Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

Dobromir2

Sponsorowanie sportu w zasadzie jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jak to możliwe, żeby wielkie przedsiębiorstwa marnotrawiły mnóstwo swoich funduszy na próżno? Oczywiście przeważnie środki wydawane na sport mają swoją wartość marketingową. Służą zaistnieniu tam gdzie skoncentrowana jest uwaga gawiedzi. To wielka strata.

Każdy właściciel pieniędzy może robić z nimi praktycznie co chce. Jednak naprawdę jest żal, kiedy przeznacza je na takie bzdety jak sport. To zwracanie uwagi na rzeczy miałkie i nic nie wnoszące do życia. Rywalizacja sportowa i emocje z tym związane są prymitywne prawie jak pornografia. Sport zawodowy zaś jest bliski prostytucji. Jakie korzyści osiąga się z tego, że ktoś skoczy wyżej, pobiegnie szybciej, kopnie mocniej, podniesie więcej? Pewne jest przecież, że za rok ktoś inny znów pobije ten rekord i tak w nieskończoność. Czym się tu podniecać? Nudy na pudy.

Jednak to nie oznacza, że sponsoring uważam za rzecz zdrożną. W końcu trzeba coś robić z nadwyżkami finansowymi. Jednak pieniądze zamiast na sport lepiej wydawać na naukę, albo kulturę. Wynalazki, nowoczesne rozwiązania to rzeczy, których naprawdę brakuje. Tylko dzięki nim możliwy jest prawdziwy rozwój i zdobycie przewagi konkurencyjnej.

W przypadku wynalazków też oczywiście możliwa jest rywalizacja: kto pierwszy wymyśli nowy lek, kto opracuje sprawniejsze urządzenia itd. Gawiedź tym działaniom też mogłaby by kibicować i onanizować się sukcesami. Jednak skutkiem koncentrowania uwagi na nauce byłby rozwój, a nie stwarzanie byle jakich pretekstów do picia piwa. Sponsorowanie wynalazców powinno być i dumą i obowiązkiem każdego poważnego przedsiębiorstwa. I wcale nie musi to być działalność non profit, albowiem wynalazki, które z sukcesem się wdraża przynoszą przeważnie krociowe zyski.

Znak_ze_znakiem_zapytania

Został pobity rekord ofiar śmiertelnych wypadków samochodowych. Informacja zaczyna się od słów „pobiliśmy” co mnie osobiście boli, ponieważ jestem przeciwny używaniu nomenklatury sportowej do negatywnych zdarzeń. Sugeruje to, bowiem, jakąś idiotyczną rywalizację. Jestem jej absolutnie przeciwny!

Następne zdanie w informacji mówi , o tym, że policja zatrzymała kilkuset pijanych kierowców. Co sugeruje, że to oni są sprawcami tych nieszczęść. W rzeczywistości pijani uczestniczą zaledwie w co dziesiątym wypadku drogowym. Oczywiście jestem jak najdalszy od gloryfikowania czy pomniejszania win czynów przestępczych popełnianych pod wpływem alkoholu. Jak również określania eufemistycznie pijanych jako kierowców na „na podwójnym gazie”.

Jednak bardziej interesuje mnie 90 procent kierowców, którzy spowodowali wypadek. Być może łatwiej walczyć z 10 procentami pijanych, jednak gdyby wyeliminować wypadki popełniane przez trzeźwych sukces byłby prawdziwy. To tu rozgrywa się prawdziwa wojna. Po wypadku bada się sprawców na okoliczność alkoholu we krwi, ale nie sprawdza się, czy nie byli pod wpływem narkotyków lub innych substancji odurzających.

Może zresztą przyczyn trzeba szukać jeszcze gdzie indziej, np. w kultury jazdy, albo jakości dróg, zmęczeniu kierowców, braku wyobraźni, pogoni za czasem, brawurze? Mam w pamięci wypadek drogowy dokonany przez niepełnoletniego, który zabrał kluczyki od samochodu ojcu. Po pijanemu wsiadł do auta z ośmioma osobami. Wszyscy wiedzieli, że jest pod wpływem alkoholu, że nie ma prawa jazdy. Oczywiste też było, że auto, do którego wsiedli mogło pomieścić maksymalnie 5 osób. Zbiorowa głupota lub szaleństwo – inaczej trudno to nazwać.

Kubuś Puchatek mawiał: „wypadek takie coś, którego nigdy nie ma dopóki się nie wydarzy”. Jako wielokrotny uczestnik rozmaitych wypadków, choć w większości nie z mojej winy, przyłączam się do opinii Kubusia. Jeśli wypadków nie można wyeliminować, może warto postarać się wyeliminować sytuacje, które do tego prowadzą?

SOB

Tajemniczy termin społeczna odpowiedzialność biznesu jest odmieniany na coraz więcej sposobów.  Osoby, które się tym zajmują doskonale wiedzą o co chodzi. Reszta przeważnie domyśla się, starając się dosłownie zrozumieć ten zwrot. Przybliżyć prawdziwe znaczenie tego terminu niezorientowanym stara się „Raport Społecznej Odpowiedzialności Biznesu”.

To już 21. edycja Raportu Społeczna Odpowiedzialność Biznesu. Tematem przewodnim jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn w pracy. W tej materii w ciągu ostatnich stu lat wydarzyło się wiele. Jednak mimo wielu pozytywnych zmian w sytuacji kobiet na rynku pracy, nadal obserwuje się zjawiska dyskryminacji ze względu na płeć, nierówny dostęp do awansów, niski udział kobiet w zarządach czy nierówne wynagrodzenie za tę samą pracę. Przeciwdziałanie takim sytuacjom to między innymi wdrażanie idei społecznej odpowiedzialności biznesu.

W 21. edycji Raportu Społecznej Odpowiedzialności Biznesu zostały także wyróżnione najciekawsze, społeczne inicjatywy. Spośród 29 różnych projektów, wybrano dwa, które wyróżniły się pod względem oryginalności, siły oddziaływania i spójności z polityką i strategią firm lub instytucji je realizujących.: konkurs grantowy organizowany przez Fundację Przedsiębiorstwa Górniczego Naftowego i Gazowego im. Ignacego Łukaszewicza oraz działania społeczne prowadzone przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, których celem jest ochrona wolności słowa i wsparcie lokalnych mediów.

Oczywiści rodzą się pytania czy trzeba wdrażać w życie zasady społecznej odpowiedzialności biznesu i nagradzać wyróżniające się inicjatywy? Moim zdaniem warto. Żyjemy w nieustającej się zmianie. Zmiany mogą być na lesze i na gorsze. Wydaje się, że z perspektywy czasu angażowanie się w rozwiązania zalecane przez społeczną odpowiedzialność biznesu uczynią naszą rzeczywistość lepszą. Komu mogłoby się to nie podobać?

dziecko SMUTEK

Kiedy chodziłem do szkoły, a było to dawno, dawno, dawno temu trwała reforma szkolnictwa. Od tamtego czasu ciągle o niej słyszę. Można powiedzieć, że jest permanentna. Jednak obecne wybryki i hucpa ludzi ulokowanych, w dumnie brzmiącej instytucji, Ministerstwie Edukacji Narodowej mają na celu ośmieszenie tego organu.

W 2012 roku resort wpadł na bezmyślny pomysł stworzenia e-podręcznika. Po wydaniu kilkudziesięciu milionów złotych na przygotowanie tego projektu krytykowanego przez środowisko, zmieniono ministra a o projekcie zapomniano, a urzędnicy zachowują się tak jakby nigdy nic nie miało miejsca. Nowy Minister, pomijam, ze pozbawiony kompetencji, bo jest osobą, która zna się na wszystkim, czyli brak jej jakichkolwiek kompetencji, prawdopodobnie, została uwiedziona, przez szkodnika, siedzącego w resorcie, ideą bezpłatnego podręcznika dla szkół. Został tym też uwiedziony premier, któremu bardzo brakuje jakiegokolwiek sukcesu. Tymczasem już samo hasło jest zakłamane i obłudne, bo oczywiście nie będzie żadnej darmowej książki, bo wszyscy zdrowo myślący wiedzą, że to musi kosztować.

Nawet rządowe instytucji wykazują uchybienia intelektualne idei darmowego podręcznika reklamowanego przez samego premiera, w tym Rządowe Centrum Legislacji, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, a nawet bratnie ministerstwa finansów oraz administracji i cyfryzacji. Nie wspominając o  Związku Nauczycielstwa Polskiego, Rzeczniku Praw Rodziców, Rzeczniku Uczniów Niepełnosprawnych, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, czy Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. To jednak nie zaprząta uwagi głuchych i ślepych na argumenty doktrynerów i propadzistów, którzy w swoim pomyśle wzorują się na takich potęgach edukacyjnych jak Rosja, Ukraina, Grecja, Węgry i Islandia, bo tylko w tych państwach panuje monopol państwa na pisanie podręczników.

Po ujawnieniu, przez MEN, kosztów związanych ze zmianami pomocy dydaktycznych, dla trzech pierwszych klas szkoły podstawowej i ich przeanalizowaniu okazuje się, że w sprawie finansów praktycznie nic się zmienia, są one porównywalne. Różnica polega na tym, że teraz nie będzie wyboru podręczników, gdyż ta materia zostaje zmonopolizowana powtórnie, jak za komuny, przez państwo. Książka jest pisana na chybcika, aby tylko zdążyć na czas i sprostać potrzebie populistycznego hasła „darmowości”. Podręcznik już nie będzie przechodzić procesu weryfikacji, tak jak było do tej pory, który trwał przeważnie około dwóch lat, ponieważ, nie ma na to czasu oraz dlatego, że będzie to podręcznik stworzony przez MEN, a więc z racji swego powstania z natury genialny. Aby potwierdzić jego genialność na wszelki wypadek w szkołach rezygnuje się z oceniania uczniów.

Książka dla pierwszych klas będzie taka cudowna, że już nie będą potrzebne inne pomoce, w tym materiał metodologiczny dla nauczycieli. Dzieci od samego patrzenia i dotykania będą od razu uzyskiwały potrzebną wiedzę. I to wszystkie dzieci, te co umieją czytać i te które jeszcze tego nie potrafią, również te z niepełnosprawnością umysłową i intelektualną. Ten, oczywisty idiotyczny eksperyment będzie testowany bez żadnych badań wstępnych na pół milionie dzieci! Jednocześnie wszystkie dotychczasowe podręczniki, będących dorobkiem doświadczeń branży książek edukacyjnych ostatnich 25 lat, trzeba będzie wyrzucić i zutylizować, a to tez wiąże się z kosztami. Chciałbym, aby premier osobiście sfotografował się na tle niszczonych podręczników o wartości kilkudziesięciu milionów złotych, bo taka będzie cena „darmowości”.

Juliusz Bolek

kremowki

Myślałem, że postać Jana Pawła II już pokazano na wszystkie sposoby. Okazuje się, że byłem w błędzie. Cóż, na naszych oczach powstaje mit papieża wszech czasów. Teraz jego postać jest przybliżana dzięki włoskiemu musicalowi operowemu „Karol Wojtyła. Historia Prawdziwa”.

Tych, którzy darzą szczególną atencją Jana Pawła II pragnę uspokoić, a tych, którzy sobie z niego dworują – rozczarować – w musicalu Ojciec Święty nie tańczy. Celem tego projektu jest przede wszystkim przybliżenie postaci przyszłego papieża. Akcja przedstawienia rozpoczyna się w momencie zamachu na Jana Pawła II na Placu św. Piotra w w Watykanie. Sceny walki o życie, przeplatają się ze wspomnieniami z dzieciństwa i młodości, w Polsce.

Musical opowiada o życia Karola Wojtyły to znaczy do momentu kiedy zostaje wybrany na papieża i przybiera imiona Jan Paweł II. Scenariusz przedstawienia powstawał pod czujnym okiem watykanistki Palomy Gomez Borrero, która jako dziennikarka towarzyszyła Ojcu Świętemu w 104 papieskich pielgrzymkach po świecie, odwiedzając razem z nim 160 państw.

Organizatorzy uważają, ze musical to doskonała rozrywka dynamicznie łącząca wszystkie firmy artystyczne takie jak śpiew, taniec, recytacja oraz choreografia. Celem jest dotarcie do jak najszerszego kręgu odbiorców, zwłaszcza tych, którzy nie mieli okazji poznać Jana Pawła II. Czy rzeczywiście musical operowy to sposób na zwiększenie masowego zainteresowania polskim papieżem? Mam wątpliwości, ale cóż, mit powstaje w wielkowymiarowy sposób poprzez nawarstwienia, jednym z nich może być nowe włoskie przedstawienie, które zresztą niebawem ma się doczekać polskiej wersji językowej.

Jan Paweł II był postacią, która wywarła istotny wpływ na światowe wydarzenia w XX wieku. To wartość bezwzględna, niezależnie od tego jak będzie to oceniane. Był wielkim autorytetem dla wielu milionów ludzi na całym świecie. Gdzieś w tym wszystkim gubi się to, o co chodziło Janowi Pawłowi II w tym wszystkim, boli, że po takim człowieku zostaje tylko „Barka” i wadowickie kremówki. Być może to jest taki czas internetu i skrótów myślowych. Może jednak, kogoś zainteresują refleksje człowieka, który tak ukochał proste ciastka i i podąży za Jego myślami?

Juliusz Bolek