Ghazni. Jeden dzień z podporucznikiem „Staszkiem”

Kategorie: Bez kategorii

Emilka budzi się zanim jeszcze słońce wytoczy się ponad czubki gór, jakie otaczają polską bazę w Ghazni. Kiedy otwiera oczy, jej wzrok automatycznie pada na tekst jaki napisała jej przyjaciółka z Londynu, a który Emilia wydrukowała i przykleiła na suficie. Tekst brzmi jak zaklęcie: „Życzę Ci samych cudowności, a jak wstaniesz, to niech nowy dzień będzie istnym cudem, a będzie, bo to jedyny dzień w Twoim życiu, nigdy się już nie powtórzy i przeżyj go wyjątkowo. […]” Emilia mówi, że te słowa przypominają jej, co jest ważne i są zastrzykiem energii, potrzebnej do pracy.

FOT. Bartek Syta. Emilka w swoim "domu" w "sichacie"

FOT. Bartek Syta. Emilka w swoim „domu” w „sichacie”

Pokoik, jaki Emilia zajmuje w „sichacie” kiedyś był składzikiem, ale koledzy z Samodzielnej Grupy Powietrzno-Szturmowej, w której jest jedyną kobietą, przerobili go dla niej na funkcjonalne miejsce do odpoczynku. „Sichata” (z angielskiego c-hut) to drewniany kontener z trzema wejściami i wąskim korytarzem, od którego po obu stronach odchodzą drzwi do klitek, w jakich śpią żołnierze. Na czas misji w Afganistanie to one są ich domem. „Dom” Emilki mieści się najbliżej kuchnio-salono-świetlicy, jaką urządzono w „sichacie”, tuż przy wyjściu na patio. Stoi tam sporych rozmiarów łóżko, nakryte granatową narzutą, jest metalowa szafa, są półki i stół z różowym obrusikiem w złote słonie. Nad łóżkiem wisi kolaż zdjęć, które przedstawiają najbliższe Emilii osoby: mamę, tatę, siostrę, chrześniaków, przyjaciółki i przyjaciół.

FOT. Bartek Syta.

FOT. Bartek Syta.

Przed godziną 5 rano, kiedy większość z nas w Polsce przewraca się na drugi bok, bo ze względu na 2,5-godzinną różnicę czasu, trwa tam głęboka noc, Emilia, już po toalecie i lekkim śniadaniu. Wkłada na siebie ciemnozielone „śpiochy”, czyli lotniczy kombinezon, przypina w pasie Wista, na ramie bierze Beryla. I od tej pory zapomnijmy o Emilii, bo zamienia się ona w Staszka, gunnera, czyli strzelca pokładowego na śmigłowcu Mi-24.

Staszkiem nazwali ją koledzy z SGPSz. Może dlatego, że dla nich jest po prostu jednym z nich, kumplem, żołnierzem. Zresztą, kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy, skomentowałam gwiazdki podporucznika, jakie nosi na pagonach, naiwnie mówiąc: „O, jesteś żołnierką”. Emilka zareagowała błyskawicznie: – Żołnierka brzmi jak saperka. W wojsku nie ma kobiet, ani mężczyzn. Są żołnierze.

O godzinie 5 rano podporucznik Staszek jest już w siedzibie TOC (Tactital Operation Center – Centrum Operacji Taktycznych SGPSz), na dyżurze QRF (Quick Reaction Forces –czyli Siły Szybkiego Reagowania, wydzielone są do wsparcia patroli z powietrza, do przeciwdziałania atakom rebeliantów) i nie rozstaje się z radiostacją.

Jej zespół otrzymuje pierwsze zadania: wsparcie z powietrza operacji plutonu szturmowego i policji afgańskiej. Wskakują do śmigłowca bojowego Mi-24, Staszek w hełmie, tak zwanym THL (Twardy hełm Lotniczy), zajmuje miejsce przy oknie, przygotowuje swój PKM (Pulemiot Kałasznikowa), zakłada pasy złocisto-miedzianych pocisków. Śmigłowiec unosi się w górę, nabiera prędkości, leci nad bazą dziobem do dołu, ogonem do góry. Ogon śmigłowca bojowego przypomina gigantyczny kij hokejowy. MI-24 cały przypomina sobą wielką bojową ważkę.

FOT. Bartek Syta. Podporucznik Staszek, w tle MI-24.

FOT. Bartek Syta. Podporucznik Staszek, w tle MI-24.

Zadaniem Staszka jest obserwacja, czy w pobliżu patrolu, którego wspierają z góry, nie ma podejrzanych osób, podejrzanych obiektów, czy pojazdów. Z powietrza automatycznie przekazuje się informacje do patrolu na ziemi. Patrol wtedy wzmaga czujność, albo omija niebezpieczne miejsca.

Następuje powrót do bazy i załogę czeka już kolejne zadanie – Mi-24 ma ubezpieczać Mi-17, transportowy śmigłowiec, który desantuje poza bazę grupę specjalsów. Tego dnia śmigłowiec ze Staszkiem na pokładzie podrywał się do lotu jeszcze trzy razy, aby wspierać żołnierzy ze służb specjalnych.

Następnego dnia, za zgodą dowódcy, polecimy razem dwoma śmigłowcami Mi-24. Fotoreporter Bartek Syta ze Staszkiem na pokładzie, ja – pod skrzydłami porucznika Andrzeja Zająca, doświadczonego pilota. Wtedy poznamy możliwości MI-24, jego wdzięk i zwrotność, i poczujemy to, co czuje Staszek – adrenalinę i pasję latania.

Tymczasem jest godzina 18.20 i Staszek schodzi ze śmigłowca. Zdaje sprzęt, wypełnia meldunki i wreszcie jest wolna. Wpada do PIO (z ang. Press Information Office), czyli siedziby rzecznika XIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, gdzie na co dzień pracujemy, korzystając z gościnności majorów, i zabiera mnie do siebie.

– Po całym dniu, marzę o prysznicu – mówi. Dobrze, że teraz ze swojej „sichaty” ma blisko do łazienki. Po ataku rebeliantów na bazę, jaki miał miejsce 28 sierpnia, kontener z prysznicami dla kobiet na jej kampowisku – zniknął. – Po wybuchu ściana „weszła” do środka. Teraz korzystam z amerykańskiej łazienki.

Po kąpieli Staszek wkłada długą spódnicę, T-shirt i bluzę z kapturem. Potrząsa głowa, susząc ciemnokasztanowe włosy. Od tej pory możemy zapomnieć o Staszku, bo na moich oczach dokonuje się przemiana w Emilkę – dziewczynę z zawadiackim uśmiechem. Chwyta packę na muchy, która jest stałym wyposażeniem każdego z żołnierskich „domów” (nawet generał Marek Sokołowski, dowódca XIII Zmiany PKW będąc u siebie, macha czerwoną packą, choć jak zaobserwowałam, więcej jest w tym elementów zabawy, niż realnego zagrożenia dla much).

– Mucha po afgańsku to pasza – mówi Emilia. – Afgańskie muchy są bardziej dokuczliwe, niż polskie. Uparte. Nie poddają się łatwo. Odgonisz, to wraca w to samo miejsce.

– Ale jeśli już przyzwyczają się do ciebie, a ty do ich ukąszeń, wasze wzajemne stosunki znacznie się poprawią – dzielę się swoim doświadczeniem, gdyż ja w swoim pokoju packi na muchy nie mam i jakoś muszę sobie radzić. Emilki to nie przekonuje, wali packą w stół, uśmiercając owada na miejscu.

– A teraz zaprowadzę cię w moje tajemne miejsce – mówi tajemniczo. Wychodzimy przed „sichatę”. Jeszcze nie ma godziny 20, ale w Afganistanie to już księżycowa ciemna noc. Emilka prowadzi mnie sobie tylko znanymi, krętymi labiryntami ciemnych zaułków. Idę na wpół po omacku, niezgrabnie, bo z rozwiązanymi sznurowadłami w butach, potykając się o kamienie. Emilka jak kot wspina się po drabinie, która stoi przy betonowej ścianie. Wyciąga rękę, pomaga mi się wgramolić. Jesteśmy na dachu. To dach schronu. Siadamy na workach z piaskiem, zadzieramy do góry głowy. Przed nami najpiękniej na świecie rozgwieżdżone niebo. Emilka nie każdego tu przyprowadza.

– Teraz często spadają tu gwiazdy. Pomyśl życzenie – nakazuje.

– Zawsze mam to samo – mówię.

– Jakie? – pyta ze szczerym zainteresowaniem.

– Kiedy widzę spadającą gwiazdę, zawsze mówię: „Niech wszystko będzie dobrze” – ujawniam wstydliwie.

– Wiesz co? Twoje życzenie właściwie nie różni się od mojego – mówi Emilka.

I w tym momencie spada gwiazda.

W polskiej bazie w Ghazni wszystko jest dobrze.

FOT. Bartek Syta. Podporucznik Staszek w śmigłowcu bojowym

FOT. Bartek Syta. Podporucznik Staszek w śmigłowcu bojowym

FOT. Bartek Syta. Podporucznik "Staszek" na stanowisku.

FOT. Bartek Syta. Podporucznik „Staszek” na stanowisku.

 

 

 

 

Komentarze (9):

  1. łośiu

    Kiedy jestem na patrolu gdzieś w strefie i wiem że ona jest w powietrzu to wiem że mi nic nie grozi, ona jest jak anioł który czuwa nad nami nad tymi co pracują na ziemi. Wiele razy Staszek i jej koledzy ze śmiglaków ratowali nam życie.

  2. Magda

    Witam, czytam blog od początku, jednak po raz pierwszy ośmieliłam się napisać 🙂 Świetny tekst, świetna Babka 🙂
    Cieszę się , że mamy tak wspaniałe i odważne kobiety, podziwiam i obserwuję z lekką nutką zazdrości…bo mi zabrakło chyba troszkę odwagi aby wstąpić w szeregi 🙂

    Serdecznie pozdrowienia dla Wszystkich „Naszych” a w szczególności dla Emilii i Anity… i „żeby było wszystko dobrze” 🙂
    Dziękujemy Wam za to, że tam jesteście!!

  3. Gosia

    Emilka – brawo!!! Wszyscy jesteśmy z Ciebie dumni ;)) wzorowo reprezentujesz płeć piekną w naszych szeregach ;)))) Uważaj tam na siebie ;)) Buziaki 😉 Stefcia ;)))

  4. Tośka Tośka

    Pani Emilko jest Pani znana wszędzie i zawsze serdecznie wspominana ,pozdrawiam i życzę szczęścia .Proszę o uściskanie Piotrusia

  5. klosiu

    „Staszek” to super kumpela. Latanie to jej pasja, nie robi tego dla kasy. Można zawsze na nią liczyć. Pozdrowienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.