Miesięczne archiwum: Lipiec 2013

Aleksiej Nawalny, Michaaił Chodorkowski, PussyRiot…. – co łączy te postaci? To, że siedzą w koloniach karnych i więzieniach putinowskiej rosji. Za przestępstwa? Oficjalnie tak. W rzeczywistości za to, że ośmielili się rzucić wyzwanie Władimirowi Putinowi.
Wyrok skazujący Aleksieja Nawalnego, słynnego blogera opozycyjnego i organizatora antyputinowskich demonstracji w Moskwie w 2011 i 2012 roku, to kolejny wpis na liście hańby rosyjskiego państwa. Ta lista mogłaby być jeszcze dłuższa. Dosłownie kilkanaście dni temu zapadł wyrok na Aleksandra Lebiediewa, byłego oficera KGB, który jest obecnie właścicielem brytyjskich gazet „Evening Standard” i „Independent” oraz współwłaścicielem rosyjskiej „Nowej Gazety”. Oficjalnie oskarżono go o chuliganizm za bójkę w telewizji z innym oligarchą Siergiejem Polońskim. Nieoficjalnie mówiło się, że proces to kara za artykuł śledczy wymierzony w rządzącą ekipę wydrukowany w rosyjskiej gazecie.

Lebiediew dostał tylko karę prac społecznych, choć groziło mu 2 lata więzienia. Inny znany Rosjanin, były arcymistrz szachowy Garri Kasparow oświadczył kilka miesięcy temu, że wybiera życie na emigracji, gdyż w Rosji jest zbyt niebezpiecznie dla krytyków Putina z ambicjami politycznymi – takich, jak on.

Od ponad roku władze toczą z kolei walkę z organizacjami pozarządowymi, które oskarżano, że są agenturą obcych państw. Zabierane są fundusze organizacjom, albo zakazywana ich działalność.

Władimir Putin boi się najmniejszych nawet przeciwników politycznych, którzy mogą rywalizować z nim w wyborac. Nawalny, który nazywał partię Putina Jedna Rosja skupiskiem „złodziei i oszustów”, oskarżony został o spowodowanie strat podczas zarzdzania państwową firmą Kirowles wynoszących ponad pół miliona dolarów. W tym roku chciał startować w wyborach na mera Moskwy oraz w wyborach prezydenckich 2018 roku. Teraz może o tym zapomnieć, gdyż w tym czasie będzie odsiadywał wyrok.

Przedłużenia wyroku spodziewa się również Michaił Chodorkowski, w więzieniu od 2003 roku, który w drugim procesie w 2010 roku otrzymał nową karę. Teraz ma siedzieć za kratami do 2017 roku i… obawia się, że wkrótce kara może znów zostać przedłużona, by nie wyszedł na wolność przed wyborami.

W taki sposób rząd Putina rozprawia się z politycznymi przeciwnikami. Zachód protestuje, uchwala specjalne odezwy, ale Putin nic sobie z tego nie robi. Wie, że poza słowami nie będzie większej reakcji, gdyż głos Rosji może się przydać gdy przyjdzie decydować w sprawie kolejnych sankcji na Iran czy pozwolenia na interwencję zbrojną w Syrii.

Tytuł tego komentarza, to cytat z wypowiedzi Aleksieja Nawalnego, rosyjskiego blogera opozycjonisty, skazanego w czwartek na pięć lat kolonii karnej. Wypowiedział on te słowa kilka dni temu, dziennikarzowi gazety „The Sunday Times”, spodziewając się, że zostanie zesłany do kolonii karnej. Putin rzeczywiście może w Rosji posadzić do więzienia każdego niewygodnego i nikt mu nic nie zrobi.

Prezydent USA Barack Obama obiecuje, że zainicjuje specjalny szczyt amerykańsko-afrykański i spróbuje odbić Afrykę Chinom, które od 2009 roku są największym partnerem handlowym Czarnego Lądu. W Polsce ten fakt pewnie mało kogo zainteresuje, główne media pominą go milczeniem, lub poświęcą mu krótką notkę. Sam ze swoich różnych doświadczeń z pracy w mediach pamiętam, że o Afryce pisze się wówczas, gdy dotknie ją jakaś naprawdę wielka katastrofa, albo inne spektakularne wydarzenie, jak wojna z udziałem krajów Zachodu, nowe dziwactwa seksualne króla Mswatiego III czy informacje o stanie  zdorwia Nelsona Mandeli. Wychodzi się z  założenia, że Czarny Ląd (czytaj: trzeci, zacofany świat) nie interesuje polskiego czytelnika.

Trzeci świat? Błąd. Ba, wielbłąd, jak by powiedział nasz legendarny bramkarz Jan Tomaszewski. Afryka jest w ostatnich latach kontynentem najszybciej rozwijającym się gospodarczo na świecie. Gdy Europa i Ameryka toną w kryzysie, w Afryce powstają nowe fabryki, kwitnie rolnictwo, buduje się drogi i infrastrukturę. Dla większości Europejczyków Somalia to synonim głodu. Tymczasem kraj ten w ostatnich latach przechodzi prawdziwą rolniczą rewolucję, głównie za sprawą kapitału chińskiego. To Chiny pierwsze poznały się na ogromnym i niewykorzystanym potencjale gospodarczym tego kontynentu i zaczęły agresywnie inwestować w Afryce już dziesięć lat temu. Efektem było zdetronizowanie w 2009 roku USA jako głównego partnera handlowego Czarnego Lądu. Dzisiaj większość nowych przedsiębiorstw, fabryk inicjatyw powstaje dzięki kapitałowi chińskiemu.

Niedawno rozmawiałem w Paryżu z wyższym dyrektorem jednej z globalnych firm logistycznych. Powiedział mi, że jeden z najbardziej perspektywicznych rynków widzą właśnie w Afryce. Opowiedział też o tym, jak cudzoziemcy masowo wykupują ziemię na tamtym kontynencie, właśnie choćby w słynącej z głodu i susz Somalii. Grunty są tam dziś do kupienia niemal za bezcen, ale dzięki inwestycjom w infrastrukturę gwałtownie rozwija się rolnictwo w tym kraju. Z ziemi głodu Somalia ma szansę stać się eksporterem żywności.

Podobnie jest w innych krajach, choć dziedziny, w jakich rozwija się tam gospodarka są inne. Zdaniem owego dyrektora, coraz mniejszym problemem w Afryce są też kwestie bezpieczeństwa. Oczywiście inwestorzy unikają regionów, w których trają konflikty, ale takich obszarów coraz szybciej ubywa.

Ameryka, i Barack Obama, już są mocno opóźnieni na rynku Afrykańskim w porównaniu z chińskim rywalem. Jeszcze bardziej w tyle zostaje Europa, która patrzy na kontynent afrykański głównie jak na źródło kłopotów, a nie potencjalnych zysków. Amerykanie jednak przekonali się, że niedocenianie potencjału Afryki drogo ich już kosztuje, a może kosztować jeszze drożej. Czy jednak Ameryka, a przede wszystkim Europa ma szanse rywalizować z Chińczykami w wyścigu o kontrakty na Czarnym Lądzie? Tak. Chiny bowiem traktują swych partnerów z Afryki przeważnie jako źródło surowców, siły roboczej, a nie równorzędnych partnerów, których warto wspierać, by w przyszłości mieć jeszcze większe korzyści ze współpracy z coraz bogatszymi krajami. Europa  i Ameryka z łatwością przebiją chińską ofertę, jeśli będą chciały nie tylko drenować afrykański rynek, ale w swoich programach biznesowych postawią jednocześnie na stymulowanie rozwoju ekonomicznego, cywilizacyjnego, edukacyjnego i infrastrukturalnego krajów afrykańskich. Korzyść odniosą wówczas obie strony.

Na razie jednak Zachód musi zrozumieć to, co już zrozumiał – zdaje się – Obama. Że dzisiaj najważniejsze hasło brzmi: Afryka, głupcze!