Podatek od przeklnięć, podatek o kichnięć – to już wymyślił dawno temu Papcio Chmiel twórca słynnych przygód Tytusa de ZOO. Rządzący idąc tym tropem zaproponowali „podatek od cukru”. Tylko, że to już nie humorystyczny komiks dla dzieci, a brutalny atak na polskich producentów i konsumentów. Prozdrowotne znaczenie opłaty to wulgarna hipokryzja.

Projekt ustawy wprowadzającej podatek brzmi „ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów” przewiduje dodatkowe opłaty od napojów zawierających cukier lub inne substancje słodzące lub aktywne. Szacuje się, że z tego tytułu do budżetu państwa wpłynie 2 miliardy złotych. Okazuje się jednak, że cukier, który tak szkodzi ludziom w napojach już takich negatywnych skutków nie wywołuje ani w dosładzanych piwach, czy jogurtach, a nawet dżemach, cukierkach, czy słodyczach! Według twórców projektu ustawy szkodzi on tylko w napojach. Dlatego nie oczekuje się, żeby inne produkty zawierające cukier również zasilały budżet państwa. Oto szczyt hipokryzji.

Wprowadzanie dodatkowych opłat na napoje zawierających cukier lub inne substancje słodzące lub aktywne ma ograniczyć popyt i w ten sposób zmniejszyć konsumpcję. Jednak na tym zabiegu państwo chce zarabiać. Warsaw Enterprise Institute przypomina, że „amerykański instytut badawczy McKinsey Global Institute po przeanalizowaniu 44 rządowych programów zwalczania nadwagi podatkami, stwierdził, że podnoszenie podatku od słodzonych napojów jest najmniej skutecznym ze wszystkich celowych podatków. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu podatku od napojów słodzonych cukrem, w okresie od 2015 do 2018 roku spożycie wzrosło o 2,6 proc.” I to tyle w sprawie hipokryzji związanej z proponowaną opłatą.

To jednak nie koniec „podatek od cukru” uderzy w polskich producentów napojów, producentów owoców i rynek pracy. Droższe napoje będą mieć problem z konkurencją zza granicy. Należy pamiętać, że Polska w ramach Unii Europejskiej ma wspólny rynek. W kraju pojawią się napoje z państw ościennych, w których nie ma takich dodatkowych opłat. To spowoduje zmniejszenie produkcji w Polsce, a zatem zmniejszenie plantacji owocowych. Ze względu na import taniego surowca zza granicy już 10 proc. producentów zrezygnowało z upraw. Nowy podatek zwiększy to zjawisko. W efekcie negatywne skutki będą dotyczyć też  rynku pracy. Co prawda bezrobocie w Polsce jest na minimalnym poziomie, jednak poza regionami dużych miast nadal jest wysokie. Plantacje owocowy znajdują się w miejscach, gdzie nie ma przemysłu i jest małe zapotrzebowanie na pracę. Ich brak sprawi, że to będzie jeszcze mniej ofert pracy.

Przeciwko „opłatom cukrowym” protestuje już 9 kluczowych organizacji, reprezentujących sadownictwo i przetwórstwo owoców i warzyw, w tym: Stowarzyszenie Krajowa Unia Producentów Soków, Związek Sadowników RP, Federacja Gospodarki Żywnościowej RP, Stowarzyszenie Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw „Unia Owocowa”, Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw, Krajowe Stowarzyszenie Przetwórców Owoców i Warzyw, Krajowe Zrzeszenie Plantatorów Aronii – Aronia Polska, Krajowe Stowarzyszenie Plantatorów Czarnych Porzeczek oraz Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego.  To pokazuje jak bardzo niebezpiecznym pomysłem jest projekt „ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów”, który choć w założeniach ma przynieść same zyski, w rzeczywistości spowoduje poważne straty.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Większość ludzi utożsamia zysk z pieniędzmi. Do takiego stereotypowego myślenia przyzwyczaił fiskus, który tego typu sukcesy opodatkowuje. Wydaje mi się, że jest cała sfera zysków, których Ministerstwo Finansów nie dostrzega i niech tak zostanie, bo w przeciwnym razie i te sfery zostaną opodatkowane!

Dobroczynność kojarzy się z działalnością altruistyczną, charytatywną lub wręcz z rozdawaniem pieniędzy. To podobnie uproszczony sposób myślenia jak w przypadku zysku, który utożsamiany jest wyłącznie z zarabianiem pieniędzy. Kiedy jednak pomyślimy o innych zyskach niż tylko finansowe, to może się nagle okazać, że działalność charytatywna może być bardzo zyskowna!

Powyższe twierdzenie wyjaśnię na przykładzie międzynarodowej wystawie „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”, która przez trzy miesiące była eksponowana w Muzeum Narodowym – Pałacu Wielkich Książąt Litewskich w Wilnie na Litwie. O inicjatywnie dowiedziałem się z depeszy Agencji Informacyjnej. Współorganizatorem tego wyjątkowego wydarzenia była polska Fundacja Trzy Trąby, prowadzona przez Macieja Radziwiłła.

Na wystawie „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”  znalazło się ponad 350 eksponatów z około 40 muzeów, bibliotek, archiwów, kościołów, klasztorów i prywatnych kolekcji z 7 krajów świata – Litwy, Polski, Białorusi, Ukrainy, Niemiec, Francji i Ziemi Świętej (Jerozolima). Ekspozycję zwiedziło prawie 55.000 osób, zorganizowano ponad 300 wycieczek z przewodnikiem, 105 interaktywnych zajęć edukacyjnych oraz 7 wydarzeń specjalnych. Przedsięwzięcie okazało się wielkim sukcesem

Aby wystawa „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”  mogła zostać zrealizowana była konieczna współpraca polskiej i litewskiej strony oraz wielu ludzi w innych krajach. Ta pozytywna działalność przyniosła więcej korzyści (zysku) niż wiele lat działalności dyplomatycznej, której celem jest budowa dobrych relacji pomiędzy Polską i Litwą. 55.000 zwiedzających to liczba osób, które świadomie zapoznało się z historią jednego z najznamienitszych rodów co oznacza, że wrażeniami i wiedzą w wiarygodny sposób podzielą się z wieloma swoimi znajomymi.

Z pewnością koszt zorganizowania wystawy  „Radziwiłłowie. Historia i dziedzictwo książąt”  przewyższył wpływy, ale nie zyski, oczywiście nie te finansowe, ale te niematerialne, a one są dużo więcej warte. Z tego właśnie przykładu wywodzę, że dobroczynność może być zyskowna.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

31 grudnia 2019 roku kończą żywot Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE), prowadzone przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE). Była to jedna z czterech sztandarowych reform rządu koalicji Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności (AWS UW), którego premierem był Jerzy Buzek. Wielka reforma systemu emerytalnego, z perspektywy czasu, okazała się wielkim złodziejstwem…..

Otwarte fundusze emerytalne powstały w ramach reformy systemu emerytalnego w 1999 roku. Miały pozwalać pracującym na gromadzeniem pieniędzy na emeryturę w tzw. II filarze. Fundusze były zarządzane przez PTE. Aby prowadzić taką działalność konieczna była specjalna państwowa koncesja. Otrzymało ją kilkanaście podmiotów, w większości zagranicznych, które z czasem zaczęły się łączyć. Dla osób urodzonych po 1969 roku przystąpienie do OFE było przymusowe. Dotyczyło to kilku mionów pracujących Polaków. Dla PTE był to „cudny biznes”, albowiem towarzystwa pobierały od uczestników OFE opłaty za zarządzanie, które wynosiły w pewnych okresach nawet kilkanaście procent.

Polska reforma emerytalna była wzorowana na pomysłach takich państw jak Peru, Chile i Argentyna, które „w całym wszechświecie znane są z najlepszego zabezpieczania interesów przyszłych emerytów”. PTE reklamowały swoje OFE jako panaceum na wspaniałą emeryturę. I dla garstki managerów, która się przy tym kręciła z pewnością były źródłem zgromadzenia znaczącego kapitału.

Po kilkunastu latach zorientowano się, że środki zgromadzone w II filarze utrudniają powiększanie deficytu budżetu państwa. Wówczas okazało się, że są złe i rząd koalicji Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe (PO PSL), którego premierem był Donald Tusk zredukował składkę jaką można było odkładać w OFE. Potem jeszcze ją bardziej zmniejszył. Przy okazji okazało się, że osoby oszczędzające w II filarze nie są właścicielami własnych pieniędzy lokowanych w OFE. Bezpośrednimi skutkami działania rządu Donalda Tuska było dalsze zadłużanie Polski oraz uwiąd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, która tuczyła się na składkach przyszłych emerytów.

Niewydarzoną reformę emerytalną dobił rząd Zjednoczonej Prawicy, którego premierem jest Mateusz Morawiecki. Tym co się upierają aby oszczędzać środki, poza Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, który „pożre” każde pieniądze, pozostawiono możliwość gromadzenia pieniędzy na Indywidualnych Kontach Emerytalnych. Zgromadzone tam środki będę jednak na tyle nikłe, że nie będą mieć znaczącego udziału w przyszłych świadczeniach emerytalnych.

Nikt jednak milionom Polaków nie zwróci pieniędzy jakie w świetle prawa pożarły powszechne towarzystwa emerytalne z tyłu prowadzenia OFE. Jest to afera na miarę wyłudzeń VAT, choć liczba winnych jest znacznie mniejsza. Taka piękna katastrofa….. Cóż, nikt się nawet nie kwapi do powołania jakiejś komisji śledczej do wyjaśnienia tej sprawy. Tak to jest kiedy dostaje się koncesję na kradzież…..

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Stosunek Polaków do społecznej odpowiedzialności biznesu (z ang. CSR) jest zróżnicowany. Są jego gorący zwolennicy, głównie ci, którzy zajmują się tą problematyką zawodowo, osoby, które odpowiadają w organizacjach za ten obszar aktywności. Jest tez grupa osób, z definicji kwestionująca ideę scr oraz zapewne większość, która ma albo stosunek obojętny, albo w ogóle nie wie o koncepcji społecznej odpowiedzialności biznesu.

Dla pewności przypomnę, że społeczna odpowiedzialność biznesu, (ang, skrót SCR od corporate social responsibility) to idea, mówiąca o tym, że organizacje w swoje aktywności powinny przestrzegać wszystkie przepisy prawa i norm oraz uwzględniać interesy społeczne i ochronę środowiska, a także relacje z różnymi grupami interesariuszy. Wydatki  z tym związane należy zaliczać jako inwestycję i źródło innowacji, a nie jako koszt.

Teoria społecznej odpowiedzialności biznesu jest piękna i bardzo rozbudowana. Słabiej realizacją tej idei w praktyce. Monitorowanie tego typu działalności zajmuje się serwis informacyjny RaportCSR.pl. Regularnie ogłasza on dostrzeżone przez siebie przejawy społecznej działalności biznesu. „Raport CSR” jest pierwszym tak poważnym projektem wydawniczym w Polsce, zajmującym się popularyzowaniem dobrych praktyk przedsiębiorstw i organizacji. Pierwsze wydanie ukazało się w 2009 r. Do tej pory wyróżniono ponad 70. organizacji.

Właśnie ogłoszono 43. Raport CSR. W tej edycji wyróżniono jedną z najstarszych inicjatyw propracowniczych w Polsce: Konkurs „Pracodawca Godny Zaufania” – organizowany przez Krajową Izbę Gospodarczą, Fundację Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” i Agencję Impressarium. Na jesieni odbył się IX już Konkurs. Laureatami zostali Emitel, PGE Polska Grupa Energetyczna, Benefit Systems, Żabka, Polska Agencja Żeglugi Powietrznej oraz Poczta Polska. Nagroda specjalna trafiła do PwC. Ponadto przyznano wyróżnienia dla przedstawicieli mediów. Dostali je: Anna Popek – dziennikarka i prezenterka telewizyjna oraz Michał Dobrołowicz – dziennikarz RMF FM –.

Raport CSR to nie tylko wyróżnienia. Na przykład w 43 wydaniu przeczytać o „Świątecznych twarzach przedsiębiorców”, czyli o działaniach z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu prowadzonych w okresie świąt bożonarodzeniowych. Tekst „Świętowanie zimowej imprezy w eko atmosferze” poświęcony jest jednej ze znanych sieci handlowych, która kierując się tzw. obyczajową poprawnością, zdecydowała się na nadawanie kontrowersyjnych nazw produktom, o charakterze świątecznym.

Lektura raportów CSR inspiruje do podejmowania nowych inicjatyw z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu, Zwraca uwagę na działania w obszarach ekologii, wolontariatu i akcji pomocowych prowadzonych przez największe polskie i europejskie organizacje. Zachęcam do lektury raportów CSR, albowiem często można poznać świat nieznany, chociaż bardzo ważny dla jakości naszego życia.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Być może przyznawanie nagród gospodarczych niektórym może wydawać się dziwne. W praktyce mają one jednak wielki sens. Wyróżniają one ciekawe inicjatywy, zwracają uwagę na ważne projekty i przedsiębiorstwa, które odnoszą sukces. Z tego względu warto się nimi interesować.

Właśnie zostały przyznane już po raz XVII Perły Polskiej Gospodarki – 2019. Otrzymały je najlepsze przedsiębiorstwa według rankingu prowadzonego przez anglojęzyczny magazyn ekonomiczny „Polish Market”. Jest to jedno z najstarszych i najbardziej miarodajnych badań polskich przedsiębiorstw. Badanie rankingowe kondycji polskich przedsiębiorstw jest przeprowadzane według specjalnego algorytmu opracowanego przez naukowców ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Przedsiębiorstwa są szeregowane przy pomocy międzynarodowych wskaźników audytorskich.

Badanie rankingowe Perły Polskiej Gospodarki obejmuje ponad 2.000 przedsiębiorstw, których przychody z całokształtu działalności gospodarczej w okresie roku wyniosły: co najmniej 100 milionów złotych (Perły Duże) i powyżej 1 miliarda złotych (Perły Wielkie). W 2019 roku kryteria ekonomiczne Rankingu Pereł Polskiej Gospodarki spełniło 91 przedsiębiorstw. Te firmy cechujące się największą efektywnością działania.

Perły Polskiej Gospodarki Wielkie otrzymały: Sitech, Mondi Świecie, Volkswagen Motor Polska. Perły Polskiej Gospodarki Duże wręczono: Zarządowi Morskiego Portu Gdynia, carSolutions , Wawel. Ponadto wręczono Perły Polskiej Gospodarki dla Instytucji Finansowych: Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie, Santander Consumer Bank, MetLife Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie i Reasekuracji.

Redakcja Polish Market przyznała Nagrody PROGRESS – Perły Innowacji przyznano Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej – Invest Park, Instytutowi Energetyki i Grupie Badawczej Politechniki Warszawskiej i Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Wręczono także specjalne wyróżnienia za promocję ekologii. Otrzymali je prof. dr hab. Jędrzej Krupiński – Instytut Zootechniki i Maciej Majewski – Stowarzyszenia Sady Grójeckie. Nagrodę Ambasador Przedsiębiorczości dostała Beata Drzazga. Perłami Honorowymi, przyznawanymi wybitnym osobistościom i instytucjom, które można nazwać ambasadorami – najwyższych polskich wartości zostali wyróżnieni, w kategorii gospodarka: Małgorzata i Maciej Adamkiewicz oraz Piotr Krupa.

Perły Polskiej Gospodarki to ważne i cenione wydarzenie. Dowodem jest, że odbyło się one pod patronatem honorowym Wicepremiera i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego – Jarosława Gowina, Ministra Rozwoju – Jadwigi Emilewicz, Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej – Małgorzaty Jarosińska-Jedynak, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Projekt wspierał również Instytut Biznesu, który reprezentuję i z tego powodu cieszę się, że współuczestniczymy w tak ważnym i potrzebnym przedsięwzięciu.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Jest realna szansa, że nowelizacji art. 477² kodeksu postępowania cywilnego zabije polski biznes. Nie stanie się to od razu. Zajmie to prawdopodobnie około 5 lat. Przy czym będzie to efekt kuli śnieżnej, czyli kondycja polskiej gospodarki będzie się pogarszać w w postępie geometrycznym.

Pracodawcy nie bardzo zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, wywołanej radosną twórczością ustawodawcy. Co do zasady śledzą przepisy dotyczące życia gospodarczego i nie spodziewają się śmiercionośnego uderzenia ze strony nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego. Zauważył to jednak Instytut Biznesu i nawet nagłośnił sprawę w wydanym oświadczeniu, w którym można przeczyć, że „bardzo znacząco została osłabiona pozycja pracodawcy w sporze z pracownikiem, obciążając go dodatkowymi, trudnymi do oszacowania kosztami. Nowelizacja doprowadza relacje pracodawca pracownik do absurdu i podważa całą filozofię zatrudniania jako idei prowadzenia przedsiębiorstwa gospodarczego w celu osiągania zysku.”

Nowelizację kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dziennik Ustaw z 6 sierpnia 2019 r. poz. 1469). Zmiana art. 477² kpc umożliwia sądowi pierwszej instancji orzekającemu przywrócenie pracownika do pracy nałożenie na przedsiębiorcę obowiązku dalszego zatrudniania pracownika do czasu prawomocnego wyroku. Na taki wyrok można czekać nawet dwa lata. Przez ten okres pracodawca musi utrzymywać pracownika, którego sobie nie życzy oraz jego stanowisko pracy. Warto też dodać, że jeśli w końcu sąd przyzna pracodawcy rację to nikt mu nie zwróci poniesionych nakładów. Krótko mówiąc teraz na każdego pracownika przedsiębiorstwo powinno założyć rezerwę na wypadek kosztów związanych ze zwolnieniem w wysokości około 120.000 zł. Prawdopodobnie taniej będzie zbankrutować.

Co ryzykuje zwolniony pracownik wnosząc przeciwko przedsiębiorstwu pozew do sądu? NIC. Może natomiast zyskać zatrudnienie w postaci „świętej krowy” w przedsiębiorstwie, które chciało się go pozbyć. Każde oczekiwanie pracodawcy może ignorować. Każdą uwagę może natychmiast zgłosić do sądu jako próbę mobbingową. W 2018 roku ponad 42.000 byłych pracowników założyło swoim pracodawcom sprawy o niesłuszne zwolnienie. Teraz należy się spodziewać znacznie więcej tego typu pozwów. Sądy nie są z gumy. To oznacza, że znacznie wydłuży się czas orzekania.

Cóż, wprowadzenie tak radykalnych i asymetrycznych regulacji prawnych to istne szaleństwo. Bardzo podwyższa ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Świat odniósł spektakularny sukces bo wydał wojnę plastikowym słomkom i jednorazowym sztućcom i talerzykom. Z pewnością od tego świat będzie zdecydowanie lepszy.

Wojna z plastikiem można powiedzieć, że została rozpoczęta. W małych kawiarniach i barach już nie ma plastikowych słomek, królują jednak nadal w wielkich sieciach sprzedających fastfoody. Nic dziwnego, wielkie koncerny kierują się zyskiem, a nie dobrem swoich klientów, a zasady społecznej odpowiedzialności biznesu jak martwe prawo wiszą sobie na ich stronach internetowych oraz w pięknie wydanych rocznych raportach na ten temat. Cóż, po prostu zakłamanie.

Wojna z plastikowymi słomkami z pewnością kiedyś zostanie wygrana. Ci co myślą, że odnieśli sukces są w błędzie. To niestety jest zwykła obłuda Unii Europejskiej. Jeśli walka z plaskiem ma mieć jakiś sens, należy wydać wojnę całej filozofii plastikowych opakowań.

Podczas każdego prania odzieży syntetyczne włókna są wypłukiwane i razem ze ściekami trafiają do naturalnych wód. Aby temu zapobiec konieczne jest natychmiastowe zakazanie produkcji plastikowych ubrań. Jeśli chcemy rzeczywiście troszczyć się o środowisko i o przyszłość planety, powinno się zabronić produkcji odzieży słabej jakości, a zatem wydać wojnę całej kulturze prêt-à-porter. Ktoś jest na to gotów?

Problemem są kurczące się zapasy wody zdatnej do picia. Specjaliści zastanawiają się czy warto hodować zwierzęta, ponieważ to wiąże się z dużymi stratami wody. Więcej wody jednak marnotrawi się podczas codzienna higiena przeciętnego człowieka. Czy ktoś zastanawia się nad tym aby znaleźć inną metodę na dbanie o czystość niż woda? W jaki sposób ją oszczędzać w toaletach? Świat osiągnął najwyższy poziom zakłamania.

Jest taka teoria, że należy zmusić państwa do dbania o środowisko. Z pewnością to ciekawa koncepcja i wielu wojowników o lepszą przyszłość może wykazać się energią. Podobno jednak za w 90 proc. zanieczyszczeń naszej planety odpowiada około 100 światowych koncernów. To w rękach zarządów tych organizacji leży nasza przyszłość. Czy oni cokolwiek w tej sprawie robią czy tylko liczą zyski?

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Obecnie najwęższym odcinkiem hamującym rozwój polskiej gospodarki jest brak pracowników. Wielu przedsiębiorców deklaruje, że gdyby mogli powiększyć kapitał ludzki organizacji pozwoliłoby to na przyjęcie nowych zamówień.

Ogłoszone niedawno Stanowisko Instytutu potwierdza, że „barierą ograniczającą rozwój gospodarki pozostaje niedobór siły roboczej. (…) Brakuje specjalistów z obszaru techniki informatycznej (IT) oraz inżynierów, którzy dodatkowo są wypychani z polskiego rynku poprzez projekty typu zniesienie 30-krotności składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe. Coraz trudniej znaleźć robotników przemysłowych, operatorów maszyn i urządzeń, ale również pracowników gotowych do pracy w usługach, w tym w przedsiębiorstwach sprzątających. Największe trudności ze znalezieniem rąk do pracy występuje w okresie letnim, kiedy pracownicy i rolnicy muszą wykonać prace sezonowe.”

Nic dziwnego, skoro kilka milionów Polaków wyjechało z kraju. Na to nałożyło się zjawisko niżu demograficznego. W związku z tym musiało dojść do sytuacji, w które brakuje pracowników. Najszybszym rozwiązaniem deficytu „rąk do pracy” jest pozyskanie ich z zagranicy. Szacuje się, że największym wsparciem dla polskiej gospodarki są Ukraińcy. Szacuje się, że jest ich Polsce od 900.000 do nawet 2.000.000. Precyzyjne dane są trudne do uzyskania ze względu na dużą fluktuację. Niemniej należy szacować, że 10 proc. pracujących w Polsce to cudzoziemcy. Tak znaczącej grupy pracowników nie wolno bagatelizować.

Ciągła rotacja pracowników dla polskich przedsiębiorców to stała niepewność oraz czas i koszty związane z rekrutacją. Stąd też apel Instytutu Biznesu do ustawodawcy, aby dokonać zmian w przepisach, tak aby pracownicy z zagranicy mieli w Polsce bardziej stabilne warunki funkcjonowania. Jest to ważne również dlatego, że już rozpoczęła się rywalizacja o ich pozyskanie ze strony innych państw Unii Europejskiej.

Instytut Biznesu postuluje, aby rząd podjął się dyskusji nad wprowadzeniem kolejnych zmian ułatwiających zatrudnienie cudzoziemców. Wśród nich ważne jest wydłużenie okresu pracy wykonywanej bez zezwolenia na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi oraz terminów informacyjnych w tym obszarze nakładanych na pracodawców. Inne propozycje to odstąpienie od ponowienia procedury uzyskania zezwolenia na pobyt i pracę w przypadku zmiany pracodawcy oraz skrócenie oczekiwania na wizyty w konsulatach.

Bez wprowadzenia bardziej korzystnych rozwiązań związanych z zatrudnieniem pracowników  z zagranicy rozwój polskiej gospodarki jest zagrożony. Bez tego grożą nam poważne straty.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Zatory płatnicze to demon, który prowadzi do osłabienia polskiej gospodarki. Niepłacące za towary i usługi organizacje uruchamiają regułę domina, która destabilizuje nawet sytuację w zdrowych przedsiębiorstwach.

Zatory płatnicze rosną od 2017 roku. Około 85 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że posiada problemy z przeterminowanymi płatnościami. Powody są różne. Czasem są to błędy w zarządzania czasem sytuacje niezależne. Często jednak jest to świadome wykorzystywanie przewagi negocjacyjnej i wymuszanie, odległych ponad miarę, terminów płatności. Przetrzymywane kilka miesięcy pieniądze służą jako nieformalny bezpłatny kredyt obrotowy. Są też przedsiębiorcy, którzy nie płacą zupełnie świadomie i konsekwentnie, albowiem mają taki „model biznesowy”…..

Przeciwdziałać takim praktykom ma ustawa z 19 lipca 2019 r. o zmianie niektórych ustaw w ocelu ograniczenia zatorów płatniczych. Zacznie ona obowiązywać 1 stycznia 2020 roku. Tworzy ona nowe instrumenty pozwalające na dyscyplinowanie niesolidnych dłużników. Ustawa różnicuje podmioty gospodarcze, dzieli je na publiczne, lecznicze, małe i średnie przedsiębiorstwa oraz duże. W zależności od typu podmiotu będą obowiązywać różne nieprzekraczalne terminy zapłaty. Jeśli w umowach pojawią się zapisy niezgodne z przepisami, będą z mocy prawa nieważne.

Przepisy nowej ustawy mają przede wszystkim uderzać w relacje w tzw. transakcjach „asymetrycznych”, gdzie jedna strona może wywierać presję, którą druga strona jeśli chce współpracować musi uznać. Dotyczyć to może np. wielkich sieci handlowych, które mogą stawiać warunki drobnym producentom. W tych kontraktach, co do zasady obowiązywać będzie maksymalnie 60 dniowy termin zapłaty. W przypadku podmiotów publicznych środki powinny być przekazane w ciągu 30 dni. Jeśli jednak będzie to dotyczyć podmiotu publicznego leczniczego to już termin zapłaty wydłuża się do 60 dni…..

Jak widać stosowanie nowych przepisów nie będzie proste. Z pewnością przedsiębiorcy będą się musieli dobrze zastanowić z jakimi kontrahentami chcą współpracować? Jednocześnie trzeba też wiedzieć, że część nie ma wyboru. Są tacy, którzy są „skazani” na współpracę z podmiotami publicznymi leczniczymi, albo z organizacjami, w przypadku których relacje są asymetryczne, bo to są ich jedyni kontrahenci.

Ciekaw jestem czy w efekcie będzie łatwiej czy trudniej? A może prostu będzie tak, że przepisy sobie, a relacje biznesowe sobie? Tak czy siak wszystkim życzę aby zatory płatnicze malały to lepiej dla wszystkich.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Polska jest krajem w którym są jedni z najbardziej zestresowanych pracowników w Europie. W rankingu wyprzedza nas tylko Turcja i Grecja. Dzieje się tak, mimo, że w kraju od kilku lat mamy rynek pracownika.

Stres to również domena zawód wysokiego ryzyka. W Polsce zalicza się do nich m.in. żołnierzy, policjantów, strażaków, pilotów, kontrolerów ruch lotniczego, ratowników medycznych, lekarzy, górników, maszynistów kolejowych, a nawet dziennikarzy. Podczas uroczystej Gali IX Konkursu o Tytuł „Pracodawca Godny Zaufania” w siedzibie Krajowej Izby Gospodarczej w Warszawie odbyła się debatą pt. „Zawody wysokiego ryzyka i stresu – jak zapewnić optymalne warunki pracy dla przedstawicieli trudnych zawodów”. W dyskusji udział wzięli: Janusz Janiszewski – Prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej; Jerzy Godek – Członek Zarządu EmiTel; st. bryg. mgr inż. Piotr Strawa – z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej; lekarz medycyny Tomasz Kaszewski – Dyrektor Centrów Medycznych HARMONIA (Grupa LUX MED), które specjalizują się w zakresie mental health oraz Bartoś Graś – adwokat i wspólnik kancelarii Kijewski Graś. W trakcie dyskusji rozmawiano o zapewnianiu bezpieczeństwa pracownikom zawodów wysokiego ryzyka, a także specyfice wyzwań w zawodach trudnych i niebezpiecznych – aspektom medycznym, psychologicznym i prawnym.

W dziewiątej edycji Konkursu o Tytuł „Pracodawca Godny Zaufania” nagrody otrzymali: EmiTel (kategoria „Programy stażowe”), PGE Polska Grupa Energetyczna (kategoria „Wolontariat”); Benefit Systems (kategoria „Motywacja”); Żabka (kategoria „Edukacja”); Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (kategoria „Bezpieczeństwo”);  Poczta Polska (kategoria „Firma Przyjazna Niepełnosprawnym”). Nagrodę Specjalną „Pracodawcy Godnego Zaufania” otrzymał PwC. W Konkursie wyróżniono również dziennikarzy, dla których tematyka pracownicza jest bardzo bliska. Nagrodę „Pracodawca Godny Zaufania” w kategorii dziennikarskiej otrzymali: Anna Popek – dziennikarka i prezenterka telewizyjna (TVP) oraz Michał Dobrołowicz – dziennikarz RMF FM.

Konkurs „Pracodawca Godny Zaufania” zorganizowali Krajowa Izba Gospodarcza, Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” i Agencja Impressarium. W skład Kapituły, poza organizatorami wchodzą Instytut Staszica, Instytut Biznesu, Instytut Libertatis, Wyższa Szkoła Ekologii i Zarządzania, Stowarzyszenie Integracja i Współpraca (organizator Welconomy Forum in Toruń) i Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Celem konkursu „Pracodawca Godny Zaufania” jest wyróżnienie organizacji i instytucji, które w obszarze polityki pracowniczej realizują interesujące i efektywne rozwiązania – uwzględniające rozwój pracowników i szanują ich prawa. To bardzo interesująca inicjatywa wyznaczająca kierunki rozwoju jakimi podąża branża zajmująca się kapitałem ludzkim, który dziś jest najważniejszym elementem polskiej gospodarki.

„Zyski i straty” – Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu