Pomnik, którego nie będzie

Kategorie: Bez kategorii

Inicjatorzy pomysłu Pomnika upamiętniającego polskie ofiary okupacji niemieckiej w latach 1939 – 1945 wystosowali  15 listopada apel do Bundestagu i niemieckiego społeczeństwa. Pod apelem podpisało się kilkudziesięciu przedstawicieli  polityki, kultury i nauki, w tym byli przewodniczący parlamentu Rita Suessmuth i Wolfgang Thierse. Monument miałby powstać w Berlinie, naprzeciwko ośrodka dokumentacyjnego poświęconego przymusowym wysiedleniom („wypędzeniom”). Poniżej mój krótki komentarz.

 

  1. Pomnik nie powstanie. Jego inicjatywa ze strony niemieckiej jest miłym gestem w stosunku do Polaków, na którą jednak Polacy zareagowali dużo poniżej niemieckich oczekiwań. Zamiast podziękowań – nastało milczenie. Przyznam, że dla mnie zaskakujące. Po raz kolejny Niemcy przekonali się, jak słabo rozumieją swojego sąsiada.
  2. Kasa, nie beton. W kontekście tematu reparacji (co do którego obecny rząd dokładnie wie, że nie ma szans na powodzenie – potwierdził to prezes Fundacji Narodowej Maciej Świrski na konferencji Reduty Dobrego Imienia „Support Poland” mówiąc, że wniosek o reparacje od Niemiec jest przede wszystkim medialną tamą przeciwko narracji o współsprawstwie Polski w Holokauście, bo przypomina o niemieckiej winie, pomaga walczyć z wyrażaniami typu „polskie obozy”) – ludzie nie chcą pomników, a odszkodowań dla indywidualnych ofiar i ich potomków. Gesty – listy, apele, przyklęknięcia, podawanie sobie rąk – już były, teraz czas na czyny. Mało kto rozumie, że Niemcy swój dług w stosunku do Polski spłacają od lat. Polacy zapomnieli już o odszkodowaniach dla robotników przymusowych, nie zdają sobie sprawy, że strumień pieniędzy na rzecz pojednania polsko-niemieckiego płynie poprzez programy dla przeróżnych grup Polaków, realizowane przez niemieckie fundacje polityczne i prywatne oraz przez budżet Unii.
  3. Niemcom nie wolno nic, Polakom niewiele – sprawa pomnika nigdy nie pozostanie wyłącznie polsko-niemiecka. Jest to sprawa polsko-żydowsko-niemiecka. Część środowisk żydowskich (z przekonania, przyzwyczajenia lub dla zysku) oraz część Niemców (ze strachu przed oskarżeniem o antysemityzm lub w celu udowodnienia, że odrobili lekcję historii) tak niesamowicie pielęgnują „wyjątkowość” Zagłady, że odbierają prawo do upamiętnienia własnych ofiar innym narodom, które padły ofiarą agresji III Rzeszy. Doskonale wiedzą, jak wyglądała codzienność Polaków nieżydowskiego pochodzenia pod okupacją, ale nie chcą tej wiedzy upowszechniać, bo Polska przestałaby być międzynarodowym „chłopcem do bicia” – trudniej pisałoby się o polskim antysemityzmie i polskiej obojętności na Holokaust, a równocześnie trzeba by przypomnieć o postawie innych państw wobec Holokaustu. W Polsce i w Niemczech nikt przy zdrowych zmysłach nie przeciwstawia pomnika ofiar Holokaustu pomnikowi polskich ofiar i nikt nie zaprzecza, że polscy szmalcownicy i inne kanalie istniały, że na terenach okupowanym przez Niemców dochodziło do pogromów w wykonaniu nie tylko niemieckim. W mediach wysuwany jest argument, że taki pomnik byłby rasistowski. „Forsowany jest obecnie pomnik tylko dla etnicznych Polaków.  Byłby on jednak symbolem podtrzymywania narodowo-socjalistycznej ideologii rasowej, co byłoby powodem do łez radości dla wszystkich antysemitów po tej i po tamtej stronie Odry” – pisze historyk Stephan Lehnstaedt na łamach dziennika „Tageszeitung”. A pomnik wyłącznie dla Żydów czy Romów nie jest rasistowski? Pokrętna to logika, ale zrozumiała na Zachodzie, w przeciwieństwie do martyrologiczno-narodowego podejścia do historii w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.