Ghazni. Dzień, którego nigdy nie zapomnę – Gośka

Kategorie: Bez kategorii

Cztery kobiety i cztery dni, których nigdy nie zapomną. Przeżyły je tu, w Afganistanie i zgodziły się mi opowiedzieć. Ich relacje dotykają spraw ostatecznych, ale też, a może przede wszystkim tego, co w życiu najważniejsze. Dziś opowieść Gosi o 28 sierpnia 2013.

– Przywieźliśmy rannych, wyszłam z GZM (Grupa Zabezpieczenia Medycznego, potocznie szpital w polskiej bazie Ghazni). Kolega żołnierz, kiedy mnie zobaczył, zaczął krzyczeć: „Wsiadaj do wozu! Wsiadaj do wozu, bo jak jeszcze tobie coś się stanie, to nie damy rady!” W tym momencie dotarło do mnie, że jestem cząstką ich wszystkich – tak zaczyna swoją opowieść Gosia, dowódca grupy ewakuacji medycznej w zespole bojowym ALFA, które przebywa w tej chwili na misji w Ghazni.
Na dobrze ponad setkę żołnierzy w ALFIE, Gosia jest tu jedyną kobietą. Drobna, szczupła, ciemnowłosa, o wielkich ciemnych oczach, patrzących nad wyraz trzeźwo spod cienkich sznureczków czarnych brwi. Wygląda jak dziewczynka, ale ma 29 lat. Skończyła Uniwersytet Medyczny w Łodzi, kierunek – położnictwo oraz ratownictwo medyczne, po czym wstąpiła do wojska. Afganistan to jej pierwsza misja. Nie chciała mieszkać w oderwaniu od kolegów, z żołnierzami-kobietami w oddzielnych kontenerach. Jej pokój mieści się więc w samym centrum „bichaty” (b-hut to drewniany kontener z dwoma wyjściami, wewnątrz którego znajdują się oddzielone cienkimi ściankami pokoiki dla żołnierzy) w tak zwanej XIII dzielnicy. Gosia ceni sobie to miejsce, bo kiedy jest alarm dla QRF (Quick Reaction Forces – Siły Szybkiego Reagowania), nie musi biegać Bóg wie gdzie i ile, po bazie, tylko jest na miejscu, ze wszystkimi, błyskawicznie zbiera trzech swoich żołnierzy, jakich ma pod sobą i natychmiast są gotowi do działania.
Tego dnia, a była to środa 28 sierpnia, popołudnie przyszło niepostrzeżenie. Gdyby Gosia wyszła na zewnątrz, być może zwróciłaby uwagę, że w jasnym słońcu, jakie przywitało ją wczesnym rankiem, pojawiły się już ciemniejsze pasma złota, a szczyty gór tkwiące nieruchomo ponad bazą zmętniały od unoszącej się wszędzie mgiełki pyłu. Mgła unosząca się wokół gór nadawała krajobrazowi pozory nienaturalnego życia. Ale Gosia tego nie widziała, a nawet gdyby zarejestrowała te widoki, nie miałaby czasu o nich myśleć. W tym czasie siedziała akurat w „bichacie” i rozmawiała z kolegą o żołnierzach, których należy wynagrodzić za wyróżniającą się pracę.
Wtedy to się stało. Potężny wybuch wstrząsnął bazą.
Wybiegła na zewnątrz, jak wszyscy w plutonie, tak, jak stała, czy raczej siedziała – w krótkich spodenkach, w klapkach na bosych stopach. Pierwszy odruch to biec do schronu. Ale kiedy zauważyli unoszący się po wschodniej stronie bazy potężny grzyb, automatycznie wrócili po kamizelki kuloodporne, hełmy i broń. Nie pamięta, kto pierwszy krzyknął: – To jest atak! Atak na bazę!
Gosia od kilku miesięcy służy w „bojówce”, która realizuje najtrudniejsze zadania. Poza bazę wyjeżdża z patrolami codziennie, a zdarza się, że i kilka razy dziennie. Za każdym razem naraża swoje życie, żeby ratować zdrowie i życie innych.
– W kamizelkach, hełmach, uzbrojeni pobiegliśmy plutonem, do pojazdów. Wsiadłam ze swoimi do wozu ewakuacji medycznej. W głowie miałam jedną myśl: „Boże, tam muszą być ranni!”
Opancerzone M-RAP-y, Rosomaki pieszczotliwie zwane „Rośkami” i jej wóz ewakuacji medycznej ruszyły z zawrotną jak na ich możliwości szybkością, w kierunku eksplozji. Tony piachu i kurzu opadły na tyle, że zobaczyli rebeliantów, wbiegających przez wyrwę w ogrodzeniu, spowodowaną przez wybuch. Biegli z bronią gotową do strzału, z granatami, w kamizelkach wybuchowych zamachowców-samobójców, powiązani linami. Biegli w amoku.
– Nie czekaliśmy na rozkazy. To było automatyczne działanie, procedury. Każdy wiedział, co ma robić. Chłopaki zajęli się obroną bazy, my podbieraliśmy rannych. Zawieźliśmy ich na izbę i zaraz wróciliśmy pod Hesco (ogrodzenie dookoła bazy, specjalna konstrukcja wielkich worów otoczonych siatką, wypełniona ubitym piachem). Wyjrzałam przez właz i przez radio zapytałam: „Chłopaki, gdzie jesteście?” „Wiśnia” odpowiedział: „Spójrz w lewo, to ci pomacham”. Wtedy usłyszałam, jak „Bokser” krzyczy ostrzegawczo: „Erpegie! Erpegie! Erpegie!” Odruchowo schyliłam głowę. W radiu zapadła cisza. Pomyślałam: „Boże, nic się nie stało. Kabel mu się odłączył, może przypadkiem stracił połączenie.
Ale on w tym momencie dostał.
Gosia kuli ramiona, zakrywa twarz dłońmi. – Gdybym się wtedy nie schyliła, może to ja bym dostała – mówi stłumionym głosem. Po chwili unosi głowę, a jej głos brzmi rzeczowo: – Wyłączyłam emocje, uczucia. Miałam kolejnego rannego. Znów droga na szpital. Chłopaki w tym czasie przywieźli „Boksera”. Byłam przekonana, że przeżyje. Jeden z kolegów zobaczył mnie i krzycząc, powtarzał: „Wsiadaj do wozu! Wsiadaj do wozu, bo jak i tobie coś się stanie, to nie damy rady!” Wielu kolegów podczas patroli poza bazę mi mówi: „Uważaj na siebie”. Wiem, że mają na mnie baczenie, obserwują mnie, dbają, aby nie stała mi się żadna krzywda. Ale takich słów nikt wcześniej mi nie powiedział. W tym momencie z całą siłą dotarła do mnie myśl, że jestem cząstką ich wszystkich. Jesteśmy zespołem. Jesteśmy jednością. To dzień, którego nigdy nie zapomnę. Wtedy, podczas obrony bazy, nie miały znaczenia stopnie wojskowe, nie było mężczyzn, nie było kobiet. Wszyscy sobie pomagaliśmy. Chłopaki odparli atak rebeliantów, którzy walili do nas z wszelkiej możliwej broni przez wyrwę w ogrodzeniu, z zabudowań znajdujących się tuż za Hesco. Potem przez wiele godzin nocnych trzymaliśmy tam wartę, zabezpieczając to miejsce. Wraz z nocą przyszedł chłód. Kolega oddał mi swoje skarpetki, abym nie zmarzła. Takie drobiazgi się pamięta. Bo w tej grozie, w tych przerażających obrazach, jakie rejestrowały moje oczy, a jakich nie chciał przyjąć mój umysł, było też coś, co jest ponad wszystkim. To poczucie braterstwa. Zaufanie. I myślenie o innych.
Gosia od 28 sierpnia często myśli o „Bokserze”. Czasem słyszy jego głos. Czasem wydaje jej się, że go widzi, jak przemyka między „bichatami”.
– Przeżyłam w Ghazni moment słabości – przyznaje szczerze. – Był czas, kiedy chciałam przerwać misję, wrócić do kraju. Rozmawiałam o tym z mężem. Też jest żołnierzem, był ranny w Afganistanie. Powiedział mi: – Nie pokazuj swojej słabości. Ale to słowa „Boksera” stały się moją siłą. Powiedział mi wtedy: „Gosia, bądź ponad wszystko”.
„Bokser” to jedyny polski żołnierz, który dwa dni po tym, jak bronił polskiej bazy podczas ataku rebeliantów 28 sierpnia, zmarł w szpitalu w Ramstein.

FOT. Bartek Syta. Gosia, dowódca WEM

FOT. Bartek Syta. Gosia, dowódca WEM w polskiej bazie Ghazni

Komentarze (9):

  1. Srakal

    Jak czytam te artykuły to robi mi się niedobrze, zbiera na wymioty. Wypisz wymaluj propaganda za dobrych PRL-owskich czasów. Wszyscy bohaterzy, wspaniali, dzielni, nieskazitelni. Kulom się nie kłaniają i swoją postawą przykład dają.
    Znam reali misji od podszewki (bazę Ghazni również – trzy zmiany) i to co Pani pisze przypomina robotę politycznych za najlepszych czasów PRl-u.

    1. bojówka

      człowieku nie byłeś nie wiesz zapraszam na Khogani i nie obrażaj chłopaków z bojówki może i byłeś na 3 zmianach w zimę na wakacjach w Ciechocinku Ghazni i wywoziłeś śmieci. więc wielki szacunek dla Ciebie 🙂

  2. Redrad

    Pani Anito super robota, czytam wszystko, jestem pełen podziwu dla Żołnierzy ( i Żołnierek wersja dla Feministek) o których Pani pisze. Dziękuję za przybliżenie ich dnia codziennego…

  3. "GOSIA PRACUJE" NA MEDAL

    Gosia nie jest” dowódca grupy ewakuacji medycznej w zespole bojowym ALFA”Gosia nawet nie potrafi podać prawidłowej nazwy zgrupowania na którym jest.Zamachowcy powiązani linami hhhhaaahhhhaa dobre ciekawe co jeszcze jeden się wysadzi i wszyscy zamachowcy ranni a kilku zabitych i musieli by ich ciągnąc za sobą,super teza. Czasem słyszy jego głos. Czasem wydaje jej się, że go widzi, jak przemyka między „bi-chatami” powinna wracać straciła zdolność trzeźwego postrzegania rzeczywistości i zagrożenia skoro trzeba ją upominać aby się nie wychylała i weszła do wozu .Jestem ciekaw jak inni to widzą. data o śmierci boksera jest błędną datą.artykuł jes niestaranie opisany i zawiera niektóre nieprawdziwe informacje,a resztę podanych trzeba by było zweryfikować,porównać.Podaję linki do weryfikacji”http://www.siewie.tv/artykuly/aktualnosci/1978-pogrzeb-zolnierza-z-polskiego-kontyngentu-w-afganistanie-w-zdunskiej-woli-pozegnala-go-rodzina-i-koledzy” „http://www.armytimes.com/article/20130917/NEWS/309160041/Drum-soldier-who-saved-Polish-officer-tapped-for-Silver-Star” Powodzenia.>Chwała bohaterowi!

    1. emi

      powiem tak to co się mówi dziennikarzowi a to co jest opisane to inna bajka. wiadomo , że dziennikarz ubarwia historie to raz a dwa za pewne część informacji wojsko nie pozwoliło podać. widziałam ten artykuł jak został napisany a teraz to co jest tu umieszczone jest tak bardzo okrojone i dopisane. szkoda , że nie można było umieścić tak jak było powiedziane. więc drogi kolego w odróżnieniu od ciebie wiem, że Gosia służy w taktycznym zespole bojowym alfa i jestem dowódcą grupy ewakuacji medycznej. tylko szkoda ,że nie potrafisz powiedzieć prosto w oczy , co myślisz tylko piszesz głupoty na necie. taki właśnie odważny jesteś.a co do śmierci boksera w odróżnieniu od Ciebie każdy kto go znał to wie kiedy zmarł i gdzie i jaka przyczyna na marginesie to było wszystko podane , jak widać nie wszystko może być ujawnione. pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.