Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

arbitraz 2

Niewydolność sądów powszechnych sprawia, że rośnie im konkurencja w postaci arbitrażu. Ta forma polubownego rozwiązywania sporów zyskuje coraz większą popularność, zwłaszcza w sprawach gospodarczych. Cóż okazuje się, że alternatywa dla klasycznego wymiaru sprawiedliwości to ciekawe rozwiązanie.

Korzystanie z polubownego rozwiązywania sporów jest atrakcyjne dla przedsiębiorców, ponieważ nierozstrzygnięte sprawy można wyjaśnić w zdecydowanie szybszym czasie niż dzieję się to w sądach powszechnych, a jak wiadomo czas to pieniądz. Biznesmeni znają jego wartość, więc narzędzie w postaci arbitrażu jest często warte skorzystania.

O popularności polubownego rozwiązywania sporów świadczy również zainteresowanie studentów tą problematyką. Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej od ponad 10 lat organizuje konkurs im. prof. Jerzego Jakubowicza na najlepszą pracę magisterską na temat sądownictwa arbitrażowego i mediacji. Do pierwszej edycji konkursu było tylko 6 zgłoszeń. W tym roku aż 40. Ciekawostką jest, że pięć prac zostało na pisane w języku angielskim.

O prestiżu konkursu świadczy pula nagród w wysokości 30.000 zł. Jednak dla uczestników ważniejsza jest satysfakcja z udziału. Prace laureatów konkursu są publikowane w specjalnym wydawnictwie, co ma wpływ na dalszą karierę arbitrażową ich autorów. Przed zwycięzcami otwierają się też podwoje najlepszych kancelarii prawniczych w kraju i za granicą.

Zaprzyjaźniona prawniczka była zdziwiona polarnością arbitrażu i konkursu. Uważała, że nie ma o czym pisać prac magisterskich z tego tematu. Dlatego też pozwolę sobie przytoczyć tytułu wyróżnionych prac naukowych: „Zdatność arbitrażowa sporu w prawie polskim” (Bartłomiej Parafin), „The path towards the extension o fan arbitration agreement to non-signatories – polish law perspective” (Barbara Sobowska), „Prawne i pozaprawne podstawy orzekania przez sąd polubowny w arbitrażu handlowym” (Maciej Zych), „Klauzula porządku publicznego w postępowaniu o uznanie lub wykonanie zagranicznego wyroku arbitrażowego” (Piotr Plesiński), „Uzyskanie dokumentów od strony przeciwnej lub trzeciej w międzynarodowym arbitrażu handlowym” (Krzysztof Rokita). – Dużo, ciekawie, inspirująco – zysk!

latkowski

Ile zbrodni i przestępstw na sumieniu, a może i na rękach, musi mieć obecna władza, że dopuścić się zbiorowego zajazdu przez policje, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratura na redakcję tygodnika „Wprost”? Celem, gwałcącego niezależność dziennikarską i konstytucyjną wolność słowa, działania było dowiedzenie się jakimi jeszcze nagraniami dysponują redaktorzy? Motorem tej akcji jest arogancja, strach i panika, które odebrały rozum rządzącym.

Kilka dni temu redakcja tygodnika „Wprost” ujawniła nagrania ważnych osób w państwie, z których wyraźnie wynika, że wszystkie one wykorzystują swoje stanowiska do prowadzenia przestępczej działalności. Od razu rząd stwierdził, że rozpowszechnianie tych treści jest „zamachem stanu”, a „podsłuchy są nielegalne”. No to wyjaśnijmy, że tak zwane „podsłuchy” to nagrania w miejscach publicznych osób publicznych. Takie postacie muszą liczyć się ze szczególnym zainteresowaniem innych osób i ich prawa do pozostania anonimowymi są ograniczone. Wysocy urzędnicy państwowi dysponują miejscami służbowymi do prowadzenie ważnych rozmów, co więcej są oni chronieni przez służby specjalne. Jeśli zatem opuszczają oni bezpieczne miejsca aby knuć i intrygować przeciwko państwu i jego obywatelom, ci ostatni mają nie tylko prawo, ale nawet obowiązek znać treść takich knowań. Termin „zamachu stanu” to jednak nie to czego dopuściła się redakcja „Wprost” tylko to o czym rozmawiają rządzący.

Premiera i jego otoczenie nie interesuje przestępcza treść nagranych rozmów notabli. To oczywiste ponieważ doskonale wie co to za rozmowy, z pewnością w wielu sam uczestniczył. Jego tylko interesuje, kto dokonał nagrań! Jest to i śmieszne i żałosne i straszne. W XXI wieku postęp techniczny jest taki, że można już skanować myśli, a nie tylko nagrywać rozmowy. Rząd sam bez pardonu wykorzystuje techniki inwigilacyjne obywateli, zgodnie z wielokrotnie powtarzanym oświadczeniem, że ludzie uczciwi nie mają nic do ukrycia. Do podsłuchiwania w Polsce jest upoważnionych aż osiem różnych instytucji. Polacy są najbardziej inwigilowanym narodem w Europie. Nic zatem dziwnego, że również rządzący mogą się załapać na ten luksus. Okazuje, że politycy mają wiele do ukrycia czyli nie są ludźmi uczciwymi.

Nie ma co kryć, że posiadam krytyczny stosunek do obecnej administracji. Jednak, abstrahując od tego, po haniebnych, łamiących podstawowe zasady demokracji, nie mówiąc już o zwykłem przyzwoitości, wydarzeniach ostatnich dni, rządzący, w moim przekonaniu, utracili jakiekolwiek prawo do dalszego działania. Wypowiedzi premiera, na konferencja prasowej, zorganizowanej, rano, w święto Bożego Ciała, świadczą, że jest to człowiek, który stracił kontakt z rzeczywistością. Szkoda, strata.

SZWY

Pracujący są zatrudniani bez jakichkolwiek umów, łamane są normy czasu pracy i prawo do urlopu czy zwolnienia w razie choroby. Zdarzają się przypadki przemocy słownej i fizycznej. W żadnej z fabryk nie działał związek zawodowy ani inna forma reprezentacji pracowniczej. Płace we wszystkich fabrykach nie wystarczają na godne życie. Pracujący w większości mieszkają w slumsach, w bardzo złych warunkach, nie stać ich na odpowiednie wyżywienie, leczenie czy edukację dzieci.” – to nie cytat z podręcznika historii o początkach kapitalizmu tylko wyniki raportu na temat warunków w jakich jest szyta odzież w Bangladeszu polskich firm odzieżowych: LPP, Carry i Monnari.

Informacje pochodzą z raportu „Grubymi nićmi szyte. Warunki pracy w fabrykach dostawców polskich firm odzieżowych w Bangladeszu” opublikowanego przez Clean Clothes Polska i Fundację Kupuj Odpowiedzialnie. Jest to pierwsza publikacja,  przedstawiającą współczesne niewolnictwo, na podstawie sytuacji osób zatrudnionych w łańcuchach dostaw polskich marek odzieżowych.

Dokument powstał na podstawie prawie 100 wywiadów z pracownicami i pracownikami z trzech fabryk odzieżowych w Dhace. Zostały one przeprowadzone na podstawie kwestionariusza stosowanego przez Clean Clothes Campaign w monitorowaniu przestrzegania podstawowych standardów prawa pracy w fabrykach odzieżowych w krajach produkcyjnych w Azji i Europie. Rozmowy odbywały się poza terenem fabryk, w lokalizacjach wybranych przez badane osoby oraz z zachowaniem ich anonimowości. To jedyna możliwość uzyskania takich informacji. Uzyskanie ich na terenie zakładów produkcyjnych jest niemożliwe.

Clean Clothes Polska wysłało streszczenia wyników badań do LPP, Carry i Monnari. Odpowiedzi polskich producentów, opublikowane na portalu raportcsr.pl , są tak żenujące, że nie zasługują na cytowanie. Piszą coś tam, że się zastawiają nad zmianą, że pracują nad długofalową polityką społecznej odpowiedzialności biznesu, która obejmie także kwestie związane z łańcuchem dostaw. Jest to haniebne łgarstwo, które pokazuje, że polscy producenci są świadomi w jakich warunkach powstaje odzież sygnowana ich logo. Nie ma potrzeby myślenia latami nad wprowadzaniem długofalowej polityki społecznej odpowiedzialności biznesu – to bełkot korporacyjny, gra na czas i mydlenie oczu.

Każdy kto działa na rynku odzieżowym wie jaki jest koszt surowca i realnego wytworzenia ubrań. Jeśli zatem dokonuje zamówień poniżej tych kosztów jest świadom, że musi to być wytwarzane na nieuczciwych zasadach. Jest to praktyka stosowana przez większość międzynarodowych koncernów odzieżowych. Dzieje się to na rynku bezwzględnej konkurencji, na której króluje zasada najniższej ceny. Skutek jest taki, że kapitalizm tylko pozorami różni się od niewolnictwa.To bardzo drogi zysk.

POMIESZANIE

Elektrownie wiatrowe trzeba postawić, aby wypełnić europejskie normy na „ekologiczny” prąd. Nie wolno ich jednak budować w promieniu kilku kilometrów od domów. Najlepiej gdyby stały poza granicami kraju. Wówczas można by kupować „zielone certyfikaty” energetyczne od państw, spełniających normy i nie bojących się elektrowni wiatrowych.

Takie myślenie sprawdziło się już przy ustawie „antyhazardowej”, która sprawiła, że rynek gier losowych i zakładów bukmacherskich wyemigrował. W ten sposób Skarb Państwa został pozbawiony znacznego przychodu, na rzecz innych krajów, a sportowcy utracili sponsorów i reklamodawców. To nie ma znaczenia, Skarb Państwa jest bardzo bogaty, a jeszcze bardziej bogaci są sportowcy, a poza tym najważniejsza jest obłuda i hipokryzja.

Elektrownie wiatrowe szkodzą też ustawie „janosikowej”. Gminy, w których powstaje prąd z wiatru stają się bogate i nie potrzebują zapomogi ze strony państwa, pobieranej od innych bogatych gmin. W ten sposób coraz więcej gmin robi się bogatych i niebezpiecznie maleje liczba gmin biednych uzależnionych od państwa. Powszechnie wiadomo jak niebezpieczne dla kraju są gminy bogate i niezależne.

Wiatraki szkodzą krajobrazowi. Niszczą go w sposób nieodwracalny, w przeciwieństwie do, na przykład, kominów hut, elektrowni czy przesyłowych sieci energetycznych, które upiększają krajobraz, nadają oryginalny charakter, stanowią atrakcje turystyczną i inspirują malarzy oraz fotografów.

Wiatraki otrzymują dotacje europejskie a prąd, który wytwarzają, nie zanieczyszcza środowiska. To bardzo zagraża nieefektywnemu przemysłowi górniczemu, za którym stoi kilkaset tysięcy pracowników, żywotnie zainteresowanych utrzymaniem status quo. To ogromnie ważna grupa osób uprawnionych do głosowania w całej niekończącej się serii wyborów.

Julian Tuwim pisał onegdaj dla dzieci: „Idzie Grześ Przez wieś, Worek piasku niesie, a przez dziurkę piasek ciurkiem sypie się za Grzesiem. „Piasku mniej – Nosić lżej!” Cieszy się głuptasek.” Cóż, widać, że wielu polityków tego wierszyka nigdy nie poznało, albo nie zrozumiało. Tak czy tak, bolesna strata.