Archiwa tagu: Duda

W ostatnim sondażu prezydenckim TNS Polska dla telewizji publicznej zdecydowanym liderem jest Bronisław Komorowski (53 proc.). Drugi w rankingu kandydat PIS Andrzej Duda cieszy się poparciem zaledwie 19 proc. badanych. Jednocześnie poparcie dla urzędującej głowy państwa spadło od grudnia już o 4 punkty procentowe. Zdaniem komentatorów i analityków w miarę rozwoju kampanii wyborczej notowania Komorowskiego będą nadal się obniżać, a jego konkurentów rosnąć, tak jak to miało miejsce w 2000 roku, gdy o reelekcję walczył Aleksander Kwaśniewski. Najprawdopodobniej więc kwestią czasu jest sondaż, w którym obecny prezydent otrzyma poparcie poniżej progu 50%.  I niemal na pewno zostanie to zinterpretowane przez media w sensacyjnym tonie jako zapowiedź II tury. Czy słusznie?

Musimy pamiętać, że w obecnej kampanii wszystkie ośrodki badania opinii publicznej podają wyniki swoich pomiarów z uwzględnieniem osób, które zapowiadają swój udział w wyborach, ale nie wiedzą jeszcze na kogo zagłosują. Przykładowo – w cytowanym na wstępie sondażu telefonicznym TNS Polska (4-5 lutego) dla TVP odsetek niezdecydowanych wynosi 11 proc. Załóżmy więc, że w kolejnym, marcowym pomiarze nadal 11 proc. ankietowanych nie wie na kogo zagłosować, a chęć poparcia Komorowskiego zgłasza już tylko 48 proc. respondentów. Czy oznacza to, że „będzie II tura”? Niewątpliwie taki wynik świadczyłby, że poparcie dla urzędującej głowy państwa w marcu spadło i II tura jest bardziej prawdopodobna niż w lutym, gdy Komorowski mógł liczyć na 53 proc. głosów. Jednak by prawidłowo odczytać taki sondaż należy z podstawy procentowania wyłączyć wyborców niezdecydowanych, czy inaczej: rozdzielić ich proporcjonalnie między wszystkich kandydatów do prezydentury. 48% Komorowskiego należy odnieść do 89 proc. ankietowanych deklarujących konkretną preferencję wyborczą, a to oznacza, że poparcie dla Komorowskiego wśród wyborców zdecydowanych na kogo głosować wyniosłoby  54% (48 / 89 * 100%).

Polskie ośrodki demoskopijne bardzo niechętnie podchodzą do takiego sposobu „rozprawiania się” z niezdecydowanymi, argumentując, że poparcie w tej grupie nie rozkłada się proporcjonalnie między wszystkich kandydatów. Sondażownie przekonują, że w grupie niezdecydowanych jest więcej wyborców, których można przypisać kandydatom opozycji niż urzędującemu prezydentowi.  Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, m.in. efekt politycznej poprawności, który sprawia że respondentom łatwiej jest przyznać się do popierania polityków z obozu władzy niż opozycji. Jest w takiej argumentacji sporo racji, z tym że na przestrzeni lat ośrodki sondażowe nauczyły się sobie z tym problemem radzić, czego dowodzą wyniki wyborów w 2011 czy 2014 roku.

Najważniejszą funkcją prezentowanych w mediach sondaży jest jednak funkcja poznawcza (informacyjna). Przedstawianie wyników z uwzględnieniem osób niepewnych swojej decyzji wyborczej utrudnia tzw. zwykłemu Polakowi, niezorientowanemu w niuansach metodologicznych, rozeznanie w aktualnym poparciu dla kandydatów. Co ważne, doświadczenia TNS Polska z poprzednich kampanii prezydenckich dowodzą, że proporcjonalne rozdzielanie niezdecydowanych między wszystkich kandydatów nie wypacza wyniku sondażu, wręcz przeciwnie – przybliża go do prezentowanych później przez Państwową Komisję Wyborczą oficjalnych rezultatów głosowania. By to zobrazować, sięgnijmy po ostatni pomiar TNS przed wyborami prezydenckimi w 2000 roku, które zakończyły się zwycięstwem A. Kwaśniewskiego już w I turze (54 proc. głosów).

1

Inaczej niż dziś, TNS prezentował w 2000 roku wyniki swoich sondaży z wyłączeniem wyborców niezdecydowanych. Tak przedstawione rezultaty pomiaru wskazywały, że Kwaśniewski może liczyć na 55 proc. głosów Polaków. Różnica między wynikiem sondażu a rezultatem głosowania wyniosła więc zaledwie 1 punkt procentowy. Można uznać, że TNS Polska idealnie przewidział, że wybory prezydenckie 2000 rozstrzygną się już w I turze.

Sukces TNS nie byłby tak jednoznaczny, gdyby wówczas firma badawcza zaprezentowała sondaż w takiej postaci, jak to czyni obecnie – z uwzględnieniem niezdecydowanych. Odsetek ten ukształtował się wtedy na poziomie 12 proc., co oznacza że poparcie dla Kwaśniewskiego w analizowanym sondażu wyniosło 48 proc. Jak łatwo się domyślić, nieobyte z metodologią badań sondażowych i dążące za „niusem” media błędnie zinterpretowałyby takie wyniki jako zapowiedź drugiej tury.

Dlatego by uniknąć sondażowego chaosu i sensacyjnych interpretacji wyników warto, by ośrodki demoskopijne i media zlecające badania preferencji wyborczych rozważyły w obecnej kampanii prezentowanie rezultatów sondaży w dwojaki sposób: z wyborcami niezdecydowanymi oraz po ich wyłączeniu z podstawy procentowania. Ułatwi to dziennikarzom i odbiorcom mediów właściwą ocenę szans poszczególnych kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd w państwie.

PS: Niniejszy wpis przygotowałem wczoraj (13.02.2015). Dziś w „Rzeczpospolitej” (14.02.2015) ukazał się artykuł Pawła Majewskiego „Przełomowy sondaż. Duda w drugiej turze”. Przedstawione przez autora wyniki sondażu – 49% Komorowskiego przy 9% niezdecydowanych (czyli de facto 54% poparcia dla urzędującego prezydenta) – zostały nieprawidłowo zinterpretowane jako „Duda w drugiej turze”. Powyższe rozważania stają się tym samym jeszcze bardziej aktualne.

http://www.rp.pl/artykul/1167699,1179290-Sondaz-IBRiS-dla-PiS-po-konwencji-Dudy.html

W przyszłym tygodniu marszałek Radosław Sikorski wyznaczy termin wyborów głowy państwa i oficjalnie rozpocznie się kampania prezydencka. Z sygnalizowanych przez Państwową Komisję Wyborczą możliwości – 3, 10 i 17 maja – za najbardziej prawdopodobny dzień głosowania uznaje się 10 maja. Na niewiele ponad 100 dni do wyborów zdecydowanym faworytem pozostaje Bronisław Komorowski.

We wszystkich styczniowych pomiarach preferencji prezydenckich liderem jest urzędujący szef państwa. Co ważne, wszystkie cztery sondaże – telefoniczny Millward Brown dla TVN, telefoniczny TNS Polska dla TVP, telefoniczny IBRiS dla „Do Rzeczy oraz zrealizowany metodą wywiadów bezpośrednich TNS Polska – dają Komorowskiemu wygraną już w I turze. Obecny prezydent mógł w styczniu liczyć na 52-65% głosów i to w sytuacji, gdy sondaże uwzględniają różny odsetek wyborców niezdecydowanych, komu przekazać swoje poparcie. Na kandydata największej partii opozycyjnej – Andrzeja Dudę – chce głosować 12-25% wyborców.

1

Sondażowe różnice w poparciu dla dwóch najważniejszych pretendentów do prezydentury są więc znaczące i tylko częściowo tłumaczyć je można odmiennym odsetkiem niezdecydowanych (od 4 do 24% Polaków). Miejmy nadzieję że w miarę zbliżania się terminu wyborów różnice między ośrodkami demoskopijnymi będą maleć. Co ciekawe, wyniki pozostałych kandydatów – Ogórek, Korwina i Palikota – już teraz są niemal identyczne we wszystkich sondażach, a „rozjazd” dotyczy tylko poparcia dla Komorowskiego i Dudy.

Różnice między sondażami nieco maleją, gdy sięgniemy do wariantu „bez wyborców niezdecydowanych”, wszak PKW nie zaprezentuje wyników wyborów jak dziś TNS z 24% niezdecydowanych 😉 Wśród Polaków, którzy wybierają się na wybory i już teraz wiedzą, na kogo chcą oddać głos, poparcie dla Komorowskiego mieści się w przedziale 62-68%, a więc bardzo wyraźnie ponad progiem połowy głosów, co oznacza zwycięstwo już w I turze. Duda może w takim wariancie liczyć na 16-27%.

2

Niezależnie więc od wariantu prezentowania wyników sondaży – z lub bez wyborców niezdecydowanych – po pierwsze, przewaga Komorowskiego nad Dudą w pierwszym miesiącu 2015 roku jest wprost miażdżąca, a po drugie, według wszystkich ośrodków demoskopijnych wybory zakończyłyby się już w I turze.

Ciekawie wypada porównanie społecznego poparcia dla partii i popularności ich kandydatów na prezydenta. Ponieważ wszystkie sondażownie realizują jednocześnie pomiary sympatii partyjnych, łatwo sprawdzić który polityk cieszy się większym, a który mniejszym uznaniem niż popierająca go formacja.

prezida

O ile poparcie dla PO i PIS jest w miarę wyrównane i Platforma wyprzedza partię Kaczyńskiego o przeciętnie 1 pkt proc., o tyle różnica pomiędzy kandydatami prezydenckimi obu partii jest kolosalna i wynosi aż 38 pkt proc.!

– Bronisława Komorowskiego popiera niemal dwa razy więcej Polaków niż partię z której się wywodzi (PBK 57%, PO 33%). Elektorat prezydenta stanowią obecnie w ok. 60% sympatycy PO i 40% wyborcy innych partii.

– Andrzej Duda z kolei (19%) nie mobilizuje na razie nawet większości sympatyków PIS (32%) – mógł w styczniu liczyć na elektorat stanowiący ok. 60% jego macierzystej partii.

– Podobnie rzecz wygląda w przypadku kandydatki SLD – poparcie dla Magdaleny Ogórek (5,8%) wynosiło w styczniu przeciętnie 60% sondażowego wyniku SLD (9,5%).

Zdaniem większości komentatorów i analityków, wraz z rozwojem kampanii prezydenckiej notowania urzędującej głowy państwa będą spadać, a pozostałych kandydatów rosnąć. Przywołuje się w tym kontekście przykład Aleksandra Kwaśniewskiego, który faktycznie rozpoczynał kampanię z poparciem 60-70% Polaków, a wybory wygrał z wynikiem 54%. W świetle pierwszych sondaży, w których prezydent może liczyć na 62-68% głosów zdecydowanych wyborców, Komorowski ma całkiem realne szanse, by wyczyn poprzednika powtórzyć.