Miesięczne archiwum: Październik 2014

Kolejne kraje Unii Europejskiej wprowadzają prawodawstwo dotyczące związków osób tej samej płci. Tymczasem PO nie tylko porzuciła na dobre swój projekt „umowy o związku partnerskim”, ale ma problemy z przeforsowaniem innych, niebudzących na Zachodzie niemal żadnych emocji pomysłów jak ustawa o in vitro czy konwencja o zapobieganiu przemocy.

W minionym tygodniu parlament Estonii uchwalił ustawę wprowadzającą związki partnerskie dla par hetero i homoseksualnych. Tym samym liczba krajów Unii Europejskiej, których prawodawstwo przewiduje możliwość zawarcia sankcjonowanego przez państwo związku dwóch osób tej samej płci wzrosła do 20. Środowiska liberalne i lewicowe w Polsce ponowiły żądania uchwalenia stosownej ustawy, a Twój Ruch i SLD złożyły w Sejmie już kilka miesięcy temu własne projekty. Sporym zaskoczeniem okazała się informacja, że pozostająca w orbicie wpływów partii rządzącej telewizja publiczna zdecydowała się na emisję spotów Kampanii Przeciw Homofobii promujących legalizację związków partnerskich.

Również nowa premier Ewa Kopacz odniosła się w jednym ze swoich pierwszych wywiadów do kwestii związków, uznając że temat ten trzeba wreszcie „załatwić”. Jednocześnie większość komentatorów politycznych powątpiewa, czy Platforma zdecyduje się przeforsować w tej kadencji Sejmu własny, zarzucony projekt posła Artura Dunina. Wskazuje się w tym kontekście na trudności z uchwaleniem ustawy o in vitro, której Platforma – mimo groźby kar finansowych ze strony UE – nie jest w stanie uchwalić od 7 lat, a samo dofinansowanie procedury wprowadziła tylnymi drzwiami za pomocą rządowego programu (a nie ustawy).

Czy jednak kwestia związków partnerskich cieszy się poparciem elektoratu Platformy i partia rządząca w ogóle powinna się tym zajmować? By móc odpowiedzieć na to pytanie musimy sięgnąć po badania opinii publicznej z zeszłego roku, bowiem po odrzuceniu przez Sejm projektów związków w 2013 roku nie przeprowadzono nowych pomiarów w tej materii.

Slajd1

W zrealizowanym w marcu 2013 metodą wywiadów bezpośrednich (face-to-face) sondażu TNS Polska za uznaniem przez państwo związków partnerskich par różnopłciowych opowiedziało się ponad 2/3 Polaków. Największe uznanie dla tego pomysłu zgłaszali wyborcy ówczesnego Ruchu Palikota (84%), ale również w elektoracie PO i SLD (po 74%) poparcie było większe niż pośród ogółu populacji. Najbardziej konserwatywni okazali się, co nie jest żadnym zaskoczeniem, sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, ale nawet w tym elektoracie zwolennicy legalizacji heteroseksualnych konkubinatów stanowili większość.

Z kolei pomysł wprowadzenia do polskiego prawodawstwa instytucji związków partnerskich dla par homoseksualnych cieszył się uznaniem mniej niż połowy Polaków (47%). Ale co najciekawsze, wyborcy partii rządzącej są w tej sprawie wyraźnie bardziej liberalni niż ogół społeczeństwa i wespół z sympatykami Palikota generują największe poparcie dla tego rozwiązania. Aż 61% zwolenników PO – niemal dwukrotnie więcej niż PIS – opowiada sią za legalizacją związków osób tej samej płci, co pokazuje fundamentalną różnicę między elektoratami dwóch największych centroprawicowych formacji.

Umieszczając więc elektoraty polskich partii na osi podziałów światopoglądowych przynajmniej w sprawie związków partnerskich wyborcy PO należą wraz z sympatykami TR i SLD do awangardy. Gdyby koalicje sejmowe w Polsce zawierane były według podobieństwa ideowego wyborców, naturalną większością rządową byłby sojusz PO-TR-SLD. Na drugim biegunie sporu o związki partnerskie plasują się sympatycy PIS oraz PSL.

Interesującym uzupełnieniem jest nieco wcześniejszy sondaż TNS Polska (6-10 grudnia 2012), w którym pracownia pytała o małżeństwa osób tej samej płci. Choć nie jest to obecnie przedmiot debaty publicznej w naszym kraju, wyniki pomiaru potwierdzają, że to sympatycy TR i PO cechują się największym liberalizmem światopoglądowym. 24% sympatyków Palikota i aż 21% elektoratu PO popiera już na obecnym etapie zalegalizowanie małżeństw jednopłciowych. Dużo mniejszym uznaniem postulat ten cieszy się wśród zwolenników SLD (13%) czy PIS (10%).

Slajd2

Reasumując, w wymiarze światopoglądowym przeciwstawne do siebie pozycje zajmują z jednej strony liberalne elektoraty TR, PO, SLD, a z drugiej strony konserwatywne PSL i PIS. Biorąc pod uwagę polskie uwarunkowania należy zauważyć, że wyborcy PO są bardziej liberalni w kwestii związków homoseksualnych od teoretycznie lewicowych sympatyków SLD. Politycy Platformy przejawiają więc w kwestii związków partnerskich dużo większą zachowawczość niż wyborcy tej partii. PO wraz z SLD i TR posiada w Sejmie matematyczną większość do uchwalenia dowolnego projektu (248 głosów), lecz obawa przed konfliktem z kilkunastoma posłami z konserwatywnego skrzydła PO skutecznie hamuje aktywność legislacyjną w tej materii.

Już za kilka miesięcy – wiosną 2015 roku – wybory prezydenckie. Tymczasem sondażownie nie rozpieszczają nas pomiarami sprawdzającymi preferencje Polaków przed tym głosowaniem. Na dobrą sprawę żaden z głównych ośrodków badania opinii publicznej nie prowadzi regularnych sondaży prezydenckich, co jest na tle minionych wyborów zastanawiające.

Przykładowo, przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku regularne, comiesięczne pomiary rozpoczęły się grubo ponad rok przed terminem głosowania, mimo że faworyt był od samego początku jeden. Również teraz za zdecydowanego lidera wyścigu do Pałacu Prezydenckiego uznaje się Bronisława Komorowskiego, choć na dobrą sprawę ciężko powiedzieć na jakiej podstawie formułowane są takie opinie – na pewno nie na podstawie sondaży prezydenckich, bo tych po prostu jeszcze nie ma. Z dostępnych narzędzi, które umożliwią nam oszacowanie sytuacji Komorowskiego na kilka miesięcy przed elekcją, najlepsze wydają się raporty zaufania do polityków i oceny pracy głowy państwa według CBOS – głównie dlatego, że umożliwiają porównanie sytuacji obecnej głowy państwa z poprzednikami: Aleksandrem Kwaśniewskim w 2000 i Lechem Kaczyńskim w 2005 roku. Żaden inny ośrodek demoskopijny nie badał z taką regularnością popularności urzędujących prezydentów, oparcie się na CBOS jest więc w pewnym sensie przymusem.

Celem określenia szans Bronisława Komorowskiego na ponowny wybór, sprawdźmy jakie było zaufanie i ocena jej pracy poprzedników obecnego prezydenta na 9-10 miesięcy przed głosowaniem, w których polityk ubiegał się (Kwaśniewski) lub miał się ubiegać o reelekcję (Kaczyński).

prezydenci

Okazuje się, że snute przez ekspertów wizje tylko jednej tury prezydenckiej w 2015 mają całkiem solidne podstawy. Komorowski zdecydowanie kroczy sondażową ścieżką Kwaśniewskiego, a jego notowania są niekiedy nawet lepsze niż byłego polityka SLD, który w 2005 roku zdobył w I turze poparcie 54% Polaków. Podobieństwo Kwaśniewski-Komorowski staje się jeszcze bardziej wyraźne, gdy wspomnianą dwójkę zestawimy z Lechem Kaczyńskim. Na początku 2005 roku zmarłemu tragicznie prezydentowi ufało o połowę mniej Polaków niż Kwaśniewskiemu i Komorowskiemu. Z kolei oceny pracy Kaczyńskiego (30% pozytywnych) wypadają wprost fatalnie przy 73-74% dobrych ocen obecnej głowy państwa i poprzednika z SLD.

Zatem mimo że nie dysponujemy aktualnymi pomiarami badającymi poparcie dla kandydatów w prezydenckim wyścigu (głównie z powodu braku jednoznacznych kandydatów opozycji), można na tę chwilę stwierdzić, że Komorowski jest zdecydowanym faworytem przyszłorocznych wyborów i ma spore szanse zakończyć je już na pierwszej turze. Komorowskiemu udała się sztuka, za którą podziwiano dotąd tylko Kwaśniewskiego: wkupienia w łaski tradycyjnych, katolicko-narodowych wyborców. Poparcie dla obecnego szefa państwa deklaruje całkiem pokaźny odsetek sympatyków PIS, Solidarnej Polski czy Polski Razem. Pamiętać oczywiście musimy, że inauguracja kampanii prezydenckiej dopiero przed nami, a wyłonienie silnych kandydatów PIS czy SLD może zmienić słupki poparcia. Niezależnie od tego nikt nie wątpi, że prawdziwą stawką wyborów 2015 roku jest dla Komorowskiego zwycięstwo już w pierwszej turze. W jego wygraną w drugiej turze nikt chyba nie wątpi.

Wakacyjne miesiące po „aferze taśmowej” pozwoliły PIS ugruntować pozycję partii cieszącej się największym poparciem Polaków, ale wzrost notowań PO na fali wyboru Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej może skutecznie pokrzyżować partii Kaczyńskiego plany zwycięstwa w samorządach. We wrześniu prowadzenie w sondażach znów objęła Platforma Obywatelska.

Rok 2014 przyniósł trzy wyraźne „zwroty akcji”, które przyniosły zmianę lidera w rankingach: kryzys na Ukrainie, aferę taśmową i wybór Tuska na szefa Rady Europejskiej. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej oczekiwali, że awans byłego polskiego premiera na „króla Europy”, jak nazwał go jeden z tabloidów, pomoże Platformie odrobić straty do Prawa i Sprawiedliwości, a być może nawet wysunąć się na pierwsze miejsce w rankingu partyjnym. I rzeczywiście, średnia wrześniowych sondaży najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej – TNS Polska, CBOS, GFK Polonia, Millward Brown i IRBIS (dawniej Homo Homini) – pokazuje wyraźny wzrost poparcia dla PO, co ochrzczono mianem „efektu Tuska”.

1

Prawo i Sprawiedliwość zajmowało pierwsze miejsce w rankingu partyjnym od maja 2013 roku aż do marca 2014, a więc nieprzerwanie przez 10 miesięcy. Dopiero dramatyczne wydarzenia na Ukrainie – zajęcie przez Rosję Krymu, a co za tym idzie aktywność polskiego rządu i dyplomacji znacząco poprawiły notowania PO i w kwietniu po niemal roku partia Tuska znów wyprzedziła PIS w miesięcznej średniej sondaży. Szczęśliwie dla PO poprawa notowań przeciągnęła się także na maj i przeciętne poparcie dla partii tuż przed eurowyborami  (25 maja) zwiastowało minimalną, bo wynoszącą 0,2 punktu proc. wygraną Platformy (PO 32,7%, PIS 32,5%). Średnia sondaży świetnie przewidziała wynik głosowania: wygrała PO (32,1%), a jej przewaga nad PIS (31,8%) wyniosła 0,3 punktu proc.

Tuż po wyborach europejskich sceną polityczną w Polsce wstrząsnęła „afera taśmowa”, której skutki partia rządząca dość boleśnie odczuła w sondażach. Przeciętne poparcie dla partii w sierpniu – tuż przed wyborem Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej – zapowiadało łatwy marsz PIS po wygraną w wyborach samorządowych: PIS 37%, PO 31%. Awans polskiego premiera zresetował jednak sondaże i we wrześniu Platforma nie tylko wyprzedziła nieznacznie PIS, ale i zanotowała najlepszy od 22 miesięcy wynik – 37%. Przeciętny wynik PO jest najlepszy od listopada 2012 roku, gdy słupki partii rządzącej wystrzeliły po legendarnej publikacji „Trotyl na wraku Tupolewa”.  Obecne 37% dla PO oznacza, że jesienny „efekt Tuska” jest silniejszy niż wiosenny „efekt Ukrainy”, na bazie którego PO urosła w sondażach do ok. 34% i wygrała eurowybory. Wyjątkowo wyraźnie widać wpływ szczytu europejskiego na sondaże w tzw. średniej kroczączej czyli aktualizowanej po każdej publikacji nowego sondażu we wrześniu. W ciągu miesiąca od decyzji o awanie Tuska poparcie dla PO wzrosło przeciętnie o 6 punktów procentowych, minimalnie osłabły notowania PIS (-1,5 pkt proc.).

3

Zwróćmy też uwagę na polaryzację potencjalnych wyborców wokół PO-PIS – największą od wyborów parlamentarnych w 2011 roku! Dwie największe partie we wrześniu cieszyły się poparciem łącznie elektoratu (PO 37%, PIS 36%), podczas gdy w całym okresie 2012-2014 odsetek ten oscylował w sondażach między 60 a 70% (a w majowych eurowyborach POPIS zebrał 64% głosów). We wrześniu zresztą tylko partie Kaczyńskiego i Kopacz notowały dwucyfrowe poparcie – wyniki pozostałych partii zamknęły się poniżej 10% głosów. Na „efekcie Tuska” wyraźnie stracił SLD (9,5%) i Twój Ruch (2,5%). Lewicowe partie cieszą się obecnie sympatią 12% ankietowanych Polaków – w wyborach 2011 było to 18%. Również Nowa Prawica swoje najlepsze sondaże ma już chyba za sobą i krąży wokół 6% elektoratu. Tradycyjnie stabilne poparcie odnotowuje PSL.

2

Jeśli średnią wrześniowych sondaży przełożyć na mandaty sejmowe, to okazuje się że możliwe są dwie koalicje: PO-SLD-PSL (256 posłów) oraz PIS-PSL-KNP (232 posłów). Realnym wariantem byłaby też koalicja PO-SLD (227 mandatów), jeśli obie partie uzyskałyby minimalnie lepsze rezultaty od sondażowych. Jest to istotna nowość w partyjnej układance, bowiem na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy nie zdarzyło się, by PO i SLD zbliżyły się do większości dającej im możliwość sformowania koalicji bez udziału PSL.

Na koniec ważna uwaga: większość sondaży, które uwzględniłem w obliczanej średniej, zrealizowano w pierwszej połowie września, a więc ma bezpośredni związek z wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej i nie odzwierciedla jeszcze stosunku wyborców do przejmowania przez Ewę Kopacz steru rządów. Reakcje na proces formowania nowego gabinetu i wygłoszone właśnie expose pokażą dopiero nadchodzące, październikowe pomiary preferencji partyjnych.