SLEPA DROGA

Są różne syndromy sztokholmski, grupowego myślenia, Stendhala, jerozolimski, paryski, starego kawalera, Otella, Munchausena, chorego budynku, Piotrusia Pana. Osobiście wyodrębniam też syndrom najniższej ceny. To bardzo poważna choroba.

Jeśli chodzi o najniższą cenę można powiedzieć, że jest to epidemia. Z jednej strony wszyscy, wszystko, chcą kupować za najniższą cenę (o ile nie mogą czegoś dostać za darmo). Z drugiej strony oferenci też prześcigają się w oferowaniu wszystkiego jak najtaniej, a przynajmniej tak sugerują w swoich reklamach. Zjawisko jest zrozumiałe i stare jak świat. Część konsumentów jest bardzo wrażliwa na cenę, a część po prostu nie stać na wydanie więcej pieniędzy i to jest uzasadnienie tego amoku.

Każdy kto kupuje jak najtaniej uważa, że zrobił dobry interes. To jednak przeważnie iluzja. Kiełbasa zrobiona w 30 procentach z mięsa, to już chyba nie kiełbasa, ubranie z poliestru to nie to samo co ubranie z bawełny. Niektóre produkty tylko wyglądają jak produkty. Co prawda mogą zaspokajać potrzeby tak jak prawdziwe produkty, a jednak nie do końca. Kiełbasą, w której nie ma mięsa, można się najeść. Jednak czy to zdrowe dla organizmu? Ubranie z plastiku można założyć tak samo jak z bawełny. Różnicę w cenie najłatwiej poczuć w upalny dzień, kiedy w tkaninie poliestrowej człowiek się poci, a odzież wykonana z naturalnego włókna jest przewiewna.

Czy lubimy kupować usługi kierując się najniższa ceną? Teoretycznie tak. W praktyce chyba nie. Kto chciałby się leczyć u lekarza, u którego wizyta kosztowałaby 5 zł? Kto skorzystałby z pomocy adwokata, który za poradę oczekiwałby 4 zł? Psychoza najniższej ceny dotyczy też przetargów. „Wybierzmy to co najtańsze. Nikt nie zarzuci nam korupcji.” – To pogląd populistyczny i asekurancki jednocześnie. Doświadczenie uczy, że kto mało płaci ten dwa razy płaci. W mojej rodzinie od pokoleń powtarza się powiedzenie: biednego nie stać na oszczędzanie. Zawsze najważniejsza jest jakość. Jeśli kupować coś złej jakości, coś tandetnego to lepiej się od tego powstrzymać.

Jednak są też skutki społeczne syndromu najniższej ceny. Wszyscy dążąc do jej zaoferowania starają się obniżyć koszty produkcji. Jest to możliwe głównie na kosztach osobowych. W tej sposób pracownicy zarabiają coraz mniej. I tu jest pułapka. Kto zarabia coraz mniej może kupować coraz mniej. Przedsiębiorstwo, które ma coraz mniejsze marże, a w konsekwencji zyski, nie ma środków na inwestycje i rozwój, w efekcie dąży do upadku. W ten sposób zaciska się pętla na ludzkich portfelach, gospodarce, a w końcu i życiu. Tu nie chodzi o kryterium najniższej ceny tylko kretynizm. Niby podobne, ale jaka różnica!

Juliusz Bolek

Komentarze (8):

  1. Avatar
    Marek

    Podobnie jak autor też uważam, że nie warto kupować chłamu. Lepiej kupić mniej rzeczy ale lepszej jakości.

  2. Avatar
    Andrzej

    Kto zarabia coraz mniej może kupować coraz mniej. – To bardzo ważna konstatacja! W ten sposób spada PKB!

  3. Avatar
    Tobr

    Sprawa złożona. Kupuję szynkę z mięsa za 25 zł, prawdziwą, świeżą, w malutkiej masarni. Nieraz widuję szynkę po 30 napompowaną niemiłosiernie i zrobioną z nie wiadomo czego. Cena jako kryterium nie sprawdza się w świecie w którym żyjemy. Trzeba wiedzieć czego oczekiwać od produktu i nauczyć się odróżniać dobre od złego. Nie zawsze to możliwe. Dla przykładu nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy miód to miód. Jest jedno laboratorium w Polsce które jest w stanie to zrobić. Wyjmując oczywiście podróbki oczywiste typu melasa zamiast miodu gryczanego. Tu rozwiązaniem jest zaufanie. Ale na zaufanie trzeba zapracować i nie zawieść go gdy przyjdzie okazja żeby oszukać sprzedając słaby towar.

  4. Avatar
    Makumba

    Napisano już na ten temat stosy artykułów i analiz, ale bezskutecznie – administracja publiczna trzyma się najniższej ceny jak pijany roweru. Osobiście nie kupuję najtańszych parówek w sklepie (które „mogą zawierać śladowe ilości mięsa”), tak samo nie kupiłbym nowego samochodu z salonu za 10 tys. zł. Należy porównywać ceny i wybierać te atrakcyjne, ale jest pewien poziom, poniżej którego możemy być pewni, że z jakością jest coś nie tak. To takie marzenie magiczne: wszystkie samochody z danego rocznika kosztują np. 40 tys. zł, a jeden jest OKAZJĄ za 35 tys. Zgadnijcie, czy będzie zespawany z dwóch. Przestańmy wierzyć w cuda!

  5. Avatar
    mb

    Jestem zbyt biedny aby kupować tanie rzeczy – to stare powiedzenie. Cena to ważna sprawa, jednak trzeba umieć wybrać dobry towar w dobrej cenie. Np. ten sam produkt w sieciach Biedronki jest tańszy niż w Pawle i Piotrze. Kazania u Dominikanów są ciekawsze niż (tu zmilczę). Wybierając podczas przetargów najtańsze oferty, wybiera się fikcję, bo potem się okazuje, że i tak trzeba słono dopłacać gdyż np. „ceny surowców się zmieniły”. Czy my nie możemy po prostu przekopiować najlepszych wzorców? Np. niemieckiego systemu przetargów. Od lat tylko się ględzi i okrywa Amerykę.

  6. Avatar
    Wirus

    Był czas kiedy przedsiębiorca konkurował ceną i jakością. Teraz została tylko cena, co oznacza, że możemy zapomnieć o jakości – mowa oczywiście o produktach masowych. Nie jest to pocieszająca wizja, ponieważ to o czym piszę to proces, który się pogłębia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.