Coraz więcej mówi się społecznej odpowiedzialności biznesu (od ang. corporate social responsibility – CSR). Postępowanie według wytycznych tej idei, doczekało się nawet międzynarodowej normy. Inne, kto wie, czy nie ważniejsze przesłanie, towarzyszy odpowiedzialności biznesu za kulturę.

Odpowiedzialność biznesu za kulturę (od ang. corporate cultural responsibilityCCR) to współczesne przykazanie dla przedsiębiorców, którzy powinni wcielić się w rolę mecenasów sztuki. Pojęcie to powstało od nazwiska Gajusza Cilniusza Mecenasa, rzymskiego polityka, doradcy i przyjaciela Oktawiana Augusta, poety i patrona poetów, między innymi Wergiliusza, Horacego i Propercjusza. Mecenas sztuki to osoba lub instytucja, popierająca rozwój literatury i sztuki, która świadomie wspiera finansowo artystów, ich przedsięwzięcia lub organizacje tym się zajmujące.

Na świecie, tym oświeconym, odpowiedzialności biznesu za kulturę, w ostatnim czasie, stała się szybko rozwijającym się trendem w w komunikacji marketingowej. Jest to odpowiedź na oczekiwania pokolenia Y (urodzeniu po 1980 roku) i pokolenia Z (urodzeni po 2000 roku), dla których nowe technologie są oczywiste. Osoby z tych pokoleń charakteryzuje brak doświadczenia realnych zagrożeń, są bardzo roszczeniowe i mają olbrzymie wymagania. To właśnie te grupy oczekują od przedsiębiorstw większego zaangażowania we wspierania życia społecznego. Posiadają one wysoką świadomość zasad marketingowych i wiele działań podejmowanych w tym zakresie, realizowanych przez organizacje, odrzucają. Stąd właśnie rywalizacja na polu rozgłosu i promocji przeniosła się na teren odpowiedzialności biznesu za kulturę.

Dzieła sztuki stwarzają szczególną okazję na prawdziwe wyróżnienie i oryginalność, które pozwalają na wyjątkowe doświadczenia, przeżycia i emocje. Dlatego co raz więcej przedsiębiorstw angażuje się w festiwale muzyczne i filmowe. Marki potrzebują dziś kultury i sztuki bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wspieranie działań i projektów artystycznych staje się ważnym narzędziem marketingowym, pozwalającym na osiąganie przewagi konkurencyjnej. W ostatnim czasie poszczególne marki, które chcą korzystać z efektu synergii coraz częściej wspierają kulturę poczynając od muzyki i sztuki, poprzez design i taniec, aż do performance’u czy fotografii i filmu. Z przykrością należy stwierdzić, że dzieła literackie, których wartość na rozwój intelektualny jest największa, cieszą się nikłym zainteresowaniem marketingowców.

We wspieranie tak zwanej „kultury wysokiej” angażują się głównie instytucje finansowe (przede wszystkim banki i towarzystwa ubezpieczeniowe), wielkie kancelarie prawnicze i doradcze oraz marki luksusowe i alkoholowe. W Stanach Zjednoczonych szacuje się, że w 2017 roku wydatki na odpowiedzialność biznesu za kulturę wyniosą około  1.000.000.000 dolarów. Być może, w ogólnych wydatkach na marketing to jeszcze nie dużo, ale rywalizacja, o najlepsze projekty kulturalne, już się rozpoczęła. Kto będzie pierwszy zdobędzie lepsze aktywa artystyczne.

Czasem prokulturalna aktywność przedsiębiorstwa jest też ważna dla jego pracowników. Według badań 43 % zatrudnionych deklaruje, że jest to powód, dla którego pracują w konkretnej organizacji, dla 22 % decyduje to o ich sympatii, 13 % uważa, że daje wymierne korzyści, a dla 9 % wpływa na kreatywność. Takie wyniki badań wskazują, że odpowiedzialność biznesu za kulturę stanowi też ważne wyzwanie dla działów, które zajmują się zarządzaniem kapitałem ludzkim.

Ta rywalizacja między przedsiębiorstwami, o przychylność pokolenia Y i Z jest ostra i trudna dla marketingowców. Z jednej strony muszą oni zidentyfikować to co jest wartościowe w sztuce, z drugiej strony przewidzieć jakie działania zostaną przychylnie odnotowane przez klientów. Jest jeszcze jedna prawda odnosząca się do marketingu. Otóż to promocje i reklamy kształtują poglądy i potrzeby. Dlatego też gra na artystycznym boisku jest prawdziwą sztuką.

Poczta Polska to jedna z najważniejszych organizacji komunikacyjnych w Polsce. Pewnym tego może być ten kto był zmuszony do korzystania alternatywnych operatorów i odbierać przesyłki sądowe w mięsnym, albo kiosku z gazetami, albo też jak mnie się to zdarzyło nie odbierać, albowiem nie otrzymałem awizo.

Na szczęście traumatyczne doświadczenia z InPostem Polskiej Grupy Pocztowej jako adresaci korespondencji z sądów i prokurator mamy za sobą, choć zdaje się temat nie jest zamknięty i jak to w życiu wszystko jeszcze może się zdarzyć. Osobiście cieszę się, że z powrotem mogę odbierać przesyłki polecone u Narodowego Operatora Pocztowego i że mogę to robić przez całą dobę. InPost ciągle zmieniał miejsca odbioru listów, a godziny, w których to można było czynić, były dla mnie  bardzo niewygodne.

Ostatnio dowiedziałem się, że brakuje rąk do pracy w Poczcie Polskiej. To nic dziwnego, ostatnio wszędzie brakuje pracowników. Prawdopodobnie gdyby nie wsparcie ze strony Ukraińców rynek usług w Polsce byłby mocno zagrożony. Poczta Polska poszukując pracowników sięgnęła też po żelazne rezerwy i do sortowni w Komornikach zatrudniła więźniów. W pierwszym momencie informacja może być szokująca. Jednak według pracodawców więźniowie sprawdzają się w ciężkiej pracy i w odróżnieniu od szeregowych pracowników nie kradną. W sumie nic dziwnego. Więzień, który dokonuje przestępstwa, coraz bardziej tonie w czeluściach systemu penitencjarnego, więc rzeczywiście to może być dodatkowo zmotywowany do przestrzegania prawa.

Niemniej zatrudnianie więźniów to nie jest rozwiązanie uniwersalne. O ile jeszcze można korzystać z ich pomocy w centrach logistycznych, gdzie znajdują się na określonym terenie, pod kontrolą, o tyle trudno sobie wyobrazić, że będą spacerować z torbą z listami albo siedzieć w okienkach pocztowych. Prawdopodobnie dlatego Poczta Polska organizuje Dni Otwarte pod hasłem „Pracuj blisko domu”  dla zainteresowanych w dniach 14 i 15 września w godzinach 9:00-18:00. Kandydaci do pracy będą mogli zapoznać się z ofertą Poczty Polskiej, osobiście odwiedzić placówkę, porozmawiać z personelem oraz umówić się na rozmowę kwalifikacyjną. Praca pocztowca stereotypowo kojarzy się z roznoszeniem listów. Jednak Poczta poszukuje także pracowników placówek, kierowców oraz pracowników sortowni. Miejsca pracy czekają zarówno dla specjalistów jak i dla osób bez doświadczenia. Jest też specjalną ofertę dla osób z niepełnosprawnością.

Poczta Polska potrzebuje zatrudnić ponad 500 pracowników w całym kraju. Przedsiębiorstwo daje zatrudnienie, często w rejonach o największym bezrobociu, gdzie jest to szczególnie atrakcyjne. Podobno rynek pracy wymusił na pracodawcy, lepiej niż czyniły to organizacje związkowe, poprawę warunków pracy i płacy. Narodowy Operator Pocztowy oferuje stabilne zatrudnienie oraz wynagrodzenie, a także dodatkową premię za wyniki. Poczta Polska dba o zapewnienie równowagi między pracą a życiem prywatnym, dlatego na większości stanowisk pracownicy mają wolne weekendy i wieczory, co jest nieosiągalne w wielu innych zawodach. Ciekawe jak uda się nabór nowych kadr? Trzeba pamiętać, że teraz w Polsce mamy rynek pracownika, a nie pracodawcy.

P.S. Wszystkie oferty pracy w Poczcie Polskiej można znaleźć na stronie: http://www.poczta-polska.pl/aplikuj/       http://www.poczta-polska.pl/aplikuj/

Kozy chętnie skaczą na pochyłe drzewa. Zastawiam się czy powyższe powiedzenie miałoby zastosowanie do sytuacji związanej z Telewizją Polską? Jest ona brutalnie atakowana za swoje winy jak również za sprawy, z którymi nie ma nic wspólnego.

Przykładów jest mnóstwo, chociażby decyzja o przeniesieniu widowiska sylwestrowego z Wrocławia do Zakopanego. Nie wiem, jakie były zakulisowe powody tej zmiany? Jednak, ku zaskoczeniu większości, w tym wielu ekspertów, którzy wróżyli katastrofę temu przedsięwzięciu, zakończyło się ono sukcesem. Po raz pierwszy, od wielu lat, Telewizja Polska w Sylwestra przyciągnęła, swoją ofertą, największą publiczność. Być może najlepiej trafiono z wyborem repertuarem, a może wpływ miało oryginalne miejsce?

W czerwcu, zainteresowani obserwowali jakiś żenujący, absurdalny spektakl dotyczący organizacji 54 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej, który od 1963 roku, tradycyjnie odbywa się w Opolu. Nieoczekiwanie wybuchła dziwna epidemia z oświadczeniami artystów, że nie wezmą udziału w tym artystycznym wydarzeniu. Doszło do tego, że bojkot ogłaszali ci, którym nawet nie proponowano współpracy. Jakby przewidując taki rozwój wypadków Prezydent Opola bardzo długo zwlekał z podpisaniem umowy z Telewizją Polską, a potem zrezygnował z jej podpisania, tłumacząc to właśnie postawą piosenkarzy. Celem zamieszania były ataki na Telewizję Polską. Zostało to wykorzystane do jałowej walki politycznej, która nic konstruktywnego nie przyniosła. Jest to przykład kiedy działalność opozycji ma destrukcyjny charakter. Streszczając to całe zamieszanie 54 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej odbędzie się, tak jak zawsze, w Opolu, tylko nie w czerwcu, a we wrześniu. Cóż, wygląda na to, że kozy sobie mogą skakać, psy szczekać, a karawana idzie dalej.

Festiwal rozpocznie się jubileuszem Królowej Polskiej Piosenki Maryli Rodowicz, która w tym roku obchodzi jubileusz 50 lat na scenie. W koncercie wezmą udział ponadto: Marcin Wyrostek, Kozak System, Pectus, Kasia Popowska, Andrzej Lampert, Feel, Doda, Cleo, Blue Cafe, Opole Gospel Choir, Jan Kliment, Damian Ukeje, Mateusz Ziółko, Piotr Cugowski i Tomasz Szczepanik.

Na Festiwalu w Opolu zaprezentują się także najbardziej wyróżniające się i najlepiej zapowiadające się muzyczne osobowości. Wystąpią: BBR&G („Szmaragdowa mgła”), Arkadiusz Kłusowski („To już za nami”), Karolina Leszko („Oboje wiemy”),  Octavia („Gdy zamykam oczy”), Ravel („Wstawaj”), Sen („Wiem”), Szymon Pejski („Walizki”), Agnieszka Twardowska („Północ”), Aneta Nayan („Nowy dom”), Leon („Tylko powiedz”), Ogień („Mary Jane”), Dominika Ptak („Jak wiatr”) i MOA („Ile udźwignie niebo”).

Będzie też tradycyjny koncert „Premiery”, któremu towarzyszą ogromne emocje, gdyż największe gwiazdy współczesnej sceny rozrywkowej rywalizują o tytuł najlepszej Premiery Roku. Konkurować będą: Zakopower („Było, minęło”), Monika Lewczuk feat. Antek Smykiewicz („Biegnę”), Pectus („Iluzja”), Katarzyna Cerekwicka („Bez Ciebie”), Formacja Nieżywych Schabuff („Poranki”), Lanberry („Most”), Krzysztof Kiljański („W drodze”), Izabela Trojanowska („Skos”), Patrycja Zarychta („Uwolnij mnie”), Szymon Wydra („Płyń”), Omen („Wiem tylko ty”), Marek Kościkiewicz De Mono („Ty jesteś jutrem”) i NaVi („Teraz wiem”).

W Opolu znalazło się także miejsce dla legendy polskiego kabaretu Jana Pietrzaka, który wraz z młodymi artystami, wykona swoje słynne utwory oraz opowie o drodze z „PRL-u do Polski”. W tym koncercie wystąpią: Paulina Grochowska, Zespół Zayazd, Julia Heichel, Bartek Kurowski, Natalia Sikora, Projekt Patrioci, Adam Kaczmarek, Grupa Świt, Nula Stankiewicz, Kasia Nowa, Stanisław Klawe, Marlena Drozdowska i Ryszard Makowski.

Zaplanowano też koncert, przypominający najważniejsze muzyczne wydarzenia, które miały miejsce w okresie pomiędzy festiwalami opolskimi, z uwzględnieniem wszystkich dziedzin muzyki popularnej: od klasycznego popu, do pogranicza muzyki alternatywnej. Podczas tej gali, zostaną uhonorowani najważniejsi i najbardziej twórczy artyści minionego roku. Do udział w tym wydarzeniu zaproszono: Edytę Górniak, Braci, Annę Wyszkoni, Rafała Brzozowskiego, Natalię Szroeder, Mateusza Ziółko, Antka Smykiewicza, Monikę Lewczuk, De Mono, Rezerwat, No to co, Jary Oddział Zamknięty i Aleksandrą Bogucką.

Finałem Festiwalu ma być koncert „After Party”, podczas którego zostaną przypomniane największe przeboje polskiej muzyki tanecznej. Od big-beatu i prywatek lat 70-tych, przez elektroniczny pop lat 80-tych, po wszelkie odmiany muzyki dance obecnej w Polsce od lat 90-tych, aż do czasów obecnych. W tym wydarzeniu wezmą udział: The Chance, Formacja Nieżywych Schabuff, Norbi, Papa D., Bolter, Pectus, Izabela Trojanowska, Andrzej Dąbrowski, Ryszard Rynkowski, Kapitan Nemo, Tercet Egzotyczny, Ewelina Lisowska, Cleo, Robert Chojnacki i Gromee.

Na opolskiej scenie w trakcie Festiwalu ma wystąpić około 100 artystów, którzy podczas sześciu koncertów wykonają 150 piosenek. Z przeglądu programu można wywnioskować, że organizatorom udało się zaprosić plejadę gwiazd oraz wielu wybitnych i lubianych artystów. To bardzo ważne, albowiem, Festiwal jest największym świętem polskiej piosenki i należy dokładać wszystkich sił aby było ono kontynuowane. Wytworzone sztuczne zamieszanie w czerwcu nikomu nie przyniosło żadnej korzyści, było tylko zmarnowaniem czasu. Dobrze, że władze Opola się opamiętały, bo przecież to wydarzenie przynosi największy, pozytywny rozgłos Miastu od ponad pół wieku! Koncepcja artystyczna oraz program, dają podstawę sądzić, że 54 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej będzie nowym sukcesem Telewizji Polskiej, pod prezesurą Jacka Kurskiego. Warto pamiętać, że sukces jest zyskiem, a warto aby nadawca publiczny tworzył wartość dodaną. O tym, czy tak się stanie, będzie można się przekonać już za tydzień.

Sprawy zawodowe sprawiły, że przez ostatni rok dużo podróżowałem po Polsce. Stwierdzam, że nasza ojczyzna jest bardzo zróżnicowana. Nie tylko w ten sposób, że są góry, jeziora, rzeki, morze, lasy, pola, miasta, wsie itd. Jest też różnorodna mentalnie i infrastrukturalnie itp. Tę różnorodność można podziwiać, cieszyć się nią, a także korzystać z niej.

W Polsce są obszary ze stałym wysokim bezrobociem oraz takie, gdzie brakuje rąk do pracy. I nawet desant 2.000.000 Ukraińców nic w tej sprawie nie zmienia. Na niektórych terenach ludzie szanują pracę i kochają swoja ojczyznę, a na niektórych terenach panuje marazm, lenistwo, obojętność i bylejakość. Nic jednak nie jest na stałe. Perspektywy, ambicje, nadzieje zmieniają rzeczywistość i zaangażowanie ludzi. To uruchamia wiele procesów społecznych, biznesowych, a nawet politycznych.

Na przeobrażenia największy wpływ mają inwestycje. Tak było kiedyś (Żyrardów, Tarnobrzeski Okręg Przemysłowy, Gdynia itd.) i jest teraz. Obecnie zaczyna być wdrażana nowa koncepcja biznesowa tzw. inwestycji greenfieldowych, na terenach bez infrastruktury. W dłuższej perspektywie takie przedsięwzięcia mają stanowić impuls do powstawania nowych miejsc pracy. Ma to mieć miejsce bezpośrednio w powstającym przedsiębiorstwie oraz infrastrukturze, która temu towarzyszy.

Przykładem realizacji takiej idei jest inicjatywa B.D. Art Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Sp.k., która należy do grona największych na świecie producentów luster, ram oraz listew ramiarskich. Dowiedziałem się, że Zarząd , podjął decyzję o budowie Huty Szkła Płaskiego w Leszkowicach, w powiecie lubartowskim, w województwie lubelskim. Przedsiębiorstwo już zainwestowało w zakup, za blisko 4.000.000 zł, 38 ha gruntu z pokładami piasku. Planowane zatrudnienie zakłada bezpośrednie zaangażowanie ok. 250 pracowników. Szacuje się, że łącznie na rzecz huty będzie pracować 800 osób.

Huta Szkła Płaskiego w Leszkowicach ma zapewnić produkcję potrzebną do wyrobu luster, okien i elewacji, przy zastosowaniu najnowocześniejszej, ekologicznej technologii. Właściciel Bogdan Pęski jest przekonany o sukcesie  przedsięwzięcia, albowiem zakłada, że w najbliższych latach, w Polsce, w znaczący sposób wzrośnie popytu na szkło. Przeświadczenie to wynika z wiedzy, że normy unijne wymagają od producentów okien, aby od 2018 r. wszystkie one miały trzy szyby, zaś od 2022 r. – cztery. Według założeń inwestora, produkcja w Hucie, pozwoli w sposób znaczący ograniczyć import z Chin. Wygranie konkurencji cenowej z Państwem Środka będzie sukcesem.

Przedsięwzięcie ma kosztować ok. 400.000.000 zł. Inwestor przewiduje, że w sfinansowaniu projektu pomogą środki pochodzące z: funduszy unijnych, grantu rządowego oraz kredytu, zaciągniętego w banku komercyjnym.  Tego typu inwestycja wpisuje się w koncepcję strategię zrównoważonego rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego, szczególnie uwzględniając fakt, że fabryka powstaje we wschodniej, mało uprzemysłowionej, części Polski. Miejmy nadzieję, że Huta Szkła Płaskiego doprowadzi do zwiększenia potencjału industrializacyjnego nie tylko powiatu lubartowskiego, ale wpłynie pozytywnie dla całej Lubelszczyzny.

Właściciela Bogdana Pęskiego znam od lat. Wiem, że jest wizjonerem-praktykiem, dlatego trzymam kciuki za jego pomysł i życzę Mu sukcesu. W ten sposób, zresztą, życzę sukcesu również Lubelszczyźnie i Polsce czyli nam wszystkim.

Informacja, że Telewizja Polska – spółka Skarbu Państwa – od tegoż Skarbu Państwa otrzymała osiemset milionów pożyczki, przetoczyła się z wielkim hukiem przez wszystkie media. W sezonie ogórkowym (wszak w sierpniu nie ma Sejmu, a awantura o sądy już się zakończyła) była niezłą pożywką dla polityków opozycji. Nikt nie zadał sobie jednak trudu, by sprawdzić, na co te pieniądze mają pójść.

Wbrew narracji opozycji politycznej – nie na premie i nie na luksusy, a na inwestycje technologiczne i na ofertę programową. Czy są to cele nieuzasadnione? Obecne kierownictwo odziedziczyło Telewizję Polskę po poprzednikach w w złym stanie, niedoinwestowaną i wyeksploatowaną. Poprzednie zarządy pod hasłem poprawy kondycji nadawcy zwalniały dziennikarzy proponując im w zamian umowy śmieciowe w ramach agencji pracy czasowej Leasing Teamem. Nie poprawiło to sytuacji TVP, a tylko pozwoliło pozbyć się dziennikarzy – tych, którzy byli niewygodni i tych, którzy nie mieli „pleców” na tyle szerokich, by zachować etaty. Zarządzanie produkcjami nie stało się bardziej efektywne.

Poprzednik Prezesa Jacka Kurskiego, zapewniał, że zostawia TVP z księgowym długiem poniżej 40 mln zł, ale za to z 70 mln zł w kasie. Wyglądało to pięknie, na papierze, jednak cyfry nie odzwierciedlały rzeczywistości. Nie w liczbach tkwi problem publicznego nadawcy, tylko w wieloletnim zaniechaniu koniecznych reform. TVP wymaga reformy strukturalnej, ale – niezależnie od niej – także dużych inwestycji technologicznych. Pieniądze pożyczone od państwa (czyli zainwestowane przez właściciela) mają iść między innymi na cele związane z upowszechnieniem telewizji internetowej. Jeżeli TVP ma być nowoczesna i atrakcyjna nie tylko dla widza, lecz też dla reklamodawców i partnerów biznesowych, to tego typu inwestycje są nieuniknione. Bez tego każda reforma, zmiana struktury nie przyniesie oczekiwanego efektu. TVP musi technologicznie odpowiadać wymaganiom drugiego dziesięciolecia XXI wieku.

Część środków z ośmiuset milionów z budżetu ma iść także na ofertę programową. Należy pamiętać, że TVP ma obowiązek realizować publiczną misję. Do tej działalności trudno zaliczać np.  maratony kabaretowe emitowane w porze najwyższej oglądalności, czy prymitywne, komediowe seriale. Chodzi o tematy i produkcje, które mogą mieć mniejszą oglądalność, ale dostarczają ofertę programową, której, z racji niskiej komercyjności, nie zostaną przedstawione przez nadawców prywatnych. Będzie to dotyczyć tzw. prezentowanie kultury wysokiej, na przykład edukacja historycznej.

Przykładem odbudowywania oferty programowej TVP będzie np. Teatr Telewizji. W czerwcu powstała Agencja Kreacji Teatru Telewizji, kierowana przez Ewę Millies-Lacroix. Dzięki działaności tej jednostki (i pieniądzom z budżetu) każdego miesiąca widzowie obejrzą aż dwa nowe spektakle Teatru Telewizji. Ta pozycja programowa przez lata był jedną z wizytówek TVP na świecie, a w ostatnich latach został potraktowany jako zbędny balast. Na Teatr Telewizji pieniędzy zabrakło, ale 21 milionów na polityczny program publicystyczny jakoś się znalazło. Teatr w nowej odsłonie ma pokazać, że sztuka sceniczna może być atrakcyjna dla masowego widza – i to nie kosztem poziomu. Obejrzymy m.in. sztukę o słynnej polskiej agentce Krystynie Skarbek i „EmigrantówSławomira Mrożka. Niebawem będzie można się przekonać, czy wydane na Teatr Telewizji pieniądze okażą się dobrą inwestycją?

TVP jest ostro krytykowana – często może i słusznie. Ocena zależy od tego czego kto oczekuje od publicznego nadawcy, albo jakie ma na te temat wyobrażenie? Z pewnością wszystkich gustów i potrzeb zaspokoić się nie da. „Zawodowi” krytycy wiodą w prym np. w wytykaniu anegdotycznych „pasków” na TVP Info. Wiele podobnych zdarzeń było tematem kpin i u innych nadawców. Taka to już rola szyderców. Nic dziwnego, że inicjatywę związaną z reaktywacją Teatru Telewizji pomijają milczeniem. I może to należy uznać za dobrą wróżbę dla planów obecnych władz publicznej telewizji?

 

Dziś bycie bizneswoman nie należy do ekstrawagancji. Więcej, Unia Europejska, w ramach równych szans dba o wzrost liczby kobie aktywnie uczestniczących w zarządzaniu przedsiębiorstwami. W epoce Oświecenia nic nie było tak oczywiste.

W Oświeceniu, uważanym za epokę wyzwolenia z wszelkich więzów i dominacji rozumu ludzkiego, który  miał być światłem rozjaśniającym drogę do poznania prawdy o świecie i człowieku, doszło nawet do sformułowanie praw człowieka. Mimo tego, kobiety wówczas nie tylko sporadycznie zajmowały się biznesem, ale nie miały nawet praw wyborczych. Kobietą, która nie poddawała się stereotypom była Izabela Lubomirska (właściwie Elżbieta Czartoryska córka Augusta Aleksandra Czartoryskiego (twórcy potęgi Familii) i Zofii Sieniawskiej).

Izabela Lubomirska uchodzi za jedną z najwybitniejszych kobiet w Polsce XVIII. w. Była kobietą świadomą swojej pozycji, możliwości i talentów. Można powiedzieć, że była prekursorką współczesnych bizneswoman. Zabiegała zarówno o pozyskanie dla swoich idei zarówno obcych dworów jak i mas szlacheckich. Była członkinią loży adopcyjnej Dobroczynności. Obok działalności politycznej wyróżniała się jako postępowa opiekunka włościan.

Księżna przywiązywała dużą wagę do dobrego zarządzania dobrami i opieki nad poddanymi. Oficjaliści i chłopi mieli zapewnione darmowe leczenie. Tworzyła szkoły dla chłopów, a szkoła, w należącym do niej Staszowie, uznawana była za wzorcową. Nie było to wynikiem jej postępowych poglądów. Zawsze była konserwatystką, która uważała, że obowiązkiem właściciela ziemskiego jest troska o poddanych.

Po śmierci ojca Izabela Lubomirska została dziedziczką olbrzymiej fortuny, szacowanej ówcześnie na 25 milionów złotych. Dobra, których była panią, rozciągały się od Mazowsza, poprzez Małopolskę, Galicję, po Wołyń i Podole. Po śmierci męża, jej dziedzictwo jeszcze się powiększyło. Do Księżnej należał między innymi Pałac w Wilanowie, Pałac w Ursynowie (wówczas zwany Rozkoszą) i Pałacyk Mon Coteau na Mokotowie (Pałac Szustra). To ona zleciła przebudowę swoich rezydencji wybitnym architektom epoki. Szymon Bogumił Zug prowadził prace w Wilanowie i w Łańcucie, przebudowując pałac na styl rokoko, a Efraim Schroeger wzniósł pałacyk na Mokotowie. Nad dekoracjami wnętrz czuwali m.in. Jan Chrystian Kamsetzer i Fryderyk Bauman.  Księżna położyła kamień węgielny pod gmach go w Warszawie.

Podobnie jak jej bratowa Izabela Czartoryska, założycielka słynnej Świątyni Sybilli w Puławach, Izabela Lubomirska była miłośniczką i kolekcjonerką sztuki. Podobnie jak Czartoryska chciała ocalić od zapomnienia wiele cennych artefaktów. Dzięki takiej postawie dziś wszyscy mogą się cieszyć np. kolekcją zakupioną od Fundacji Książąt Czartoryskich. Izabela Lubomirska zbiory gromadziła w różnych rezydencjach. Za najbardziej  wartościową kolekcję uważana jest ta stworzona w Łańcucie. Kupowała (na wielką skalę) obiekty artystyczne m.in. podczas licznych podróży, np. z Włoch przywiozła kolekcję rzeźb i waz antycznych. Wśród kilkuset obrazów znalazły się dzieła m. in.: Françoisa Bouchera, Jean-Antoine’a Watteau i Jean-Honoré’a Fragonarda. Namiętnie fascynowała się teatrem, głównie francuskim. Księżna  Lubomirska miała również, jak wielu arystokratów jej epoki, własną nadworną kapelę. Moim zdaniem wiele współczesnych bizneswoman powinno jej działalność traktować jako inspirację do zarządzania majątkiem oraz pożytecznego z niego korzystania.

Teoretycznie lato kończy się 22 września, jednak dla branży turystycznej sezon już się skończył. Tak przynajmniej można uważać po ogłoszonym już raporcie „Zagraniczne wakacje Polaków 2017”. Przynosi on kilka niespodzianek.

Raport analizuje wyjazdy Polaków z biurami podróży w okresie od 28 kwietnia do 31 sierpnia 2017 r., które zostały zarezerwowane do 16 sierpnia. Materiałem badawczym były dane o sprzedaży oferty i o odbywanych podróżach klientów. Pochodzą one z systemów rezerwacyjnych trzech wiodących na polskim rynku multi-agentów turystycznych: Fly.pl, Travelplanet.pl i Wakacje.pl.

Okazuje się, że Polacy najchętniej wyjeżdżają do Grecji. Ten kierunek wybiera aż 35 proc. turystów. Na drugim miejscu, trochę nieoczekiwanie, pojawiła się Bułgaria, którą interesuje się ponad 14 proc wyjeżdżających. Bałkański kraj zdetronizował hiszpańskie plaże, które w tym roku wybrało nieco mniej Polaków. Na kolejnych pozycjach znajdują się: Turcja, Egipt, Włochy, Chorwacja. Na ósmej pozycji pojawiła się Albania, która budzi zainteresowanie jako mało wyeksploatowany kierunek podróży.

W wakacje 2017 roku po raz pierwszy obowiązywały nowe zabezpieczenia finansowe dla klientów biur podróży. Są oni teraz objęci nie tylko gwarancjami bankowymi lub ubezpieczeniowymi, ale również ochroną w ramach Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Te dwa filary zabezpieczeń zapewniają stuprocentową gwarancję wypłaty środków w razie niewypłacalności organizatora turystyki. Zdaniem Prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej Pawła Niewiadomskiego miało to wpływ na wzrost zainteresowania wyjazdami za granicę.

Moim zdaniem kluczowe okazały większe możliwości finansowe, dzięki rządowemu programowi 500+ (dopłaty dla rodzin posiadających dwójkę lub więcej dzieci w wieku poniżej 18 roku życia) oraz kapryśna aura w Polsce. Dobre wyniki branży turystycznej wynikały też z faktu, że w maju i czerwcu pojawiły się dwa przedłużone weekendy, a przerwa nauki w szkołach zaczęła się pod koniec czerwca i kończy się dopiero 3 września. Wydłużyło to okres wakacji aż o dwa tygodnie.

Dane raportu pokazują, że Polacy wolą jeździć częściej, ale na krócej. Na dwutygodniowe urlopy zagraniczne w szczycie sezonu decyduje się mniej niż 20 proc. podróżnych. Ciekawostką jest, że w wyjazdach zorganizowanych wyłania się zarys nowego segmentu rynku: wyjazdy 3,4-dniowe, city-reaks oraz przedłużone weekendy.

Jeśli chodzi o tzw. przedłużone weekendy, to pod tym względem rok 2018 będzie z pewnością jeszcze bardziej korzystny. Najpierw pierwszy super długi weekendom 28 kwietnia do 4 maja, potem od 31 maja do 3 czerwca. Kolejny rozpocznie się 11 sierpnia i potrwa do 19. To co będzie cieszyć branżę turystyczną będzie mniej korzystne dla gospodarki, bo tak długie i częste weekendy przypominają trochę strajki generalne, albowiem w takich okresach zamiera działalność produkcyjna. Cóż, albo chce się pracować, albo odpoczywać i wydawać pieniądze. Jednak jeśli nie ma się odpoczywać i nie móc wydawać, to gwałtownie spada motywacja dla pracy i zarabiania.

Z „Biedronką” nie sposób się nudzić. Chodzi mi o sieć sklepów, działających pod tą marką. Okazuje się, że właściciel sieci sklepów Jeromino Martins zajmuje się nie tylko handlowaniem. Od roku produkuje również zupy! Na półce sklepowej trudno je zauważyć, ze względu na mało wyraziste opakowanie.

Podobno pierwsi zupę ugotowali neandertalczycy. Wynalezienie tej potrawy było ważnym przełomem technologicznym, albowiem można ją było przyrządzić w oparciu o bardzo twarde ziarna. Dopiero wynalezienie naczyń ceramicznych 7.000 lat temu było przełomem. Od tego czasu przepisy na zupę ograniczała już tylko wyobraźnia. Zupa przeważnie jest bardzo pożywnym i energetycznym posiłkiem.

W tę wielka tradycję wpisują się potrawy spod znaku „Zupy z Naszej Kuchni” przygotowywane w Fabryce Zup Jeronimo Martins Polska w Parzniewie. Rok temu zaczęto skromnie od trzech rodzajów: krem z pomidorów, krem z kalafiorów i krem z brokuł. W miarę rozwoju asortyment został poszerzony o krem z dyni, z zielonego groszku, z cukinii, z marchwi i czerwonej soczewicy, z buraków i czerwonej soczewicy, pomidorowo-paprykowy z ciecierzycą, z kukurydzy i kaszy jaglanej, grzybowy z grzybami leśnymi oraz ziemniaczany na zakwasie. Większość zup jest odpowiednia dla wegetarian i wegan.

Okazało się, że „Zupy z Naszej Kuchni” zafascynowały podniebienia Polaków. Mimo kiepskich opakowań głodni odnaleźli potrawy na biedronkowych półkach. Zupy sprawdzają się  zarówno w trakcie rodzinnego obiadu jak i jako pomysł na szybki lunch w pracy. Potrawy w fabryce powstają według własnych receptur. Polakom najbardziej smakują: krem pomidorowy, krem z dyni oraz krem z cukinii. Zupy przygotowywane są głównie z wykorzystaniem świeżych warzyw. Z tego powodu sądzę, że mogłaby je docenić nawet Marta Gessler? Wszystkie produkty pochodzą od polskich dostawców. Dzięki opracowaniu właściwej technologii przygotowywania i pakowania, zupy nie zawierają substancji konserwujących. W ciągu roku w Parzniewie ugotowano ponad 5 milionów porcji o pojemności 450 g. Jest to zasługa 30 osobowej załogi.

Fabryka Zup Jeronimo Martins w Parzniewie to bardzo nowoczesny, zautomatyzowany zakład. Kładzie się w nim bardzo duży nacisk na jakości i bezpieczeństwo. W fabryce został opracowany i wdrożony system HACCP. Ponadto zakład posiada certyfikat systemu zarządzania BHP: OHSAS 18001. W trosce o bezpieczeństwo zdrowotne żywności obowiązują restrykcyjne procedury dotyczące utrzymania czystości i higieny. Linie technologiczne zostały wyposażone w detektor metalu pozwalające nadzorować i eliminować zagrożenia w postaci ciał obcych, filtry magnetyczne oraz inne cudeńka mające na celu zapewnienie najwyższej jakości. W zakładzie obowiązuje też przepisy dotyczące elementów szklanych, które zabraniają wnoszenia i używania szkła na całym terenie fabryki, w tym w pomieszczeniach socjalnych i biurowych.

Potrawy powstające przemysłowo nie cieszą się uznaniem smakoszy. To jednak stereotyp. Trzeba  przyznać, że rozwiązania technologiczne i logistyczne, w ciągu ostatniego okresu, dokonały milowego kroku w zakresie podnoszenia jakości oferowanych produktów. Rzeczywiście coraz więcej gotowy potraw, oferowanych w sklepach, jest coraz smaczniejsze. Teraz dotyczy to również asortymentu proponowanego w „Biedronce”. Pozostaje jeszcze tylko poczekać na rozszerzenie asortymentu o ogórkową i rosół!

Huragany przeszły przez Polskę. Teraz pół kraju twierdzi, że doszło do największej tragedii narodowej, a pół kraju nie wie o co chodzi? To najlepszy dowód, że Polacy żyją w dwóch alternatywnych rzeczywistościach: deklaratywnej i fizycznej.

Straty wywołane kataklizmem – co do tego nie ma żadnych wątpliwości – są znaczące. Jednak nie wiele się różnią od innych, które co jakiś czas nawiedzają Polskę, bez względu czy są to powodzie stulecia, śnieżyce stulecia, huragany stulecia itd. itp. Kiedy się już trochę żyje to histeryczne opisy zjawisk atmosferycznych budzą politowanie. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z osobistymi dramatami osób, które w wyniku anomalii pogodowych zostały poszkodowane. W chaosie pokataklizmowym najbardziej rozchodzi się o ludzi, aby otrzymali oni wsparcie w swojej trudnej sytuacji. Im naprawdę jest obojętne czy winni opieszałości w niesieniu pomocy są wójt, starosta, wojewoda, minister czy premier.

Podobno jak kogoś zaleje powódź to jego wina, bo pobudował się na terenach zalewowych. To samo dotyczy tych, których zaskoczyła zima, bo przecież jaki mamy klimat wszyscy wiedzą. Podobnie jest z tymi co wzięli kredyt we frankach szwajcarskich, chociaż powinni wiedzieć, że jest on tylko denominowany w obcej walucie. Jak ktoś jest gapa to jego wina, bo przecież powinien się ubezpieczyć. Polska tradycyjnie ponosi klęskę w swojej fundamentalnej roli jaką jest ochrona swoich obywateli. Państwo nie potrafi nawet np. skutecznie dochodzić pisania w języku polskim nazwisk Polaków żyjących na Litwie, choć formalnie jest to chronione nawet przez prawo europejskie.

Od czasu kiedy sięgam pamięcią, każda władza, w przypadku kataklizmów, nie zdawała egzaminu. Zupełnie mnie to nie dziwi. Trudno, aby przewidzieć, że mleko się rozleje, bo przecież nikt nie chce aby tak się stało, a skoro rozlania nikt nie zaplanował to jeszcze trudniej z tym później sobie poradzić. Kiedy kataklizm przytrafia się na początku długiego weekendu to już jest Armagedon, bo przecież państwo na ten czas zamiera. Żywioł powinien wiedzieć, że jest czas odpoczynku i w tym czasie powinien leniuchować, a nie szaleć. Nie wiem tylko dlaczego w czasie weekendów zamierają też wszystkie instrukcje, służby, sztaby kryzysowe? Okazuje się, że krajowy system zarządzania kryzysowego nie jest wart funta kłaków. Każdy kataklizm potrafi go zaskoczyć.

W przypadku ostatnich klęsk żywiołowych najbardziej martwi mnie to, że kompletnie zawiodły służby meteorologiczne. Potrafią one z kilkudniowym wyprzedzeniem ostrzegać przed wiatrem pędzącym z szybkością 70 km na godz., ale kiedy wiatr wieje już z prędkością 150 km, to po prostu nie zdążają z informacją. Oglądając programy telewizyjne i śledząc przepowiadaczy pogody, wiem, że na ich prognozach nie tylko nie można polegać, ale nawet nie wolno. Granica błędu może wynosić do 100 proc. Ostatnio przebywałem na Suwalszczyźnie i każdego dnia – przez dwa tygodnie – byłem zapewniany przez media masowego rażenia, bez względu na reprezentowane opcje polityczne, o padających deszczach. Na 14 dni deszcz spadł raz. Tak złych typowań nie ma nawet niewidoma małpa grająca w ruletkę.

Mógłbym się z tą aberracją wróżbitów pogodowych nawet pogodzić, gdyby nie Amerykanie. W Stanach Zjednoczonych klęski żywiołowe są zjawiskami powszednimi, a ponieważ wyrządzają gospodarce poważne straty, to zaangażowali oni gigantyczne pieniądze w ich przewidywanie. Ponieważ Ameryka nie jest wyizolowaną wyspą, więc tamtejsi badacze pogody, z automatu przewidują większość znaczących zjawisk atmosferycznych na świecie. Jestem przekonany, że wiedzieli również o tym co się wydarzy w Polsce w długi weekend. Dlatego chciałbym, zamiast zniesienia wiz do Stanów Zjednoczonych, aby Amerykanie udostępnili nam swoje know how w zakresie przewidywania zjawisk atmosferycznych, tak aby już żaden polski rząd nie był zdziwiony, bo to żenujące i nudne.

Święto Konia Arabskiego rozpocznie w tym roku obchody 200-lecia Państwowej Stadniny Koni Janów Podlaski. W rzeczywistości jest to fragment wielowiekowej tradycji, albowiem pierwsze konie czystej krwi arabskiej trafiły do Polski podczas wojen Turcją i Tatarami.

Państwowa Stadnina Koni Janów Podlaski w ciągu 200 lat istnienia zapisała się złotymi zgłoskami w historii Polski i zasługuje na najwyższe uznanie. Skupiał się tu zazwyczaj najcenniejszy materiał zarodowy koni, a jego oddziaływanie na polską i światową hodowlę jest bardzo znaczące.

Dzięki pracy doświadczonych polskich hodowców i genetyków Polska może szczycić się najpiękniejszymi polskimi końmi czystej krwi arabskiej na świecie. Ze względu na szczególne znaczenie tych wyjątkowych osiągnięć część stadnin w Polsce objęta jest nadzorem Agencji Nieruchomości Rolnych. Od prywatnych stadnin różnią się głównym celem swej działalności, którym jest zachowanie genotypu polskich Arabów dla przyszłych pokoleń. Linia genetyczna polskich koni czystej krwi arabskiej jest dobrem narodowym takim samym jak dzieła sztuki. Najpiękniejsze konie, można by rzec, arcydzieła będzie można podziwiać nie w galerii, a właśnie podczas uroczystości w Państwowej Stadninie Koni Janów Podlaskim, w dniach 11-15 sierpnia 2017 r.

Święto Konia Arabskiego, organizowane w Polsce, jest jedną z największych imprez handlowych dla koni czystej krwi arabskiej na świecie. Uroczystość i towarzyszące mu aukcje to wyjątkowa wizytówka Polski zagranicą. Z tej okazji tradycyjnie do Polski zjadą się miłośnicy, koneserzy i entuzjaści koni z całego świat, aby podziwiać dorobek polskich genetyków i hodowców, o których żartobliwie mówi się, że pełnią rolę kustoszy i opiekunów dzieł sztuki, którzy sprawiają, że polskich koni czystej krwi arabskiej mogą być podziwiane przez przyszłe pokolenia. Oprócz wychowanków janowskiej stadniny, w Święcie Konia Arabskiego uczestniczyć będą konie z Michałowa, Białki a także hodowców prywatnych.

W ramach pięciodniowego święta odbędzie się Polski Narodowy Pokaz Koni Arabskich, podczas którego prezentowane są klacze i ogiery z polskiej hodowli. Konie będą oceniane przez międzynarodowy skład sędziowski w 11 klasach. W dniu 12 sierpnia odbędzie się czempionat koni, a 13 sierpnia aukcja Pride of Poland 2017 w której weźmie udział 25 koni (24 klacze i jeden ogier). W drugiej aukcji, Summer Sale, wystawionych jest 29 klaczy.

* Tekst ilustruje praca wybitnego polskiego malarza Bogusława Lustyka