczną przewagę nad głównym rywalem. Wygląda to więc  tak, jak gdyby w maju ubiegłego roku PO i PIS po prostu zamieniły się nie tylko miejscami w rankingu, ale wręcz procentowym poparciem. Pytanie jakie przyczyny złożyły się na „rewolucję majową”, pozostaje otwarte.

3

2. PIS jest liderem rankingu partyjnego już od 9 miesięcy. Niewielu jednak komentatorów zwróciło uwagę na fakt, że prowadzenie PIS w sondażach jest najdłuższe w historii tej partii, także jeśli weźmiemy pod uwagę burzliwy rok 2005. Wówczas Prawo i Sprawiedliwość zajmowało wiele razy 1. miejsce, jednak wyniki badań cechowała duża dynamika i częste zmiany na pozycji lidera. Obecne, nieprzerwane liderowanie PIS jest więc wydarzeniem wyjątkowym.

3. Mimo sporego zamieszania w styczniowych badaniach i formułowanej przez część komentatorów tezie o doganianiu PIS przez PO, średnia styczniowych pomiarów nie potwierdza żadnej gwałtownej zmiany. W pierwszym miesiącu roku obie partie dzieliły przeciętnie 4 pkt proc., w grudniu było to 5 pkt. Warto podkreślić, iż odkąd partia Kaczyńskiego przejęła prowadzenie w sondażach w maju 2013, przeciętna przewaga nad PO w skali miesiąca nie spadła dotąd nigdy poniżej 4 pkt proc., za to kilkukrotnie dochodziła do 7 pkt proc. (ostatnio w październiku i listopadzie).

4

4. Sondażowa średnia PIS z ostatnich miesięcy jest wyraźnie lepsza od wyborczego wyniku z 2011 (30%) i w tym sensie teorie o „szklanym suficie” są nieporozumieniem. Wyniki PIS z ostatnich miesięcy przypominają wynik J. Kaczyńskiego z I tury wyborów prezydenckich w 2010 (36%). Z drugiej jednak strony nie udało się dotąd PIS osiągnąć 40% poparcia – w przeciwieństwie do Platformy, która dwukrotnie w wyborach parlamentarnych  zdobyła tyle głosów (a w eurowyborach 2009 nawet 44%).

5. Rezultaty PO są wyraźnie słabsze niż w ostatnich wyborach, jednak oscylują cały czas wokół 30%. Utrata części elektoratu stała się faktem, choć pytanie czy taki poziom poparcia po 6 latach rządów uznać należy za porażkę czy raczej dowód uznania. Teorie o gwałtownym słabnięciu PO budowane są głównie w oparciu o sondaże, które uwzględniają niezdecydowanych, stąd publicystyczne tezy o „spadku do 20%”. Umiejętne odczytanie badań społecznych prowadzi do wniosku, że partia Tuska nadal cieszy się sympatią blisko 1/3 elektoratu.

6. Lewica tkwi w martwym punkcie i nie poszerza swojej bazy wyborczej. W ostatnich wyborach parlamentarnych Ruch Palikota i SLD zdobyły razem 18% głosów. W styczniowej średniej sondaży obie partie mogą liczyć na… 18%. Poza przejęciem prowadzenia przez partię Millera i marginalizacją Palikota nie wydarzyło się na lewicy nic wartego uwagi. 13% SLD to wynik o 5 pkt lepszy niż 2 lata temu, jednak zapowiadana przez lidera SLD „mijanka z PO” pozostaje w sferze political fiction.

7. Mimo znaczącego wsparcia niektórych mediów czy portali internetowych, widzących w Gowinie „jeźdźca sezonu politycznego”, los Polski Razem niewiele różni się od historii innych, planktonowych ugrupowań prawicowych. Po grudniowej fali sondaży, która formacji Gowina dawała 6-7% poparcia, styczeń przyniósł bolesną weryfikację marzeń o wejściu do poważnej polityki (średnio 2-3%).

8. Jeśli przeliczymy średnią 10 styczniowych sondaży na sejmowe mandaty okaże się, że PIS (206) nie był jeszcze nigdy tak blisko zdobycia większości w koalicji z PSL (23). Projektowane 229 mandatów PIS-PSL to tylko o 1 mandat mniej od koalicji PO-SLD. Można więc mówić o prawdziwym sejmowym pacie, który wyłoniłby się, gdyby wybory parlamentarne odbywały się dziś, a sondaże trafnie odzwierciedlały sympatie Polaków.

5

 

Efekt listopadowej rekonstrukcji rządu i w sondażach nie jest zapewne dla jego autora zadowalający. Dystans PO do PIS co prawda się zmniejszył, ale nie doszło do przejęcia przez stronnictwo Tuska prowadzenia. PO liczy zapewne, że poprawiające się notowania rządu czy oceny sytuacji gospodarczej przełożą się prędzej czy później na poparcie dla tej partii, co pomoże dogonić PIS. Partia Kaczyńskiego startuje jednak w zbliżających się eurowyborach z pozycji lidera i liczy, że nikt po wielomiesięcznym prowadzeniu nie odbierze jej zwycięstwa. Co prawda na korzyść Platformy przemawia m.in. wyraźnie wyższa w tych wyborach frekwencja w miastach niż na wsi, wątpliwe jednak by pozwoliło to na coś więcej niż „remis ze wskazaniem”. Obecnie jest jeszcze za wcześnie, by z całą pewnością przesądzać, czy 25 maja Platforma odniesie siódme zwycięstwo z rzędu czy też po raz pierwszy od 9 lat wygranym będzie PIS.