Archiwa tagu: TR

Dokładnie za miesiąc, 25 maja, wybory do Parlamentu Europejskiego. To dobry moment, by zerknąć, jak o tej porze przed 5 laty wyglądały sympatie partyjne Polaków i jak rzeczywisty wynik wyborów odstawał od prezentowanych w mediach sondaży. Pozwoli to również na sformułowanie kilku wniosków o możliwym rozstrzygnięciu w tegorocznych eurowyborach.

Przed wyborami europejskimi w 2009 roku regularne badania preferencji partyjnych przeprowadzała większość firm badawczych, które znamy także z obecnej kampanii: CBOS, Homo Homini, GFK Polonia, TNS OBOP (obecnie TNS Polska) i SMG KRC (obecnie Millward Brown). W poniższej tabeli zestawiłem rezultaty sondaży przeprowadzonych przez najważniejsze ośrodki badawcze mniej więcej na miesiąc przed eurowyborami (7 czerwca 2009).

tabelken

Sondaże na miesiąc przed eurowyborami w 2009 roku zapowiadały miażdżące zwycięstwo Platformy Obywatelskiej, której średnia poparcia wynosiła aż 50%! Drugą w kolejności partię – Prawo i Sprawiedliwość – wybierało przeciętnie 24% wyborców. A zatem, projektowana na 30 dni przed głosowaniem przewaga partii Tuska nad partią Kaczyńskiego miała wynieść aż 26 punktów procentowych (najwięcej tradycyjnie w CBOS – 30 pkt proc. – co nie jest zaskoczeniem dla śledzących obecne, życzliwe dla PO wyniki tej pracowni). Co ważne, sondaże niewiele zmieniły się w przeciągu ostatniego miesiąca kampanii i ostatnie badania przed wyborami z początku czerwca pokazywały niemal identyczne wyniki jak powyżej i gigantyczną przewagę PO.

Rzeczywistość wyborcza 7 czerwca nie chciała być jednak tak łaskawa dla partii rządzącej. Platforma owszem, zdecydowanie wygrała, ale 44% głosów nijak nie pasowało do sondażowej średniej 50% (w niektórych badaniach, jak CBOS czy SMG KRC, poparcie dla PO wynosiło nawet 52-53%). PO była zatem przeciętnie o 6 pkt proc. przeszacowana w badaniach przedwyborczych, a PIS niedoszacowany o 3 pkt proc. (średnia sondaży 24%, wynik wyborów 27%). Tym samym projektowana różnica 26 pkt proc. między PO a PIS na mecie wyborczej okazała się różnicą „zaledwie” 17 pkt proc.

Zwróćmy uwagę, że również SLD oraz PSL wypadły ostatecznie w wyborach lepiej niż pokazywały to sondaże na miesiąc przed wyborami. Ciekawym z punktu widzenia obecnej kampanii przypadkiem jest Unia Polityki Realnej. Okazuje się że ówczesne sondaże niemal idealnie przewidziały wynik wyborczy partii Korwina-Mikke (wtedy 1,1%). Jeśli również obecne badania wiernie oddają poparcie dla jego formacji, może on z optymizmem wyczekiwać 25 maja i przekroczenia 5% progu wyborczego.

Jak wygląda porównanie sytuacji na miesiąc przed wyborami w 2009 roku i obecnie? Okazuje się, że sondażowe notowania PO są dziś aż o 18 punktów procentowych niższe (obecnie 32%, przed pięcioma laty 50%). W przypadku PIS możemy mówić o wzroście sondażowych słupków względem poprzednich eurowyborów o 8 punktów procentowych (z 24% do 32%).

Średnia kwietniowych badań wskazuje na remis między głównymi prawicowymi siłami: PO i PIS popiera po 32% Polaków chcących wziąć udział w głosowaniu 25 maja. Co ciekawe, wyniki SLD i PSL są niemal identyczne jak przed pięcioma laty.

sredniasondazy

Najważniejsze pytanie, jakie pojawia się w obecnej kampanii brzmi: czy w tym roku będziemy mieli do czynienia z sytuacją analogiczną jak w 2009? Innymi słowy, czy obecny sondażowy remis między PO-PIS oznacza rzeczywiście remis czy też po skorygowaniu o „błąd 2009” oznacza sporą przewagę PIS nad PO?  A może w tej kampanii sondaże niedoszacowują PO i zawyżają poparcie dla PIS?

Z jednej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę doświadczenia z kampanii 2009-2011 to założyć możemy, że sondażowy remis PO-PIS jest tak naprawdę przewagą PIS. Badania społeczne w Polsce na przestrzeni ostatniej dekady regularnie zawyżały poparcie dla PO i zaniżały dla PIS, a ekspertem w tej dziedzinie stał się CBOS.

 Z drugiej strony, to pierwsze od kilku lat wybory, które odbędą się w siódmym roku rządów Donalda Tuska. Jest możliwe, że część wyborców zmęczona PO nie przyznaje się do tej partii przed ankieterami, ucieka w „niezdecydowanych”, by ostatecznie stawić się 25 maja przy urnach i przechylić szalę zwycięstwa na korzyść PO. Część komentatorów wskazuje też na możliwość, że pierwszy raz to sondażowe wyniki PIS mogą być zawyżone, a partia ta dostanie ostatecznie mniej głosów w wyborach.

Wreszcie możliwym jest, że średnia sondaży wiernie oddaje rzeczywiste poparcie dla PO i PIS w społeczeństwie. Wówczas wyniki wyborów pokryją się z przeciętnymi notowaniami obu partii w głównych sondażowniach.

Na czele partyjnego peletonu niezmiennie od maja 2013 roku PIS z wyraźną, kilkupunktową przewagą nad PO. Względem poprzednich miesięcy słabnie SLD, poprawiają się nieco notowania Twojego Ruchu. Do Sejmu załapuje się rzutem na taśmę PSL. Pod progiem wyborczym mała sensacja: Kongres Nowej Prawicy nieznacznie wyprzedził w lutym pozostałe prawicowe partyjki (Polska Razem, Solidarna Polska). 

Zgodnie z tradycją najpierw zestawienie wszystkich lutowych sondaży, tak jak najczęściej są one prezentowane w mediach czyli z uwzględnieniem wyborców deklarujących udział w głosowaniu, ale niezdecydowanych na którą partię postawić. Ogółem w lutym pojawiło się 9 badań preferencji partyjnych: 4 Homo Homini (2 dla „Rzeczpospolitej, 2 dla Wirtualnej Polski), 2 TNS Polska (1 dla TVP i 1 badanie ankietowe bez zlecenia), 1 CBOS, 1 GFK Polonia oraz 1 sondaż Estymatora dla „Newsweeka”. Ten ostatni podano tylko w wersji „bez niezdecydowanych”, dlatego nie ma go w poniższej tabeli.

niezdecydowaniWyniki lutowych sondaży są jak zawsze w naszych realiach nieco „rozjechane”. Średnie poparcie dla PIS wyniosło 30% (tradycyjnie najmniej w CBOS – 26%, najwięcej w TNS – 33%), zaś dla PO przeciętna to prawie 24% (przedział 22-26%). Zauważmy przy okazji inne „prawidłowości” w polskich sondażach: podobnie jak przed wyborami 2011 tak i teraz swoje najlepsze rezultaty SLD odnotowuje w Homo Homini , zaś partia Palikota tradycyjnie najgorzej wypada w badaniach CBOS. Odsetek niezdecydowanych wyniósł niecałe 18% (niezmiennie największy w pracowni Mirosławy Grabowskiej).

W lutym jedynie Millward Brown spośród 6 głównych sondażowni nie przeprowadził żadnej ankiety sympatii partyjnych. Wyniki pozostałych ośrodków po wyeliminowaniu „niezdecydowanych” prezentują się następująco (HH i TNS zrealizowały więcej niż 1 sondaż w lutym, stąd w przypadku tych firm podano średnią z ich badań):

5 ośrodków

Po „przewalutowaniu” sondaży na czele oczywiście nadal PIS (36%) przed PO (30%). Do Sejmu wchodzą jeszcze SLD (12%), TR (6%) i PSL (5%). Zwróćmy uwagę na najlepszy od miesięcy wynik Kongresu Nowej Prawicy (4%). Kolejne sondaże pozwolą ocenić na ile jest to trwały wzrost.

mandaty

Jeśli średnią lutowych sondaży przeliczyć na mandaty sejmowe (za co dziękuję dr Tomszowi Jurkiewiczowi, statystykowi z Uniwersytetu Gdańskiego), wówczas widać jak niestabilny układ polityczny wyłoniłby się po wyborach. Z jednej strony, PIS (210 mandatów) ma spore szanse na koalicję większościową z PSL (19 posłów), zwłaszcza zakładając że ludowcy wypadną tradycyjnie nieco lepiej w wyborach niż pokazują to sondaże. Z drugiej strony, dalsze rządy PO są możliwe praktycznie tylko w wariancie trójkoalicji PO-SLD-PSL, ale uzyskana większość – 231 mandatów – jest minimalna i praktycznie wyklucza swobodne rządzenie. Z kolei powstanie czwórkoalicji PO-SLD-PSL-TR przerasta wyobraźnię nie tylko autora tego bloga 😉

półrocze

 W ostatnim półroczu sympatie polityczne Polaków pozostają względnie stabilne. Partia Kaczyńskiego nie potrafi przebić się przez „szklany sufit” poparcia, który jednak w porównaniu do wyników ostatnich wyborców przesunął się z 30% do 35-37% Polaków. PO utraciła prawie 1/4 sympatyków, ale dobra wiadomość dla tej partii jest taka, że dalszy ubytek wyborców został zahamowany i na przestrzeni ostatnich miesięcy może stale liczyć na 29-31% głosów. Stagnacja zapanowała również po lewej stronie sceny politycznej. SLD trwale wyprzedził partię Palikota, ale jego notowania wahają się w przedziale 12-14%. Grzebany przez wielu Twój Ruch może jednak nadal liczyć na 5-7% głosów, podobnie jak PSL.

Zauważmy, że od września 2013 roku przewaga PIS nad PO w średniej sondaży nie spadła dotąd poniżej 5 pkt proc., co pozwala z dużym prawdopodobieństwem założyć, że dziś wybory parlamentarne wygrałaby partia Kaczyńskiego. Nie oznacza to oczywiście, że wygraną w majowych eurowyborach PIS ma w kieszeni. Charakter tego głosowania (wyższa frekwencja w miastach), kształt list wyborczych (mocne jedynki PO), a także przebieg dopiero rozpoczynającej się kampanii (Ukraina) mogą przynieść korekty obecnych notowań. Także dotychczasowe sondaże przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wskazują na pewną specyfikę nadchodzącego głosowania (gorsze względem „sejmowych” wyniki PIS i PO, lepsze SLD, Palikota oraz prawicowego planktonu).

Wiele wskazuje na to, że eurowyścig może być bardziej wyrównany niż pokazują to teraz sejmowe sondaże, choć niewątpliwie to PIS startuje z pozycji lidera.

Już dawno nie opublikowano w ciągu jednego dnia aż trzech tak fatalnych dla PO sondaży. TNS Polska, GFK Polonia i Homo Homini nie pozostawiają partii D.Tuska żadnych złudzeń: wybory w lutym wygrałby PIS i to z olbrzymią przewagą nad PO.

W sondażu Homo Homini dla Wirtualnej Polski PIS zdobył 30% i prowadzi 7 pkt proc. nad PO (23%). SLD zdobył 12%, Twój Ruch 5%, PSL 4%, Kongres Nowej Prawicy 3%, Solidarna Polska 3%, a ranking zamyka Polska Razem 2%. 18% wyborców jest niezdecydowanych, na którą partię głosować.

W badaniu GFK Polonia przewaga partii J. Kaczyńskiego wynosi prawie 10 pkt proc.: PIS 40.4%, PO 30.6%. Pozostałe partie zdobyły następujące poparcie: SLD 10%, TR 7%, PSL 5%, KNP 3%, SP 1%, PRJG 1% (uwaga: wyniki zaprezentowano w mediach z wyłączeniem osób niezdecydowanych).

Najgorszy dla PO dzisiejszy sondaż jest autorstwa TNS Polska. Przypomnijmy, że to właśnie ta pracownia badawcza najtrafniej przewidziała wyniki wyborów parlamentarnych w 2011 roku. Strata PO do lidera wynosi tu aż 11 pkt proc. i jest to rekordowa przewaga PIS nad głównym rywalem zanotowana w wieloletniej historii badań ankietowych TNS (!). WynikI PIS i PO (33% i 22%) przekładają się na odpowiednio 40% i 27% wśród wyborców zdecydowanych, na kogo głosować. Tym samym PIS uzyskując 40% głosów pobił swój rekord z maja 2010 roku, gdy na fali posmoleńskiego współczucia partia J. Kaczyńskiego poszybowała w sondażu ankietowym TNS do 39%.

By móc porównać sondaż GFK Polonia (którego wyniki zaprezentowano z wyłączeniem wyborców niepewnych, na kogo oddadzą głos) z badaniami TNS i HH, musimy pozbyć się z dwóch ostatnich pomiarów „niezdecydowanych”.

1

Jeśli wybory parlamentarne odbywałyby się w lutym, to według 3 dzisiejszych sondaży bezapelacyjnym zwycięzcą byłoby Prawo i Sprawiedliwość (37-40%) z wprost miażdżącą przewagą nad Platformą Obywatelską (27-31%). SLD może być pewny trzeciego miejsca (10-15%), zaś wyraźnie odbicie przeżywa partia J. Palikota, którą popiera 6-7% Polaków. W Sejmie znalazłoby się jeszcze tylko PSL (5-6%).

Niezwykle ciekawe rzeczy dzieją się pod progiem wyborczym. Liderem prawicowego planktonu niespodziewanie staje się Kongres Nowej Prawicy J. Korwin-Mikke, który wyprzedza zarówno Solidarną Polskę jak i Polskę Razem. Luty był jednocześnie najgorszym w sondażach miesiącem dla partii J. Gowina od momentu powstania.

*** Na marginesie zauważmy, jak sondaż TNS (kolejny raz) szokująco różni się on od przeprowadzonego w podobnym terminie i podobną metodą wywiadu ankietowego badania CBOS. Obie firmy należą do renomowanej (?) Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku, ale porównując rezultaty obu firm ma się wrażenie, że badania realizowano w różnych krajach.

Wg CBOS w lutym w wyścigu partyjnym mieliśmy niemal remis (PIS 26%, PO 25%), a wg TNS miażdżące zwycięstwo odniósłby PIS 33% przed PO 22%. Przewaga partii J. Kaczyńskiego wynosi więc 1 pkt proc albo 11 pkt proc. Coś podobnego jest nie do wyobrażenia w żadnym cywilizowanym kraju. Niedawno zmuszona falą medialnej krytyki szefowa CBOS M. Grabowska przyznała, że w jej sondażach PIS jest niedoszacowany. Badania konkurencyjnego TNS pozwalają się zorientować w skali tego niedoszacowania.

2

Ponieważ tylko CBOS wskazuje na remis między PIS a PO, a sondaże pozostałych firm badawczych (Millward Brown, TNS Polska, Homo Homini, GFK Polonia) wskazują na bardzo dużą przewagę PIS, badania CBOS należy traktować z ogromnym dystansem. Wiem, hejtowanie CBOSu staje się już powoli nudne, ale skala różnic między CBOS a „resztą świata” jest wprost powalająca.

Na koniec przeliczenie 3 opublikowanych dziś sondaży na poselskie mandaty:

Mandaty

 

 

Linki do dzisiejszych sondaży:

GFK Polonia http://www.gfk.com/pl/news-and-events/press-room/press-releases/strony/zachowania-i-preferencje-wyborcze-polakow-w-lutym.aspx

TNS Polska http://www.polskatimes.pl/artykul/3338377,nowy-sondaz-tns-polska-pis-ma-jedenascie-punktow-przewagi-nad-po-tr-i-psl-na-progu,id,t.html

Homo Homini http://www.sondaz.wp.pl

Początek 2014 roku przyniósł spore zawirowania sondażowe w mediach. Po ośmiu miesiącach prowadzenia PIS oczekiwanie zmiany lidera i zwykłego „dziania się” stało się wśród wielu komentatorów powszechne, stąd narracja o zbliżaniu się notowań PO i PIS cieszyła się sporym wzięciem.

Kilka sondaży z początku roku rzeczywiście wskazywało na malejącą przewagę partii J. Kaczyńskiego. W badaniu dla „Rzeczpospolitej” różnica między głównymi partiami skurczyła się do 2 pkt proc., a sondaż dla TVP pokazywał 4-punktowy dystans PO do PIS. Prawdziwą sensacją stało się jednak zrealizowane dla „Newsweeka” badanie Estymatora, w którym Platforma pierwszy raz od wielu miesięcy minimalnie wyprzedziła PIS. Dziś wiemy już, że był to typowy outlier (obserwacja odstająca), a kolejne styczniowe sondaże nie potwierdziły zmiany lidera.

Ogółem w styczniu opublikowano w mediach wyniki 10 sondaży preferencji partyjnych Polaków:  8 badań uwzględniało niezdecydowanych (wyniki w poniższej tabeli), dwa kolejne – GFK Polonia i Estymator – podano z wyłączeniem wahających się na kogo głosować. Ogółem te 8 sondaży objęło 8313 osób, nieco ponad połowa z nich zadeklarowała udział w wyborach. Dzięki temu uzyskujemy olbrzymią próbę ok. 4500 respondentów netto, co pozwala precyzyjniej niż w pojedynczym sondażu, określić sympatie partyjne Polaków.

trup

W takim ujęciu liderem wszystkich sondaży było w styczniu Prawo i Sprawiedliwość z przeciętnym poparciem 29,5% elektoratu. Przewaga partii J. Kaczyńskiego nad drugą w kolejności Platformą Obywatelską (24,1%) wyniosła w tym wariancie 5 pkt proc. Odsetek wyborców niezdecydowanych, na jaką partię głosować, wynosił w styczniu przeciętnie 19%.

By móc porównać ze sobą powyższe sondaże z wynikami badań, które w styczniu podano bez niezdecydowanych (GFK / Estymator), musimy sprowadzić wszystkie pomiary do wspólnego mianownika tj. wyłączyć wahających się wyborców z podstawy procentowania i rozdzielić ich proporcjonalnie pomiędzy wszystkie partie.. Takie połączenie (10 styczniowych sondaży – 6 ośrodków badawczych) odpowiada próbie aż 10533 ankietowanych, a ponad 5,5 tys z nich odpowiedziało na pytanie o preferencję partyjną. Mając tak liczną próbę badawczą, możemy pokusić się o wyciągnięcie pewniejszych wniosków niż tylko na podstawie jednego, nawet najlepszego sondażu.

2

Z ogromnym prawdopodobieństwem – z uwagi na ponad 10 tys. próbę – możemy więc stwierdzić, że gdyby wybory odbywały się w styczniu, wygrałby je PIS (35,6%) ze sporą, 4-punktową przewagą nad PO (31,4%). SLD mógłby liczyć na ok. 13% głosów, zaś PSL na 7%. Niewiadomą pozostaje przekroczenie progu wyborczego przez Twój Ruch, który mógł w styczniu liczyć przeciętnie na 4,6% wyborców. Dużo mniejsze szanse na wejście do Sejmu miałaby formacja J. Gowina oraz J. Korwin-Mikke (po ok. 3%). Wyraźny kryzys, być może spowodowany seks-skandalem z posłem Szeligą w roli głównej, przeżywa w ostatnim czasie Solidarna Polska, która z poparciem nieprzekraczającym 2% nie znalazłaby się na Wiejskiej.

Ciekawe wnioski możemy wyciągnąć z porównania sondaży na przestrzeni ostatniego roku.

1. Zwraca uwagę nagły i trwały charakter sondażowej rewolucji, która dokonała się w maju 2013. Platforma pozostawała nieprzerwanie liderem sondaży od wyborów parlamentarnych w październiku 2011 i jeszcze w kwietniu 2013 PO odnotowała przeciętnie 3-punktowe prowadzenie. Nagle w maju koszulkę lidera przejął PIS, by przez kolejne 9 miesięcy utrzymywać bezpieczną przewagę nad głównym rywalem. Wygląda to więc  tak, jak gdyby w maju ubiegłego roku PO i PIS po prostu zamieniły się nie tylko miejscami w rankingu, ale wręcz procentowym poparciem. Pytanie jakie przyczyny złożyły się na „rewolucję majową”, pozostaje otwarte.

3

2. PIS jest liderem rankingu partyjnego już od 9 miesięcy. Niewielu jednak komentatorów zwróciło uwagę na fakt, że prowadzenie PIS w sondażach jest najdłuższe w historii tej partii, także jeśli weźmiemy pod uwagę burzliwy rok 2005. Wówczas Prawo i Sprawiedliwość zajmowało wiele razy 1. miejsce, jednak wyniki badań cechowała duża dynamika i częste zmiany na pozycji lidera. Obecne, nieprzerwane liderowanie PIS jest więc wydarzeniem wyjątkowym.

3. Mimo sporego zamieszania w styczniowych badaniach i formułowanej przez część komentatorów tezie o doganianiu PIS przez PO, średnia styczniowych pomiarów nie potwierdza żadnej gwałtownej zmiany. W pierwszym miesiącu roku obie partie dzieliły przeciętnie 4 pkt proc., w grudniu było to 5 pkt. Warto podkreślić, iż odkąd partia Kaczyńskiego przejęła prowadzenie w sondażach w maju 2013, przeciętna przewaga nad PO w skali miesiąca nie spadła dotąd nigdy poniżej 4 pkt proc., za to kilkukrotnie dochodziła do 7 pkt proc. (ostatnio w październiku i listopadzie).

4

4. Sondażowa średnia PIS z ostatnich miesięcy jest wyraźnie lepsza od wyborczego wyniku z 2011 (30%) i w tym sensie teorie o „szklanym suficie” są nieporozumieniem. Wyniki PIS z ostatnich miesięcy przypominają wynik J. Kaczyńskiego z I tury wyborów prezydenckich w 2010 (36%). Z drugiej jednak strony nie udało się dotąd PIS osiągnąć 40% poparcia – w przeciwieństwie do Platformy, która dwukrotnie w wyborach parlamentarnych  zdobyła tyle głosów (a w eurowyborach 2009 nawet 44%).

5. Rezultaty PO są wyraźnie słabsze niż w ostatnich wyborach, jednak oscylują cały czas wokół 30%. Utrata części elektoratu stała się faktem, choć pytanie czy taki poziom poparcia po 6 latach rządów uznać należy za porażkę czy raczej dowód uznania. Teorie o gwałtownym słabnięciu PO budowane są głównie w oparciu o sondaże, które uwzględniają niezdecydowanych, stąd publicystyczne tezy o „spadku do 20%”. Umiejętne odczytanie badań społecznych prowadzi do wniosku, że partia Tuska nadal cieszy się sympatią blisko 1/3 elektoratu.

6. Lewica tkwi w martwym punkcie i nie poszerza swojej bazy wyborczej. W ostatnich wyborach parlamentarnych Ruch Palikota i SLD zdobyły razem 18% głosów. W styczniowej średniej sondaży obie partie mogą liczyć na… 18%. Poza przejęciem prowadzenia przez partię Millera i marginalizacją Palikota nie wydarzyło się na lewicy nic wartego uwagi. 13% SLD to wynik o 5 pkt lepszy niż 2 lata temu, jednak zapowiadana przez lidera SLD „mijanka z PO” pozostaje w sferze political fiction.

7. Mimo znaczącego wsparcia niektórych mediów czy portali internetowych, widzących w Gowinie „jeźdźca sezonu politycznego”, los Polski Razem niewiele różni się od historii innych, planktonowych ugrupowań prawicowych. Po grudniowej fali sondaży, która formacji Gowina dawała 6-7% poparcia, styczeń przyniósł bolesną weryfikację marzeń o wejściu do poważnej polityki (średnio 2-3%).

8. Jeśli przeliczymy średnią 10 styczniowych sondaży na sejmowe mandaty okaże się, że PIS (206) nie był jeszcze nigdy tak blisko zdobycia większości w koalicji z PSL (23). Projektowane 229 mandatów PIS-PSL to tylko o 1 mandat mniej od koalicji PO-SLD. Można więc mówić o prawdziwym sejmowym pacie, który wyłoniłby się, gdyby wybory parlamentarne odbywały się dziś, a sondaże trafnie odzwierciedlały sympatie Polaków.

5

 

Efekt listopadowej rekonstrukcji rządu i w sondażach nie jest zapewne dla jego autora zadowalający. Dystans PO do PIS co prawda się zmniejszył, ale nie doszło do przejęcia przez stronnictwo Tuska prowadzenia. PO liczy zapewne, że poprawiające się notowania rządu czy oceny sytuacji gospodarczej przełożą się prędzej czy później na poparcie dla tej partii, co pomoże dogonić PIS. Partia Kaczyńskiego startuje jednak w zbliżających się eurowyborach z pozycji lidera i liczy, że nikt po wielomiesięcznym prowadzeniu nie odbierze jej zwycięstwa. Co prawda na korzyść Platformy przemawia m.in. wyraźnie wyższa w tych wyborach frekwencja w miastach niż na wsi, wątpliwe jednak by pozwoliło to na coś więcej niż „remis ze wskazaniem”. Obecnie jest jeszcze za wcześnie, by z całą pewnością przesądzać, czy 25 maja Platforma odniesie siódme zwycięstwo z rzędu czy też po raz pierwszy od 9 lat wygranym będzie PIS.

 

 

Nowy 2014 rok rozpoczyna kilkunastomiesięczny cykl wyborczy. W oczekiwaniu na pierwsze styczniowe badania sprawdźmy, jak zmieniały się sympatie polityczne Polaków od ostatnich wyborów parlamentarnych w 2011 roku.

Co miesiąc podsumowuję na blogu „Polska the Times” sondaże partyjne tzw. wielkiej czwórki czyli 4 najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej: TNS Polska, CBOS, Homo Homini i Millward Brown. Sprowadzam wszystkie wyniki do wspólnego mianownika tj. wyłączam niezdecydowanych z podstawy procentowania i obliczam średnią arytmetyczną dla każdej z partii. Część osób w komentarzach zarzuca, że taki sposób „uśredniania” sondaży nie oddaje skali rzeczywistych preferencji politycznych Polaków. Jednak prowadzone przeze mnie już niemal dekadę obliczenia potwierdzają, że średnia wszystkich sondaży zdecydowanie lepiej przewiduje wynik wyborów niż każdy sondaż z osobna. Dla przykładu, ostatnie opublikowane przed wyborami  2011 wyniki sondaży „wielkiej czwórki” i ich porównanie z rzeczywistymi rezultatami głosowania:

12345

Pisałem już wcześniej, że w polskich badaniach preferencji partyjnych kryje się paradoks. Wyniki badań poszczególnych ośrodków różnią się od siebie znacząco, a błędy sondażowni układają się nawet w pewien stały wzór (np. przeszacowanie poparcia dla PO w sondażach CBOS). Lecz mimo to wyciągnięcie średniej z tak niedoskonałych i „rozjechanych” sondaży całkiem trafnie pozwala oszacować sympatie partyjne Polaków. Tak właśnie było choćby przed wyborami 2011 roku, gdy średnia sondaży idealnie odzwierciedliła ostateczny wynik elekcji – lepiej niż każde z badań z osobna. Sprawdźmy więc jak ta średnia sondaży (TNS, CBOS, Homo Homini i Millward Brown) zmieniała się na przestrzeni ostatnich 2 lat po wyborach sejmowych:

0987

Końcówka 2011: Tradycyjnie po wyborach poparcie dla zwycięskiej partii szybuje w sondażach. Nie inaczej było po ostatniej elekcji parlamentarnej w październiku 2011. Platforma na fali powyborczego entuzjazmu notowała rekordowe wyniki, tak że 2011 rok zamykała z poparciem przeciętnie 45% Polaków. Przegrany PIS zjechał z wyborczych 30% do sondażowych 26,5% i w rezultacie 9-punktowa przewaga PO nad PIS w październikowych wyborach urosła aż do 18 punktów w grudniowych badaniach społecznych.

2012: Niezależnie od okresowych wahań Platforma utrzymywała bezpieczną przewagę nad partią Kaczyńskiego niemal przez cały 2012 rok. Dopiero jesień przyniosła chwilowe załamanie sondaży PO i kilka badań na lidera rankingu wskazało PIS. Sytuacja jednak szybko wróciła do „normy” po słynnej publikacji o trotylu red. Gmyza i gwałtownej reakcji prezesa Kaczyńskiego. W rezultacie średnia sondaży w grudniu 2012 wskazywała, że PO cieszy się poparciem 39% Polaków, zaś PIS – 29%. Sondażowe słupki po wybuchu trotylu odtworzyły więc niemal idealnie sytuację z wyborów 2011 roku. Na zapleczu dwóch głównych partii dokonały się małe przetasowania i na koniec 2012 roku swój wynik o 3 punkty poprawił SLD (11%), zaś 3 punkty stracił Palikot, zjeżdżając do przeciętnie 7%.

2013: Wiele wskazuje na to, że trotyl opóźnił o kilka miesięcy objęcie przez PIS trwałego prowadzenia w sondażach. Prawdziwą sondażową rewolucję przyniósł więc dopiero 2013 rok i począwszy od maja pierwsze miejsce w sondażach objęła partia Kaczyńskiego. W swoich najlepszych miesiącach (sierpień-październik) partię tę popierało przeciętnie 35-37% zdecydowanych wyborców. Końcówka roku przyniosła PIS zadyszkę i utratę 2-3 pkt proc. na rzecz Gowina. W rezultacie partia Kaczyńskiego zakończyła 2013 rok ze średnim wynikiem na poziomie ok 34% zdecydowanych wyborców. Zauważmy jednak, że obecna średnia PIS to nadal lepszy wynik niż 30% w wyborach 2011. Przeczy to powtarzanej do znudzenia tezie o „szklanym suficie” poparcia nad PIS. Oczywiście osobną kwestią pozostaje, na ile lepsze wyniki PIS wyrażane w procentach są związane z realnym przyrostem poparcia dla tej partii w liczbach bezwzględnych, a na ile to skutek sondażowego spadku frekwencji i ucieczki części wyborców PO do kategorii „niezdecydowanych”.

O ile wzrost PIS może wydawać się niespecjalnie imponujący, o tyle zjazd PO robi już spore wrażenie. W grudniu partia Tuska cieszyła się poparciem przeciętnie 30% zdecydowanych wyborców – a więc blisko 1/4 mniej niż w wyborach parlamentarnych 2011. Przewaga PO nad PIS rzędu 17 pkt proc. w eurowyborach’09 czy też w sondażach w końcówce 2011 roku, zmieniła się obecnie w 4-5 punktowe prowadzenie PIS nad PO. Choć „gołe” wyniki PO prezentowane w sondażach z uwzględnieniem niezdecydowanych ocierają się czasem o 20%, to musimy pamiętać że wybory wykluczają sondażową odpowiedź „nie wiem” i realne poparcie dla PO wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować, nadal jest bliższe 30 niż 20%.

Zmiana sondażowego lidera na PIS i duży spadek PO to bodaj najważniejsze polityczne wydarzenie minionego roku. Jednak także w przypadku pozostałych partii zapanował „ruch w interesie”. Palikot zakończył 2013 rok z poparciem ok 5% zdecydowanych wyborców, a więc w ciągu 2 powyborczych lat utracił połowę swojego elektoratu. Co Palikot stracił, zyskał Miller. SLD poprawił swój wynik z 8% w wyborach 2011 do 13% obecnie. Zauważmy jednak, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zysk SLD wyniósł ledwie 2 punkty procentowe (z 11 do 13%), co przeczy publicystycznej tezie o nagłym i gwałtownym umacnianiu się partii Millera. SLD jest wyraźnie silniejszy niż 2 lata temu, lecz daleko mu do wymarzonych przez szefa tej partii 20% czy tym bardziej „mijanki z PO”.

Trzecią zmianą, która wyraźnie rzuca się w oczy jest znaczący wzrost poparcia dla partii spoza sejmowej piątki ugrupowań. W wyborach 2011 roku partie, które nie weszły do parlamentu zdobyły razem ledwie 4% głosów. Rok później w sondażach osiągały już 6%, a prawdziwy skok przyniósł grudzień 2013 roku – przeciętnie aż 12% Polaków wskazywało w ankietach na pozasejmowe ugrupowania. Jest to oczywiście w sporej mierze skutek pojawienia się partii Jarosława Gowina, która w pierwszych, grudniowych badaniach zdobywała nawet 6-7% głosów, ale także stabilnego poparcia dla pozostałych, prawicowych „kanapówek” jak Solidarna Polska czy Kongres Nowej Prawicy.

25 maja 2014 roku realny sprawdzian dla każdej z partii, ale także dla wszystkich ośrodków badania opinii publicznej: wybory do Parlamentu Europejskiego. PIS od 8 miesięcy jest liderem sondaży z poparciem przynajmniej 1/3 elektoratu i rozpoczyna wyborczy rok z kilkupunktowym prowadzeniem nad PO. Partia ta ma realną szansę wygrać pierwsze wybory ogólnokrajowe od prawie 9 lat (!) i przy okazji poprawić wynik z eurowyborów 2009 (27%) czy wyborów sejmowych 2011 (30%).

Szanse na zwycięstwo ma nadal oscylująca wokół 30% zdecydowanych wyborców Platforma, choć w przypadku tej partii raczej nie ma mowy o powtórce z eurowyborów 2009 (44%) czy nawet 2011 (39%). W optymistycznym scenariuszu PO ma szansę nawiązać z PIS równorzędną walkę o 1. miejsce, choć ewentualna wygrana będzie zapewne przypominać „remis ze wskazaniem” niż nokaut z poprzednich wyborów.  W tle zaś najważniejszego pojedynku PO-PIS toczyć się będzie batalia o przyzwoity wynik SLD w okolicach 15-17% głosów, a także walka o przekroczenie 5% progu przez Palikota i Gowina.

Zima w grudniu nas nie rozpieszcza, czego na szczęście nie można powiedzieć o sondażowniach. Oprócz tradycyjnych badań „wielkiej czwórki” (TNS Polska, CBOS, Millward Brown i Homo Homini) w tym miesiącu opublikowano w mediach sondaże dwóch firm, które przeprowadzały ankiety przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2011: GFK Polonia i Estymator. Sprawdzalność sondaży tych firm na tle konkurencji nie była jednak specjalnie imponująca (stąd po wyborach np. „Rzepa” zrezygnowała z usług GFK 😉 ).

Preferencje partyjne wśród wyborców, którzy w grudniu deklarowali swój udział w głosowaniu (niezależnie od tego, czy potrafili wskazać konkretną partię) prezentuje poniższa tabela. W tej grupie przeciętne poparcie dla PIS wyniosło 28%, a dla PO 24%, co oznacza 4-punktowe prowadzenie partii J. Kaczyńskiego. Na trzecim miejscu w zestawieniu znajdują się wyborcy niezdecydowani, na jaką partię głosować (średnio 18%). SLD cieszył się uznaniem przeciętnie 11% elektoratu, a PSL i TR zebrały po 5%.

1

Najważniejsze pytanie, na które miały odpowiedzieć grudniowe sondaże to wpływ rekonstrukcji rządu D. Tuska na sympatie polityczne Polaków. Jeśli uznamy, że miarą takiego wpływu powinien być wzrost notowań PO to tylko w jednym sondażu wzrost ten był zauważalny – w Homo Homini Platforma poprawiła swój wynik o 4 pkt proc. Pozostałe badania przyniosły nieistotne wahania rzędu 1-2 pkt proc.

Jeśli z kolei będziemy chcieli zmierzyć siłę wpływu rekonstrukcji za pomocą dystansu dzielącego PO i PIS to takiego wpływu w umiarkowanym zakresie się dopatrzymy. Przewaga PIS nad PO zmalała z przeciętnie 7 pkt proc w listopadzie do 4,5 pkt w grudniu. Można postawić tezę, że póki co efekt rekonstrukcji w sondażach jest widoczny i wyniósł w grudniu ok 2,5 punkta procentowego, choć bardziej niż ze wzrostami PO wiązał się ze spadkiem notowań PIS.

22222

Na moim blogu tradycyjnie od kilku miesięcy prezentuję wyniki sondaży po wyłączeniu niezdecydowanych z podstawy procentowania (=suma poparcia dla wszystkich partii to 100%, tak jak w oficjalnych wynikach wyborów podawanych przez PKW, gdzie „niezdecydowani” nie występują) i taki sposób porównywania poparcia dla partii oraz pracy ośrodków badawczych zdecydowanie preferuję. Poniżej zestawiam wyniki sondaży „wielkiej czwórki” TNS, CBOS, MB i HH + 2 badania Estymatora i GFK Polonia (które podały wyniki swoich sondaży od razu „bez niezdecydowanych” i dlatego w poprzedniej tabeli się nie znalazły).

gr

Jeśli wybory odbywałyby się w grudniu, wygrałoby je Prawo i Sprawiedliwość z poparciem średnio 35% Polaków (+5 pkt proc. względem wyborów 2011). Drugie miejsce zajęłaby Platforma Obywatelska (30%), która straciła od ostatnich wyborów aż 9 pkt proc. poparcia (tj. prawie 1/4 wyborców). Na trzecim miejscu znalazłby się Sojusz Lewicy Demokratycznej z przeciętnie 13% poparciem (wzrost o 5 pkt proc. od wyborów 2011), a dalej Polskie Stronnictwo Ludowe 6% (-2 pkt proc.) i Twój Ruch 5% (- 5 pkt proc.), który w ciągu ostatnich 2 lat stracił najwięcej, bo aż połowę wyborców.

Szefowa CBOS przyznała niedawno, że rezultaty PIS w jej sondażach mogą być niedoszacowane. Nie jest więc zaskoczeniem, że także w grudniu partia Tuska jest najbliżej PIS w CBOS – jest to jedyny sondaż, w którym obie partie remisują. W pozostałych badaniach prowadzi PIS, a jego przewaga wynosi od 4 pkt proc. (Estymator) do 8 pkt proc. (Homo Homini). Przeciętnie PIS ma w grudniu 5 pkt przewagi nad PO wśród wyborców zdecydowanych na jaką partię głosować.

8888888888888888888

35% głosów PIS przekłada się na 203 mandaty poselskie. Razem z 20 posłami PSL daje to 223 miejsc w Sejmie. Podobnie jak w poprzednich miesiącach hipotetycznej koalicji PIS-PSL brakuje do rządowej większości kilku posłów. Warto podkreślić, że od przejęcia w maju przez PIS prowadzenia w sondażach nie było jak dotąd miesiąca, w którym taka potencjalna koalicja PIS-PSL miała sejmową większość w oparciu o średnią sondaży. Koalicję zwycięskiego PIS z pozostałymi partiami (PO, SLD, TR) uważa się za wykluczoną, stąd jedyną możliwością sformowania koalicji w grudniu był alians PO z SLD (233 mandaty).

Zwykły „konsument sondaży” bombardowany jest w ciągu miesiąca wynikami sondaży, które z jego punktu widzenia różnią się w sposób drastyczny i wywołujący poczucie chaosu. Jeśli jednak, po pierwsze, sprowadzimy wszystkie sondaże do wspólnego mianownika (wyborcy zdecydowani na jaką partię głosować), a po drugie, spojrzymy na preferencje partyjne z kilkumiesięcznego dystansu to zauważymy, że paradoksalnie niewiele się przez ostatnie pół roku zmieniło!

uuuuuu

Przeciętne poparcie dla partii politycznych wśród wyborców zdecydowanych na kogo głosować

PIS w obliczanej przez mnie średniej sondaży popiera stale 35-37% elektoratu. Prowadzenie partii J. Kaczyńskiego w sondażach od maja bieżącego roku jest bezsporne, a przewaga nad głównym rywalem na przestrzeni tych 8 miesięcy bezpieczna, bo 5-7 punktowa. PO popiera od kilku miesięcy 29-30% zdecydowanych jak głosować wyborców. Dystans między PO a PIS zmalał z 7 pkt w listopadzie do 5 pkt w grudniu, co potwierdza tezę, że efekt rekonstrukcji – jak do tej pory – w bardzo ograniczonym zakresie wpłynął na sondaże.

Trzecie miejsce zajmuje od mieięcy SLD z niewielkimi wahaniami w przedziale 11-14% Polaków. Platformę nadal popiera dwukrotnie więcej wyborców niż partię Millera, nie znajduje więc potwierdzenia publicystyczna teza o rzekomym spadku PO „poniżej 20%” i „mijance”, która ma rychło czekać te dwie partie. Do Sejmu wchodzą także PSL i Twój Ruch z przeciętnie 5-7% poparciem w ostatnim półroczu.

Nowej formacji Gowina poświęciłem dwa poprzednie wpisy. Tu przypomnę tylko, że do tej pory o poparcie dla tej inicjatywy zapytały 3 sondażownie: Millward Brown – 6%, Estymator – 7% oraz Homo Homini – 4%. Polska Razem pojawi się w styczniowych badaniach ankietowych TNS + CBOS i wtedy też uwzględnię ją w mojej średniej sondaży.

Sensacyjny sondaż Homo Homini dla tygodnika „Do Rzeczy” przynosi zaskakująco zaciętą rywalizację o zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego za pół roku. Na czele peletonu Prawo i Sprawiedliwość (23%), druga jest Platforma Obywatelska (21%), tuż za nią – co jest największym zaskoczeniem – Sojusz Lewicy Demokratycznej (20%). Wszystkie trzy partie dzieli różnica mniejsza od błędu pomiaru.

Do wyborów europejskich 25 maja 2014 roku pozostało zaledwie 6 miesięcy. Dziwić więc może, że do tej pory nie doczekaliśmy się zbyt wielu badań opinii publicznej, które pokazują europreferencje Polaków. Dzisiejsze badanie Homo Homini to zaledwie czwarty tego typu sondaż w bieżącym roku  – trzy poprzednie (HH / TNS Polska / SMG KRC) zrealizowano w marcu, jeszcze przed wiosenną zmianą sondażowego lidera na PIS. Pozostaje mieć nadzieje, że po okresie świąteczno-noworocznym ruszą regularne, comiesięczne badania europreferencji.

pop

Porównując dzisiejszy, listopadowy sondaż Homo Homini do swego poprzednika z marca zauważmy, że wynik PIS i PSL nie uległ żadnej zmianie. Największe zawirowania powstały na osi PO-SLD-Palikot. Jeszcze w marcu powołana przez A. Kwaśniewskiego, M. Siwca i J. Palikota inicjatywa „Europa Plus” cieszyła się 14% poparciem (w sondażu SMG KRC nawet 17%) i wyprzedzała SLD (12%). W listopadzie Homo Homini nie pytał już ankietowanych o „Europę Plus”, uznając – nie wiadomo na ile słusznie – że inicjatywa jest martwa. W jej miejsce pojawiło się pytanie o Twój Ruch J. Palikota, który zdobył ledwie 4% głosów. I to jest zapewne najważniejsza przyczyna tak dobrego wyniku SLD.

Zauważmy też dwie kolejne sprawy: po pierwsze, łączne poparcie dla Europy Plus i SLD w marcu (14+12=26%) jest niemal identyczne jak listopadowy wynik Twojego Ruchu i SLD (4+20=24%). Po drugie zaś, między marcem a listopadem liczba osób niezdecydowanych wzrosła ponad dwukrotnie (z 9 do 19%). Zmiana poparcia w listopadowym badaniu (PO -8 pkt, SLD +8 pkt) mogłaby sugerować, że partie „wymieniły się” wyborcami. Jednak zdaniem szefa Instytutu Homo Homini M. Dumy może to wskazywać na to, że SLD poprawił swój wynik głównie kosztem inicjatywy „Europa Plus”, zaś wyborcy Platformy zasilili przede wszystkim grono osób niezdecydowanych.

Jest to o tyle bardziej prawdopodobne, że wyniki PIS i PSL, a także deklarowana frekwencja (24%) nie zmieniły się między marcem a listopadem. Należy podkreślić, że niska frekwencja i specyficzny, „niekrajowy” charakter wyborów mogą wpływać na uzyskane wyniki poparcia dla partii. Nie przesądzając, czy poparcie dla SLD na poziomie 20% jest w przyszłorocznych eurowyborach realne, zauważmy że wyniki sondaży „europejskich” różnią się od „krajowych” nie tylko w Polsce. Dla przykładu, ostatni sondaż „krajowy” w Wielkiej Brytanii daje prowadzenie Partii Pracy (40%) przed Partią Konserwatywną (33%) i UKIP (11%). Przeprowadzony w podobnym czasie sondaż „europejski” pokazuje, ze Partia Pracy może w tych wyborach liczyć na 35%, konserwatyści już tylko na 21%, a eurosceptycy z UKIP na dwukrotnie lepszy rezultat (22%) niż w wyborach krajowych.

Na polskim podwórku również możemy liczyć się z odmiennymi strategiami wyborców w wyborach do Parlamentu Europejskiego niż w głosowaniu krajowym.  Przykładowo można sobie wyobrazić, że część „wkurzonych” wyborców Platformy zechce pokazać partii środkowy palec, nie idąc na wybory lub wspierając SLD, co nie będzie grozić powrotem strasznego Kaczora jak w przypadku wyborów sejmowych. Może to deformować obraz poparcia partyjnego znany nam ze zwykłych, „krajowych” sondaży, w których to PO i PIS walczą o prowadzenie, a SLD jest daleko w tyle.

W komentarzach do sondażu Homo Homini pojawiły się opinie, że instytut ten nie przewiduje trafnie wyników wyborów. O ile w przypadku wyborów parlamentarnych 2011 faktycznie możemy mówić o sporej wpadce Homo Homini, zarówno w przypadku ostatniego sondażu przedwyborczego jak i realizowanego w dniu głosowania exit poll, o tyle by być sprawiedliwym należy przypomnieć, że to właśnie sondaż Homo Homini najtrafniej przewidział wynik eurowyborów w 2009 roku, a opublikowany dziś sondaż dotyczy przecież wyborów europejskich. By nie być gołosłownym, poniżej w tabeli ranking firm badawczych w wyborach do Parlamentu Europejskiego prawie 5 lat temu.

3

Reasumując, również ostatnie krajowe sondaże potwierdzają, że SLD zyskuje poparcie (w listopadzie przeciętnie 15% wyborców zdecydowanych), a swoje najlepsze wyniki uzyskuje faktycznie w badaniach Homo Homini. W tym sensie nie należy się spodziewać, że ewentualne kolejne eurosondaże MillwardBrown czy TNS Polska przyniosą równie świetny wynik partii L. Millera. Konkluzja jednak będzie zapewne podobna: Platforma nie ma co liczyć na powtórkę rewelacyjnego wyniku z eurowyborów 2009 roku (44,4%!) i nawet jeśli nie musi martwić się o 2. pozycję na mecie, to rozegra zapewne zaciętą walkę o wynik w przedziale 20-30%. PO wprowadziła do Parlamentu Europejskiego przed 4 laty aż 25 deputowanych. Dzisiejszy sondaż daje jej nadzieje na 12 mandatów. I to zapewne jest dla europosłów PO prawdziwym powodem do zmartwień.

Opublikowane dziś ankietowe badanie TNS Polska to trzeci z pięciu głównych, comiesięcznych sondaży, które są podstawą obliczanej przeze mnie średniej poparcia dla partii. W oczekiwaniu na telefoniczne badanie TNS dla telewizji publicznej i sondaż MillwardBrown dla TVN/RMF można już wyciągnąć wstępne wnioski o sondażowej sytuacji PO w przededniu zapowiedzianej rekonstrukcji rządu D. Tuska.

W polityce wyjątkowo gorący okres za sprawą projektowanych zmian w rządzie. Na dziennikarskiej giełdzie fruwają codziennie nazwiska nowych ministrów, jednak trudno podejrzewać, by „zwykły Polak” przywiązywał do tej gorączki specjalną uwagę. Z tego punktu widzenia tym trudniej wyjaśnić ostatnie sondażowe zawirowania. Dla przypomnienia, w październiku po kilku miesiącach odstawania od konkurencji CBOS postanowił urealnić wyniki swojego rankingu partyjnego i wreszcie liderem został PIS. Radość z wyjątkowo podobnych do siebie (jak na polskie realia) sondaży nie trwała jednak długo, bo wszystkich pod koniec miesiąca zszokował TNS Polska ze swoim kultowym już badaniem dla TVP, w którym Platforma wróciła na prowadzenie i to od razu z prawie 10-punktową przewagą nad PIS.

Początek listopada przyniósł kolejną odsłonę sondażowej konfuzji. W badaniu CBOS sytuacja niemal wróciła do „normy” (dla tej pracowni oznacza to: niedoszacowanie poparcia dla PIS i Palikota, przeszacowanie poparcia dla aktualnie rządzącej partii + gigantyczny na tle konkurencji odsetek niezdecydowanych) i przewaga PIS nad PO skurczyła się do symbolicznego 1 pkt proc. Nic to, że w tym samym czasie różnica ta wynosi 8 pkt proc. w TNS i 11 pkt proc. w Homo Homini. Ot codzienność polskiej branży badawczej, a dyżurni socjolodzy szybko wyjaśnią różnice w mediach „marginesem błędu”. Sama szefowa CBOS przebąkiwała po fali krytyki tu i ówdzie, że musi się przyjrzeć swoim badaniom, przyznając że metoda realizacji sondażu może premiować PO i zniekształcać wynik PIS i Palikota. Jak widać po jednym miesiącu względnej poprawy M. Grabowska przestała się jednak „przyglądać” konkurencji 😉

1

O ile do nieprzystawalności sondaży przedwyborczych CBOS względem rzeczywistości wszyscy chyba zdążyli się już przyzwyczaić, o tyle dziwi ostatnie zamieszanie w wynikach najlepszego w wyborach parlamentarnych 2011 roku ośrodka demoskopijnego – TNS Polska. Według wspomnianego badania telefonicznego z 22-24 października na PO chce głosować 41% Polaków, zaś na PIS 32%. Minęły raptem 3 tygodnie i w sondażu ankietowym tej samej pracowni z 8-15 listopada liderem znowu jest partia J. Kaczyńskiego. Wyjąwszy wyborców niezdecydowanych PIS popiera 38%, a PO 27% Polaków. Tym samym 9-punktowe prowadzenie PO zamieniło się po kilkunastu dniach w…  11-punktowe zwycięstwo PIS.

2222

Jak wyjaśniła mi szefowa działu badań społecznych i politycznych w TNS Polska Urszula Krassowska, już przy okazji listopadowego badania telefonicznego dla telewizji publicznej pracownia planuje wprowadzenie modyfikacji, które wykluczą podobne przypadki w przyszłości.  „W tym badaniu pytamy o preferencje partyjne jednym pytaniem otwartym – ” Gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory do Sejmu, to, na kogo by Pan(i) głosował(a)?” Respondenci spontanicznie odpowiadają. Jedni podają nazwę partii, inni mówią, że nie pójdą głosować, a jeszcze inni – „nie wiem”. Jak dotąd ankieterzy nie dopytywali, co respondent miał na myśli. Od następnego badania planujemy wprowadzenie zmiany. Jeśli respondent spontanicznie odpowie „nie wiem”, to ankieter dopyta go, czy nie wie, czy pójdzie głosować, czy nie wie – na kogo zagłosuje, ale planuje pójść”. Jak przekonuje U. Krassowska, TNS Polska wypracował na przestrzeni lat swój autorski sposób realizacji sondaży ankietowych i telefonicznych i „z punktu widzenia badacza trudno jest zrezygnować z porównywalności danych i obserwowania trendów. Biorąc jednak pod uwagę inne okoliczności, prawdopodobnie wprowadzimy zmiany dotyczące badań preferencji partyjnych”. Czy wyniki telefonicznego sondażu TNS będą dzięki temu zbliżone do opublikowanego dziś badania ankietowego? Najbliższy TNS dla TVP najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu.

7777

Poparcie dla partii wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować

Jedyne co łączy 3 dotychczasowe sondaże listopadowe to znaczna poprawa notowań SLD. Jeszcze we wrześniu partia L. Millera oscylowała wokół 10% poparcia, obecnie jest to już średnio 15% zdecydowanych wyborców. Co nie jest żadnym zaskoczeniem, SLD zyskuje głównie kosztem PO i TR. „Bez SLD nie byłoby koalicji rządowej” cieszył się niedawno Miller na Twitterze, a analiza ostatnich sondaży i symulacja podziału sejmowych mandatów zdają się potwierdzać jego słowa: http://blogi.polskatimes.pl/poppolityka/2013/11/13/powrot-millera-do-rzadu/

Biorąc pod uwagę spodziewaną korektę wyniku PO i PIS w najbliższym badaniu telefonicznym TNS oraz względnie stabilne prowadzenie PIS w sondażach MillwardBrown można postawić wniosek, że listopad jest kolejnym, siódmym już miesiącem prowadzenia partii J. Kaczyńskiego w rankingu partyjnym. Notowania PO ciągnie w dół zamieszanie wokół wewnętrznych wyborów w tej partii, które zdominowało przekaz medialny w czasie realizacji listopadowych badań. Na ile zmiany w rządzie pozwolą Platformie „zrekonstruować” sondaże, odzyskać zaufanie wyborców i powrócić na czoło partyjnego peletonu, przekonamy się dopiero podczas grudniowej serii badań preferencji partyjnych.

 

Pierwszy listopadowy sondaż preferencji partyjnych Polaków – Instytutu Homo Homini – przynosi aż 11-punktowe prowadzenie PIS nad PO. W tym tygodniu spodziewane są kolejne badania – CBOS oraz TNS Polska. Wszystko wskazuje na to, że rozpoczął się właśnie siódmy miesiąc z partią J. Kaczyńskiego jako liderem rankingu partyjnego.

Opublikowany dziś w „Rzeczpospolitej”, a zrealizowany 8-9 listopada sondaż pokazuje, że poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości wśród ogółu wyborców wynosi 31%. Platforma Obywatelska tylko o włos uniknęła spadku poniżej „magicznej bariery 20%” (dlaczego część komentatorów uważa akurat ten pułap poparcia za istotny, ciężko powiedzieć 😉 ). Jak słusznie zauważa dziennik w swoim komentarzu, największe powody do zadowolenia ma Leszek Miller. Sojusz Lewicy Demokratycznej osiągnął 14,8% poparcia, a co jeszcze ciekawsze – po raz pierwszy zsumowane poparcie dla SLD i Twojego Ruchu (6,4%) przewyższa wynik partii rządzącej. Pamiętać należy, że to właśnie w sondażach HH wyniki SLD są zdecydowanie najlepsze, a inne ośrodki nie odnotowują aż tak wysokiego poparcia dla partii L. Millera. Niezależnie od tego, trzecia pozycja SLD rzeczywiście ustawia tę partię w roli głównego rozgrywającego, jeśli wybory odbyłyby się już dziś.

Problem z wejściem do Sejmu miałoby Polskie Stronnictwo Ludowe, choć należy pamiętać, że 4,2% wskazań to wynik w sondażu z uwzględnieniem blisko 15% niezdecydowanych. Po ich proporcjonalnym rozdzieleniu między partie PSL otrzymuje równe 4,95% głosów, jest więc blisko przekroczenia 5% progu wyborczego. Podobnie zresztą w przypadku Nowej Prawicy J. Korwin-Mikke: 4,0% w sondażu przekłada się na 4,7% poparcia wśród wyborców zdecydowanych, na jaką partię głosować.

123456

Jeśli z sondażu wyłączymy osoby niezdecydowane i sprowadzimy wyniki do postaci oficjalnych rezultatów głosowania przedstawianych przez Państwową Komisję Wyborczą, wówczas 11-punktowa przewaga PIS nad PO wzrasta do blisko 13 pkt proc: 37% do 24%. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że rozkład poparcia dla partii wśród „niezdecydowanych” nie odbiega zwykle mocno od preferencji ogółu elektoratu, taki sposób prezentacji jest więc uprawniony. Z tym że w obecnych realiach jest mocno prawdopodobne, że wśród niezdecydowanych najwięcej jest rozczarowanych wyborców PO, w jakimś stopniu również partii J. Palikota. Wyniki tych 2 partii byłyby więc zapewne realnie lepsze niż wynikałoby to tylko z czysto proporcjonalnego podziału „niezdecydowanych”, jaki zaprezentowałem na wykresie. Z kolei poparcie dla PIS i SLD powinno być zbliżone raczej do „czystych” wyników zaprezentowanych w „Rzepie”.

„Rzeczpospolita” pokusiła się również o orientacyjną próbę symulacji podziału mandatów w przyszłym Sejmie na podstawie sondażu Homo Homini.

2345

 

źródło: http://www.rp.pl/galeria/99645,2,1064255.html

Projektowany rozkład mandatów pokrywa się z opublikowanym przeze mnie na blogu pod koniec października w tym sensie, że pokazuje potencjalne trudności z uformowaniem stabilnej większości rządowej, jeśli wybory odbywałyby się już teraz. Brak w Sejmie PSL (dość mało prawdopodobny, ale jednak) oznacza kłopoty dla zwycięskiego PIS. Nawet jeśli PSL zdobyłoby mandaty poselskie, mogłoby to okazać się niewystarczające do sformowania większościowego rządu z partią J. Kaczyńskiego (197 posłów). Ponieważ koalicja z PO i Twoim Ruchem jest wykluczona, jedyną szansą dla PIS na przejęcie władzy byłoby – wg wyników tego sondażu – wejście w ryzykowny i zdaniem wielu nieprawdopodobny alians z SLD (94 posłów).

Sytuacja nie rysuje się optymistycznie także dla drugiej na wyborczej mecie Platformy. Jedyną szansą na pozostanie u władzy byłaby trójkoalicja PO-SLD-TR (263 posłów), gdyż sam alians z SLD dawałby zaledwie 223 miejsc w Sejmie. Prawdopodobne wejście PSL do parlamentu zmieniałoby jedynie opcję trójkoalicji na PO-SLD-PSL, lecz nie samą konieczność uformowania rządu przez aż 3 partie. Do wyborów jeszcze 2 lata, a to w polityce wieczność. Jednak tak jak niewiele brakowało w 2011 roku, by koalicja PO-PSL straciła przewagę w Sejmie, tak teraz niemal na pewno nie miałaby szansy na taką większość, nawet przy optymistycznym dla PO wariancie z partią J. Piechocińskiego w parlamencie. Jak się wydaje zamiast na kultowej kwestii „powrotu Schetyny do rządu” , komentatorzy powinni raczej skupić się na reaktywacji L. Millera.

Według prezesa IBRIS „Homo Homini” Marcina Dumy przesądzanie o wyniku sejmowych wyborów przed elekcją do Parlamentu Europejskiego jest dość karkołomne. Jego zdaniem to właśnie eurowybory zdecydują o dalszych losach Platformy. „Jeżeli wynik PO będzie słaby tzn. poniżej 30% i niżej od PIS, rozpocznie się gorączkowe poszukiwanie alternatywy dla tej partii i ucieczka od jej szyldu, szczególnie w szeregach samorządowców” – powiedział komentując sondaż M. Duma. Wyborcy przekonają się, że PO nie jest niezwyciężona i część z nich zacznie poważnie rozważać poparcie dla konkurencyjnych projektów.

Na marginesie naszych rozważań odnotujmy jeszcze poparcie dla prawicowego planktonu politycznego, o którym dość głośno w ostatnich dniach – a na pewno zdecydowanie za głośno, jak na skalę poparcia społecznego. Najwięcej głosów wśród kanapówek zbiera wspomniana Nowa Prawica (4%) oraz Solidarna Polska (2,8%). Znany z kulturalnych przemarszów przez Warszawę Ruch Narodowy popiera w sondażu Homo Homini aż 0,6% Polaków. Niewiele mniej zbiera PJN (0,4%). Nikt wśród ogółu badanych nie zdecydował się na znanego z imprez na Mazowieckiej Przemysława Wiplera (Stowarzyszenie Republikanie – 0,0% – sporo mniej niż w wydychanym przez posła powietrzu) ani na Prawicę Rzeczpospolitej.