Archiwa tagu: elektorat

Początek 2014 roku przyniósł spore zawirowania sondażowe w mediach. Po ośmiu miesiącach prowadzenia PIS oczekiwanie zmiany lidera i zwykłego „dziania się” stało się wśród wielu komentatorów powszechne, stąd narracja o zbliżaniu się notowań PO i PIS cieszyła się sporym wzięciem.

Kilka sondaży z początku roku rzeczywiście wskazywało na malejącą przewagę partii J. Kaczyńskiego. W badaniu dla „Rzeczpospolitej” różnica między głównymi partiami skurczyła się do 2 pkt proc., a sondaż dla TVP pokazywał 4-punktowy dystans PO do PIS. Prawdziwą sensacją stało się jednak zrealizowane dla „Newsweeka” badanie Estymatora, w którym Platforma pierwszy raz od wielu miesięcy minimalnie wyprzedziła PIS. Dziś wiemy już, że był to typowy outlier (obserwacja odstająca), a kolejne styczniowe sondaże nie potwierdziły zmiany lidera.

Ogółem w styczniu opublikowano w mediach wyniki 10 sondaży preferencji partyjnych Polaków:  8 badań uwzględniało niezdecydowanych (wyniki w poniższej tabeli), dwa kolejne – GFK Polonia i Estymator – podano z wyłączeniem wahających się na kogo głosować. Ogółem te 8 sondaży objęło 8313 osób, nieco ponad połowa z nich zadeklarowała udział w wyborach. Dzięki temu uzyskujemy olbrzymią próbę ok. 4500 respondentów netto, co pozwala precyzyjniej niż w pojedynczym sondażu, określić sympatie partyjne Polaków.

trup

W takim ujęciu liderem wszystkich sondaży było w styczniu Prawo i Sprawiedliwość z przeciętnym poparciem 29,5% elektoratu. Przewaga partii J. Kaczyńskiego nad drugą w kolejności Platformą Obywatelską (24,1%) wyniosła w tym wariancie 5 pkt proc. Odsetek wyborców niezdecydowanych, na jaką partię głosować, wynosił w styczniu przeciętnie 19%.

By móc porównać ze sobą powyższe sondaże z wynikami badań, które w styczniu podano bez niezdecydowanych (GFK / Estymator), musimy sprowadzić wszystkie pomiary do wspólnego mianownika tj. wyłączyć wahających się wyborców z podstawy procentowania i rozdzielić ich proporcjonalnie pomiędzy wszystkie partie.. Takie połączenie (10 styczniowych sondaży – 6 ośrodków badawczych) odpowiada próbie aż 10533 ankietowanych, a ponad 5,5 tys z nich odpowiedziało na pytanie o preferencję partyjną. Mając tak liczną próbę badawczą, możemy pokusić się o wyciągnięcie pewniejszych wniosków niż tylko na podstawie jednego, nawet najlepszego sondażu.

2

Z ogromnym prawdopodobieństwem – z uwagi na ponad 10 tys. próbę – możemy więc stwierdzić, że gdyby wybory odbywały się w styczniu, wygrałby je PIS (35,6%) ze sporą, 4-punktową przewagą nad PO (31,4%). SLD mógłby liczyć na ok. 13% głosów, zaś PSL na 7%. Niewiadomą pozostaje przekroczenie progu wyborczego przez Twój Ruch, który mógł w styczniu liczyć przeciętnie na 4,6% wyborców. Dużo mniejsze szanse na wejście do Sejmu miałaby formacja J. Gowina oraz J. Korwin-Mikke (po ok. 3%). Wyraźny kryzys, być może spowodowany seks-skandalem z posłem Szeligą w roli głównej, przeżywa w ostatnim czasie Solidarna Polska, która z poparciem nieprzekraczającym 2% nie znalazłaby się na Wiejskiej.

Ciekawe wnioski możemy wyciągnąć z porównania sondaży na przestrzeni ostatniego roku.

1. Zwraca uwagę nagły i trwały charakter sondażowej rewolucji, która dokonała się w maju 2013. Platforma pozostawała nieprzerwanie liderem sondaży od wyborów parlamentarnych w październiku 2011 i jeszcze w kwietniu 2013 PO odnotowała przeciętnie 3-punktowe prowadzenie. Nagle w maju koszulkę lidera przejął PIS, by przez kolejne 9 miesięcy utrzymywać bezpieczną przewagę nad głównym rywalem. Wygląda to więc  tak, jak gdyby w maju ubiegłego roku PO i PIS po prostu zamieniły się nie tylko miejscami w rankingu, ale wręcz procentowym poparciem. Pytanie jakie przyczyny złożyły się na „rewolucję majową”, pozostaje otwarte.

3

2. PIS jest liderem rankingu partyjnego już od 9 miesięcy. Niewielu jednak komentatorów zwróciło uwagę na fakt, że prowadzenie PIS w sondażach jest najdłuższe w historii tej partii, także jeśli weźmiemy pod uwagę burzliwy rok 2005. Wówczas Prawo i Sprawiedliwość zajmowało wiele razy 1. miejsce, jednak wyniki badań cechowała duża dynamika i częste zmiany na pozycji lidera. Obecne, nieprzerwane liderowanie PIS jest więc wydarzeniem wyjątkowym.

3. Mimo sporego zamieszania w styczniowych badaniach i formułowanej przez część komentatorów tezie o doganianiu PIS przez PO, średnia styczniowych pomiarów nie potwierdza żadnej gwałtownej zmiany. W pierwszym miesiącu roku obie partie dzieliły przeciętnie 4 pkt proc., w grudniu było to 5 pkt. Warto podkreślić, iż odkąd partia Kaczyńskiego przejęła prowadzenie w sondażach w maju 2013, przeciętna przewaga nad PO w skali miesiąca nie spadła dotąd nigdy poniżej 4 pkt proc., za to kilkukrotnie dochodziła do 7 pkt proc. (ostatnio w październiku i listopadzie).

4

4. Sondażowa średnia PIS z ostatnich miesięcy jest wyraźnie lepsza od wyborczego wyniku z 2011 (30%) i w tym sensie teorie o „szklanym suficie” są nieporozumieniem. Wyniki PIS z ostatnich miesięcy przypominają wynik J. Kaczyńskiego z I tury wyborów prezydenckich w 2010 (36%). Z drugiej jednak strony nie udało się dotąd PIS osiągnąć 40% poparcia – w przeciwieństwie do Platformy, która dwukrotnie w wyborach parlamentarnych  zdobyła tyle głosów (a w eurowyborach 2009 nawet 44%).

5. Rezultaty PO są wyraźnie słabsze niż w ostatnich wyborach, jednak oscylują cały czas wokół 30%. Utrata części elektoratu stała się faktem, choć pytanie czy taki poziom poparcia po 6 latach rządów uznać należy za porażkę czy raczej dowód uznania. Teorie o gwałtownym słabnięciu PO budowane są głównie w oparciu o sondaże, które uwzględniają niezdecydowanych, stąd publicystyczne tezy o „spadku do 20%”. Umiejętne odczytanie badań społecznych prowadzi do wniosku, że partia Tuska nadal cieszy się sympatią blisko 1/3 elektoratu.

6. Lewica tkwi w martwym punkcie i nie poszerza swojej bazy wyborczej. W ostatnich wyborach parlamentarnych Ruch Palikota i SLD zdobyły razem 18% głosów. W styczniowej średniej sondaży obie partie mogą liczyć na… 18%. Poza przejęciem prowadzenia przez partię Millera i marginalizacją Palikota nie wydarzyło się na lewicy nic wartego uwagi. 13% SLD to wynik o 5 pkt lepszy niż 2 lata temu, jednak zapowiadana przez lidera SLD „mijanka z PO” pozostaje w sferze political fiction.

7. Mimo znaczącego wsparcia niektórych mediów czy portali internetowych, widzących w Gowinie „jeźdźca sezonu politycznego”, los Polski Razem niewiele różni się od historii innych, planktonowych ugrupowań prawicowych. Po grudniowej fali sondaży, która formacji Gowina dawała 6-7% poparcia, styczeń przyniósł bolesną weryfikację marzeń o wejściu do poważnej polityki (średnio 2-3%).

8. Jeśli przeliczymy średnią 10 styczniowych sondaży na sejmowe mandaty okaże się, że PIS (206) nie był jeszcze nigdy tak blisko zdobycia większości w koalicji z PSL (23). Projektowane 229 mandatów PIS-PSL to tylko o 1 mandat mniej od koalicji PO-SLD. Można więc mówić o prawdziwym sejmowym pacie, który wyłoniłby się, gdyby wybory parlamentarne odbywały się dziś, a sondaże trafnie odzwierciedlały sympatie Polaków.

5

 

Efekt listopadowej rekonstrukcji rządu i w sondażach nie jest zapewne dla jego autora zadowalający. Dystans PO do PIS co prawda się zmniejszył, ale nie doszło do przejęcia przez stronnictwo Tuska prowadzenia. PO liczy zapewne, że poprawiające się notowania rządu czy oceny sytuacji gospodarczej przełożą się prędzej czy później na poparcie dla tej partii, co pomoże dogonić PIS. Partia Kaczyńskiego startuje jednak w zbliżających się eurowyborach z pozycji lidera i liczy, że nikt po wielomiesięcznym prowadzeniu nie odbierze jej zwycięstwa. Co prawda na korzyść Platformy przemawia m.in. wyraźnie wyższa w tych wyborach frekwencja w miastach niż na wsi, wątpliwe jednak by pozwoliło to na coś więcej niż „remis ze wskazaniem”. Obecnie jest jeszcze za wcześnie, by z całą pewnością przesądzać, czy 25 maja Platforma odniesie siódme zwycięstwo z rzędu czy też po raz pierwszy od 9 lat wygranym będzie PIS.

 

 

Zima w grudniu nas nie rozpieszcza, czego na szczęście nie można powiedzieć o sondażowniach. Oprócz tradycyjnych badań „wielkiej czwórki” (TNS Polska, CBOS, Millward Brown i Homo Homini) w tym miesiącu opublikowano w mediach sondaże dwóch firm, które przeprowadzały ankiety przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2011: GFK Polonia i Estymator. Sprawdzalność sondaży tych firm na tle konkurencji nie była jednak specjalnie imponująca (stąd po wyborach np. „Rzepa” zrezygnowała z usług GFK 😉 ).

Preferencje partyjne wśród wyborców, którzy w grudniu deklarowali swój udział w głosowaniu (niezależnie od tego, czy potrafili wskazać konkretną partię) prezentuje poniższa tabela. W tej grupie przeciętne poparcie dla PIS wyniosło 28%, a dla PO 24%, co oznacza 4-punktowe prowadzenie partii J. Kaczyńskiego. Na trzecim miejscu w zestawieniu znajdują się wyborcy niezdecydowani, na jaką partię głosować (średnio 18%). SLD cieszył się uznaniem przeciętnie 11% elektoratu, a PSL i TR zebrały po 5%.

1

Najważniejsze pytanie, na które miały odpowiedzieć grudniowe sondaże to wpływ rekonstrukcji rządu D. Tuska na sympatie polityczne Polaków. Jeśli uznamy, że miarą takiego wpływu powinien być wzrost notowań PO to tylko w jednym sondażu wzrost ten był zauważalny – w Homo Homini Platforma poprawiła swój wynik o 4 pkt proc. Pozostałe badania przyniosły nieistotne wahania rzędu 1-2 pkt proc.

Jeśli z kolei będziemy chcieli zmierzyć siłę wpływu rekonstrukcji za pomocą dystansu dzielącego PO i PIS to takiego wpływu w umiarkowanym zakresie się dopatrzymy. Przewaga PIS nad PO zmalała z przeciętnie 7 pkt proc w listopadzie do 4,5 pkt w grudniu. Można postawić tezę, że póki co efekt rekonstrukcji w sondażach jest widoczny i wyniósł w grudniu ok 2,5 punkta procentowego, choć bardziej niż ze wzrostami PO wiązał się ze spadkiem notowań PIS.

22222

Na moim blogu tradycyjnie od kilku miesięcy prezentuję wyniki sondaży po wyłączeniu niezdecydowanych z podstawy procentowania (=suma poparcia dla wszystkich partii to 100%, tak jak w oficjalnych wynikach wyborów podawanych przez PKW, gdzie „niezdecydowani” nie występują) i taki sposób porównywania poparcia dla partii oraz pracy ośrodków badawczych zdecydowanie preferuję. Poniżej zestawiam wyniki sondaży „wielkiej czwórki” TNS, CBOS, MB i HH + 2 badania Estymatora i GFK Polonia (które podały wyniki swoich sondaży od razu „bez niezdecydowanych” i dlatego w poprzedniej tabeli się nie znalazły).

gr

Jeśli wybory odbywałyby się w grudniu, wygrałoby je Prawo i Sprawiedliwość z poparciem średnio 35% Polaków (+5 pkt proc. względem wyborów 2011). Drugie miejsce zajęłaby Platforma Obywatelska (30%), która straciła od ostatnich wyborów aż 9 pkt proc. poparcia (tj. prawie 1/4 wyborców). Na trzecim miejscu znalazłby się Sojusz Lewicy Demokratycznej z przeciętnie 13% poparciem (wzrost o 5 pkt proc. od wyborów 2011), a dalej Polskie Stronnictwo Ludowe 6% (-2 pkt proc.) i Twój Ruch 5% (- 5 pkt proc.), który w ciągu ostatnich 2 lat stracił najwięcej, bo aż połowę wyborców.

Szefowa CBOS przyznała niedawno, że rezultaty PIS w jej sondażach mogą być niedoszacowane. Nie jest więc zaskoczeniem, że także w grudniu partia Tuska jest najbliżej PIS w CBOS – jest to jedyny sondaż, w którym obie partie remisują. W pozostałych badaniach prowadzi PIS, a jego przewaga wynosi od 4 pkt proc. (Estymator) do 8 pkt proc. (Homo Homini). Przeciętnie PIS ma w grudniu 5 pkt przewagi nad PO wśród wyborców zdecydowanych na jaką partię głosować.

8888888888888888888

35% głosów PIS przekłada się na 203 mandaty poselskie. Razem z 20 posłami PSL daje to 223 miejsc w Sejmie. Podobnie jak w poprzednich miesiącach hipotetycznej koalicji PIS-PSL brakuje do rządowej większości kilku posłów. Warto podkreślić, że od przejęcia w maju przez PIS prowadzenia w sondażach nie było jak dotąd miesiąca, w którym taka potencjalna koalicja PIS-PSL miała sejmową większość w oparciu o średnią sondaży. Koalicję zwycięskiego PIS z pozostałymi partiami (PO, SLD, TR) uważa się za wykluczoną, stąd jedyną możliwością sformowania koalicji w grudniu był alians PO z SLD (233 mandaty).

Zwykły „konsument sondaży” bombardowany jest w ciągu miesiąca wynikami sondaży, które z jego punktu widzenia różnią się w sposób drastyczny i wywołujący poczucie chaosu. Jeśli jednak, po pierwsze, sprowadzimy wszystkie sondaże do wspólnego mianownika (wyborcy zdecydowani na jaką partię głosować), a po drugie, spojrzymy na preferencje partyjne z kilkumiesięcznego dystansu to zauważymy, że paradoksalnie niewiele się przez ostatnie pół roku zmieniło!

uuuuuu

Przeciętne poparcie dla partii politycznych wśród wyborców zdecydowanych na kogo głosować

PIS w obliczanej przez mnie średniej sondaży popiera stale 35-37% elektoratu. Prowadzenie partii J. Kaczyńskiego w sondażach od maja bieżącego roku jest bezsporne, a przewaga nad głównym rywalem na przestrzeni tych 8 miesięcy bezpieczna, bo 5-7 punktowa. PO popiera od kilku miesięcy 29-30% zdecydowanych jak głosować wyborców. Dystans między PO a PIS zmalał z 7 pkt w listopadzie do 5 pkt w grudniu, co potwierdza tezę, że efekt rekonstrukcji – jak do tej pory – w bardzo ograniczonym zakresie wpłynął na sondaże.

Trzecie miejsce zajmuje od mieięcy SLD z niewielkimi wahaniami w przedziale 11-14% Polaków. Platformę nadal popiera dwukrotnie więcej wyborców niż partię Millera, nie znajduje więc potwierdzenia publicystyczna teza o rzekomym spadku PO „poniżej 20%” i „mijance”, która ma rychło czekać te dwie partie. Do Sejmu wchodzą także PSL i Twój Ruch z przeciętnie 5-7% poparciem w ostatnim półroczu.

Nowej formacji Gowina poświęciłem dwa poprzednie wpisy. Tu przypomnę tylko, że do tej pory o poparcie dla tej inicjatywy zapytały 3 sondażownie: Millward Brown – 6%, Estymator – 7% oraz Homo Homini – 4%. Polska Razem pojawi się w styczniowych badaniach ankietowych TNS + CBOS i wtedy też uwzględnię ją w mojej średniej sondaży.

W poprzedniej części „Gowina w sondażach” skupiłem się na pierwszych wynikach Polska Razem w badaniach opinii publicznej i perspektywach nowej, prawicowej partii. W międzyczasie ukazał się kolejny sondaż, tym razem ośrodka Estymator, w którym inicjatywa Gowina cieszy się poparciem 7% Polaków (Homo Homini – 6%, CBOS – 7%, Millward Brown – 6%). Widzimy więc że cztery niezależne instytuty badawcze wyjątkowo zgodnie oceniają na starcie potencjał nowego ugrupowania na ok. 6-7% elektoratu. Kim są wyborcy, którzy chcą poprzeć to stronnictwo?

Najbardziej kompleksowe badanie w tej materii przeprowadził we wrześniu CBOS (raport  BS/128/2013: „Poparcie dla hipotetycznej partii Gowina”). Pomocne w odpowiedzi na to pytanie będą również inne sondaże, jak np. listopadowy ranking prezydencki Millward Brown przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi w Krakowie (w którym Gowin zdobył 18% głosów). Musimy pamiętać, że dostępne dane nie są oparte na zbyt licznych próbach i trzeba traktować je z ostrożnością. Niemniej wnioski, jakie można wyciągnąć z analizy danych społeczno-demograficznych, są następujące:

1. Gowin cieszy się większym poparciem mężczyzn niż kobiet. W krakowskim sondażu Millward Brown chęć zagłosowania na tego polityka w przyszłorocznych wyborach samorządowych wyraziło przeciętnie 18% mieszkańców – w tym 15% kobiet i 21% mężczyzn. Podobnie, w sondażu CBOS zaufanie do Gowina deklaruje 26% kobiet i 34% mężczyzn. Można oszacować, że ok. 60% elektoratu nowej partii stanowić będą mężczyźni, a 40% kobiety. Gender gap jest tu mniejsza niż w przypadku partii Palikota, gdzie zdecydowanie dominują mężczyźni , ale większa niż w przypadku PIS, gdzie proporcje między płciami są mniej więcej równe.

2. Wyborcy w wieku 35-44 lat są największym rezerwuarem głosów Polska Razem. Co do tego zgodne są sondaże zarówno CBOS, jak i Millward Brown. Co ciekawe, słupki poparcia dla Gowina w kategorii wieku układają się w kształt piramidy: najmniej sympatyków Gowin znajduje wśród najmłodszych (18-24 lat) oraz wśród najstarszych (60+) wyborców. O ile w przypadku młodych wytłumaczenie niskiego poparcia wydaje się stosunkowo proste – ultrakonserwatyzm światopoglądowy Gowina – o tyle w przypadku starszych wyborców można mówić o dużej wierności względem dotychczasowych partii – PIS i PO.

popek

3. Gowin na najwięcej głosów może liczyć w największych i…  najmniejszych gminach. W sondażu CBOS chce na niego głosować aż 15% mieszkańców największych miast powyżej 0,5 mln oraz 10% mieszkańców wsi. Pomiędzy są na przykład miasta liczące 20-100 tys., w których Gowin praktycznie nie istnieje (1%). Widać wyraźnie, że Polska Razem będzie rekrutować swoich wyborców z dwóch w pewnym sensie przeciwstawnych obszarów: z metropolii, które uważane są za tradycyjny obszar wpływów PO oraz ze wsi, gdzie swoje najlepsze rezultaty zdobywa PIS.

4. Gowin cieszy się największym wzięciem wśród dwóch kategorii wykształcenia: podstawowego (10%) i wyższego (8%). Zauważmy, że znowu mamy do czynienia z dwoma biegunami kategorii społecznej. Nie jest to przypadek, lecz w sporej mierze odzwierciedlenie poprzedniej kategorii – miejsca zamieszkania, gdzie najwięcej głosów dla nowej formacji pochodziło ze wsi i największych miast. Wszystko to składa nam się powoli na dość klarowny obraz elektoratu Gowina, który trzeba uzupełnić jeszcze o…

5. Przynależność do grupy społeczno-zawodowej. A tutaj wśród sympatyków byłego ministra sprawiedliwości wybijają się wyraźnie dwie grupy o dość przeciwstawnych charakterystykach:  z  1 strony – raczej dobrze sytuowani prywatni przedsiębiorcy (16%), z 2 strony zaś – nieaktywni zawodowo (bezrobotni 17%, gospodynie domowe i renciści 10%) oraz robotnicy (13%). Dla porównania, na partię Gowina chce głosować zaledwie 4% osób na kierowniczych i specjalistycznych stanowiskach, 4% uczniów i studentów, 4% pracowników administracji czy 5% średniego personelu i widać, że tych grup Razem Polska nie zwojuje.

6. Potwierdzeniem tego „dziwnego” podziału elektoratu Gowina na dobrze zarabiających „prywaciarzy” oraz wyłączonych z rynku pracy „biednych” jest inna kategoria – dochód na jedną osobę w gospodarstwie. Tak jak można się spodziewać, Gowin największe poparcie notuje wśród najbiedniejszych (do 500zł) i najbogatszych (powyżej 1500zł), a cały „średni” przedział (500-1500zł) pozostaje względnie obojętny na jego ofertę.

7. Udział w praktykach religijnych to kolejna kategoria, którą odnajdziemy w aneksach społeczno-demograficznych do sondaży. Tym razem bez zaskoczeń – wśród najbardziej pobożnych Gowin dostaje 10% głosów, zaś pośród niepraktykujących religijnie tylko 3%.

8. Ostatnia kategoria – deklarowana identyfikacja ideowa – też bez niespodzianek: Gowin bierze 12% wyborców określających się jako prawicowi, 7% centrum i tylko 4% lewicowców.

Ogółem 54% potencjalnych wyborców Polska Razem deklaruje się jako „prawica” – podczas gdy w przypadku PIS odsetek ten wynosi 63%, a PO tylko 33%. Politycy nowej formacji podkreślają, że szczególnie zależy im na rozczarowanym elektoracie Platformy. Widać jednak wyraźnie, że pod względem deklaracji ideowo-politycznych wyborcom Gowina jest zdecydowanie bliżej do sympatyków PIS niż do PO. Potwierdzają to również wszystkie cztery sondaże (HH, CBOS, MB, Estymator), w których dotąd pytano o poparcie dla nowej partii: to między PIS a Polska Razem jest największy przepływ elektoratu, a partia Kaczyńskiego traci dwukrotnie więcej na powstaniu formacji Gowina niż partia Tuska.

Pamiętając o stosunkowo niewielkich próbach badań i dokonując sporego uproszczenia można postawić wniosek, że z pierwszych sondaży wyłania się dualistyczny obraz potencjalnego elektoratu partii Gowina:

Z jednej strony, wolnorynkowe postulaty Polska Razem mogą przyciągnąć grupę prywatnych przedsiębiorców. To w dużej mierze głosy pracujących na własny rachunek odpowiadają za przyzwoite wyniki Gowina w sondażu CBOS w tradycyjnie „platformerskich” grupach: mieszkańców metropolii,  osób z wykształceniem wyższym czy najwyższych dochodach.  Jednocześnie jednak ten wyłom w elektoracie PO ogranicza się praktycznie do tej jednej grupy „prywaciarzy”. Mieszkający w dużych miastach uczniowie i studenci, pracujący w korporacjach, urzędnicy czy specjaliści i kierownicy czy pracujące na etatach „wykształciuchy” odmawiają znaczącego poparcia dla inicjatywy Gowina i pozostają w miarę wierni dotychczasowym partiom, gł. PO i SLD, a także zasilają grupę niezdecydowanych.

Z drugiej jednak strony, Gowin cieszy się sporym poparciem osób, które mogą pojawiać się w snach „prywaciarzy” jako schwarzcharaktery: robotników, bezrobotnych, rencistów, gospodyń domowych.  To te grupy wyborców zapewniają nowej partii przyzwoite wyniki wśród osób z wykształceniem podstawowym, o niskich dochodach, religijnych czy mieszkających na wsi. Odpowiedź na pytanie, co sprawia że akurat ta grupa z większym niż inni entuzjazmem wita inicjatywę Gowina wymagałaby głębszych badań. W grę wchodzi zapewne rozczarowanie sytuacją na rynku pracy i warunkami bytowymi, niezadowolenie z obecnego establishmentu czy pewien rys antysystemowości w wizerunku byłego ministra sprawiedliwości.

Można domniemywać, że o ile „prywaciarze” stawiają na wolnorynkowe postulaty Gowina, odsuwając na dalszy plan kwestie światopoglądowe (z „Diagnozy Społecznej” wiemy, że większość przedsiębiorców jest liberalna obyczajowo), o tyle w przypadku trzonu „młodych, wykształconych, z dużych miast” głównym czynnikiem odstraszającym od Polska Razem będzie światopoglądowy ultrakonserwatyzm (mimo że postulaty wolnorynkowe Gowina mogą wydawać się dla tego elektoratu zachęcające). O ile w przypadku „prywaciarzy” liczy się liberalny program ekonomiczny, a przymykają oni oko na „krzyczące zarodki”, to dla drugiej składowej elektoratu Gowina – grupy „niepracująco-robotniczej” – ważniejszy jest twardy konserwatyzm, polityka prorodzinna, pomoc na rynku pracy i kontestacja obecnej sceny partyjnej, a postulaty wolnorynkowe schodzą na dalszy plan. To „przymykanie oka” przez obie składowe elektoratu Gowina tłumaczy w jakiejś mierze paradoks polegający na tym, że cieszy się on sympatią wyborców, którzy nie w pełni utożsamiają się z jego postulatami programowymi.

Przed politykami Polska Razem niełatwe zadanie pogodzenia elektoratów o dość odmiennych oczekiwaniach. Wydaje się, że najbezpieczniejszą strategią będzie skupienie na kwestiach ułatwień dla przedsiębiorców, wsparciu rodzin  i problemach rynku pracy przy jednoczesnym unikaniu podejmowania kwestii obyczajowych i światopoglądowych. Wicenaczelny „Pulsu Biznesu” Grzegorz Nawacki postulował niedawno utworzenie „partii która zajmie się osieroconym biznesem i przygotuje program liberalny w sferze gospodarczej i neutralny światopoglądowo”. Istnienie „neutralnego światopoglądowo” stronnictwa to oczywiście mrzonka, choćby dlatego, że „niezajmowanie stanowiska” przez partię polityczną wobec konserwatywnego status quo w Polsce jest niczym innym jak „zakamuflowaną opcją konserwatywną”. Niemniej postulat skupienia na „gospodarce”ukrywania prawdziwego oblicza światopoglądowego partii, jakkolwiek zabrzmi to cynicznie, może okazać się skuteczną drogą w gromadzeniu poparcia różnych grup elektoratu.

 

Opublikowane dziś ankietowe badanie TNS Polska to trzeci z pięciu głównych, comiesięcznych sondaży, które są podstawą obliczanej przeze mnie średniej poparcia dla partii. W oczekiwaniu na telefoniczne badanie TNS dla telewizji publicznej i sondaż MillwardBrown dla TVN/RMF można już wyciągnąć wstępne wnioski o sondażowej sytuacji PO w przededniu zapowiedzianej rekonstrukcji rządu D. Tuska.

W polityce wyjątkowo gorący okres za sprawą projektowanych zmian w rządzie. Na dziennikarskiej giełdzie fruwają codziennie nazwiska nowych ministrów, jednak trudno podejrzewać, by „zwykły Polak” przywiązywał do tej gorączki specjalną uwagę. Z tego punktu widzenia tym trudniej wyjaśnić ostatnie sondażowe zawirowania. Dla przypomnienia, w październiku po kilku miesiącach odstawania od konkurencji CBOS postanowił urealnić wyniki swojego rankingu partyjnego i wreszcie liderem został PIS. Radość z wyjątkowo podobnych do siebie (jak na polskie realia) sondaży nie trwała jednak długo, bo wszystkich pod koniec miesiąca zszokował TNS Polska ze swoim kultowym już badaniem dla TVP, w którym Platforma wróciła na prowadzenie i to od razu z prawie 10-punktową przewagą nad PIS.

Początek listopada przyniósł kolejną odsłonę sondażowej konfuzji. W badaniu CBOS sytuacja niemal wróciła do „normy” (dla tej pracowni oznacza to: niedoszacowanie poparcia dla PIS i Palikota, przeszacowanie poparcia dla aktualnie rządzącej partii + gigantyczny na tle konkurencji odsetek niezdecydowanych) i przewaga PIS nad PO skurczyła się do symbolicznego 1 pkt proc. Nic to, że w tym samym czasie różnica ta wynosi 8 pkt proc. w TNS i 11 pkt proc. w Homo Homini. Ot codzienność polskiej branży badawczej, a dyżurni socjolodzy szybko wyjaśnią różnice w mediach „marginesem błędu”. Sama szefowa CBOS przebąkiwała po fali krytyki tu i ówdzie, że musi się przyjrzeć swoim badaniom, przyznając że metoda realizacji sondażu może premiować PO i zniekształcać wynik PIS i Palikota. Jak widać po jednym miesiącu względnej poprawy M. Grabowska przestała się jednak „przyglądać” konkurencji 😉

1

O ile do nieprzystawalności sondaży przedwyborczych CBOS względem rzeczywistości wszyscy chyba zdążyli się już przyzwyczaić, o tyle dziwi ostatnie zamieszanie w wynikach najlepszego w wyborach parlamentarnych 2011 roku ośrodka demoskopijnego – TNS Polska. Według wspomnianego badania telefonicznego z 22-24 października na PO chce głosować 41% Polaków, zaś na PIS 32%. Minęły raptem 3 tygodnie i w sondażu ankietowym tej samej pracowni z 8-15 listopada liderem znowu jest partia J. Kaczyńskiego. Wyjąwszy wyborców niezdecydowanych PIS popiera 38%, a PO 27% Polaków. Tym samym 9-punktowe prowadzenie PO zamieniło się po kilkunastu dniach w…  11-punktowe zwycięstwo PIS.

2222

Jak wyjaśniła mi szefowa działu badań społecznych i politycznych w TNS Polska Urszula Krassowska, już przy okazji listopadowego badania telefonicznego dla telewizji publicznej pracownia planuje wprowadzenie modyfikacji, które wykluczą podobne przypadki w przyszłości.  „W tym badaniu pytamy o preferencje partyjne jednym pytaniem otwartym – ” Gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory do Sejmu, to, na kogo by Pan(i) głosował(a)?” Respondenci spontanicznie odpowiadają. Jedni podają nazwę partii, inni mówią, że nie pójdą głosować, a jeszcze inni – „nie wiem”. Jak dotąd ankieterzy nie dopytywali, co respondent miał na myśli. Od następnego badania planujemy wprowadzenie zmiany. Jeśli respondent spontanicznie odpowie „nie wiem”, to ankieter dopyta go, czy nie wie, czy pójdzie głosować, czy nie wie – na kogo zagłosuje, ale planuje pójść”. Jak przekonuje U. Krassowska, TNS Polska wypracował na przestrzeni lat swój autorski sposób realizacji sondaży ankietowych i telefonicznych i „z punktu widzenia badacza trudno jest zrezygnować z porównywalności danych i obserwowania trendów. Biorąc jednak pod uwagę inne okoliczności, prawdopodobnie wprowadzimy zmiany dotyczące badań preferencji partyjnych”. Czy wyniki telefonicznego sondażu TNS będą dzięki temu zbliżone do opublikowanego dziś badania ankietowego? Najbliższy TNS dla TVP najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu.

7777

Poparcie dla partii wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować

Jedyne co łączy 3 dotychczasowe sondaże listopadowe to znaczna poprawa notowań SLD. Jeszcze we wrześniu partia L. Millera oscylowała wokół 10% poparcia, obecnie jest to już średnio 15% zdecydowanych wyborców. Co nie jest żadnym zaskoczeniem, SLD zyskuje głównie kosztem PO i TR. „Bez SLD nie byłoby koalicji rządowej” cieszył się niedawno Miller na Twitterze, a analiza ostatnich sondaży i symulacja podziału sejmowych mandatów zdają się potwierdzać jego słowa: http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/2013/11/13/powrot-millera-do-rzadu/

Biorąc pod uwagę spodziewaną korektę wyniku PO i PIS w najbliższym badaniu telefonicznym TNS oraz względnie stabilne prowadzenie PIS w sondażach MillwardBrown można postawić wniosek, że listopad jest kolejnym, siódmym już miesiącem prowadzenia partii J. Kaczyńskiego w rankingu partyjnym. Notowania PO ciągnie w dół zamieszanie wokół wewnętrznych wyborów w tej partii, które zdominowało przekaz medialny w czasie realizacji listopadowych badań. Na ile zmiany w rządzie pozwolą Platformie „zrekonstruować” sondaże, odzyskać zaufanie wyborców i powrócić na czoło partyjnego peletonu, przekonamy się dopiero podczas grudniowej serii badań preferencji partyjnych.

 

Wbrew sensacyjnemu sondażowi „Wiadomości” TVP, październik nie przyniósł większych zmian w preferencjach partyjnych Polaków. Szósty miesiąc na czele sondaży pozostaje PIS, ale projektowany podział mandatów nie daje żadnej partii nadziei na łatwą większość rządową.

Za nami kolejny, sondażowy miesiąc . W tym roku nie tylko z powodu aury październik był wyjątkowo jak na tę porę roku gorący. Wewnętrzne wybory w Platformie Obywatelskiej, „konferencje smoleńskie” i coraz bardziej kuriozalne tezy zespołu tzw. ekspertów Macierewicza, zakończona niepowodzeniem próba odwołania prezydent Warszawy czy zamieszanie w specsłużbach to najgorętsze wydarzenia politycznego kalendarza. Sprawdźmy jak te wszystkie dominujące w mediach tematy przełożyły się na sympatie partyjne Polaków w sondażach opinii publicznej.

A

 

Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w październiku, wygrałoby je Prawo i Sprawiedliwość, uzyskując przeciętne poparcie na poziomie 36%. Drugie miejsce zajęłaby Platforma Obywatelska (29%), zaś trzecie Sojusz Lewicy Demokratycznej (11%). Do Sejmu weszłaby także pod nową nazwą partia Janusza Palikota – Twój Ruch (7%). Poparcie dla Polskiego Stronnictwa Ludowego balansuje na granicy 5% progu wyborczego, choć partia ta zwykle w wyborach ogólnokrajowych wypada nieco lepiej niż w przedwyborczych sondażach.

Zrealizowany przez TNS Polska dla Telewizji Publicznej sondaż telefoniczny jako jedyny w październiku i pierwszy od kwietnia wskazał PO jako pewnego zwycięzcę wyborów. Uzyskany w tym badaniu wynik partii rządzącej (41%!) i ogromna, 9-punktowa przewaga PO nad PIS stoją w ogromnej sprzeczności z rezultatami PO w pozostałych badaniach (27-31%) i zanotowanym prowadzeniem partii J. Kaczyńskiego (6-9 pkt proc.). Zrealizowane już po publikacji tego sensacyjnego sondażu przez Millward Brown dwa badania telefoniczne – dla TVN 25-26.X i RMF FM 27-28.X – nie potwierdziły, by doszło do zmiany lidera rankingu partyjnego. Z wyciągnięciem ostatecznych wniosków należy poczekać do listopadowych sondaży, niemniej już teraz wydaje się, że telefoniczne badanie TNS dla TVP nosi znamiona czegoś, co w statystyce określa się mianem ‘obserwacji odstającej’ (ang. outlier). Z tego powodu wyłączyłem wynik PO 41% z sondażowej średniej, która ukształtowała się w przypadku tej partii na poziomie 29%. O samym sondażu TNS więcej tu: http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/2013/10/27/karkolomny-sondaz/

Mając na względzie, że prawdopodobnie sondaż TNS Polska dla TVP był „wypadkiem przy pracy”, październik był kolejnym, szóstym już miesiącem prowadzenia partii J. Kaczyńskiego i bezpiecznej, 7-punktowej przewagi nad głównym rywalem.  Jeśli zerkniemy na ostatni kwartał z lotu ptaka okaże się, że preferencje partyjne Polaków są dość stabilne i mimo gorącego okresu w polityce na dobrą sprawę nie ulegają większym zmianom. Trend od kilku miesięcy jest wyraźny, a prowadzenie PIS w sondażach, mimo intensywnych starań Antoniego Macierewicza, na razie wydaje się niezagrożone.

b

 

Jak widać między sierpniem a październikiem w sondażowej średniej zmieniło się niewiele. Poparcie dla PIS waha się w przedziale 35-37% zdecydowanych wyborców. Również notowania PO w granicach 29-30% pozostają stabilne. W październiku przewaga PIS nad PO powróciła do poziomu z sierpnia (7 pkt proc), po krótkotrwałym spadku do 5 pkt we wrześniu. Zauważalne jest stopniowe słabnięcie SLD, który w przeciągu 3 miesięcy stracił 3 pkt proc. z 14 do 11%. Partia Palikota swój najgorszy okres w sondażach ma już chyba za sobą i zatrzymała się na 7%. Notowania PSL wahają się w przedziale 5-7%.

Sprawdźmy jeszcze, jak kształtuje się poparcie dla prawicowego planktonu. Tym bardziej, że raz na jakiś czas pojawia się „sensacyjny” sondaż, w którym J. Korwin-Mikke czy ziobryści forsują próg 5%. I rzeczywiście, to Nowa Prawica radzi sobie najlepiej ze wszystkich pozasejmowych partii. W październiku sondażowe notowania tej partii oscylowały wokół 4% – a więc minimalnie tylko mniej niż w przypadku sejmowego PSL . Wynik SP (2%) czy PJN (1%) nie pozostawia złudzeń co do szans na wejście tych formacji do parlamentu. Podobnie rzecz wygląda w przypadku stowarzyszenia „Republikanie” Przemysława Wiplera, znanego ostatnio głównie z upijania się w środku tygodnia i awantur z policją. W sondażach Millward Brown i Homo Homini poparcie dla jego inicjatywy (0%) dobrze oddaje sytuację, w jakiej znalazła się „nadzieja polskiej prawicy”.

cc

Przypadająca w październiku druga rocznica ostatnich wyborów parlamentarnych to również dobry moment do porównania obecnych notowań partii z wynikami ostatniej elekcji. A tu zmiany są już znaczące. W ciągu 2 ostatnich lat PIS poprawił swój rezultat wśród zdecydowanych wyborców aż o 6 pkt proc. z 30% do 36%. W tym samym czasie elektorat PO skurczył się o 10 pkt proc. z 39% do 29% – partia D. Tuska straciła więc 1/4 sympatyków. Co ciekawe, beneficjentem osłabienia formacji rządzącej nie stały się wcale partie lewicowe. SLD i Ruch Palikota otrzymały razem przed dwoma laty 18% głosów – dziś ich zsumowane poparcie wynosi… 18%. Choć należy zauważyć, że stronnictwo L. Millera to jedyna obok PIS siła, która w obecnych sondażach notuje lepsze rezultaty niż ostatni wynik wyborczy. PSL – podobnie jak PO i Palikot – osłabło względem 2011 o 3 pkt proc. do ledwie 5%.

dd

W rezultacie tak ukształtowane sondażowe poparcie przekłada się na znacząco słabszy, łączny wynik partii koalicji: 34% głosów dla PO-PSL to aż o 13 pkt proc. mniej niż formacje te zdobyły w poprzednich wyborach (47%). Jeśli październikowe sondaże przeliczyć na sejmowe mandaty, okaże się, że uformowanie koalicji rządzącej tylko z 2 partii jest niemożliwe.

eeee

Jeśli sondażową średnią z października przenieść na podział mandatów, koalicja PO-PSL ma zaledwie 173 głosy. Żeby było jeszcze ciekawiej, nawet dołączenie 51 parlamentarzystów SLD nie dawałoby sejmowej większości (224 mandaty). Podobnie, zwycięski  PIS (207 mandatów) nie utworzyłby z partią J. Piechocińskiego (14 mandatów) większościowej koalicji. W połowie kadencji podobne obliczenia to oczywiście tylko zabawa, niemniej już teraz pokazująca, że utworzenie stabilnej, rządowej większości po kolejnych wyborach może być nie lada wyczynem.

PS: Symulację podziału mandatów w oparciu o październikową średnią sondaży przygotował Tomasz Jurkiewicz, pracownik naukowy Uniwersytetu Gdańskiego (Twitter: @Szamotikon).

 

 

Sensacja! PO po pół roku wraca na prowadzenie w sondażach! – ucieszyły się tłyterowe lemingi. Karkołomny sondaż na zlecenie Kraśki, który chce się podlizać PO – wieszczy prawicowy portal wPolityce. Jak jest naprawdę?

Dawno żaden sondaż preferencji partyjnych Polaków nie wywołał w sieci takiego zamieszania, jak ten opublikowany w niedzielny poranek przez TVP Info.  Zaskakujący, bo przynoszący po 6 miesiącach zmianę lidera ranking partyjny TNS Polska wzburzył „prawicowy internet”. Ci sami, którzy jeszcze miesiąc temu pieczołowicie cytowali sondaże tej pracowni, bo prowadził w nich ukochany PIS, teraz zaczęli węszyć spisek „Kraśki”, który rzekomo robi co może, by zadowolić partię rządzącą (wPolityce). Niezawodna Pani Irenka Szafrańska wyraziła nawet opinię, że „sondaż z 41% poparciem dla PO zapowiada jeno wielkie fałszerstwo wyborcze”. Sprawdźmy zatem czy obawy Pani Irenki są uzasadnione i na czym rzeczywiście polega zmiana w październikowym badaniu TNS 🙂

Jak poinformowała Telewizja Publiczna, sondaż partyjny zrealizowała dla nich tradycyjnie pracownia TNS Polska w dniach 22-24 października na próbie 1000 obywateli. Liczebność tej próby jest zawsze taka sama w prowadzonych już od kilku lat badaniach telefonicznych TNS.

Pierwsza, ważna rzecz, o której trzeba wspomnieć: w sondażu telefonicznym TNS Polska inaczej dzieli elektorat niż w swoim tradycyjnym sondażu ankietowym. W zwykłym ‘ankietowcu’ zasadnicze pytanie, jakie słyszy ankietowany brzmi: „czy zamierzasz wziąć udział w wyborach, jeśli odbyłyby się one w najbliższą niedzielę?”. W rezultacie odpowiedź na to pytanie dzieli badanych na 2 grupy:  deklarujących wzięcie udziału w głosowaniu i zapowiadających absencję. Dopiero przy drugim podejściu pyta się ankietowanych, którzy zadeklarowali udział w wyborach o konkretne preferencje partyjne i dopiero na tym etapie pojawia się możliwość udzielenia odpowiedzi „nie wiem na kogo zagłosuję” obok wskazania PO, PIS czy SLD.

Tymczasem w cytowanym sondażu telefonicznym ankietowani już na samym wstępie mają nie 2, a 3 możliwości odpowiedzi na pytanie o projektowane zachowanie wyborcze:

  1. Nie pójdę na wybory.
  2. Nie wiem na kogo zagłosuję.
  3. Pójdę na wybory i wiem na kogo zagłosuję.

1

 

I to właśnie odpowiedzi ankietowanych z ostatniej, trzeciej grupy („idę na wybory i wiem na kogo zagłosuję”) są później prezentowane przez TVP jako oficjalne wyniki sondażu. Grupa ta wyłącza z podstawy procentowania nie tylko niezamierzających głosować, ale także „niezdecydowanych” – należy podkreślić w tym miejscu, że sondaż telefoniczny TNS to jedyne obecnie na rynku  badanie, którego wyniki podawane są w taki właśnie sposób (pozostałe sondaże: CBOS, Homo Homini, Millward Brown oraz sondaż ankietowy TNS Polska w prezentowanych w mediach wynikach uwzględniają opcję niezdecydowanych).

Jest prawodopodobne, że to właśnie taki a nie inny sposób „pierwszej selekcji” ankietowanych i dzielenia ich na 3 grupy wyborców, przyczynia się do otrzymywania takich rezultatów i ich olbrzymiej zmienności na tle „zwykłych” sondaży, które dzielą wyborców na 2 grupy. Nie są mi bliżej znane przyczyny stosowania takiej metodologii przez TNS akurat w sondażach telefonicznych, skoro nawet w badaniach ankietowych TNS wygląda to już „tradycyjnie” (pierwsze pytanie: „idziesz głosować czy nie?” bez możliwości wskazania na tym etapie „a może bym poszedł, ale nie mam na kogo głosować”).

Przyjrzyjmy się teraz bliżej wynikom zaprezentowanego dziś sondażu i porównajmy go z poprzednikami. Dla ułatwienia ograniczyłem się do trzech ostatnich badań TNS dla TVP z sierpnia, września i października.

2

 

Na pierwszy rzut oka, październikowe zmiany wydają się ogromne. PO zyskała aż 11 pkt proc. i wysunęła sią na pozycję lidera, zaś po pół roku prowadzenia PIS zjechał o 7 pkt proc. z 39% do 32%. Strata partii J. Kaczyńskiego względem sierpnia jest jeszcze większa i wynosi aż 11 pkt proc.

Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się wynikom, staje się jasne, że… Platforma nie zyskała nowych wyborców! Uzyskany przyrost +11 pkt proc. między październikiem a wrześniem to w tym konkretnym sondażu tylko i wyłącznie skutek zwiększenia się grupy wyborców niezdecydowanych i niezamierzających głosować. Trzecia grupa – „idę i wiem na kogo głosować” – jest w październikowym sondażu najniższa w historii badań TNS dla TVP i wyniosła tylko 36% ogółu (dokładnie 36,1% – 361 osób z 1000 ankietowanych).

3

 

Między wrześniem a październikiem liczba osób deklarujących zamiar głosowania na PO pośród ogółu 1000 ankietowanych wzrosła tylko minimalnie. We wrześniu było to 145 osób, w październiku 148 osób (dane w przybliżeniu z uwagi na brak dokładnych tabel TNS). Jednocześnie liczba wyborców PIS zjechała ze 189 osób we wrześniu do ledwie 116 w październiku, przy jednoczesnym intensywnym wzroście odpowiedzi „nie wiem na kogo głosować”. Zmniejszenie się grupy „ogół zdecydowanych wyborców” z 484 we wrześniu do 361 osób w październiku spowodowało, że procentowy wynik PO wystrzelił w górę, mimo symbolicznego wzrostu poparcia w liczbach bezwzględnych.

Reasumując, w tym konkretnym, październikowym sondażu TNS Polska dla TVP drastycznie spadła liczba osób mających jednocześnie: zamiar głosowania + konkretną preferencję partyjną. Projektowana frekwencja w tym sondażu to tylko 36% wobec 48% jeszcze we wrześniu. Nastąpił masowy odpływ wyborców PIS do grupy „niezdecydowanych”, przy jednoczesnym status quo w poparciu dla PO w liczbach bezwzględnych. Istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że niechęć do przyznawania się do PIS w tym sondażu to efekt ostatnich wyczynów „ekspertów” Macierewicza, co było dominującym przekazem medialnym w okresie bezpośrednio poprzedzającym realizację sondażu. Oczywiście niewykluczone, że w kolejnych badaniach PO będzie zyskiwać już nie tylko „w procentach”, ale także odnotuje realny wzrost liczby wyborców i tym samym dzisiejszy sondaż stanie się zwiastunem odbicia notowań PO. Kilka zbliżających się listopadowych badań powinno rozwiać nasze wątpliwości.

PS: za współpracę przy tekście dziękuję znanemu z Twittera blogerowi @JasioCha, który czuwał nad prawidłowością obliczeń 😉