Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Wrześniowy sondaż telefoniczny TNS Polska dla telewizji publicznej wywołał sporą sensację z uwagi na bardzo duży wzrost poparcia dla partii rządzącej. Przyjrzyjmy się bliżej temu badaniu preferencji partyjnych Polaków.

W sondażu TNS Polska (zrealizowanym 4-5 września) prowadzenie przejęła Platforma Obywatelska (34 proc.), uzyskując najlepszy wynik w całym 2014 roku w badaniach dla telewizji publicznej i wyprzedzając aż o 6 punktów proc. PIS (28 proc.). Od poprzedniego pomiaru w czerwcu PO zyskała aż 10 punktów proc., co większość komentatorów uznała za premię dla partii rządzącej po wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej.

Zaprezentowane w TVP rezultaty sondażu TNS oparte były zarówno na spontanicznych odpowiedziach ankietowanych Polaków („na jaką partię Pan/i zagłosuje?”), jak i wspomaganych listą partii (w przypadku tych, którzy nie byli w stanie „spontanicznie” wymienić ulubionej partii, a deklarowali udział w wyborach). Udało mi się ustalić jak prezentowałby się sondaż, gdyby uwzględnić tylko respondentów zdolnych samodzielnie wskazać partię, na którą chcieliby oddać głos w wyborach. Różnice względem ostatecznej wersji przedstawionej w TVP są ciekawe i dają rzadką okazję, by zajrzeć do sondażowej kuchni.

Okazuje się, że Polacy mieli w trakcie tego sondażu ogromny problem ze wskazaniem partii, na którą chcą oddać głos. Z 1000 respondentów swój udział w wyborach zapowiedziało aż 759 osób, a wiec deklarowana frekwencja wyniosła 76%. Jednak wśród tych 3/4 Polaków deklarujących udział w głosowaniu tylko 440 osób było w stanie spontanicznie wskazać popieraną partię, a 319 ankietowanych udzieliło w pierwszym etapie ankiety odpowiedzi „nie wiem na kogo zagłosuję”.

c

Zdobywamy w ten sposób cenne informacje, które pozwalają podzielić ankietowanych Polaków na 3 grupy:

24% Polaków zadeklarowało kompletny brak zainteresowania udziałem w wyborach parlementarnych,

32% Polaków twierdziło, że weźmie udział w wyborach, ale nie potrafiło samodzielnie wskazać partii, na którą chciałoby oddać głos,

– 44% Polaków spełniało dwa warunki jednocześnie tj. deklarowało udział w wyborach i potrafiło samodzielnie wskazać popieraną partię.

Podział ten jest istotny, bo jak pokazuje doświadczenie minionych wyborów, realna frekwencja oscyluje właśnie wokół odsetka z ostatniej, najbardziej określonej politycznie grupy. A zatem gdyby wybory odbywały się na początku września, wzięłoby w nich udział ok. 44% uprawnionych (a nie 76% jak wynikałoby z ogółu deklaracji).

Gdybyśmy chcieli uściślić powyższy wykres i zaprezentować jakie partie wskazało te 44% Polaków, którzy byli w stanie podać je spontanicznie, wyglądałby on następująco:

A

Widzimy zatem, że z 1000 dobranych do sondażu Polaków chęć głosowania na PO zadeklarowało ok. 20%, a na PIS 14% – są to oczywiście odpowiedzi spontaniczne.

W drugim etapie ankiety, by zmniejszyć odsetek niezdecydowanych na kogo głosować, respondentom zaprezentowano listę partii, z której mogli wybrać ulubione ugrupowanie polityczne. Wówczas zaktualizowany wykres prezentuje się następująco:

B

Innymi słowy, na końcowym etapie realizacji sondażu pośród 1000 Polaków napotkać mogliśmy ok. 26% sympatyków PO i 21% PIS. Ponieważ w TVP zaprezentowano wyniki sondażu tylko pośród tych, którzy zadeklarowali udział w wyborach (76% ogółu), ostateczne przeprocentowanie dało PO 34%, PIS 28%, niezdecydowanym 16% i td.

I wreszcie na koniec najciekawsza kwestia: poparcie dla poszczególnych partii. Na „chłopski rozum” wydawać się może, że bez pomocy ankietera najlepiej poradzą sobie wyborcy PIS, którzy w mediach są określani jako najbardziej „zmobilizowani”. Okazuje się jednak, że – przynajmniej w tym sondażu – Platforma ma zdecydowaną przewagę nad PIS pośród „spontanicznych” odpowiedzi, przegrywa zaś wśród tych, którzy zadeklarowali udział w głosowaniu, ale potrzebowali pomocy ankietera do wskazania konkretnej partii.

1Po lewej stronie zaprezentowałem odpowiedzi z pierwszego etapu sondażu – tych ankietowanych, którzy zapowiedzieli swój udział w wyborach (przypomnijmy-to ok 76% uczestników sondażu). Te 3/4 Polaków podzieliło się więc na 58% które podało nazwę partii (tu prowadzi PO) i 42% które samodzielnie nie potrafiło tego zrobić.

W drugim etapie (srodkowy wykres) o preferencje zapytano tylko osoby, które chciały głosować, ale nie potrafiły spontanicznie wymienić nazwy partii (42% z 3/4 Polaków deklarujących udział w wyborach). I spośród tych 319 osób większość (prawie 200) wybrała ulubioną partię z listy – na tym etapie to PIS uzyskał więcej wskazań od PO.

Pamiętać należy, że pierwsza grupa „spontanicznych” była dwukrotnie liczniejsza od wskazań „wspomaganych”, stąd wyniki końcowe nie odbiegają od „spontanicznych” tak, jak mogłoby się wydawać po rezultatach procentowych „wspomaganych”. PO ma 7 punktów proc. przewagi nad PIS wśród „spontanicznych” (26% do 19%), PIS ma 3 punkty proc. przewagi nad PO wśród mniej licznych „wspomaganych” (22% do 19%), więc w ostatecznym rozrachunku zmniejsza to przewagę PO tylko o 1 punkt – z 7 do 6 punktów proc.

Zauważmy też, że pomoc ankietera pomaga „wydobyć” z niezdecydowanych nie tylko wyborców PIS, ale i SLD oraz PSL.  Z kolei tak jak PO traci na niej Nowa Prawica. Różnice mogą wydawać się niewielkie, ale dla ich uwypuklenia warto zerknąć jak wyglądałby wynik wyborów podany przez PKW w każdym z 3 wariantów:

– gdyby głosowali tylko wyborcy potrafiący wymienić samodzielnie popieraną partię (po lewej),

– gdyby głosowali tylko wyborcy którym przedstawiono listę partii do wyboru (środek),

– wreszcie gdyby obie grupy głosowały razem (po prawej).

2

Należy oczywiście być ostrożnym i unikać wyciągania jednoznacznych wniosków tylko na podstawie jednego, nawet najlepiej zrealizowanego sondażu. Wydaje się jednak, że na obecnym etapie różnica między PO a PIS przy urnach wyborczych może okazywać się korzystniejsza dla PO niż wskazywałyby na to same tylko sondaże (tak jak podczas majowych eurowyborów).

 

 

 

 

 

Kolejne potwierdzenie „efektu Tuska” przyniósł ujawniony dziś na Twitterze przez Agatona Kozińskiego – dziennikarza „Polska The Times” – wrześniowy sondaż zaufania do polityków CBOS. Zyskują niemal wszyscy politycy, najwięcej Tusk i Kopacz.

W comiesięcznym rankingu zaufania do polityków Centrum Badania Opinii Społecznej (11-17 września), który w mediach głównego nurtu zostanie opublikowany dopiero za kilka dni, tradycyjnie już pierwsze miejsce zajął prezydent Bronisław Komorowski (79%). Co jednak warte odnotowania, jest to najlepszy wynik Komorowskiego w historii jego prezydentury i to osiągnięty jeszcze przed odkodowaniem finałowego meczu Mistrzostw Świata w siatkówce mężczyzn (co według komentatorów politycznych ma przynieść mu dalszy wzrost popularności).

Na drugie miejsce w rankingu powraca Radosław Sikorski, który całkowicie odrobił straty wizerunkowe poniesione podczas „afery taśmowej”. We wrześniu byłemu szefowi MSZ ufało mu 49% Polaków (w czerwcu przed wybuchem afery 50%, w lipcu tylko 35%).

Na podium wskoczyła nowa premier Ewa Kopacz, która z wynikiem 48% zaufania odnotowała we wrześniu największy po Tusku wzrost popularności - aż o 13 punktów procentowych.

CBOS

„Efekt Tuska” jest więc we wrześniowym pomiarze CBOS oczywisty. Po wyborze na szefa Rady Europejskiej były polski premier zanotował rekordowy, 14-punktowy wzrost zaufania. Wiceliderką wzrostu jest nowa premier Ewa Kopacz (+13 punktów proc.). W innym sondażu – IBRIS dla „Rzeczpospolitej” – pozytywnie oceniło ją 31% Polaków, a negatywnie 37%. Badanie to zostało przeprowadzone już po piątkowej prezentacji nowej Rady Ministrów, uznanej przez media za nieudaną. Na początku swojego urzędowania Kopacz cieszy się więc całkiem przyzwoitymi wynikami w sondażach, które jednak w głównej mierze zawdzięcza „efektowi Tuska”. Na zbadanie „efektu Kopacz” dla rządu i Platformy musimy poczekać kilka miesięcy.

Warto podkreślic, że w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych polityków tylko prezes PIS nie odnotował względem poprzedniego miesiąca przyrostu poparcia i ufa mu tak jak w sierpniu 32% Polaków. Byłoby jednak co najmniej zaskakujące, gdyby lider opozycji zyskał po brukselskim awansie Tuska.

Kluczowe dane z sondażu zaufania CBOS:

  1. Zaufanie do prezydenta Bronisława Komorowskiego (79%) jest największe w historii jego prezydentury i niewiele niższe od najlepszego wyniku zanotowanego w comiesięcznych pomiarach CBOS przez Aleksandra Kwaśniewskiego (83% w październiku 2002).
  2. Zaufanie do byłego premiera Donalda Tuska we wrześniu jest największe od stycznia 2012, a więc od ponad 2,5 lat.
  3. Zaufanie do nowej premier Ewy Kopacz jest największe w jej karierze politycznej, co pozwoliło jej zająć 3. miejsce w rankingu zaufania CBOS.
  4. Wśród cieszących się największym zaufaniem jest 8 polityków koalicji i tylko 2 polityków opozycji (Miller, Kaczyński).
  5. Kaczyński jest jedynym politykiem, który nie zyskał na „efekcie Tuska”.

Letnie miesiące pozwoliły PIS ugruntować pozycję partii cieszącej się największym poparciem Polaków, ale awans Tuska do Brukseli może skutecznie pokrzyżować partii Kaczyńskiego plany zwycięstwa w jesiennych wyborach samorządowych.

Rok 2014 przyniósł dwa wyraźne zwroty akcji, które zaowocowały zmianą sondażowego lidera: kryzys na Ukrainie i aferę taśmową. Wiele wskazuje na to, że we wrześniu będziemy mieć do czynienia z trzecim punktem zwrotnym po wyborze polskiego premiera na szefa Rady Europejskiej. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej oczekują, że awans Tuska na „króla Europy”, jak nazwał go jeden z tabloidów, pomoże Platformie odrobić straty do Prawa i Sprawiedliwości, a być może nawet wysunąć się na pierwsze miejsce w rankingu partyjnym. I rzeczywiście, zrealizowane już po sobotnim szczycie UE badania opinii publicznej – Homo Homini dla „Super Expressu” oraz Millward Brown dla TVN24 – pokazują wzrost poparcia dla partii rządzącej odpowiednio o 3 i 5 punktów procentowych. W sondażu Millward Brown dwie największe partie niemal remisują (PIS 32%, PO 31%) i to mimo tego, że pytano w nim o poparcie dla wspólnej listy PIS-SPZZ-PRJG.

Jaki jest zatem punkt wyjścia do drugiego po Ukranie sondażowego odbicia PO?

1

Prawo i Sprawiedliwość zajmowało pierwsze miejsce w rankingu partyjnym od maja 2013 roku aż do marca 2014, a więc nieprzerwanie przez 10 miesięcy. Dopiero dramatyczne wydarzenia na Ukrainie – zajęcie przez Rosję Krymu w marcu, a co za tym idzie aktywność polskiego rządu i dyplomacji – znacząco poprawiły notowania PO i w kwietniu po niemal roku partia Tuska znów wyprzedziła PIS w miesięcznej średniej sondaży najważniejszych ośrodków badania opinii. Szczęśliwie dla PO poprawa notowań przeciągnęła się także na maj i przeciętne poparcie dla partii tuż przed elekcją do Parlamentu Europejskiego (25 maja) zwiastowało minimalną wygraną Platformy (0,2 pkt proc.: PO 32,7%, PIS 32,5%). I rzeczywiście, wybory europejskie wygrała PO (32,1%) różnicą 25 tys. głosów, a więc jej przewaga nad PIS (31,8%) wyniosła 0,3 pkt proc.  Zauważmy że po raz kolejny obliczana przez mnie arytmetyczna średnia trafnie przewidziała wynik głosowania, mimo że niektórzy komentatorzy krytykują taki sposób szacowania poparcia społecznego dla partii.

2

Niedługo po eurowyborach sceną polityczną wstrząsnęła jednak „afera taśmowa” i w rezultacie czerwiec przyniósł załamanie słupków Platformy. Po publikacji podsłuchów przez tygodnik „Wprost” liderem sondaży znów zostało PIS, a różnica między dwiema głównymi partiami wróciła do tej sprzed kryzysu ukraińskiego.

Lipiec to zwieńczenie procesu zjednoczenia prawicy, jak nazwano umowę o wspólnym starcie w wyborach PIS-SPZZ-PRJG. W rezultacie notowania PIS podskoczyły przeciętnie do 38%, a w kilku sondażach partia Kaczyńskiego zdobyła nawet 42-43% (o ironio, o przerażającej podobno perspektywie zdobycia przez PIS 43% głosów rozmawiali na ujawnionych przez „Wprost” taśmach politycy PO). Przewaga PIS nad PO sięgnęła w lipcu aż 8 pkt proc. i była największa w całym 2014 roku.

W sierpniu zauważalne było już słabnięcie „efektu taśm” i niewielka poprawa notowań PO przy jednoczesnym nieznacznym słabnięciu PIS. Tuż przed wyborem Tuska na „prezydenta Europy” średnia sondaży pokazywała zatem 6,5 pkt proc. przewagi PIS (37,2%) nad PO (30,7%) i to te „cyferki” będziemy przyjmować za punkt wyjścia przy analizie spodziewanego „efektu Tuska”.

Na marginesie boju PO-PIS odnotujmy także pewne zawirowania wśród mniejszych partii. Po kiepskim wyniku w eurowyborach SLD wzmocnił się w sondażach i w sierpniu mógł liczyć na ponad 12% głosów. Niebezpieczeństwo które czai się na horyzoncie polega jednak na tym, że część proeuropejskich wyborców może pod wpływem sukcesu Tuska przenieść swoje głosy na PO i SLD na wyborczej mecie znów zostanie na lodzie. Główny rywal Sojuszu na lewicy – Twój Ruch – przeżywa prawdziwe załamanie notowań, które oscylują wokół 2-3%. Jak się wydaje nadchodzące wybory samorządowe, trudne zwłaszcza dla mniejszych ugrupowań, nie pozwolą TR na poprawę sondaży i powrót nad próg wyborczy.

Wyraźną zadyszkę przeżywa obecnie partia J. Korwin-Mikkego, która po najlepszym w swoim historii wyniku (8% w lipcu) spadła w sierpniu do 6%, po części zapewne wskutek afery z pobiciem Michała Boniego przez lidera tej egzotycznej formacji. Również ostatni ranking zaufania do polityków CBOS przyniósł optymistyczne dane: Korwin jest już wiceliderem w kategorii polityków budzących nieufność Polaków i w 3 miesiące od eurowyborów osiągnął to, na co Palikot pracował całe 3 lata. Gratuluję i pozdrawiam z tego miejsca wszystkich gimnazjalistów – powodzenia w nowym roku szkolnym J

Reasumując, w 2014 roku notowania PIS zamykały się w przedziale 32-38% głosów, zaś PO 29-34%. Zauważmy więc, że to „widełki” PIS dają tej partii szanse na uzyskanie dobrego wyniku wyborczego, zwłaszcza po wchłonięciu partii Ziobry i Gowina. Najlepszy wynik Platformy w tym roku (kwiecień – 34%) jest niewiele tylko wyższy od najgorszego rezultatu PIS (32%) w obecnym roku. Jednocześnie szczęście sprzyjało dotąd raczej Platformie, która na skutek nieszczęśliwych wydarzeń na Ukrainie wygrała eurowybory. PIS w momencie głosowania do Parlamentu Europejskiego miał swoje najsłabsze sondaże w całym 2014 roku (32%) i podobny wynik otrzymał podczas głosowania powszechnego (31,8%).

Pytanie jak dymisja Tuska i jego przeprowadzka do Brukseli wpłynie na sondaże w nadchodzących miesiącach? Wydaje się że we wrześniu prawdopodobny jest remis PO-PIS, choć trudno może być partii rządzącej przedłużyć „efekt Tuska” aż do wyborów samorządowych w listopadzie. Cykl newsowy uległ przyspieszeniu i już wkrótce media zajmą się obsadą stanowisk w nowym rządzie i pierwszymi problemami, z którymi przyjdzie mu się zderzyć. Jeśli jednak Tusk intensywnie zaangażuje się w kampanię samorządową i na fali „prezydenta Europy” uda się Platformie zmobilizować swoich „miękkich” wyborców, partię Kaczyńskiego pech spotka już po raz drugi w 2014. Okazałoby się wówczas, że PIS na skutek wydarzeń międzynarodowych, które zmieniają bieg spraw krajowych (Ukraina + wybory szefa Rady Europejskiej), ma problemy z przełożeniem wielomiesięcznego, sondażowego poparcia na rzeczywiste głosy wyborcze i zaliczy ósmą w ciągu 8 lat porażkę.