Archiwa tagu: armia

Niezależnie od rozmów koalicyjnych, w niemieckim ministerstwie obrony toczą się prace nad niezwykle ważnym dokumentem – nowym rozporządzeniem o tradycji dla Bundeswehry (niem. Traditionserlass), które zmieni treść obecnie obowiązującego prawa z 1982 r. Przyspieszą, kiedy tylko sformują się nowe komisje w Bundestagu. Dokument ma być odpowiedzią na ostatnie incydenty nacjonalistyczne w Bundeswehrze.

Bundeswehra musi zmierzyć się nie tylko z dziedzictwem Wehrmachtu, ale również z bliższej przeszłości – armii NRD (Nationale Volksarmee), a z dalszej – Reichswehry, armii Cesarstwa Niemieckiego, militaryzmu pruskiego, a nawet wojsk najemnych z okresu wojny 30-letniej, od których pochodzą elementy wielkiego capstrzyku, dziś najwyższego ceremoniału wojskowego Bundeswehry – przypomniał w tekście w „Die Welt” Hans-Peter Bartels, pełnomocnik rządu ds. obronności. Dziś to historia własna, pruskie reformy armii i opór wojskowy przeciwko Hitlerowi stanowią trzy filary tradycji Bundeswehry. Okazuje się jednak, że pomiędzy nimi jest wiele znaków zapytania.

Bartels wymienia trzy obszary, co do których w Bundeswehrze nie ma zgody, jak powinno się je oceniać. Po pierwsze, podzielone są zdania co do żołnierzy z okresu II wojny światowej, którzy dokonywali obiektywnie bohaterskich czynów, lecz służyli w Wehrmachcie. Tu Bartels nie ma wątpliwości – nie powinno się ich gloryfikować, choćby ich rzemiosło wojskowe było najwybitniejsze. Dalej, spór toczy się o ojców założycieli Bundeswehry. Jak to ujął kanclerz Adenauer, „nie można wylać brudnej wody, dopóki nie ma się czystej” – armię demokratycznych Niemiec tworzyli ludzie, którzy wcześniej przez kilka służyli Hitlerowi, a w początkowej fazie kształtowania się wojska RFN sprzeciwiali się nowemu, demokratycznemu modelowi wychowania żołnierza. Dyskusyjne są też oceny postępowania żołnierzy i zarazem członków niemieckiego ruchu oporu, z których wielu dokonało wcześniej zbrodni wojennych i nawet nie wyznawało demokratycznych wartości, ale w pewnym momencie znalazło w sobie siłę, by złamać przysięgę wojskową i poczucie obowiązku względem zbrodniczego systemu. I dlatego, zdaniem Bartelsa, w dwóch ostatnich przypadkach należy szczegółowo nauczać o „złamanych życiorysach”, dokładnie oddzielając zasługi dla III Rzeszy od udziału w odbudowie – fizycznej i moralnej – RFN. „Niemieccy żołnierze, którzy dziś uczą się walczyć, muszą wiedzieć, po co. Mają prawo dowiedzieć się, w którym miejscu sekwencji pokoleń, kontynuacji i mostów cywilizacyjnych, się znajdują. Dbałość o tradycję to znajomość całości i uznanie tego, co dobre, za własne” – pisze Bartels.

W projekcie nowej tradycji zaostrzono stosunek do Wehrmachtu. Zmiana w porównaniu do ostrożnego zapisu z 1982 r. jest ewidentna. Do dziś obowiązuje takie zdanie: „W okresie nazizmu siły zbrojne częściowo były winne uwikłania [w zbrodnicze działania], częściowo wykorzystane bez winy”. Natomiast w projekcie nowego dokumentu zapisano: „Zbrodnicze państwo narodowo-socjalistyczne nie może być podstawą dla tradycji. Centralnym punktem odniesienia dla Bundeswehry jest jej własna, długa historia i osiągnięcia jej żołnierzy, członków cywilnych oraz rezerwistów”. Z kolei ponadczasowe cnoty żołnierskie to „męstwo, rycerskość, przyzwoitość, lojalność, skromność, koleżeństwo, prawdomówność, determinacja, sumienne wykonywanie obowiązków”, „doskonałość wojskowa i „wybitne przywództwo”. Podkreślono, że Wehrmacht służył nazistowskiemu reżimowi niesprawiedliwości i „był winien popełnienia zbrodni, które są wyjątkowe w historii pod względem ich zasięgu, potworności i stopnia organizacji przez państwo”. „Wehrmacht jako instytucja nie może nadawać sensu siłom zbrojnym wolnego demokratycznego państwa” – stąd zabronione jest gromadzenie jakichkolwiek pamiątek po Wehrmachcie. To samo odnotowano w przypadku NVA. Inaczej potraktowano indywidualne przypadki – subiektywną decyzją dowódców poszczególni żołnierze z każdego okresu istnienia niemieckich sił zbrojnych mogą stać się przykładem dla współczesnych. Dotyczy to w szczególności nadawania patronatów koszarom, z których część do dziś nosi imiona zbrodniarzy hitlerowskich.

Warto odnotować, że w Monachium pod hasłem „Przyszłość Bundeswehry – europejska i cyfrowa“ odbył się 8. kongres techniki wojskowej komisji CSU ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.
I choć organizatorem była bawarska przystawka partii Angeli Merkel, to wydarzenie przyciągnęło jak co roku wielu polityków, ekspertów i lobbystów z branży zbrojeniowej. Podczas kongresu generalny Inspektor Luftwaffe gen. dywizji Karl Müllner zapowiedział zakup przez Bundeswehrę myśliwca 5. generacji, który może atakować cele wroga z dużej i bliskiej odległości, pozostając niewykrywalny przez radary, jak również może przenosić broń jądrową. Lista zakupów, których chce dokonać federalne ministerstwo obrony jest długa – Niemcy są zainteresowane nabyciem następcy Euro-fightera, helikopterów, pojazdów opancerzonych, artylerii, dronów bojowych – i nie jest to „niemiecka lista życzeń”, a spełnienie oczekiwań NATO i element polityki odstraszania wobec Rosji.

Chadecja stawia na rozwój zbrojeń, powołując się na zobowiązania wobec Sojuszu, Zieloni wręcz przeciwnie – postulują zamrożenie produkcji broni w Niemczech. Można przypuszczać, że koalicja jamajska nie doszła do skutku m.in. przez stosunek partii do produkcji zbrojeń. Podczas rozmów sondażowych przy Jamaice, Jürgen Trittin z Zielonych oświadczył w rozmowach chadecją, że chce zupełnego zaprzestania eksportów broni z Niemiec. Nawet FDP nie reprezentowało aż tak skrajnego podejścia. Dla CDU taka decyzja oznaczałaby de facto zlikwidowanie rodzimej gałęzi przemysłu obronnego, co oczywiście nie wchodzi w grę. Już obecnie ograniczenia eksportu broni do krajów trzecich w Niemczech powodują, że produkcja broni i sprzętu wojskowego jest mało opłacalna, gdyż Bundeswehra nie jest masowym odbiorcą.

Niemiecki przemysł zbrojeniowy nie wyżywi się samą Bundeswehrą – powiedział podczas kongresu CSU Frank Haun z lobby wojskowego (Bundesverband der Deutschen Sicherheits- und Verteidigungsindustrie). Wtórował mu gen. dywizji Erhard Bühler, kierownik komórki planowania w resorcie obrony, podkreślając, że obecnie ilość produkowanego sprzętu wojskowego jest zbyt mała, a jego koszty zbyt duże, by były opłacalne. Szansą na rozwój niemieckiego przemysłu zbrojeniowego jest zacieśnienie współpracy z Francją. Berlin chce się co do przedsięwzięć wojskowych porozumieć z Paryżem, a dopiero później włączyć w nie inne państwa UE i NATO – ale dopiero na etapie, gdy nikt im już nie przeszkodzi i nie zawyży kosztów projektu dodatkowymi wymaganiami. Powstanie militarne twarde jądro Europy – Francja z chęcią będzie współpracować z niemieckim kapitałem i technologiami, z kolei Niemcom łatwiej będzie (finansowo i PR-owo)  produkować zbrojenia pod flagą europejską oraz szukać dla nich nowych rynków zbytu. Wszystko jednak na równych warunkach – Niemcy nie pozwolą Francji dyktować warunków kooperacji.

Pomimo wyprodukowania nowoczesnego serialu o misji w Mali oraz ogólnie nasilonej kampanii rekrutacyjnej do wojska, nastawionej w formie przekazu na młode pokolenie, do końca sierpnia w br. dobrowolnie wstąpić do Bundeswehry chciało 10 105 osób, o 15% mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Czas pokaże, czy odświeżony „kompas moralny” i zapowiedź nowych zabawek w narodowym arsenale zachęcą młodych Niemców do dobrowolnej służby wojskowej.

Bundeswehra przeanalizowała skutki najgorszych scenariuszy dla przyszłości Unii Europejskiej, podaje Der Spiegel w artykule z 4 listopada 2017 r. Tajny 102-stronicowy dokument „Strategiczna perspektywa 2040” pochodzi z końca lutego.

W Strategische Vorausschau 2040 Bundeswehra po raz pierwszy w historii podjęła próbę zdefiniowania, w jaki sposób tendencje społeczne i konflikty międzynarodowe mogą wpływać na niemiecką politykę bezpieczeństwa w nadchodzących dziesięcioleciach. Dokument nie zawiera jednak zaleceń dotyczących organizacji, składu osobowego i wyposażenia niemieckich sił zbrojnych.

W dokumencie czytamy: „Rozszerzenie UE zostało w dużej mierze porzucone, kolejne państwa opuściły Wspólnotę. Europa straciła swoją globalną konkurencyjność”. „Coraz bardziej bezładny, po części chaotyczny i podatny na konflikty świat, radykalnie zmienił środowisko bezpieczeństwa Niemiec i Europy”.

W jednym z sześciu scenariuszy autorzy zakładają „wielokrotną konfrontację”. Jest w nim opisany świat, w którym porządek międzynarodowy ulega erozji po „dekadach niestabilności”, systemy wartości w różnych państwach stają się nie do pogodzenia, a globalizacja zostaje zatrzymana.

 

https://www.instagram.com/bundeswehr/

(wpis z 9.X) W Bundeswehrze nadal wrze. Ten wpis będzie uzupełnieniem artykułu, który ukazał się w ostatnim wydaniu „Polski the Times” (jest dostępny na stronie internetowej pod adresem:http://www.polskatimes.pl/artykul/3602725,bundeswehra-armia-gotowa-ale-niedozbrojona-czy-niemcy-pomoga-polsce-w-razie-zagrozenia,id,t.html).

Poza samolotami-nielotami na wyposażeniu Luftwaffe i seksistowską kampanią skierowaną do kobiet, na panią minister von der Leyen spadają kolejne ciosy, w tym jeden rodem z Monty Pythona. Ale zacznijmy na poważnie.

  1. Ministerstwo Obrony nazwało doniesienia magazynu „Der Spiegel” o niemożności przerzucenia żołnierzy-ochotników samolotami Służby Medycznej na tereny objęte wirusem Ebola „bzdurą”. Oznacza to, że jakieś samoloty wojskowe u sąsiadów jednak latają, a to dla Polaków dobra wiadomość. Bo jak donosi „Zeit„, Polacy najbardziej ze wszystkich krajów obawiają się bezskrzydłej Bundeswehry niezdolnej do wypełnienia zobowiązań natowskich, „gdyby jednak weszli Rosjanie”.
  2. Kolejny „hot news” to ogłoszenie raportu grupy ekspertów badającej projekty zbrojeniowe niemieckiego wojska. Przygotowanie raportu jeszcze w czerwcu zleciła firmie KPMG sama minister. 30 ekspertów przeanalizowało dziewięć najważniejszych projektów zbrojeniowych. Wnioski z badania projektów zbrojeniowych są tragiczne, specjaliści wskazali na ok. 140 problemów i zagrożeń, w tym na  wieloletnie opóźnienia w dostawach i zawyżone koszty. W raporcie można przeczytać np. o serii problemów związanych z produkcją samolotów transportowych A400M i systemów obrony przeciwrakietowej.
  3. Ostatnia wpadka dotyczy… lodówek :-) Von der Leyen chciała jakiś czas temu zyskać kilka „plusów” wśród wojskowych i zdecydowała o stworzeniu programu wprowadzenia zmian w jednostkach tak, by żołnierze czuli się w nich bardziej „jak w domu” – pisze „Die Welt”. Gazeta tłumaczy, że chodziło m.in. o to, by wojskowym zapewniono „w świetlicach telewizory z płaskimi ekranami” oraz „kuchnie z lodówkami”. Jednak cywilni urzędnicy, odpowiedzialni za przestrzeganie norm sanitarnych w wojsku, uznali żołnierzy za niezdolnych do „regularnego czyszczenia lodówek i otworów wentylacyjnych” w kuchniach. Proces ten powinien odbywać się co dwa tygodnie, jednak wobec „niemożliwości kontrolowania tych działań” przez niewystarczającą ilość urzędników sanitarnych, należy zrezygnować z instalacji lodówek w jednostkach armii – wyjaśnili urzędnicy. „Die Welt” stawia pytania, jak ma funkcjonować wojsko, w którym cywilni urzędnicy utrudniają służbę wojskowym, gdy tymczasem są ustawowo odpowiedzialni za to, by żołnierze posiadali niezbędny sprzęt. Absurdalny przypadek pokazuje jak na dłoni to, że „w armii panuje konflikt kompetencji między żołnierzami i administracją” – pisze „Die Welt”.