Archiwa tagu: poparcie dla partii

Od pół roku PO cieszy się większym poparciem wyborców niż PIS.

7 sondaży

W lutym ośrodki badania opinii publicznej zrealizowały siedem pomiarów preferencji partyjnych na łącznej próbie 7588 Polaków. Dwa sondaże przeprowadził instytut TNS Polska (telefoniczny dla TVP oraz comiesięczny pomiar metodą wywiadów bezpośrednich – bez zlecenia), zaś rezultaty jednej ankiety opublikowały: CBOS, GFK Polonia, IBRiS (dla „Rzeczpospolitej”) oraz Millward Brown (dla TVN). O ile w styczniu Platforma prowadziła w pięciu z ośmiu zrealizowanych sondaży (w trzech zanotowano remis), o tyle w lutym liderem już wszystkich siedmiu pomiarów była partia E. Kopacz.

Lider

1

Wśród wyborców zdecydowanych, na kogo głosować, największe poparcie zanotowała w lutym Platforma Obywatelska, która mogła liczyć tak jak w styczniu na 39 proc. głosów. Na drugim miejscu uplasowała się prawicowa koalicja Prawo i Sprawiedliwość – Solidarna Polska – Polska Razem (34 proc. – spadek o 2 punkty procentowe względem poprzedniego miesiąca). Swoich przedstawicieli na Wiejskiej miałyby jeszcze tylko dwie partie: Polskie Stronnictwo Ludowe (10 proc. – wzrost o 2 punkty procentowe wobec stycznia) i Sojusz Lewicy Demokratycznej (9 proc. – bez zmian). PSL i SLD od kilku miesięcy rywalizują o miano trzeciej siły politycznej – w lutym to partia J. Piechocińskiego nieznacznie wypędziła lewicę. Pod progiem wyborczym znalazła się nowa partia – Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja (w skrócie KORWiN – 3 proc.) oraz  Twój Ruch J. Palikota (2 proc.). Zgodnie z oczekiwaniami pojawienie się nowej formacji J. Korwin-Mikkego unicestwiło w sondażach jego poprzednią formację – Kongres Nowej Prawicy zanotował w lutym poparcie 1 proc. badanych.

Zmiany

2

 

W ujęciu miesięcznym Platforma Obywatelska była liderem sondaży preferencji partyjnych nieprzerwanie przez 6 lat: od pierwszych zwycięskich wyborów parlamentarnych w 2007 roku aż do wiosny 2013 roku. W maju 2013 roku prowadzenie w rankingu partyjnym przejęła partia J. Kaczyńskiego. PIS był najpopularniejszą partią w Polsce przez 11 miesięcy do marca 2014 roku. Dopiero wiosną 2014 roku na fali ukraińskiego kryzysu Platforma na moment odzyskała niewielkie prowadzenie w badaniach opinii publicznej. Sondażowy „efekt Ukrainy”, którego apogeum przypadło na kwiecień i maj 2014 roku, przełożył się na minimalną wygraną PO w wyborach europejskich 25 maja 2014. Trwający dwa miesiące „efekt Ukrainy” szybko jednak ustąpił miejsca „efektowi taśm” i letnie miesiące 2014 roku (czerwiec-sierpień) znów należały do PIS. Momentem przełomowym dla polskiej sceny partyjnej był wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej 30 sierpnia 2014 roku. Już we wrześniu PO wyprzedziła PIS i zdołała utrzymać sondażową przewagę podczas pierwszych miesięcy rządów Ewy Kopacz. W lutym 2015 roku – szósty miesiąc z rzędu – ośrodki badania opinii wskazywały, że wybory parlamentarne wygrałaby partia rządząca.

Bipolaryzacja

Półrocznemu okresowi prowadzenia PO w sondażach towarzyszą utrzymujące się na wysokim poziomie notowania PIS. Od zmiany na stanowisku premiera obserwujemy silną mobilizację elektoratów dwóch największych partii. O ile w ubiegłorocznych wyborach europejskich obie partie zebrały 64% głosów, o tyle po objęciu steru rządów przez E. Kopacz PO i PIS regularnie cieszą się poparciem 3/4 Polaków o sprecyzowanych preferencjach politycznych. 10 lat od rozpoczęcia ostrej rywalizacji politycznej między PO i PIS konflikt ten wciąż ma solidne oparcie w zachowaniach wyborczych.

 Mandaty sejmowe

Jeśli średnią styczniowych sondaży przeliczymy metodą d’Hondta na mandaty parlamentarne, to poszczególne partie mogą liczyć na następującą liczbę posłów: PO 195, PIS 169, PSL 50, SLD 45, PSL 40, MN 1. Podobnie jak na przełomie 2014/2015 roku możliwe byłoby więc skonstruowanie większości rządowej składającej się tylko z PO-PSL (245). Jest to istotna zmiana, bowiem przez ponad 2 ostatnie lata (2013/2014) sondaże dawały większość obecnej koalicji tylko przy wsparciu trzeciego koalicjanta – SLD. Lutowa średnia sondaży nie daje szans PIS na skonstruowanie większościowej koalicji z PSL. Jedynie wejście do parlamentu partii J. Korwin-Mikkego stwarzałoby PIS szansę na zdobycie w Sejmie większości rządowej.

Wnioski

Pogorszenie ocen pracy rządu czy spadek zaufania do czołowych polityków PO zaobserwowane po strajkach lekarzy i górników nie przełożyły się jak dotąd na notowania partii rządzącej. Platforma od pół roku wyprzedza PIS, a przeciętne poparcie dla PO w skali miesiąca – 39% – jest najlepszym sondażowym wynikiem od jesieni 2012 roku. Co więcej, uzyskana w lutym przewaga nad PIS – ok. 5 punktów procentowych – jest na tyle wyraźna, że nawet zakładając przeszacowanie PO i niedoszacowanie PIS w sondażach, można założyć że w lutym to Platforma cieszyła się większą sympatią ankietowanych Polaków. Czy partii E. Kopacz uda się utrzymać prowadzenie do październikowych wyborów parlamentarnych?

Na 2 tygodnie przed wyborami samorządowymi liderem rankingu partyjnego jest Platforma Obywatelska, która walczy o ósme z rzędu zwycięstwo. Partii rządzącej depcze jednak po piętach Prawo i Sprawiedliwość, które w sojuszu z Solidarną Polską i Polską Razem ma realną szansę przełamać złą passę i wygrać pierwsze od 2005 roku ogólnokrajowe wybory.

W powszechnym oczekiwaniu komentatorów wybór Tuska na „króla Europy”, jak nazwał go jeden z tabloidów, miał stać się przełomowym momentem w polskiej polityce, także w obszarze zachowań wyborczych. I rzeczywiście, już wrześniowe sondaże najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej – TNS Polska, CBOS, GFK Polonia, Millward Brown i IRBIS (dawniej Homo Homini) – wykazały wyraźny wzrost poparcia dla partii rządzącej oraz odzyskanie przez PO koszulki lidera, co nazwano „efektem Tuska”. Październikowe pomiary preferencji partyjnych pozwalają na wyciągnięcie wniosku o względnej trwałości sondażowego skoku PO oraz przeradzaniu się „efektu Tuska” w „efekt Kopacz”.

Duża dynamika zmian w sympatiach partyjnych Polaków w 2014 roku wyraźnie odbiega od obserwowanej w 2013 stagnacji. Gdy w maju 2013 roku PIS przejęło po raz pierwszy od wyborów parlamentarnych w 2011 roku prowadzenie w sondażach, zdołało utrzymać pozycję lidera już do końca 2013 roku. Tymczasem w 2014 mieliśmy do czynienia już z trzema „zwrotami akcji” w zachowaniach  politycznych Polaków. Wiosną na fali ukraińskiego kryzysu PIS utracił po niemal roku prowadzenie w sondażach, a PO minimalnie wygrała majowe eurowybory. „Efekt Ukrainy” okazał się jednak krótkotrwały, bo już w czerwcu gwałtowną zmianę wywołała „afera taśmowa”, która w letnich miesiącach wywindowała partię J. Kaczyńskiego w okolice 40% poparcia. I wreszcie ostatni zwrot – europejski awans Tuska oraz przejęcie steru rządów przez E. Kopacz – pomogły partii rządzącej po raz drugi w tym roku odzyskać zaufanie wyborców, co zaowocowało objęciem przez PO prowadzenia we wrześniowej i październikowej średniej sondaży.

1

Wybór Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej na tyle „zresetował” sondaże Platformy, że partia ta zanotowała w większości ośrodków demoskopijnych najlepsze od 2 lat rezultaty. Przeciętne poparcie dla PO we wrześniu i październiku (niemal 38% zdecydowanych wyborców) jest najlepszym wynikiem od listopada 2012 roku, gdy słupki partii rządzącej przebiły próg 40% po legendarnej publikacji „Trotyl na wraku Tupolewa”. Znaczenie zmiany na stanowisku premiera dla preferencji politycznych Polaków najłatwiej prześledzić w ramach tzw. średniej kroczącej, a więc średniej pomiarów głównych ośrodków badania opinii publicznej (TNS/CBOS/GFK/IBRIS/MB), uaktualnianej każdorazowo po publikacji wyników nowego sondażu.

2 W przeciągu 2 ostatnich miesięcy Platforma poprawiła swój wynik aż o 8 punktów procentowych (z 30% do 38%) – w tym czasie lista zjednoczeniowa PIS-SPZZ-PRJG utraciła przeciętnie 2 punkty proc. poparcia (z 37% do 35%). Spadek prawicowej koalicji jest więc niewielki, co świadczy o silnej – największej od ostatnich wyborów parlamentarnych – bipolaryzacji elektoratów PO i PIS. Obie partie zagospodarowały we wrześniu i październiku niemal 3/4 Polaków, którzy byli w stanie określić, na kogo chcą oddać swój głos. Platforma umocniła się głównie kosztem partii lewicowych, zwłaszcza Twojego Ruchu, ale także… Nowej Prawicy. Partia Korwin-Mikkego okres swojej największej świetności ma już chyba za sobą i w październiku spadła tam, gdzie przebywała przez ostatnie lata; pod 5% próg wyborczy.

3

Średnia 6 sondaży zrealizowanych w październiku (4 badania telefoniczne i 2 pomiary face-to-face) opiera się na łącznej próbie ponad 6 tys. Polaków. Przeciętny odsetek wyborców niezdecydowanych wyniósł 13,4% – po jego wyeliminowaniu PO uzyskuje 37,5%, a PIS-SPZZ-PRJG 35,2% głosów. Różnica PO-PIS wynosi więc tylko i aż 2 punkty procentowe. Tylko – bo przez wiele lat sondaże były wyjątkowo łaskawe dla Platformy, która potrafiła uzyskiwać nawet 20-punktowe prowadzenie nad największym rywalem. – bo w ciągu ostatniego 1,5 roku to PIS był zdecydowanym faworytem, który w swoich najlepszych miesiącach odnotowywał nawet 8-punktową przewagę nad PO.

Jeśli komuś wydaje się, że „efekt Tuska/Kopacz” nie niesie za sobą większych zmian w układzie partyjnym, powinien zerknąć do podziału mandatów sejmowych na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Niemal regułą stała się bowiem dotąd możliwość utworzenia większościowej koalicji przez zwycięski PIS z partią J. Piechocińskiego lub J. Korwin-Mikkego. Tymczasem średnia październikowych sondaży pozwala skonstruować tylko dwie koalicje sejmowe: PO-SLD (247 posłów) lub PO-SLD-PSL (280). Spadek Nowej Prawicy pod próg wyborczy znacznie więc komplikuje sytuację PIS, który w sojuszu z PSL dysponowałby ok. 200 mandatami.

Druga istotna nowość wynikająca z nowego rozdania politycznego to możliwość utworzenia rządu tylko przez PO-SLD: na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy nie zdarzyło się, by średnia sondaży dawała tym partiom szanse na sejmową większość bez udziału PSL. Co prawda kontynuacja obecnego wariantu – rządu PO-PSL – nie byłaby możliwa w świetle obecnych symulacji, jednak obu partiom (225 głosów) brakowałoby do upragnionej większości niewiele mandatów.

Zauważmy też że potencjalna koalicja PO-SLD-PSL (280 posłów) miałaby w tak ukształtowanym Sejmie większość do swobodnego odrzucania prezydenckiego weta (do czego potrzeba 3/5 głosów), jednak PIS nadal zachowałby możliwość blokowania działań trójkoalicji wymagających większości 2/3 głosów w Sejmie (zmiana konstytucji czy samorozwiązanie izby).

O ile wrześniowe sondaże i obserwowany w nich skok PO miały bezpośredni związek z wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, o tyle październikowe pomiary odzwierciedlają już stosunek wyborców do przejmowania przez Ewę Kopacz steru rządów. Reakcje Polaków na pierwsze tygodnie rządów nowej premier wydają się dość pozytywne, czego potwierdzenie znajdujemy nie tylko w sondażach preferencji partyjnych, ale także w rankingu zaufania do polityków CBOS (drugie miejsce Kopacz) czy w ocenie pracy nowego gabinetu (dobre noty w CBOS/TNS/IBRIS/MB).

Można więc powiedzieć, że Platforma po raz drugi w tym roku ma „farta” i poprawia swoje notowania tuż przed najważniejszym testem dla każdej partii: ogólnokrajowymi wyborami. Tak jak podczas eurowyborów, również 16 listopada PO ma szansę nieznacznie wyprzedzić PIS na poziomie sejmików wojewódzkich, a tym samym odnieść ósme z rzędu zwycięstwo. Stałoby się to po okresie długotrwałego prowadzenia PIS w sondażach – na przestrzeni ostatnich 18 miesięcy partia Kaczyńskiego była liderem rankingu partyjnego aż 14-krotnie, zaś Platforma tylko przez 4 miesiące. Być może więc prorocze okażą się słowa jednego z prawicowych publicystów, który z goryczą komentował wyniki eurowyborów: „Teraz PIS będzie wygrywał w sondażach, a PO w prawdziwych wyborach”.

Wygrana PIS w listopadowych wyborach jest tym bardziej „konieczna”, że na horyzoncie wiosenna elekcja prezydencka, w której niemal na pewno zwycięży były polityk PO. W takiej sytuacji PIS walczyłby jesienią 2015 o swoje pierwsze od 10 lat zwycięstwo i jednocześnie o uniknięcie dziesiątej (!) porażki z rzędu. Waga wyborów samorządowych jest tym większa, że partia Kaczyńskiego mierzy się tym razem ze stojącą „trzy poziomy niżej” Ewą Kopacz, a nie Donaldem Tuskiem. Ewentualna porażka PIS z lekceważoną liderką PO uruchomi w sposób naturalny pytania o zdolność tej partii do wygrania jakichkolwiek wyborów.

Wrześniowy sondaż telefoniczny TNS Polska dla telewizji publicznej wywołał sporą sensację z uwagi na bardzo duży wzrost poparcia dla partii rządzącej. Przyjrzyjmy się bliżej temu badaniu preferencji partyjnych Polaków.

W sondażu TNS Polska (zrealizowanym 4-5 września) prowadzenie przejęła Platforma Obywatelska (34 proc.), uzyskując najlepszy wynik w całym 2014 roku w badaniach dla telewizji publicznej i wyprzedzając aż o 6 punktów proc. PIS (28 proc.). Od poprzedniego pomiaru w czerwcu PO zyskała aż 10 punktów proc., co większość komentatorów uznała za premię dla partii rządzącej po wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej.

Zaprezentowane w TVP rezultaty sondażu TNS oparte były zarówno na spontanicznych odpowiedziach ankietowanych Polaków („na jaką partię Pan/i zagłosuje?”), jak i wspomaganych listą partii (w przypadku tych, którzy nie byli w stanie „spontanicznie” wymienić ulubionej partii, a deklarowali udział w wyborach). Udało mi się ustalić jak prezentowałby się sondaż, gdyby uwzględnić tylko respondentów zdolnych samodzielnie wskazać partię, na którą chcieliby oddać głos w wyborach. Różnice względem ostatecznej wersji przedstawionej w TVP są ciekawe i dają rzadką okazję, by zajrzeć do sondażowej kuchni.

Okazuje się, że Polacy mieli w trakcie tego sondażu ogromny problem ze wskazaniem partii, na którą chcą oddać głos. Z 1000 respondentów swój udział w wyborach zapowiedziało aż 759 osób, a wiec deklarowana frekwencja wyniosła 76%. Jednak wśród tych 3/4 Polaków deklarujących udział w głosowaniu tylko 440 osób było w stanie spontanicznie wskazać popieraną partię, a 319 ankietowanych udzieliło w pierwszym etapie ankiety odpowiedzi „nie wiem na kogo zagłosuję”.

c

Zdobywamy w ten sposób cenne informacje, które pozwalają podzielić ankietowanych Polaków na 3 grupy:

24% Polaków zadeklarowało kompletny brak zainteresowania udziałem w wyborach parlementarnych,

32% Polaków twierdziło, że weźmie udział w wyborach, ale nie potrafiło samodzielnie wskazać partii, na którą chciałoby oddać głos,

– 44% Polaków spełniało dwa warunki jednocześnie tj. deklarowało udział w wyborach i potrafiło samodzielnie wskazać popieraną partię.

Podział ten jest istotny, bo jak pokazuje doświadczenie minionych wyborów, realna frekwencja oscyluje właśnie wokół odsetka z ostatniej, najbardziej określonej politycznie grupy. A zatem gdyby wybory odbywały się na początku września, wzięłoby w nich udział ok. 44% uprawnionych (a nie 76% jak wynikałoby z ogółu deklaracji).

Gdybyśmy chcieli uściślić powyższy wykres i zaprezentować jakie partie wskazało te 44% Polaków, którzy byli w stanie podać je spontanicznie, wyglądałby on następująco:

A

Widzimy zatem, że z 1000 dobranych do sondażu Polaków chęć głosowania na PO zadeklarowało ok. 20%, a na PIS 14% – są to oczywiście odpowiedzi spontaniczne.

W drugim etapie ankiety, by zmniejszyć odsetek niezdecydowanych na kogo głosować, respondentom zaprezentowano listę partii, z której mogli wybrać ulubione ugrupowanie polityczne. Wówczas zaktualizowany wykres prezentuje się następująco:

B

Innymi słowy, na końcowym etapie realizacji sondażu pośród 1000 Polaków napotkać mogliśmy ok. 26% sympatyków PO i 21% PIS. Ponieważ w TVP zaprezentowano wyniki sondażu tylko pośród tych, którzy zadeklarowali udział w wyborach (76% ogółu), ostateczne przeprocentowanie dało PO 34%, PIS 28%, niezdecydowanym 16% i td.

I wreszcie na koniec najciekawsza kwestia: poparcie dla poszczególnych partii. Na „chłopski rozum” wydawać się może, że bez pomocy ankietera najlepiej poradzą sobie wyborcy PIS, którzy w mediach są określani jako najbardziej „zmobilizowani”. Okazuje się jednak, że – przynajmniej w tym sondażu – Platforma ma zdecydowaną przewagę nad PIS pośród „spontanicznych” odpowiedzi, przegrywa zaś wśród tych, którzy zadeklarowali udział w głosowaniu, ale potrzebowali pomocy ankietera do wskazania konkretnej partii.

1Po lewej stronie zaprezentowałem odpowiedzi z pierwszego etapu sondażu – tych ankietowanych, którzy zapowiedzieli swój udział w wyborach (przypomnijmy-to ok 76% uczestników sondażu). Te 3/4 Polaków podzieliło się więc na 58% które podało nazwę partii (tu prowadzi PO) i 42% które samodzielnie nie potrafiło tego zrobić.

W drugim etapie (srodkowy wykres) o preferencje zapytano tylko osoby, które chciały głosować, ale nie potrafiły spontanicznie wymienić nazwy partii (42% z 3/4 Polaków deklarujących udział w wyborach). I spośród tych 319 osób większość (prawie 200) wybrała ulubioną partię z listy – na tym etapie to PIS uzyskał więcej wskazań od PO.

Pamiętać należy, że pierwsza grupa „spontanicznych” była dwukrotnie liczniejsza od wskazań „wspomaganych”, stąd wyniki końcowe nie odbiegają od „spontanicznych” tak, jak mogłoby się wydawać po rezultatach procentowych „wspomaganych”. PO ma 7 punktów proc. przewagi nad PIS wśród „spontanicznych” (26% do 19%), PIS ma 3 punkty proc. przewagi nad PO wśród mniej licznych „wspomaganych” (22% do 19%), więc w ostatecznym rozrachunku zmniejsza to przewagę PO tylko o 1 punkt – z 7 do 6 punktów proc.

Zauważmy też, że pomoc ankietera pomaga „wydobyć” z niezdecydowanych nie tylko wyborców PIS, ale i SLD oraz PSL.  Z kolei tak jak PO traci na niej Nowa Prawica. Różnice mogą wydawać się niewielkie, ale dla ich uwypuklenia warto zerknąć jak wyglądałby wynik wyborów podany przez PKW w każdym z 3 wariantów:

– gdyby głosowali tylko wyborcy potrafiący wymienić samodzielnie popieraną partię (po lewej),

– gdyby głosowali tylko wyborcy którym przedstawiono listę partii do wyboru (środek),

– wreszcie gdyby obie grupy głosowały razem (po prawej).

2

Należy oczywiście być ostrożnym i unikać wyciągania jednoznacznych wniosków tylko na podstawie jednego, nawet najlepiej zrealizowanego sondażu. Wydaje się jednak, że na obecnym etapie różnica między PO a PIS przy urnach wyborczych może okazywać się korzystniejsza dla PO niż wskazywałyby na to same tylko sondaże (tak jak podczas majowych eurowyborów).

 

 

 

 

 

Letnie miesiące pozwoliły PIS ugruntować pozycję partii cieszącej się największym poparciem Polaków, ale awans Tuska do Brukseli może skutecznie pokrzyżować partii Kaczyńskiego plany zwycięstwa w jesiennych wyborach samorządowych.

Rok 2014 przyniósł dwa wyraźne zwroty akcji, które zaowocowały zmianą sondażowego lidera: kryzys na Ukrainie i aferę taśmową. Wiele wskazuje na to, że we wrześniu będziemy mieć do czynienia z trzecim punktem zwrotnym po wyborze polskiego premiera na szefa Rady Europejskiej. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej oczekują, że awans Tuska na „króla Europy”, jak nazwał go jeden z tabloidów, pomoże Platformie odrobić straty do Prawa i Sprawiedliwości, a być może nawet wysunąć się na pierwsze miejsce w rankingu partyjnym. I rzeczywiście, zrealizowane już po sobotnim szczycie UE badania opinii publicznej – Homo Homini dla „Super Expressu” oraz Millward Brown dla TVN24 – pokazują wzrost poparcia dla partii rządzącej odpowiednio o 3 i 5 punktów procentowych. W sondażu Millward Brown dwie największe partie niemal remisują (PIS 32%, PO 31%) i to mimo tego, że pytano w nim o poparcie dla wspólnej listy PIS-SPZZ-PRJG.

Jaki jest zatem punkt wyjścia do drugiego po Ukranie sondażowego odbicia PO?

1

Prawo i Sprawiedliwość zajmowało pierwsze miejsce w rankingu partyjnym od maja 2013 roku aż do marca 2014, a więc nieprzerwanie przez 10 miesięcy. Dopiero dramatyczne wydarzenia na Ukrainie – zajęcie przez Rosję Krymu w marcu, a co za tym idzie aktywność polskiego rządu i dyplomacji – znacząco poprawiły notowania PO i w kwietniu po niemal roku partia Tuska znów wyprzedziła PIS w miesięcznej średniej sondaży najważniejszych ośrodków badania opinii. Szczęśliwie dla PO poprawa notowań przeciągnęła się także na maj i przeciętne poparcie dla partii tuż przed elekcją do Parlamentu Europejskiego (25 maja) zwiastowało minimalną wygraną Platformy (0,2 pkt proc.: PO 32,7%, PIS 32,5%). I rzeczywiście, wybory europejskie wygrała PO (32,1%) różnicą 25 tys. głosów, a więc jej przewaga nad PIS (31,8%) wyniosła 0,3 pkt proc.  Zauważmy że po raz kolejny obliczana przez mnie arytmetyczna średnia trafnie przewidziała wynik głosowania, mimo że niektórzy komentatorzy krytykują taki sposób szacowania poparcia społecznego dla partii.

2

Niedługo po eurowyborach sceną polityczną wstrząsnęła jednak „afera taśmowa” i w rezultacie czerwiec przyniósł załamanie słupków Platformy. Po publikacji podsłuchów przez tygodnik „Wprost” liderem sondaży znów zostało PIS, a różnica między dwiema głównymi partiami wróciła do tej sprzed kryzysu ukraińskiego.

Lipiec to zwieńczenie procesu zjednoczenia prawicy, jak nazwano umowę o wspólnym starcie w wyborach PIS-SPZZ-PRJG. W rezultacie notowania PIS podskoczyły przeciętnie do 38%, a w kilku sondażach partia Kaczyńskiego zdobyła nawet 42-43% (o ironio, o przerażającej podobno perspektywie zdobycia przez PIS 43% głosów rozmawiali na ujawnionych przez „Wprost” taśmach politycy PO). Przewaga PIS nad PO sięgnęła w lipcu aż 8 pkt proc. i była największa w całym 2014 roku.

W sierpniu zauważalne było już słabnięcie „efektu taśm” i niewielka poprawa notowań PO przy jednoczesnym nieznacznym słabnięciu PIS. Tuż przed wyborem Tuska na „prezydenta Europy” średnia sondaży pokazywała zatem 6,5 pkt proc. przewagi PIS (37,2%) nad PO (30,7%) i to te „cyferki” będziemy przyjmować za punkt wyjścia przy analizie spodziewanego „efektu Tuska”.

Na marginesie boju PO-PIS odnotujmy także pewne zawirowania wśród mniejszych partii. Po kiepskim wyniku w eurowyborach SLD wzmocnił się w sondażach i w sierpniu mógł liczyć na ponad 12% głosów. Niebezpieczeństwo które czai się na horyzoncie polega jednak na tym, że część proeuropejskich wyborców może pod wpływem sukcesu Tuska przenieść swoje głosy na PO i SLD na wyborczej mecie znów zostanie na lodzie. Główny rywal Sojuszu na lewicy – Twój Ruch – przeżywa prawdziwe załamanie notowań, które oscylują wokół 2-3%. Jak się wydaje nadchodzące wybory samorządowe, trudne zwłaszcza dla mniejszych ugrupowań, nie pozwolą TR na poprawę sondaży i powrót nad próg wyborczy.

Wyraźną zadyszkę przeżywa obecnie partia J. Korwin-Mikkego, która po najlepszym w swoim historii wyniku (8% w lipcu) spadła w sierpniu do 6%, po części zapewne wskutek afery z pobiciem Michała Boniego przez lidera tej egzotycznej formacji. Również ostatni ranking zaufania do polityków CBOS przyniósł optymistyczne dane: Korwin jest już wiceliderem w kategorii polityków budzących nieufność Polaków i w 3 miesiące od eurowyborów osiągnął to, na co Palikot pracował całe 3 lata. Gratuluję i pozdrawiam z tego miejsca wszystkich gimnazjalistów – powodzenia w nowym roku szkolnym J

Reasumując, w 2014 roku notowania PIS zamykały się w przedziale 32-38% głosów, zaś PO 29-34%. Zauważmy więc, że to „widełki” PIS dają tej partii szanse na uzyskanie dobrego wyniku wyborczego, zwłaszcza po wchłonięciu partii Ziobry i Gowina. Najlepszy wynik Platformy w tym roku (kwiecień – 34%) jest niewiele tylko wyższy od najgorszego rezultatu PIS (32%) w obecnym roku. Jednocześnie szczęście sprzyjało dotąd raczej Platformie, która na skutek nieszczęśliwych wydarzeń na Ukrainie wygrała eurowybory. PIS w momencie głosowania do Parlamentu Europejskiego miał swoje najsłabsze sondaże w całym 2014 roku (32%) i podobny wynik otrzymał podczas głosowania powszechnego (31,8%).

Pytanie jak dymisja Tuska i jego przeprowadzka do Brukseli wpłynie na sondaże w nadchodzących miesiącach? Wydaje się że we wrześniu prawdopodobny jest remis PO-PIS, choć trudno może być partii rządzącej przedłużyć „efekt Tuska” aż do wyborów samorządowych w listopadzie. Cykl newsowy uległ przyspieszeniu i już wkrótce media zajmą się obsadą stanowisk w nowym rządzie i pierwszymi problemami, z którymi przyjdzie mu się zderzyć. Jeśli jednak Tusk intensywnie zaangażuje się w kampanię samorządową i na fali „prezydenta Europy” uda się Platformie zmobilizować swoich „miękkich” wyborców, partię Kaczyńskiego pech spotka już po raz drugi w 2014. Okazałoby się wówczas, że PIS na skutek wydarzeń międzynarodowych, które zmieniają bieg spraw krajowych (Ukraina + wybory szefa Rady Europejskiej), ma problemy z przełożeniem wielomiesięcznego, sondażowego poparcia na rzeczywiste głosy wyborcze i zaliczy ósmą w ciągu 8 lat porażkę.

 

Po miesiącu przerwy na szczyt politycznej listy przebojów powraca Prawo i Sprawiedliwość. Platforma, która w kwietniu przełamała 10-miesięczny okres prowadzenia PIS w sondażach i wysunęła się na czoło partyjnego peletonu, w maju znów krok za największym rywalem.

PIS utrzymywał się na szczycie rankingu partyjnego od maja 2013 do marca 2014 roku. Reakcja rządu D. Tuska na ukraiński kryzys znacząco poprawiła notowania PO, co pozwoliło tej partii w kwietniu na objęcie prowadzenia w średniej sondaży. Okazuje się jednak, że wzrost notowań Platformy miał charakter przejściowy. PIS znów miałby szansę wygrać wybory parlamentarne, gdyby te odbywały się w maju.

1

Mimo toczącej się kampanii do europarlamentu ośrodki badania opinii publicznej nie próżnowały i zrealizowały w maju ogółem 8 sondaży, które sprawdziły sympatie partyjne przed wyborami parlamentarnymi 2015 na łącznej próbie 8296 Polaków. Przeciętne poparcie dla PIS (33,5 proc.) było minimalnie wyższe niż dla PO (32,8 proc.), choć tylko jedna sondażownia pokazywała wygraną Platformy (tradycyjnie CBOS), a aż trzy wygraną PIS (TNS, GFK, HH).

2

Na wykresie widać wyraźnie „poukraiński” skok poparcia dla PO do 34 proc. w marcu i kwietniu, po długim okresie notowań w okolicy 30 proc. Jednak co ciekawe, kryzys za wschodnią granicą nie wywindował PO aż tak wysoko, by przebić notowania PIS z listopada-marca (ok. 35-36 proc.). Majowe słupki poparcia pokazują, że ukraińskie paliwo jest na wyczerpaniu – notowania PO lekko spadły, PIS wzrosły i w rezultacie partia J. Kaczyńskiego odzyskała prowadzenie, choć do dawnej 6-7 punktowej przewagi nad PO sporo brakuje. Ogółem od ubiegłego roku to już 11. miesiąc, gdy PIS jest liderem rankingu partyjnego przed wyborami do Sejmu.

3

Średnia majowych sondaży przeliczona na sejmowe mandaty przez dra Tomasza Jurkiewicza, statystyka z Uniwersytetu Gdańskiego, pokazuje że do zbudowania koalicji większościowej wystarczyłyby 2 partie: PO i SLD (razem 233 głosów). Jednak wypadnięcie z parlamentu Palikota oraz wejście Korwina ułatwiają znacząco skonstruowanie koalicji z udziałem zwycięskiego PIS, PSL i Nowej Prawicy (ogółem 226 posłów). Choć nadal brakowałoby kilku mandatów, uzyskanie takiej większości w toku kampanii jest bardzo prawdopodobne.

Można zapytać, jak prowadzenie PIS w średniej „sejmowych” sondaży ma się do niedawnego zwycięstwa PO w eurowyborach? Czy średnia „europejskich” sondaży trafnie pozwoliła przewidzieć zwycięzcę? Wiele osób powątpiewa, czy obliczanie średniej arytmetycznej z różnych sondaży ma w ogóle sens? Przyjrzyjmy się więc porównaniu ostatnich przedwyborczych badań preferencji partyjnych i wynikom wyborów podanym przez PKW:

POP

Średnia ostatnich sondaży przed eurowyborami przewidywała zwycięstwo PO przewagą 0,9 pkt proc. W rzeczywistości Platforma wyprzedziła PIS o 0,4 pkt proc., więc obliczana przeze mnie średnia poparcia dla partii sprawdziła się lepiej od pojedynczych sondaży. Zwróćmy też uwagę na dużą zbieżność sondażowej średniej do rzeczywistego wyniku w wyborach: w mojej średniej sondażowy wynik PIS różni się od wyborczego o 0,1 pkt proc, a PO o zaledwie o 0,5 pkt proc. Nie po raz pierwszy zatem średnia sondaży sprawdziła się jako narzędzie przewidywania wyniku wyborczego: (http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/2014/05/20/remis-ze-wskazaniem-na-po/ ) 

Pora na porównanie sondaży europejskich z sejmowymi. Publicystyczne przekonanie, że maraton wyborczy rozpoczął się od najkorzystniejszego dla PO głosowania do Parlamentu Europejskiego okazuje się słuszne.

5

Poparcie dla PO w sondażach sejmowych i przed eurowyborami jest niemal identyczne: 32,6 – 32,8 proc. Tymczasem PIS wyraźnie zyskuje, gdy Polaków pyta się o przyszłoroczne wybory parlamentarne: z europejskich 31,7 proc. do sejmowych 33,5 proc. Te 2 p.p. różnicy w poparciu dla PIS mogą wydawać się nieznaczące, pamiętać jednak musimy, że PO i PIS cieszą się obecnie podobną sympatią elektoratu i „każdy głos jest na wagę złota”. Innymi słowy, jeśli założyć że średnia sondaży po raz kolejny trafnie odzwierciedla rzeczywiste sympatie partyjne, to najważniejsze z wyborów do Sejmu i Senatu wygrałaby w maju partia J. Kaczyńskiego.

Powyższa analiza jest niezbędna, by uniknąć dysonansu między wynikami niedawnego głosowania powszechnego a sondażami poparcia dla partii przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Jak pokazują dziesiątki badań, wybory europejskie ze swej natury wzbudzają większe zainteresowanie elektoratu miejskiego, bardziej wykształconego i zamożnego, a więc Polaków, którzy stanowią zaplecze wyborcze PO. W tym przede wszystkim należy upatrywać przyczyn minimalnej wygranej Platformy w eurowyborach i spodziewanego w świetle sondaży zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w wyborach sejmowych.

 

Po raz pierwszy w historii Prawo i Sprawiedliwość wyprzedziło Platformę Obywatelską wśród najmłodszych Polaków. Poparcie wyborców w wieku 18-25 lat dla partii rządzącej gwałtownie się załamało.

Podczas wieczoru wyborczego chętnie komentowano dane z exit poll IPSOS o rekordowym poparciu najmłodszych wyborców dla Nowej Prawicy J. Korwin-Mikkego. Nieco mniej przebiła się informacja o tym, że Platforma Obywatelska zajęła w grupie wyborców 18-25 lat dopiero trzecie miejsce, dając się po raz pierwszy w historii wyprzedzić Prawu i Sprawiedliwości (dane z exit polls):

wykres

W wyborach parlamentarnych 2007 i europejskich 2009 PO cieszyła się poparciem ponad połowy najmłodszych Polaków (53-54%), którzy w tamtych latach chcieli „chować babci dowód”, by te nie głosowały na PIS. Pierwsze załamanie poparcia dla partii D. Tuska nastąpiło w wyborach sejmowych 2011, gdy PO straciła w tej grupie ponad 20 pkt proc. i zanotowała poparcie na poziomie 33%, co jednak nadal pozwoliło zachować jej pozycję lidera wśród najmłodszego elektoratu przed PIS i dobrym wynikiem Palikota.

Dopiero tegoroczne wybory europejskie przyniosły PO prawdziwą katastrofę: zaledwie 19% głosów najmłodszych Polaków wobec 53% przed pięcioma laty czyli spadek o… 34 punkty procentowe (!). Platforma spadła tym samym z pierwszego od razu na trzecie miejsce, dając się przegonić Nowej Prawicy i PIS. Co ciekawe, poparcie najmłodszych dla partii J. Kaczyńskiego na przestrzeni lat jest dużo bardziej stabilne i waha się ciągle w przedziale 21-24% głosów.

najmłodsi

O ile więc jeszcze w latach 2007-2009 najmłodsi wyborcy chętniej głosowali na PO niż starsi Polacy, o tyle w latach 2011-2014 poparcie dla partii D.Tuska było w grupie 18-25 lat znacząco niższe od zanotowanego wśród ogółu wyborców.

Dobrą informacją dla PO jest to, że najmłodsi wyborcy z lat 2007-2009 zachowują się wobec Platformy lojalnie. Po przejściu do grupy wiekowej 26-39 lat „lemingi” nadal chętnie głosują na PO – nie jest przypadkiem, że w tegorocznych eurowyborach partia D. Tuska zanotowała największą przewagę nad PIS właśnie wśród wyborców w wieku 26-39 lat. Warto zauważyć, że była to też jedyna kategoria wiekowa, w której PO zanotowała lepszy od PIS wynik (wśród 18-25, 40-59 oraz 60+ PIS wyprzedził PO).

Zła informacja jest z kolei taka, że w kolejnych wyborach Platforma nie ma już co liczyć na takie „przesunięcie wyborców” z młodszych do starszych kategorii wiekowych. Zmiana taka odbije się w dłuższej perspektywie niekorzystnie na szansach wyborczych PO, biorąc pod uwagę także przyzwoite wyniki PO wśród najstarszych wyborców (60+), którzy będą powoli acz nieuchronnie opuszczać ziemski padół.

Od czasu największych sukcesów PO wśród najmłodszego elektoratu w eurowyborach 2009, na rynku politycznym pojawiło się prawie 3 mln nowych wyborców, dla których wieloletni spór PO-PIS ma charakter muzealny. Niedoceniana na co dzień zmiana w strukturze wiekowej elektoratu będzie z upływem czasu coraz bardziej odbijać się na wynikach wyborów, choć efekt ten będzie tłumiony początkowo przez dużo niższą frekwencję w tej grupie elektoratu. Z tego punktu widzenia przejęcie przez PIS wyborców 40+, którzy dużo chętniej stawiają się przy urnach, jest dla PO dużo groźniejsze przed wyborami parlamentarnymi 2015 niż „fochy” najmłodszych. Jeśli jednak Platforma myśli długofalowo, to utrata wchodzących w dorosłe życie Polaków wywołuje silny niepokój w jej szeregach.

Czarny sen Platformy Obywatelskiej – po raz kolejny sondaże przeszacowują poparcie dla tej partii – wcale nie musi spełnić się w tegorocznych eurowyborach. Przy zaciętej rywalizacji między PO a PIS istnieje wiele przesłanek, które pozwalają postawić na partię D. Tuska (wyższa frekwencja w miastach, przewaga elektoratu PO wśród niezdecydowanych etc.). Niemniej porównanie ostatnich, opublikowanych przed ciszą wyborczą sondaży w czerwcu 2009 roku musi robić na politykach PO wrażenie. 

2009

Platforma była przeszacowana we wszystkich sondażach, przeciętnie o prawie 6 pkt proc. Poparcie dla PIS było z kolei niedoszacowane średnio o 3 pkt proc. Co ciekawe, sondaże w 2009 wyjątkowo trafnie przewidziały wyniki SLD, PSL oraz pozostałych partii. Największe peturbacje wystąpiły pomiędzy dwoma głównymi ugrupowaniami centroprawicy.

Jeśli wszystkie kwietniowe badania sympatii partyjnych Polaków potraktujemy jako jeden sondaż na ogromnej próbie, okaże się że na 3 tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego mamy do czynienia z idealnym remisem między PO i PIS.

Ogółem w mediach zaprezentowano w kwietniu rezultaty aż 15 sondaży preferencji partyjnych: 7 badających poparcie dla partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego i 8 przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu. Najaktywniejszy na tym polu był tradycyjnie Instytut Homo Homini (6 sondaży), TNS Polska (4) oraz CBOS (2). Po jednym sondażu zrealizowały GFK Polonia, Millward Brown oraz Estymator. W kwietniu przepytano o sympatie polityczne prawie 16 tys. Polaków, a uśrednienie wyników z tak pokaźnej próby pozwala dużo trafniej wnioskować o nastrojach wyborczych niż tylko na podstawie jednego, zwykłego sondażu zrealizowanego na klasycznej próbie 1 tys. obywateli.

Screenshot - 2014-05-04 , 18_35_32

Okazuje się, że jeśli sprowadzimy wszystkie kwietniowe sondaże do wspólnego mianownika (wykluczymy wyborców niezdecydowanych) to PO i PIS cieszą się identycznym poparciem 33,1% Polaków! Jest to o tyle ciekawe, że w żadnym z użytych do średniej 15 sondaży remis nie występuje :) Wprost przeciwnie – wyniki poparcia dla dwóch głównych partii są niewyobrażalnie rozstrzelone. Przykładowo, w sondażu europejskim CBOS partia Tuska wręcz miażdży PIS przewagą aż 10 pkt proc. Dla odmiany w zrealizowanych w identycznym okresie badaniach TNS i GFK, to partia Kaczyńskiego wygrywa wybory z wyraźną przewagą 5 pkt proc nad PO. Różnica między sondażowymi liderami sięga więc… 15 pkt proc. OFBORowy standard ;)

Dzisiejszy wpis należy oczywiście traktować jako ciekawostkę i „zabawę sondażami”, bo porównywanie sondaży sejmowych z europarlamentarnymi jest nieuprawnione z uwagi choćby na różną frekwencję deklarowaną przez ankietowanych (znacznie wyższa w sejmowych). Należy też pamiętać, że w tak obliczonej średniej firmy badawcze nie są traktowane jednakowo – nadreprezentacja sondaży HH i TNS może wypaczać ostateczny wynik każdej z partii. Stosunkowo jednak łatwo sobie z tym problemem możemy poradzić, przyjmując zasadę „1 ośrodek demoskopijny – 1 sondaż”. Wówczas za podstawę do obliczenia średniej służyć będzie nie liczba wszystkich 15 sondaży w kwietniu jak powyżej, lecz przeciętne poparcie dla partii w skali miesiąca zarejestrowane przez 6 głównych firm badawczych. Odpowiadać to będzie założeniu, że „każda z sześciu firm badawczych ma taką samą szansę na pomyłkę co do wyniku wyborów” ;)

Screenshot - 2014-05-04 , 19_22_13

Przy takim spojrzeniu remis przekształca się w minimalne prowadzenie PO 33,9% przed PIS 32,7%. Zauważmy przy tym kilka cech charakterystycznych naszych sondaży:

1. Sześć ośrodków demoskopijnych podzieło się na jednakowo liczne obozy:

– Homo Homini, TNS Polska, GFK Polonia pokazują zwycięstwo PIS,

– Estymator, Millward Brown i CBOS dowodzą zwycięstwa PO.

2. Poparcie dla PO jest porównywalne we wszystkich sondażach za wyjątkiem CBOS. O ile konkurencja projektuje 31-34% głosów dla partii Tuska, o tyle CBOS jako jedyny daje PO prawie 39%. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to 5 pozostałych firm badawczych trafniej przewiduje wynik PO niż sam jeden CBOS ;)

3. Poparcie dla PIS jest najbardziej rozstrzelone spośród wszystkich partii. Z jednej strony mamy CBOS, Estymator i Millward Brown gdzie partia Kaczyńskiego ma 29-31% głosów, z drugiej zaś strony TNS, GFK i Homo Homini gdzie PIS zbiera 34-38% głosów.

4. Tradycyjnie najlepszy swój rezultat SLD odnotowuje w sondażach Homo Homini, tym razem także w Estymatorze (po 14%). W kilku pracowniach partia ta ma tylko 8-9% poparcia.

5. We wszystkich sondażach PSL przekracza 5% próg wyborczy, nie powinno więc być żadnej niespodzianki także 25 maja.

6. Średnie poparcie dla partii Janusza Korwin-Mikke wyniosło w kwietniu dokładnie 5,0%, co daje Nowej Prawicy spore nadzieje na udział w podziale euromandatów.

7. Lekko pod wyborczym progiem plasuje się Twój Ruch (4,6%). Z uwagi na tradycyjne niedoszacowanie tej partii w sondażach CBOS istnieje spora szansa dla J. Palikota na przekroczenie progu.

8. Średnia sondaży nie daje zbyt wielkich szans na sforsowanie 5% progu trzem pozostałym formacjom prawicowym: Polska Razem 3%, Solidarna Polska 2% i Ruch Narodowy 1%.

 

 

 

Dokładnie za miesiąc, 25 maja, wybory do Parlamentu Europejskiego. To dobry moment, by zerknąć, jak o tej porze przed 5 laty wyglądały sympatie partyjne Polaków i jak rzeczywisty wynik wyborów odstawał od prezentowanych w mediach sondaży. Pozwoli to również na sformułowanie kilku wniosków o możliwym rozstrzygnięciu w tegorocznych eurowyborach.

Przed wyborami europejskimi w 2009 roku regularne badania preferencji partyjnych przeprowadzała większość firm badawczych, które znamy także z obecnej kampanii: CBOS, Homo Homini, GFK Polonia, TNS OBOP (obecnie TNS Polska) i SMG KRC (obecnie Millward Brown). W poniższej tabeli zestawiłem rezultaty sondaży przeprowadzonych przez najważniejsze ośrodki badawcze mniej więcej na miesiąc przed eurowyborami (7 czerwca 2009).

tabelken

Sondaże na miesiąc przed eurowyborami w 2009 roku zapowiadały miażdżące zwycięstwo Platformy Obywatelskiej, której średnia poparcia wynosiła aż 50%! Drugą w kolejności partię – Prawo i Sprawiedliwość – wybierało przeciętnie 24% wyborców. A zatem, projektowana na 30 dni przed głosowaniem przewaga partii Tuska nad partią Kaczyńskiego miała wynieść aż 26 punktów procentowych (najwięcej tradycyjnie w CBOS – 30 pkt proc. – co nie jest zaskoczeniem dla śledzących obecne, życzliwe dla PO wyniki tej pracowni). Co ważne, sondaże niewiele zmieniły się w przeciągu ostatniego miesiąca kampanii i ostatnie badania przed wyborami z początku czerwca pokazywały niemal identyczne wyniki jak powyżej i gigantyczną przewagę PO.

Rzeczywistość wyborcza 7 czerwca nie chciała być jednak tak łaskawa dla partii rządzącej. Platforma owszem, zdecydowanie wygrała, ale 44% głosów nijak nie pasowało do sondażowej średniej 50% (w niektórych badaniach, jak CBOS czy SMG KRC, poparcie dla PO wynosiło nawet 52-53%). PO była zatem przeciętnie o 6 pkt proc. przeszacowana w badaniach przedwyborczych, a PIS niedoszacowany o 3 pkt proc. (średnia sondaży 24%, wynik wyborów 27%). Tym samym projektowana różnica 26 pkt proc. między PO a PIS na mecie wyborczej okazała się różnicą „zaledwie” 17 pkt proc.

Zwróćmy uwagę, że również SLD oraz PSL wypadły ostatecznie w wyborach lepiej niż pokazywały to sondaże na miesiąc przed wyborami. Ciekawym z punktu widzenia obecnej kampanii przypadkiem jest Unia Polityki Realnej. Okazuje się że ówczesne sondaże niemal idealnie przewidziały wynik wyborczy partii Korwina-Mikke (wtedy 1,1%). Jeśli również obecne badania wiernie oddają poparcie dla jego formacji, może on z optymizmem wyczekiwać 25 maja i przekroczenia 5% progu wyborczego.

Jak wygląda porównanie sytuacji na miesiąc przed wyborami w 2009 roku i obecnie? Okazuje się, że sondażowe notowania PO są dziś aż o 18 punktów procentowych niższe (obecnie 32%, przed pięcioma laty 50%). W przypadku PIS możemy mówić o wzroście sondażowych słupków względem poprzednich eurowyborów o 8 punktów procentowych (z 24% do 32%).

Średnia kwietniowych badań wskazuje na remis między głównymi prawicowymi siłami: PO i PIS popiera po 32% Polaków chcących wziąć udział w głosowaniu 25 maja. Co ciekawe, wyniki SLD i PSL są niemal identyczne jak przed pięcioma laty.

sredniasondazy

Najważniejsze pytanie, jakie pojawia się w obecnej kampanii brzmi: czy w tym roku będziemy mieli do czynienia z sytuacją analogiczną jak w 2009? Innymi słowy, czy obecny sondażowy remis między PO-PIS oznacza rzeczywiście remis czy też po skorygowaniu o „błąd 2009” oznacza sporą przewagę PIS nad PO?  A może w tej kampanii sondaże niedoszacowują PO i zawyżają poparcie dla PIS?

Z jednej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę doświadczenia z kampanii 2009-2011 to założyć możemy, że sondażowy remis PO-PIS jest tak naprawdę przewagą PIS. Badania społeczne w Polsce na przestrzeni ostatniej dekady regularnie zawyżały poparcie dla PO i zaniżały dla PIS, a ekspertem w tej dziedzinie stał się CBOS.

 Z drugiej strony, to pierwsze od kilku lat wybory, które odbędą się w siódmym roku rządów Donalda Tuska. Jest możliwe, że część wyborców zmęczona PO nie przyznaje się do tej partii przed ankieterami, ucieka w „niezdecydowanych”, by ostatecznie stawić się 25 maja przy urnach i przechylić szalę zwycięstwa na korzyść PO. Część komentatorów wskazuje też na możliwość, że pierwszy raz to sondażowe wyniki PIS mogą być zawyżone, a partia ta dostanie ostatecznie mniej głosów w wyborach.

Wreszcie możliwym jest, że średnia sondaży wiernie oddaje rzeczywiste poparcie dla PO i PIS w społeczeństwie. Wówczas wyniki wyborów pokryją się z przeciętnymi notowaniami obu partii w głównych sondażowniach.

Opublikowany dziś sondaż Homo Homini dla RMF FM jest ostatnim przed Wielkanocą badaniem sympatii partyjnych Polaków. Tuż po świętach ukaże się jeszcze CBOS, który zapewne zamknie cykl sondaży europejskich w kwietniu. Po nim rozpocznie się ostatni, najintensywniejszy miesiąc kampanii, a co za tym idzie także badań elektoratu, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego 25 maja.

Instytut Homo Homini najdłużej ze wszystkich sondażowni – bo już od listopada – bada preferencje Polaków przed majowymi wyborami do europarlamentu. Regularne, comiesięczne pomiary pozwalają nam prześledzić trend dla każdej z partii w miarę rozwoju kampanii wyborczej. W ciągu ostatniego półrocza wyraźnie poprawiły się notowania dwóch głównych, prawicowych partii – PO i PIS. W listopadzie obie partie zbierały 44% głosów, a szczyt „poukraińskiej” polaryzacji PO-PIS przypadł na koniec marca. Kwiecień przyniósł pewne wyciszenie nastrojów i notowania obu partii zeszły poniżej 60%.

homini

Abstrahując od rezultatów poszczególnych partii (te są mocno zróżnicowane, w zależności od ośrodka badawczego), należy odnotować w kwietniu spory spadek deklarowanej frekwencji np. w najnowszym badaniu HH o 6 pkt proc (z 38% do 32%), a w niedawnym TNS aż o 7 pkt. Świadczy to o słabnięciu wzmożenia zaobserwowanego w marcu po zajęciu przez Rosję Krymu. Na fali „wojennych nastrojów” sondaże wyjątkowo zgodnie wychwyciły wyraźny wzrost postaw proeuropejskich czy pronatowskich. Obywatelska mobilizacja objawiła się tez wyraźnym skokiem deklarowanego przez Polaków uczestnictwa we wszelkiego rodzaju wyborach. W kwietniu nastroje wyraźnie ostygły, a frekwencja niemal powróciła do poziomu notowanego przed kryzysem krymskim. W rezultacie PIS uciekł Platformie zarówno w badaniu Homo Homini, jak i TNS Polska.

Screenshot - 2014-04-18 , 15_19_22

(średnia krocząca – publikacja kwietniowego badania CBOS planowana dopiero po Wielkanocy)

Wyniki poparcia dla partii są mocno rozstrzelone, ale średnia europejskich sondaży przed Wielkanocą pokazuje niemal idealny remis między PO i PIS. Słupki poparcia dla partii Tuska są do siebie podobne (31-34%), największy rozstrzał poparcia obserwujemy w przypadku PIS (29-39%).

Średnia eurosondaży przeliczona na mandaty w Parlamencie Europejskim: PO 19, PIS 19, SLD 6, PSL 4, EP-TR 3. 

Miesiąc przed eurowyborami sondażownie dzielą się na 2 wyraźne obozy: z jednej strony, TNS Polska i Homo Homini projektują zwycięstwo PIS, a z drugiej strony CBOS i Estymator pokazują przewagę PO. Weryfikacja pracy polskich ośrodków badania opinii publicznej już 25 maja.