Archiwa tagu: partie polityczne

Wczoraj o północy minął termin zgłaszania list kandydatów na europosłów; ostateczną liczbę zarejestrowanych list PKW poda w ciągu najbliższych dni. Wszystko wskazuje na to, że w eurowyborach we wszystkich okręgach wystartuje 9 komitetów. Średnia ostatnich 5 sondaży preferencji partyjnych do Parlamentu Europejskiego prezentuje się następująco (3 sondaże telefoniczne – HH, TNS, Estymator oraz 2 sondaże bezpośrednie – TNS i CBOS):

ojro

 

 

Marzec był dziesiątym miesiącem z rzędu, w którym PIS prowadził w średniej sondaży przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku. Jednak jego przewaga nad PO wyraźnie osłabła i była najmniejsza od przejęcia prowadzenia niemal rok temu. Wzrost PO – zawdzięczany głównie poruszeniu opinii publicznej po zajęciu przez Rosję Krymu – odbił się na notowaniach partii lewicowych: SLD miał w marcu najsłabsze poparcie od prawie roku, a partia Palikota spadła pod próg wyborczy. Marzec potwierdził, że zaobserwowany w lutym skok notowań partii Korwina-Mikke nie był incydentalny.

Marzec był rekordowy pod względem zrealizowanych badań preferencji partyjnych Polaków. Ogółem w mediach zaprezentowano rezultaty aż 12 sondaży przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu i Senatu – najaktywniejszy na tym polu był Instytut Homo Homini (5 sondaży), TNS Polska (2) oraz Millward Brown (2). Po jednym sondażu zrealizowały CBOS, GFK oraz Estymator. W marcu przeankietowano zatem aż 12,7 tys. Polaków, a uśrednienie wyników z tak pokaźnej próby pozwala dużo trafniej wnioskować o sympatiach wyborczych niż tylko na podstawie jednego, zwykłego sondażu zrealizowanego na próbie 1 tys. obywateli.

1

Ponieważ jednak nadreprezentacja sondaży HH, TNS oraz MB może wypaczać charakter średniej, podstawą do obliczenia przeciętnego poparcia dla partii powinno być przyjęcie zasady „1 sondażownia – 1 sondaż”. W ten sposób do poznania przeciętnego poparcia dla partii politycznych używać będziemy sondaży 6 ośrodków badania opinii publicznej realizujących regularne ankiety preferencji partyjnych.

2

*w przypadku HH (5 sondaży), TNS Polska (2 sondaże) i MB (2 sondaże) w tabeli podano średnią z marcowych badań

W marcu po raz pierwszy od wielu miesięcy doszło do „podziału” wśród polskich ośrodków demoskopijnych. Z jednej strony, cztery sondażownie wskazywały na różnych rozmiarów zwycięstwo PIS (od 1 pkt proc. w GFK do aż 6 pkt proc. w TNS). Z drugiej strony, dwie firmy badawcze zanotowały ok. 3-punktowe prowadzienie PO (CBOS, Estymator).

Średnie poparcie dla PIS wyniosło w marcu 35 proc., zaś dla PO 33,5 proc. Partia Tuska zanotowała więc wyraźną poprawę notowań względem lutego, a także poprzednich miesięcy, gdy przeciętne poparcie dla PO oscylowało wokół 29-30 proc. Przewaga PIS nad PO w średniej miesięcznej sondaży została zachowana już dziesiąty miesiąc z rzędu, niemniej skurczyła się do ledwie 1,5 pkt proc – a więc najmniej od przejęcia przez PIS koszulki lidera w maju 2013 roku. W ostatnim półroczu partia Kaczyńskiego notowała bezpieczne, 5-7 punktowe prowadzenie nad PO. Sytuacja na Ukrainie wyraźnie wpłynęła na marcowe sondaże, a potwierdzeniem trendu są również pierwsze kwietniowe badania, w których PO już regularnie wyprzedza PIS.

3

Poprawa notowań PO po kryzysie krymskim odbyła się głównie kosztem ugrupowań lewicowych. Średnia poparcia dla SLD (10,6 proc.), a także dla znajdującego się w marcu pod wyborczym progiem Twojego Ruchu (4,5 proc.) jest najniższa od wielu miesięcy.

Zwróćmy też uwagę na sytuację wśród prawicowego planktonu. W lutym po raz pierwszy w historii Nowa Prawica Korwina-Mikke wysunęła się przed dwie pozostałe partie walczące o miejsca w parlamencie: Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobro oraz Polskę Razem Jarosława Gowina. Marzec potwierdził prymat Nowej Prawicy (3,5 proc.), której brakuje już tylko 1 pkt proc. do „przegonienia” partii Palikota.

4

 Marcowa średnia sondaży przeliczona na sejmowe mandaty przez dra Tomasza Jurkiewicza (statystyka z Uniwersytety Gdańskiego) pokazuje po raz pierwszy od wielu miesięcy, że do zbudowania stabilnej koalicji większościowej wystarczyłyby 2 partie, a nie jak dotąd aż 3. Poprawa notowań PO oraz wypadnięcie z parlamentu Palikota powodują, że 188 posłów PO oraz 49 SLD składa się na potencjalną, koalicyjną większość 237 mandatów. Zwycięski w marcu PIS miałby za mało mandatów do rządzenia nawet w koalicji z PSL (razem 222 posłów).

Przez wiele miesięcy od maja 2013 roku sympatie polityczne Polaków pozostawały względnie stabilne. PIS zbierał w tym czasie 35-37% głosów, a notowania PO ustabilizowały się w granicach 30%, co oznaczało wszakże utratę niemal co czwartego wyborcy z 2011 roku. Stagnacja zapanowała również po lewej stronie sceny politycznej. SLD trwale wyprzedził partię Palikota, ale nie potrafił przebić się przez barierę 12-14% głosów. Pokonany Twój Ruch na osłodę notował stale wyniki nad progiem wyborczym. Wszystko to pozwalało stawiać tezę, że wybory parlamentarne z bezpieczną przewagą wygrałby PIS, a w Sejmie znalazłoby się jak dotąd 5 partii.

5

Marzec przyniósł prawdziwy sondażowy wstrząs, choć do „oficjalnej” zmiany lidera rankingu partyjnego dojdzie zapewne dopiero w kwietniu. Notowania PIS i PO zbliżyły się do granic remisu, SLD obsunął się w stronę 10%, a Palikot spadł pod próg.  Zmniejszenie dystansu PO do PIS odnotowano nie tylko w sondażach sejmowych, ale również w 5 marcowych badaniach przed wyborami do Parlamentu Europejskiego (25 maja). Sondaże europejskie są jak na razie dość wiernym odbiciem sejmowych, z nieco mniejszą pulą głosów zarezerwowaną dla dwóch głównych partii. Przewaga PIS nad PO także tu jest minimalna i wyniosła w marcu przeciętnie 1 pkt proc. (w sejmowych – 1,5 pkt). Wiele wskazuje na to, że w kwietniu PO wysunie się przed PIS także w eurosondażach. Kluczowym pozostaje pytanie, jaka sondażowa przewaga zagwarantuje PO zwycięstwo w maju. Mając na względzie regularne przeszacowanie wyników tej partii w badaniach opinii publicznej w przeszłości, wydaje się że dopiero 3-5 pkt proc. lepszy od PIS wynik w badaniach oznaczać będzie realną przewagę w dniu wyborów.

6

 

Do różnic między polskimi sondażami niby zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale to co od 2 miesięcy prezentują dwa szacowne instytuty badawcze – CBOS i TNS Polska – jest czymś szokującym nawet w naszych realiach.

Przypomnijmy więc, że badania społeczne obu ośrodków cieszą się największą atencją w mediach, realizowane są identyczną metodą wywiadu ankietowego, zwykle w pokrywających się terminach. Co najważniejsze, oba ośrodki badawcze należą do Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku. Jak czytamy na stronie internetowej, „OFBOR jest jedynym w Polsce stowarzyszeniem skupiającym wyłącznie instytuty badawcze, powołanym w celu kontroli przestrzegania norm etycznych oraz metodologicznych w badaniach opinii i rynku, a także działającym na rzecz publicznego zaufania do badań”. Skoro obie firmy są tak świetnie kontrolowane, dlaczego według TNS Polska PIS zmiażdżyłby PO w wyborach parlamentarnych przewagą 10-11 pkt proc., a według CBOS byłby niemal remis? 

ofbor2

Sytuacji wcale nie poprawia pozbycie się z powyższych sondaży wyborców niezdecydowanych – odsetek ten faktycznie jest w obu ośrodkach różny (24-25% w CBOS i 17-23% w TNS). Rezultaty sondaży wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować, są jeszcze bardziej rozstrzelone.

ofbory

Może więc, Panie i Panowie z OFBOR, najwyższa pora zająć się szokującymi różnicami w sondażach zrzeszonych u Was firm badawczych? Jak długo będziecie tłumaczyć widoczną okiem laika kompromitację „marginesem błędu”, „innymi terminami realizacji badań” i „różnym sposobem prezentacji rezultatów”? Tak się pechowo składa, że różnic w styczniowych i lutowych sondażach CBOS i TNS nie da się w ten sposób wyjaśnić. Niedawno szefowa CBOS Mirosława Grabowska przyznała w mediach, że PIS może być w jej badaniach „niedoszacowany”, a jego wyborcy ukrywają się przed ankieterami CBOS pośród „niezdecydowanych”. Czy powzięto kontrolę metod i sposobu realizacji sondaży przez CBOS? Czy OFBOR zajmie jakieś stanowisko czy znowu udajemy, że nic się nie stało?

„Publiczne zaufanie do badań” jest skutecznie podważane własnie przez tak rozstrzelone wyniki sondaży, jakie od 2 miesięcy prezentują CBOS i TNS Polska. Rozpoczęła się kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego, wkrótce kolejne elekcje: samorządowa, prezydencka i parlamentarna. Sondaże publikowane przez należące do OFBOR firmy odegrają w niej sporą rolę. Wiele wskazuje na to, że będzie to rola komediowa.

Na koniec proponuję Szanownym Paniom i Panom z OFBOR rzut oka na wyniki lutowych sondaży realizowanych przez Waszych niemieckich kolegów i koleżanki. Nie jest Wam zwyczajnie wstyd? Czy o podobnych jak w Niemczech różnicach między sondażami polska opinia publiczna może tylko pomarzyć?

RFN

Nowy 2014 rok rozpoczyna kilkunastomiesięczny cykl wyborczy. W oczekiwaniu na pierwsze styczniowe badania sprawdźmy, jak zmieniały się sympatie polityczne Polaków od ostatnich wyborów parlamentarnych w 2011 roku.

Co miesiąc podsumowuję na blogu „Polska the Times” sondaże partyjne tzw. wielkiej czwórki czyli 4 najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej: TNS Polska, CBOS, Homo Homini i Millward Brown. Sprowadzam wszystkie wyniki do wspólnego mianownika tj. wyłączam niezdecydowanych z podstawy procentowania i obliczam średnią arytmetyczną dla każdej z partii. Część osób w komentarzach zarzuca, że taki sposób „uśredniania” sondaży nie oddaje skali rzeczywistych preferencji politycznych Polaków. Jednak prowadzone przeze mnie już niemal dekadę obliczenia potwierdzają, że średnia wszystkich sondaży zdecydowanie lepiej przewiduje wynik wyborów niż każdy sondaż z osobna. Dla przykładu, ostatnie opublikowane przed wyborami  2011 wyniki sondaży „wielkiej czwórki” i ich porównanie z rzeczywistymi rezultatami głosowania:

12345

Pisałem już wcześniej, że w polskich badaniach preferencji partyjnych kryje się paradoks. Wyniki badań poszczególnych ośrodków różnią się od siebie znacząco, a błędy sondażowni układają się nawet w pewien stały wzór (np. przeszacowanie poparcia dla PO w sondażach CBOS). Lecz mimo to wyciągnięcie średniej z tak niedoskonałych i „rozjechanych” sondaży całkiem trafnie pozwala oszacować sympatie partyjne Polaków. Tak właśnie było choćby przed wyborami 2011 roku, gdy średnia sondaży idealnie odzwierciedliła ostateczny wynik elekcji – lepiej niż każde z badań z osobna. Sprawdźmy więc jak ta średnia sondaży (TNS, CBOS, Homo Homini i Millward Brown) zmieniała się na przestrzeni ostatnich 2 lat po wyborach sejmowych:

0987

Końcówka 2011: Tradycyjnie po wyborach poparcie dla zwycięskiej partii szybuje w sondażach. Nie inaczej było po ostatniej elekcji parlamentarnej w październiku 2011. Platforma na fali powyborczego entuzjazmu notowała rekordowe wyniki, tak że 2011 rok zamykała z poparciem przeciętnie 45% Polaków. Przegrany PIS zjechał z wyborczych 30% do sondażowych 26,5% i w rezultacie 9-punktowa przewaga PO nad PIS w październikowych wyborach urosła aż do 18 punktów w grudniowych badaniach społecznych.

2012: Niezależnie od okresowych wahań Platforma utrzymywała bezpieczną przewagę nad partią Kaczyńskiego niemal przez cały 2012 rok. Dopiero jesień przyniosła chwilowe załamanie sondaży PO i kilka badań na lidera rankingu wskazało PIS. Sytuacja jednak szybko wróciła do „normy” po słynnej publikacji o trotylu red. Gmyza i gwałtownej reakcji prezesa Kaczyńskiego. W rezultacie średnia sondaży w grudniu 2012 wskazywała, że PO cieszy się poparciem 39% Polaków, zaś PIS – 29%. Sondażowe słupki po wybuchu trotylu odtworzyły więc niemal idealnie sytuację z wyborów 2011 roku. Na zapleczu dwóch głównych partii dokonały się małe przetasowania i na koniec 2012 roku swój wynik o 3 punkty poprawił SLD (11%), zaś 3 punkty stracił Palikot, zjeżdżając do przeciętnie 7%.

2013: Wiele wskazuje na to, że trotyl opóźnił o kilka miesięcy objęcie przez PIS trwałego prowadzenia w sondażach. Prawdziwą sondażową rewolucję przyniósł więc dopiero 2013 rok i począwszy od maja pierwsze miejsce w sondażach objęła partia Kaczyńskiego. W swoich najlepszych miesiącach (sierpień-październik) partię tę popierało przeciętnie 35-37% zdecydowanych wyborców. Końcówka roku przyniosła PIS zadyszkę i utratę 2-3 pkt proc. na rzecz Gowina. W rezultacie partia Kaczyńskiego zakończyła 2013 rok ze średnim wynikiem na poziomie ok 34% zdecydowanych wyborców. Zauważmy jednak, że obecna średnia PIS to nadal lepszy wynik niż 30% w wyborach 2011. Przeczy to powtarzanej do znudzenia tezie o „szklanym suficie” poparcia nad PIS. Oczywiście osobną kwestią pozostaje, na ile lepsze wyniki PIS wyrażane w procentach są związane z realnym przyrostem poparcia dla tej partii w liczbach bezwzględnych, a na ile to skutek sondażowego spadku frekwencji i ucieczki części wyborców PO do kategorii „niezdecydowanych”.

O ile wzrost PIS może wydawać się niespecjalnie imponujący, o tyle zjazd PO robi już spore wrażenie. W grudniu partia Tuska cieszyła się poparciem przeciętnie 30% zdecydowanych wyborców – a więc blisko 1/4 mniej niż w wyborach parlamentarnych 2011. Przewaga PO nad PIS rzędu 17 pkt proc. w eurowyborach’09 czy też w sondażach w końcówce 2011 roku, zmieniła się obecnie w 4-5 punktowe prowadzenie PIS nad PO. Choć „gołe” wyniki PO prezentowane w sondażach z uwzględnieniem niezdecydowanych ocierają się czasem o 20%, to musimy pamiętać że wybory wykluczają sondażową odpowiedź „nie wiem” i realne poparcie dla PO wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować, nadal jest bliższe 30 niż 20%.

Zmiana sondażowego lidera na PIS i duży spadek PO to bodaj najważniejsze polityczne wydarzenie minionego roku. Jednak także w przypadku pozostałych partii zapanował „ruch w interesie”. Palikot zakończył 2013 rok z poparciem ok 5% zdecydowanych wyborców, a więc w ciągu 2 powyborczych lat utracił połowę swojego elektoratu. Co Palikot stracił, zyskał Miller. SLD poprawił swój wynik z 8% w wyborach 2011 do 13% obecnie. Zauważmy jednak, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zysk SLD wyniósł ledwie 2 punkty procentowe (z 11 do 13%), co przeczy publicystycznej tezie o nagłym i gwałtownym umacnianiu się partii Millera. SLD jest wyraźnie silniejszy niż 2 lata temu, lecz daleko mu do wymarzonych przez szefa tej partii 20% czy tym bardziej „mijanki z PO”.

Trzecią zmianą, która wyraźnie rzuca się w oczy jest znaczący wzrost poparcia dla partii spoza sejmowej piątki ugrupowań. W wyborach 2011 roku partie, które nie weszły do parlamentu zdobyły razem ledwie 4% głosów. Rok później w sondażach osiągały już 6%, a prawdziwy skok przyniósł grudzień 2013 roku – przeciętnie aż 12% Polaków wskazywało w ankietach na pozasejmowe ugrupowania. Jest to oczywiście w sporej mierze skutek pojawienia się partii Jarosława Gowina, która w pierwszych, grudniowych badaniach zdobywała nawet 6-7% głosów, ale także stabilnego poparcia dla pozostałych, prawicowych „kanapówek” jak Solidarna Polska czy Kongres Nowej Prawicy.

25 maja 2014 roku realny sprawdzian dla każdej z partii, ale także dla wszystkich ośrodków badania opinii publicznej: wybory do Parlamentu Europejskiego. PIS od 8 miesięcy jest liderem sondaży z poparciem przynajmniej 1/3 elektoratu i rozpoczyna wyborczy rok z kilkupunktowym prowadzeniem nad PO. Partia ta ma realną szansę wygrać pierwsze wybory ogólnokrajowe od prawie 9 lat (!) i przy okazji poprawić wynik z eurowyborów 2009 (27%) czy wyborów sejmowych 2011 (30%).

Szanse na zwycięstwo ma nadal oscylująca wokół 30% zdecydowanych wyborców Platforma, choć w przypadku tej partii raczej nie ma mowy o powtórce z eurowyborów 2009 (44%) czy nawet 2011 (39%). W optymistycznym scenariuszu PO ma szansę nawiązać z PIS równorzędną walkę o 1. miejsce, choć ewentualna wygrana będzie zapewne przypominać „remis ze wskazaniem” niż nokaut z poprzednich wyborów.  W tle zaś najważniejszego pojedynku PO-PIS toczyć się będzie batalia o przyzwoity wynik SLD w okolicach 15-17% głosów, a także walka o przekroczenie 5% progu przez Palikota i Gowina.