Afryka, durniu!

Kategorie: Bez kategorii

Prezydent USA Barack Obama obiecuje, że zainicjuje specjalny szczyt amerykańsko-afrykański i spróbuje odbić Afrykę Chinom, które od 2009 roku są największym partnerem handlowym Czarnego Lądu. W Polsce ten fakt pewnie mało kogo zainteresuje, główne media pominą go milczeniem, lub poświęcą mu krótką notkę. Sam ze swoich różnych doświadczeń z pracy w mediach pamiętam, że o Afryce pisze się wówczas, gdy dotknie ją jakaś naprawdę wielka katastrofa, albo inne spektakularne wydarzenie, jak wojna z udziałem krajów Zachodu, nowe dziwactwa seksualne króla Mswatiego III czy informacje o stanie  zdorwia Nelsona Mandeli. Wychodzi się z  założenia, że Czarny Ląd (czytaj: trzeci, zacofany świat) nie interesuje polskiego czytelnika.

Trzeci świat? Błąd. Ba, wielbłąd, jak by powiedział nasz legendarny bramkarz Jan Tomaszewski. Afryka jest w ostatnich latach kontynentem najszybciej rozwijającym się gospodarczo na świecie. Gdy Europa i Ameryka toną w kryzysie, w Afryce powstają nowe fabryki, kwitnie rolnictwo, buduje się drogi i infrastrukturę. Dla większości Europejczyków Somalia to synonim głodu. Tymczasem kraj ten w ostatnich latach przechodzi prawdziwą rolniczą rewolucję, głównie za sprawą kapitału chińskiego. To Chiny pierwsze poznały się na ogromnym i niewykorzystanym potencjale gospodarczym tego kontynentu i zaczęły agresywnie inwestować w Afryce już dziesięć lat temu. Efektem było zdetronizowanie w 2009 roku USA jako głównego partnera handlowego Czarnego Lądu. Dzisiaj większość nowych przedsiębiorstw, fabryk inicjatyw powstaje dzięki kapitałowi chińskiemu.

Niedawno rozmawiałem w Paryżu z wyższym dyrektorem jednej z globalnych firm logistycznych. Powiedział mi, że jeden z najbardziej perspektywicznych rynków widzą właśnie w Afryce. Opowiedział też o tym, jak cudzoziemcy masowo wykupują ziemię na tamtym kontynencie, właśnie choćby w słynącej z głodu i susz Somalii. Grunty są tam dziś do kupienia niemal za bezcen, ale dzięki inwestycjom w infrastrukturę gwałtownie rozwija się rolnictwo w tym kraju. Z ziemi głodu Somalia ma szansę stać się eksporterem żywności.

Podobnie jest w innych krajach, choć dziedziny, w jakich rozwija się tam gospodarka są inne. Zdaniem owego dyrektora, coraz mniejszym problemem w Afryce są też kwestie bezpieczeństwa. Oczywiście inwestorzy unikają regionów, w których trają konflikty, ale takich obszarów coraz szybciej ubywa.

Ameryka, i Barack Obama, już są mocno opóźnieni na rynku Afrykańskim w porównaniu z chińskim rywalem. Jeszcze bardziej w tyle zostaje Europa, która patrzy na kontynent afrykański głównie jak na źródło kłopotów, a nie potencjalnych zysków. Amerykanie jednak przekonali się, że niedocenianie potencjału Afryki drogo ich już kosztuje, a może kosztować jeszze drożej. Czy jednak Ameryka, a przede wszystkim Europa ma szanse rywalizować z Chińczykami w wyścigu o kontrakty na Czarnym Lądzie? Tak. Chiny bowiem traktują swych partnerów z Afryki przeważnie jako źródło surowców, siły roboczej, a nie równorzędnych partnerów, których warto wspierać, by w przyszłości mieć jeszcze większe korzyści ze współpracy z coraz bogatszymi krajami. Europa  i Ameryka z łatwością przebiją chińską ofertę, jeśli będą chciały nie tylko drenować afrykański rynek, ale w swoich programach biznesowych postawią jednocześnie na stymulowanie rozwoju ekonomicznego, cywilizacyjnego, edukacyjnego i infrastrukturalnego krajów afrykańskich. Korzyść odniosą wówczas obie strony.

Na razie jednak Zachód musi zrozumieć to, co już zrozumiał – zdaje się – Obama. Że dzisiaj najważniejsze hasło brzmi: Afryka, głupcze!

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.