Archiwa tagu: wojsko

Zachód oczekuje od Niemców wydawania 2% PKB na wojsko i pełnego zaangażowania w misje UE i NATO, bez national caveats i innych wyjątków.

Tymczasem niemiecka armia w II kw. br. dysponowała jednym sprawnym okrętem podwodnym, a politycy drżą, jak powiedzieć wyborcom, że Niemcy muszą się w końcu uzbroić po zęby, by móc realizować plany ewentualnościowe wg których to właśnie przyjaciele Niemcy będą nas jako pierwsi bronić, gdy „przyjaciele” ze wschodu przypomną sobie o nas w kontekście wojennym.

Ale jako że armia podlega parlamentowi, a politycy nie chcą straszyć wyborców, więc swoje decyzje dot. wojska podejmują w oparciu o sondaże. Przed wielką decyzją muszą rozmiękczyć temat, zyskać akceptacje ludu i wtedy łup! Można zezwolić na misje pokojowe poza granicami państwa (bo NATO)  albo wydać zgodę na użycie wojska wewnątrz kraju (bo terroryści). Trzeba – opór społeczny – zagranica naciska – a jak trzeba, to co innego – się robi. I tak w kółko trwa ta zabawa w przyczajonego tygrysa, co sobie nie może porządnie ryknąć, bo naziol i rewanżysta.

W najlepsze trwa dyskusja intelektualistów nt. nowej tradycji dla Bundeswehry. Historycy więc znowu jak 65 lat temu spierają się, czy koszary powinny nosić imiona zasłużonych generałów Wehrmachtu  i czy myśl wojskowa wypracowana w czasie II wojny światowej znajduje zastosowanie w Bundeswehrze. Kłopot w tym, że strategie dowodzenia z papieru testują się właśnie w czasie wojny, a tę na dużą skalę Niemcy ćwiczyli ostatnio w latach 1939-45. Potężne gospodarczo, terytorialnie i ludnościowo Niemcy, na które liczy całe europejskie NATO, nadal nie ufają sobie sami, a reszta świata bez obciążeń historycznych w tym czasie realizuję strategie zakupów broni na kilka sezonów do przodu, kiedy Berlin nie ma się w co ubrać od kilku zim. I kolejne koło się zamyka.

Tymczasem żołnierze bardziej niż nowych wytycznych dot. tradycji oczekują uznania w oczach narodu, szczególnie ci, którzy byli na misjach zagranicznych.

W Niemczech zawód żołnierza cieszy się niskim prestiżem społecznym, a nawet gorzej – żołnierze i ich działania są Niemcom zupełnie obojętni. Z wyjątkiem, gdy ktoś przy ognisku wojskowym zahajluje albo z braku sprzętu podczas ćwiczeń Sojuszu pojazdy opancerzone wyposaży w malowane kije od mioteł. Wtedy wszyscy zaczynają interesować się wojskiem i dziwią się, dlaczego jest tak źle i coraz gorzej. Co w Niemczech w przypadku wojska jest niemalże sportem narodowym.

Lament roznieca dodatkowo generalny inspektor Bundeswehry Eberhard Zorn, który odwiedza bez zapowiedzi koszary, aby zetknąć się z prawdziwymi problemami wojska, zamiast oglądać przygotowany dla niego teatrzyk. Co niekoniecznie podoba się w resorcie obrony, za to jest kochane przez media. Po doniesieniach inspektora znów można napisać, że Bundeswehra w ruinie, a Niemcy bezbronne. Kliknięcia idą w tysiące, a nawet i nakład drukowany się sprzeda.

Człowiek w mundurze kojarzy się wciąż z czymś podejrzanym. Kiedy w marcu żołnierze marynarki wojennej z Rostocku w mundurach moro ćwiczyli wojskowy chód na moście w Poczdamie, bo chcieli zewrzeć szyki przed wyjazdem do Holandii na Międzynarodowy Marsz Czterodniowy w Nijmegen, zaniepokojeni przechodnie zaalarmowali policję, że mężczyźni w kamuflażu defilują pod niemiecką flagą. Nastąpiło podziękowanie obywatelom za czujność, zatrzymanie oddziału i szybkie przeprosiny dla żołnierzy.

Uwaga, nie do wiary! W Niemczech nie ma weteranów, gdyż termin ten nie został zdefiniowany przez rząd, w związku z czym nie jest oficjalnie stosowany. W Niemczech jak w Starym Testamencie – jak coś nie ma nazwy, nie istnieje.

Jak się poczyta fora wojskowe, to widać, że w Niemczech noszenie munduru poza koszarami grozi usłyszeniem obelga, to w najlepszym razie, a w najgorszym – pobiciem. Pojazdy wojskowe są często podpalane. Dni otwarte w koszarach są dla personelu wyzwaniem nie tylko organizacyjnym, ale przede wszystkim emocjonalnym. Niemcy pielgrzymujący co roku z Polakami na Jasną Górę otrzymują w Polsce więcej sygnałów sympatii i szacunku niż we własnym kraju.

Kolejna wielka debata dotyczy przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej. Bundeswehra wykorzystała tradycyjne i nowoczesne metody werbunku dla pokolenia X,Y i Z. Bez skutku, w wojsku jest klapa kadrowa i jakościowa. Tylko że w liberalnym państwie próba powrotu do zawieszonego poboru jest przeważnie oceniana jako zamach na wolność jednostki; argumentuje się, że to nie młodzi ludzie mają obowiązek wobec państwa, a państwo wobec nich, aby zaproponować im ciekawą służbę wojskową lub cywilną, która przyda się na rynku pracy i nie będzie kolidowała z edukacją. W czasach, gdy pytanie brzmiało, co ty możesz zrobić dla swojego kraju, łatwiej było zarządzać stanem liczebnym wojska.

Z jednej strony Bundeswehra chce zwerbować do służby potomków imigrantów urodzonych w Niemczech, bo 1. jest ich dużo i często są NEETs, 2. są przydatni na misjach, 3. służba wojskowa to skuteczne narzędzie integracyjne; z drugiej istnieją obawy, że osoby wychowane w kulturze arabskiej czy szerzej, niezachodniej, wniosą do armii ignorancję i antysemityzm, który może zwiększyć liczbę incydentów neonazistowskich. Oraz ksenofobicznych ze strony rdzennych Niemców. I pretensje o brak imamów i rabinów w duszpasterstwie wojskowym. Kolejne błędne koło.

Wobec braków kadrowych w armii zawodowej, poważnie rozważa się dopuszczenie do służby wojskowej obywateli innych państw. Takie rozwiązanie grozi powstaniem mało lojalnej armii zaciężnej, ale mimo wszystko stanowiłoby zalążek armii europejskiej pod parasolem Niemiec i oznaczało realizowanie pomysłu, który od kilkunastu lat wisi w niemieckim powietrzu. Było już wiele deklaracji niemieckich polityków o tym, że armia europejska jest potrzebna, jest kilka oddziałów wielonarodowych z niemieckim komponentem, ale nawet w nich żołnierze jedzą posiłki w kantynie wg narodowości. Armia narodowa to jednak nie klub piłki nożnej.

Chciałabym polecić doskonałą niemiecką produkcję kinową z ubiegłego roku, „Między Światami”. Film o udziale Bundeswehry w misji ISAF w Afganistanie jest od niedawna dostępny w kinach studyjnych na terenie Polski. Przejmującą muzykę do niego skomponował Jan A.P. Kaczmarek.

Po seansie „Snajpera” różnice w podejściu do spraw wojskowych po obu stronach Atlantyku stają się widoczne jak na dłoni. Amerykanin strzela do uzbrojonych Afgańczyków bez mrugnięcia powieką, a następnie zbiera za to laury, jest bohaterem narodowym. Niemiec boi się zabić zranioną krowę, choć w ten sposób tylko ulży jej cierpieniu. Czyni to dopiero po wyraźnym powtórzeniu przez dowódcę, że jest to rozkaz. Na glorię po powrocie do kraju nie ma co liczyć, co najwyżej czeka go tłumaczenie się, co robił jako okupant w obcym kraju i wstyd za to, że jako Niemiec-obywatel w mundurze zabijał ludzi. A przecież demony II wojny światowej wciąż nawiedzają niemieckie rodziny, kryją się na skrzętnie ukrywanych fotografiach i w zakamarkach pamięci.

W filmie – udanej koprodukcji niemiecko-afgańskiej – pokazani są przestraszeni Niemcy, którzy przyjeżdżają do Afganistanu nieść pokój, a po raz pierwszy w życiu muszą użyć broni; generałowie przebywający w dobrych warunkach z dala od realnych walk; czy wreszcie deputowani [Bundeswehra podlega kontroli parlamentarnej], którzy na oczy nie widzieli wojny, a rozliczają żołnierzy z ich decyzji podejmowanych w stanie wyższej konieczności pod wielkim napięciem.

„Spiegel” pisał w 2006 r., że Amerykanie mają Niemców w Afganistanie za „tchórzy”. Film doskonale pokazuje źródła takich ocen. Co ważne, to nie z winy szeregowych żołnierzy mieli oni często związane ręce i musieli odmawiać udziału w bezpośrednich walkach z innymi koalicjantami z ISAF. Znając odmienność systemów kształcenia wojskowego w RFN i USA, indywidualne postawy defensywne u Niemców też powinny być zrozumiałe.

Niezrozumiałe natomiast jest stosowanie spychologii wojska na dyplomatów (zaskoczyło mnie, że w filmie generał „zza biurka” prośbę Jaspera o pomoc dla Tarika i jego siostry zwala tak samo jak nasz MON na Auswärtiges Amt) pod względem pomocy dla Afgańczyków wspierających żołnierzy. Tłumacze czy inni informatorzy ISAF podzielają los filmowego tłumacza Tarika, oni i ich rodziny są narażeni na szykany i zemstę talibów jako „zdrajcy”. Jak się niedawno dowiedziałam, po zakończeniu misji w Iraku kilku tłumaczy wraz z rodzinami przyjechało do nas. Dostali mieszkania w płn.-wsch. części kraju, przez rok mieli pomoc socjalną. Mężczyźni mówili po polsku lub angielsku, lecz ich rodziny nie. Później, wobec braku pracy i nieuznania zagranicznego wykształcenia, część z nich wyjechała na zachód, z resztą MON nie ma kontaktu. W MON przygotowano listy osób, które powinny otrzymać pobyt w Polsce po zakończeniu misji afgańskiej, jednak inne ministerstwa (głównie MSZ) nie mają spójnego programu pomocy tym ludziom. W 2008 r. minister Klich mówił, że „jest niezbędne, aby uregulować status tych osób, które nas wspierały podczas misji wojskowych, a więc tłumaczy i osób w mundurach. Jeżeli tylko będą chciały ze względów bezpieczeństwa, będą mogły przenieść się i osiąść w Polsce”. Jeszcze jakiś czas temu media pisały o tym problemie, teraz wszyscy milczą, a dawni współpracownicy wojsk z Europy ponoszą za współpracę z nami najwyższą cenę.

Z materiałów prasowych:

Między światami ma rzadko spotykaną moc kształtowania wizerunku wojny. Tej prawdziwej i spektakularnej, ale nie ilością zdetonowanych na planie materiałów wybuchowych, a batalią między człowieczeństwem i brakiem jego poszanowania. ” – Der Spiegel

Po śmierci brata w Afganistanie, Jasper powraca do służby wojskowej. Jego oddział chroni małą wioskę przed talibami. Pomaga im lokalny tłumacz – Tarik, który stara się zachować możliwe największą neutralność. To jednak nie wystarcza, aby on i jego studiująca siostra mogli czuć się bezpiecznie. Dramatyczna sytuacja postawi Jaspera przed trudnym wyborem – czy pomóc przyjacielowi Tarikowi czy też dostosować się do surowego protokołu wojskowego?

Feo Aladag opowiadając o żołnierzach wysłanych do Afganistanu, traktuje o problemie powinowactwa i odmienności, zaufania i porażki. Pyta: jak można zachowywać się po ludzku, odbijając się od wojskowej biurokracji? Co zostaje z humanistycznych ideałów, kiedy co dzień musisz walczyć o przeżycie?

Oszczędna, minimalistyczna ścieżka dźwiękowa Jana A.P. Kaczmarka buduje świat zapomnianych uczuć, które przeżywają zaskoczeni niemieccy żołnierze i ich afgańscy towarzysze broni. Śmierć i przyjaźń są w ich życiu przypadkowe i niespodziewane. “Między światami” jest kinem nowoczesnym, które ufa we wrażliwość widza, siłę obrazów i muzyki, a rezygnuje z czarno-białych podziałów i odrzuca jednoznaczną ocenę wydarzeń. Aladag, na co dzień żona mężczyzny o mieszanym, turecko-niemieckim pochodzeniu, zbudowała frapujący portret “nierzeczywistej rzeczywistości” Afganistanu.zwischen

reż.: Feo Aladag
scen.: Feo Aladag, Matthias Kock
zdj.: Judith Kaufmann
muz.: Jan A.P. Kaczmarek
w.: Ronald Zehrfeld (Jesper), Mohsin Ahmady (Tarik), Saida Barmaki (Nala), Salam Yousefzai (Haroon), Felix Kramer (Oli), Pit Bukowski (Teckl), Tobias Schönenberg (Petze), Roman Rien (Sepp)
prod.: Niemcy 2014 (98 min)miedzy-swiatami-016-low-resmiedzy-swiatami-015-low-res

miedzy-swiatami-017-low-res

(wpis z 9.X) W Bundeswehrze nadal wrze. Ten wpis będzie uzupełnieniem artykułu, który ukazał się w ostatnim wydaniu „Polski the Times” (jest dostępny na stronie internetowej pod adresem:http://www.polskatimes.pl/artykul/3602725,bundeswehra-armia-gotowa-ale-niedozbrojona-czy-niemcy-pomoga-polsce-w-razie-zagrozenia,id,t.html).

Poza samolotami-nielotami na wyposażeniu Luftwaffe i seksistowską kampanią skierowaną do kobiet, na panią minister von der Leyen spadają kolejne ciosy, w tym jeden rodem z Monty Pythona. Ale zacznijmy na poważnie.

  1. Ministerstwo Obrony nazwało doniesienia magazynu „Der Spiegel” o niemożności przerzucenia żołnierzy-ochotników samolotami Służby Medycznej na tereny objęte wirusem Ebola „bzdurą”. Oznacza to, że jakieś samoloty wojskowe u sąsiadów jednak latają, a to dla Polaków dobra wiadomość. Bo jak donosi „Zeit„, Polacy najbardziej ze wszystkich krajów obawiają się bezskrzydłej Bundeswehry niezdolnej do wypełnienia zobowiązań natowskich, „gdyby jednak weszli Rosjanie”.
  2. Kolejny „hot news” to ogłoszenie raportu grupy ekspertów badającej projekty zbrojeniowe niemieckiego wojska. Przygotowanie raportu jeszcze w czerwcu zleciła firmie KPMG sama minister. 30 ekspertów przeanalizowało dziewięć najważniejszych projektów zbrojeniowych. Wnioski z badania projektów zbrojeniowych są tragiczne, specjaliści wskazali na ok. 140 problemów i zagrożeń, w tym na  wieloletnie opóźnienia w dostawach i zawyżone koszty. W raporcie można przeczytać np. o serii problemów związanych z produkcją samolotów transportowych A400M i systemów obrony przeciwrakietowej.
  3. Ostatnia wpadka dotyczy… lodówek :-) Von der Leyen chciała jakiś czas temu zyskać kilka „plusów” wśród wojskowych i zdecydowała o stworzeniu programu wprowadzenia zmian w jednostkach tak, by żołnierze czuli się w nich bardziej „jak w domu” – pisze „Die Welt”. Gazeta tłumaczy, że chodziło m.in. o to, by wojskowym zapewniono „w świetlicach telewizory z płaskimi ekranami” oraz „kuchnie z lodówkami”. Jednak cywilni urzędnicy, odpowiedzialni za przestrzeganie norm sanitarnych w wojsku, uznali żołnierzy za niezdolnych do „regularnego czyszczenia lodówek i otworów wentylacyjnych” w kuchniach. Proces ten powinien odbywać się co dwa tygodnie, jednak wobec „niemożliwości kontrolowania tych działań” przez niewystarczającą ilość urzędników sanitarnych, należy zrezygnować z instalacji lodówek w jednostkach armii – wyjaśnili urzędnicy. „Die Welt” stawia pytania, jak ma funkcjonować wojsko, w którym cywilni urzędnicy utrudniają służbę wojskowym, gdy tymczasem są ustawowo odpowiedzialni za to, by żołnierze posiadali niezbędny sprzęt. Absurdalny przypadek pokazuje jak na dłoni to, że „w armii panuje konflikt kompetencji między żołnierzami i administracją” – pisze „Die Welt”.