Do opisania dzisiejszego dnia wystarczyłoby odgrzebanie mojego tekstu sprzed 2 lat. Co też poniekąd zrobiłam, wplatając fragmenty moich dawnych przemyśleń.

Niestety przez te dwa lata nie zmieniło się nic. Święto Niepodległości nadal nie ma nic wspólnego ze świętem narodowym.

Zasadne wydaje się pytanie czy władzom na rękę jest taka sytuacja. Niestety wszystko wskazuje na to, że tak. Chyba wszyscy pamiętamy jak minister Sienkiewicz odgrażał się rok temu. Co dziś zostało z jego słynnego „idę po was”? Rząd ma wystarczające środki prawne, aby zapobiec takim rozróbom. Tylko po co? Temat burd 11.11 będzie maglowany w mediach przez następne dwa tygodnie. Nikt nie będzie mówił o bezrobociu, deficycie budżetowym i tym podobnych drobnostkach, z którymi nie radzi sobie ekipa rządząca.

Wracając do samego marszu, znowu zawładnęły mną te same uczucia. A mianowicie wstyd, zażenowanie i smutek. Czy takie uczucia powinny mi towarzyszyć w dniu odzyskania niepodległości przez mój kraj? Nie sądzę. Powinnam odczuwać radość, a jak nie radość to chociażby spokój wewnętrzny. Tym bardziej, że to data, która przez długie lata była wymazana z kart historii.

W każdy cywilizowany kraj ma swoje narodowe święto. W większości krajów jest to właśnie Dzień Niepodległości – dzień, w którym dany kraj uzyskał niepodległość. Francuzi mają Dzień Zdobycia Bastylii, Amerykanie – Rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości, są też daty obalenia jakiś reżimów, w Ameryce Południowej świętowane są rewolucje, które „wygoniły” konkwistadorów. Trudno mi ręczyć za wszystkie kraje, ale wydaję mi się, iż w większości z nich są to normalne święta. Nie u nas. W Polsce datę 11.11 zawłaszczyły dwie skrajne grupy – lewicowe i prawicowe. Choć trzeba uczciwie dodać, że  w tegorocznym marszu Antifa łaskawie darowała sobie szturm na Warszawę (a przynajmniej nie była tak widoczna jak w poprzednich latach).

W tym roku brylowały tylko bojówki ONR i MW. Oczywiście przydałby się zwalić część winy na PiS, ale Jarosław Kaczyński jak na złość obchodził to święto w stolicy Małopolski. A daru bilokacji z tego co mi wiadomo nie posiada. Za zamieszki na Marsz Niepodległości odpowiadają, więc wyłącznie jego organizatorzy.

Na koniec arcyważne pytanie: dlaczego u licha 11 listopada przejął obóz radykalnej prawicy ( i w opozycji do niech skrajna lewica)? Odpowiedź jest niestety boleśnie prosta bo nie ma nic w zamian. To po części wina władz. Owszem ostatnimi czasy jest Prezydent Komorowski i jego marsz, ale to nadal za mało. To święto choć powinno być radosne (co nie znaczy groteskowe, patrz: orzeł z czekolady) zawsze było i jest smętne. Oczywiście, okoliczności przyrody są średnio optymistyczne, ale na Zeusa chyba te nudne przemówienia, uroczysta zmiana warty i tym podobne można by było jakoś uatrakcyjnić. Ludzie potrzebują takich świąt. Świąt, które umacniają naszą narodową dumę i dają poczucie przynależności do jakiegoś wspólnego kręgu kulturowego. A tak skoro władza nie dała ludowi „igrzysk”, lud organizuje je sam. To wszystko co teraz opisuję jest jedynie moją teorią, bardziej zgaduję niż wiem. Prawdę mówiąc trudno mi to wszystko ogarnąć umysłem, a przecież zawsze musi być przyczyna. Jak zna się przyczynę można potem próbować naprawić problem. Niestety wciąż mam wrażenie, że błądzę po omacku w tych oparach absurdu. Może podchodzę do tego zbyt racjonalnie? Może te dwie skrajne grupy po prostu potrzebują się nawzajem? Każda okazja jest dobra, żeby zrobić zadymę, obić mordę lewakowi/faszyście?

Marzy mi się wspólne święto. Bez zadym. Demolki miasta. I bez przesadzania miejskich drzew. Naturalnie ktoś może powiedzieć, że na Marszu Niepodległości było mnóstwo rodzin z dziećmi, dużo młodych ludzi bez kominiarek i całkiem sporo seniorów. To jednak nie zmienia faktu, że organizatorami Marszu byli nacjonaliści eufemistycznie zwani narodowcami. Ich hasła niewiele mają wspólnego z patriotyzmem jako takim.

Przypomnę dla porządku kilka twarzy. Schludny i uprzejmy na co dzień Robert Winnicki – ktoś pamięta jego ubiegłoroczne przemówienie? Najważniejszą rzeczą w tak doniosłym dniu była dla niego „walka z pedałami”. Co ma wspólnego orientacja seksualna z byciem Polakiem, pozostanie słodką tajemnicą narodowców.

Natomiast  nawoływania  Witolda Tumanowicza do „posprzątania” Polski kojarzą mi się tylko i wyłącznie z faszyzmem. Poglądy innego młodego wilka, Krzysztofa Bosaka wydają troszkę się mniej radykalne, ale nie dajmy się zwieść. Ci wszyscy panowie różnią się od tych wszystkich bandziorów z falangą i krzyżem celtyckim, tylko i wyłącznie out-fitem.  Jeśli ktoś ma wątpliwości to zapraszam do lektury korespondencji (wiem, to nie powinno ujrzeć światła dziennego) Przemysława Holochera. Dziękuję za wizję jedynie słusznej białej-katolickiej Polski, w której nie ma miejsca na inne poglądy.

Cóż, może za jakieś 20 lat dorośniemy do godnego obchodzenia Święta Niepodległości.