Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Sondażokracja to jedno z publicystycznych określeń współczesnej demokracji, sugerujące przemożny wpływ badań opinii publicznej na zachowania wyborcze czy sprawowanie władzy przez polityków. Choć sporo w tym przesady, to niewątpliwie sondaże są obecnie ważnym składnikiem systemu politycznego, stanowiąc cenne źródło informacji dla rządzących i rządzonych. Ponieważ w debacie publicznej rezultaty badań społeczno-politycznych są często jednym z najważniejszych argumentów, jakość pracy ośrodków demoskopijnych powinna podlegać kontroli i ocenie. Nie ma z kolei w demokracji lepszej okazji do weryfikacji sondaży niż rzeczywiste wybory prezydenckie, parlamentarne czy europejskie.  

W wielu europejskich krajach niezależne fundacje czy organizacje pozarządowe przeprowadzają po wyborach analizę porównawczą sondaży z oficjalnymi wynikami wyborów. W Polsce nie jest to, niestety, popularna metoda rozliczania firm badawczych z ich pracy. Głosowanie do Parlamentu Europejskiego 25 maja 2014 roku rozpoczęło w naszym kraju prawdziwy, sondażowo-wyborczy maraton, który zakończy się dopiero elekcją parlamentarną na jesieni 2015 roku. W tym czasie opinia publiczna będzie wprost bombardowana dziesiątkami sondaży politycznych kilku różnych firm badawczych. Warto wiedzieć, które z nich zasługują na uwagę, a które należy traktować z dystansem. 

01.  KTÓRY SONDAŻ NAJTRAFNIEJ WSKAZAŁ ZWYCIĘZCĘ?

Na samym początku przyznajmy, że wbrew rytualnym narzekaniom na „różnice w sondażach”, w eurowyborach’2014 polskie ośrodki demoskopijne wypadły całkiem przyzwoicie. I nie chodzi tylko o świetne badanie exit poll przeprowadzone w dniu głosowania przez Ipsos dla TVP/TVN, które z niezwykłą precyzją wskazało zwycięzcę oraz właściwą kolejność partii na wyborczej mecie.  Również ostatnie opublikowane przed ciszą prognozy i sondaże nie rozminęły się drastycznie z oficjalnymi wynikami, trafnie odtwarzając wyrównaną rywalizację PO-PIS. Przez wiele tygodni przed eurowyborami średnia poparcia dla partii politycznych wskazywała na zacięty pojedynek między partiami D. Tuska i J. Kaczyńskiego, którego zwieńczeniem stała się minimalna (0,35 punktu procentowego) wygrana PO.

W rozstrzygnięciu najtrudniejszej kwestii minionych wyborów tj. wskazaniu zwycięzcy w sytuacji remisu między dwiema partiami, największą precyzją wykazał się Instytut Badań Rynkowych i Społecznych Homo Homini. Opublikowana w przedwyborczy piątek w radiu RMF FM prognoza tego ośrodka wskazywała na 0,5 p.p. przewagi PO nad PIS. Błąd względem oficjalnych wyników PKW wyniósł więc zaledwie 0,15 p.p. i jest to w polskich realiach wartość imponująca. Podkreślmy, że zwycięski szacunek Homo Homini jest prognozą, a nie sondażem (jak wszystkie pozostałe wartości w poniższej tabeli). Wysoką trafnością w kwestii wyniku PO i PIS wykazał się również sondaż telefoniczny Estymatora dla „Newsweeka”, w którym partia D. Tuska wygrywała przewagą 1 punktu procentowego. Sondaże Millward Brown dla TVN oraz TNS Polska dla TVP pomyliły się co do zwycięzcy wyborów, wskazując na PIS, lecz pomyłka ta była niewielka i mieściła się w granicach błędu pomiaru. Największą wtopę zaliczył CBOS, wieszcząc aż 5-punktową wygraną PO.

Do analizy użyłem wyników sondaży 5 ośrodków demoskopijnych w takiej postaci, w jakiej rezultaty badań zostały przekazane mediom:

1

 

02.  KTÓRY SONDAŻ BYŁ NAJTRAFNIEJSZY?

Prawidłowe wskazanie zwycięzcy w sytuacji remisu zasługuje na uznanie, lecz nie wyczerpuje oceny całościowej omawianych sondaży. By móc ocenić które z pięciu badań przedwyborczych było najlepsze, musimy porównać do oficjalnych rezultatów nie tylko sondażowe słupki PO i PIS, lecz także pozostałych partii.

Jako kryterium oceny trafności sondażu przyjąłem sumę różnic pomiędzy wyrażonymi procentowo wynikami danego sondażu a oficjalnymi wynikami osiągniętymi przez poszczególne partie. Im wskaźnik ten jest niższy, tym mniejszy błąd całkowity popełniła dana firma badawcza i tym większa trafność jej sondażu.

Pod uwagę wziąłem wszystkie sondaże przeprowadzone w maju 2014 roku, których wyniki były opublikowane najpóźniej w przedwyborczy piątek. Ponieważ niektóre firmy badawcze opublikowały w maju więcej niż jedno badanie preferencji partyjnych, do analizy wybrałem ostatni przed ciszą wyborczą sondaż każdego ośrodka. Kryterium to spełniło pięć firm demoskopijnych (CBOS, TNS Polska, Millward Brown, Estymator, Homo Homini).

Dodatkową trudność w analizie nastręczał fakt, że dwa z pięciu ośrodków zaprezentowały wyniki pozbawione już odsetka wyborców niezdecydowanych (sondaż Estymatora i prognoza Homo Homini), zaś pozostałe firmy badawcze zdecydowały się uwzględnić osoby niepewne, komu przekazać swój głos (CBOS, TNS, Millward Brown). By móc porównać ze sobą tak różne wyniki, sondaże CBOS, TNS i MB pozbawiłem „niezdecydowanych” i przeliczyłem je na postać sondażu tylko wśród wyborców pewnych, na kogo zagłosować. Przykładowo, w sondażu CBOS (PO 26%, PIS 21%) było 30% niezdecydowanych wyborców. Wynik PO: 26/70 x 100 = 37,1%, wynik PIS: 21/70 x 100 = 30% i td.

2014

Jak widać w tabeli, najmniejszy błąd ogółem popełnił w ostatnim przedwyborczym sondażu Millward Brown i to tę pracownię badawczą należy uznać za zwycięzcę w 2014 roku. Drugie miejsce w zestawieniu przypadło TNS Polska, trzecie zaś Homo Homini – autorowi najtrafniejszego oszacowania różnicy PO-PIS. Na szarym końcu rankingu znowu CBOS – suma błędu tego ośrodka (prawie 18 p.p.) w porównaniu z konkurencją (8-11 p.p,) jest wprost olbrzymia.

 

03. RANKING SONDAŻOWNI 2009-2014.

Sondażownie, które przeprowadzały badania sympatii partyjnych przed tegorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego, działają na polskim rynku od wielu lat. Umożliwia nam to dokładne porównanie efektów ich pracy, które uwzględni kilka ostatnich wyborów powszechnych. Po raz pierwszy wszystkie znane nam dziś dobrze ośrodki demoskopijne – Homo Homini, Millward Brown (dawniej SMG/KRC), CBOS oraz TNS – „spotkały się” przy okazji eurowyborów w 2009 roku. Również przed wyborami prezydenckimi w 2010 i parlamentarnymi w 2011 firmy te realizowały regularne badania preferencji politycznych.

Poniżej zestawienie ostatnich sondaży przed wyborami w 2009, 2010 i 2011 wraz z błędem każdego ośrodka badawczego, obliczonym analogicznie jak przy eurowyborach 2014.

3

 

Ostateczna klasyfikacja ośrodków sondażowych w latach 2009-2014 wygląda zatem następująco:

4

W wyborach ogólnokrajowych w latach 2009-2014 największą trafnością wykazały się sondaże preferencji politycznych realizowane przez TNS Polska (wcześniej TNS OBOP) – dwukrotnie firma ta była najlepsza (2010, 2011) i dwukrotnie zajęła miejsce drugie (2009, 2014).

Na drugim miejscu w rankingu uplasował się instytut Homo Homini, a tuż za nim na trzeciej pozycji Millward Brown. I to właśnie sondaże tych ośrodków – TNS, HH, MB – jako najwierniej oddające sympatie polityczne Polaków należy traktować z największą uwagą przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi, prezydenckimi i parlamentarnymi.

Na samym końcu rankingu uplasował się CBOS. Ta 30-letnia rządowa fundacja, która teoretycznie powinna dysponować największym doświadczeniem i precyzją w realizacji badań preferencji elektoratu, aż trzykrotnie zrealizowała najgorszy sondaż przedwyborczy: w 2010, 2011 i 2014 roku, dając się wyprzedzić nie tylko „wielkiej trójce” TNS-HH-MB, ale nawet debiutującemu na polu badań politycznych Estymatorowi. Niewątpliwie CBOS jako najsłabsze ogniwo polskiej socjometrii wymaga reformy nie mniejszej, niż krytykowana za opieszałość w liczeniu głosów Państwowa Komisja Wyborcza.

Po miesiącu przerwy na szczyt politycznej listy przebojów powraca Prawo i Sprawiedliwość. Platforma, która w kwietniu przełamała 10-miesięczny okres prowadzenia PIS w sondażach i wysunęła się na czoło partyjnego peletonu, w maju znów krok za największym rywalem.

PIS utrzymywał się na szczycie rankingu partyjnego od maja 2013 do marca 2014 roku. Reakcja rządu D. Tuska na ukraiński kryzys znacząco poprawiła notowania PO, co pozwoliło tej partii w kwietniu na objęcie prowadzenia w średniej sondaży. Okazuje się jednak, że wzrost notowań Platformy miał charakter przejściowy. PIS znów miałby szansę wygrać wybory parlamentarne, gdyby te odbywały się w maju.

1

Mimo toczącej się kampanii do europarlamentu ośrodki badania opinii publicznej nie próżnowały i zrealizowały w maju ogółem 8 sondaży, które sprawdziły sympatie partyjne przed wyborami parlamentarnymi 2015 na łącznej próbie 8296 Polaków. Przeciętne poparcie dla PIS (33,5 proc.) było minimalnie wyższe niż dla PO (32,8 proc.), choć tylko jedna sondażownia pokazywała wygraną Platformy (tradycyjnie CBOS), a aż trzy wygraną PIS (TNS, GFK, HH).

2

Na wykresie widać wyraźnie „poukraiński” skok poparcia dla PO do 34 proc. w marcu i kwietniu, po długim okresie notowań w okolicy 30 proc. Jednak co ciekawe, kryzys za wschodnią granicą nie wywindował PO aż tak wysoko, by przebić notowania PIS z listopada-marca (ok. 35-36 proc.). Majowe słupki poparcia pokazują, że ukraińskie paliwo jest na wyczerpaniu – notowania PO lekko spadły, PIS wzrosły i w rezultacie partia J. Kaczyńskiego odzyskała prowadzenie, choć do dawnej 6-7 punktowej przewagi nad PO sporo brakuje. Ogółem od ubiegłego roku to już 11. miesiąc, gdy PIS jest liderem rankingu partyjnego przed wyborami do Sejmu.

3

Średnia majowych sondaży przeliczona na sejmowe mandaty przez dra Tomasza Jurkiewicza, statystyka z Uniwersytetu Gdańskiego, pokazuje że do zbudowania koalicji większościowej wystarczyłyby 2 partie: PO i SLD (razem 233 głosów). Jednak wypadnięcie z parlamentu Palikota oraz wejście Korwina ułatwiają znacząco skonstruowanie koalicji z udziałem zwycięskiego PIS, PSL i Nowej Prawicy (ogółem 226 posłów). Choć nadal brakowałoby kilku mandatów, uzyskanie takiej większości w toku kampanii jest bardzo prawdopodobne.

Można zapytać, jak prowadzenie PIS w średniej „sejmowych” sondaży ma się do niedawnego zwycięstwa PO w eurowyborach? Czy średnia „europejskich” sondaży trafnie pozwoliła przewidzieć zwycięzcę? Wiele osób powątpiewa, czy obliczanie średniej arytmetycznej z różnych sondaży ma w ogóle sens? Przyjrzyjmy się więc porównaniu ostatnich przedwyborczych badań preferencji partyjnych i wynikom wyborów podanym przez PKW:

POP

Średnia ostatnich sondaży przed eurowyborami przewidywała zwycięstwo PO przewagą 0,9 pkt proc. W rzeczywistości Platforma wyprzedziła PIS o 0,4 pkt proc., więc obliczana przeze mnie średnia poparcia dla partii sprawdziła się lepiej od pojedynczych sondaży. Zwróćmy też uwagę na dużą zbieżność sondażowej średniej do rzeczywistego wyniku w wyborach: w mojej średniej sondażowy wynik PIS różni się od wyborczego o 0,1 pkt proc, a PO o zaledwie o 0,5 pkt proc. Nie po raz pierwszy zatem średnia sondaży sprawdziła się jako narzędzie przewidywania wyniku wyborczego: (http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/2014/05/20/remis-ze-wskazaniem-na-po/ ) 

Pora na porównanie sondaży europejskich z sejmowymi. Publicystyczne przekonanie, że maraton wyborczy rozpoczął się od najkorzystniejszego dla PO głosowania do Parlamentu Europejskiego okazuje się słuszne.

5

Poparcie dla PO w sondażach sejmowych i przed eurowyborami jest niemal identyczne: 32,6 – 32,8 proc. Tymczasem PIS wyraźnie zyskuje, gdy Polaków pyta się o przyszłoroczne wybory parlamentarne: z europejskich 31,7 proc. do sejmowych 33,5 proc. Te 2 p.p. różnicy w poparciu dla PIS mogą wydawać się nieznaczące, pamiętać jednak musimy, że PO i PIS cieszą się obecnie podobną sympatią elektoratu i „każdy głos jest na wagę złota”. Innymi słowy, jeśli założyć że średnia sondaży po raz kolejny trafnie odzwierciedla rzeczywiste sympatie partyjne, to najważniejsze z wyborów do Sejmu i Senatu wygrałaby w maju partia J. Kaczyńskiego.

Powyższa analiza jest niezbędna, by uniknąć dysonansu między wynikami niedawnego głosowania powszechnego a sondażami poparcia dla partii przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Jak pokazują dziesiątki badań, wybory europejskie ze swej natury wzbudzają większe zainteresowanie elektoratu miejskiego, bardziej wykształconego i zamożnego, a więc Polaków, którzy stanowią zaplecze wyborcze PO. W tym przede wszystkim należy upatrywać przyczyn minimalnej wygranej Platformy w eurowyborach i spodziewanego w świetle sondaży zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w wyborach sejmowych.