Dzień, którego nigdy nie zapomnę – Aneta

Kategorie: Bez kategorii

 

FOT. Bartek Syta. Aneta, psycholog. Jeden ze schronów w polskiej bazie Ghazni

FOT. Bartek Syta. Aneta, psycholog. Jeden ze schronów w polskiej bazie Ghazni

Aneta, 10 czerwca.

W drzwiach gabinetu psychologów, jaki mieści się w budynku kościoła, w polskiej bazie Ghazni, stanął ksiądz i „psycholożka” – koleżanka Anety. – Aneta, masz zmarłego. Idziemy – powiedziała.

Opowieść Anety, psycholog z polskiej bazie w Ghazni to wspomnienie o Janku, o kolegach Janka, o bichacie, którą Janek dzielił z innym żołnierzem, a która na czas misji stała się jego domem. To też opowieść o tym, co działo się po śmierci Janka.

Dzień, którego Aneta nigdy nie zapomni, zaczął się zwyczajnie. To był poniedziałek. Wstała przed siódmą rano. Zamilkły już afgańskie świerszcze, które uaktywniają się każdego wieczoru po zapadnięciu zmroku i grają do wschodu słońca. Poranek we władanie objęły gołębie – mniejsze od polskich, bardziej ubarwione, ale podobnie gruchające. Być może przeleciały nad głową Anety, kiedy szła do łazienki, ale nie zauważyła. Poranne czynności wykonuje się automatycznie: umyć zęby, zaparzyć kawę. Wypiła ją ze współlokatorką na patio, zapaliła papierosa . Pamięta jakieś leniwe rozmowy, ale nie pojawiły się w nich żadne przeczucia. Żadne samospełniające się przepowiednie w stylu: „Dawno nic nie walnęło”, po których wypowiedzeniu, zdarza się, że jest Incoming i rakieta, albo moździerz wpada do bazy. Ale tego dnia nic z tych rzeczy. Aneta umyła kubeczki po kawie i wybrała się do kościoła, gdzie swój gabinet mają psychologowie. Od godziny 8 rozpoczynała dyżur. Włączyła komputer, włączyła drukarkę, przejrzała dokumenty, odczekała, aż w Polsce ludzie zaczną wstawać i szykować się do pracy, i zadzwoniła do koleżanki. „Co u ciebie? A co u ciebie?”, zwykłe pogaduchy.

Nagle w drzwiach gabinetu staje koleżanka psycholog z księdzem i mówi: – Aneta, masz zmarłego. Idziemy.

Aneta, wciąż ze słuchawką przy uchu, odruchowo rzuca: – Danusia, muszę kończyć, bo mam zmarłego. Klap,  odłożyła słuchawkę.

Pobiegli do GZM (szpitala).

– Kto? – wyrzuciła z siebie Aneta.

– Janek – odpowiedziała pielęgniarka.

Aneta starała się powstrzymać łzy, jakie napłynęły jej  do oczu. Ale one płynęły mimo woli. Janek, saper. Aneta znała go jeszcze z VI zmiany. Miał znakomite poczucie humoru, optymistyczne podejście do ludzi, zawsze taki zadowolony z życia, przyciągał do siebie ludzi. Kiedy to było, jak wszyscy razem smażyli frytki? Przecież  tego zapachu jeszcze nie wywiało z kuchni. – Pierwsza myśl, była taka, że muszę iść do chłopaków, do kolegów Janka – mówi. Janek był w zgrupowaniu CHARLIE, który Aneta obejmowała opieką psychologiczną.

Przywitały ją znane, ale pobladłe twarze. Ściągnięte rozpaczą, wydłużone, zszokowane. Usiadła z nimi. Miała potrzebę działania. – Powiedziałam: Panowie, trzeba powołać komisję do spakowania rzeczy Janka – wspomina. Dowódca zaproponował, aby obok dowódcy Janka i jego zastępcy znalazła się w tej komisji.

– Pakowaliśmy jego rzeczy do jego lockera, robiąc jednocześnie spis każdej z nich. Podszedł jeden z żołnierzy i mówi dowódcy: – Pożyczyłem od Janka 100 dolarów i chciałbym oddać. Podszedł drugi: – Ja pożyczyłem 20. Pieniądze zostały włożone do portfela Janka. Spojrzałam na Tomka, jego kumpla, z którym mieszkał i oboje zaczęliśmy płakać.

Potem, pamięta, było pożegnanie ciała na helipadzie, na którą to uroczystość zjawili się wszyscy. Wszyscy też przyszli do kościoła  na mszę za Janka.

– Jego rzeczy, razem z ciałem poleciały do Bagram, stamtąd miały się udać transportem do Polski. Z ciałem leciał żołnierz, który zabrał nasz spis. Może to się wydać niestosowną biurokracją, ale chcieliśmy, aby wszystko, każdy najmniejszy przedmiot, jaki był własnością Janka, trafił do jego rodziny. Bo to wszystko było pamiątką po nim – mówi Aneta.

Wyszła z kościoła i znów poszła do jego kolegów. Spotkali się w patio. – To dla was jest to spotkanie, panowie. Porozmawiajmy – powiedziała. Na początku była w nich złość. Za to, że na patrolu musiał wdepnąć w minę. Za to, że w Afganistanie nie ma miejsca, które byłoby do końca bezpieczne. Za to, że rebelianci podkładają ładunki wybuchowe, które niosą śmierć. Potem zaczęli wspominać Janka i te wszystkie fajne rzeczy, które się z nim wiążą. Jeden powiedział: – Pamiętacie, jak Janek kiedyś mnie ochrzanił? Jak warknął na mnie? To powiem wam, że dobrze zrobił.

– Były łzy, ale było też radosne wspominanie – mówi Aneta.  Siedziała z nimi do północy. Kiedy przyszła tam na drugi dzień, powitał ją posprzątany pokój. Tomek, współlokator Janka, wskazując na puste półki po rzeczach przyjaciela, powiedział: – To półki Janka. Nic tam nie postawię.

– Pozwolił zająć miejsce Janka dopiero, gdy dostał nowego współlokatora. Ale i jego ostrzegł: – Tylko pamiętaj, Janek tu spał i to są półki Janka – Aneta mówiąc o tym, lekko rozchyla  usta w uśmiechu. Naraz głęboko wzdycha.

– Żałoba nie przechodzi tak szybko – podkreśla  i powtarza: – To miał być taki zwyczajny dzień. Jeden z wielu, jakie przeżyłam w Ghazni. Tak normalnie się rozpoczął, tak standardowo: łazienka, kawa, papieros.

A każde z tych szczegółów tak mocno tkwi w głowie.

Komentarze (4):

  1. babajack

    Czytałem parę dni temu , że żandarmeria nadal szuka sprawców kradzieży rzeczy z bagażu poległego w Afganistanie żołnierza , co tu więcej pisać ?

  2. galanonim

    Po pierwsze Janek nie jest żadnym saperem. Jeżeli niemacie dokładnych informacji to nie piszcie głupot usłaszanych z ust osób które go prawie nie znały. Sprawa bagażu to już naprawde szczyt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>