Miesięczne archiwum: Listopad 2014

Jeśli wierzyć nieoficjalnym danym z regionów podanym przez PKW oraz lokalne media, w sejmikowym wyścigu nieznacznie prowadzi PO przed PIS. W liczbie mandatów sejmikowych sytuacja jest bliska remisu – nieco inaczej niż wynikałoby to z sondażu exit poll, w którym wyraźną, 4-punktową przewagę uzyskał PIS. Możliwe więc że procentowo w skali kraju wygrywa PIS (jeśli wierzyć exit poll IPSOS – brak danych PKW na tę chwilę), ale to PO będzie mieć nieznacznie więcej radnych w sejmikach wojewódzkich. Przewaga PO jest naprawdę niewielka i wynosi 8 mandatów.

555555

W trzech regionach możliwe są teoretycznie rządy tylko jednej partii: w Świętokrzyskiem PSL, w Pomorskiem PO, zaś w Podkarpackiem PIS. Województwo podkarpackie jest zresztą jedynym, w którym po tegorocznych wyborach samorządowych władzę będzie sprawować partia J. Kaczyńskiego. W pozostałych 15 regionach rządzić będzie koalicja PO-PSL, najprawdopodobniej tylko na Śląsku potrzebująca wsparcia trzeciego koalicjanta (SLD / RAŚ).

< obliczenia we współpracy z twitterowym komentatorem polityki – @IncognitusPL >

 

 

 

 

 

 

Według zrealizowanego dla TVP, TVN i Polsatu sondażu exit poll w niedzielnych wyborach samorządowych zwycięstwo odniosło Prawo i Sprawiedliwość (31,5%) przed Platformą Obywatelską (27,3%). Jest to pierwsza wygrana partii J. Kaczyńskiego od 9 lat tj. od wyborów parlamentarnych i prezydenckich w 2005 roku, która przerwała cykl aż siedmiu zwycięstw PO z rzędu (ośmiu w ogóle, licząc wybory europejskie 2004).

Choć na oficjalne wyniki samorządowej elekcji – a co za tym idzie, na pogłębione analizy – przyjdzie nam trochę poczekać, już teraz można wyciągnąć kilka ogólnych wniosków, bazując na – miejmy nadzieję – profesjonalnie zrealizowanym sondażu IPSOS i szczątkowych danych PKW.

  1. Tak jak w 2006 i 2010 roku, tak też i teraz sondaże badające preferencje partyjne elektoratu w dość istotny sposób rozminęły się z prawdopodobnymi wynikami głosowania. W ostatnim przed niedzielnymi wyborami wpisie na blogu http://www.instytutobywatelski.pl/22307/blogi/sondazownia/22307trafnosc-sondazy-przed-wyborami zwracałem uwagę, że pomiary sympatii politycznych do Sejmu są kiepskim prognostykiem wyniku partii na poziomie sejmików wojewódzkich. I rzeczywiście, powtórzyła się zaobserwowana w poprzednich latach prawidłowość, że Platforma wypada znacznie słabiej w wyborach samorządowych niż wynikałoby to z poparcia dla tej partii odnotowywanego w sondażach parlamentarnych. O ile w 2010 roku „sejmowa” przewaga PO – 19 punktów proc. – przełożyła się na 8 punktów proc. przewagi nad PIS w sejmikach, o tyle teraz przeciętnie 2-punktowe prowadzenie PO w wyborach do Sejmu oznaczać będzie zapewne ok. 4-punktową wygraną PIS. 2
  2. Z exit poll Ipsos wyłania się główna przyczyna przegranej PO: demobilizacja elektoratu na tradycyjnie sprzyjających jej ziemiach Polski północnej i zachodniej. Przykładowo, w Pomorskiem po raz pierwszy od dwóch dekad frekwencja była niższa od ogólnokrajowej. Nie dopisali przy urnach również mieszkańcy Dolnego i Górnego Śląska czy Opolskiego.
  3. Tak jak „ziemie PO” okazały się tym razem dość mało wydajne wyborczo, tak tradycyjnie prawicowe regiony Polski biły rekordy frekwencji. Mobilizacja konserwatywnych i ludowych wyborców była na „ziemiach PIS” tak duża, że w aż trzech województwach PO zajęła 3. miejsce za PIS i PSL (Mazowieckie, Świętokrzyskie, Lubelskie). Podobna sytuacja nie miała miejsca na „ziemiach PO”, gdzie PIS zajął drugie po partii E. Kopacz miejsce we wszystkich regionach.
  4. Geografię wyborczą należy uzupełnić również o układ miasto-wieś. Frekwencja w gminach wiejskich (52%) była według Ipsos znacząco wyższa niż w miejskich (39%). Przykładowo, w ostatnich wyborach parlamentarnych w miastach głosowało 54%, zaś na wsi 42% Polaków czyli proporcje rozkładały się niemal na odwrót niż w tegorocznych wyborach samorządowych. Różnice są bardzo wyraźne i można szacować, że już przy frekwencji w miastach na poziomie 47-48% PIS remisowałby z PO.
  5. O tym, że przyczyn wygranej PIS należy dopatrywać się przede wszystkim we frekwencji świadczy jeszcze jeden fakt. W wyborach samorządowych 16 listopada przyrost oddanych głosów między 17.30 a godziną zamknięcia lokali wyborczych był znacząco niższy niż w majowych wyborach europejskich. Ma to o tyle istotne znaczenie, że jak pokazuje doświadczenie wyborcy PO czy SLD głosują częściej w godzinach wieczornych i niejako „na ostatniej prostej” poprawiają wyniki tych partii. Tymczasem podczas niedzielnego głosowania obserwowaliśmy do 17.30 bardzo szybko rosnącą frekwencję, która jednak w godzinach wieczornych wyraźnie „siadła”. Ostatecznie tylko 15% głosów oddano w wyborach samorządowych po godz. 17.30 – w majowych, zwycięskich dla PO, eurowyborach dwukrotnie więcej. 1
  6.  Analiza poparcia dla partii w grupach społeczno-demograficznych wyróżnionych przez IPSOS pokazuje, że pewne obserwowane od lat prawidłowości – większe od przeciętnego poparcie dla PO wśród osób z wykształceniem wyższym, kobiet, mieszkańców miast, kadry kierowniczej czy prywatnych przedsiębiorców – zostały utrzymane, choć uległy sporemu rozmyciu i przewaga Platformy nad PIS w tych grupach znacząco zmalała w stosunku do poprzednich wyborów. Z drugiej jednak strony, kilka kategorii społeczno-demograficznych udało się PIS odbić PO m.in. najmłodszych wyborców, osoby z wykształceniem średnim, studentów. Straty te muszą być przedmiotem troski PO, jeśli partia ta chce wygrać trzecie z rzędu wybory parlamentarne.

Po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów część mniej wyrobionych komentatorów politycznych orzekła, że oto rozpoczął się marsz PIS po władzę, który zwieńczony zostanie zwycięstwem tej partii w wyborach parlamentarnych 2015. Sukces partii J. Kaczyńskiego w wyborach samorządowych jest bezsporny, nie tylko na poziomie sejmików wojewódzkich, ale także w wielu miastach, w których kandydaci PIS odnieśli historyczny sukces i przeszli do II tury (Gdańsk, Wrocław, Warszawa, Katowice, Kraków). Jednak wyciąganie na podstawie wyborów samorządowych – przypomnijmy, od zawsze premiujących partie konserwatywne i ludowe – wniosku o zajęciu przez PIS pozycji faworyta wyborów parlamentarnych w 2015 jest przedwczesne. Niewykluczone, że w kolejnych miesiącach zobaczymy PO na pozycji lidera pomiarów przed wyborami do Sejmu, co przez niedoświadczonych dziennikarzy wyśmiewane będzie jako „kompromitacja sondażowni”. Wiedząc o różnicach we frekwencji miasto-wieś, nie ma powodu podważać aktualnych sondaży parlamentarnych, w których rywalizacja PO-PIS jest wyrównana, a w ostatnich miesiącach zauważalna była przewaga PO („efekt Tuska/Kopacz”). Niewątpliwie okres wyraźnej, wieloletniej dominacji PO nad PIS zakończył się, a w najbliższych miesiącach obserwować będziemy zacięty wyścig PO i PIS w ogólnopolskich sondażach z częstymi „mijankami” obu partii.

Na 2 tygodnie przed wyborami samorządowymi liderem rankingu partyjnego jest Platforma Obywatelska, która walczy o ósme z rzędu zwycięstwo. Partii rządzącej depcze jednak po piętach Prawo i Sprawiedliwość, które w sojuszu z Solidarną Polską i Polską Razem ma realną szansę przełamać złą passę i wygrać pierwsze od 2005 roku ogólnokrajowe wybory.

W powszechnym oczekiwaniu komentatorów wybór Tuska na „króla Europy”, jak nazwał go jeden z tabloidów, miał stać się przełomowym momentem w polskiej polityce, także w obszarze zachowań wyborczych. I rzeczywiście, już wrześniowe sondaże najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej – TNS Polska, CBOS, GFK Polonia, Millward Brown i IRBIS (dawniej Homo Homini) – wykazały wyraźny wzrost poparcia dla partii rządzącej oraz odzyskanie przez PO koszulki lidera, co nazwano „efektem Tuska”. Październikowe pomiary preferencji partyjnych pozwalają na wyciągnięcie wniosku o względnej trwałości sondażowego skoku PO oraz przeradzaniu się „efektu Tuska” w „efekt Kopacz”.

Duża dynamika zmian w sympatiach partyjnych Polaków w 2014 roku wyraźnie odbiega od obserwowanej w 2013 stagnacji. Gdy w maju 2013 roku PIS przejęło po raz pierwszy od wyborów parlamentarnych w 2011 roku prowadzenie w sondażach, zdołało utrzymać pozycję lidera już do końca 2013 roku. Tymczasem w 2014 mieliśmy do czynienia już z trzema „zwrotami akcji” w zachowaniach  politycznych Polaków. Wiosną na fali ukraińskiego kryzysu PIS utracił po niemal roku prowadzenie w sondażach, a PO minimalnie wygrała majowe eurowybory. „Efekt Ukrainy” okazał się jednak krótkotrwały, bo już w czerwcu gwałtowną zmianę wywołała „afera taśmowa”, która w letnich miesiącach wywindowała partię J. Kaczyńskiego w okolice 40% poparcia. I wreszcie ostatni zwrot – europejski awans Tuska oraz przejęcie steru rządów przez E. Kopacz – pomogły partii rządzącej po raz drugi w tym roku odzyskać zaufanie wyborców, co zaowocowało objęciem przez PO prowadzenia we wrześniowej i październikowej średniej sondaży.

1

Wybór Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej na tyle „zresetował” sondaże Platformy, że partia ta zanotowała w większości ośrodków demoskopijnych najlepsze od 2 lat rezultaty. Przeciętne poparcie dla PO we wrześniu i październiku (niemal 38% zdecydowanych wyborców) jest najlepszym wynikiem od listopada 2012 roku, gdy słupki partii rządzącej przebiły próg 40% po legendarnej publikacji „Trotyl na wraku Tupolewa”. Znaczenie zmiany na stanowisku premiera dla preferencji politycznych Polaków najłatwiej prześledzić w ramach tzw. średniej kroczącej, a więc średniej pomiarów głównych ośrodków badania opinii publicznej (TNS/CBOS/GFK/IBRIS/MB), uaktualnianej każdorazowo po publikacji wyników nowego sondażu.

2 W przeciągu 2 ostatnich miesięcy Platforma poprawiła swój wynik aż o 8 punktów procentowych (z 30% do 38%) – w tym czasie lista zjednoczeniowa PIS-SPZZ-PRJG utraciła przeciętnie 2 punkty proc. poparcia (z 37% do 35%). Spadek prawicowej koalicji jest więc niewielki, co świadczy o silnej – największej od ostatnich wyborów parlamentarnych – bipolaryzacji elektoratów PO i PIS. Obie partie zagospodarowały we wrześniu i październiku niemal 3/4 Polaków, którzy byli w stanie określić, na kogo chcą oddać swój głos. Platforma umocniła się głównie kosztem partii lewicowych, zwłaszcza Twojego Ruchu, ale także… Nowej Prawicy. Partia Korwin-Mikkego okres swojej największej świetności ma już chyba za sobą i w październiku spadła tam, gdzie przebywała przez ostatnie lata; pod 5% próg wyborczy.

3

Średnia 6 sondaży zrealizowanych w październiku (4 badania telefoniczne i 2 pomiary face-to-face) opiera się na łącznej próbie ponad 6 tys. Polaków. Przeciętny odsetek wyborców niezdecydowanych wyniósł 13,4% – po jego wyeliminowaniu PO uzyskuje 37,5%, a PIS-SPZZ-PRJG 35,2% głosów. Różnica PO-PIS wynosi więc tylko i aż 2 punkty procentowe. Tylko – bo przez wiele lat sondaże były wyjątkowo łaskawe dla Platformy, która potrafiła uzyskiwać nawet 20-punktowe prowadzenie nad największym rywalem. – bo w ciągu ostatniego 1,5 roku to PIS był zdecydowanym faworytem, który w swoich najlepszych miesiącach odnotowywał nawet 8-punktową przewagę nad PO.

Jeśli komuś wydaje się, że „efekt Tuska/Kopacz” nie niesie za sobą większych zmian w układzie partyjnym, powinien zerknąć do podziału mandatów sejmowych na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Niemal regułą stała się bowiem dotąd możliwość utworzenia większościowej koalicji przez zwycięski PIS z partią J. Piechocińskiego lub J. Korwin-Mikkego. Tymczasem średnia październikowych sondaży pozwala skonstruować tylko dwie koalicje sejmowe: PO-SLD (247 posłów) lub PO-SLD-PSL (280). Spadek Nowej Prawicy pod próg wyborczy znacznie więc komplikuje sytuację PIS, który w sojuszu z PSL dysponowałby ok. 200 mandatami.

Druga istotna nowość wynikająca z nowego rozdania politycznego to możliwość utworzenia rządu tylko przez PO-SLD: na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy nie zdarzyło się, by średnia sondaży dawała tym partiom szanse na sejmową większość bez udziału PSL. Co prawda kontynuacja obecnego wariantu – rządu PO-PSL – nie byłaby możliwa w świetle obecnych symulacji, jednak obu partiom (225 głosów) brakowałoby do upragnionej większości niewiele mandatów.

Zauważmy też że potencjalna koalicja PO-SLD-PSL (280 posłów) miałaby w tak ukształtowanym Sejmie większość do swobodnego odrzucania prezydenckiego weta (do czego potrzeba 3/5 głosów), jednak PIS nadal zachowałby możliwość blokowania działań trójkoalicji wymagających większości 2/3 głosów w Sejmie (zmiana konstytucji czy samorozwiązanie izby).

O ile wrześniowe sondaże i obserwowany w nich skok PO miały bezpośredni związek z wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, o tyle październikowe pomiary odzwierciedlają już stosunek wyborców do przejmowania przez Ewę Kopacz steru rządów. Reakcje Polaków na pierwsze tygodnie rządów nowej premier wydają się dość pozytywne, czego potwierdzenie znajdujemy nie tylko w sondażach preferencji partyjnych, ale także w rankingu zaufania do polityków CBOS (drugie miejsce Kopacz) czy w ocenie pracy nowego gabinetu (dobre noty w CBOS/TNS/IBRIS/MB).

Można więc powiedzieć, że Platforma po raz drugi w tym roku ma „farta” i poprawia swoje notowania tuż przed najważniejszym testem dla każdej partii: ogólnokrajowymi wyborami. Tak jak podczas eurowyborów, również 16 listopada PO ma szansę nieznacznie wyprzedzić PIS na poziomie sejmików wojewódzkich, a tym samym odnieść ósme z rzędu zwycięstwo. Stałoby się to po okresie długotrwałego prowadzenia PIS w sondażach – na przestrzeni ostatnich 18 miesięcy partia Kaczyńskiego była liderem rankingu partyjnego aż 14-krotnie, zaś Platforma tylko przez 4 miesiące. Być może więc prorocze okażą się słowa jednego z prawicowych publicystów, który z goryczą komentował wyniki eurowyborów: „Teraz PIS będzie wygrywał w sondażach, a PO w prawdziwych wyborach”.

Wygrana PIS w listopadowych wyborach jest tym bardziej „konieczna”, że na horyzoncie wiosenna elekcja prezydencka, w której niemal na pewno zwycięży były polityk PO. W takiej sytuacji PIS walczyłby jesienią 2015 o swoje pierwsze od 10 lat zwycięstwo i jednocześnie o uniknięcie dziesiątej (!) porażki z rzędu. Waga wyborów samorządowych jest tym większa, że partia Kaczyńskiego mierzy się tym razem ze stojącą „trzy poziomy niżej” Ewą Kopacz, a nie Donaldem Tuskiem. Ewentualna porażka PIS z lekceważoną liderką PO uruchomi w sposób naturalny pytania o zdolność tej partii do wygrania jakichkolwiek wyborów.