Mimo że wybory do Parlamentu Europejskiego już za 100 dni, sondaży badających poparcie dla partii przed tym głosowaniem jak na lekarstwo. Dlatego zaprezentowane dziś przez TVP badanie TNS Polska przyciągnęło sporą uwagę komentatorów.

Gdyby eurowybory odbywały się w lutym, zwycięzcą wg TNS byłoby Prawo i Sprawiedliwość (25%) przed Platformą Obywatelską (20%). O ile pierwsze miejsce PIS po 10 miesiącach prowadzenia w „krajowych” sondażach nie zaskakuje, o tyle trzecia pozycja koalicji Europa Plus Twój Ruch (11%) i minimalna przewaga nad SLD (10%) wywołała zdumienie części komentatorów politycznych na Twitterze. Wyniki pozostałych partii już bez zaskoczeń – Polskie Stronnictwo Ludowe 6%, Solidarna Polska 4%, Polska Razem 4%, Kongres Nowej Prawicy 3% i Ruch Narodowy z zerowym poparciem.

Jeśli z sondażu wyłączyć 17% wyborców niezdecydowanych, to wówczas rezultaty pomiaru prezentują się następująco: PIS 30%, PO 24%, EP-TR 13%, SLD 12%, PSL 7%, SP 5%, PRJG 5%. Umożliwi nam to porównanie dzisiejszych wyników z dwoma poprzednimi pomiarami TNS, które zrealizowano w marcu i listopadzie ubiegłego roku. Na przestrzeni ostatniego roku zauważalna jest jedna wyraźna tendencja: spadek poparcia dla PO z 37% do ledwie 24%. Wyniki PIS wahają się w tym czasie w przedziale 27-33%, zaś SLD 12-17%. Najciekawsza sytuacja dotyczy koalicji Europa Plus, która na samym początku swej działalności w marcu 2013 zanotowała 10% poparcie, by po długim okresie nieobecności w mediach spaść do 5% w listopadzie. Obecny, lutowy wynik jest więc lepszy niż u zarania tej inicjatywy, co każe podchodzić do aktualnego pomiaru TNS ze sporym dystansem. Tym bardziej, że poza prezentacją „jedynek” na listach wyborczych nie wydarzyło się w międzyczasie nic, co uzasadniałoby tak duży wzrost.

A

Ciekawie prezentuje się porównanie eurosondażu TNS z badaniem Homo Homini dla tygodnika „Do Rzeczy” sprzed 2 tygodni. Okazuje się, że generalnie oba sondaże są do siebie dość zbliżone, jeśli chodzi o poparcie dla PIS, PO, PSL i prawicowego planktonu. Jedyną, ale za to spektakularną różnicę odnotujemy w przypadku wyników SLD i Europy Plus. Partia L. Millera odnotowuje wręcz fantastyczne poparcie w sondażu HH (20%) i ledwie dobre w badaniu TNS (12%). Z kolei w przypadku koalicji J. Palikota jest na odwrót: fatalny wynik w sondażu HH (6%) i rewelacyjny w pomiarze TNS (13%). Różnice są wyraźne nawet jak na polskie sondaże, które przyzwyczaiły nas do ‚rozstrzelonych’ wyników.

1

Wyjaśnieniem nadzwyczaj dobrego wyniku koalicji Europa Plus może być sposób, w jaki ankietowanym przez TNS prezentowano listę komitetów wyborczych. W przypadku EP-TR lista ta zawierała nazwiska aż czterech liderów koalicji, w tym nadal popularnego Aleksandra Kwaśniewskiego. To zapewne zniekształciło wynik pomiaru na rzecz koalicji, której faktycznym liderem pozostaje J. Palikot. Potwierdzeniem takiej interpretacji jest poprzedni, listopadowy pomiar TNS, w którym SLD miał 17% poparcia, a Europa Plus zaledwie 5%. Wówczas przy liście tej drugiej formacji nie pojawiło się nazwisko Kwaśniewskiego. Jest to przy okazji wskazówka dla Europy Plus, że mocniejsze zaangażowanie się byłego prezydenta w kampanię może znacząco poprawić wynik centrolewicowej listy.

Abstrahując od zamieszania po lewej stronie, PIS ma szansę nieznacznie poprawić swój wynik względem poprzednich eurowyborów – deklarowane poparcie dla tej partii (ok. 30%) jest o 3 pkt proc. wyższe niż rezultat sprzed pięciu lat (27%). Kampania przed eurowyborami jeszcze się oficjalnie nie rozpoczęła, jednak przeciętne poparcie dla PO w eurosondażach – ok 25% – jest wręcz drastycznie niższe niż wynik tej partii (44%) w 2009 roku i przekłada się na bardzo duże straty w liczbie euromandatów. Według symulacji podziału miejsc w Parlamencie Europejskim, dokonanej przez @MarcinPalade w przypadku sondażu HH i @nmaliszewski na podstawie TNS, zwycięski PIS może liczyć na 17-18, a PO na 14-15 reprezentantów w europarlamencie. Zysk PIS jest więc relatywnie niewielki względem poprzednich wyborów, wrażenie robi za to utrata przez PO aż 10-11 swoich europosłów.

2

Ostatnią zagadką pozostaje frekwencja. W styczniowym pomiarze Homo Homini na majowe wybory wybierało się 26% ankietowanych. W lutowym sondażu TNS Polska taki zamiar zgłosiło aż 59% badanych, z tym że tylko 30% w sposób zdecydowany. Wieloletnie doświadczenia tej pracowni – w tym te całkiem niedawne sprzed referendum warszwskiego – potwierdzają, że rzeczywista frekwencja oscyluje wokół odsetka „zdecydowanych” wziąć udział w głosowaniu. Możemy więc założyć, że na dziś ok. 26-30% Polaków pofatygowałoby się do urn wyborczych, co i tak jest lepszym rezultatem niż wyniki w 2004 (20%) i 2009 (24%) roku.

Do tej pory tylko Homo Homini i TNS Polska zrealizowały eurowyborcze sondaże – pierwsze pomiary CBOS i Millward Brown planowane są w marcu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.